Chinag Mai >>> Bangkok – szybki life update


A więc tak. Nie będę się rozpisywał, ponieważ jestem w trakcie pisania czwartej części Locked up abroad. Ponieważ jednak sporo osób próbuje się ze mną spotkać w Chiang Mai, oficjalnie ogłaszam, że jestem już z powrotem w Bangkoku. Jak macie dla mnie kabanosy, to proszę o przywiezienie do stolicy 🙂 Tak jak wszyscy się domyślacie, zostałem dyscyplinarnie zwolniony za wdawanie się w intymne relacje z dziewczynami. Nie, nikt nie złapał mnie z Egipcjanką. Tym razem przyprowadziłem Tajkę poznaną przez Thaifriendly.com .

chinag-mai-bangkok.png

Harry, mój roommate, pojechał wraz z grupą wolontariuszy myć dupę słonia w sanktuarium. Miało go nie być przez 5 dni, więc miałem wolny pokój. Akurat Sara (Egipcjanka) również była na wyjeździe, gdzieś na jakimś English Camp dla dzieci z prowincji. Korzystając z okazji, od razu odpalałem Thaifriendly i zaprosiłem do siebie laskę. Około 11 w nocy Tajka poprosiła, żebym odprowadził ją do toalety, ponieważ ona boi się duchów (wszyscy Tajowie bardzo poważnie podchodzą do tego tematu). Wyszedłem więc na korytarz w samym ręczniku i BOOM wpadłem wprost na szefową, której przez 3 tygodnie nigdy nie było nawet na moim piętrze.

Zasadniczo to nawet nie wiedziałem, że przyprowadzanie Tajek jest wbrew regulaminowi. Podpisywaliśmy 5 stron różnych zasad, czego nie wolno na robić, i żadna z nich nie wspominała o przyprowadzaniu Tajek. Niestety ten argument nie zadziałał i szefowa twierdzi, że rzekomo 3 wolontariuszki poskarżyły się, że w naszym ośrodku jest jakaś obca laska i one się z tym czują niekomfortowo. Szczerze to średnio wierzę, że ktokolwiek miał z tym problem. Raczej wymyślona ściema, żeby się mnie pozbyć. A że akurat skończyliśmy już i kurs TEFL i lekcje tajskiego, nikt mnie nawet nie będzie musiał zastępować. Dostałem więc natychmiastowy wylot z pracy i oto jestem z powrotem w stolicy.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Chiang Mai – raport z pierwszych dni na dalekiej północy


W Chinag Mai dane mi będzie spędzić cały Sierpień. Najdłuższy wyjazd służbowy w moim życiu, ale generalnie jestem pozytywnie nastawiony. Nawet pomimo tego, że Chiang Mai nie jest moim ulubionym miejscem w Tajlandii. Jest tu po prostu zbyt wielu farangów i np. tak jak w Issan można zatrzymać dowolny pojazd na ulicy i poprosić o podwózkę, tak w takim Chinag Mai to nie przejdzie. Widok białej skóry jest tu dość powszechny. Ma to też inny wymiar – laski nie gwiżdżą na widok białego i, o zgrozo, policja zna podstawy angielskiego, więc nie da się nawet grać głupa. Suma summarum, dobre miejsce dla początkujący ekspatów, ale nie weteranów mojego pokroju. chinang-mai-tajlandia

A więc co ja tutaj właściwie robię? Poza codziennym pluskaniem się w basenie naszego resortu ze zdjęcia powyżej, opiekuje się grupą 50 wolontariuszy z Anglii. Nie wiem nawet jak nazywa się taka pozycja – po angielsku to po prostu lead representative, a w praktyce jestem trochę przewodnikiem, a trochę instruktorem – wszyscy Anglicy mają już za sobą online TEFL, ale dodatkowo, ja, jako instruktor TEFL muszę ich przeszkolić w klasie. W każdy poniedziałek 8h uczę ich o technikach i metodologii nauczania. W każdy czwartek wieczorem prowadzę też lekcje tajskiego. Wtorek do piątek, jesteśmy podzieleni na 5 grup i robimy różnego rodzaju prace na zasadzie wolontariatu. Jedna grupa jedzie myć dupe słonia, druga grupa jedzie do przedszkola uczyć dzieci angielskiego, trzecia grupa jedzie do sierocińca bawić się z sierotami. Całe szczęście, że ja ich tylko nadzoruje, bo jak wchodzę do tego przedszkola i czuje jak jebie moczem od tych dzieci, to od razu sobie przypominam dlaczego nigdy więcej nie chcę być nauczycielem. Weekendy mamy wolne, za to w tygodniu jestem trochę zajebany, bo pomimo tego, że sam wolontariat trwa 2, 3 godziny dziennie, to non stop albo muszę kogoś zabrać na Muay Thai, albo wycieczkę rowerową, albo na nocny bazar, etc. Generalnie nie jest źle, za darmo się popluskam w parku wodnym, poćwiczę tajski boks, itd.

