Zawiła historia o B. – najbardziej seksowna i jebnięta Tajka z jaką się spotykałem (część 1)


Intro

Dzisiaj opowiem wam o najbardziej groteskowej Tajce jaką miałem okazję poznać. Nie wiem jak określić nasze relacje, albowiem w języku polskim brak odpowiedniego słowa. Po tajsku można po prostu powiedzieć กิ๊ก i wszystko jest jasne. Innymi słowy, chociaż ruchaliśmy się prawie przez 8 miesięcy spędzając ze sobą kilka dni w tygodniu, nigdy nie uważaliśmy się za coś więcej niż znajomych. I jeszcze słowem wyjaśnienia – dlaczego umawiam się z tak tępą laską i torturowałem się jej debilnym zachowaniem, bezmyślnymi decyzjami i kapryśnym humorem. Ano odpowiedź jest bardzo prozaiczna: cycki wielkie jak melony, brzuch płaski jak arabski dywan, proporcje pupy do reszty ciała również idealne jakby zrobione z przyłożeniem linijki. Ona była po prostu niesamowicie seksowną 19stolatką i tak strasznie mnie kręciła, że jest to nieporównywalne z innymi laskami.

B., Tajka, Tajlandia, Bangkok dziewczyny

B. we własnej osobie

Genesis

Sporo randomowych osób dodaje mnie na Facebooku. Nie jestem jakiś bardzo wybredny jeśli chodzi o to kogo przyjmuję. Nie potwierdzam osób z jawnie fake’owym kontem, zdjęciem profilowym na którym znajduje jakiś kurwa kot, albo samochód, małą ilością znajomych, etc. Za to w przypadku Azjatek,  patrzę na ich atrybuty zewnętrzne oraz lokalizację. I tak np, jeśli wybieram się do Indonezji, a dodaje mnie w miarę fajna laska z Jakarty, to przyjmuję ją bez wahania. I w ten właśnie sposób dodała mnie B.

Pierwsza randka

B. mieszkała na wsi w sercu Issanu, w prowincji której nazwy nie będę podawał. Po około roku przeprowadziła się do Bangkoku. Sam fakt jej nagłego pojawienia się w stolicy nie byłby wystarczającym powodem ażeby skłonić mnie do wysłania jej wiadomości, za to zbieg okoliczności sprowadził nas na wspólną drogę. Ano siłownia do której byłem zapisany, akurat miała promocję i mogłem przyprowadzić jedną osobę na trening Muay Thai za darmo. Z kole na FB B. widniał taki oto wpis: „gdzie w Bangkoku mogę zapisać się na Muay Thai, kto chce ze mną iść?”. Kilka dni później byliśmy razem kopać i boksować i od tego się zaczęło. B. była ubrana niby na sportowo, ale naprawę każdemu na siłowni było ciężko skoncentrować się, żeby non stop nie gapić się jej na wszystkie części ciała. To nie, że po prostu fajne cycki w obcisły, ubraniu, ona na serio ma idealnie proporcje wszystkiego. Do dzisiaj pamiętam prąd napływający do ptaka na sam jej widok… Zbiegiem okoliczności okazało się, że B. jest również moją sąsiadką, mieszka dosłownie 2 uliczki w dół, czyli 5 minut jazdy motorem. Po treningu spędziliśmy wspólnie noc. Nie chodzi tu o jej umiejętności w łóżku, bo w tej sferze była akurat raczej egoistyczna i nic specjalnego sobą nie prezentuje. Za to było to prawdopodobnie najlepsze nagie ciało w jakie miałem przyjemność wchodzić w całym moim życiu.

Trzecia randka

Od zawsze wiedziałem, że B. jest, hmm, jebnięta, to chyba najlepsze słowo. Za długo mieszkam w Tajlandii, aby mieć dobrą opinię o Tajce która tak się ubiera i zachowuje, za dobrze znam ten typ. Lubi się rżnąć na lewo i prawo i nie mnie to oceniać, ja również jestem męską dziwką. Już na trzeciej randce pokazując mi jakieś zdjęcia w Iphonie, „przypadkowo” wyskoczyło zdjęcie z basenu z jakimś kolesiem. Po kolejności fotek wiedziałem, że jest zrobione po naszej randce Muay Thai. Ale czym się przejmować, niespodzianki tutaj akurat nie było. Są za to wielkie cycki i mega radość z seksu. I tak btw, chociaż wyglądało to jakoby ona specjalnie pokazała mi zdjęcie z innym kolesiem, to był to przypadek. Tak, ona naprawdę była tak głupia, że przypadkowo pokazała mi za dużo. Udałem, że nic nie widzę.

Tydzień później

Fajnie mnie sprzedał ochroniarz. B. zapytała się go, czy rucham inne laski, na co on, chociaż nie powiedział, że tak, to zaczął się śmiać jak debil i nawet pomimo tego, że B. była wyjątkowo nierozgarnięta, to ta reakcja była tak oczywista, że B. zaczęła robić sceny zazdrości. Pewnie się zastanawiacie dlaczego, skoro sama ruchała się z innymi. To jest typowo tajskie podejście. One mogą robić wszystko, ale od faceta wymagają, że będzie się zachowywał jak należy. Jakie sobie do tego dorabiają wymówki, to już różnie bywa… W mieszkaniu B. oznajmia, że mam jej natychmiast dać telefon i pokazać rozmowy na FB i Line. Mówię, żeby się jebała, na co ona blokuje mnie na wszystkich aplikacjach. Myślę sobie, no ok, czas zakończyć tą komedię i ją wyjebać. Mówię jej więc, że ma wypierdalać i niech nigdy nie wraca. Ona myślała, że ją odwiozę do domu jak dżentelmen, bo ciemno, późno w nocy, etc. Ale się przeliczyła, wyrzucam ją za to, że się zachowują jak małpa i jeszcze ją mam zawieźć do domu…? Ehh, nie sądzę.

2 tygodnie później

Po tygodniu milczenia B. jak gdyby nigdy nic dzwoni i pyta czy pójdę z nią coś zjeść. Idziemy na zupę noodlową, po czym znowu lądujemy u mnie w mieszkaniu. Przyznam, że mam kurwa do niej słabość i tęskniłem za tym ciałem, choć przybywanie z nią jest po protu męczące. Ściągam z niej majtki, a tu nagle… „a kupisz mi buty za 1500 batów?”. Mówię jej, że jak jest dziwką, to niech spierdala na Sukumvith szukać klienta, ale do mnie bez takich tekstów. Obracam się wkurwiony na drugi bok, na co B. zaczyna się do mnie dobierać i twierdzi, że przecież „żartowałam”. Taaa, na pewno.

3 tygodnie później

B. zaczyna rozmawiać z jakimś kolesiem przez telefon, teksty typu „I miss you”, etc.. Hmmm. Mogę tolerować, że rucha się z innymi, z tym nie mam problemu, bo sam nie zmierzam ograniczać się tylko do niej, ale rozmawianie przy mnie z jakimś kolesiem, to brak szacunku którego nie mogę zaakceptować. Mówię, że ma się wynosić, ona nie słucha, dochodzi do szarpaniny. Wyrzucam ją na siłę, ponownie myślę, że to już koniec naszej znajomości.

Miesiąc później

B. oświadcza, że mnie kocha i płacze przez telefon, że jej życie jest do dupy i musi mnie zobaczyć. Nie wiem na czym ta miłość ma polegać, ale trochę wymusiła na mnie, żebym jej powiedział to samo. Dzień później przychodzi i wyciąga z torebki tabletkę „24 po”. Pewnie normalna osoba by się nawet nie kapnęła co to jest, ale że kupowałem już w Tajlandii kilka razy, to rozpoznaje po samym opakowaniu. Pytam się grzecznie, czy ją pierdoliło, żeby pokazywać tak dosadnie, że jakiś facet się w nią spuścił, na co ona „nienawidzę go, co za chuj, jak on się mógł we mnie spuścić” i pokazuje mi zdjęcie jakiegoś kolesia z idealnym 6packiem i prężnymi bickami, krzycząc, ze to „ten chuj mi to zrobił”.

