Życie w północnym Wietnamie – raport


Ponieważ osobiście nigdy nie byłem na północy Wietnamu, korzystając z okazji, że mieszka tam mój znajomy, poprosiłem go o skrobnięcie kilku słów o życiu, pracy i oczywiście dziewczynach z północy. Poniżej ciekawy tekst który na pewno zainteresuje czytelników Azji Po Zmroku. 

wietnam-hanoi-impreza

I. Wstęp. Chciałbym zachować w pewnym stopniu anonimowość więc przedstawiał się nie będę. Łącznie mieszkam w północnym Wietnamie ponad 5 miesięcy. Jestem nauczycielem angielskiego. Mieszkam w Haiphong trzecim pod względem wielkości mieście Wietnamu. Zostanę w Wietnamie na wiele lat więc nie traktuje tego jak zwykłej przygody. Mając pewne atuty można się tutaj nieźle ustawić. Nigdy wcześniej nie pisałem takiego artykułu. Mam nadzieję że was nie zanudzę.

II. Kultura. Wietnamczycy na północy są dumni ze swojej kultury, tradycji i narodu. Nie krytykują rządu. Nie narzekają. Są konserwatywni w związkach. Statystyka mówi że 70% kobiet nie rucha się przed ślubem. Wietnam bogatym krajem szybko nie będzie gdyż ze swoją nienawiścią do Chińczyków i głupimi drzemkami podczas kilkugodzinnej przerwy na lunch nic nie osiągną. Mamy w północnym Wietnamie miasta w których dziewczyny są otwarte – Hanoi. Mamy coś pomiędzy – Haiphong. I mamy okropne miasto – Thanh Hoa City, gdzie można za to stracić prace. Ludzie jednak są przyjaźni. Cieżko tutaj o kłopoty. Niektórzy chcą oszukać na cenach, ale znając podstawy języka nie można się dać oszukać. Najważniejsze to znać ceny i liczby.

III. Policja. Jeśli mamy gadane to policji obawiać się nie trzeba. Ważne jest to by wiedzieć co robić. Przede wszystkim niczego nie podpisuj i do niczego się nie przyznawaj. Nie ma monitoringu nie ma dowodów. Po drugie mów szybko po angielsku by nic nie zrozumieli. Można też robić jak mój kolega czyli bajka że jest się nauczycielem angielskiego na wolontariacie, robi się to za darmo, uczy dzieci policji, przyczynia się tym do rozwoju narodu, a jak to do nich nie przemawia to wyskakuje się z pytaniem czy chcą by zniechęcić i innych obcokrajowców do wizyty Wietnamu. Na ogół wtedy dziękują i puszczają wolno. Kolega pijany połamał nogę Wietnamczykowi w wypadku. Przyfarciło mu się gdyż okazało się że głowa policji go zna i słyszał od córki że jest zabawnym nauczycielem.

IV. Dziewczyny. W Hanoi łatwo poruchać. Właśnie wracam autokarem. Dziewczynę poznałem przez tindera. Napisała mi bezpośrednio że szuka kogoś do seksu, a nie związku bo lubi wolność. Czyli idealnie. Poznałem jej „siostry” które również lubią obcokrajowców. Niby jest rasizm, nie lubią czarnych i arabów, no ale niektóre się niestety kuszą też i na brudasków, ale biały kolor skóry ma tu taką samą wartości jak i w Tajlandii, albo i nawet większą. W Haiphong już jednak trudniej o ruchanie i z bólem przyznaje że przez prawie trzy miesiące nie ruchałem tam normalnej dziewczyny. Nie chodzi nawet o to że szukam jednorazowej przygody bo szukam partnerki do seksu na stałe dopóki nie znajdę sobie żony która dobrze wygląda, wie jak zrobić pieniądze i nie pracuje dłużej niż 8 godzin dziennie. Raz miałem przygodę że kolega przyznał że korzystał z kamerki i laska mu dupę pokazała. Przyznał że trzepał. Wziąłem tego fb napisałem, dostałem zaproszenie do tego mieszkania i okazało się że facet wiec trzeba uważać. Ladyboya chyba jednego widziałem, ale wychodzi na to że geje też tu są. Na randkę z dziewczyną łatwo się umówić w moim mieście, no ale wyruchać jednak ciężej. Koledze jednak się udało kilka razy ze względu na znajomość wietnamskiego. Pewnego razu wybraliśmy się z kolegami do Do Son. Jest to największy burdel w Wietnamie. Motelik obok moteliku. Koszt za godzinę z dziewczyną to równowartość 45 PLN. Jak to wygląda? Siedzimy sobie w środku i przyprowadzają nam dziewczyny jedną po drugiej dopóki sobie nie wybierzemy takiej która nam się podoba. Jak na nas patrzą to są przerażone gdyż wiedzą co je czeka. Pierwszego razu byłem tam z kolegami i ostatecznie skończyłem. Dziewczyny mają przygotowane gumki. Za drugim razem zabrał mnie tam szef, który za mnie zapłacił. Pierwsza dziewczyna po kilkunastu minutach zaczęła udawać płacz i prosiła bym przestał. Kazałem jej przyprowadzić drugą. Druga wytrzymała dłużej, ale rownież nie skończyłem gdyż za szybko się zmęczyła. Więcej tam nie wróciłem i nie mam zamiaru korzystać z usług prostytutek. W innych krajach nie próbowałem. Tutaj w pewnym sensie sytuacja mnie zmusiła bo gdzie to tyle bez ruchania? Na szczęście już znalazłem sobie partnerkę która odwiedzi mnie kolejnym razem u mnie w mieście. 2 godziny autokarem z Hanoi do Haiphong. Oczywiście tu też się umawiam z dziewczynami no ale jedna mi palnęła że nie jest gotowa po tym jak już palcem jej wierciłem otwór. Nic z tych spotkań nie wychodzi.

