Issan trip dzień 4, 5, 6 – Khon Kean


Tego ranka w Maha Sarakham obudziłem się w objęciach lokalnej Tajki. Nie zobaczyłem w mieście kompletnie nic – ze stacji autobusowej od razu do hotelu i po 2 godzinach była już u mnie laska poznana na Tinderze. Wbrew pozorom, w Maha Sarakham nie jest aż tak łatwo poznać dziewczynę – to znaczy zainteresowanie z ich strony jest ogromne, natomiast jest tu problem logistyczny. W tak małym mieście, gdzie wszyscy się praktycznie znają, laska idąca z obcokrajowcem do hotelu może szybko stać się ofiarą nieprzyjemnych plotek, trochę porównywalnie do naszych rodaczek, z przeciętnej polskiej mieściny, które udają się z nowo poznanym murzynem do hotelu.

songteaw-tajlandia-khon-kean-azja-po-zmroku

Check out z hotelu o 12, ja muszę jechać do Khon Kean, jestem tam umówiony. Mówię wprost mojej Tajce, że przed wyjazdem chciałbym zrobić jeszcze jedną rundę. I to jest zajebiste w Azjatkach – one nie mają w zwyczaju odmawiać facetowi i posłusznie ściągają majtki. Po drodze jemy śniadanie – moja ulubiona tajska potrawa (oczywiście kuchnia Issańska), czyli Nam Tok Muu. Żegnam się z Tajką i obiecuje, że jeszcze do niej wrócę – fajna z niej dziewczynka, tylko wygląda tak strasznie młodo,  że ludzie trochę na mnie dziwnie patrzą na ulicy. Gdyby powiedziała, że ma 16 lat, bez problemu bym w to uwierzył. (tu szybki off topic – kiedy przyjechała mnie odwiedzić w Bangkoku tydzień później, na ulicy poszły plotki, że mam nieletnią z liceum w pokoju, lol)

W Khon Kean wysiadam na stacji autobusowej i lokalnym pick up’em przerobionym na autobus jadę w stronę dworca pociągowego, gdzie znajduje się mój ulubiony hotel za 500 thb. Pisałem już jak go znaleźć w poprzednim artykule o Khon Kean. Po tajsku taki pick up nazywa się to Song Teaw – czyli w tłumaczeniu 2 rzędy – od dwóch ławek, na których się siedzi i kosztuje tyle co przeciętny autobus, czyli jakieś 7 batów. Niestety nie zarezerwowałem pokoju i dupa – brak wolnych miejsc. Idę dalej z kilometr w górę gdzie znam kilka innych miejscówek do spania i lokuje się tam. Pokój bez ciepłej wody i klimy, prawie za darmo, 280 thb za noc. Klimy i tak nie używam, ale brak ciepłej wody o tej porze roku to nieco minus. Sam pokój – bez zastrzeżeń. Duży, czysty, sprawny internet, nawet lodówka i TV (tego drugiego urządzenia strasznie nie lubię i nawet kijem nie dotykam).

Dziś na wieczór jestem omówiony z kumpel z którym byłem w Buriram. Wieczorem lokalne studentki mają nam pokazać imprezę przy uniwersytecie. Ponieważ uniwersytet jest od centrum z dobre 7 kilometrów, zamawiamy taxi do baru Be-To-Sit. W środku spotykamy nasze studentki. Oczywiście w pubie jesteśmy atrakcją numer jeden, wszyscy parzą na dwóch białasów, widok raczej unikatowy w tym rejonie, zwłaszcza tak daleko od centrum. Ponieważ pub jest dla studentów, to cena piwa jest prawie taka sama jak w 7/11, może 10 batów więcej. Pomimo tego, że siedzieliśmy przy stoliku z laskami, podbija do nas jakiś gej i mówi do mojego kumpla – cześć, moja koleżanka bardzo chciałaby cię poznać, czy nie chcesz się przysiąść do naszego stolika? Ponieważ była fajna, kumpel się ulatnia do innego stolika, ja zostaje z naszymi „starymi” studentkami.