95% wolontariuszy to dziewczyny. Jak tylko ich odbierałem z lotniska, to wiedziałem, że będzie problem z przestrzeganiem zasad, czyli „nie ruchaniem żadnych wolontariuszek”. Bo choć większość z nich przypomina z wyglądu raczej krowy, to jest tam parę naprawdę dobrych sztuk. Np, jest laseczka której ojciec jest z Egiptu i ma zajebiście arabską twarz. Takiej jeszcze nie miałem. W iście tajskim stylu, ktoś źle policzył ilość uczestników i ilość miejsca w autokarze wynajętym, żeby przetransportować nas do Chinag Mai, więc musieliśmy na szybkości wynająć dodatkowy minivan, w którym jechałem ja, 2 wolontariuszy i 5 wolontariuszek. Pierwsze parę godzin, a tu laska z Gibraltaru coś mnie „niechcący” za dużo dotyka. Dosyć oczywisty znak zainteresowania. Po drodze był śpiew, alkohol i haszysz z Egiptu, więc wyszło, z tego przytulanie i wspólne spanie z laską z Gibraltaru, ale jak na razie jestem twardy i nie próbuje nic więcej, bo jak mnie ktoś ze staffu na tym złapie, to od razu stracę pracę.

W końcu dojechaliśmy do Chinag Mai. Na miejscu niespodzianka – muszę dzielić pokój z Harry, czyli reprezentantem firmy po angielskiej stronie. Niezła chujnia, bo teraz będę musiał szukać lasek z własnym mieszkaniem. No i oczywiście nie próżnowałem w tym temacie. Od niedzieli intensywnie używałem aplikacji do randkowania i każda rozmowa miała ten sam schemat:

  1. Cześć. Mieszkasz w Chinag Mai?
  2. Ooo, to super, że tak. Będziemy najlepszymi przyjaciółmi.
  3. Mieszkasz sama czy z rodziną? (to bardzo ważne bo szukam tylko Tajek ze swoim mieszkaniem)
  4. O mieszkasz z rodziną? To dobrze, nie musisz się bać duchów (boom, koniec rozmowy z mojej strony) / Ooo, mieszkasz sama? Nie boisz się duchów?
  5. Masz motor? (to następne zajebiście ważne pytanie, bo ja nie mam swojego pojazdu, więc szukam tylko laski, która będzie po mnie przyjeżdżać)
  6. Nie masz? Aha, to będziemy musieli chodzić na nogach, żeby się spotykać (boom koniec rozmowy, ale zostawiam tak, żeby się dało do niej wrócić) / Masz motor? Super, to wpadnij mnie odebrać jak się będziemy spotykać.
  7. Ok, przyjedź po mnie po 1pm.

Od niedzieli do wtorku przeprowadziłem ten schemat rozmowy z chyba 30 laskami, aż w końcu znalazłem jedną, która spełnia wymagania, czyli ma swoje mieszkanie, motor i wygląda wystarczająco dobrze. Btw, nic w tej rozmowie nie jest przypadkowe. Punkt 1 – muszę wiedzieć, czy tu mieszka, czy jest tylko przyjazdem. Mnie raczej pojedyncze spotkania nie interesują, zawsze szukam laski która będzie moim gikiem i będziemy się spotykać przez jakiś czas. Punkt 2 – zawsze mówię laską, że będziemy tylko przyjaciółmi. Dlaczego? Bo pytam o spotkanie już w 7 zdaniu, na randkę to trochę za szybko, natomiast szanse na spotkanie znacznie wzrastają jeśli nie ma tego „pressure”, że to jest randka i coś poważnego. Punkt 4 – logistyka. Jeśli ona mieszka z rodziną, to muszę mieć swój apartament, a akurat w Chinag Mai dzielę pokój z jednym typem. Innymi słowy – jeśli nie mamy gdzie się iść bzykać, to jest to raczej strata czasu, nie chcę wydawać codziennie kasy na hotele. 5 – motor, znowu logistyka. Ja jak na razie nie mam swojego i nie wiem czy w ogóle będę miał, bo tak naprawdę potrzebny mi jest tylko do tego, żeby spotykać się z laskami, więc już lepiej od razu znaleźć taką, która ma swój.  7 – zasugerowanie spotkania. Jeśli ona nie jest gotowa / nie chce się spotkać, to nie ma co tracić czasu, bo następna bez problemu się zgodzi. Ja na tych aplikacjach do datingu zawsze od razu mówię, że jestem zainteresowany tylko prawdziwymi znajomościami, nie potrzebuje cyfrowych przyjaciół. Część lasek powie „poznajmy się trochę lepiej”, bo faktycznie szybko atakuje, ale ja je olewam, bo wiem, że te pozostałe od razu się spotyka bez takich obiekcji.

