Zajebiste historie czytelników


Coraz więcej dostaje od was emaili. Oprócz pytań, zdarzają się również ciekawe historie, które przytrafiły się wam w Azji. Pomyślałem więc, że nie byłoby głupim pomysłem zrobić z tego cały dział na stronie. Masz ciekawą historię z pobytu w Azji, którą chciałbyś się podzielić? Wyślij wiadomość. Oczywiście gwarantuje anonimowość. A teraz enjoy 🙂
______________________________________________________

Z tej strony K. Aktualnie nadaje do was z Bangkoku. Chciałbym opowiedzieć wam o moim roku w Azji. Nie mam zamiaru tutaj ściemniać, ani nie robię tego dla żadnego fejmu czy poklasku. Myślę że warto to napisać gdyż nie znam nikogo z tak pokręconym życiem w Azji jak ja. Czasami myślę że to wszystko jest dla mnie tak trudne bo jakieś prawo karmiczne we mnie uderza. Popełniłem w życiu wiele błędów. Czasami byłem zbyt nerwowy. Czasami chciałem być niczym maszyna. Zacząłem się zmieniać po tym jak poznałem dziewczynę którą pokochałem gdy miałem 20 lat. Czasu jednak nie mogę cofnąć by naprawić niektóre błędy które popełniłem. Mimo że byłem wielokrotnie zły, byłem leniwy, byłem nieodpowiedzialny i wielokrotnie zbłądziłem to zdaję sobie z tego sprawę i nie jestem zaskoczony tym gdy napotykam się na rożne przeszkody. Często brakowało mi pokory, wdzięczności i akceptacji dla pewnych zdarzeń. Dokonało się we mnie wiele przemian, a także doświadczyłem tutaj bardzo wiele. Nie jestem żadnym pismakiem więc  nie mam zamiaru trzymać się planu ramowego czy dbać o to by nie popełnić błędów. Nie mam na to czasu. Muszę go poświecić na inne sprawy. A więc co było przed Azją? Kibol jeżdżący na wyjazdy bez zgody mamy nie mając 18 lat, Black metalowiec mizantrop nie rozmawiający z ludźmi gardzący życiem swoim i innych ,skinhead wybijający dwa przednie zęby kopiąc aktywistę lewackiego po głowie, a na koniec poważny chłopak w garniturze organizujący w urzędzie manifestacje przeciwko muzułmanom (których religii nigdy nie zaakceptuję) i przemawiający tym samym do setek osób. Poza tym lojalny chłopak swojej dziewczyny. Miałem w Polsce tylko jedną i chciałem tak na zawsze. Poza tym alergik z całorocznym katarem, nawracającym zapaleniem zatok i metalową płytką wokół klatki piersiowej. Mamą z pensją minimalną i ojcem alkoholikiem który strzelił sobie w głowę kilka miesięcy temu, ale przestał nim być dla mnie gdy się rozwiódł z moją mamą jak miałem 7 lat i nie raczył nawet płacić alimentów gdyż jego miłością była butelka wódki. Z tych i wielu innych powodów jestem gdzie jestem. Bilet do Phuket kupiłem w lutym 2016 roku. Miały być to wczasy gdyż zaczęło mi się powodzić i po wzięciu pieniędzy z banku zacząłem je mnożyć, ale ostatecznie straciłem je 10 dni przed przylotem. Studiowałem filologie angielska, ale musiałem te studia przerwać bo chciałem mieszkać samemu. Chciałem na nie wrócić nie musząc pracować więc podjąłem ryzyko. Nie mogłem już mieszkać z moim wrogiem, facetem mamy która już z nim dłużej nie jest, a ja miałem z nim wojny od dziecka, a pózniej dokonałem aktu zemsty gdy chciał się ze mną bić, niehonorowo przecinając mu jelita szybkim ruchem bagnetem bo prostu chciałem zabić w samoobronie za te wszystkie lata męczenia mnie psychicznie. Uszło mi to płazem… Wiem że zrobiłem źle, ale jak ktoś Cię męczy od dziecka to czasami psychika każe to skończyć. Poza tym wcześniej wygrażał się mojej mamie w kuchni że jebnie mnie młotkiem i zabije. Miałem powód… Spędził dwa miesiące w szpitalu i nie wiedział co się tak naprawdę stało. Jak to mawiają w Krakowie „Każdy walczy jak może my walczymy na noże.” – świruje, stało się, ale cóż. Ludzie się zmieniają i błądzą. Byłem świrem, ale krzywdy kobiecie ani dziecku nigdy nie zrobiłem i bym nie zrobił. Gdy uczę angielskiego to czuje się jak aktor na przedstawieniu i czuje się swietnie jak małe ryżowce z przedszkola biegną do mnie by mnie uściskać bo ich ulubiony nauczyciel znowu przyszedł się z nimi powygłupiać tym samym ich ucząc. Pracowałem jako listonosz, chciałem poświecić więcej czasu dla dziewczyny wiec porzuciłem tą robotę by zaryzykować i nie wyszło. Zdecydowałem że jak już mam bilet to zostanę w Azji. Nie chciałem krzywdzić dziewczyny którą kochałem nie mając czasu dla niej. Zwycięstwo lub smierć. Vae Victis! Takie miałem nastawienie. 2 marca doleciałem do Phuket mając tylko 134 dolary. Opcje 2: Znalezienie pracy w Azji, druga śmierć. M. Autor bloga pisał lepiej nie przylatuj. Nie posłuchałem. Czy zrobiłem słusznie? Nie wiem. Często żałuje. Oceńcie sami co na ten temat myślicie. Pracy zacząłem szukać już tydzień przed wylotem. Trzy dni się ogarniałem i rozważałem samobója po stracie dużej ilości pieniędzy. Nie mogłem nic zjeść. Po wyjściu z lotniska poczułem żar i coś nowego. Poszedłem od razu na plaże na której spędziłem cały dzień. Plaże przy lotnisku. Dla mnie coś niebywałego. Poszedłem inną drogą by ominąć płacenie za bilet do parku narodowego wiec szedłem przez jakieś krzaki i natknąłem się na stado dziwnych agresywnych psów od których się trzymałem z dala. Na plaży już mnie zabajerowała jakaś Tajka czy mam dziewczynę, odpowiedziałem że tak. Wieczorem zdecydowałem się pojechać do Bangkoku. Chciałem autostopa ale nigdy wcześniej tego nie robiłem.

Szedłem drogą po zmroku odganiając się od moskitów. Nagle trafiła się jakaś grupa osób na jakimś przystanku i mowię im że chce do Bangkoku. Zabrali mnie do pojazdu na który czekali i wysadzili przy dworcu autobusowym. Przesiedziałem tam do rana. Jakiś dziwny typek do mnie podbił tutejszy i zaczął udawać mojego kolege, zignorowałem go, pózniej nawet z jakaś laską w muzułmańskich szmatach przyszedł i się pyta czy ją chce. Ja na niego kurwa patrzę „czy cie gościu pojebało?” Nie miałem zamiaru uprawiać seksu z żadną inną dziewczyną. Kochałem swoją w Polsce i miałem nadzieje że jeszcze będziemy razem i wrócę do Polski po pół roku lub po roku mając zaoszczędzone pieniądze. Poza tym przynieśli mi jakąś reklamówkę z żarciem i napojami, zauważyli że mam tylko

zielone banany, ale nie wiedziałem czy chcą za to hajs czy co więc nie ruszyłem. Na dworcu napiłem się piwa z Niemcem który mi je dał i jechałem w autokarze z parą z Białorusi.

Dojechałem do Bangkoku i nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Wyszedłem z tego dworca autobusowego Mo Chit i idę przed siebie. Wbiłem do parku i tam spędzałem swoje dnie. Spałem na dworcu. Stamtąd udałem się na poszukiwania kafejki internetowej. Niefortunnie przed wylotem smartphone spadł mi na glebę i szybka się poszła jebać Lumia 530. Koleś mnie poratował innym telefonem z symbianem z którym męczyłem się dwa miesiące. W ogóle do kafejki gdzie trafiłem to nie mam do tej pory pojęcia.

Jakieś slumsy w Bangkoku. Znam już Bangkok ale na taką miejscówkę to ja po raz kolejny nie wiem jak trafić. Motorbike taxi mnie tam zabrała. Kolejnej nocy na dworcu ochrona się przyjebała. Głupa paliłem że muszę zadzwonić do kolegi i nie wiem jak. Pomogli mi kupić karte no i dzwonimy do M.

Bawiącego się na Khao San. Dogadał się tam z nimi po tajsku no i laska z dworca mnie zabrała by go spotkać. Dojechałem tam i o kurwa. Co tu się odpierdala? Gdzie ja kurwa jestem? Czemu ta laska mnie prowadzi za rękę? Ale dlaczego laski się tak na mnie gapią? Ja nie chce żadnego seksu! No i spotkałem M. Który pomógł mi znaleźć tani nocleg. Spędziłem tam jakiś tydzień wyliczając dzienny budżet na 150 THB. Znalazłem prace w Wietnamie. Przez agencje, za pierwszy miesiąc wzięli 400 USD za kolejny 100 USD. Zabierając to z wynagrodzenia 1200 USD. Zakwaterowanie załatwione i nawet zaliczkę mi dali. Doleciałem do Wietnamu jedynie z hajsem na wize. Bilet i promesę kupiła mi mama. W Wietnamie szok większy niż w Tajlandii. Wpakowali mnie na noc do hotelu w Hanoi. Rano zabrała mnie kobieta na przystanek autobusowy skuterem. Nie dość że skuter obok skutera to ona jeszcze przez telefon rozmawiała. Byłem zszokowany. Dojechałem do Thanh Hoa City. Odebrała mnie jedna z nauczycielek i wsadziła do hotelu. Tylko nie wiem kurwa po chuj wsadziła mnie na kilka godzin do zajebistego hotelu w który nie mogłem uwierzyć by pózniej wjebać mnie do takiego słabego, ale chuj w to. Wbijam do szkoły, wszystko cacy, no i zaczynam uczyć. Ale jak ja kurwa mam uczyć hah? Chodziłem do klasy i w sumie ja byłem asystentem wietnamskich nauczycielek albo kimś kto po prostu odrobi swoje i nara. Nie miałem pewności siebie. Nie wiedziałem co mi wolno z uczniami.