V. Haiphong. Miasto w którym mieszkam jest trzecim pod względem wielkości miastem Wietnamu. Jest tu port, miasto ma ambicje by przewyższyć Hanoi. Znajduje się niedaleko morza wiec jakieś szanse są. Dużo tu mostów, rzek i o środowisko naturalne ciężko. Miasto ma zamiar zostać ośrodkiem handlu morskiego. Od niedawna mamy połączenie lotnicze z Bangkokiem. Mamy wiele klubów i kin w Haiphong. Jeśli miałbym zagadać do dziewczyny to w kinie. Poza tym fb i komunikator Zalo. W klubach są zazwyczaj dziewczyny których praca ogranicza się do tańca i normalnych dziewczyn na parkiecie nie ma. Jeśli zabawa to tylko Hanoi. Tam są kluby pełne lasek otwartych na cudzoziemców.

VI. Praca Lepiej jest uczyć angielskiego w Haiphong niż w Hanoi czy Sajgonie z wielu powodów. Najważniejszym jest mała liczba obcokrajowców. Jesteśmy bardziej wartościowi dla szkół. Jeśli dobrze wyglądasz, jesteś pewny siebie i umiesz zrobić na uczniach wrażenie to wiele szkół będzie chciało byś dla nich pracował. Można z kontraktem, można bez. Czyli da się legalnie jak i nielegalnie. Zarobki są duże. Podstawa to 15 USD za godzinę, zdarza się jednak że dostaje 22 USD od niektórych szkół i to jest mój cel. Jestem człowiekiem który idzie przez życie na skróty. Nie lubi się nudzić. Wiec nauka angielskiego na swój sposób daje mi radość, jest na lekcjach śmiesznie i zarabiam na tym dobre pieniądze. Typowy Wietnamczyk zarabia pracując cały dzień z durną przerwą na lunch równowartość 700 PLN na miesiąc. Czyli można zarobić 10 razy więcej.

VII. Szkoły. Można pracować w prywatnych centrach językowych jak i być odsyłanym do szkół publicznych. Za szkoły publiczne i tak jednak Wietnamczycy płacić muszą. Taki tu „komunizm” że nie ma emerytur, darmowej opieki zdrowotnej i darmowych szkół. Poziom nauki jest wyższy niż w Tajlandii. Łatwo znaleźć młode osoby mówiące po angielsku. No i oni chcą się uczyć angielskiego. Jesteśmy bardziej szanowani niż w Tajlandii gdzie nauczyciel szanowany nie jest. Nie jesteśmy męczeni przez te kurwy w postaci tajskich nauczycieli którzy podważają nasze umiejętności, a mało który z nich gada po angielsku no i nasze życie chcą kontrolować. Jebać tajskich nauczycieli, auauau! W Tajlandii nie mamy wsparcia jakie dostajemy w Wietnamie. Darmowe mieszkanie, darmowy skuter i różne pozwolenia do legalnej pracy. Czasami można trafić na szefa który będzie naszym najlepszym kumplem, a nawet będzie się można poczuć jak w rodzinie.

VIII. Ceny. Podobne do Tajlandii, można drogo i tanio. Wystarczy wiedzieć gdzie jeść, pić i co.

IX. Drogi. Drogi w Wietnamie. Jeśli jesteście przerażeni poruszaniem się po Tajlandii to zmienicie zdanie po wizycie w Wietnamie. Nikt nie przestrzega żadnych zasad drogowych. Zielone światło oznacza jedź, żółte jedź szybciej, czerwone jedź ostrożnie. Często miałem sytuacje wypadkowe. Na szczęście udało mi się ich uniknąć. Kierowców nie obchodzi to że cię oślepiają. Jadą z tymi wysokimi światłami. Kierowców nie obchodzi że droga jest wąska i zdarza się że tir wyprzedza tira nie przejmując się tym że naprzeciwko jedzie skuter. Powszechnym jest też jazda bez świateł po drodze która jest oświetlona tylko z jednej strony albo w ogóle nie jest. Debile potrafią też jechać pod prąd bez świateł. Poza tym wpierdalają się przed twój skuter i w ogóle jeden wielki skandal. Jadąc myślę sobie cały czas „jebani Wietnamczycy”. Rowery są najgorsze – święte krowy. Zdarza się też że jest korek a Wietnamczycy i tak sobie jadą w grupie trzech skuterów czy rowerów w rzędzie urządzając sobie pogaduszki.

IX. Podsumowanie. Opisałem w skrócie najważniejsze sprawy. Może i dałoby się więcej napisać, ale niezbyt wiem jaki temat może być ciekawy. Jakby co to pytajcie w komentarzach u Michała. Pozdro.