Dobija 12, ja muszę uciekać spać (rano o 7 praca). Pytam jednej ze studentek czy idzie ze mną spać i w odpowiedzi słyszę, że tak, ale ponieważ jest sobota, to najpierw impreza w klubie i za 2 godziny możemy iść spać. Stawiam ultimatum – albo idziemy razem od razu, albo ja wracam do hotelu i BOOM, poległem. Tej nocy spałem sam, po raz pierwszy podczas mojego tripu do Issanu. Przez pracę nie było ruchania :/ Mogłem oczywiście z nią pójść i być niewyspany, ale szczerze to w odkąd skończyłem 30 lat taki prospekt jest dla mnie raczej mało atrakcyjny – jak się nie wyśpię to źle się czuje fizycznie i psychicznie, dosłownie łapie mnie depresja.

Budzę się o 6:45, zapierdalam do 7/11 po kawę i loguje się do pracy. Nie wyspałem się tak czy inaczej, zanim dojechałem taxi z powrotem była już 1 w nocy. Rano wysyłam wiadomości do lasek które już znam z poprzednich wyjazdów do Khon Kean. O 13 przyjeżdża do hotelu nauczycielka japońskiego o której kiedyś pisałem w artykule o Udon Thani. Ona jest generalnie we mnie zakochana odkąd poznaliśmy się w Rayong, dobre 6 miesięcy wcześniej. Ma co prawda swojego tajskiego chłopaka i przez to co chwile mnie blokuje na Facebooku, ale akurat znowu zerwali (już chyba 6 raz), więc chętnie przyjechała się ze mną zobaczyć. Szybkie dymanie, byłem strasznie wyposzczony bo poprzedniej nocy się nie udało. Wiem, dziwnie to brzmi, aż 24 godziny bez seksu. Ale dla mnie to dużo, jestem przyzwyczajony robić to raczej codziennie i organizm reaguje trochę jak u alkoholika który nie może się napić. To jest oczywiście kwestia przyzwyczajenia – w Wietnamie dymałem średnio raz na tydzień i jakoś mi to nie przeszkadzało, a w Singapurze to w ogóle miałem 4 miesiące abstynencji i też przeżyłem. Mimo wszystko, w Tajlandii mam możliwość pukać laski codziennie i tak właśnie z wielką przyjemnością robię.

Tego dnia wiele się nie dzieje. Poszedłem na siłownie, jest fajne miejsce w centrum za 30 batów. To mi się podoba w Issan, w Bangkoku większość miejsc nawet nie wpuszcza jeśli nie wykupi się pakietu na co najmniej miesiąc, tutaj jest uczciwa cena i bez żadnych zobowiązań. Wieczorem niespodzianka – laska z Maha Sarakham z dnia poprzedniego mówi, że przyjedzie do mnie do Khon Kean. W sumie to ją bardzo lubię, więc zgodziłem się od razu. I tak już ze mną siedziała aż do samego końca. Ponieważ byłem bardzo wykończony tymi podróżami, resztę czasu spędzałem z młodą głównie w hotelu. Wychodziliśmy tylko coś zjeść w przerwach od ruchania.

6 dnia nadszedł czas aby wracać do Bangkoku – miałem zabookowanego klienta na nocne zwiedzanie. Bilety kupiśmy przez internet w Nakon Chai Air, firma autobusowa, która choć jest nieco droższa niż inne linie, to daje 5 razy większy standard. Siedzenia jak w samolocie, z masażem, przed oczami monitor z filmami, do wyboru 6 opcji, jakieś zjebane gry, do tego jedzenie, kawa, smakołyki, etc. Full wypas. Polecam na maxa!

40 minut przed wyjazdem młoda dostaje jakiejś sraki i zamyka się w kiblu. Tymczasem ja muszę lecieć na autobus, bo przepadnie mi bilet. W końcu wychodzi. W recepcji zamawiamy taxi, czekamy 20 minut  nic…. Nie przyjechała. Co za kurwa barany. Zaczynam się stresować, bo jak nie zdążę na autobus to przepadnie nie tylko bilet, ale i rozminę się z klientem w Bangkoku. Lecimy na główną ulicę i biorę tuk tuka. Mówię mu, że autobus Nakon Chai Air, a ten osioł mnie bierze na centralną stację autobusową (w Khon Kean są dwie i zabrał mnie na złą). 10 minut do odjazdu. Nie ma szans dojechać na obrzeża w 10 minut… Dzwonię do kumpla, żeby stał w drzwiach i trzymał autobus. Tuk tuk zapierdala 100 na godzinę i w końcu po jakiś 20 minutach jesteśmy  na miejscu. Autobus czeka już tylko na mnie, znajomy skutecznie blokuje możliwość odjazdu. Wskakuje tak szybko, że nawet nie zdążyłem się pożegnać z młodą z Maha Sarakham. Udało się, jestem w środku 🙂 Po tygodniu w podróży jadę do domu w Bangkoku… Fajnie było i nie mogę się doczekać kolejnego tripu do mojej ulubionej części Tajlandii.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Issan trip dzień 3 – Maha Sarkham