Nie miałem także humoru bo mi w chuj smutno i nudno było. Tęskniłem za dziewczyną która mnie ostatecznie olała. W tym momencie myślę że postąpiła słusznie. Cieżko mi było coś robić na starszym telefonie. Miałem

Przygodę z jedna dziewczyna. Była bardzo ładna. Szedłem przed ten sam skwer codziennie i słyszę jakieś hello. Wiec zagadałem o numer telefonu. Popisaliśmy pózniej na fejsie (tłumacz Google) i napisała mi coś ze szuka prawdziwej miłości bla bla. Mi

to pasowało. Na następny dzien pierwsze spotkanie, na drugi przyjechała do hotelu. Położyła się obok i zaczęła spać. Stwierdziłem że sprawdzę czy chce się ruchać i tak o to miałem pierwszą Azjatkę. Była całkiem fajna, ale więcej już jej nie zobaczyłem. Nie wiem czemu, może kogoś miała? Byłem tym strasznie zawiedziony i było mi przykro że znowu będę samemu. W szkole też widzieli że jest ze mną źle. Nie zaaklimatyzowałem się tam w ciągu tych dwóch miesięcy. Czas spędzałem głównie w hotelu. Nie chciałem skutera. Na tydzień przed wyjazdem poznałem trochę ludzi no ale za późno. iphone też kupiłem za późno by się nie nudzić. Jest maj, straciłem robotę więc przyszła pora na Tajlandię. Swoją drogą spytałem co jest nie tak w moim nauczaniu i powiedzieli mi że w jednej klasie było okej. W której? W tej w której myślałem że przesadzam bo nie powinienem się bawić z uczniami… Kurwa, czyli o to chodzi w tym nauczaniu. Prace dostałem od znajomej M. Która ma agencje. Spytała czy mogę zamieszkać z innym nauczycielem. Pytam skąd? Gambia. Hmmm… Trzeba zweryfikować poglądy na temat czarnych, a zarazem muzułmanów. Byłem głupi i myślałem że wyjdzie taniej wiec przejechałem autokarem przez Laos. Najpierw 8 godzin do Xam Neua, pózniej 24 godziny tortur do Wientian. Stamtąd do Udon Thani. Byłem szczęśliwy. Czułem się po dwóch miesiącach w Wietnamie jak w domu. Poszedłem do kfc i miałem łzy w oczach że jestem w cywilizacji. Jestem w galerii handlowej. Masakra. W hotelu zainstalowałem tindera i po godzinie miałem laske która mnie odebrała z hotelu. Brzydka, ale po dwóch miesiącach w Wietnamie wszystko było dla mnie piękne. No więc pozabierała mnie do kilku miejsc i było fajnie. Zgodziła się przenocować u mnie w hotelu bo mówiłem że seksu nie będzie i słowa dotrzymałem. Pózniej spotkałem się z nią jeszcze kilka razy. Byliśmy tak jakby w związku dopóki nie stwierdziłem że jestem głupi. Ani razu z nią nie uprawiałem seksu. Wsadziła mnie do autobusu na moją wioskę i próbowałem zlokalizować szkole. Wbijam w coś co wyglada jak chuj wie co, myślałem że to nie jest szkoła a to jednak była szkoła. Ostatecznie ktos mnie znalazł na skuterze

i tam zawiózł. Powitał mnie wysoki wychudzony murzyn i poszliśmy do domu. Nawet się zaprzyjaźniliśmy w pewnym stopniu. W Wietnamie zjebałem że nie wiedziałem jak uczyć, w Tajlandii się nauczyłem uczyć będąc sam na sam z 40 nastolatkami i przygotowując wszystko sam. Co odjebałem ucząc w Tajlandii? Nie kryłem się z dziewczynami i wjebałem się w pewne kłopoty. Head of English studies wiedziała o dziewczynie z Udon Thani, w końcu kazałem jej do niej przedzwonić jak mam tam dojechać, a pózniej pojawiła się inna dziewczyna. Piosenkarka i tancerka z klubu. Wciąż byłem zdesperowany w kwestii lasek więc podobałem się jej to zignorowałem miejsce jej pracy. Było to jednak 20 km ode mnie a ja wciąż nie miałem skutera. Dogadaliśmy się z Murzynem że wynajmiemy wspólnie, a ostatecznie dałem hajs, a nie dostałem kluczyka. Na jego paszport wynajęty wiec gowno mogłem zrobić. Poszedłem do restauracji w której jem codziennie i się pytam czy pomogą. Pomogli. Wzięli dla mnie skuter na raty. Miałem płacić 3000 THB miesięcznie. Okej… Co zrobiłem pierwszej nocy? „Moja dziewczyna” chciała się spotkać po pracy i jechać do hotelu. Okej… Wychodzę i nagle tak zaczęło padać że czułem się jakby na mnie pinezki spadały. Wyjebane miałem i mimo że ulewa była potężna to pojechałem. Po wyjściu z klubu nadal padało więc zastanawialiśmy się co robić. Ostatecznie wsiadła na skuter i zaczęła prowadzić. Kasku nie miała, a mojego nie chciała. Jedną ręką prowadziła drugą zakrywała oczy. Na ulicy przed nami ciemno, nagle pisk i bum. Jebła typa. Ja wstałem po dwóch sekundach i chciałem spierdalać, ona po chwili też się podniosła, popatrzyła w lusterko i pisk. Poturbowana bo kasku nie miała. Gościu leży na ziemi. Szedł po linii oddzielającej drogę dla skuterów, a samochodów po ciemku. Ja stałem pół godziny zszokowany bez znajomosci tajskiego prawa, pracując bez pozwolenia o prace na wizie turystycznej. Ostatecznie karetka ich zabrała i kazali mi jechać. Nie było mundurowych. Przez całą noc nie spałem, nie wiedziałem co robić. Pojechałem rano do restauracji i mówię że wypadek był. Uspokoili mnie. Sabai sabai… Nie miałem kłopotów bo nie ja prowadziłem. Dziewczyna i gościu bez ubezpieczenia. Chciałem pomóc, robiłem co się dało, ale nic zrobić nie mogłem. Pierwszy gruby przypał zaliczony. W restauracji zrobili jakiś przegląd dziewczyny i mówili bym ją rzucił bo kto to widział żeby nauczyciel był z laską która tańczy w klubie i śpiewa? Dodali także że pytali o nią i niby jakiegoś Taja ma. Pojebało mnie. Głupi byłem totalnie, chciałem pomóc, miałem wyrzuty sumienia, ale nic nie byłem w stanie wskórać. Znajomego policjanta sąsiada nawet spytałem o pomoc to niby coś tam wskórał. Odwiedziłem ją w szpitalu z rodziną policjanta, wtedy widziałem ją ostatni raz bo nie było już jak się spotkać. Swoją drogą czuje się jak nieśmiertelny bo raz wpadło mi coś do głowy żeby wyskoczyć z tego pojazdu który przewozi uczniów do szkoły i na wioski z powrotem. Wyskoczyłem z niego jak szybko jechał. Myślałem że spadnę na nogi i będzie okej. Poleciałem od razu do przodu, zrobiłem fikołka i byłem z powrotem na nogach. Zasadniczo gdyby nie mój refleks i to że bawiłem się w tego parkoura gdy byłem młodszy to pewnie jebnąłbym twarzą o beton i trafił do szpitala. Murzyn jak zobaczył co ja zrobiłem to nie dowierzał że ja to przeżyłem. Po tygodniu dostałem skuter z naprawy z zakazem wyjeżdżania poza wioskę.

Chujowo, ale okej. Miałem szybką przygodę z jedną dziewczyną w międzyczasie. Chciałem zweryfikować to co M. Pisze na stronie i faktycznie było łatwo się z nią przespać. Na następny dzień nie chciałem, ale ta przyszła sobie, pościeliła łóżko i zaczęła spać. Nawet murzyn był zszokowany tym co się odjebało. Jeszcze bardziej tym że lejdiboja przyprowadziła ze

sobą na godzinę. Wpadliśmy na pomysł z czarnym by molestować lejdiboja by sprawdzić co ma w gaciach. Zabawa była przednia, zjebałem bo nie udało mi się całkiem sciągnąć portków szybkim pociągnięciem od tyłu, wkurzył się i wyszedł. Na mnie się obraził ale nie na murzyna i miałem bekę przednia widząc jak muzułmanin trzyma lejdiboja za rękę. Ten sam muzułmanin który wcześniej gadał że by im łby poucinał. W ogóle opisze mojego tymczasowego towarzysza. Nazywa się Sheikh Sowe wiec każe się nazywać SS. Teacher SS. To nie do końca przypadkowe bo SS nienawidził żydów, ale także nazywał się przeciwnikiem ISIS, w końcu Ci dziwnym trafem nigdy nie zaatakowali w Izraelu. Przypadek? 39 lat. Śmieszny afrykański akcent. Wyglądał młodziej. W Afryce ma żonę i dzieci. Każdej tajce wciskał że jest singlem, a w szkole co innego by nie mieć przypału. Dobrze się ukrywał. Ja wiedziałem co on ma naprawdę w głowie i słuchałem jak notorycznie oszukuje Tajów na swój temat. Codziennie narzekał na buddyzm, lejdibojów,

Tajów. Obrażał ich w sumie codziennie rozmawiając ze mną. Twierdził że w Tajlandii jest tak gorąco bo Tajowie wyrzekli się Boga i to za karę. Heh. Poza tym SS był sympatykiem Adolfa Hitlera. Dosłownie go wielbił. Nie dziwi mnie to bo dzięki drugiej wojnie światowej upadł kolonializm. Mam przednią radochę gdy przeciwnicy islamu za wzór wybierają sobie Adolfa. W Wehrmachcie były nawet muzułmańskie dywizje, Adolf nigdy nie krytykował islamu. Ogólnie SS został raz solidnie skarcony za zdradzanie żony. Po seksie z jedną bolało go mocno przy oddawaniu moczu. Poszedł do szpitala, wykryli jakieś STD i dali mu leki. Poszedł do szpitala na naszej wiosce i wieść się rozeszła hahah. W moim przypadku solidny przypał pojawił się po tygodniu od kiedy miałem skuter. Mianowicie ktoś go w nocy podpierdolił. I co teraz? Na dodatek miałem nową dziewczynę. W moim życiu miałem dwie dziewczyny które kochałem i z którymi chciałem być naprawdę. Jedna w Polsce druga właśnie Tajka. Co było w niej specjalnego? Widziała mnie na długo przed wszystkim co mnie spotkało. Szkoda że nie zagadała do mnie bo ja jej nie zauważyłem. Nie zauważyłem że robi mi zdjęcie jak szedłem przy ulicy.

Podbiła do mnie na fb jak już miałem tarapaty po wypadku.

Musiałem z nią pisać aż tydzień by się ze mną spotkała. Po tygodniu zgodziła się i spotkaliśmy się w kawiarni do której wzięła także siostrę i kuzynkę by czuć się pewniej. Pół tygodnia spędza w mieście Sakon Nakon, a pół na zadupiu. Taka fajna się wydawała że kupiłem jej nawet róże. Na koniec nie pozwoliła mi zapłacić rachunku. Studiuje angielski. Spotykaliśmy się regularnie, byliśmy ze sobą miesiąc w Tajlandii i jeszcze dwa miesiące jak byłem w Wietnamie utrzymywaliśmy się jako związek. Była dla mnie wyjątkowa. Po którymś ze spotkań zaczęliśmy uprawiać seks, ale ja ją chciałem na tyle że mogłem czekać. Dowiedziałem się że jej starzy są dziani i w przyszłości wyślą ją na studia do Stanów. Nie wierzyłem że to przetrwa więc podjęliśmy decyzje o rozstaniu. Czy ją kochałem? Tak. Jest drugą dziewczyną którą naprawdę kochałem. Raz byłem w Sakon i super laska mnie zawołała i mówi że mnie chce (pewne że nie koń, gorący milf). Odmówiłem bo miałem dziewczynę. Nie mogłem jej zdradzić. No i wracając do problemów to właśnie w nocy po spotkaniu z nią zajebali skuter.