2 miesiące później

Pewnie się zastanawiacie dlaczego dalej się z nią spotykałem? Ano była ona dla mnie czymś w rodzaju dmuchanej lalki do ruchania, w ciele prawdziwego człowieka. I po pewnym czasie zacząłem ją tak traktować. Kiedy ją chciałem, po prostu mocno ciągnąłem ją za włosy, zrywałem z niej majtki i brałem ją na siłę. A im bardziej ją szarpałem i traktowałem jak szmatę, tym bardziej ją to kręciło. Kiedyś sama nawet powiedziała, że specjalnie będzie stawiać jak największy opór, bo niesamowicie ją podnieca kiedy ją biorę brutalnie i na siłę. W efekcie na cyckach i dupie miała siniaki, w talii odciski moich palców, a ja non stop odczuwałem ból w stawach w łokci – efekt długiego siłowania się z B., bez uprzedniej rozgrzewki.

3 miesiące później

B. oznajmia, że jej marzeniem jest trójkąt z jeszcze jednym facetem. Warunek, musi mieć 6pack i duże mięśnie. Jakoś nieszczególnie mi odpowiadał ten pomysł, więc się z niego wykręcałem… Efekt? Po kilku dniach B. ze szczerością do bólu oznajmiła, ze spoko, już miała trójkąt beze mnie, więc nie muszę szukać kolegi. Aha, fajnie. Na pytanie w jakim celu zdradza mi szczegóły swojego życia seksualnego, odpowiedziała, że przecież jesteśmy przyjaciółmi, a przyjaciele mówią sobie wszystko. Hehe, no ok,

Nasz wspaniały układ, chociaż z dwu miesięczną przerwą ciągnął się jeszcze przez następne pół roku, ale o tym następnym razem. Gwoli ścisłości, tak jak ona pruła się na lewo i prawo, ja robiłem to samo i dobrze mi z tym było. Wszyscy znajomi, którzy gdzieś tam widywali mnie z B., zawsze gratulowali mi takiej „zdobyczy”, ale gdyby wiedzieli chociaż w połowie, jak straszna i ciężka do zniesienia jest to osoba, to wątpię, ażeby ciągnęli ten układ tak długo jak ja. Mimo wszystko jest ona dla mnie pozytywnym wspomnieniem. Dlaczego przestaliśmy się spotykać wyjaśnię następnym razem, ale dzisiaj podpowiem, że chodziło o mega drobnostkę. Chociaż obydwoje akceptowaliśmy, że ruchamy się z innymi, nie mogliśmy dojść do porozumienia w kwestii palenia papierosów – nie pozwalałem jej przy mnie palić i o taką głupotę przestaliśmy się spotykać. W każdej chwili mógłbym do niej zadzwonić i się umówić na kolejne spotkanie, ale… dale pali papierosy, a ja już nie mam tyle cierpliwości 🙂

To be continued / dalsza część wkrótce ,,,

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

 

 

Reklamy

Tajski nowy rok – dużo alkoholu, jeszcze więcej wody i seks!


Sabaidee pee mai, czyli szczęśliwego nowego roku! Tajlandia w spektakularnym szale wodnym celebruje przez 3 dni nadejście nowego roku.  Aktualnie na liczniku w Tajlandii wybiło już 2560 lat, liczone od dnia oświecenia Buddy, i choć świętowany jest dopiero teraz, to jednak w kalendarzu rok zmienia się już 1 stycznia, aby nie mieszać z resztą świata… Festiwal, będący największą bitwą wodną na świecie (lany poniedziałek do setnej potęgi), oficjalnie trwa 3 dni, w praktyce nawet 5, w zależności od regionu. Im bardziej na północ, tym bardziej dziko. Song Kran, bo tak nazywa się po tajsku festiwal, jest jedną z największych imprez na świecie.

Song kran, Tajski nowy rok

Song Kran jest znany również z tego, że na drogach ginie średnio 450 ludzi każdego roku oraz… że laski kurwią się na potęgę. To znaczy nie zrozumcie mnie źle – słowo „kurwią” ma jakiś negatywny wydźwięk. Ja tam się osobiście kurwie cały rok i nie uważam, że w korzystaniu z uciech życia jest coś złego, za to użyłem słowa „kurwić”, aby oddać skalę zjawiska. Bo czy w innych okresach roku zdarza się, aby dziewczyny pokazywały cycki na ulicy? W tym roku podobno groził za to nawet mandat w wysokości 5000 batów (z powodu żałoby narodowej po królu). I jak myślicie było? Wczoraj podeszła do mnie pijana Tajka, wyciągnęła cycki i mówi… liż kolego! Cóż miałem zrobić – ja jestem jak Rasputin, kobietom i alkoholu nie odmawiam. Pewnie część z was nawet w to nie uwierzy. Ale tak się właśnie tutaj dzieje w Tajski nowy rok. Z normalnych dziewczyn wychodzi demon dziwki, i nie mówią tutaj o tych zarabiających dupą koleżankach, a o normalnych, zwykłych dziewczynach którym whiskey uderza do głowy i bawią się grubo.

Tajki, Tajlandia, Nowy rok

Moim ulubionym miejscem do obchodzenia Song Kranu w Bangkoku jest Container Tawana w dzielnicy Bang Kapi, czyli 100% tajska impreza, gdzie jest się jedyną białą mordą pośród tysięcy ludzi. Ma to swoje plusy i minusy – z plusów, laski same podchodzą, żeby zrobić sobie wspólne zdjęcie, same zagadują, lub dają „zielone światło”. Z minusów, to jednak Tajowie płci męskiej robią się dosyć mocno zazdrośni i czasami trochę chamsko próbują wyeliminować konkurencję. Oczywiście bez żadnej agresji – Tajlandia to nie jest Polandia. Po imprezie w Container Tawana zawsze ma się kilka numerów, lub Line ID (taki lokalny Whats app), bo nawet jeśli sam nie wyciągasz, to Tajki pytają ciebie.  Ah, zapomniałem o najważniejszym minusie. Na całej imprezie po angielsku mówi może 1 na 100 osób, z całą resztą trzeba jechać po tajsku, ale dla chcącego wszystko jest możliwe.

Tajki Tajlandia, Nowy rok, Song kran

No i oczywiście nieśmiertelny Khao San – mordownia Bangkoku, nazywam to miejsce SAFARI, ponieważ Tajki wpadają tu polować na białasów. Jeśli nie umiesz znaleźć laski na noc na Khao Sanie w nowy rok, to chyba już nie ma dla ciebie nadziei  – to musi być najprostsze miejsce na ziemi, żeby poznać chętną dziewczynę.

Po Container Tawana pojechałem zajrzeć właśnie na Khao San i od przybytku człowiek robi się wybredny – wybiła 5 rano, a ja dalej bez laski. To znaczy, po drodze przylizałem się już chyba z pięcioma, cycków w ręce miałem jeszcze więcej, ale cały czas liczyłem, że może wpadnie coś jeszcze lepszego, aż minęła mi tak cała noc, hehe. Poznałem też kilka naprawdę epicko ładnych dziewcząt, których koleżanki zrobiły mi „cock block” (albo raczej „pussy block”), czyli nie pozwoliły im iść ze mną. Ale co się odwlecze, to nie uciecze, bo kontakty wziąłem.

tajka, nowy rok, song kran, sexy

Czy więc wróciłem sam do domu? Oczywiście, że nie. Na Khao Sanie nawet o 5 rano kręci się dużo dupeczek, więc ściągnąłem pierwszą lepiej prezentującą się Tajkę do siebie na chatę pod pretekstem wypicia więcej whiskey. Oczywiście ona mi non stop, że nigdy z nikim się nie rucha tak na jedną noc i mam obiecać, że nic nie będę próbował… LOL, słyszę ten tekst ze 2, 3 razy w tygodniu 😀

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Moja koleżanka – dziwka


Dzisiaj będzie o  Tajskiej dziwce, ale nie byle jakiej, bo takiej dla Tajów, która  gołego faranga to widziała co najwyżej na plakacie w magazynie Elle, podczas rutynowego przeglądania horoskopu. No, prawie, w chwili kiedy już to piszę, na koncie ma ona już pierwszego białasa.  Na początku słowem wyjaśnienia. Skąd ja w ogóle znam takie patologie. Ano przyjaźnię się z pewnym Hiszpanem który generalnie preferuje płacić za tego typu rozrywki. Twierdzi, że interesuje go tylko  seks, a chodzenie na randki, a nawet spędzanie czasu z dziewczynami (poza główną aktywnością), po prostu go męczy (co w sumie jest zrozumiałe do pewnego stopnia). Do tego mieszka z dziewczyną, więc też nie bardzo ma jak to rozegrać logistycznie… Swoją drogą śmieszny związek, bo tak jego dziewczyna wie o wszystkich które wali na boku, ale dalej z nim siedzi. TIT (This Is Thailand).

