Przykładowy program zwiedzania Bangkoku z przewodnikiem – wycieczka nocna


Każdy program jest ustalany indywidualnie. Poniższa trasa jest przykładowa, można ją zmieniać w trakcie lub z góry, wedle tego na co w danej chwili będzie ochota. Natomiast opisze tutaj kilka z głównych atrakcji nocnych Bangkoku, które na pewno są warte zobaczenia. Program nocny kosztuje 100$ za 6 godzin, niezależnie od liczny uczestników. Dodatkowo, dochodzą do tego koszty transportu, ewentualnej kolacji oraz drinków.

Scirocco Sky Bar, Lebua State Tower, Bangkok, Thailand

Jeszcze mały disclaimer z góry. Część programu opiera się o słynne dzielnice czerwonych latarni. Ponieważ w internecie i telewizji istnieje bardzo dużo bzdur na temat „niewolnic seksualnych”, etc, z góry zaznaczam, że WSZYSTKIE dziewczyny pracują w takich miejscach z własnej woli. w Tajlandii jest 1% bezrobocie od ponad 15 lat, jeśli ktoś chce pracować w Tesco, restauracji, lub salonie masażu, pracę można znaleźć w jeden dzień. Dodatkowo, pomimo tego, że praktycznie każda z nich jest damą nocy, dostępną za pieniądze, to każda ma też prawo nie tylko odmówić pójścia z klientem (co się zdarza), ale nawet odmówić wypicia z klientem drinka (co też się zdarza). Powód dla którego wybierają taką pracę jest prozaiczny – łatwe i szybkie pieniądze, w kraju gdzie na prostytucje istnieje społeczne przyzwolenie i nie jest to powód do wstydu. Zdarza się natomiast, że część z nich jest nieletnia i przypominam, że bliższe kontakty z takową jest karane więzieniem.

Ping Pong show – atrakcja Bangkoku, której pomimo tego, iż nie polecam, większość turystów chce zobaczyć. Potem oczywiście przyznają mi rację i mówią, że tego lepiej było nie widzieć :), ale dla miłośników mocnych wrażeń, jest to opcja. Dlaczego nie polecam? Przede wszystkimi dlatego, że żadna „normalna” dziewczyna, która może robić cokolwiek innego, nie zniży się do pracy która polega na strzelaniu z narządów płciowych piłeczkami ping pongowymi, wkładaniu sobie tam żyletek, dmuchaniu dymem papierosa, etc. W efekcie show jest robiony przez weteranki seksu, które spokojnie mogą być babciami (i pewnie są), a ich figury przypominają raczej hipopotama. Są to panie, które 20 lat temu pracowały jako fajne laski do towarzystwa, a teraz nie nadają się już na nic innego niż obrzydliwy show który sprawi, że każdemu skrzywi się mina. Nie jest to nic seksownego, czy nawet erotycznego. Dodatkowo ODRADZAM chodzenie na ping pong showy bez przewodnika. Pomimo tego, że Bangkok i Tajlandia są bardzo bezpieczne, ping pong show to znany scam i jeśli nie znacie bezpiecznego miejsca to jest duże prawdopodobieństwo, że wymuszą na was duże pieniądze.

Wizyta w Sky Barze – których jest w Bangkoku sporo. Są droższe i tańsze miejsca. Najciekawszy Sky bar to Lebua at State Tower, w którym kręcono film Hungover 2, film w polskim kinie występował pod nazwą Kac Las Vegas 2. Zostajemy na drinka na 65 piętrze i radujemy się spektakularnymi widokami Bangkoku nocą z otwartego tarasu. Alternatywnie udajemy się do innego Sky baru, w dzielnicy Sukumvith lub Pratunam, gdzie choć widoki są trochę mniej ciekawe, to ceny drinków są o ponad połowę niższe.

Prawdziwa tajska kolacja – zero kiczu dla turystów, zabiorę was w miejsce gdzie będziemy jedynymi białymi. Jest kilka opcji, moja ulubiona to Mukata, czyli tajski grill / bufet, gdzie jedzenie przyrządza się samemu. Możemy też pójść na jedzenie z Issanu, czyli regionu z północnego wchodu Tajlandii, który kulturowo jest bardziej związany z Laosem niż Tajlandią. Spróbujemy takich słynnych potraw jak Som Tam, czy Nam Tok Muu.

tuk-tuk-bangkok-tajlandia

Patpong – jest to dzielnica znana przede wszystkim z nocnego marketu, który specjalizuje się w wysokiej jakości podróbach zegarków oraz torebek. Jest to miejsce w którym o ceny walczy się jak lew, negocjacje mogą trwać nawet 10 minut. Dodatkowo, jest to jedna z 4 dzielnic czerwonych latarni w Bangkoku. Zdecydowani najmniej ciekawa, dlatego zaczniemy właśnie od tej, aby stopniowo budować napięcie. Istnieje tu możliwość wejścia do któregoś barów go go, a także kupienia dziewczynie drinka, co sprawi, że siądzie nam na kolanach i będzie zabawiać. Cena za drinki 60 – 200 batów.