Head of English studies po tym jak usłyszała że mam nową dziewczynę i zapierdoleniu skutera chciała mnie zmienić. Po wstawieniu się przez innych nauczycieli zmieniła zdanie i zostałem. Śmiesznie bo M. Akurat pracował dla agencji, heh. Jednak tylko na miesiąc zostałem. Chciałem chodzić na siłownie, ale traciłem czas na chodzenie 2 km do szkoły i nie miałem jak jeździć na siłownie. Płytkę metalowa mam po to żeby mi wyregulować klatkę piersiowa i mostek który powoduje że mam lekko lejkowatą klatkę piersiowa. By to zrobić powinienem chodzić na siłownie. Mam też wystające żebra co źle wygląda.

Modelem nie zostanę. No wiec co zrobiłem? Załamany byłem tym że straciłem skuter i byłem dręczony w szkole przez kobietę która chciała decydować o moim życiu prywatnym (tak to jest jak nie wiesz jak się zachowywać na tajskiej wiosce) więc zdecydowałem się na powrót do Wietnamu. Czułem się oszukany gdyż jedna Tajka która ma podobne domki powiedziała mi że zgodnie z prawem landlord powinien zapłacić 50% straty. Zgodził się zapłacić tylko jakąś 1/4. Tak więc nie zapłaciłem mu za wynajem i zniknąłem do Wietnamu informując o tym tylko moją dziewczynę. Oczywiście Landlord to był bogaty pijak więc z powodu antypatii do jego osoby trzymałem się wersji że zapłaciłem gdy był pijany więc dał te pieniądze za skuter. Zachowałem się chujowo i czasami żałuje tej decyzji, ale czułem się po prostu oszukany bo jestem obcokrajowcem. Nawet o dziwo head of English studies stwierdziła że to nie moja wina. Ludzie z restauracji którzy mi wcześniej pomogli ze skuterem w ogóle nie byli zainteresowani wyciągnięciem hajsu od landlorda. Według mnie powinni, stąd nie mogłem zaakceptować faktu że nie będę

mógł sobie pozwolić przez rok na kolejny skuter. Muszę jeszcze wspomnieć o zachowaniu mojej Tajki. Bym został chciała mi nawet pomóc spłacać skuter. Naprawdę mnie kochała, a ja ją. Nie zgadzam się z tezą że nie można mieć dobrego związku z Tajką, bo nie każda jest taka sama. Są naprawdę świetne Tajki którym można zaufać.    Ciężko taką znaleźć, ale… Ja nie mam pieniędzy więc Tajki które się ze mną teraz umawiają być może mogą być tymi dobrymi. Chciałem sobie też załatwić wize studencka na treningi Muay Thai w mieście Sakon 40 km ode mnie, ale kradzież skutera całkowicie mi to uniemożliwiła. Wróciłem więc do Wietnamu z nadzieją na to że trafie do szkoły jak za pierwszym razem i tym razem spisze się dobrze. Poleciałem pierw do Hanoi na jedna rozmowę (nie lubimy twojego głosu) pózniej do Sajgonu i to samo. Tak wiec ostatecznie trafiłem do Haiphong gdzie brali każdego. Vi – headhunter napisała mi że dostanę 1200 USD za 80-100 godzin w miesiącu. Ja głupi nie pomyślałem o tym że będzie to 12 USD za godzinę – podstawa to 15. Jeszcze chcieli to upierdolic z podatkiem by było 9.6. Miało być mieszkanie zagwarantowane. Wsadzili mnie na dzien do nory bez łóżka z grzybem na ścianach. Nie zgodziłem się wiec wsadzili mnie do hotelu. Tam też poznałem Sylwestra z Włoch i szukali dla nas mieszkania. W końcu poznaliśmy Filipa z Kanady któremu do reki płacili 18 USD. Powiedział że pomoże nam znaleźć lepszą robotę wiec w sumie 10 dni tam przepracowałem i zamieszkałem z nim i jego wietnamska rodzina. Ożenił się z Wietnamką dla hajsu. Równowartość 100 tysięcy złotych dostał. Pózniej jednak się w sobie zakochali więc otworzył dla niej w Kanadzie salon do ozdabiania paznokci. Ładnie mnie ugościł. Chyba codziennie paliliśmy zielone. Gościu ogólnie nie potrzebował żadnych pieniędzy ani pracy gdyż pieniądze miał z biznesu w Kanadzie. Uczył dla sławy. Pracował w bardzo wielu szkołach by kazać im spierdalać, nawet na uniwersytecie i zrobił to samo. Wszędzie kasa do ręki. W jednej szkole zacząłem pracować tymczasowo. Zawiózł mnie tam ale nie zgodził się pracować bo uparł się na 18 USD a oni każdemu płacą 15. Mógłbym tam dostać pełną pozycje 15 USD za godzinę ale nie mogłem. Miałem dług wobec Filipa, poczuł się nie uszanowany przez nich bo nie chcieli mu zapłacić 18 wiec nie mogłem tam pracować. Spodobała mu się jedna z Wietnamek więc umówił się z nią, ale ta miała chłopaka Filipińczyka co i tak olał bo ten nie jest atrakcyjny to myślał że ją odbije. Filipińczyk powiedział że zna kogoś kto szuka nauczyciela. I tak poznałem swojego niedoszłego szefa. Pojechałem do szkoły na zadupiu. Tam przyjechał i on.

Nawet zobaczyłem jakiś papier 60

godzin 15 USD za godzinę. Zabrał mnie do swojego drugiego domu, patrzę… Jest chujowo ale stabilnie. Zamieszkałem tam. Co tydzień zapewniał mnie że szkoła będzie otwarta. Żeby mieć hajs na żarcie pracowałem tymczasowo dla szkoły jego znajomej u której go poznałem i trochę dla innych szkół, ale… Filip mówił nie akceptuj mniej niż 18 bo cie nie beda szanować a szef mówił żebym nie szukał innej roboty że szkoła zaraz bedzie otwarta i będę zajęty. Cóż… Posłuchałem się. Minęły dwa miesiące i szkoła wciąż nie była otwarta. Szef wydawał się bardzo spoko. Obiecywał dużo pieniędzy, pełne wsparcie, nawet że opłaci mi studia… Także że jak poślubię siostrzenice jego żony to kupi nam dom. Zacząłem czuć że ni chuja, zgrywa się no ale cóż. Stwierdziłem że czasami warto dać szanse ludziom. Zaufać i nie kombinować zbytnio. Nie komplikować sobie życia. Nadszedł w końcu dzień że wiza się kończyła. Widział że ma naiwniaka to dał mi 250 USD żebym ogarnął nową lecąc do Bangkoku. Tak też zrobiłem trzy miesiące temu. Wróciłem i szkoła wciąż była zamknięta a ja zarabiałem hajsy pracując tymczasowo dla innych szkół. Co do jego obietnic to słyszałem jeszcze pozwolenie o prace bez wymaganych dokumentów bo on pracuję dla rządu więc może. Z mojego szefa był także straszny pyszałek. Powiedział mi że zna rząd, zna policję, zna gangsterów i jest ogólnie VIP. I jakby chciał to by mógł nawet komuś zlecić morderstwo na mnie… Akurat jeśli chciał mnie postraszyć morderstwem to źle trafił bo bardziej od śmierci boje się życia. Wiem że to brednie, ale przestałem już go lubić. Szkoła w końcu została otwarta 15 godzin tygodniowo? 4.5 pracowałem za darmo bo wcześniej mnie wsparł. Powiedział że nie chce bym pracował dla innych szkół. Ilu uczniów było? 12,

Każdy za darmo bo to początek. Ilu uczniów mają inne? 200. Nawet w półtora miesiąca są w stanie ogarnąć tylu uczniów. Zacząłem się poważnie zastanawiać nad tym co robić. Zostać? Kanada? UK? Chiny? Inne miasto Wietnamu? Czy może posiedzieć aż znajdę bogatą dziewczynę/żonę albo laskę z hajsem na swingowany ślub? Poczekałem bo i tak hajsu nie miałem na zmianę. Chciałem tam pracować, zarobić i wtedy coś zmienić. Aczkolwiek… Sprawdziłem rynek pracy waląc posta z fejk konta na Vietnamese teaching jobs. Kto się odezwał? Kobieta która chciała zatrudnić Morgana. Kim jest Morgan? Już opowiadam. Jest to Anglik. 37 letnia pierdoła. Uczył na tej samej wiosce co ja. Ja byłem zagubiony, ale on to tragedia. Ja się ostatecznie w Haiphong ogarnąłem i nic tam nie odjebałem. Większość obcokrajowców rozbija się na skuterze, ja opanowałem poruszanie się po wietnamskiej zatłoczonej niebezpiecznej drodze. Morgan chciał zmienić otoczenie jak jeszcze byłem w TH. Powiedziałem mu o swoich doświadczeniach z Wietnamem i wydawało mu się to dobre. Jak już wróciłem do Wietnamu to podbił do mnie. Dałem mu adresy stron internetowych, dodałem do grup na fb. Raz przyjechał do mojego miasta by mieć rozmowę

Kwalifikacyjna. Przyjechał gościu z Halong no i tak trochę się dogadali. Ostatecznie zrezygnował po kilku dniach i pojechał do Phan Rang. Świetne miasto, mówiłem mu by został. Stwierdził że nie, że kobieta jest dziwna itp. Podbiła do mnie ta sama kobieta, dogadaliśmy się. Po kilku dniach była cicho. Pisałem Morganowi że on nie chce to ja tam pojadę uczyć i kobieta wydaje mi się spoko. Odpisał że gdzieś tam jedzie i nie warto bym z nią współpracował. Po kilku dniach napisałem że kobieta nie odpisuje. Ten mi wysłał maila że to strata czasu i powinien spróbować Chin i dał jakiś kontakt. W końcu napisałem do kobiety bo się zdenerwowałem i napisałem jej to co Morgan mi napisał na jej temat i przyznałem mu rację. Co się stało? Odpisała że Morgan wraca. Zablokowałem jej fb. Morgan napisał do mnie maila z pretensjami. Pocisnąłem mu tak że nie odpowiedział. Ja się szykowałem do wyjazdu tam, a Morgan nie napisał mi że planuje tam wrócić. Że zmienił zdanie. Cóż… Shit happens. Zdecydowałem się kontynuować pracę w tym samym miejscu. Powiedziałem szefowi że wiza mi się kończy po wakacjach (chinski nowy rok) ten chciał żebym został.

Przed wakacjami miałem jeszcze wystarczajaco kasy na „wiza ran” , chciał żebym został i mówił że ogarnie wizę po. Przypominałem mu i mówił że się załatwi.