dziwka-tajlandia-prostytutka-azja-po-zmroku-bangkok

Anyway, przyszedł taki dzień gdy ów przyjaciel poprosił abym poszedł z nim na uliczne dziwki w formie tłumacza. On mieszka już w Tajlandii 4 lata i jako tako się dogaduje, ale mimo wszystko mój tajski wszedł na taki poziom, że rzadko kiedy czegoś nie jestem w stanie zrozumieć. Te dziwki na które on się wybiera, nie mówią nawet 3 zdań po angielsku. Poszliśmy więc razem do tego slumsu i chodziliśmy wokoło 30 minut szukając nadającej się dziwki dla kolegi. Przyznam, że większość z nich to takie straszne kaszaloty (znajdzie się też pare koni), że nawet kijem nie można dotykać. Nie dość że stare, grube, to jeszcze patrzy im HIVem z oczu. To jest teren w którym laski puszczają się za 500 batów, to jest qrwa 13 euro,  chyba najtańsze miejsce w całym Bangkoku, ale i za ceną generalnie idzie konsekwentnie jakość. W pewnym momencie BOOM, niczym grom z jasnego niema, przed nami oto młoda fajna Tajka, z dużymi cyckami, co jest w Tajlandii prawdziwym rarytasem. Pamiętamy wszak, że Tajki wygrały światowy ranking na najmniejsze cycki. Są nawet takie elementy które praktycznie mają same wydłużone sutki i kompletny brak piersi, do tego stopnia, że przeciętnie spaśony facet, nawet nie jakiś straszny grubas, i tak ma więcej tanki tłuszczowej na klacie niż te nasze tajskie landryny. W ogóle nie wiadomo skąd ona się tam wzięła, pomimo tego, że nie jest absolutnie 10/10, na tym kontraście pośród tych wszystkich smoków, wyglądała jak aniołek rodem z okładki Playboya. Oczywiście kolega momentalnie przystąpił do negocjacji cenowych.

Tak jak się jednak spodziewaliśmy, nie mogli się oni dogadać, więc tutaj potrzebny byłem ja.  W roli tłumacza. Mówię więc i tłumaczę, że to i tamto, kolega chce to, w takiej pozycji, na taki okres czasu. Reakcja laski? Momentalne zakochanie się. Ale nie w koledze który chce jej dać kasę, a we mnie. Tak to już bywa. Niektóre Tajki, które nie mówią nic po angielsku i w życiu nie rozmawiały z białasem, poznając takiego który zna ich język, po prostu wariują. Jest to dosyć częsty przypadek, więc nawet mnie to nie zaskoczyło. To jest ich jedyna okazja, żeby zamienić pare słów z takim kosmitą, który – o fuck – nie ma czarnych oczu i włosów, jak dosłownie KAŻDY facet w tej części świata, a jego zarost na twarzy to więcej niż pare wydłużonych obleśnie sterczących włochalów. Skończyło się na tym, że ona nie chce iść z kolegą, a za to zaprosiła mnie na kolacje 😀 Wiecie, ja jestem jak Rasputin. Kobietom i alkoholu nie odmawiam.. Zostawiłem Hiszpana w samotności, aby dalej polował niczym samotny wilk w pełnie księżyca podczas zimowej nocy, a ja sam wskoczyłem na motor z dziwką, która mocno się wtuliła w moje silne plecy.

Pojechaliśmy nigdzie indziej, a na kuchnię Issańską. Abstrahując od tego, że to moje ulubione potrawy, to są relatywnie zdrowe (jak na tajskie warunki), a dodatkowo – zajebiście tanie. Zazwyczaj cena to 60 batów za potrawę, a przy okazji większość lasek się napala, że farang lubi jeść północno-wschodnie potrawy, które w przypadku dziwek, zazwyczaj są ich regionalnymi daniami (90% dziwek pochodzi z Issanu – najbiedniejszego regionu Tajlandii). Tak więc po tym jak  dziwka już zjadła surowe mięso krowie z polewką z nieugotowanej krwi (kuchnia Isańska :), zapytała czy mam w domu Air Con bo jest jej gorąco. Czyli innymi słowy, sama się pcha na pałę. To są te dziwne absurdy Tajlandii, np dziwka która się napali i sama ciebie i wyrucha, za darmo. I oczywiście tak się to skończyło. Po skończonym pukaniu oznajmiła, że byłem jej pierwszym białasem. Zaciekawiony tematem, postanowiłem ją trochę wypytać o jej życiu i…. z tego będzie wywiad w kolejny, odcinku. Stay TUNED ! i jak zwykle, jeśli chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku to przypierdol like’a na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku (sorry Joasie, forum tylko dla facetów, ale możecie wysłać mi maila, jak nie są na maxa głupie pytania to zawsze odpowiadam 🙂

Uwodzenie w Tajlandii – 10 uwag


Niedawno na forum Azji Po Zmroku pojawił się taki oto wątek:

Jakie wskazówki moglibyście dać komuś, kto nie ma doświadczenia z Azjatkami, ino z białymi, a chce uprawiać tutaj seks, często i gęsto? Jakie są główne różnice kulturowe, na co uważać, jakie są główne grzechy nieporuchalne i zaniedbania niejebliwe w Tajlandii (trzeba wyganiać duchy z prezerwatywy przed seksem, albo przeprosić łózko za to, że będziemy się zaraz na nim grzmocić?), główne różnice w spotykaniu się z Tajkami a polskimi księżniczkami Joasiami

tajka-dziewczyna-azja-po-zmroku

Ponieważ odpowiedź jest nieco bardziej złożona niżeli kilku zdaniowa odpowiedź, postanowiłem skręcić z tego artykuł. A zatem do rzeczy:

  1. Najważniejsze to KEEP IT SIMPLE, bo się zwyczajnie nie dogadacie. Np. zagadując laskę w shopping mallu, twoim openerem powinno być „jak masz na imię”, bo jak walniesz czymś w stylu „chciałbym poznać twoja opinię na x”, to laska w ogóle nie zrozumie. Pytanie „gdzie idziesz?” jest innym świetnym openerem w Tajlandii – po tajsku fraza tłumaczona na „pai nai?” ma podobną funkcję jak „how it’s going” w angielskim i  nie jest uważana za niegrzeczne pytanie – wręcz przeciwnie. Generalna zasada – im prościej, tym lepiej. Żadna Tajka nie powie ci „spiedalaj”, w najgorszym wypadku zawstydzi się i ucieknie, więc możesz śmiało podbijać na ulicy, w centrach handlowych, czy na uniwersytecie.
  2. Pamiętaj, że laski nie myślą logicznie (wszystkie, nie tylko Azjatki). Graj na ich emocjach, nie próbuj nigdy nic tłumaczyć na logicznym poziomie, to nic nie daje. Sprawiaj, że czują się komfortowo. Nigdy nie wierz w to co mówią. One muszą udawać trudne, tak je zaprogramowało społeczeństwo. Abstrahując od tego, że same nie wiedzą czego chcą. Jeśli przykładowo laska ma w opisie na portalu randkowych, że „szukam tylko przyjaciół”, to nie znaczy, że nie będziesz jej walił na pierwszym spotkaniu. Jej się może naprawdę wydawać, że szuka tylko przyjaciół, ale pod wpływem emocji zrobi wszystko. Twoim zadaniem jest wywołanie tych emocji. Najłatwiej do tego dojść poprzez rozśmieszanie i droczenie się. Pamiętasz wszystkie idiotyczne gry z przedszkola? Jakieś zabawy związane z malowaniem długopisem po ręce, walczenie na kciuki, a nawet koci, koci łapki? To są wszystko idealne techniki uwodzenia.
  3. Nigdy nie pytaj czy ma chłopaka. Strzelasz sobie w nogę. Co prawda 99 na 100 Tajek i tak powie, że są single, nawet jeśli mają męża, ale w innych krajach (np Wietnam), wchodzisz tym pytanie w ślepy zaułek. Nawet jeśli ma chłopaka to nie znaczy, że a) nie szuka lepszego, b) nie jest otwarta na przygody na boku. Ja pytam ich czy mają chłopaka kiedy widzę, że są mną zainteresowane, ale mówię to w tonie „heeeej, podobasz mi się mała”).
  4.  Bądź szefem. Azjatki są uległe i przyzwyczajone, że facet o wszystkim decyduje. Nie pytaj gdzie ma ochotę pójść, tylko mów „idziemy do x”. Nie pytaj jaką pozycja w ruchaniu lubi, tylko ją obracaj w taką jak ci się podoba. Rób co chcesz, decyduj za was obojga, ona podąży. Pamiętaj że one nie są dobre w myśleniu – szukają kogoś kto im pomoże w decyzjach. Musisz być kreatywny i zdecydowany.
  5. Logistyka. Dobre miejsca na randkę – kawiarnia, lub park w pobliżu twojego hotelu lub apartamentu, tak aby łatwo było przenieść spotkanie w bardziej intymne miejsce. Kawiarnia jest świetna bo cała randka mieści się w 100 batach, park jest nie tylko darmowy, ale i daję łatwą wymówkę, że „jest gorąco, przenieśmy się do mojego mieszkania w pobliżu, bo bez air cona już nie wytrzymam”.  Najgorsze miejsce na randkę – restauracja. Kelner najprawdopodobniej posadzi was na przeciwko i nie będziesz mógł jej dotykać. Bez dotykania to możesz zostać co najwyżej jej kolegą. MUSISZ powoli eskalować kontakt dotykowy od samego początku. Inne beznadziejne miejsce na randkę – impreza. W klubie i tak poznasz wiele dziewczyn, więc po co brać ze sobą? Dodatkowo będzie cię to kosztować – w całej Azji jest przyjęte, że facet płaci za dziewczynę, jeśli zapraszasz gdzieś laskę, to w większości wypadków ona oczekuje, że pokrywasz wszystkie związane z tym wyjściem koszty.
  6. Kontakt dotykowy. Ale nie jak jakaś cipka, że niby przez przypadek. Tak jak wspominałem na górze – świetne są wszystkie gry z przedszkola. Dodatkowo każde pierdoły typu wróżenie z ręki (nawet jeśli oboje się z tego śmiejecie), czy „pokarz mi rękę… wow ale masz małą dłoń”. To co mówisz na logicznym poziomie nie ma znaczenia, każda wymówka, aby nawiązać kontakt dotykowy prowadzi was do łóżka. Kiedy przechodzicie przez ulicę – złap ją za rękę. Kiedy rozmawiacie, możesz ją dotknąć za ramię, lub włosy, ale badaj tylko grunt i wycofuj się. Dobrą techniką jest „2 kroki do przodu, jeden w tył”. Jak się trochę między wami rozwinie, to powąchaj jej szyję i powiedz coś głupiego/śmiesznego, np że pachnie jak truskawka. Akurat „strawberry” ma podwójne znaczenie, bo po tajsku jedno ze słów określające kłamcę, to właśnie „strawberry”, więc jeśli użyjesz tego tekstu, to de facto mówisz jej, że pachnie jak kłamczucha – czyli się droczysz się i zmierzasz do celu. Twoim zadaniem jest rozśmieszanie jej i nawiązywanie coraz bardziej śmiałego kontaktu dotykowego.
  7. Nie afiszuj się „zdobyczami”. W Europie zdjęcia z fajnymi laskami na Facebooku może dodadzą ci prestiżu, w Tajlandii na odwrót – zostaniesz sklasyfikowany jako playboy i nienadający się na potencjalny związek. Tutaj każdy może mieć dużo lasek jeśli chce, więc nie robi to na nikim wrażenia, a wręcz przeciwnie. Nawet jeśli walniesz zdjęcie z podpisem „koleżanka z pracy”, to  większość Tajów uzna, że na pewno ją ruchasz. Wrzucaj zdjęcia które pokazują, że masz ekscytujące życia – skok na spadochronie, nurkowanie, pilotowanie samolotem, egzotyczne podróże. Nie wrzucaj zdjęć z imprez lub z innymi laskami. Na pytanie czy masz dziewczynę, nie odpowiadaj, że NIE, bo nikt nie uwierzy. Zostaniesz uznany za kłamce. Powiedz coś w stylu „właśnie zerwaliśmy”, lub „czekam na porządną dziewczynę, dotychczas spotykam same które chyba chcą się wyłącznie bawić”
  8. Nie bądź skąpcem. Ona potrzebuje kogoś kto jest w stanie zadbać o nią i jej potencjalne dzieci. Azjaci się niesamowicie materialistyczni. Jeśli karzesz lasce zapłacić połowę rachunku, to prawdopodobnie będzie wasza ostatnia randka. Musisz jednak znaleźć balans – dużo Tajek próbuje ciągnąć na kasę ile się da, nie bój się odmawiać jeśli ona chce, żebyś coś jej kupił (np. laska w klubie która chce drinka). Nie dawaj się wykorzystywać.Nigdy nie dawaj pieniędzy do ręki, bo staniesz się sponsorem. Natomiast jeśli to ty gdzieś zapraszasz, to ty płacisz za to spotkanie. Po spędzonej nocy razem zapytaj czy chce 100 batów na taxówkę (jeśli chcesz ją jeszcze raz spotkać). Jeśli mieszkacie razem, to ty płacisz czynsz i rachunki, etc.
  9. Mowa ciała. Tutaj wszystko sprowadza się do jednego elementu – pomyśl, że ktoś patrzy na ciebie i na nią z boku. Jak to wygląda? Czy ty się do niej przymilasz i próbujesz ją wyrwać? Źle! Popraw to. Przypomnij sobie jak James Bond rozmawia z kobietami. Tam jest zachowany balans. On się do niech nie pochyla. Jeśli ona odchodzi, to on za nią nie goni jak frajer. Za to jeśli jest na odwrót – ona się pochyla w kierunku ciebie, a ty stoisz wyprostowany – idziesz w dobrym kierunku. Co wygląda lepiej, jeśli ona stoi plecami do baru, a ty do niej zagadujesz, czy jeśli ty stoisz plecami do baru a ona zagaduje do ciebie? Pamiętaj, że one lubią jak się nimi dyryguje. Weź jej rękę, niech zrobi piruet i wymień się miejscami. Fizycznie postaw ją tam gdzie chcesz. Zabierz jej rękę i połóż na swojej nodze. Cały czas pamiętaj jak to wygląda z boku. Musi być balans w mowie ciała. Kobieta może wyglądać na uległą, to jest ok. Za to facet który się klei do laski wygląda na desperata i kasuje się nie tylko w jej oczach, ale i wszystkich innych które to obserwują.
  10. Bądź nieprzewidywany. Zamotaj ją. Mów i rób sprzeczne rzeczy. Np. twierdź, że chcesz być jej najlepszym przyjacielem, a dotykaj ją w seksualny sposób. Mów, że będziecie razem robić zamki z piasku, wspinać się po drzewach i biegać za słoniami. Zapraszając do domu, obiecaj, że nie będziesz próbował jej wyruchać – chcesz się tylko przytulać, a tutaj nie wypada w miejscu publicznym. Popatrz jej romantycznie w oczy i powiedz „nienawidzę cię” (z uśmiechem na twarzy). Grunt, aby nie bądź nudnym.