Ratchada Train Market – zdecydowanie najciekawszy market nocny w Bangkoku. Można tu kupić tanie ubrania, buty, super jedzenie, a także usiąść i napić się piwa. Jest to market raczej lokalny (chociaż obcokrajowców też nie brakuje), co przekłada się na bardzo niskie ceny produktów.

Nana – jest to jedna z bardziej rozrywkowych dzielnic Bangkoku. Znajduje się tu między innymi słynna Nana Plaza, czyli coś w rodzaju centrum handlowego, gdzie zamiast sklepów znajdują się kluby go go. W Nana jest kilka bardzo ciekawych opcji, można tu zobaczyć show który jest tani i przyjemny dla oka (w przeciwieństwie do ping pongów), np. dziewczyna tańcząca na rurce, show lesbijski, etc. Wiek i uroda dziewczyn w Nana prezentuje się ZDECYDOWANIE lepiej niż na Patpongu. W niektórych klubach dziewczyny występują w bikini, w innych topless, a jeszcze w innych całkiem gołe. Dodatkowo, są tu bary ze słynnymi ladyboyami – dla odważnych 🙂

Spacer Sukumvithem – czyli najdłuższą ulicą w Tajlandii, ma ona 400 km i ciągnie się aż do granicy z Kambodżą. Początkowy odcinek Sukumvitu słynie z tego, że jest bardzo „niegrzeczny”, jest to centrum prostytucji i wszelakiej maści domów publicznych. Z zewnątrz pokarzę wam jak wyglądają takie miejsca i wyjaśnię w jaki sposób działają. Wiele z nich ma swoje specjalności np. tylko trójkąty, tylko przyjemności oralne, tylko ladyboye, masaże z happy endem, etc.

cowboy-bangkok-tajlandia

Soi Cowboy – jest to trzecia dzielnica czerwonych latarni w Bangkoku. Nazwana po czarnoskórym Amerykaninie, który był założycielem pierwszego baru i zawsze chodził w czapce kowbojskiej, jest to krótka ulica na której znajduje się masa klubów go go. Jest tu trochę drożej, ale i odbija się to na urodzie dziewczyn, a także ich skąpym ubraniu. Absolutny gwóźdź programu to najlepszy bar go go w stolicy, który słynie nie tylko ze 100 zawsze całkiem nagich i wydepilowanych dziewczyn na małej przestrzeni, ale także ich „agresywności”, czyli bardzo chętnych kontaktach z klientami. Bardzo często w ogóle nie pytają o żadnego drinka, wskakują na kolana i nie mają nic przeciwko na trochę odważniejsze zachowania. Ten bar może sprawić, że niektóre turystki płci żeńskiej poczują się trochę niekomfortowo, chociaż dla lesbijek znajdzie się tu zawsze chętna Tajka.

China Town – jedziemy do dzielnicy chańskiej, na której znajduje się nocny market oraz masa dziwnego jedzenia, którego albo w ogóle nie da się zidentyfikować, ponieważ to jakieś chińskie wynalazki, albo są dziwaczne, jak np. zupa z płetwą rekina lub gniazdo ptaków. Po twarzach widać tutaj, że lokalni to nie Tajowie, a właśnie Chińczycy, a zamiast tajskich znaczków, wystawy sklepowe oblepione są w chińskie.

Khao San – w nocy możemy przenieść się na Khao San, czyli słynnej imprezowni w Bangkoku, gdzie można wreszcie odpocząć od prostytucji. Khao San odwiedzają głównie „normalne” dziewczyny i prawie każda jest chętna na poznanie obcokrajowca. Znajduje się tutaj masa barów, klubów, a także można zrobić zakupy typu ubrania, lub jedzenie.

rca-bangkok-tajlandia

RCA – alternatywnie do Khao San, możemy udać się do RCA, czyli zespołu porządniejszych klubów, gdzie chodzą raczej Tajowie z wyższej klasy. Jest tu trochę drożej i sama wejściówka do każdego klubu, to 300, 400 batów. Można też poznać tutaj dziewczynę, natomiast zdecydowanie większym wysiłkiem niż w innych miejscach Bangkoku.