Rano, jak to rano, znowu morning glory – prawie jak na viagrze. Z laską poprzedniej nocy spaliśmy ‚na łyżeczkę’ i obudziła mnie wiercąc się dupką. Ewidentnie miała na coś ochotę. Trochę przez sen, jeszcze z zamkniętymi oczami, zrobiłem ją o 6:30, akurat przed rozpoczęciem pracy. Potem szybka kawa z 7/11 za 14 batów i loguje się na serwer do pracy. Moja niuńka też musi uciekać do szkoły – jest nauczycielką tajskiego w podstawówce.

isan_map_maha_sarakham-azja-po-zmroku-tajlandia

O godzinie 12 zrobiłem check out z hotelu. Postanowiłem nie siedzieć więcej w Buriram i jechać prosto do Khon Kean. Z laptopem wsiadam do autobusu i stukając w klawiaturę udaję się na północ. Autobus wlókł się jednak niesamowicie, po 2 godzinach dojechał do Maha Sarakham, a Khon Kean następne dwie przede mną… Miałem tak dosyć jazdy, że po prostu wysiadłem w Sarakham i olałem Khon Kean. decyzja podjęta w przeciągu 4 sekund.

Maha Sarakham to specyficzna miejscówka. Małe miasto, w którym niegdyś pracowałem na uniwersytecie, oznacza się największym zagęszczeniem studentów na kilometr kwadratowy w całej Tajlandii. Ciekawa statystyka – jak wpisałem ludność Maha Sarakham w google, wikipedia podaje 40,000 mieszkańców. Jak wpisałem ile studentów jest zapisanych na sam Maha Sarakham university, wyskoczyło 46,000. No ciekawe 🙂 Zwłaszcza, że poza Maha Sarakham university, jest tam też Ratjabat university – drugi duży, no i kilka collegów. Ciekawa miejscowość gdzie prawie każdy zapierdala w uniformie studenckim.

Nie daleko przystanku autobusowego jest mój ulubiony hotel za 450 thb (nazywa się Infinity – polecam). Istnieje też możliwość wynająć na miesiąc za 4,000 (+3000 depozyt), opcja który zajebiście mnie kusi. W recepcji siedziała amerykanka z Texasu, która okazała się nauczycielką w pobliskiej szkole. Mieszka właśnie w Infinity. Jak usłyszała moją rozmowę po tajsku z recepcjonistką, użyła tego jako wymówki, żeby zagadać. Jak chodzi o podrywanie białych lasek w Azji – o ile one nie lubią azjatyckich chłopaków  (a większość nie lubi), to są absolutnie zdesperowane, żeby kogoś poznać. A większość facetów je i tak olewa i woli Azjatki… W tym przypadku byłem prawdopodobnie jednym potencjalnym dla niej towarem w całej okolicy. Od razu zapytała co robię wieczorem i czy może przyłączyć się na drinka. Ah te wygłodzone nauczycielki angielskiego w tajskich prowincjach… Mnie jednak nieszczególnie interesują białe laski, więc ją trochę zbyłem. W pokoju odpalam aplikacje randkowe i szukam jakiejś miejscowej dziewczyny.

Po godzinie byłem już umówiony pod moim hotelem z Tajką. Ponieważ fajne było z niej ciastko, chciałem ją zabrać gdzieś na miasto. Jakiś night market albo drinki. Ona natomiast sama zaproponowała, że przyjedzie do mnie do hotelu i będziemy oglądać jakieś niedojebane kreskówki dla dzieci.