Tak więc od niedzieli poszukiwania i w końcu  we wtorek wyhaczyłem jakaś landrynę.  Przyjechała mnie odebrać na motorze i pytam „gdzie jedziemy?” – to pytanie było retoryczne, bo Tajki są totalnie bezużyteczne jak chodzi o jakąkolwiek inicjatywę i nic nie wymyślą, choćby skały srały. Sugeruję więc pójście do parku – znowu miejsce nie przypadkowe. Laska się zgadza i jedziemy (oczywiście ja muszę pokazać drogę, bo pomimo tego, że to jej miasto, ona się zgubi i w ogóle nie wie, że jest w tym mieście jakiś park -standard w Tajlandii). W parku trochę chodzimy, żeby się lepiej poznać, oczywiście to ja decyduję co, jak i kiedy robimy – mówię jej, kiedy siadamy na ławkę, kiedy wstajemy i oglądamy posąg Buddy – z jakiegoś powodu Azjatki się strasznie podniecają jak facet ma nad nimi pełną kontrolę. Druga sprawa – rozśmieszam ją, żartuję, dokuczam. Drażnimy się. Znowu, wszystko to tylko i wyłącznie po to, żeby swobodnie się ze mną czuła i szybciej nie miała obiekcji, żeby wrócić razem do pokoju. Na koniec kino-eskalacja – czyli nawiązujemy coraz śmielszy kontakt dotykowy. Ja lubię technikę – 2 kroki do przodu, jeden krok do tyłu, czyli dotykam ją, wycofuje się, dotykam bardziej, wycofuje się, znowu dotykam bardziej, i znowu trochę się wycofuje. W między czasie cały czas obserwuje jak ona się czuje z tym dotykiem. W tym przypadku wszytko wskazywało na to, że można ścinać bramkę i brać do domu. Wspominałem już, że park nie jest przypadkowy? Tak, jednym z powodów jest to, że nie muszę wydawać żadnych pieniędzy, acz nie jest to główny powód. Głównym powodem jest to, że mam łatwą wymówkę, żeby przenieść się na mieszkanie – w Tajlandii zawsze jest gorąco, więc wystarczy powiedzieć, że z tego powodu idziemy do mieszkania. Zawsze musi być jakiś powód. Dlaczego? Ponieważ pomimo tego, że podświadomie one wiedzą co będzie się działo w pokoju i o co w tym chodzi, to nie chcą się czuć łatwe. Chcą mieć tą swobodę, że mogą sobie pomyśleć: „oh nie, ja wcale nie poszłam się z nim od razu ruchać, my tylko poszliśmy do klimatyzacji, a ruchaliśmy się dlatego, że było tak romantycznie, on był taki męski i bla bla bla”. Niestety społeczeństwo tak programuje kobiety, żeby czuły się winne, jeśli nie stawiają oporu facetowi, więc trzeba im trochę pomóc i dać jakąś wymówkę, żeby to ominąć.

Półtorej godziny od spotkania byłem już w jej mieszkaniu. Szybka akcja, ale dobrze rozplanowana, więc stąd szybki efekt. I w ten oto sposób mam pierwszego gika w Chinag Mai. Na zakończenie wrzucam jeszcze fotke z jej mieszkania, zdjęcie „po”. A ciekawostka jest taka, jeśli się zastanawiacie ile kosztuje takie mieszkanie w Chinag Mai, to pewnie tak jak ja, zdziwicie się, że zaledwie 2,500 thb na miesiąc. To sporo mniej niż w Bangkoku. Aaa, tylko nie ma klimatyzacji, ale za to jest duży wentylator na suficie.

Trzymajcie się dzióbki, o Chiang Mai będzie jeszcze więcej, bo jestem tu cały miesiąc. Sawadee took khon !