Jeśli jesteś zainteresowany wycieczką, to zapraszam do wysłania wiadomości w dziale KONTAKT. Więcej o moich usługach przeczytasz tutaj – Polski przewodnik w Tajlandii. O programie na zwiedzanie dzienne możesz przeczytać TUTAJ.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Marzenie każdego faceta


Każdy heteroseksualny osobnik płci męskiej marzy o trójkącie z dwoma. Są oczywiści tacy którzy zaprzeczą, co jednak śmiem nazwać dyrdymałami. Wszak jesteśmy zaprogramowani na – im więcej – tym lepiej. Można to w sobie zwalczać, można okłamywać innych i siebie, ale natury oszukać się nie da. W większości przypadków takie przygody nie mają miejsca z braku możliwości, a nie chęci. I o tym będzie w dzisiejszym odcinku. Historia o moim pierwszym trójkącie z dwoma Tajkami – jak, gdzie i dlaczego. Jeśli chcecie wiedzieć jak było w jednym słowie, to od razu mogę powiedzieć – ZAJEBIŚCIE BYŁO! A jeśli chcecie znać więcej szczegółów to czytać dalej. Opowieść dla dorosłych, więc jak się nie podoba, to w prawym górnym rogu jest krzyżyk.

8_b_1807432

Trochę w sumie skłamałem, bo historia którą przytoczę to mój drugi trójkąt. Ten pierwszy nie jest jednak tak spektakularny i zabawny, więc zaczynam od tego. A że jest pierwszym na stronie, choć drugim, w kolejności, to jednak stanie się pierwszym z nazwy. A więc dorzeczy…

Spacerując po Nanie, czyli dzielnicy Bangkoku na początkowym odcinku Sukumvithu, piliśmy w pewny weekendowy wieczór któreś już z kolei piwo. Większość barów w tej okolicy ma zatrudnione laski, tak zwane barówy, które mają za zadanie nawoływać klientów do środka. Jest to trochę według mnie niemoralny sposób, gdyż  naprawdę ciężko się powstrzymać przed wejściem, gdy na siłę, za rękę ciągnie cię zajebista laska z cyckami w połowie na wierzchu i miniówką która ledwo zakrywa dupe.

Taka właśnie laska na mnie patrzyła, ale zamiast zapraszać do środka, zrobiła coś innego. Powiedziała swojej koleżance, drugiej barówie , coś w stylu „ja pierdole jaki zajebiście przystojny chłopak”. To zdanie, jakkolwiek trudno można w to uwierzyć patrząc  na zdjęcia mojej facjaty, było o mnie. A trudno uwierzyć zapewne tylko czytelnikowi w Polsce, ponieważ każdy biały który ląduje w Azji dostaje w oczach miejscowych +75% jeśli chodzi o wygląd. Dlaczego tak jest, nie będę się rozpisywał tym razem, powiem tylko, że oddziaływają tu czynniki takie jak wielkość nasady nosa, kolor oczu, skóry, wzrost, etc. Innymi słowy – egzotyka i inność przyciąga. Na tej samej zasadzie przeciętna Wietnamka w Polsce, choćby nie prezentowała się super, będzie miała bardzo duże powodzenie. Anyway, słysząc jaki jestem zajebisty, pozwoliłem sobie zagadać. Pierwsza reakcja standardowa – aaa, czemu ty rozumiesz tajski, masz tajską żonę? – trochę bla bla bla i po minucie umawiamy się, że jak skończy pracę o 1 w nocy, to będę na nią czekał kawałek dalej.

O 1 w nocy tak jak byliśmy umówieni pojawiła się i była z koleżanką, co jednak było mi na rękę, bo przecież ja też nie byłem sam. Idziemy wszyscy razem do Hillary 2, taki bar/klub na soi 4. Postawiliśmy laskom po piwku, kupiliśmy sobie, ale szybko uznaliśmy, że przy tych cenach to jest bez sensu. Nie dość, że drinki kurewsko drogie, to przecież lasek nie będziemy ruchać na parkiecie. Stąd szybko proponujemy przemieszczenie się do apartamentu kumpla i zrobienie jakiejś flaszki w bardziej prywatnej atmosferze.

A ile dacie nam kasy? – pada pytanie. Wspominam o tym tylko, żeby dać radę. To że laski próbują sobie dorabiać w Tajlandii, wcale nie znaczy, że nie będą się ruchać za darmo. Dlatego nie warto w ogóle poruszać kwestii pieniędzy, bo wszystkie dupy w takich podejrzanych dzielnicach jak Nana na pytanie czy chcą pieniądze, zawsze odpowiedzą, że tak. Jak więc odpowiada się na takie pytanie? Ale o co chodzi? Przecież my się z wami chcemy tylko napić alkoholu i pogadać. Friends only, no sex! Tutaj oczywiście laski się będą dopytywać, czy to na pewno i trzeba je utwierdzić, że oczywiście, że my to w ogóle nawet seksu nie lubimy, nawet nam to nie przyszło przez głowę i możemy przysięgnąć na Jezusa, Buddę, Alladyna, czy inne baśniowe postacie. Seksu nie będzie, zupełnie nie o to nam chodziło.