W końcu Tajka przyjechała z koleżanką, jak to często lubią robić. Zamiast się jednak denerwować, pogadałem sobie z nimi 40 minut przed hotelem, zaprzyjaźniłem się z tą drugą i jak już mnie obydwie lubiły, to poprosiłem, czy da nam trochę prywatności. Udało się. Idę do pokoju z młodą „na kreskówki”.

Laska ma 19 lat, ale wygląda na 16. Nie brałem jej do pokoju przed sprawdzeniem ID card, żeby nie było przypału. Swoją drogą, jak nie wiecie czy laska jest ladyboyem, to na ID card jest zawsze wpisana płeć przy porodzie, nie da się tego zmienić, więc to najlepsza metoda na przekonanie się… Anyway, albo ta moja ma podrobiony ID card, albo faktycznie tylko wygląda tak młodo. Generalnie bardzo mi się spodobała, z jednym dużym minusem – brak cycków. No ale zawsze coś jest nie tak, jak są cycki, to pojebany charakter, jak są cycki i charakter, to pokrzywiona twarz, itd. Ideałów nie ma…

W środku oglądamy te japońskie mózgojeby. Laski z tych wsi trzeba trochę wolniej atakować, bo one nie są przyzwyczajone do faragów. Dla nich to spore wydarzenie przeruchać się z inną rasą i dla sporej części to pierwsze takie doświadczenie. Powoli więc jadę krok po kroku – najpierw dotykam jej dłoń, potem rękę, następnie nogi, brzuch, itd. Po 2 godzinach rozpiąłem jej stanik i wtedy już można było atakować bardziej odważnie. Znowu trafiła się ogolona laska – albo jakaś nowa moda przychodzi do Tajlandii, albo te wszystkie laski jakoś dają radę się ruchać z farangami i już się nauczyły, że norka włochata jest ble.

Ten nocy, choć był piątek, czyli miałem wolne następnego dnia, ergo, mogłem iść na imprezę, zostaliśmy w hotelu. Nie zobaczyłem kurwa nic w tym Maha Sarakham! Z autobusu to hotelu i od razu laska prosto na pokój… Nie powiem, że żałuje, ale niestety w tym momencie nie mogę nic więcej napisać o mieście, bo następnego dnia jechałem już prosto do Khon Kean. Mój cel to prowincja Loei – czeka tam na mnie dziewica z dużymi cyckami która gdzieś się przybłąkała przez internet. W każdym razie bardzo mnie kusi, żeby wrócić do Maha Sarakham i wynająć pokój na miesiąc – to jest prawdziwa Tajlandia, nie jakieś kurwa Phukety i Chinag Maie.

Khon Kean już opisze kilka dni w jednym artykule, bo zwolniłem z tępa – jednak praca, podróże, ruchanie lasek i imprezy jest trochę wyczerpujące, zwłaszcza jak się w między czasie dorzuci do tego siłownie co drugi dzień.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Issan trip dzień 2 – Buriram


Drugi dzień miał być nudny i bez przygód, ale się nie udało 🙂 Niewysapany wstaje o 6:30 rano. Udało mi się obudzić bez budzika, na szczęście, bo moja bateria padła (spałem w innym hotelu niż ten gdzie zostawiłem plecak z ładowarką). Na poranne bzykanie nie było czasu, nawet pomimo tego, że byłem w stanie morning glory i poranny wzwód wręcz domagał się zaspokojenia, musiałem jednak szybko lecieć do internetu i zalogować się w pracy.

buriram-tajlandia-azja-po-zmroku

Pracując z kawiarni robiłem oczywiście furorę – laski przychodziły robić sobie zdjęcia, bo widok faranga w tych stronach to coś nadzwyczajnego. Jedna fajna studentka sama zagadywała, ale jak zobaczyłem jej owłosione nogi, to od razu mi przeszła ochota. Po pracy desperacko chciałem się przespać. Najbliższy hotel, to ta nora za 260 batów, a że nie mam motoru, to po prostu tam wróciłem.