Jak? Nie dowiedziałem się. Przecież „wiza ran” do Kambodży i Laosu się zupełnie nie opłaca bo trzeba zapłacić za wizę tam więc kupiłem sam bilet do Bangkoku. Na dzień przed końcem wizy jeszcze nie miałem konkretów więc poleciałem załamany do Bangkoku. Załamany bo nikt nie zaoferował pomocy. Wystarczyło pożyczyć 100 dolarów bym wrócił. Jedna kobieta rozważała ślub ze mną, a też nie była zainteresowana pomocą. Zacząłem się totalnie obwiniać za wszystkie błędy które popełniłem w przeszłości. Wielokrotnie zachowałem się jak szczeniak, wielokrotnie zachowałem się nieodpowiedzialnie. W Haiphong ostatecznie nic nie odjebałem, ale nie zabezpieczyłem się na wypadek oszustwa tylko zaufałem Wietnamczykowi. Zacząłem się obwiniać za wszelkie błędy z przeszłości. Czułem że straciłem pół roku. W wolnym czasie w sumie ulepszałem swój angielski na rożne sposoby by być lepszym nauczycielem, no ale co z tego? Wrócę do temu Wietnamek bo nie opisałem. W Hanoi normalnie funkcjonuje tinder więc raz pojechałem z jedną się tam spotkać w wiadomym celu. W Haiphong seksiłem tylko jedną. Asystentkę z mojej ulubionej szkoły. W tym roku kończy studiować angielski. Dwa razy się udało pózniej odmówiła, a ja nawet zgodziłem się spotkać jej rodzine na wiosce. Nie byłem zdesperowany na tyle by się bawić z laską z fochami. Pózniej poznałem kilka innych. U znajomej tą bogatą co szukała męża. Na tinderze Wietnamkę mieszkającą w Hanoi, z zawodu pielęgniarkę, pracującą jako nauczycielka japońskiego. Wygląda egzotycznie bo jak Japonka. Spotkałem się z nią w Hai Duong i nawet odwiedziłem jej rodzine. Nie chciałem jej po prostu wyruchać. Pózniej umawiałem się z 30 łatką robiącą co paznokcie i dorabiającą w BigC. Bardziej niedostępnej laski nie spotykałem, ale zastosowałem rady z bloga i wszystko się sprawdziło. Nie wyruchałem jej gdyż nie taki był cel, ale w razie powrotu będę miał gdzie spać, udało mi się zdobyć jej sympatie. Poza tym pojawił się temat z laską robiącą tatuaże ale ja już szykowałem się do wylotu. Dlaczego przyleciałem do Bangkoku? Tylko tutaj nie trzeba płacić za wizę i bilet jest tani z Wietnamu. W jakim pierwotnie celu tu przyleciałem? Śmierci w dżungli. Czasem w życiu po prostu się odechciewa ze względu na błędy popełnione w przeszłości. No więc udałem się do Rangsit i chciałem dojechać do dżungli oddalonej 100 km na północny wschód od Bangkoku. Byłem też zły na swój stan zdrowia. Ponowna infekcja. Przez to że mam alergie na roztocza co powoduje katar cały rok. Nie chcę być słaby i chory. Brać antybiotyku co miesiąc. Powinienem zrobić immunoterapię,

ale nie zrobiłem tego odczulania w Polsce (mama mówiła że nie ma czasu by ze mną jeździć, a samemu nie można), a tutaj nie mam kasy żeby to zrobić. Mam problem z akceptacją własnej osoby i porażek więc czasami się czułem że to najlepsze wyjście. Chciałem złapać stopa, ale

ostatecznie jakaś kobieta z daleka mnie zauważyła i chciała pomóc. Zaoferowała podwózkę autem. Opowiedziała przy okazji swoją historie ma 40 lat i 72 faceta w USA który 7 lat wcześniej zmienił jej życie. Opłacił edukacje itp. Zabrała mnie do jakiegoś parku narodowego z wodospadem, ale tam nie można chodzić gdzie się chcę więc zawiozła mnie w inne miejsce. Prawie się udało dotrzeć gdzie chciałem. Wdrapałem się na wzgórze. Jakieś duże czerwone mrówki mnie upierdalały w brzuch. Wbiłem na wzgórze i co? A tam ścieżka, droga i punkt widokowy… Szkurwa. Spotkałem jakichś ludzi uprawiających down hill. Zagadali do mnie. Zaoferowali wodę i napoje. Przyjąłem. Zaoferowali nocleg. Odmówiłem. Chciałem połknąć wszystkie tabletki, zasnąć i się nie obudzić, pospałem, ale się kurwa obudziłem i rano żygałem. Dosłownie płukanie żołądka bo żygałem jakieś 6 godzin i w tym czasie kilka litrów wypiłem. W pizdu… Poszedłem w zle miejsce bo z dżungli ze zwierzętami jak tygrysy bym pewnie nie wyszedł a

stamtąd Ci uprawiający down hill mnie wyprowadzili. Mieli akurat jakieś zawody. Chcieli mnie zabrać do lekarza bo żygałem ciągle ale mowię im że za dużo tabletek połknąłem i muszę wyżygać i przejdzie. Jeden gościu mnie zabrał do siebie na noc, a tam mundur na drzwiach wisi. Pytam się go kim jest. Żołnierz. Po kilku godzinach przyjechało wielu innych gości którzy też się okazali żołnierzami. Pytają się mnie ile mam pieniędzy. Odpowiadam, oferują 1000 THB. Odmówiłem „nie, nie, kolega mi wyślę za kilka dni.” Chujowo bym się czuł przyjmując pieniądze od kogoś dla kogo nic bym nie mógł zrobić. Spytałem się ich czy nie mają jakiejś pracy w armii dla białego szpiega, by wysyłali mnie na południe na przeszpiegi do muzułmanów po nauce tajskiego, no ale nie mają kontaktów z górą, heh. Stwierdziłem że zbyt cieżko jest się zajebać i dam się życiu toczyć dalej. Może coś pozytywnego mnie spotka skoro nawet żołnierze chcieli mi pomóc? Wróciłem na lotnisko, czyli miejsce z wifi i użyłem couch surfing. Jedna Tajka szybko odpowiedziała. Umówiliśmy się pod west gate plaza i zabrała mnie do siebie. Spędziłem tam jedną noc i chciała mi pomóc. Odmówiłem wzięcia pieniędzy, ale wziąłem klucz do mieszkania które opuściła i opłaciła na miesiąc. Po dotarciu tam zacząłem używać aplikacji randkowych i… Odzyskałem motywacje do życia i jakąś tam nadzieję. Tajka z CS mi to poleciła żebym sobie poszukał jakiejś kobiety z pieniędzmi szukającej faranga. Nie popełniajcie tych błędów co ja. Zaakceptujecie siebie i swoje porażki. Nie przyjeżdżajcie też uczyć angielskiego w Azji bo z roku na rok będzie coraz więcej pracy native speakers only. Studiowałem angielski, przerwałem z powodów osobistych i żałuje. Nie przylatujcie do pracy w Azji bez kwalifikacji bo możecie wtedy pożałować tego jak ja i doświadczyć wielu złych rzeczy. Ja strasznie żałuje że znalazłem się w Azji wcześniej niż powinienem. Po tym co mnie spotkało w Bangkoku i jak wiele dobrych kobiet tutaj poznałem, chce mi się tu zostać na dłużej, ale nie mam pojęcia czy to będzie możliwe. Naprawdę polubiłem ten kraj po tym czego doświadczyłem w tym miesiącu, ale nie mam pojęcia czy będzie tu dla mnie praca, więc prawdopodobnie w połowie marca wrócę do Wietnamu gdzie kolega opuści swoją szkołę by zająć jego pozycję. Jednak jestem gotów by pozostać tutaj robiąc cokolwiek. Aczkolwiek czasami po prostu myślę że nie zasłużyłem w swoim życiu na to by robić co chcę i żyć jak chce bo za mało się starałem i popełniłem zbyt wiele błędów. Szkoła dla której uczyłem tymczasowo cały czas pyta kiedy wrócę i na mnie czeka. Uczniowie jak i nauczyciele lubią ze mną pracować. Tyle czasu co spędziłem na nauczaniu zupełnie wystarczyło bym się w tym poczuł pewnie i robił to tak by zainteresować uczniów. Nawet mam swój własny program którym mógłbym uczyć. Aczkolwiek na tą chwilę jestem gotowy by podjąć jakąkolwiek pracę. Żałuje wielu rzeczy z przeszłości. Powinienem być inny, lepszy. Na forum napisałem o tym jak zostałem „utrzymankiem” Tajek. Dla niektórych jest to fajne, niektórzy mnie atakują, ale niepotrzebnie gdyż czuje się z tym źle że kobiety mi pomagają. Nie pytam ich o pomoc gdyż nie potrafię. Same mi ją oferują, a ja się po prostu staram zadowolić je w zamian jak tylko potrafię. Jednej nawet nie rucham, bo nie chce, spędzam z nią czas gdyż nie ma nikogo. Jest totalnie nieatrakcyjna na zewnątrz ale w środku ma dobre serce. Myślę że nie tylko prawdziwych przyjaciół, ale też i prawdziwą miłość poznaje się w biedzie. Jedną dziewczynę naprawdę polubiłem w takim stopniu że chciałbym z nią być. Niestety materialnie nie mam jej nic do zaoferowania. Aczkolwiek poznałem dziewczynę jakiej chciałem przed laty. Chcecie artykuł na temat moich perypetii w Bangkoku?

______________________________________________________
Siemano! Jestem drugi raz w Bangkoku. Myślę, że będziesz zainteresowany popierdolony sytuacja która mi się wczoraj przytrafiła.
Poznałem w niedziele laskę na DiA . Od tamtego czasu się z nią regularnie spotykałem. Ona po mnie przyjeżdżała. Spędzałem z nią intensywnie czas w jej domu do czasu aż wczoraj o drugiej w nocy niespodziewanie do je mieszkania wbił jej „były” chłopak. Gość mi groził nożem i gonił po mieszkaniu tulipanem z kufla.
Efekt był taki ze w momencie jak ja napierdalał po pysku ja byłem zmuszony się ewakuować przez okno z 1 piętra. Bez butów tj. amortyzacji.

13819740_1404521236229734_1898354740_n

13819329_1404521242896400_21383909_n

Efekt jest taki. Człowieku, mega się jaram Twoimi blogami ale chyba trzeba czasami trochę uważać. To może nie pouczanie, ale lekka przestroga. Pozdrawiam gracza!

_________________________________________________

Cześć. Ja pierdole, poznałem zajebistą Tajkę na Khao sanie. Piliśmy razem do rana, lizaliśmy się na ulicy. W końcu poszliśmy do mojego guest housu. W nocy nie chciała się dać, ale rano w końcu ją wyruchałem. Jej cipka była jakaś strasznie sucha, ale nic. Dopiero zacząłem coś podejrzewać, jak zapytałem dlaczego ma silikonowe cycki i powiedział, że są prawdziwe. Wtedy już byłem prawie pewien, że to ladyboy. Rano jak wychodziliśmy do widziała nas recepcjonistka. Później mi powiedziała „czy wesz, że to był ladyboy?”. Ja pierdole, wyruchałem faceta, nieeeeeeeeeee!!!