Opisze wam jeszcze dłużej i bez poprawności jacy są Wietnamczycy. Po siedmiu miesiącach już mam pewną wiedzę na ich temat. Może zacznę od wyglądu. Wygląd młodych osób nie jest straszny, ale wrzucę wam zdjęcia facetów już dorosłych i starych. Starzy Wietnamczycy wyglądają na poziomie polskich bezdomnych i meneli. Wyglądają jakby byli brudni. Ich skóra robi się totalnie żółta, czy nawet pod brąz to podchodzi. Gały bardziej skośne. Pojawiają się im zmarszczki i ogólnie strasznie wyglądają. Wsród białych mężczyzn osoby starsze wyglądają dość normalnie. Tutaj większość z nich wygląda jak brudasy żyjące na wysypisku śmieci. Wydaje mi się że wyglądają najgorzej spośród Azjatów. Kobiety jako tako wyglądają dobrze do danego roku życia. Inaczej by ich natura tak nie namnożyła. Jacy są Wietnamczycy? Może zacznę od facetów. Są chujowi. Nie przyjaźnie się z nimi i nie lubię spędzać czasu w ich otoczeniu. Lubią się przechwalać. Mają wysokie mniemanie o sobie. Żyją w ciągłym strachu przed Chinami. Lubią kłamać. Zdarzają się skurwysyny które kłamią dziewczyny tylko po to żeby się z nimi przespać, a jak już to zrobią to koniec, ślubu nie ma bo nie jesteś dziewicą. Ja tutaj już do kłamstw się przyzwyczaiłem więc nie traktuje ich na poważnie. Wietnamczycy muszą kłamać dziewczyny bo nic innego do zaoferowania nie mają. Może 10% z nich wygląda dobrze, ale wciąż przeciętny Polak wygląda lepiej i to same Wietnamki by przyznały. Jak ja słyszę że jestem przystojny to już nawet nie robi to na mnie żadnego wrażenia, bo prostu widzę wokół jak wyglądających osób przyszło mi żyć. Koleżanka sama powiedziała że jej ojciec jest brzydki. Niby są, mili, przyjaźni, pokojowi, z chęcią by poczęstowali za darmo swoim bimbrem, ale wciąż nigdy nie można im uwierzyć i zaufać. Wietnamki za to są całkiem zabawne i miłe. Z szacunkiem się odnoszą do faceta. Są uległe i słuchają się męża. Z takich rzeczy które mnie denerwują to język wietnamski. Jak Wietnamczycy mówią to tak jakby się kłócili bo mają tony w języku. Wiele słów bardzo podobnych do siebie ale w innej tonacji. Dla przykładu w Tajlandii i Laosie mimo to jest kultura żeby mówić po cichu. Wietnamczycy drą mordy. Poza tym nie dbają oni o naturę. Mają skłonność do jedzenia na podłodze czego nie lubię bo to uwłaczające. Jak już wspomniałem cały czas boją się Chin i myślą że Wietnam jest super ekstra zajebisty. Szef mi powiedział że pomoże mi zdobyć obywatelstwo Wietnamu. Po pierwsze wiem że te obietnice to kłamstwa, po drugie kto by chciał obywatelstwo Wietnamu? Przecież w każdej chwili Chiny mogą w ciągu tygodnia podbić Wietnam. Jeśli byłbym bogaty to może bym się skusił. Nakupowałbym ziemi i robiłbym kasę na Wietnamczykach i turystach. Rząd Wietnamu w ogóle nie dba o ludzi. Za edukacje i opiekę medyczną trzeba płacić. Stan dróg to tragedia. Transport publiczny także. Nie podoba mi się też w ich narodzie to że żyją w brzydkich domach, nie mają żadnego pojęcia o sztuce i zbierają w domach śmieci. Rzeczy które nigdy im się nie przydadzą. Zamiast wywalić je, oddać komuś czy sprzedać to je składują. Uwierzylibyście że ktoś mający 500tys. Złotych na koncie zamiast kupić telewizor led będzie używał starego kineskopowego 21 cali? Tacy są Wietnamczycy. Nawet są dumni że zaoszczędzili sami myjąc samochód zamiast dać komuś zarobić. Nie napędzają oni swojej ekonomii tylko oszczędzają pieniądze. Z takich pozytywnych rzeczy to może tylko to że są grzeczni, pokojowi, no ale co z tego skoro są dumni z tego że mają tylko jedną partie w kraju? Jest tu duża korupcja. Państwowa telewizyjna cały czas wkłada im gówno do głowy i teraz wydaje im się że Ameryka ich zdradziła bo Trump jest be, a Obama był cacy bo odwiedził Wietnam. Ameryka tak czy siak będzie ich „przyjacielem” bo graniczą z Chinami, a Trump Chin też nie lubi. Z myśleniem samodzielnym jest tu słabo gdyż nie jest tu tak jak u nas że w internecie znajdziemy prawdziwe informacje. U nich wierzą bardziej w telewizje niż w Polsce. Podsumowując: Wietnamki są spoko, Wietnamczycy już nie do końca.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Chinag Mai #2 – raport z drugiego tygodnia