Nie pospałem jednak długo bo zagadała przez net jakaś murzynka z Kenii, lokalna nauczycielka angielskiego. Mieszka na jakiejś wiosce koło Buriram i nie jest księżniczką, więc napisałem prostu z mostu, że mogę do niej przyjechać, ale jak już się fatyguje, żeby jechać gdzieś w jakieś pola ryżowe to oczekuje, że chociaż mi ulży ustami. Murzynka od razu się zgodziła, więc zamiast spać jadę na tą jej wieś. Po drodze zobaczyłem, że w galerii zdjęć na profilu ma fotki ze swoim chłopakiem z przed 2 tygodni. Aha, czyli Kenijki puszczają się tak samo jak Tajki, mogą być w związku, ale jak jakiś koleś napisze „przyjadę do ciebie jak dasz się wyruchać”, to i tak się od razu zgadzają 😀

Na szczęście dogaduje się po tajsku, bo inaczej nie wiem jakbym znalazł mini van który tam jedzie na tą farmę. Po drodze przestał mi działać GPS (uroki jeżdżenia po jakiś wioskach), ale pomyślałem, że kierowca chyba mi da znać gdzie mam wysiąść skoro wie gdzie jadę. Nic bardziej mylnego! Nagle patrze a tu znaki na lotnisko, czyli przejechałem moją wiochę o dobre 15 kilometrów!!! Wyskakuje na środku drogi i pisze do murzynki, żeby mnie przyjechała odebrać na motorze. 40 minut później udało jej się mnie znaleźć…

Kupiłem 2 piwka i idziemy do niej do mieszkania. Problem był w tym, że ostatni mini van jedzie do Buriram o 6:30, a była już 5:40. Więc tak musiałem ją trochę pogonić z tym opierdalaniem pały i mówię „ok, widzę że się wstydzisz, to ci trochę pomogę”, ściągnąłem spodnie, wziąłem jej rękę na krocze i sru, już wiedziała co ma dalej robić.

Czekałem na autostradzie na mini van który trzeba zatrzymać machając ręką. Patrze co to za dziwna gałąź się rusza zaraz obok mnie, a tu…. 2 metrowy jebany wąż, takiego dużego na dziko nigdy nie widziałem. Aż wrzasnąłem z przerażenia, że tak blisko mnie jest, na co wąż przybrał pozycję defensywną. W podskokach spierdoliłem pare metrów do tyłu i… akurat przejeżdżał ostatni mini van którego nie zatrzymałem :/ Nie jest to jednak wielki problem w Issan. Zacząłem pytać losowych ludzi, czy mnie podwiozą i druga osoba którą zapytałem od razu się zgodziła zabrać mnie 10 km do miasta.

Gość mnie wyrzucił przy dworcu pociągowym w Buriram. Akurat strasznie chciało mi się lać po piwie, więc poleciałem w krzaki obok gdzie było około 10 małych psów. Zawsze wydawało mi się, że małe psy to się mnie powinny bać, a nie na odwrót. Te psy jednak miały inne zdanie i zaczęły mnie szarpać za nogawki od spodni. Jeszcze nigdy nie biłem się z psami. To było nowe doświadczenie. Kopałem po nich ile wlezie i próbowałem rzucać kamieniami, ale był tam sam piach, więc jebałem w nie tym piachem, a one mnie próbowały gryźć z każdej strony. Musiałem się kręcić jak ninja, żeby mnie nie dorwały. Po jakiś 15 sekundach przyleciała Tajka z bambusowym kijem i zaczęła napierdalać te psy tak, że uciekły. Ufff, udało się!

Powrót do hotelu. Odpalam komputer i pytam Tajki z poprzedniej nocy o której wpada, bo byliśmy umówieni. Mieliśmy skoczyć do Speed club, a potem spać u mnie. Tajka strzeliła focha, że ją wykorzystuje, że ona przede mną miała faceta 10 lat, a ja tylko tu jestem na pare dni i chce ją używać do seksu. Musiałem jej więc wytłumaczyć, że a) to wcale nie prawda (prawda lol), b) dziewczyny z takimi cyckami to nie łatwo spotkać w tym kraju, więc jest dla mnie wyjątkowa (to akurat prawda). Aby nie miała obiekcji, obiecałem też, że spotykamy się tylko poza hotelem i na pewno tym razem bez seksu (znowu nie prawda, lol).