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Pattaya – raport z nocy w Sin City


Pattaya to milionowe miasto nad morzem, znajdujące się około 150km na południe od Bangkoku. Podróż z centrum stolicy kosztuj zaledwie 130 batów i popierdalając po zajebistej autostradzie (a są nawet dwie – całą drogę do Chonburi można pojechać płatną autostradą nad ziemią), zajmuje około 2 godziny. Dodatkowo, główne lotnisko Bangkoku, Suvarnabhumi, znajduje się na obrzeżach miasta w kierunku Pattaya, dzięki czemu można ominąć stolicę i udać się wprost do Pattaya, startując od razu z autostrady i omijając wszystkie korki.

pattaya-plaza-tajlandia.jpg

Co takiego jest w Pattaya? W Pattaya jest plaża, a nawet kilka plaż. Jest morze, są skutery wodne. Można tu wpierdolić lobstera, przespać się w luksusowym kurorcie i udać na masaż w spa, a potem nurkowanie. Ale nie dlatego Pattaya jest odwiedzana przez 8 milinów turystów rocznie. Pattaya jest wszak największym burdelem na świecie i żyje  z seks turystki. Nie ma na świecie drugiego takiego miasta jak Pattaya. Dziwki roją się na każdym rogu, a przeważająca większość salonów masażu oferuje dodatki, z każdego baru można zabrać ze sobą dziewczynę po zapłaceniu bar fine’u i generalnie atmosfera jest dosyć poważnie kurewska. Nocne kluby są pełne freelancerek szukających klienta, przy głównej plaży, ciągnącej się przez 4 kilometry, stoi chyba więcej dziwek niż przechodni. Puszczanie się za kasę jest w Pattaya tak normalne i rutynowe, jak jedzenie śniadania. O tym się nie myśli, to po prostu się dzieje.

Największym skupiskiem kurewskości, jest oczywiście Walking Street, czyli około kilometrowa ulica na której znajduje się setki barów go go, klubów nocnych (właścicielem jednego jest Polak) i różnego rodzaju barów. Najlepsze kluby to I-bar i Insominia (t0 moje osobiste odczycie, być może ktoś mieszkający w Pattaya może polecić coś lepszego). W I-bar na każdego faceta przypada chyba z 5 zajebistych lasek, nie jest jakoś bardzo drogo, drinki chodzą po około 130 batów, wejście za free. No i jest to jedno z miejsc gdzie przy odrobinie szczęścia można puknąć coś za darmo (sprawdzone info :D), aczkolwiek 90% lasek to jednak szukające klienta dziwki, jak to w całej Pattayi.

pattaya-dziewczyny-tajlandia_b.jpg

Tutaj, aby oddać istotę kurewskości w Pattaya, opowiem pewną historię. Kiedyś wraz z moim przyjacielem Marcinem zachekowaliśmy się do hotelu na Soi Bakao, jednej ze słynnych ulic w Pattaya. Podobnie jak na Walking street znajduje się tam masa klubów go go, barów, restauracji, etc. Jest to też najtańsze miejsce do spania, są tam budżetowe pokoje za 200 batów na noc (wyglądają jednak przerażająco i śmierdzą spermą). W recepcji hotelu laska coś się dużo uśmiechała do Marcina, więc jak tylko znaleźliśmy się w pokoju, Marcin zadzwonił do niej, żeby przyszła „naprawić air con”, co miało być przynętą. Laska z recepcji przyszła i Marcin prosto z mostu – zrobiłabyś jakiegoś loda, albo coś – na co laska bez żenady – ok, 500 batów. I to była normalnie wyglądająca laska, z normalną pracą w hotelu na recepcji, więc wyobraźcie sobie mentalność tych ludzi w Pattaya.

W ten Weekend akurat szefowa wysłała mnie do Rayong, to jest prowincja niedaleko Pattaya, stąd też postanowiłem skorzystać z okazji i zostać w niedzielę na noc w Pattaya. Jak się bawiłem? Oczywiście, że zajebiście 🙂 Ta laska ze zdjęcia na górze to barówka z soi 6, chyba najbardziej kurewska ulica w całej Pattaya, gdzie w niektórych barach dupy robią loda, przy wszystkich, za co trzeba zapłacić 800 batów. Jest tam takich barów z 5, nazw aktualnie nie pamiętam, poza King Kong i Lick. Takie barówki można oczywiście wyciągać za kasę, czyli zapłacić bar fine, w Pattaya bar fine stoi chyba z 500 batów (nie dam sobie uciąć za to ręki, bo jeszcze nigdy w życiu nie zapłaciłem bar fineu – wiem natomiast, że w Pattaya jest to tańsze niż w Bangkoku). Anyway, poza bar finem trzeba się też umówić z laską ile ona chce kasy za ewentualne ruchanko, albo alternatywnie, można użyć tajnego sposobu na ruchanie za darmo – czyli wkręcenie lasce, że się ją lubi, zabranie Line ID i umówienie się po pracy. Wtedy koszt ruchania spada do ewentualnych paru drników które trzeba jej kupić przed pójściem do hotelu. Metoda sprawdzona wielokrotnie i w Bangkoku i w Pattaya (a także innych miastach jak Udon Thani) i przeze mnie i przez moich znajomych. Oczywiście jak się nie płaci kasą, to trzeba płacić czasem i udawać, że się jest nimi zainteresowanym, więc w pełni rozumiem jak ktoś woli od razu rzucić kasą – czas bywa więcej warty niż kasa. Ja zawsze powtarzam, że w Tajlandii dziewczynom daje się kasę nie za to, żeby przyszły do pokoju, tylko ŻEBY WYSZŁY. Jest dużo chętnych do pobawienia się z białymi za darmo, ale potem siedzą w pokoju, chcą się przytulać, oglądać TV, bleeeee. Jak im się daje kasę, to wiedzą, że chodziło tylko o seks i mogą sobie już iść po skończonej robocie. Anyway, dalej mam więcej czasu niż kasy, więc muszę płacić tym pierwszym i się z nimi umawiać na randki.