5 minut później siedzimy w 4 w taxówce na Huai Kwang. Po dojechaniu, jak zapowiadaliśmy, była flaszka. Ja miałem z górki, bo przecież moja laska praktycznie od razu „zakochała się” we mnie, jeszcze przed tym jak się do niej odezwałem. Mój towarzysz musiał się troszkę bardziej natrudzić, ale 15 minut później nikt już nie pamiętam obietnic, że seksu nie będzie i w jednym pokoju obrabialiśmy 2 laski. Kolega na tapczanie, a ja na jego łóżku. Orgii jednak nie było. Ja miałem tą swoją, on miał swoją, nikt się nie zmieniał jak na filmie dla dorosłych. Wiem, nierozczarowujące 😉

Anyway, o trójkącie miało być. Trójkąta tego dnia jednak nie było. Czasami przez moją grafomanię są rozległe off -topic’ki… A więc z tą barówą spotykałem się przez następne parę tygodni. Wcale nie byłem jakoś specjalnie wkręcony na nią, ale akurat przechodziłem przez bardzo ciężki break up, moja była dziewczyna w której byłem zakochamy czerpała radość z tego, żeby jak najbardziej mnie wkurwiać, umawiała się z innymi kolesiami i wysyłała mi zdjęcia z nimi, etc. Na co mi była więc ta barówa? Ano miałem dwie opcje. Albo denerwować się z powodu mojej ex, albo denerwować się z powodu mojej ex i mieć w tym samym czasie lodzika od dziewczynki z Nany. Wybrałem opcje numer dwa.

Po jakimś czasie barówa, która de facto jest dziwką, bo przecież pierwszego dnia pytała się czy jej zapłacę, stwierdziła, że jestem bad boyem gdyż spotykam się z wieloma dziewczynami, czego nigdy przed nią nie ukrywałem. To jest właśnie paranoja Tajek w pigułce – one się mogą ruchać z każdym, bycie dziwką może być nawet ich źródłem utrzymania, ale złym facetem jesteś ty – bo masz inne. Podwójne standardy. Tak więc barówa oznajmiła, że zakochała się we mnie co bardzo jej przeszkadza. I wymyśliła prosty sposób na odkochanie się – jeśli zobaczy jak na jej oczach rucham inną laskę, wtedy jej serce zostanie złamane i się odkocha. Proste 🙂 A jak tego dokonać? Zadzwoniła do koleżanki i poprosiła, czy nie przyjedzie mnie wyruchać. Jak dla mnie ok, zgodziłem się, aby pomocna koleżanka przyjechała.

Następnego dnia jestem w swoim apartamencie z dwoma Tajkami. Laski przywiozły Hong Tong – tajską whiskey, która jest zrobiona z cukru, czyli zasadniczo jest rumem. Tajowie na wszystko mówią „whiskey” ponieważ tak tłumaczy się słowo „lao” które po tajsku oznacza nie tylko whiskey, ale i ogólnie każdy alkohol.

Z picia do czynów. Moja barówa mówi koleżance, żeby ściągnęła mi spodnie i zabrała się za lodzika. Sytuacja więc jest taka. Siedzę na łóżku, piję whiskey i pomiędzy nogami mam młodą Tajkę której nawet imienia nie znam. W tym samym czasie, zakochana barówa siedzi na tapczanie i „łamie sobie serce”.

Łamanie serca nie trwało jednak dłużej niż parę minut. Bo moja barówka stwierdziła, że podnieciła ją sytuacja i przyłącza się do nas. Nie zgłaszałem sprzeciwów. No i nagle mam dwie Tajki, które na przemian liżą mnie i siebie. Zmienialiśmy często pozycje, szukając najdogodniejszej. Uczucie niepowtarzalne. Tutaj czynnikiem pozytywnym było też to, że te laski są na maksa skurwione pracą w Nanie, więc tak jakby jakieś „normalne” mogły się coś wstydzić, to te moje działały jak w pornolu, bez żadnego zażenowania. Było mega wypas zajebiście, niepowtarzalne doświadczenie, którego nigdy nie zapomnę…

Następnego dnia koleżanka zebrała się z samego rana. Za to moja zakochana barówa nigdzie się nie wybierała, bo… sztuczka nie przyniosła pożądanych efektów – dalej zakochana. Spotykaliśmy się dalej przez kolejne tygodnie…

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zajebiste historie czytelników


Coraz więcej dostaje od was emaili. Oprócz pytań, zdarzają się również ciekawe historie, które przytrafiły się wam w Azji. Pomyślałem więc, że nie byłoby głupim pomysłem zrobić z tego cały dział na stronie. Masz ciekawą historię z pobytu w Azji, którą chciałbyś się podzielić? Wyślij wiadomość. Oczywiście gwarantuje anonimowość. A teraz enjoy 🙂
______________________________________________________
Siemano! Jestem drugi raz w Bangkoku. Myślę, że będziesz zainteresowany popierdolony sytuacja która mi się wczoraj przytrafiła.
Poznałem w niedziele laskę na DiA . Od tamtego czasu się z nią regularnie spotykałem. Ona po mnie przyjeżdżała. Spędzałem z nią intensywnie czas w jej domu do czasu aż wczoraj o drugiej w nocy niespodziewanie do je mieszkania wbił jej „były” chłopak. Gość mi groził nożem i gonił po mieszkaniu tulipanem z kufla.
Efekt był taki ze w momencie jak ja napierdalał po pysku ja byłem zmuszony się ewakuować przez okno z 1 piętra. Bez butów tj. amortyzacji.