___________________________________________________

unnamed.jpg

 

„Gandzia w Tajlandii? A jednak!”

Zainspirowany opowieściami Autora AzjiPoZmroku poleciałem z dziewczyną na 3 tygodnie zwiedzić „Rajlandię”. Wszystkim wiadomo (i przed tym przestrzegał nas Michał Forsaken), że w Tajlandii za narkotyki idzie się do więzienia. Ktoś kto spędził miesiące w singapurskim łagrze chyba wie co mówi. Sądziłem więc, że oprócz alkoholu żadne inne formy wejścia na „salony umysłowe” nie będą nam dostępne. Okazało się jednak, że…

Na niektórych wyspach są specjalne knajpy, w których można niemalże „legalnie” kupić u barmana trawkę w postaci jointa za 200 bahtów (zioło mają mocne) i koktajl grzybowy za 500 bahtów (flow jak po tabletce ekstazy, miło ale liczyłem na fazę bardziej halucynogenną jak to zwykle po grzybach… Widocznie jednak farangom przeznaczono lżejsze grzybki żeby nie robili boruty na bani). Bo te używki są dla ludzi dorosłych, którzy umieją w tym „pływać” i szukają w tym jakiejś głębi, a nie dla dzieciaków chcących się prostacko naćpać. 

Wygląda to tak, że siedzą sobie w knajpie same białasy, pełna kulturka, piją piwko i palą joye. Zero agresji („lepiej żebyś pił, niż palił – twierdzi społeczeństwo… z tym że ziele to spokój – alkohol to szaleństwo”). Niezdrowo podniecony pytam barmana, że jak to, wtf, że przecież w Tajlandii więzienie za trawkę itd. Barman na to, że można palić, ale tylko u nich w knajpie i tylko zioło u nich kupione… a jak wyniosę poza knajpę to na własne ryzyko. Wszystko stało się jasne kiedy pojąłem, że na tak małych wyspach jak Koh Tao mieszka tylko kilku policjantów, i jak na polskiej wsi – wszyscy się znają… Nagle okazało się, że barman który sprzedaje mi jointa, jest bratankiem lokalnego komendanta policji… 

I taka scenka: siedzę z dziewczyną i kilkoma Europejczykami w knajpie o wymownej nazwie „High Bar”, palimy skręta i oglądamy cudowny zachód słońca. High Bar jest rzeczywiście „high” na górce – gdyby sprzedawali mocniejsze koktajle grzybowe to by się nafukane farangi z tej górki staczały jak kulki śniegu. Brawo Tajowie za racjonalne podejście biznesowe! Przynajmniej nie ma takich scen jakie widziałem w Amsterdamie – ludzie czołgający się po chodnikach bo zbyt mocnego grzyba zakupili w pobliskim coffee shopie). Wracając do High Baru: w głowie boski chillout że sobie bez spinki palimy w knajpie, a tu nagle do baru wchodzi policjant i zaczyna nas obczajać… łazi nerwowo po knajpie, zagląda do wc… W tym momencie pełna konsterna, serce mi zaczyna łomotać (nie od wciągniętego przed chwilą bucha, lecz od widoku funkcjonariusza), czuć zielsko na kilometr, jointy leżą na stolikach, zaczynam myśleć że może ci barmani to tak na lewo sprzedają i kurwa zaraz będę płacił 20.000 bahtów łapówki za uniknięcie aresztu. Na szczęście policjant po krótkiej obczajce zagaduje do barmana i wchodzi z nim na zaplecze (!), po czym uśmiechnięty wychodzi z knajpy, i luz… uff. Chyba przyszedł po prowizję z dzisiejszego utargu. 

Nie wiem czy na lądzie takie rzeczy przechodzą, ale na wyspach w hermetycznych społecznościach widocznie tak. Poczuli łatwą kasę do zarobienia na turystach (byłem w kilku takich barach i siedzą w nich tylko biali, tak jakby Tajowie się w ogóle nie żulili…). Dla mnie bomba. 20 zł za dobrego jointa z pięknym widokiem w cenie, to przyzwoita stawka (choć pewnie Tajowie parskają śmiechem że płacimy takie krocie za odrobinę majeranku). Natomiast koktajl grzybowy trochę za drogi – wypiłem kilka w różnych knajpach, ale nie wydałbym kolejnych 50 zł za taką fazę (dla mnie za słaba, choć moja dziewczyna z racji braku tego typu doświadczeń była grubo porobiona). Trzeba by skoczyć do pobliskiej Kambodży na pizzę z grzybami ponoć mocne (na pewno sprawdzę).

Mało tego – w High Barze przysiada się do nas młoda Niemka i wyciąga z torebki wór baki, kładzie go na stoliku jak gdyby nigdy nic. Pytam ją czy się nie boi nosić tego „poza barem”, a laska zero stresu. Ciekawo jakby ją złapali na mieście z worem trawska, to by pewnie słono musiała zapłacić albo gorzej (bo kupiła to poza barem, a więc nie zarobili ci co mieli zarobić). Widocznie w Tajlandii, jeśli idzie o ryzyko związane z posiadaniem małych ilości używek dla własnego użytku, wszystko zależy gdzie i na kogo się trafi, gdzie u i kogo się kupi. Wygląda na to, że są miejsca gdzie obowiązuje niepisana umowa między localsami, że na farangach można zarabiać w ten sposób. Skoro w tym klimacie konopie ładnie rosną, to czemu ich nie opychać degeneratom z zachodu, po cichu na zasadzie rynku kontrolowanego. Podoba mi się taki system – mam co chcę bez stresu i bez afiszowania się. 

Gdyby ktoś z Was szukał boskiego chilloutu bez odpowiedzialności prawnokarnej, sugeruję wybrać się właśnie do tych miejsc: na Koh Tao „High Bar”, na Koh Phangan „Reggae Bar”, „Amsterdam Bar”, i „Eden Garden” (zajebisty widoczek, na plażę gdzie jest Eden Garden można dostać się tylko łódką). Nie polecam jazdy na skuterze na bani – ja tam dawałem radę, ale wspomniana Niemka z High Baru miała rękę w temblaku po wypadku, bo jeździła sfazowana.

Summa summarum, w Rajlandii można bezstresowo zapalić stuff w „wyznaczonym” do tego miejscu. Czego nie można powiedzieć o Polsce, gdzie wciąż jest karalne i masa ludzi czai się z paleniem w domach, gdyż nie mamy takich barów. Także wybieram Rajlandię.

P.S. Proszę powyższą opowiastkę potraktować jako zmyśloną – oficjalnie nie ma takich barów, a ja nic nie paliłem. Posiadanie nawet małych ilości środków odurzających może spotkać się z surową reakcją tajskich służb.

____________________________________

Wysyłajcie więcej historii, bo dobrze się czyta 🙂 Będę je tutaj dodawał.

Najlepsze miejsce na randkę w Wietnamie – czyli gdzie zaprosić dziewczynę


Tym razem o randkach. Na wstępnie chciałbym sprostować pewną informację. Pisałem gdzieś na Azjapozmorku, że generalnie Wietnamki nie ruchają się na pierwszej randce. Tkwiłem w tym błędnym przekonaniu, gdyż pierwsze 3 z którymi się spotkałem, przetrzymały mnie do drugiego, a nawet trzeciego spotkania. Dodatkowo w internecie przeczytać można dużo informacji, że jakoby wyruchanie Wietnamki jest generalnie trudniejsze niż zliczenie ich koleżanek w Tajlandii. Po 2 miesiącach w Wietnamie mogę już wyprostować – w Saigonie (nie wiem jak w innych miastach), puknięcie Wietnamki na pierwszej randce jest tak samo prawdopodobne jak puknięcie Tajki, czyli jak już przyszła na spotkanie, to szansa na zakończenie w łóżku to co najmniej 50%. Wszystkie Wietnamki, poza tymi pierwszymi trzema które miałem, szły bez problemu na pierwszym spotkaniu. To tak gwoli sprostowania informacji którą podałem wcześniej.

wietnam-saigon-hcmc-kino

A teraz back to the main topic, czyli gdzie najlepiej zabrać Wietnamkę na randkę. Ogólnie lubię chodzić do kina, ponieważ nie trzeba nawet nic mówić, nie jest nudno i można nawiązywać kontakt dotykowy. Powolna kinoeskalacja, coś tam posmyrać po nodze, coś tam szepnąć do ucha, etc. Jak wiadomo, bez odtykania się, można zostać co najwyżej przyjaciółmi. Umawiając się z laską MUSISZ stopniowo coraz bardziej ją dotykać, zaczynając od dłoni, lub ramienia i stopniowo atakując coraz bardziej. Kino jest więc generalnie dobrą miejscówką. Dlatego właśnie zaprosiłem Emy, dziewycznę którą poznałem na jednym z portali randkowych (swoją drogą to jest ona jedną z tych pierwszych trzech która przetrzymała mnie aż 3 spotkania do ruchania, ufff) właśnie nigdzie indziej a na film. Fortunnie jednak dotarłem do district 10 gdzie byliśmy umówieni tak późno, że w kinie nic sensownego już nie leciało

wietnam-saigon-hcmc-kino-.jpg

Dlaczego fortunnie? Otóż Emy wyszła z inicjatywą i zaproponowała alternatywę – NAJLEPSZE MIEJSCE NA RANDKĘ W WIETNAMIE. Zabrała mnie bowiem do prywatnego kina, to znaczy łóżko z projektorem w prywatnym pokoju. Moje pierwsze skojarzenie – pokój do ruchania na godziny! Ale nie, to jest po prostu kino, w którym ogląda się filmy na DVD. Dodatkowo można zamówić jakieś frytki, kawę, a nawet jak zażyczyłem sobie piwo 333 (tak się nazwa), to pobiegli do sklepu i mi przynieśli. Cała impreza kosztuje tyle samo, albo trochę więcej niż normalne kino. Zazwyczaj płacę około 200 – 250 tysięcy dongów za dwie osoby, czyli 10 – 13 USD. Adresu niestety nie mogę podać, bo miałem zapisany na telefonie który straciłem, ale jest takich miejsc więcej w Saigonie, więc jak popytacie to znajdziecie.

Tak więc wchodzimy do „kina” i ładujemy się na łóżko. Wybraliśmy jakiś horror i wszystko poszło bardzo szybko i gładko, albowiem miejsce jest wręcz idealne. Nie dość, że wygodnie, można się rozłożyć, to jest pole do działania, żeby się coś podroczyć, pomiziać, etc. Po jakiś 40 minutach wymacałem już wszystko co się dało i jade dalej, rozpinam jej stanik… Nie jestem pewien jak skończył się film, bo mieliśmy dwie rundy i ciężko było się skupić na oglądaniu.

Od tego dnia zawsze staram się przyprowadzać laski do tego kina. Bo czyż istnieje bardziej sprzyjające miejsce? Klimat, ciemno, czekające łóżko… Po prostu idealne!