Poniżej krótki filmik który telefonem nakręcił wczoraj Tomek. Jest to jeden ze „zwykłych” barów. Ten znajduje się na soi 7. Pierwszy do którego się wczoraj udaliśmy. Można zaobserwować jak się laski kleją.

Podsumowując, jeśli kogoś interesuje seks turystyka, nie ma lepszego miejsca na ziemi niż Pattaya. Można tu nawet wynająć hotel razem z dziewczyną do towarzystwa (albo dwiema) i wtedy mamy na czas pobytu laskę która z nami siedzi przez cały okres i udaje naszą dziewczynę. Więcej o tym napisze w innym poście. Poniżej jeszcze jedno video które wczoraj zrobił Tomek, tym razem z soi 6.

Masz jakieś ciekawe historie z Pattaya? Chcesz dodać coś od siebie? Zostaw komentarz.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Khon Kean – najlepsze miasto do życia w Tajlandii


W mój ostatni tydzień w Tajlandii przed wyjazdem do Wietnamu, los sprowadził mnie do mojego ulubionego miasta w całej Tajlandii – do znajdującego się 400 km od Bangkoku na północny wschód – Khon Kean. Co robię w Khon Kean? Jestem na tak zwanym standby, czyli siedzę w hotelu i bujam się po imprezach, na wypadek gdyby firma mnie potrzebowała, w przypadku czego wezwą mnie do pracy. Tak też siedzę już czwarty dzień w Issan, jak nazywa się ten region, i wcale nie bezczynnie, gdyż zleceń na tłumaczeń mam całą masę, tak też nie narzekam na nadmiar wolnego czasu i klikam na komputerze po kilka godzin dziennie, z przerwami na spanie, siłownie, dziewczyny i imprezy. Jak do tej pory nie zostałem wezwany do pracy dla której docelowo tu jestem, ale to nawet lepiej – darmowy hotel w moim ulubionym mieście.

Jeśli kiedykolwiek powrócę mieszkać w Tajlandii (co jest bardzo prawdopodobne), to właśnie będzie to Khon Kean.

pullman-khon-kaen-tajlandia.5

A dlaczego jest to moje ulubione miasto? Otóż miasto to, nie ma nic do zaoferowania turyście. Dlaczego więc mi się tu podoba? Ponieważ nie ma tu turystów! Dodatkowo, płace w Issan są sporo niższe niż w Bangkoku, w związku z czym zwyczajnie jest tu bardzo mało farangów. Znajdzie się oczywiście trochę nauczycieli, wszak miasto liczy sobie około 400,000 ludzi (wikipedia podaje 100 – dobry przykład na to, że nie wikipedii zdarza się kłamać). Dlaczego zależy mi jednak na braku obcokrajowców?

Jest taka dziwna zależność, że im więcej jest gdzieś obcokrajowców, tym bardziej zjebani stają się Tajowie i działa to też  drugą stronę, im mniej obcokrajowców, tym bardziej zajebiści są Tajowie. Niestety my biali demoralizujemy i widać to nawet po Bangkokou – dzielnice typu lower Sukumvith, czy Banglamphu, słyną z oszustów, dziwek, lasek które lecą tylko na kasę, etc. Tymczasem wystarczy pojechać do Bang Kapi, czy Thonburi i nagle Tajowie stają się super życzliwi i nikt nie ma ukrytej agendy, nikt nie zagaduje, udając przyjaznego tylko po to, aby coś sprzedać, etc.