Nigdy nie mógłbym mieszkać na stałe w Chiang Mai. Nie rozumiem czym ci wszyscy ludzie tak się rajcują. Zarówno expaci jak i turyści postrzegają Chiang Mai jako jedno z najciekawszych i najlepszych miejsc do życia lub odwiedzenia w  Tajlandii. Dla mnie to zwykła komercha, w której brak smaku „prawdziwej Tajlandii”. Takie same wrażenie mam w Pattaya, Koh Phangan, czy Phuket.  Wszędzie znaki po angielsku, co 200 metrów wypożyczalnia skuterów, szkoła gotowania, travel agency albo restauracja z hamburgerami i pizzą. I nawet taxówkarze mówią po angielsku, co oczywiście przekłada się na ceny oferowanych usług.

chinang-mai-tajlandia-gory-doi-suthep

Kolejny już tydzień w pracy mija nawet nieźle, bo poza tym, że muszę wcześnie wstawać, to praca nie jest męcząca. Nadzorowanie bezradnych anglików nie jest szczególnie czasochłonne. No, poza odpowiadaniem na kretyńskie pytania. „Michal, what is evacuation plan in case of tsunami?” – zapytała pewnego dnia wolontariuszka. Akurat byliśmy na Doi Suthep (zdjęcie powyżej), więc pytam – Kurwa co widzisz przed sobą? – Mountains – odpowiada. To weź się puknij w łeb i zastanów na co nam tsunami evacuation plan, jak my jesteśmy 700 km od brzegu, 1700 metrów nad poziomem morza”. I wiecie jaka była odpowiedź? Ile 700 km to jest mil, bo oni w Anglii używają imperial system, a nie tak jak cała reszta europy, metric.

Na razie pracy nie straciłem, może się to jednak zmienić w każdym momencie, bo złamałem już chyba każdą możliwą zasadę, od przychodzenia do pracy pod pachnący alkoholem poprzedniej nocy, po pukanie wolontariuszek. Ekhm, w poprzednim odcinku wspominałem coś o Egipcjance. Jej matka jest niby angielką, ale ryj ma zajebiście arabski, urodziła się w Egipcie i mieszka w Kairze. No więc to właśnie ją codziennie posuwam. No, prawie codziennie, bo czasami śpię u Tajki którą poznałem przez Skout app. Anyway, Egipcjanka to moja pierwsza biała (no, pół biała, pół arabka), którą miałem od 5 lat! Problem z naszym ruchaniem jest taki, że ani ja, ani ona nie mamy swojego pokoju. Ja dzielę swój z Harrym, a ona z Jess, taką angielką z fajnym tyłkiem. Nasz pierwszy raz odbył się więc w kotłowni koło basenu, ale odkryliśmy, że dzielona łazienka jest jednak lepsza i chodzimy tam. Pomimo tego, że staraliśmy się ukrywać nasze nocne „randki”, to większość osób dobrze wie co się dzieje i nawet robi sobie z tego żarty. Swoją drogą, zajebiście komicznie to wygląda, jak Egipcjanka, pobożna muzułmanka, zakłada ręcznik na głowę, bo do modlitwy kobiety musza mieć zakryte włosy i kurwa W BIKINI z ręcznikiem na głowie, przy basenie hotelowym śpiewa jakieś allahu akbar i robi pokłony w stronę Mekki. Ja pierdole, kogo ja rucham, lolz !

Tak więc, kiedy mnie stąd wyjebią zdaje się być tylko kwestią czasu. Z drugiej jednak strony, musieliby znaleźć jakieś zastępstwo na kurs TEFL który prowadzę i lekcje tajskiego. Do tego drugiego znaleźć Tajkę nie będzie problem, ale żeby znaleźć kogoś kto może uczyć TEFL jest już nieco bardziej czasochłonne. A właśnie, powyżej video z mojej lekcji tajskiego.

No i generalnie, to ja miałem ich pilnować, żeby np. nie palili trawy, bo jak kogoś aresztują, to będzie problem. A tak się składa, że Egipcjanka codziennie kopci ten egipski haszysz, ale przecież nie będę donosił na laskę którą rucham, right?!  Te inne laski, to też strasznie swędzi. Jest nas tu 56, z czego 50 to laski, a spośród 6 facetów, dwóch to homusie, więc tak naprawdę na każdego z nas przypada grubo ponad 10 lasek i je roznosi. Prawie codziennie wymyślają jakieś zboczone zabawy, np. gra którą stosował Tyrion z Game of Thrones, czyli ktoś mówi „never have I ever… (tu coś sprośnego)” i każdy w grupie, kto miał taką przygodę, musi się napić. Tutaj nawet nie będę przytaczał przykładów, bo to nie jest strona por*no, ale uwierzcie, że angielki mają dobre historie.

zoe-in-yellow-chinag-mai-tajlandia-imprezy

Życie nocne w Chiang Mai jest zwyczajnie kulawe. Tak naprawdę wszystko kręci się wokół „Zoe in Yellow” night club, który robi się pełny koło 10:30. Jest tam też sporo innych barów, to taki Khao San północy. Niestety, Tajów tam można spotkać praktycznie tylko w weekendy, w tygodniu sporo ludzi, ale kurwa same białasy. Innym klubem jest oczywiście Spicy, który w weekend jest zbyt zatłoczony, żeby wejść do środka. Niestety wszystko w Chiang Mai zamyka się koło 1am, więc generalnie słabiutko. Są tutaj też tajskie kluby (kiedyś byłem), ale na razie nie miałem czasu się zapuścić podczas obecnego wyjazdu, bo muszę zazwyczaj wstawać rano, żeby zawieźć naszych wolontariuszy do szkoły – ciężkie życie, ale co zrobić. ***Update*** Jest conajmnij kilka dużych klubów w tajskim stylu w okolicach Nimanhemin road.