Jeśli zastosujesz powyższe wskazówki, to możesz mieć w Tajlandii co noc nową dziewczynę. Nie jest to nic trudnego. Należy jednak pamiętać, że uwodzenie przypomina rzucanie piłką do kosza. Im więcej praktykujesz, tym łatwiej piłka wpada do celu. Czasami jednak mija ona cel – i to jest normalne. Na świecie jest wiele dziewczyn. Nigdy nie koncentruj się na jednej, bądź gotowy odejść. Miej opcje. Dużo łatwiej jest poznać nową dziewczynę, niż naprawiać zepsute kontakty. I najważniejsze – MUSISZ do nich podchodzić. Kobiety nie robią pierwszego kroku. Jeśli ty go nie zrobisz, to nic z tego nie będzie.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Oops, wprowadziła się


Każdy kto miał Tajską dziewczynę chyba wie o co chodzi. Zaczyna się od szczoteczki do zębów. Potem pojawia się sukienka i stanik. Aż  końcu, zanim się zorientujesz, spośród 6 par butów w mieszkaniu, pięć należy do niej, a jedna do ciebie (tak, mam jedną parę butów – jestem minimalistą). Stało się. Wprowadziła się. Bez wcześniejszego ustalenia…

bangkok-tajlandia-azja-po-zmroku

I właśnie przechodzę przez fazę „wprowadziła się do mnie”. Zaczęło się od mojej podróży do Maha Sarakham którą opisałem TUTAJ. Jakiś czas później, trochę zatęskniłem za poznaną tam niewiastą i naszła mnie ochota, aby znowu pojechać ją odwiedzić. Pomimo tego, że pracuje głównie przez internet, aktualnie jest sezon turystyczny i mam tyle pracy jako przewodnik, że nie za bardzo mam kiedy wyrwać się z Bangkoku. Napisałem więc do poznanej tam dziewczyny, żeby wpadła odwiedzić na weekend. Zaproponowałem nawet, że zapłacę za bilet. Laska się ucieszyła. Przyjadę w piątek i w niedziele w nocy pojadę z powrotem… 

Właśnie minęło 20 dni odkąd przyjechała. I trochę zaczynam zgrzytać zębami. To znaczy nie zrozumcie źle, ona jest fajną dziewczyną i bardzo ją lubię, ale ja po prostu nie jestem stworzony do życia w związku. Mam wybór jeśli chodzi o dziewczyny i lubię poznawać nowe. Tak samo jak ładne dziewczyny mają wybór poznać nadzianego faceta z kasą i prawie zawsze takiego wybierają 😀 A więc od 20 dni pykam tą samą laskę i powiem, że cierpię. Jak wy ludzie w związkach to wytrzymujecie? Tą monotonię, to samo ciało, te same ruchy, ten sam głos. No i jest coś jeszcze – jeden z głównych powodów dla którego uważam, że Tajki się nie nadają na związek.

Znowu nie chce mówić na nią źle, lubię ją, etc. Ale to jest typowa Tajka która nie ma żadnych zainteresowań w życiu. Śpi po 14 godzin dziennie, je Som Tam, bawi się telefonem, znowu śpi, znowu je, znowu bawi się telefonem. Facebook i selfy w nieskończoność. I uwierzcie, że większość Tajek jest właśnie taka. Jak ona np. mówi, że idzie ze mną na siłownie, to wcale nie żeby ćwiczyć, tylko siedzieć na ławce i bawić się telefonem. Ale zawsze posiedzenie na ławce na siłowni i bawienie się telefonem to jakieś przełamanie rutyny od leżenia w łóżku i bawienia się telefonem : )

A teraz dlaczego jeszcze jej nie wyrzuciłem? Ha, śmieszne, ale jest taka technika w uwodzeniu – kiedy podchodzisz do laski, najlepiej powiedz jej „sorry, muszę szybko wracać do znajomych, ale…. bla bla”. Czemu służy ten tekst? Ano laski często z automatu mówią, żeby facet od nich spierdalał, bo co 5 minut podbija jakiś napaleniec. Jak to się ma do uwodzenia? Jeśli walniesz takim tekstem, to ona cię już nie może spuścić z brzytwy, bo sam się zadeklarowałeś, że znikniesz za momencik. A jak to się odnosi do mojej dupencji? Ano codziennie używa tej samej techniki i mówi – jutro już na pewno muszę wracać do siebie, odwieziesz mnie na stację autobusową? No i jak ja ją mam wyrzucić, jak sama się deklaruje, że już tuż tuż wraca. I nawet podaje argumenty, że musi na egzamin na uniwersytecie, że mama jej już każe wracać, etc. Hah!

20 dni… ciekawe ile jeszcze będzie się to ciągnąć 😀

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

 

Issan trip dzień 4, 5, 6 – Khon Kean


Tego ranka w Maha Sarakham obudziłem się w objęciach lokalnej Tajki. Nie zobaczyłem w mieście kompletnie nic – ze stacji autobusowej od razu do hotelu i po 2 godzinach była już u mnie laska poznana na Tinderze. Wbrew pozorom, w Maha Sarakham nie jest aż tak łatwo poznać dziewczynę – to znaczy zainteresowanie z ich strony jest ogromne, natomiast jest tu problem logistyczny. W tak małym mieście, gdzie wszyscy się praktycznie znają, laska idąca z obcokrajowcem do hotelu może szybko stać się ofiarą nieprzyjemnych plotek, trochę porównywalnie do naszych rodaczek, z przeciętnej polskiej mieściny, które udają się z nowo poznanym murzynem do hotelu.

songteaw-tajlandia-khon-kean-azja-po-zmroku

Check out z hotelu o 12, ja muszę jechać do Khon Kean, jestem tam umówiony. Mówię wprost mojej Tajce, że przed wyjazdem chciałbym zrobić jeszcze jedną rundę. I to jest zajebiste w Azjatkach – one nie mają w zwyczaju odmawiać facetowi i posłusznie ściągają majtki. Po drodze jemy śniadanie – moja ulubiona tajska potrawa (oczywiście kuchnia Issańska), czyli Nam Tok Muu. Żegnam się z Tajką i obiecuje, że jeszcze do niej wrócę – fajna z niej dziewczynka, tylko wygląda tak strasznie młodo,  że ludzie trochę na mnie dziwnie patrzą na ulicy. Gdyby powiedziała, że ma 16 lat, bez problemu bym w to uwierzył. (tu szybki off topic – kiedy przyjechała mnie odwiedzić w Bangkoku tydzień później, na ulicy poszły plotki, że mam nieletnią z liceum w pokoju, lol)

W Khon Kean wysiadam na stacji autobusowej i lokalnym pick up’em przerobionym na autobus jadę w stronę dworca pociągowego, gdzie znajduje się mój ulubiony hotel za 500 thb. Pisałem już jak go znaleźć w poprzednim artykule o Khon Kean. Po tajsku taki pick up nazywa się to Song Teaw – czyli w tłumaczeniu 2 rzędy – od dwóch ławek, na których się siedzi i kosztuje tyle co przeciętny autobus, czyli jakieś 7 batów. Niestety nie zarezerwowałem pokoju i dupa – brak wolnych miejsc. Idę dalej z kilometr w górę gdzie znam kilka innych miejscówek do spania i lokuje się tam. Pokój bez ciepłej wody i klimy, prawie za darmo, 280 thb za noc. Klimy i tak nie używam, ale brak ciepłej wody o tej porze roku to nieco minus. Sam pokój – bez zastrzeżeń. Duży, czysty, sprawny internet, nawet lodówka i TV (tego drugiego urządzenia strasznie nie lubię i nawet kijem nie dotykam).

Dziś na wieczór jestem omówiony z kumpel z którym byłem w Buriram. Wieczorem lokalne studentki mają nam pokazać imprezę przy uniwersytecie. Ponieważ uniwersytet jest od centrum z dobre 7 kilometrów, zamawiamy taxi do baru Be-To-Sit. W środku spotykamy nasze studentki. Oczywiście w pubie jesteśmy atrakcją numer jeden, wszyscy parzą na dwóch białasów, widok raczej unikatowy w tym rejonie, zwłaszcza tak daleko od centrum. Ponieważ pub jest dla studentów, to cena piwa jest prawie taka sama jak w 7/11, może 10 batów więcej. Pomimo tego, że siedzieliśmy przy stoliku z laskami, podbija do nas jakiś gej i mówi do mojego kumpla – cześć, moja koleżanka bardzo chciałaby cię poznać, czy nie chcesz się przysiąść do naszego stolika? Ponieważ była fajna, kumpel się ulatnia do innego stolika, ja zostaje z naszymi „starymi” studentkami.