13819740_1404521236229734_1898354740_n

13819329_1404521242896400_21383909_n

Efekt jest taki. Człowieku, mega się jaram Twoimi blogami ale chyba trzeba czasami trochę uważać. To może nie pouczanie, ale lekka przestroga. Pozdrawiam gracza!

_________________________________________________

Cześć. Ja pierdole, poznałem zajebistą Tajkę na Khao sanie. Piliśmy razem do rana, lizaliśmy się na ulicy. W końcu poszliśmy do mojego guest housu. W nocy nie chciała się dać, ale rano w końcu ją wyruchałem. Jej cipka była jakaś strasznie sucha, ale nic. Dopiero zacząłem coś podejrzewać, jak zapytałem dlaczego ma silikonowe cycki i powiedział, że są prawdziwe. Wtedy już byłem prawie pewien, że to ladyboy. Rano jak wychodziliśmy do widziała nas recepcjonistka. Później mi powiedziała „czy wesz, że to był ladyboy?”. Ja pierdole, wyruchałem faceta, nieeeeeeeeeee!!!

___________________________________________________

unnamed.jpg

 

„Gandzia w Tajlandii? A jednak!”

Zainspirowany opowieściami Autora AzjiPoZmroku poleciałem z dziewczyną na 3 tygodnie zwiedzić „Rajlandię”. Wszystkim wiadomo (i przed tym przestrzegał nas Michał Forsaken), że w Tajlandii za narkotyki idzie się do więzienia. Ktoś kto spędził miesiące w singapurskim łagrze chyba wie co mówi. Sądziłem więc, że oprócz alkoholu żadne inne formy wejścia na „salony umysłowe” nie będą nam dostępne. Okazało się jednak, że…

Na niektórych wyspach są specjalne knajpy, w których można niemalże „legalnie” kupić u barmana trawkę w postaci jointa za 200 bahtów (zioło mają mocne) i koktajl grzybowy za 500 bahtów (flow jak po tabletce ekstazy, miło ale liczyłem na fazę bardziej halucynogenną jak to zwykle po grzybach… Widocznie jednak farangom przeznaczono lżejsze grzybki żeby nie robili boruty na bani). Bo te używki są dla ludzi dorosłych, którzy umieją w tym „pływać” i szukają w tym jakiejś głębi, a nie dla dzieciaków chcących się prostacko naćpać. 

Wygląda to tak, że siedzą sobie w knajpie same białasy, pełna kulturka, piją piwko i palą joye. Zero agresji („lepiej żebyś pił, niż palił – twierdzi społeczeństwo… z tym że ziele to spokój – alkohol to szaleństwo”). Niezdrowo podniecony pytam barmana, że jak to, wtf, że przecież w Tajlandii więzienie za trawkę itd. Barman na to, że można palić, ale tylko u nich w knajpie i tylko zioło u nich kupione… a jak wyniosę poza knajpę to na własne ryzyko. Wszystko stało się jasne kiedy pojąłem, że na tak małych wyspach jak Koh Tao mieszka tylko kilku policjantów, i jak na polskiej wsi – wszyscy się znają… Nagle okazało się, że barman który sprzedaje mi jointa, jest bratankiem lokalnego komendanta policji… 

I taka scenka: siedzę z dziewczyną i kilkoma Europejczykami w knajpie o wymownej nazwie „High Bar”, palimy skręta i oglądamy cudowny zachód słońca. High Bar jest rzeczywiście „high” na górce – gdyby sprzedawali mocniejsze koktajle grzybowe to by się nafukane farangi z tej górki staczały jak kulki śniegu. Brawo Tajowie za racjonalne podejście biznesowe! Przynajmniej nie ma takich scen jakie widziałem w Amsterdamie – ludzie czołgający się po chodnikach bo zbyt mocnego grzyba zakupili w pobliskim coffee shopie). Wracając do High Baru: w głowie boski chillout że sobie bez spinki palimy w knajpie, a tu nagle do baru wchodzi policjant i zaczyna nas obczajać… łazi nerwowo po knajpie, zagląda do wc… W tym momencie pełna konsterna, serce mi zaczyna łomotać (nie od wciągniętego przed chwilą bucha, lecz od widoku funkcjonariusza), czuć zielsko na kilometr, jointy leżą na stolikach, zaczynam myśleć że może ci barmani to tak na lewo sprzedają i kurwa zaraz będę płacił 20.000 bahtów łapówki za uniknięcie aresztu. Na szczęście policjant po krótkiej obczajce zagaduje do barmana i wchodzi z nim na zaplecze (!), po czym uśmiechnięty wychodzi z knajpy, i luz… uff. Chyba przyszedł po prowizję z dzisiejszego utargu. 