Poważnie zastanawiam się nad organizowaniem takich wolontariatów na własną rękę. Wygląda na to, że zainteresowanie jest duże, a że pracuję w rekrutacji, to mam kontakty z wieloma szkołami i bez problemu mógłbym coś takiego sam zorganizować. Co najwyżej nie jestem mistrzem marketingu i niekoniecznie wiem z której strony się za to zabrać, ale skoro inni są w stanie to ogarnąć, to dlaczego nie mógłbym i ja.  Można to połączyć z jakimiś wycieczkami, sanktuarium słoni, etc.

Codziennie ćwiczę Muay Thai. Wczoraj poszedłem na ring z 15-stolatkiem. Obciach w pytę, ale dostałem 4 razy wpierdol od jakiegoś dziecka, haha. Dopiero później trener pokazał mi jego zdjęcia z profesjonalnych walk, młody ćwiczy od małego i ma na koncie sporo wygranych. Pocieszam się, że gdyby to była walka uliczna, to byłbym w stanie go przygnieść wagą ciała, bo on mnie za każdym razem kładł na ziemię blokując szyję rękoma i kopiąc w udo tak, że traciłem równowagę. Natomiast gdybym się do niego przytulił i ściągnął nas razem na ziemię, to nie miałby tak łatwo.

W tygodniu oglądam jak radzą sobie w szkole nasi Anglicy i robię notatki, co mogą ulepszyć. Ciekawe, że niektóre grupy kompletnie sobie nie radzą, nie stosują nawet nic z tego czego uczyłem ich podczas kursu TEFL, inni z kolei wykazują się własną inicjatywą i ponad techniki które im pokazałem, potrafią improwizować i tworzyć własne strategie. Czyżby istniało coś takiego jak talent nauczycielski?

Ogólnie to tęsknie już za Bangkokiem. No i za moimi laskami w Bangkoku. Nie wiem, czy dalej będę pracował z tą firmą, bo jednak takie mieszkanie w hotelu, to jednak nie to samo co własny apartament. No i, jestem praktycznie non stop w pracy, jak tylko wyjdę na korytarz to ktoś może mnie zaczepić i muszę pracować, choćby był to środek nocy.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Bangkok i jego mieszkańcy – orientacja w stolicy Tajlandii


Orientacja w Bangkoku

Bangkok, lub Miasto Aniołów – Krung Thep – jak nazywają stolice swojego kraju Tajowie, oczarowuje widokami orientu, ekstremalnie intensywnym ruchem na drogach, nieubłaganym tropikalnym żarem, ciężkimi zanieczyszczeniami, ostrym jedzeniem i energią oraz bogactwem kolorów które mogą zostać odnalezione tylko w najbardziej ekscytującym pośród wszystkich kontynentów, w Azji. Bangkok potrafi być zarówno dezorientujący jak i frustrujący, dla każdego przybywającego po raz pierwszy I ta sekcja strony przygotuje cię na chaos tegoż miasta, dzięki czemu, mam nadzieję, uda ci się uniknąć błędów popełnionych poprzez wielu, włączając w to mnie samego!

bangkok-tailandia-zycienocne-soicowboy-nanaplaza-patpong-pattayaBangkok, miasto zaludnione przez ponad 10 milionów mieszkańców doświadczyło fenomenalnego wzrostu w ostatnich 40 latach. We wczesnych latach siedemdziesiątych, populacja miasta liczyła 2,5 miliona. Obecnie w Bangkoku mieszka ponad 10 milionów ludzi, jako że Tajowie z prowincji regularnie przemieszczają się w stronę zanieczyszczonej I brudnej stolicy, w poszukiwaniu zatrudnienia i lepszego życia. Ten gwałtowny rozwój sprawił, ze Bangkok rozrósł się zbyt szybko I infrastruktura nie nadarza z sensownym łączeniem najważniejszych punktów miasta, skąd centrum miasta mogłoby zostać określone jako zorganizowany chaos, chociaż de facto nie ma w Bangkoku czegoś takiego jak centrum.

Niektórzy uważają, że sercem miasta są ulice Silom I Sathorn, które są finansowymi dzielnicami i komercyjnym centrum, gdzie banki, instytucje finansowe, międzynarodowe korporacje I ambasady mają swoje biura. Jest to również obszar w którym można znaleźć wiele biurowców, linie lotnicze  niektóre spośród najlepszych hoteli w mieście. Są i tacy, którzy uważają, ze Siam Square powinien być uważany za centrum Bangkoku, gdzie można znaleźć 3 główne centra handlowe w Bangkoku, na skrzyżowaniu Rama 1 i Phaya Thai. Jest to jedno z głównych miejsc spotkań w którym tajska młodizież spędza wolne chwile i świetna okolica na zakupy. Prestiżowy uniwersytet Chulalangkorn, uważany za najlepszy uniwersytet w kraju, również znajduje się w pobliżu. Są jednak i tacy, którzy uważają, ze serce Bangkoku znajduje się na ulicy Rajadamri, gdzie droga spotyka się z inną słynną drogą o nazwie Ploenchit. W tym miejscu znaleźć można takie sławne centra handlowe jak Central Plalza World (wczesnej znane jako Bangkok Central World Plaza) I Haysorn Plaza, a także Pratunam market, kilka ambasad, oraz kilka z bardziej luksusowych hoteli, a także ważna buddyjska świątynia – Erawa Shrine (w której niedawno doszło do zamachu terrorystycznego). Wszystkie 3 centra są ośrodkami przeróżnych połączeń autobusowych, rozjeżdżających się w każda stronę miasta, a także każde z nich ma połączenie BTS, czyli sky train (pociąg jadący nad ziemią).