Dobija 12, ja muszę uciekać spać (rano o 7 praca). Pytam jednej ze studentek czy idzie ze mną spać i w odpowiedzi słyszę, że tak, ale ponieważ jest sobota, to najpierw impreza w klubie i za 2 godziny możemy iść spać. Stawiam ultimatum – albo idziemy razem od razu, albo ja wracam do hotelu i BOOM, poległem. Tej nocy spałem sam, po raz pierwszy podczas mojego tripu do Issanu. Przez pracę nie było ruchania :/ Mogłem oczywiście z nią pójść i być niewyspany, ale szczerze to w odkąd skończyłem 30 lat taki prospekt jest dla mnie raczej mało atrakcyjny – jak się nie wyśpię to źle się czuje fizycznie i psychicznie, dosłownie łapie mnie depresja.

Budzę się o 6:45, zapierdalam do 7/11 po kawę i loguje się do pracy. Nie wyspałem się tak czy inaczej, zanim dojechałem taxi z powrotem była już 1 w nocy. Rano wysyłam wiadomości do lasek które już znam z poprzednich wyjazdów do Khon Kean. O 13 przyjeżdża do hotelu nauczycielka japońskiego o której kiedyś pisałem w artykule o Udon Thani. Ona jest generalnie we mnie zakochana odkąd poznaliśmy się w Rayong, dobre 6 miesięcy wcześniej. Ma co prawda swojego tajskiego chłopaka i przez to co chwile mnie blokuje na Facebooku, ale akurat znowu zerwali (już chyba 6 raz), więc chętnie przyjechała się ze mną zobaczyć. Szybkie dymanie, byłem strasznie wyposzczony bo poprzedniej nocy się nie udało. Wiem, dziwnie to brzmi, aż 24 godziny bez seksu. Ale dla mnie to dużo, jestem przyzwyczajony robić to raczej codziennie i organizm reaguje trochę jak u alkoholika który nie może się napić. To jest oczywiście kwestia przyzwyczajenia – w Wietnamie dymałem średnio raz na tydzień i jakoś mi to nie przeszkadzało, a w Singapurze to w ogóle miałem 4 miesiące abstynencji i też przeżyłem. Mimo wszystko, w Tajlandii mam możliwość pukać laski codziennie i tak właśnie z wielką przyjemnością robię.

Tego dnia wiele się nie dzieje. Poszedłem na siłownie, jest fajne miejsce w centrum za 30 batów. To mi się podoba w Issan, w Bangkoku większość miejsc nawet nie wpuszcza jeśli nie wykupi się pakietu na co najmniej miesiąc, tutaj jest uczciwa cena i bez żadnych zobowiązań. Wieczorem niespodzianka – laska z Maha Sarakham z dnia poprzedniego mówi, że przyjedzie do mnie do Khon Kean. W sumie to ją bardzo lubię, więc zgodziłem się od razu. I tak już ze mną siedziała aż do samego końca. Ponieważ byłem bardzo wykończony tymi podróżami, resztę czasu spędzałem z młodą głównie w hotelu. Wychodziliśmy tylko coś zjeść w przerwach od ruchania.

6 dnia nadszedł czas aby wracać do Bangkoku – miałem zabookowanego klienta na nocne zwiedzanie. Bilety kupiśmy przez internet w Nakon Chai Air, firma autobusowa, która choć jest nieco droższa niż inne linie, to daje 5 razy większy standard. Siedzenia jak w samolocie, z masażem, przed oczami monitor z filmami, do wyboru 6 opcji, jakieś zjebane gry, do tego jedzenie, kawa, smakołyki, etc. Full wypas. Polecam na maxa!

40 minut przed wyjazdem młoda dostaje jakiejś sraki i zamyka się w kiblu. Tymczasem ja muszę lecieć na autobus, bo przepadnie mi bilet. W końcu wychodzi. W recepcji zamawiamy taxi, czekamy 20 minut  nic…. Nie przyjechała. Co za kurwa barany. Zaczynam się stresować, bo jak nie zdążę na autobus to przepadnie nie tylko bilet, ale i rozminę się z klientem w Bangkoku. Lecimy na główną ulicę i biorę tuk tuka. Mówię mu, że autobus Nakon Chai Air, a ten osioł mnie bierze na centralną stację autobusową (w Khon Kean są dwie i zabrał mnie na złą). 10 minut do odjazdu. Nie ma szans dojechać na obrzeża w 10 minut… Dzwonię do kumpla, żeby stał w drzwiach i trzymał autobus. Tuk tuk zapierdala 100 na godzinę i w końcu po jakiś 20 minutach jesteśmy  na miejscu. Autobus czeka już tylko na mnie, znajomy skutecznie blokuje możliwość odjazdu. Wskakuje tak szybko, że nawet nie zdążyłem się pożegnać z młodą z Maha Sarakham. Udało się, jestem w środku 🙂 Po tygodniu w podróży jadę do domu w Bangkoku… Fajnie było i nie mogę się doczekać kolejnego tripu do mojej ulubionej części Tajlandii.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Issan trip dzień 3 – Maha Sarkham


Rano, jak to rano, znowu morning glory – prawie jak na viagrze. Z laską poprzedniej nocy spaliśmy ‚na łyżeczkę’ i obudziła mnie wiercąc się dupką. Ewidentnie miała na coś ochotę. Trochę przez sen, jeszcze z zamkniętymi oczami, zrobiłem ją o 6:30, akurat przed rozpoczęciem pracy. Potem szybka kawa z 7/11 za 14 batów i loguje się na serwer do pracy. Moja niuńka też musi uciekać do szkoły – jest nauczycielką tajskiego w podstawówce.

isan_map_maha_sarakham-azja-po-zmroku-tajlandia

O godzinie 12 zrobiłem check out z hotelu. Postanowiłem nie siedzieć więcej w Buriram i jechać prosto do Khon Kean. Z laptopem wsiadam do autobusu i stukając w klawiaturę udaję się na północ. Autobus wlókł się jednak niesamowicie, po 2 godzinach dojechał do Maha Sarakham, a Khon Kean następne dwie przede mną… Miałem tak dosyć jazdy, że po prostu wysiadłem w Sarakham i olałem Khon Kean. decyzja podjęta w przeciągu 4 sekund.

Maha Sarakham to specyficzna miejscówka. Małe miasto, w którym niegdyś pracowałem na uniwersytecie, oznacza się największym zagęszczeniem studentów na kilometr kwadratowy w całej Tajlandii. Ciekawa statystyka – jak wpisałem ludność Maha Sarakham w google, wikipedia podaje 40,000 mieszkańców. Jak wpisałem ile studentów jest zapisanych na sam Maha Sarakham university, wyskoczyło 46,000. No ciekawe 🙂 Zwłaszcza, że poza Maha Sarakham university, jest tam też Ratjabat university – drugi duży, no i kilka collegów. Ciekawa miejscowość gdzie prawie każdy zapierdala w uniformie studenckim.

Nie daleko przystanku autobusowego jest mój ulubiony hotel za 450 thb (nazywa się Infinity – polecam). Istnieje też możliwość wynająć na miesiąc za 4,000 (+3000 depozyt), opcja który zajebiście mnie kusi. W recepcji siedziała amerykanka z Texasu, która okazała się nauczycielką w pobliskiej szkole. Mieszka właśnie w Infinity. Jak usłyszała moją rozmowę po tajsku z recepcjonistką, użyła tego jako wymówki, żeby zagadać. Jak chodzi o podrywanie białych lasek w Azji – o ile one nie lubią azjatyckich chłopaków  (a większość nie lubi), to są absolutnie zdesperowane, żeby kogoś poznać. A większość facetów je i tak olewa i woli Azjatki… W tym przypadku byłem prawdopodobnie jednym potencjalnym dla niej towarem w całej okolicy. Od razu zapytała co robię wieczorem i czy może przyłączyć się na drinka. Ah te wygłodzone nauczycielki angielskiego w tajskich prowincjach… Mnie jednak nieszczególnie interesują białe laski, więc ją trochę zbyłem. W pokoju odpalam aplikacje randkowe i szukam jakiejś miejscowej dziewczyny.

Po godzinie byłem już umówiony pod moim hotelem z Tajką. Ponieważ fajne było z niej ciastko, chciałem ją zabrać gdzieś na miasto. Jakiś night market albo drinki. Ona natomiast sama zaproponowała, że przyjedzie do mnie do hotelu i będziemy oglądać jakieś niedojebane kreskówki dla dzieci.