Nie wiem czy na lądzie takie rzeczy przechodzą, ale na wyspach w hermetycznych społecznościach widocznie tak. Poczuli łatwą kasę do zarobienia na turystach (byłem w kilku takich barach i siedzą w nich tylko biali, tak jakby Tajowie się w ogóle nie żulili…). Dla mnie bomba. 20 zł za dobrego jointa z pięknym widokiem w cenie, to przyzwoita stawka (choć pewnie Tajowie parskają śmiechem że płacimy takie krocie za odrobinę majeranku). Natomiast koktajl grzybowy trochę za drogi – wypiłem kilka w różnych knajpach, ale nie wydałbym kolejnych 50 zł za taką fazę (dla mnie za słaba, choć moja dziewczyna z racji braku tego typu doświadczeń była grubo porobiona). Trzeba by skoczyć do pobliskiej Kambodży na pizzę z grzybami ponoć mocne (na pewno sprawdzę).

Mało tego – w High Barze przysiada się do nas młoda Niemka i wyciąga z torebki wór baki, kładzie go na stoliku jak gdyby nigdy nic. Pytam ją czy się nie boi nosić tego „poza barem”, a laska zero stresu. Ciekawo jakby ją złapali na mieście z worem trawska, to by pewnie słono musiała zapłacić albo gorzej (bo kupiła to poza barem, a więc nie zarobili ci co mieli zarobić). Widocznie w Tajlandii, jeśli idzie o ryzyko związane z posiadaniem małych ilości używek dla własnego użytku, wszystko zależy gdzie i na kogo się trafi, gdzie u i kogo się kupi. Wygląda na to, że są miejsca gdzie obowiązuje niepisana umowa między localsami, że na farangach można zarabiać w ten sposób. Skoro w tym klimacie konopie ładnie rosną, to czemu ich nie opychać degeneratom z zachodu, po cichu na zasadzie rynku kontrolowanego. Podoba mi się taki system – mam co chcę bez stresu i bez afiszowania się. 

Gdyby ktoś z Was szukał boskiego chilloutu bez odpowiedzialności prawnokarnej, sugeruję wybrać się właśnie do tych miejsc: na Koh Tao „High Bar”, na Koh Phangan „Reggae Bar”, „Amsterdam Bar”, i „Eden Garden” (zajebisty widoczek, na plażę gdzie jest Eden Garden można dostać się tylko łódką). Nie polecam jazdy na skuterze na bani – ja tam dawałem radę, ale wspomniana Niemka z High Baru miała rękę w temblaku po wypadku, bo jeździła sfazowana.

Summa summarum, w Rajlandii można bezstresowo zapalić stuff w „wyznaczonym” do tego miejscu. Czego nie można powiedzieć o Polsce, gdzie wciąż jest karalne i masa ludzi czai się z paleniem w domach, gdyż nie mamy takich barów. Także wybieram Rajlandię.

P.S. Proszę powyższą opowiastkę potraktować jako zmyśloną – oficjalnie nie ma takich barów, a ja nic nie paliłem. Posiadanie nawet małych ilości środków odurzających może spotkać się z surową reakcją tajskich służb.

____________________________________

Wysyłajcie więcej historii, bo dobrze się czyta 🙂 Będę je tutaj dodawał.

Zemsta wściekłej Tajki (video) – czyli tym, jak mszczą się lokalne kobiety, gdy nie dostają tego, czego chcą


W dzisiejszym odcinku nie będę się rozpisywał, bo wszystko zostało powiedziane na filmiku. W skrócie – strzeżcie się Tajek, które gotowe są wracać z wami do pokoju po minucie znajomości. Wszak normalne dziewczęta nigdy się tak nie zachowują. Jeśli jednak chcecie zaryzykować, to o ewentualnych konsekwencjach posłuchajcie w video.

Detektyw Michał w Bangkoku – czyli weryfikujemy wierność Tajki jednego z czytelników


Paweł z przerażeniem w oczach przeczytał mój ostatni wpis pod tytułem “Wierna jak Tajka”. Co?! – wykrzyczał przez telefon – Czyli, myślisz, że Candy naprawdę mnie zdradza?! Ona taka nie jest! Paweł opisał całą historię. Poznali się w barze na Sukumvith, soi 22, gdzie pracuje Candy (major red sign – zdradza na 99%). Paweł wrócił do Europy w celach służbowych, ale z Candy mają układ – Candy nie będzie już chodzić w klientami, nie będzie też spotykać się z innymi. W zamian za to, co miesiąc Paweł wyśle trochę kasy na czynsz, jedzenie i kosmetyki.

bangkok-tajlandia-noc

Paweł nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo jest naiwny. Większość Tajek pracujących w barach na Sukumvith (tzw. barówy), szuka sobie sponsorów. Paweł jest sponsorem, jednym z wielu, bo to główne źródło utrzymania barówek. Barówy mają często po 5 “chłopaków”. Aczkolwiek posiadanie sponsorów nie powstrzymuje barówek od dalszego chodzenia z innymi klientami.