Jednym z najłatwiejszych miejsc do nawigacji jest droga Sukumvith (ciągnąca się z Bangkoku aż do granicy z Kambodżą). Sukumvith staje się w pewnym momencie ulicą Pleonshit, która po pewnym czasie staje się ulica Rama 1. Ta główna trasa prowadzi z zachodu na wschód miasta, przez rzekę Chao Praya, aż na wschodni kraniec miasta i jeszcze dalej. Droga przecinana jest przez wiele skrzyżowań, z innymi, głównymi drogami w Bangkoku, prowadzącymi z północy na południe, takimi jak Phaya Thai, Asoke, Rajadamri lub Ratchada. Sukumvith i jego liczne soi (czyli po tajsku uliczki odchodzące od głównej drogi), są bardzo popularne pośród obcokrajowców – zarówno turystów, jak I expatów. Pomimo tego, iż Sukumvith jest jedna z najdroższych okolic w stolicy, cieszy się on największą popularnością pośród obcokrajowców, jeśli chodzi o wynajmowanie apartamentów.

Pomimo tego, że na zachodzie istnieje trend przenoszenia centrów handlowych oraz rozrywek na przedmieścia, żadne z zachodnich miast nie możne się zmierzyć z Bangkokiem, jeśli chodzi o dystrybucje I decentralizacje shopping mallów, klubów, itd. Nie ważne gdzie w Bangkoku jesteś, zawsze będziesz blisko centrum handlowego, kina, marketu, lub innych miejsc rozrywkowych.

bangkok-tajlandia-nanaplaza-soicowboy-patpong

Bangkok nigdy nie mógłby być nazwany szczególnie pięknym miastem. Pomimo istnienia mnóstwa pięknych świątyń buddyjskich w każdej dzielnicy, zdaje się być niemożliwością, by uciec od monotonności chińskich sklepików, nierównych i źle położonych płytek na chodnikach, przejściach oraz ulicach. Ilość żebraków, jak i bałagan poplątanych kabli elektrycznych I telefonicznych w totalnie przypadkowy sposób, również nie urzeka. Śmieci przeplatają się przez ulice i soi’ki, szczury błąkające się po ulicach, wszystko to wpływa na charakterystyczne dla tajskiej stolic smrodek. Drobna ilość świątyń, kanałów, i nawet kolokacyjnych się palm, robią wszystko co w ich mocy, aby nadać miastu uroku, ale ostatecznie przegrywają.

Tak czy inaczej, nie spotkałem jeszcze nikogo, kto przybyłby do Bangkoku w celu podziwiania estetyki. Bangkok prosperuje w energii i bogactwie kolorów, niezależnie od tego gdzie się udasz. Dawno, dawno temu, Bangkok był określany jako Wenecją wschodu, ze względu na liczne połączenia wodne I kanały, które lokalni mieszkańcy używają do przemieszczania się z jednego punktu do drugiego. Miasto słynęło również z licznych, szerokich i liściastych od drzew bulwarów. Jednakże, jako że miasto sprintem biegnie w stronę bycia prawdziwie XXI wiecznym miastem, rozwój był tak szybki, ze wiele spośród urzekających miejsc w Bangkoku zostało zrujnowanych. Nieprzemyślane, słabo zaplanowane i źle zarządzane inwestycje, które rozrastają się w każdym kierunku Bangkoku, wkraczając w każda sąsiednią prowincje stolicy, zatarły jej urok.

Tajowie – jacy są

Istnieje wiele powodów dla których ludzie decydują się na przeprowadzkę do Tajlandii – tropikalna pogoda, egzotyczne kultura, rajskie wyspy I plaże, wyśmienite jedzenie, a także fakt, iż można prowadzić bardzo wygodne życie za bardzo male pieniądze. Dodatkowo, częstym powodem wymienianym prze ludzi są sami Tajowie. Zdecydowana większość Tajów jest bardzo przyjazna i kiedy uśmiechniesz się do kogoś na ulicy, najprawdopodobniej osoba ta zrobi dokładnie to samo. Na pewno pośród wszystkich krajów które odwiedziłem w moim życiu, nie ma drugiego tak przyjaznego jak Tajlandia, znana również jako Kraina Uśmiechów.

Pośród Tajów istnieje coś w stylu ducha społecznego i poczucia narodowej dumy. Tajowie zdają się dogadywać miedzy sobą dużo lepiej, aniżeli my, mieszkańcy krajów zachodnich. Tak jak na zachodzie zawsze zdaje się być jakiś konflikt, w Tajlandii mieszkańcy zdają się dogadywać między sobą znacznie lepiej. Dobrym przykładem są szkoły. Na zachodzie istnieje problem starszych, większych dzieciaków, które znęcają się nad swoimi młodszymi i słabszymi kolegami. Tego typu nonsens nie istnieje w Tajlandii (chociaż zdarzają się sprawozdania w mediach o bitwach na noże, pistolety, etc). Można to również zaobserwować w życiu normalnych ludzi. Tajowie maja w zwyczaju pomaganie swoim sąsiadom, w dużo większej skali, aniżeli ma to miejsce na zachodzie. Kiedy Taj gotuje, bardzo możliwe, ze zrobi więcej jedzenia, po czym przejdzie po sąsiedztwie, może to być apartamentowiec, wioska, cokolwiek, i dostarczy miski lub talerze z jedzeniem do swoich sąsiadów. To wszystko przyczynia się do czegoś w rodzaju warm spirit pośród Tajów.