W końcu Tajka przyjechała z koleżanką, jak to często lubią robić. Zamiast się jednak denerwować, pogadałem sobie z nimi 40 minut przed hotelem, zaprzyjaźniłem się z tą drugą i jak już mnie obydwie lubiły, to poprosiłem, czy da nam trochę prywatności. Udało się. Idę do pokoju z młodą „na kreskówki”.

Laska ma 19 lat, ale wygląda na 16. Nie brałem jej do pokoju przed sprawdzeniem ID card, żeby nie było przypału. Swoją drogą, jak nie wiecie czy laska jest ladyboyem, to na ID card jest zawsze wpisana płeć przy porodzie, nie da się tego zmienić, więc to najlepsza metoda na przekonanie się… Anyway, albo ta moja ma podrobiony ID card, albo faktycznie tylko wygląda tak młodo. Generalnie bardzo mi się spodobała, z jednym dużym minusem – brak cycków. No ale zawsze coś jest nie tak, jak są cycki, to pojebany charakter, jak są cycki i charakter, to pokrzywiona twarz, itd. Ideałów nie ma…

W środku oglądamy te japońskie mózgojeby. Laski z tych wsi trzeba trochę wolniej atakować, bo one nie są przyzwyczajone do faragów. Dla nich to spore wydarzenie przeruchać się z inną rasą i dla sporej części to pierwsze takie doświadczenie. Powoli więc jadę krok po kroku – najpierw dotykam jej dłoń, potem rękę, następnie nogi, brzuch, itd. Po 2 godzinach rozpiąłem jej stanik i wtedy już można było atakować bardziej odważnie. Znowu trafiła się ogolona laska – albo jakaś nowa moda przychodzi do Tajlandii, albo te wszystkie laski jakoś dają radę się ruchać z farangami i już się nauczyły, że norka włochata jest ble.

Ten nocy, choć był piątek, czyli miałem wolne następnego dnia, ergo, mogłem iść na imprezę, zostaliśmy w hotelu. Nie zobaczyłem kurwa nic w tym Maha Sarakham! Z autobusu to hotelu i od razu laska prosto na pokój… Nie powiem, że żałuje, ale niestety w tym momencie nie mogę nic więcej napisać o mieście, bo następnego dnia jechałem już prosto do Khon Kean. Mój cel to prowincja Loei – czeka tam na mnie dziewica z dużymi cyckami która gdzieś się przybłąkała przez internet. W każdym razie bardzo mnie kusi, żeby wrócić do Maha Sarakham i wynająć pokój na miesiąc – to jest prawdziwa Tajlandia, nie jakieś kurwa Phukety i Chinag Maie.

Khon Kean już opisze kilka dni w jednym artykule, bo zwolniłem z tępa – jednak praca, podróże, ruchanie lasek i imprezy jest trochę wyczerpujące, zwłaszcza jak się w między czasie dorzuci do tego siłownie co drugi dzień.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Issan trip dzień 2 – Buriram


Drugi dzień miał być nudny i bez przygód, ale się nie udało 🙂 Niewysapany wstaje o 6:30 rano. Udało mi się obudzić bez budzika, na szczęście, bo moja bateria padła (spałem w innym hotelu niż ten gdzie zostawiłem plecak z ładowarką). Na poranne bzykanie nie było czasu, nawet pomimo tego, że byłem w stanie morning glory i poranny wzwód wręcz domagał się zaspokojenia, musiałem jednak szybko lecieć do internetu i zalogować się w pracy.

buriram-tajlandia-azja-po-zmroku

Pracując z kawiarni robiłem oczywiście furorę – laski przychodziły robić sobie zdjęcia, bo widok faranga w tych stronach to coś nadzwyczajnego. Jedna fajna studentka sama zagadywała, ale jak zobaczyłem jej owłosione nogi, to od razu mi przeszła ochota. Po pracy desperacko chciałem się przespać. Najbliższy hotel, to ta nora za 260 batów, a że nie mam motoru, to po prostu tam wróciłem.

Nie pospałem jednak długo bo zagadała przez net jakaś murzynka z Kenii, lokalna nauczycielka angielskiego. Mieszka na jakiejś wiosce koło Buriram i nie jest księżniczką, więc napisałem prostu z mostu, że mogę do niej przyjechać, ale jak już się fatyguje, żeby jechać gdzieś w jakieś pola ryżowe to oczekuje, że chociaż mi ulży ustami. Murzynka od razu się zgodziła, więc zamiast spać jadę na tą jej wieś. Po drodze zobaczyłem, że w galerii zdjęć na profilu ma fotki ze swoim chłopakiem z przed 2 tygodni. Aha, czyli Kenijki puszczają się tak samo jak Tajki, mogą być w związku, ale jak jakiś koleś napisze „przyjadę do ciebie jak dasz się wyruchać”, to i tak się od razu zgadzają 😀

Na szczęście dogaduje się po tajsku, bo inaczej nie wiem jakbym znalazł mini van który tam jedzie na tą farmę. Po drodze przestał mi działać GPS (uroki jeżdżenia po jakiś wioskach), ale pomyślałem, że kierowca chyba mi da znać gdzie mam wysiąść skoro wie gdzie jadę. Nic bardziej mylnego! Nagle patrze a tu znaki na lotnisko, czyli przejechałem moją wiochę o dobre 15 kilometrów!!! Wyskakuje na środku drogi i pisze do murzynki, żeby mnie przyjechała odebrać na motorze. 40 minut później udało jej się mnie znaleźć…

Kupiłem 2 piwka i idziemy do niej do mieszkania. Problem był w tym, że ostatni mini van jedzie do Buriram o 6:30, a była już 5:40. Więc tak musiałem ją trochę pogonić z tym opierdalaniem pały i mówię „ok, widzę że się wstydzisz, to ci trochę pomogę”, ściągnąłem spodnie, wziąłem jej rękę na krocze i sru, już wiedziała co ma dalej robić.

Czekałem na autostradzie na mini van który trzeba zatrzymać machając ręką. Patrze co to za dziwna gałąź się rusza zaraz obok mnie, a tu…. 2 metrowy jebany wąż, takiego dużego na dziko nigdy nie widziałem. Aż wrzasnąłem z przerażenia, że tak blisko mnie jest, na co wąż przybrał pozycję defensywną. W podskokach spierdoliłem pare metrów do tyłu i… akurat przejeżdżał ostatni mini van którego nie zatrzymałem :/ Nie jest to jednak wielki problem w Issan. Zacząłem pytać losowych ludzi, czy mnie podwiozą i druga osoba którą zapytałem od razu się zgodziła zabrać mnie 10 km do miasta.

Gość mnie wyrzucił przy dworcu pociągowym w Buriram. Akurat strasznie chciało mi się lać po piwie, więc poleciałem w krzaki obok gdzie było około 10 małych psów. Zawsze wydawało mi się, że małe psy to się mnie powinny bać, a nie na odwrót. Te psy jednak miały inne zdanie i zaczęły mnie szarpać za nogawki od spodni. Jeszcze nigdy nie biłem się z psami. To było nowe doświadczenie. Kopałem po nich ile wlezie i próbowałem rzucać kamieniami, ale był tam sam piach, więc jebałem w nie tym piachem, a one mnie próbowały gryźć z każdej strony. Musiałem się kręcić jak ninja, żeby mnie nie dorwały. Po jakiś 15 sekundach przyleciała Tajka z bambusowym kijem i zaczęła napierdalać te psy tak, że uciekły. Ufff, udało się!

Powrót do hotelu. Odpalam komputer i pytam Tajki z poprzedniej nocy o której wpada, bo byliśmy umówieni. Mieliśmy skoczyć do Speed club, a potem spać u mnie. Tajka strzeliła focha, że ją wykorzystuje, że ona przede mną miała faceta 10 lat, a ja tylko tu jestem na pare dni i chce ją używać do seksu. Musiałem jej więc wytłumaczyć, że a) to wcale nie prawda (prawda lol), b) dziewczyny z takimi cyckami to nie łatwo spotkać w tym kraju, więc jest dla mnie wyjątkowa (to akurat prawda). Aby nie miała obiekcji, obiecałem też, że spotykamy się tylko poza hotelem i na pewno tym razem bez seksu (znowu nie prawda, lol).