 

Wietnam po zmroku – czyli przygody z alkoholem i dziewczynami


Ah, to była noc. Wraz z Michaelem, moim przyjacielem z Colorado, spędziliśmy całą noc w District 1, czyli centralnej dzielnicy Saigonu, radując się lokalnymi trunkami, snując plany na przyszłość i oczywiście, szukając Wietnamek chętnych do zabawy. Michael to ciekawa osoba, 4 lat temu, kiedy poznaliśmy się w Bangkoku, uchylił rąbka tajemnicy – jestem w Azji, żeby znaleźć bogatą sugar momma, która będzie mnie utrzymywać i kupować mi drogie prezenty. Dziś po 4 latach spędzonych głównie pomiędzy Wietnamem i Japonią, żyje on z pieniędzy starszej o 10 lat japonki, która robi regularne przelewy.

wietnam-saigon-hmcm-dziewczyny-wietnamki

Bycie utrzymankiem Azjatki, choć nie najpopularniejsze zajęcie w tym rejonie, spotykane jest również w Tajlandii. Znam co najmniej kilka takich przypadków gdzie moi znajomi atakują wyłącznie laski w drogich klubach Bangkoku na Thonglor lub Ekkamai z zamiarem stworzenia związku, w którym to oni będą czerpać korzyści materialne. I co ciekawe to nie są jakieś stare baby, a fajne dupcie! Tutaj przyznam się, że sam równe przez kilka miesięcy byłem na utrzymaniu pewnej Tajki, która płaciła nie tylko za nasz apartament, ale pokrywała 90% rachunków za restaurację, hotele, imprezy, etc. Jednak mnie osobiście taki styl życia nie odpowiada i szybko od niej uciekłem. Pieniądze nie są dla mnie ważne, znacznie bardziej cenię sobie wolność. A kasa? Można przecież zarobić samemu.

A więc noc w District 1 mija, w między czasie pojawiły się 2 Wietnamki. Przytulanie i mizianie z Wietnamkami. Wspólnie piliśmy przez następne kilka godzin, one kawę, a my piwo, aż przechodząc do sedna zaoferowaliśmy, aby przenieść się w bardziej intymne miejsce, czyli hotel, tudzież apartament. Niefortunnie laski nas zlały ciepłym moczem i dosyć klarowne stało się, że nic poważniejszego z nimi tej nocy się nie stanie. Stąd też postanowiliśmy się rozłączyć i szukać przygód gdzie indziej.

Tutaj pierwsza niespodzianka nocy. Nie ma mojego motoru! Pytam ludzi w okół, nikt nic nie wie. Trochę się posrałem, bo kradzieże w Saigonie są dość powszechne. Mimo wszystko motor był zaparkowany przed barem, który jest już zamknięty. Czyżby obsługa zamknęła go w środku? Albo to, albo nie mam już motoru…

Kupujemy piwo i ruszamy dalej. Idziemy ponurymi uliczkami w deszczu i zapowiada się nie najciekawiej. W pewnym momencie podjeżdżają dwie Wietnamki na motorze. Chcemy pić i się ruchać – oświadczają. Akurat z doświadczenia wiem, że jeśli laska na wstępnie wali takim tekstem to: a) chce się okraść, b) jest dziwką, c) jest dziwką i chce cię okraść. Moja pierwsza reakcja – no, thanks. Ku mojemu zdziwieniu, Michael, który spędził kilka lat w Wietnamie i w miarę dogaduje się po wietnamsku, mówi, żebyśmy z nimi szli. Dzielę się z nim moimi obawami, jednak szybka konkluzja – czy one w ogóle mają nas z czego okraść? Ja przy sobie nigdy nie noszę większej ilości gotówki, to nauczka po tym jak wietnamska policja wymusiła ode mnie 700,000 dongów. Teraz po prostu trzymam tyle kasy ile potrzebuje, żeby siłą rzeczy nic te złodziejskie chuje z z wietnamskiej policji nie mogły mi ukraść. Mam też przy sobie telefon za 120$, który ma już ponad rok. Też jakoś specjalnie mi na nim nie zależy. Ok, idziemy z wami.

Michael wskoczył na motor z jedną laską, a ja idę na nogach z tą drugą. Kupiliśmy więcej alkoholu i idziemy do „ich pokoju”. Po 10 minutach docieramy do jakiejś bramy, gdzie czeka na mnie Michael i druga laska. Otwieramy piwa i laski nas atakują. Mam na sobie ręce i jednej i drugiej. Otwierają mi rozporek, potem pasek od spodni. Michael stwierdza, że da mi trochę prywatności, a przynajmniej taka była jego wymówka i odchodzi 10 metrów. Nie wiem o co mu chodzi, szczerze to czułbym się bezpieczniej z nim obok, no ale cóż, znalazłem się w sytuacji, gdzie w miejscu publicznym mam spuszczone spodnie i dwie laski opierdalają mi ptaka. W bramie, przy głównej ulicy, w centrum Saigonu.

Minęło co najmniej 5 minut, a laski coraz bardziej domagają się, żebym ściągnął do zabawy Michaela. W grupie zawsze raźniej – mawiają. Wychodzę więc na ulicę i wołam swojego towarzysza.

W tym momencie laski wskakują na motor i odjeżdżają. Moja pierwsza myśl – ok, nie mam albo telefonu, albo kasy, albo wszystkiego. Łapię za jedną kieszeń – kasa jest. Łapię za drugą kieszeń… pusta! Nie ma telefonu. No cóż, nie mogę powiedzieć, żeby mnie to specjalnie zaskoczyło, przewidywałem taki rozwój wydarzeń od samego początku. Zaczynam się śmiać. Po raz kolejny przez moje pijaństwo i chuć zostałem okradziony. Który to już raz, trzeci? I za każdym razem taki sam scenariusz, haha. O dziwo zamiast wkurwienia, sytuacja mnie raczej śmieszy. Po raz kolejny potwierdziło się, że laski które chcą się ruchać w pierwszej minucie mają niecne zamiary. Ale przecież już o tym wiedziałem… Ah ten alkohol i evil dick, który domaga się aby go nieustannie karmić.

Na tym noc kończymy. Jest już 6 rano. Przygód trochę było. A motor? Następnego dnia wysłałem wiadomość na Facebooku do Van, Wietnamki z którą się regularnie dymam – nie mylić z dziewczyną – sama podkreśla wielokrotnie, że nie jesteśmy parką. Van podwiozła mnie do baru o 13 – zamknięty. Poszliśmy oglądać Conjuring 2 do kina, wracamy o 17 – bar zamknięty. Ona akurat mieszka w district 4, to nie jest daleko od jedynki, więc poszliśmy się ruchać do niej na chatę i akurat wybiła 20. Wracam do baru i…. uratowany. Mój motor jest w środku. Telefonem się nie stresowałem, ale strata motoru to już trochę grubsza kasa, zwłaszcza, że to wynajęty motor, więc nie wiadomo ile by mi zaśpiewali za wymianę.

Ah Wietnam, Wietnam… No i ten mój evil dick, przez którego po raz kolejny zostałem okradziony – wszystko z jego winy.

 

Jak znaleźć pracę w Wietnamie


Na wstępie zaznaczam, że nie jestem ekspertem i w Wietnamie jestem niespełna 2 miesiące. W Saigonie istnieje spora polonia, są tu i tacy, którzy mieszkają nawet 10 lat i zapewne są w stanie doradzić lepiej ode mnie. Opiszę tutaj moje własne doświadcznie jak znalazłem prace, jakie stawki mi zaoferwano i jak to wygląda w porównaniu do Tajlandii.

vietnam

Full time, czy part time? W związku z tym, że dosyć sporo czasu zajmuje mi robienie tłumaczeń online (z polskiego na tajski i z polskiego na angielski), od początku szukałem wyłącznie prac na pół etatu. Jest to też motywowane tym, że rutyna wprowadza mnie w depesję. Nie potrafię chodzić każdego dnia do tego samego miejsca, widzieć te same twarze i robić te same rzeczy, dużo lepiej znosze pracowanie w kilku miejscach, wykonując dorywcze zajęcia, w różnych branżach. Większość ofert Wietnamie i tak jest na part time, zazwyczaj jeśli mamy do czynienia z pracą na pełny etat, pracodawca zazwyczaj zapewnia zakwaterowanie.

Jaką pracę można wykonywać w Wietnamie? Spotałem informatyków, prawnika, kucharzy, no i oczywiście nauczycieli angielskiego. Ponieważ kończyłem studia związane z edukacją, zacząłem szukanie pracy właśnie od wysyania CV do szkół, wiedząc, że będzie to najszybsza opcja.

Jak szybko można znaleźć pracę? Tutaj przeżyłem mały horror, ponieważ spodziewałem się, że znalezienie pracy zajmiemie 1, 2 dni (tyle zajmuje mi to w Tajlandii), okazało się jednak, że potrwało to aż 2 tygodnie. Mało tego, byłem już w pierwszym tygodniu na paru interview i nie dostawałem od razu ofert. Jest to spowodowane tym, że akurat zaczęły się długie wakacje i większość szół jest aktualnie zamknięta.

wietnam-szkola-nauczyciel-praca-ESL-TEFL.jpg

Jak szukać pracy? Wietnam jest jednym z krajów, w których trzeba być na miejscu, aby znaleźć pracę. Istnieje możliwość zorganizowania tego przez internet z innego kraju, ale o ile nie mamy dobrych kwalifikacji nauczycielskich typu B.Ed albo PGCE, to zostaje nam pracowanie na samych zadupiach. Większość pracodawców chce z nami porozmawiać i zobacyć jak prowadzimy lekcje. Ja szukałem pracy za pośrednictwem craigslist vietnam oraz na grupach na Facebooku typu Saigon teachers.

Ile zarabia się w Wietnamie? Stawki za uczenie part time w Wietnamie wachają się między 10 – 25$ za godzinę. Znajomy, który mieszka tu 10 lat doradził, abym nie przyjmował żandych prac poniżej 18$/h, ponieważ psuje rynek pracy dla wszystkich innych nauczycieli. Faktycznie dostawałem oferty nawet po 22$, ale niestety zawsze było to ledwie kilka godzin w tygodniu. Dopiero po 2 tygodniach znalazła się szkoła która dała mi 15 godzin tygodniowo za 16$. Przyjąłem tą ofetę, ponieważ była najlepszą jaką dostałem, nawet pomimo tego, że oczekiwałem czegoś lepszego. Ceny w Wietnamie są niskie, na jedznie wydaje 5$ dziennie, pokój można wynając za 150$, a całe mieszkanie z 3 sypialniami za 500$. Piwo w sklepie kosztuje 0.50$.