I dokładnie tak samo jest w Khon Kean – brak białych i zajebiście życzliwi ludzie. Często zdarza się, że lokalni postawią piwo, czy kolacje, odmawiając absolutnie moich pieniędzy. Ludzie którzy podchodzą zapytać się skąd jestem i co tu robię, nie mają żadnej ukrytej agendy, oni naprawdę zwyczajnie zaciekawieni są obcokrajowcem, których jest tu jak na lekarstwo.

Ceny w Khon Kean są sporo mniejsze niż w stolicy. Przykładowo, duże piwo w barach/klubach przy uniwersytecie, kosztuje 55 batów, czyli tyle samo co w sklepie! Apartamenty chodzą tu po 3,000 i 4,000 batów za miesiąc.

Oh, a czy wspominałem już o ruchu na drogach? Tutaj nie ma korków i niekończącego się sznuru samochodów. A zanieczyszczenia? Jest dużo lepiej niż w Bangkoku, aczkolwiek idealnie również nie jest.

A teraz to co tygryski lubią najbardziej, czyli dziewczyny. Większość farangów w Khon Kean ma bliżej 50siątki niż 20stki, skąd wywołuje dosyć dużo reakcji typu „hej, mogę sobie zrobić z tobą zdjęcie?” od miejscowych dziewcząt. Khon Kean to miasto studenckie i duża część miasta jest w przedziale wiekowym 18 – 24 lata. Umawianie się jest ekstremalnie proste, w końcu konkurencji prawie zero, zazwyczaj używając stronek randkowych i aplikacji pytam o spotkanie w trzecim zdaniu i prawie zawsze się zgadzają. Zresztą zobaczcie screena z Tindera poniżej. I najfajniejsze jest w tym to, że to są normalne laski, które nawet nie szukają białego faceta, tylko przypadkowo gdzieś się napatoczyłem. To nie są gold diggery, czy barówy, a normalne laski, w większości z uniwersytetu.

13174008_10208422255889839_3338045465635697_n

Jakie są minusy Khon Kean? Po pierwsze lokalni mają małą potrzebę mówienia po angielsku, w związku z czym znajomość języków obcych jest dość tragiczna, jest jeszcze gorzej niż w Bangoku. Co więcej, w Khon Kean ludzie mówią nie po tajsku, a w issan, co jest językiem dużo bardziej podobnym to laotańskiego niż tajskiego. Nawet znając tajski, ciężko jest mi ich rozumieć, bo przeplatają języki co dwa zdania. Z innych minusów powiedziałbym, że mały rozmiar miasta – 400,000 ludzi, jeśli porandkuje tu 2, 3 miesiące, to wszystkie mnie już będą znać.

Tak czy inaczej, podsumowując, uważam Khon Kean za najlepsze miasto w Tajlandii i na pewno będę chciał tu kiedyś pomieszkać. Możliwość pracy jako wykładowca na Khon Kean university bardzo mnie kusi.

 

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

 

 

 

Zemsta wściekłej Tajki (video) – czyli tym, jak mszczą się lokalne kobiety, gdy nie dostają tego, czego chcą


W dzisiejszym odcinku nie będę się rozpisywał, bo wszystko zostało powiedziane na filmiku. W skrócie – strzeżcie się Tajek, które gotowe są wracać z wami do pokoju po minucie znajomości. Wszak normalne dziewczęta nigdy się tak nie zachowują. Jeśli jednak chcecie zaryzykować, to o ewentualnych konsekwencjach posłuchajcie w video.

Top 3 kluby go go w Bangkoku


Jednego czego nie brakuje w Bangkoku, to bary go go, gdzie skąpo ubrane, lub całkiem gołe Tajki, kręcą dupkami przy rurkach. W Bangkoku znajdują się 4 dzielnice z klubami go go. Są nimi Soi Cowboy (stacja BTS Asoke), Nana Plaza (stacja BTS Nana) i Patpong (stacja BTS Sala Deng). A czwarta? Czwarta jest dla Tajów i znajduje się na ulicy Sutisan, przy stacji BTS Sapan Kwai. W tej czwartej jest znacznie taniej, natomiast bez znajomości tajskiego nie ma nawet jak zamówić piwa. Napisze o tej dzielnicy innym razem.

Jakiś czas temu, klient zapytał mnie, który z klubów go go jest najlepszy. To oczywiście ocena subiektywna, ale poniżej przedstawiam moją listę top 3 klubów go go w Bangkoku.