Paweł dalej nie jest przekonany. Umawiamy się więc, że za 100$ przeprowadzę śledztwo i dostarczę dowód wierności, lub (bardziej prawdopodobne) niewierności jego ukochanej, Candy. Ale historia ta, ma więcej niespodzianek, ponieważ Paweł nie odsłonił wszystkich faktów które wyszły w praniu.

Wychodzę więc na Sukumvith. Godzina jest wczesna, toteż umawiam się ze znajomym na Soi Cowboy, gdzie pijemy jakieś skromne piwko, pośród półgołych “tancerek”, umilających czas widokami zgrabnych dupci i płaskich brzuchów z kolczykiem. “Tancerki” są w cudzysłowie, ponieważ ich taniec polega na trzymaniu rurki jedną ręka i leniwym kręceniem dupy, tak od niechcenia. Te, które fatyczne wyglądają jakby świetnie się przy tym bawiły są na kokainie. Wiem, bo już nie z jedną randkowałem I wszystkie miały podobne historie z pracy w swoim klubie go go.

Piwko się skończyło, zamiast następnego, znajomy postawił butelkę Jacka Danielsa. Pijemy więc dalej, laski przychodzą się miziać, potem odchodząc, przychodzą następne, leci dobra muzyka, zjadamy jakieś przekąski, a butelka staje się coraz bardziej pusta. Poprawia mi się humor, jest coraz fajniej i przyjemniej. Aż w końcu jestem wstawiony. Mocno się upiłem, nie będę ściemniał. Ale przecież dzisiaj pracuje, za coś wziąłem w końcu te 100 dolarów. Czas ruszać na Sukumvith 22 i odnaleźć Candy. Wiem, że na drugim końcu świata, Paweł niecierpliwie czeka na raport z dzisiejszej nocy.

Wybiło około 10 wieczorem i alkohol miał już swój efekt. Soi 22 jest może 5, 10 minut od Cowboya, więc spacerkiem udałem się w kierunku baru Candy. Paweł wspomniał dwie nazwy barów, w których może pracować Candy. Udaje się więc do pierwszego. Patrzę na lewo, prawo, ale nie widzę nikogo kto miały 175cm wzrostu (zajebiście dużo jak na Tajkę). Zamawiam małą butelkę piwa Leo. Nikogo przypominającego rysopis Candy w pobliżu nie ma, ale nie oznacza to też, że nie ma jej tu. Mogła pójść wpierdolić Somtam z koleżankami, mieć srakę w kiblu, lub poszła się już ruchać na short time z grubym Niemcem.

Pytam więc managerki, starszej już babki, która karierę barówy zakończyła, na rzecz zarządzania innymi, młodszymi barówami. Mówię, że moim fetyszem są wysokie laski. Im wyższe tym lepsze. Candy na pewno wystaje spośród innych Tajek coś na wzór wieży Saurona wznoszącej się ponad Mordor. Mai me, no have. Thai girl no tall. Only short short. I send other girl. Suai mak, beautiful you will like jing jing.

Nie wiem na jak bardzo pijanego wyglądałem, ale masaman (ta stara zarządzająca), wysyła do mnie laskę, wyglądającą trochę jakby właśnie wyszła z dżungli, po tygodniowym pobycie. 150Cm, ze włosami jak siano, pomarszczoną skórą, brudnymi paznkociami, itd. Odsyłam ją na drzewo. Pytam innych lasek w barze, czy pracuje tu wysoka, z dużymi cyckami. Nikt nie słyszał o Candy. Jestem więc przekonany, że Candy tutaj nie pracuje. Idę do baru numer dwa, którego nazwę podał mi Paweł.

Wchodzę w nowe miejsce. Nigdy wcześniej tu nie byłem. W powietrzu trochę dziwny smrodek, ciarki przechodzą mnie po plecach, sam nie wiem czemu… Zamawiam kolejne piwo. Od razy przysiadają się do mnie dwie laski. Oby dwie są wysokie, ale pomimo bycia dobrze zrobionym, od razu widzę, że żadna z nich nie pasuje do rysopisu Candy.

Skanuję twarze innych dziewczyn. Wszystkie jakoś dziwnie wyglądają. Te dwie obok mnie, co chwilę łapią mnie za ptaka. Jestem już kompletnie pijany i wolno kojarzę o co w tym wszystkim chodzi…

AŻ W KOŃCU OLŚNIENIE!