Kraina Uśmiechów sama w sobie wymaga trochę opisu. Tajowie będą często uśmiechać się w przeróżnych sytuacjach, lecz uśmiech ten, nie powinien być zinterpretowany w jednakowy sposób, tak jak w Europie. W naszej części świata, gdy ktoś uśmiecha się do ciebie, zazwyczaj oznacza to, ze uśmiechająca się osoba jest zadowolona z czegoś, lub szczęśliwa. Uśmiech w Tajlandii również może oznaczać te emocje, tutaj jednak istnieje duże prawdopodobieństwo, iż uśmiech ten oznacza coś innego. Tajowie mogą się uśmiechać w ramach przeprosin. Tajowie uśmiechają się, gdy ktoś zada im pytanie, na które nie znają odpowiedzi. Tajowie mogą się uśmiechać, aby rozproszyć sytuacje. I najważniejsze, tajski uśmiech niekoniecznie oznacza to samo co w Europie. Mimo wszystko, częste uśmiechanie się jest bardzo pozytywnie odbierane przez samych Tajów. Tak wiec – uśmiechaj się ile się da! Bywa iż Tajowie są spornym społeczeństwem, w przypadku poważniejszych problemow, sprawa trafia zamiast do sadu, raczej na policje i czasami zastanawiam się, czy powód dla którego Tajowie tak często się uśmiechają nie jest motywowany tym, ze nie chcą nikogo wkurzyć.

Tajowie są niesłychanie patriotyczni I kochają swój kraj. Zapytaj jakiegokolwiek Taja gdzie chciałby pojechać na wakacje, i w większości przypadków będzie to gdzieś w Tajlandii – nawet jeśli podkreślić w pytaniu, że pieniądze nie grają roli. Jeśli hipotetycznie dać Tajowi opcje emigracji do innego kraju, większość z nich odrzuci tą ofertę. Jak to powiedział jeden z moich nauczycieli tajskiego: “Miałam dużo szczęści, ze urodziłam się w Tajlandii!”, po czym popatrzyła na mnie dziwnym wzrokiem, tak jakby urodzenie się w Europie było czymś w rodzaju złej karmy, kary za grzechy popełnione w poprzednim wcieleniu. Tajowie są naprawdę szczęśliwi mieszkając we wlanym kraju i to przyczynia się do tego, ze kraj jest absolutnie świetny do życia! Czy ktokolwiek byleś w innym kraju, gdzie lokalni mieszkańcy są szczerze zakochani we własnym kraju I zwyczajnie niezainteresowani pojechaniem gdziekolwiek indziej?

Tajowie są bardzo dumni i ich miłość do ojczyzny jest silna, chociaż dosyć często zdarza się usłyszeć Tajów narzekających na korki i zanieczyszczenia w Bangkoku, ekonomię, polityków, korupcje, wiele innych aspektów życia. Należy jednak pamiętać, iż krytykowanie czegokolwiek co jest tajskie, może Tajów dosyć łatwo zdenerwować. Jeśli tak zrobisz, może to zostać zinterpretowane jako obraza kraju. Tak mili jak jacy są Tajowie, ich tolerancja na krytykę jest bardzo mała, nawet jeśli było to coś mało znaczącego, lub zwykły żart. Jest to coś, o czym każdy obcokrajowiec powinien wiedzieć. Tajlandia do dalej kraj rozwijający się i wiele rzeczy które się tu dzieją, my jako Europejczycy możemy mieć ochotę skomentowania na głos. Pomimo tego, że takie sytuacje mogą wystąpić, najlepiej powstrzymać się przed jakimikolwiek negatywnymi komentarzami, albo przynajmniej niepodkreślanie ich gdy rozmawiamy z Tajami. Tajowie wiedza, ze w ich kraju odbywają się rożne dziwactwa, jednak nie lubią gdy przypomina im się o ich istnieniu. Inteligentna rozmowa lub dyskusja o problemach w Tajlandii nigdy nie jest łatwa do znalezienia, szczególnie pośród ludzi z ubogą edukacją – co jest niestety bardzo sporym procentem tajskiej populacji.

Często czuję, ze odkrywam coś nowego o tajskiej kulturze, każdego dnia, ale kiedy im więcej wgłębiam się w dany aspekt, czasami mam wrażenie, że staje się on jeszcze bardziej zamotany. Nie lękaj się jednak, tak długo jeśli będziesz starał się być miłym I grzecznym, jak zresztą każdy powinien być będąc w obcym kraju, nie musisz być świadomy wszystkich zawiłości i osobliwości tajskiej kultury, która jest unikalna. Zrozumienie tajskiej kultury jest trochę jak obieranie cebuli. Gdy obierasz cebule, zdaje ci się, że zbliżasz się bliżej i bliżej do środka, ale tak naprawdę jest tam 100 powłok przez które trzeba się przedostać zanim dojście do centrum zostanie osiągnięte. Możesz pracować i mieszkać w Tajlandii przez wiele lat, ale jeśli nie urodziłeś się w Królestwie, nigdy nie dostaniesz się do samego środka cebuli.