Tajka przyjechała, ale że było już późno, od razu poszliśmy do mnie do hotelu. Przed wejściem musiałem znowu obiecać, że nie będę jej próbował przelecieć, bo inaczej nie chciała wejść. 10 minut potem już ja ruchałem. Standard 🙂 Tej nocy poszliśmy spać wcześnie…

Trzecia część tripu już jutro 🙂

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

 

Ja, Tajka i homuś w jednym łóżku – historia dla dorosłych


Historia ta, choć opisana już niegdyś na tej stronie, wzbudzała wiele kontrowersji, w związku z czym została usunięta. Dzisiaj postanawiam napisać ją ponownie. Dlaczego? Ano w związku z tym, że strona ta zarabia pieniądze, mam totalnie wyjebane na hejterów, czy innych łatwo bulwersujących się katolickich stróżów moralności. Jak się komuś nie podoba to może wypierdalać 🙂

khao-san-bangkok-tajlandia

Weekendy w Bangkoku to świetny czas na wyrywanie lasek. Jest kilka takich miejsc, w które Tajki na co dzień studiujące na uniwersytetach, pracujące w officach, czy szkołach, wychodzą na miasto aby się rozerwać, z przewodnią myślą znalezienia sobie faranga do zabawy. W kraju w którym żydowskie religie takie jak chrześcijaństwo czy islam nie mają mocy aby wpierdalać się swoimi mackami w sprawy seksu, a co 4 Taj to gej, o zaciągnięcie Tajki do łóżka jako biały obcokrajowiec, łatwiej niż z imprezy jest chyba tylko przez internet. Przez ten drugi można się umówić na randkę od razu w mieszkaniu, za to na imprezie łatwiej jest oszacować, czy nasza wybranka na pewno dobrze się prezentuje, albo o zgrozo, nie jest ladyboyem.

Pewnego weekendu byłem więc na Khao San, miejscu które przez wielu expatów traktowane jest z pogardą ze względu na ilość back packersów, niskie ceny oraz specyficzny, trochę jakby hipisowski klimat, szukając właśnie dziewczyny na przygodę. Ja osobiście lubię Khao San. Niskie ceny mi odpowiadają, z back packersami nie rozmawiam, a dodatkowo, nie stanowią oni konkurencji jeśli chodzi o startowanie do Tajek.  Najważniejsze jest natomiast to, że w weekend powrót do domu z Tajką z Khao San jest bardziej prawdopodobny niż powrót samemu, a także fakt, że przychodzą tu normalne dziewczyny, a nie dziwki które chcą sobie dorobić.

Siedziałem więc na krawężniku przeglądając potencjalne ofiary, trochę jak wąż czający się, aby upolować szczura. W końcu przechodzi. Ładna buzia, duże cycki, idzie z kilkoma znajomymi, w tym jeden ewidentny homuś. Atakuje od razu, bez namysłu. Piękno wyrywana Tajek tkwi w tym, że nie trzeba być wyrafinowanym. Wystarczy powiedzieć „cześć, jak się nazywasz” i rozmowa startuje. Bez ryzyka usłyszenia „spierdalaj” jak lubią  czasami zachować się nasze europejskie koleżanki. Używanie jakichkolwiek skomplikowanych openerów typu „czy mogę cię poprosić o opinię” najprawdopodobniej sprawi, że laska po prostu cię nie zrozumie. Znajomość angielskiego w Tajlandii graniczy z zerem, a jeśli mówimy po tajsku, to widok białego mówiącego w lokalnym języku sam w sobie jest tak unikatowy i wzbudzający zainteresowanie, że również wystarczy zapytać o imię, a reszta z górki – laska momentalnie zacznie wypytywać z własnej inicjatywy dlaczego mówisz po tajsku, jak długo tu jesteś, co robisz, etc. Główna zasada wyrywania tajek – keep it simple!

Po 5 minutach wspólnego siedzenia, moją laskę o imieniu Fha (po tajsku imię to oznacza „niebo” lub kolor niebieski), zebrało na szczerość i wali prosto z mostu – wiesz co muszę ci coś powiedzieć. I tak mnie dzisiaj nie wyruchasz bo muszę wracać z moim kolegą gejem taksówką do Minburi. Minbui to takie miasto satelita Bangkoku, tak jak Stansted czy Luton obok Londynu. Taxówka raczej droga, więc próbują ciąć koszty na dwóch. W tym momencie do rozmowy wpierdala się gej – no chyba, że mnie też wyruchasz, wtedy możesz ruchać Fha – mówi, a zaraz po nim Fha wtóruje – Tak, on ma rację. Jeśli jego też wyruchasz, to możesz mnie mieć. 