Numer 3 – Billboard (Nana Plaza) 

billboard-nana-plaza-bangkok-tajlandia-bary-go-go-klub-gogo

Bilboard jest na samej górze kompleksu Nana Plaza, po lewej stronie od wejścia. Klub jest większy niż przeciętny bar go go w Tajlandii i wiele dzieje się w środku. Zaraz po wejściu, musisz zdecydować, czy chcesz siedzieć przy jacuzzi, gdzie gołe Tajki bawią się pianą, czy scenie-karuzeli, gdzie Tajki kręcą się koło rurek. Ciężki wybór, gdyż widoki po obu stronach są iście kuszące. Billboard jest bardziej zrelaksowany i interaktywny, w przeciwieństwie do innych barów, gdzie po prostu się siada i gapi. Jest duża szansa, że twoje oczy będą wędrować pomiędzy sceną z okazyjnymi showami i jacuzzi, gdzie dziewczynki toplają się w pianie. Showy w Billboard nie są agresywne, można by nawet wybrać się tu z dziewczyną, natomiast więcej zabawy będziemy mieć jeśli przyjdziemy wyłącznie w męskim towarzystwie.

Ceny zaczynają się od 120 thb za drinka, 600 thb za wyciągnięcie Tajki z pracy i około 2,000 do 3,000 batów za skorzystanie z jej ciała.

Numer 2 – Baccara 

bangkok-tajlandia-najlepsze-Go-Go-Bary-w-Bangkoku-Baccara

Baccara jest zapełniona ludźmi każdego dnia, jeśli przyjdziesz o 9, to może zabraknąć już miejsc siedzących. Przeciwne do praktyk innych barów na soi Cowboy, dziewczyny w środku są tak śliczne, jak te nawołujące do wejścia na zewnątrz.

Bacarra ma dwa piętra i scenę otoczoną czerwonymi kanapami oraz barem pod tylną ścianą. Podłoga na drugim piętrze jest przejrzysta, więc widać co dzieje się na pierwszym piętrze, za to z pierwszego piętra, jeśli popatrzeć w górę, mamy do czynienia z jednym z najpiękniejszych widoków w Bangkoku nocą .

Baccara zatrudnia nie tylko śliczne Tajki, ale i dużą ilość tancerek, które mają trochę więcej umiejętności od przeciętnej pracowniczki tajskiego klubu go go. Tajki w Baccara zazwyczaj noszą mundurki szkolne, oczywiście wersje mało zakrywającą i zapewne to własnie jest przyczyną dla której w środku jest tylu Japończyków oraz Koreańczyków.

Ceny: Za wejście nie płaci się nic, natomiast drinki oscylują w granicach 180 batów. Lady drinki kosztują tyle samo, a bar fine to standardowe 600 batów.

Numer 1 Crazy House (soi Cowboy) 

Crazy-House-bangkok-tajlandia-Go-Go-w-Bangkok

Moim ulubionym klubem go go w Bangkoku jest Crazy House. Po prostu nie ma lepszego. Duża scena w kształcie litery 8 na której zawsze jest więcej niż 10 dziewczyn – wszystkie są całkiem rozebrane i wygolone na pasek 😉 O dziwo są uśmiechnięte i wyglądają jakby dobrze się przy tym bawiły (w przeciwieństwie do innych tego typu miejsc). Większość naprawdę dobre wyglądająca, powyżej przeciętnej, młode, chude, z cyckami – na pewno nie wyjdziesz stąd z myślą „idę do innego miejsca bo nie znalazłem żadnej która mi się spodobała”.

Upewnij się też, że odwiedzisz drugie piętro. Nie ma tam showów w stylu niesławnych ping pongów, natomiast są dziewczyny które robią małe show, typu smarowanie się olejkami, oblewanie woskiem ze świeczki, etc. W klubie jest nawet winda, ale trzeba być naprawdę leniwym jak Taj, żeby jechać windą dosłownie jedno piętro.

W klubie jest też trzecie piętro, gdzie Tajski przebierają się i wuwają swoje Somtamy ze sticky rice’em. New House to nowa miejscówka, znajduje się tuż za rogiem Soi Cowboy, na Sukumvith soi 23.

Ceny: 150 thb za piwo, 170 za koktaile, lady drinki za 150 i bar fine 700. Aby skorzystać z ciała jednej z Tajek, należy umówić się na cenę, będzie to w granicach 2,000 – 3,000 batów za jeden strzał.