Jak się pracuje w Wietnamskiej szkole? Ogólnie bardzo przyjemnie. Wszystko jest zajebiście zorganizowane, totalnie na odwrót od Tajlandii. W mojej szkole dostaje zrobione plany lekcji, wszystkie materiały, komputer z projektorem i komputerową wersje książki którą mają studenci. Jest to naprawdę ekstra, bo mogę nacisnąć na odtwarzane plików dźwiękowych i nie trzeba nawet się jebać z żadnymi mp3 czy płytami CD. Dodatkowo, jeśli jest to klasa z dziećmi, jest ze mną wietnamski nauczyciel, który, uwaga, wykonuje swoją pracę i pomaga w prowadzeniu lekcji. To ostatnie to totalny szok, bo w Tajlandii asysteci siedzą na Facebooku całą lekcje, a jak ich się poprosi o pomoco biorą bambuswy kij i biją nim dzieci lol. Lekcje trwają godzinę do dwóch, w zależności od wieku studentów. Poza małymi smarkaczami, których rodzice zmuszają do uczenia się wieczorami, morale wśród studentów są wysokie i chcą się uczyć. Często zapraszają też na kolację lub kawę i zawsze płacą rachunek.

Jakie należy spełniać wymagania aby być nauczycielem? Tak jak wszędzie, należy mieć skończone studia i jakiś certyfikat typu TEFL albo CELTA. I tak jak wszędzie, pracę można znaleźć bez powyższych dokumentów, co wiązać się będzie z róznymi problemami, o których dużo już pisałem na tej stronie, więc nie będe się powtarzał.

Tak jak zostało to powiedziane na wstępie, są to moje własne doświadczenia, być może w innych szkołach jest inaczej, takie są jednak moje wrażenia po 2 miesiącach w Saigonie, którymi się z wami dzielę, natomiast nie traktujcie ich jako absolutnej prawdy.

Masz  pytania o prace w Wietnamie? Zostawcie komentarz  i zrobię update.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Dzień z życia w Wietnamie – policja, plaża i randka


Telefon w ręce, odpalam Tinder. Niesamowita zabawka. Mutual like z co drugą laską. W Bangkoku też jest nieźle, ale nie aż tak. Czyżby to mniejsza ilość obcokrajowców w Wietnamie? 5 Minut rozmowy z kilkoma laskami i umawiam się z jedną z nich. Rzucam propozycję, żeby iść na basen. Wietnamka upgradeuje pomysł, żebyśmy od razu pojechali na plaże. To nawet lepiej!

Dwie godziny później jesteśmy już na skuterze i jedziemy na południe w stronę morza. Drogi są w masakrycznym stanie, praktycznie nie można jechać szybciej niż 40km/h bo za bardzo trzęsie. Zresztą jak przestrzega mnie Wietnamka, jeśli przekroczę 60km/h to od razu ściągnie mnie policja. Przypomina też, iż należy jeździć wyłącznie prawym pasem, o czym zapominam co 5 minut.

Tak też podążamy drogą na południe, gdy nagle mój stary zjebany skuter wydaje dziwne odgłosy. Silnik działa dalej, ale brak przyśpieszenia. Albo spadł łańcuch, albo zerwała się taśma napędowa. Stoimy  na poboczu, o 12, w rozgrzanym słońcu, brak cienia, zero wody. W pobliżu brak jakichkolwiek domów. Sytuacja trochę beznadziejna.

Teraz tak. 99% Tajek w tej sytuacji zaczęło by płakać i szlochać co teraz z nami będzie, bez nawet zastanowienia się jednej minuty jak rozwiązać problem. Z przyzwyczajenia więc mówię Wietnamce, żeby ubrała hełm jako ochrona przed słońcem, a znaleźć wyjście z tej sytuacji muszę sam i nie ma co liczyć na pomoc ze strony laski.

Sprawdzam gdzie jesteśmy na google map. Mówię do Wietnamki: 6km w dół drogi jest jakaś wioska, może mają mechanika? Albo idziemy na nogach, albo poprosimy kogoś z ulicy, aby popchał motor, albo próbujemy googlować po wietnamsku mechanik w wiosce x. 

Wietnamka na mnie dziwnie popatrzyła i mówi: ale ja już dzwonię po mechanika, zaraz tu przyjedzie.  – jak to?! Czyżby Wietnamki nie były totalnie bezużyteczne jak w pobliskiej Tajlandii i Kambodży? Jak im wytłumaczyłaś gdzie dokładnie stoimy? – zapytałem. – popatrzyłam na numer słupa z prądem i znajdzie nas po tym numerze – ja pierdole RESPECT, naprawdę nie spodziewałem się tego ze strony Azjatki. Spodziewałem się płaczu, że słońce ją opali, że jest za gorąco i krzyk ZRÓB COŚ SZYBKO BO MI ŹLE, natomiast absolutnie zero inicjatywy.

5 minut później zjawia się mechanik. Popycha motor nogą pare kilometrów i jesteśmy gdzieś w warsztacie w dżungli, zdjęcie poniżej.

13245459_10208555646784528_1151792167082796152_n

Tak jak zgadywałem, zerwana taśma napędowa. 300,000 dongów, to jakieś 15$. Chujowo, bo ten stary motor który pożyczyłem za 1,000,000 na cały miesiąc pewnie będzie psuć się jeszcze nie raz. Swoja drogą tani wynajem, jak ja wypożyczałem skutery w Tajlandii, to kasowałem 2 razy tyle.  Tak czy inaczej, nie chce kupować motoru aż będę na 100% wiedział, że chce tu zostać na co najmniej 6 miesięcy. Na razie mam mieszane uczucia.

20 minut później dojeżdżamy do Monkey Island. Wietnamka mówi, że to fajna miejscówka. Na kasie biletowej bezczelnie dwie ceny, jedna dla Wietnamczyków, druga dla obcokrajowców. Ciekawe co jakbyśmy zrobili taki znak w europie. Wietnamka płaci za mój bilet. Pytam czemu, w odpowiedzi słyszę „i think I’m richer than you”. Haha. Mówię więc cảm ơn nhiều lắm, czyli dziękuje i idziemy oglądać małpy.

Małpy jak małpy, nic ciekawego. W kompleksie są też krokodyle, w ogóle cała miejscówka przypomina mi bardziej Kambodżę niż Wietnam. Wietnamka łapie mnie za rękę i romantycznie spacerujemy w błocie, pomiędzy gównami małp. To aby nie dotykać żadnych małp, nauczyłem się już w Tajlandii. Jebane same dotykają ludzi, ale jak im się zrobi to samo, to gryzą. No i nigdy nie należy pochodzić do małej małpy, chyba że bardzo chce się wkurwić jej rodziców.

13256538_10208595733786678_8109785119973802026_n

W końcu dojeżdżamy do plaży. To chyba najbardziej chujowa plaża jaką widziałem, brzydka, zaśmiecona, z szarawym piaskiem. Robię zdjęcie (poniżej). Wietnamka protestuje – nie chwal się na Facebooku, że takie plaże chujowe mamy w Wietnamie i tak wszyscy wiedzą, że Tajlandia jest 100 razy lepsza”. Tylko w takim razie po co w ogóle sugerowała, żebyśmy tu przyjeżdżali?

13237621_10208595733946682_3752487146219792149_n

Za pływanie w takim zajebistym morzu to ja podziękuje. Zresztą w ogóle, aktualnie w Wietnamie jest katastrofa ekologiczna, fabryki plastiku tak zatruły wodę, że ryby w morzu zaczęły pływać brzuchami do góry nogami, po czym to samo stało się w Saigonie. Tak jak w Bangkoku piję wodę z kranu, tutaj mam obawy, aby nawet myć kranówą zęby. Dodatkowo, Facebook nie działa co drugi dzień, bo rządowi nie chcą, aby organizować za pośrednictwem portali społecznościowych strajków w sprawie tego skarzenia. A jakby nie patrzeć, to ryby dla wielu ludzi są jedynym źródłem utrzymania.

W pobliżu jest targ z owocami morza. Podobno zajebiście tanie i mogą od razu ugotować za jakieś grosze. Nabraliśmy w pytę rożnych potworów do koszyka i objadaliśmy się małżami, krewetkami, ślimakami, etc. Nie pamiętam ile dokładnie wyszedł rachunek, ale to było coś w granicach 5-10$.

Jedziemy z powrotem. Oczywiście szybko zapomniałem o tym, że mam jechać po prawej stronie i BOOM, zderzenie z policją. Kurwa tak nieprzyjaznej policji w Azji jeszcze nie widziałem. Poważne miny i krzyczą, że ma dawać paszport. Nie za bardzo wiem o czym toczy się rozmowa, bo cały czas mówią po wietnamsku, nie do mnie, a do laski. W pewnym momencie ona daje im 500,000 dongów, to w chuj kasy, na co tyle kasy? Oni jednak są nie ugięci i chcą więcej. Końcowy rachunek 700,000 dongów, czyli 31$. Masakryczne dużo. W Tajlandii to samo kosztowałoby mnie albo 400 thb z wypisanym mandatem, albo 3$ łapówki. Wkurw na maxa. Wietnamka krzyczy do policji po angielsku fuck you, prawdopodobnie bardzo głupi pomysł, bo chyba każdy, nawet głupi policjant rozumie ten zwrot?

Dojeżdżamy do mojego domu, oboje w złym humorze. Próbuje oddać jej te 700,000 dongów, bo jakby nie patrzeć to była moja wina. Ona odmawia. Wsadzam jej 500,000 dongów za spodnie i myślałem, że zabrała. Dopiero później odkryłem, że wsadziła ten banknot pod mojego laptopa. Ja chyba naprawdę wyglądam na biednego!

W mieszkaniu nawet jej nie atakowałem, bo wiedziałem, że nic z tego nie będzie w tym momencie. Aktualny humor – pakować się w samolot do Bangkoku, tam przynajmniej policja nie okradnie cię ze wszystkiego co masz w portfelu. Speaking of which, teraz nosze już tylko 100,000 dongów w portfelu, żeby pokazać policji, że nie mam nic więcej, resztę siana trzymam gdzie indziej.

W między czasie dostaje wiadomość od znajomego Wietnamczyka, żebym wpadał do Cuba bar na jakieś drinki. Pytam Wietnamki, czy chce iść, w odpowiedzi słyszę, że „I never drink, but today I just wanna get drunk!”. 

Wieczorem jedziemy do Cuba bar. Impreza  stylu central america. Nawet jakieś latynoski do tańczenia zatrudnili (fajne!). Wietnamka kupiła sobie jakiś cocktail i mi piwo (lol znowu). Jeden drink i tak się nawaliła, że za bardzo nie mogła stać. Siada mi na kolana. Dobry moment, żeby ją pocałować. Wietnam podobno jest bardzo konserwatywny, więc postanawiam odstąpić od tego pomysłu… Patrzę na lewo, jakaś laska liże się z kolesiem. Patrzę na prawo, inna laska liże się z kolesiem. Pierdole, to chyba jakieś głupoty o tym konserwatywnym Wietnamie. Atakuje Wietnamkę, idziemy w ślinę.

Wypijam drugie piwo. Jej już nic nie pozwalam pić, bo ledwo chodzi po tym jednym coctailu. W końcu mówi, że muszę ją zabrać do domu. OK – chodźmy do mnie. W odpowiedzi słyszę – nie, bo ty mieszkasz za daleko, ale możesz spać u mnie, jeśli nie boisz się psa – Ok, brzmi dobrze.