Tajska Logika

W Tajlandii często dwa plus dwa równa się trzy. Nie ma co zbytnio tego analizować. Tak po prostu tutaj jest. Jako obcokrajowcy w Tajlandii, często nieproszeni, nie pozostaje nam nic innego jak zaakceptować dziwaczną logikę Tajów. Pewne aspekty mieszkania mogą być bardzo frustrujące, lepiej więc skupiać się na pozytywach, których również jest wiele. Moja więc rada jest taka, aby nie przywiązywać uwagi do drobnostek i przymykać na pewne rzeczy oko. To jeden z tricków jak radować się życiem w Tajlandii. Jeśli jesteś typem który denerwuje się małymi rzeczami, Tajlandia nie jest dla ciebie.

tajlandia-phuket-plaza-bangkok-wakacje-przewodnik-porady

W całej Azji istnieje pojęcie utraty twarzy. Zachowanie twarzy gra ważną rolę w życiu Taja i nie powinien być ten aspekt lekceważony. Nasze zachowanie powinno więc  uwzględniać starania, aby nie sprawić, iż Taj traci twarz. Twarz jest rodzajem reputacji i wizerunkiem. i zachowanie Taja uwzględnia koncepcje twarzy. Odnosi się to do wielu aspektów życia: od ubrań, przez rutyny dnia, aż do pracy i dobytek. Taj ze złotą biżuterią zyskuję twarz, ponieważ złoto świadczy o jego sukcesie zawodowym, lub partnerze, który lubi obsypywać drogimi prezentami. Dlatego też Tajowie uwielbiają trzymać na wierzchu swoje I-phpony. Niech każdy widzi najdroższy model telefonu, trzeba się pochwalić i wyglądać lepiej niż chłop w starych ubraniach.

To co podoba mi się w Europie, to fakt, że można wychodzić w praktycznie czymkolwiek i nikt nie będzie tego osądzał. To jedna z niewielu rzeczy które wole w stylu europejskim bardziej niż Tajskim. Tutaj, pomimo tego, że gorąco, zawsze chodzę w długich spodniach i pełnych butach, bo wiem jak Tajowie patrzą na obcokrajowca w shortach i klapkach – jak na obiekt to ściągnięcia 3 razy więcej pieniędzy niż wartość usługi lub produktu.

Kiedy Taj popełnia błąd lub robi coś złego i ktoś inny mu to wytknie przy świadkach, Taj traci twarz. Kiedy Taj straci twarz, nigdy nie wiadomo do końca jak na to zareaguje i nie ma limitu w tym co nastąpi.

W mojej opinii jest to sporym problemem w pracy. Ktoś robi błąd i nikt błędu tego nie wytyka. Tak więc pomyłka nie została wyniesiona do uwagi pracownika i ten kontynuuje pracę powielając błąd ponownie i ponownie. Taka sytuacja zatrzymuje rozwój jednostki i jest bezsensowna. Tak jest w Tajlandii.

Twarz można też użyć do własnych korzyści. Chwalenie kogoś przy ich znajomych, współpracownikach, etc, przyczynia się do ich lepszego wizerunku. Taka osoba staje się wtedy do ciebie bardziej przyjazna, życzliwa i skłonna do pomocy. Jeśli więc ktoś nie jest wystarczająco pomocny, lub nie zapewnia obsługi jakiej byśmy sobie oczekiwali, bardziej niż skarżenie się, efekt może przynieść skomplementowanie takiej osoby. Nie ma w tym logiki z naszego punktu widzenia, aczkolwiek w Tajlandii działa. Nie lubię narzucać naszych europejskich wartości na Tajów, ale nie da się ukryć, ze koncepcja zachowania twarzy potrafi działać na niekorzyść.

Inną sprawa jest, że wielu Tajów dba bardziej o to, aby inni myśleli o nich jako o dobrych ludziach, niż o to, by faktycznie być dobrym człowiekiem. Porównaj to z ludźmi którzy starają się być dobrzy i uczynni, lecz nieszczególnie się z tym afiszują. Tak jest w Tajlandii.

Tajski czas

W Tajlandii należy pamiętać, że obowiązuje tu tajski czas. Zainicjowane spotkanie może okazać się bardzo przesunięte, może i godzinę, lub więcej. Nie należy się temu dziwić, gdyż Tajowie operują na swoim własnym czasie – zasadniczo oznacza to, że pojawią się wtedy, gdy są gotowi. Osobiście nienawidzę tego i nie akceptuję, ale też umawiając się z dziewczyną, celowo przychodzę pół godziny spóźniony, aby skorygować czas na tajski. Czasami mówię też znajomym, że spóźnienie się absolutnie nie wchodzi w grę. Niektórzy z Tajów są absolutnie zszokowani słysząc te słowa, nie oznacza to jednak, iż zaczną przychodzić na czas. Generalizując, ludzie z wyższego szczebla społecznego mają tendencję do bycia nieco bardziej punktualnymi, aniżeli ich koledzy z dolnej półki. Tak przynajmniej wynika z mego doświadczenia.

 Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.