Tajka przyjechała, ale że było już późno, od razu poszliśmy do mnie do hotelu. Przed wejściem musiałem znowu obiecać, że nie będę jej próbował przelecieć, bo inaczej nie chciała wejść. 10 minut potem już ja ruchałem. Standard 🙂 Tej nocy poszliśmy spać wcześnie…

Trzecia część tripu już jutro 🙂

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

 

Issan trip, dzień 1 – Buriram


Każdy czytelnik już chyba wie, że moją ulubioną częścią Tajlandii jest Issan. Zlepek 20 prowincji, który zajmuje powierzchnię 1/3 Tajlandii. Nie ma tu nic ciekawego dla turysty, a dodatkowo jako najbiedniejszy region kraju, o pracę dla obcokrajowca również raczej ciężko (no chyba że ktoś ma ochotę torturować się z pojebanymi tajskimi dziećmi w szkole).

Dlaczego więc ta bardzo lubię Issan? Tak, zajebiście, że jest tu co najmniej o 1/3 taniej niż w Bangkoku, ale to nie jest główny powód. Głównym powodem są ludzie. Bezinteresownie przyjaźni, szczerze zainteresowani, nie zepsuci przez pieniądze obcokrajowców. W Issan to całkiem normalne, że obcy postawi ci drinka, a kiedy ludzie pytają skąd jesteś, to nie dlatego, że chcą coś sprzedać, a raczej z chęci nawiązania znajomości. Dodatkowo, dziewczyny w Issan są moimi ulubionymi – większość z nich nigdy nie miało żadnego kontaktu z białasem, co rodzi naprawdę ciekawe przygody. Mój ulubiony typ dziewczyny, to taka, która patrzy mi w oczy jak zahipnotyzowana – bo mają inny kolor niż każdy facet jakiego spotkała dotychczas w swoim życiu. Uwielbiam gdy ciągnie mnie za włosy na ręce, bo jeszcze nigdy nie widziała tak owłosionego ciała. Kiedy ściągnę spodnie, powie „wow, jaki on duży!” i ciężko zinterpretować, czy to ją podnieca, czy bardziej przeraża. I większość dziewczyn w Issan pasuje w ten właśnie schemat. A najważniejsze, że są to normalne dziewczyny, pracujące w szkołach, sklepach, lub studiujące na uniwersytetach. Nie są to dziwki których wszędzie pełno w Pattaya, Phuket, czy dzielnicach Bangkoku gdzie nie brakuje obcokrajowców.

Korzystając więc z okazji, że mogę pracować za pośrednictwem internetu, a przez cały tydzień żadne dodatkowe prace się nie zapowiadają, bez zastanowienia postanowiłem jechać na północny wchód. Podróż planowaliśmy samochodem, który niestety zepsuł się w dzień wyjazdu, więc ostatecznie pojechaliśmy autobusem. Pierwszy przystanek – prowincja Buriram. Buriram to ciekawa prowincja, bo jedna z 2 w Tajlandii gdzie spora część ludzi posługuje się językiem Kmerskim (oprócz języka Issan który de fato jest laotańskim, no i oczywiście Tajskim – bo przecież w TV i w szkołach muszą go używać na co dzień). Poza tym Buriram to straszna wieś, oraz miejsce pochodzenia mojej pierwszej tajskiej miłości – Nim.

Dojechaliśmy późnym wieczorem. Od razu czuć spadek temperatury – 22 stopnie. Ubieramy bluzy bo zimno. Przez Agoda.com dorwaliśmy fajny hotel za 600 thb (QOO hotel). Postanowiliśmy, ze bierzemy jeden pokój i jeśli któryś z nas wróci z laską (albo obydwoje), to dokupimy drugi. Nie marnując czasu od razu idziemy do Lively Market – jednej z imprezowni w Buriram. Ja szybko organizuje laskę przez internet, która do nas dojeżdża (fotka na górze – twarz obciąłem specjalnie), a mój ziomek, urodzony ruchacz z talentem, szybko zaprzyjaźnił się z kelnerką w barze w którym byliśmy.

Po 30 minutach moja dziewczynka deklaruje, że jedzie spać, bo rano musi iść do pracy. Po drodze podrzuci mnie do hotelu samochodem… Twierdzi, że nie możemy razem spędzić nocy, bo przecież się nie znamy… Ale zaraz. Po co ona mu obraną koszulkę z tak dupnym dekoltem i kleiła się do mnie cały wieczór? Nigdy nie należy słuchać co mówią laski. One pierdolą i kłamią tobie i sobie. Są zaprogramowane, żeby udawać trudne. Inaczej same o sobie źle myślą i reszta społeczeństwa też zwyzywa od dziwek, łatwych, etc. Zamiast więc słuchać co tam pierdzieli, pocałowałem ją w samochodzie i złapałem za talię mocno, przyciągając do siebie. Na pewno nie możemy razem spać? Pytam. Ok, pójdę z tobą, ale tylko spanie, obiecaj, że nie będziesz próbował nic więcej…. Just a hug, I promise. To jest chyba najczęstsze kłamstwo które powtarzam prawie każdego dnia 🙂

I teraz logistyczna bomba niespodzianka – okazało się, że właścicielem hotelu w którym śpię jest ex tej laski i ona nie może tam iść. Ja pierdole, to się nazywa szczęście… 12 w nocy, ja zaczynam prace o 7 am, ona o 8am i jeździmy po mieście szukać hotelu. To nie wróżyło dobrze… W końcu znaleźliśmy Siriporn hotel za 260 batów. Zajebista nora, ale nie chciałem już za drugi pokój przepłacać, więc nawet mi odpowiadało. No cóż i tak potrzebowaliśmy pokój dodatkowy bo mój ziomek ściągnął na hotel tą kelnerkę z Lively Market.

W nowym hotelu laska zaczyna marudzić, że nie mają szlafroku, więc jak ona ma spać. Powiedziałem, że spoko, zgasimy światło i może spać goła, mnie się wstydzić nie trzeba. Rozebrała się do majtek i mówi – pamiętaj co obiecałeś, nie próbuj mnie wyruchać. Dla mnie to śmieszne. Przecież laska która zgodziła się pójść z facetem do hotelu kosztem bycia niewyspaną w pracy na następny dzień i rozbiera się przy nim do majtek, to praktycznie równoznaczne z tym, że ma się ochotę ruchać. Znowu nic jej nie słucham i łapie ją za jej duże (jak na Tajkę) cycki. Super ciało, bez dzieci, zero tłuszczu, cycki są, ładnie wygolona (aczkolwiek trochę stara – 33 lata)… Swoją droga, jak Tajka jest wygolona, to na bank miała faranga który ją już nauczył, że trzeba się golić. Moja twierdzi, że ogoliła się do bikini, bo była niedawno nad morzem… wierze w tą historie 50:50, tylko dlatego, że tutaj nie ma farangów. Jakbym ją poznał w Bangkoku – 100% kłamstwo 🙂

A teraz final nocki – jak przycisnąć świeżo poznaną laskę z oporami do seksu. Pamiętamy, że opory są tylko w jej głowie – ona boi się co ty o niej pomyślisz. Boi się, że inni o niej źle pomyślą. I na koniec – sama nie chce o sobie źle myśleć. Ale to nie znaczy, że nie chce się ruchać. Tak więc winą za seks trzeba obarczyć faceta. Tutaj moja technika –  idę trochę na jaskiniowca, to znaczy ona niby mnie odpycha z 1/5 siły (jakby naprawdę nie chciała, to by odpychała mocno), a ja się na nią pcham z 2/5 siły. Czyli trochę mocniej niż ona mnie odpycha, zbliżając się do celu, ale jednak daje jej możliwość „ucieczki”. Tutaj należy pamiętać, żeby zawsze dać jej możliwość jednak cię odepchnąć, bo inaczej to się nazywa gwałt 😉 W takim wypadku trzeba się wycofać i spróbować znowu za 20 sekund, czy trochę więcej jeśli będzie trzeba. W moim wypadku jednak, pierwsza próba zadziałała. Jak tylko byłem w środku, od razu wskoczyła na jeźdźca i ewidentnie miała chcicę cały wieczór tylko normy społeczne jej na to pozwalały.

I tak oto minął dzień 1 w Issan. Jutro dzień 2, również napiszę raport (postaram się zrobić dzień po dniu) ale ponieważ podoba mi się ta niunia, to może być trochę nudny, to znaczy – ta sama laska.