Jestem w barze z ladyboyami. Nie wiem jak bardzo musiałem się uchlać, ażeby dostrzec ten drobny fakt tak późno! Czy więc…. Candy jest ladyboyem?! Czy Paweł zakochał się w lasce z siusiakiem??? Tego nie wspominał! Przez chwilę waham się, czy to na pewno dobre miejsce, ale wszystko się zgadza. Nazwa baru i rysopis Candy pasuje do jednej z pracujących tu „dziewcząt”. A więc jestem w barze z ladyboywami, z własnej woli i mało tego, jestem w poszukiwaniu innego ladyboya! Totalnie abstrakcyjna sytuacja. Wołam więc ladyboya, który wygląda mi na Candy I oferuję mu drinka…

Hi, what’s your name babe? – pytam – I’m Candy, odpowiada męskim głosem. Bingo! Candy to typowy ladyboy. Wysoki, duże sylikowane cycki, za dużo odsłoniętych części ciała. Przerysowana kształty, prawie że karykaturalne.

Candy nie traci czasu – you want boom boom I? 1,000 thb – Well, well, well, czyli jednak miałem rację. Wierna jak Tajka. Ale oczywiście Paweł nie uwierzy sa słowo, potrzebujemy jakiś dowodów. Udaje zainteresowanego. Kupuję Candy następnego drinka.

Poświęcam się więc dla pracy i z obrzydzeniem łapie Candy za sylikonowego cycka. Robimy sobie selfy z moją ręką na jej cycku. Wychodzę też do kibla, włączam dyktafon w telefonie I nagrywam parę minut naszej rozmowy, która wyglądała mniej więcej tak: “Candy I don’t wanna pay you any money, I really like you, if you feel the same about me, we should just go home together and see what happens”. Candy oczywiście zgodziła się bez zastanawiania I… spierdoliłem w tym samym momencie, bo nie chcę zostać zgwałconym przez ladyboya 🙂

Po powrocie do domy wysyłam raport z wieczoru. Paweł nie może uwierzyć. Jednak miałeś rację – wzdycha – wierna jak Tajka…

Konkluzja? Niby oczywista, ale dla przypomnienia: nigdy, prze nigdy nie ufaj Tajce poznanej w barze. Nigdy nie dawaj jej żadnych pieniędzy, inaczej stajesz się tylko jednym z kolejnych sponsorów. Barówa która naprawdę cię lubi, będzie wydawać pieniądze na CIEBIE, a zabierać je od innych sponsorów (bardzo częsty przypadek). Jest takie powiedzenie – you can take a girl out of a bar, but you can’t take the bar out of the girl! I powiedzenie to jest w pełni prawdziwe.

Następny email od Pawła to już przeprosiny. Bo zapomniał wspomnieć, że Candy to ladyboy. O fakcie tym oczywiście wiedział, choć podczas ich pierwszego spotkania w sypialni, było to dużą niespodzianką. Potem standardowo, nie, ja wcale nie lubię ladyboyów, ale z Candy to było coś innego. Wybaczam ci Pawle. W sumie to uśmiałem się trochę tego wieczora, więc nie było tak źle.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

 

 

Seks-turystyka w Bangkoku – gdzie, jak i za ile


Na wstępnie chciałbym zaznaczyć, że w Tajlandii w ogóle nie trzeba płacić za takie zabawy – większość Tajek uwielbia obcokrajowców i chcą spróbować jak to jest z białym. Na Facebooku jest nawet grupa „sep tit farang”, czyli „uzależnione od białych”, która ma dziesiątki tysięcy użytkowników. W grupie dziewczyny chwalą się białasami które wyrywały w internecie lub klubach, zamieszczają ich zdjęcia i screeny z rozmów.

nana-hotel

Read More

Nana Plaza (video)


Nana Plaza jest jedną z trzech dzielnic czerwonych latarnii w Bangkoku. Kompleks składa się z trzech pięter, na każdym z nich znajdują się kluby go go gdzie można pooglądać mnie lub bardziej (a często i całkiem) rozebrane Tajki. Za odpowiadnią opłatą, każdą z dziewczyn można zaprosić do swojego pokoju, lub wynająć pokój na godzine w samym kompleksie za 300 batów (30 zł). Dziewczynki są bardzo przyjazne i chętnie przysiadają się do klientów. Drinnki kosztują między 100 – 180 batów (10-18 zł). Drink dla dziewczyny jest około 50 batów droższy i w cenie można sobie macać ile się chce.

Read More

Burza nad Bangkokiem


W ostatni poniedziałek między godziną 2 a 5 rano, Matka Natura miała zły dzień i dała upust swojej furii poprzez niewyobrażalną burze nad Bangkokiem. Pioruny waliły z częstotliwością 20-30 razy na minute, czemu towarzyszył prawdziwy prysznic. Sukumvith mocno ucierpiał i wszystkie lokale na parterze uświadczyły powodzi. Liceum Sianampueng na soi 22 w którym niegdyś pracowałem zostało zamknięte z powodu zalania wodą. o

bangkok-burza-tajlandia