A jakie są wasze ulubione kluby go go w Bangkoku? Podzielcie się w komentarzach.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Wierna jak Tajka


Wierna jak Tajka, to fraza którą sarkastycznie lubię używać wraz ze znajomymi, którzy również zamieszkują stolicę Tajlandii. Nie zrozumcie mnie źle, nie każda Tajka należy do tych, które walą się jak domki z kart, zmieniając partnerów częściej niż majtki do prania, aczkolwiek ty, jako obcokrajowiec, lub o zgrozo, turysta, osoba która najprawdopodobniej wyląduje na Sukumvith, Silom, Khao San, bądź też jednym z innych miejsc uczęszczanych przez turystów, takich jak Pattaya, Phuket, Koh Phangan, etc, możesz być niemal pewny, że twoja Tajska dziewczyna będzie walić się na boki.

tajka-plaza-tajladia

Tak już tutaj jest. I ty tego nie zmienisz. Jeśli poznałeś swoją dziewczynę na uniwersytecie, w biurze w którym pracujesz, lub na odludziu o którym przewodnik lonely planet nawet nie wspomina i do tego nie zna ona języka angielskiego, lub jąkając się, potrafi wymówić kilka zdań, to masz jeszcze szansę, że to będzie coś na wzór prawdziwego związku, do jakich przywykłeś w Europie.

Jeśli jednak poznałeś ją na jednej ze stron randkowych w internecie, w jednej z dzielnic Bangkoku, gdzie turyści lub expaci lubią spędzać swój wolny czas, najprawdopodobniej będzie ona zaliczać się do grupy tzw. bad girls (tym terminem Tajki lubią się zwracać wobec koleżanek, których nie obdarowują szczególną sympatią). Poznanie dziewczyny na wyspie, lub też jednym z nadmorskich kurortów, takich jak Hua Hin, czy Cha Am, również nie wróży miłości póki śmierć was nie rozłączy. Zastanawiałeś się kiedyś dlaczego Tajka, która nie skończyła nawet średniej szkoły, bez problemu dogaduje się po angielsku? Od kogoś miała okazję się poduczyć, resztę domyśl się sam.

Tajki lubią kłamać. Czasami nawet same się do tego przyznając mówiąc bang wela chop go hok. Aczkolwiek w większości przypadków będą kłamać, że nie kłamią. Zapytaj 100 Tajek czy ma chłopaka, może jedna odpowie twierdząco, dodając przy tym, że źle ją boyfriend traktuje i być może wkrótce już się rozstaną. Zapytaj 100 Tajek, czy kiedykolwiek zdradziły chłopaka. 99 odpowie, że absolutnie nigdy, nawet jeśli robią to w tym właśnie momencie.

I good girl. You playboy, you have girl many many. 

Lubią recytować tajskie niewiasty. Zazwyczaj im częściej Tajka powtarza, że jest good girl, tym większym jest przeciwieństwem tego co właśnie powiedziała. Jeden chłopak z Francji, który niedługo przyjeżdża na wakacje, jeden chłopak z Niemiec, na miejscu w Bangkoku, gdzie aktualnie mieszka Tajka, i jeden Tajski chłopak na wsi w Issan, z której pochodzi nasza Tajka. A własnie, that brings us to another famous phrase – I chop only white boy. Only farang. Thai guy no good. Większość Tajek które spotkasz, powie, że wcale nie interesują je Tajowie. One tylko na białego lecą. To następna popularna ściema którą usłyszysz od wielu Tajek. Aaaaa, powiedziała ci, że jesteś jej pierwszym białym facetem, z którym się ruchnęła? Uwierzyłeś jej? Hehe.

Na profilu randkowym każdej Tajki napisane jest, że szukają tylko faceta na stałe i prawdziwej miłości. Większość z nich pójdzie się walić na pierwszej randce i nie przestanie rozmawiać z innymi typami, nie usunie konta z Tindera i prędzej czy później spotka się z kimś innym, a historia będzie toczyć się kołem. I przy tym dalej będzie przeświadczona, że to faceci są chujowi, ona ma pecha, jest sobie taką good girl, która spotyka samych bad guys.

Czy więc warto wiązać się z Tajkami?

Na to pytanie musisz odpowiedzieć sobie sam. Ja wychodzę z założenia, że nie można oczekiwać od innych czegoś, czego sami nie jesteśmy w stanie, tudzież nie zamierzamy robić lub przestrzegać. Tak więc ja podchodzę do tego tak: mówię Tajką, to co chcą usłyszeć, unikam pewnych tematów, nawet skłamie, kiedy trzeba (nooo, I don’t know whose toothbrush is in the toilet! Maybe my mom left it here when she paid me a visit recent week) i kiedy one robią to samo, udaje, że nic nie widzę i o niczym nie wiem. „Wierzę” w ich śmieszne ściemy typy „to jest mój brat”, albo „ostatni raz ruchałam się 6 miesięcy temu”. I jest mi z tym dobrze 🙂

Dlaczego? Ponieważ jestem facetem i wolę mieć dużo lasek aniżeli jedną ukochaną. Fajnych, młodych, zgrabnych i z dużymi cyckami. I ja takie mam. Dużo. Za nic nie przepraszam. Takim stworzyła mnie natura.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.