Po drodze na parking Wietnamka się wyjebała na ziemie. To po tym jednym coctailu który wypiła! Jedziemy do niej. Kurwa nie mam kondomów. Szukam 7/11, ale oczywiście nie ma takich wynalazków w Saigonie. Czasami zdarza się Family Mart, ale pechowo po drodze do jej domu nie było żadnego.

Parkuje motor w budynku obok. Wietnamka – ej, ale musisz iść do mojego pokoju na palach bo mój ojciec śpi w pokoju obok. I nie próbuj mnie nawet ruchać, bo on wszystko usłyszy – oops, takiej akcji jeszcze nie miałem! Na ten momencie naprawdę wierzyłem, że nie będę próbował jej ruchać.

Jej pokój jest na strychu. Nie żartuje, normalny strych przerobiony na pokój, lol. Ale przynajmniej ma Air Con. Sufit na wysokości półtorej metra. Zamiast łóżka, materac na podłodze. Ja mam 185cm więc muszę chodzić na kolanach. Zdjęcie poniżej.

13240655_10208595903350917_5295785773079114172_n

No i tak, miałem jej nie ruchać, taki był plan, ale oczywiście ciężko się powstrzymać jak w gaciach ma się bonera. Chwila zawahania, czy się czymś nie zarażę, bo nie zdążyłem kupić kondomów. Analiza czy chodzi na imprezy, gdzie została poznana, co mówiła o swoich byłych, ile ma lat. Ostatecznie postanawiam zaryzykować i się za nią zabieram. Ona mówi „tylko cicho, bo mój ojciec usłyszy i tu przyjdzie„. Niespełna minutę później, Wietnamka jęczy jak w pornolu, aż jej musiałem ręką zasłonić usta, bo naprawdę bałem się konfrontacji  z jej ojcem.

Ok, idziemy spać… tylko że mnie po tych piwach strasznie chce się lać. OK, I will go first to scout the area and you follow me – idę za laską. Na palcach. Wietnamka przypomina 5 razy, że mam spuścić deskę. Wylałem się i czekam w kuchni. Ona poszła do łazienki umyć zęby czy coś. Ja widzę mydło koło umywalki w kuchni. Przydałoby się umyć pytę po seksie. Wciągam i zabieram się za mycie. Nagle słyszę, że ktoś schodzi po schodach. Zajebiście, nie tylko nakryje mnie ojciec, ale jeszcze z fujarą w ręku! Szybka ewakuacja na strych. Ufff, udało się.

Idziemy spać. Rano Wietnamka mnie budzi i mówi „oh fuck, zapomniałam, że mój ojciec dzisiaj nie pracuje, on gdzieś teraz wyszedł, musisz szybko uciekać”. Dopiero teraz sobie uświadomiłem, że skoro wychodził, to pewnie widział moje buty… Jak tylko o tym wspomniałem, laska wpadła w panikę. Szybka poranna ewakuacja i czas rozpocząć kolejny dzień w Wietnamie… Fajnie było.

Pierwsza flaga Wietnamska zdobyta


Dzień 1

Lotnisko Don Munag w Tajlandii. Benny szlocha i błaga, abym nie wyjeżdżał. Mnie również nie jest łatwo, przyznaję, że mam do niej uczucia. Powiem więcej, gdyby była w stanie spełnić moje warunki na związek, to nigdy nie wyjeżdżałbym z Tajlandii. Niestety należy ona jednak do gatunku zjebanych Tajek, których nie da się zreformować. Ostatni pocałunek i czas kończyć ten dramat. Idę w stronę odprawy celnej i czuje, jak oczy napełniają mi się łzami…

Samolot wzbił się w powietrze o godzinie 7:30 rano. Kierunek Saigon, Wietnam. Zasnąłem niemal natychmiast, ponieważ nie spałem całą noc. To była moja ostatnia noc z Benny i nie chcieliśmy zmarnować jej na spanie. Obudziło mnie mocne uderzenie kół samolotu o pas lotniska. Jestem w Wietnamie!

Flag_of_Vietnam.jpg

Na lotnisku miał mnie odebrać Leszek, który jednak porządnie zapił dzień wcześniej i w efekcie musiałem szukać taxówki po nieprzespanej nocy. Jakiś typek, podający się za taxówkarza z licznikiem zgarnia mnie przy wejściu i jestem prawie w drodze. Szybko jednak okazuje się, że chuj z niego a nie taxówka, jakiś kombinator zwykły. Umawiamy się na 15$, ale przy wyjeździe z lotniska zaczyna ściemniać, że mam mu dopłacić za parking, czy coś tam, i wpychał mi ręce do portfela, żeby samemu sobie wyciągnąć pieniądze. Mówię mu więc, żeby się pierdolił i wychodzę.

Godzinę później dojeżdżam do D7 i lokuje się w apartamencie. Wypadałoby spać… oczywiście przed spaniem poszła flaszka. Ok, czas na spanie po flaszce. Wrong again. Na Facebooku męczy mnie już jedna z Wietnamek, z którą jestem umówiony na kolacje. Podałem jej adres i przyjechała mnie odebrać na skuterze. Laska jest całkiem fajna, 21 lat, mówi bardzo dobrze po angielsku, ma spore (jak na Azjatkę) cycki i można z nią pożartować.

Jedziemy do D1. Oczywiście kierowcą zostałem ja. Cięższemu zawsze łatwiej prowadzić. No i ogóle nie ufam kobietom za kierownicą. Wietnamczycy jeżdżą jak downy. Nie dość, że zajebiście wolno, to jeszcze cały czas się w siebie wpierdalają. Codziennie widzę tu jakiś wypadek. Nikt nie patrzy w lusterka, a miliony skuterów zmieniają pasy kiedy tylko im się podoba. Dojechaliśmy na wietnamskie jedzenie. Dupy nie urywa, ale nie jest złe. Powoli dowalam się do Wietnamki. Ma na imię Van.

Van zapłaciła za naszą kolacje. Nie dużo, ale liczy się gest, wszak w Azji nie brakuje gold diggerów, a to swojego rodzaju dowód na to, że ona nie jest „jedną z tych”. Widząc, że dosłownie zasypiam na krześle, Van proponuje, żebyśmy wrócili. Dojeżdżamy z powrotem do D7. Próbuje ją zgarnąć na chatę i FAIL. I’m tired already, see you tomorrow. Pierwszy dzień w Wietnamie i zero seksu. Nie tak sobie to wyobrażałem! Na szczęście ostatnią rundę z Benny miałem o 5 rano, więc po jakiś 15 godzinach nie jestem jeszcze tak zdesperowany.

Dzień 2

Cały dzień ogarniam okolice. Trzeba było zlokalizować siłownie, sklepy, etc. Nigdzie nie widzę psów z grilla. Testuje też wszystkie marki piwa, które jest zajebiście tanie. Saparro beer, to zdecydowany winner, piwo japońskie.

Wieczorem udajemy się na jakieś drinki w centrum. Jesteśmy w barze/klubie o nazwie Emergency. Zajebista miejscówka, gdzie laski chodzą w outficie pielęgniarki z sex shopu. Poznałem filipinki i pijemy razem. Jedna z filipinek rzuca w końcu tekstem, żebyśmy wrócili w 5 osób do nich na chatę. Impreza przenosi się do D7, ta sama dzielnica gdzie mieszkam i ja. Taxi za 95,000 dongów, to jakieś 5$. Szukam siana, żeby zapłacić za taxe, ale filipinki się upierają, że same zapłacą.

saigon-hcmc-wietnam

Jesteśmy u nich na chacie. W Living roomie oczywiście dupny plakat Jezusa, bo jakże by inaczej. Podłoga niezły syf, nie dość, że chodzą w butach po mieszkaniu (coś co jest nie do pomyślenia w Tajlandii), to chyba nikt nie potraktował z mopa tej podłogi od tygodni. Stopy mam czarne od tego syfu.

Pijemy i palimy skręty. Podbijam do jednej z filipinek i zapowiada się nieźle, bo w pewnym momencie zostaliśmy sami w pokoju. Cała reszta się wykruszyła. Przeprowadzam atacke, dotykam ją po nogach, lekko się przytulamy. Coś z tego będzie.

10 minut później filipinka oświadcza, że idzie spać. Sama. Na nic moje próby, że boję się duchów i spać sam nie mogę (tak, tak, wiem, że to brzmi śmieszne, ale wszystkie Azjatki śmiertelnie wierzą w duchy i to jest dla nich argument który ma sens). W odpowiedzi słyszę, że jak szukam łatwej laski na jedną noc, to powinienem uderzać w Wietnamki, bo one puszczają się z każdym białym. Śmieszna obserwacja, bo z tego co kojarzę, to jednak filipinki dużo bardziej otwarte są na tego typy przygody. Dzień 2 okazuje się kolejną porażką. Zero seksu.

Dzień 3

Śniadanie, siłownia, spotkanie o prace. Dzwoni Van. Wanna hang out? Czemu nie. Wpadaj do mnie na basen, nauczę cię pływać. Lepsze apartamenty w Azji zazwyczaj mają swoje baseny i to jest zajebiste miejsce na randkę. Spora część Azjatek nie potrafi pływać, więc jest okazja, żeby trochę się poprzytulać na głębokiej wodzie. Do tego od razu można zobaczyć swój target w bikini i wtedy się dokładnie wie, z czym mamy do czynienia.

hcmc-wietnam-saigon-motory

Randkę zaczynamy od szukania tamponów, bo Van właśnie zaczęła krwawić. Znalezienie takiego wynalazku w Azji nie jest łatwe, są laski które nawet nie wiedzą do czego to służy. Anyway, jej okres dobrze nie rokuje na ewentualne ruchanie, więc trochę się stresuje. To już trzeci dzień bez niczego i trochę mnie skręca.

Pluskamy się w basenie. Po 40 minutach już w miarę swobodnie macam ją po cyckach. Taplamy się aż do zamknięcia i wracamy do mnie do mieszkania, żeby się wysuszyć. Puściłem jakiś film na laptopie i siedzimy w łóżku. Atacke! Ostro biorę się za Van, a to ostro się opiera, ale przecież oboje wiemy, że nie byłaby w moim łóżku, gdyby tego nie chciała. Mam okres! Jeszcze się nie znamy! Pomyślisz, że jestem łatwa! Strasznie dużo gadała, więc wziąłem ją na jaskiniowca i po prostu wyruchałem, nie czekając na jej aprobatę. Oczywiście po 10 sekundach udawania, że wcale nie chce, sama wskoczyła na górę i przejęła inicjatywę. Standard.

Pierwsza wietnamska flaga zdobyta!!! No, prawie pierwsza, bo miałem i Wietnamkę w Bangkoku i ze dwie z poprzedniego pobytu tutaj. Jest to natomiast pierwsza flaga od przyjazdu. 3 dni. Kurwa trochę długo. Ale ważne, że jest flaga.