Jest taka zasada. Jak facet jest napalony to nigdy nie stawia mu się warunków typu „dam ci się wyruchać jeśli….”. Dlaczego? Ponieważ napalony facet obieca wszystko, żeby tylko dostać to czego potrzebuje. A spełnieniem obietnic będzie przejmował się dopiero później. I tak było w tym przypadku. Zgodziłem się z warunkiem, że mogę puknąć Fha jako pierwszą. A co zrobię z homusiem? No chyba mnie nie zgwałci jakieś chuchro tajskie które warzy mnij niż przeciętnie wyciskam na klatę.

Wkrótce później jedziemy w trójkę na motorze do mojego apartamentu. W środku z przyjemnością ściągam z Fha ubrania i nie czekając ani minuty wskakuję na nią. Obok leży homuś i non stop próbuje się dołączać. Nie pomaga jak mu tłumacze, że nigdy nie skończę jeśli będzie mnie zaczepiał. W końcu uderzyłem go kilka razy z pięści w ramię, tak  żeby poczuł, i zadziałało. Przestał się do mnie dobierać, za to leżał na boku jak zakochany wpatrując się we mnie i Fha podczas aktu.

Nadszedł moment w którym zaczną się problemy – skończyłem. Znalazłem się w sytuacji gdzie w moim łóżku leży gej, ściąga już nawet majtki, a ja obiecałem, że go przelecę. Zonk i co teraz… Pierwsza taktyka – apeluję, że skoro jest facetem to wie, że 2 razy pod rząd to się nie da, nawet mi nie stanie. Miałem nadzieje, że ponieważ wszyscy byliśmy najebani, zaśnie i jakoś mi się uda… Ale nie poszło tak łatwo. Fha wymyśliła, że na pewno jej się uda postawić mnie ustami i zabrała się do dzieła. Niestety szybko jej się udało i ponownie mam geja który się do mnie dobiera w łóżku.

Próbuję wszystkich możliwych wymówek, uciekam, bronię się. W końcu w akcie desperacji wymyśliłem, że przecież Fha zgodziła się, że zrobię ją w tyłek, a wcale mi nie dała. W ogóle się tak nie umawialiśmy, ale naprawdę nie wiedziałem co już mam wymyślić. Ku mojemu zdziwieniu, Fha się wypięła i mówi „ok, dawaj” …

Ustawiam się za Fha i pakuje się do środka. Fha gwałtownie krzyczy z bólu, gej mnie mocno popchał, żebym ją zostawił. SUKCES!!! Używam tego jako wymówkę. Złamaliście umowę, więc nie ma ruchania – oświadczam. Fha już całkiem się wycofała, tym czasem homuś atakuje non stop. Prosi, błaga, próbuje dotykać delikatnie. Ja za każdym razem powołuje się jednak na złamaną umowę. W końcu do geja dochodzi, że z tego definitywnie nic nie będzie. Reakcja? Zaczyna płakać. Ale nie tak, że mu łzy lecą trochę. Beczy kurwa jak dziecko w przedszkolu. Głośno i łzy mu aż sikają na boki jak w kreskówce.

Reakcja Fha? Epicka. Siada mu na kolanach. On w moim łóżku z obniżonymi majtkami, gotowy na walenie do którego nie doszło. Fha próbuje go pocieszać. Łapie go za ptaka i pyta „kotku co mam zrobić, żeby ci lepiej było, zwalić ci, zabrać go do buzi?”. Ale gej nie jest zachwycony. Cały czas buczy jak małe dziecko i krzyczy „nieeeee, ja chce żeby on mnie w tyłek ładował !!!”.

Ostatecznie obaj wkurwieni wyszli i zniknęli. Trochę szkoda, że Fha mnie nie lubi już, super dupeczka była i bardzo chętnie bym się z nią umawiał częściej. No nic, nie można mieć w życiu wszystkiego 🙂

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Radosne życie playboya w Bangkoku


Kiedyś moja przyjaciółka, europejka, stwierdziła, że mój czas przemija – jeśli do 30 lat się nie ustatkujesz, to koniec z tobą. Dziewczyny nie będą się tobą interesowały, o ile nie będziesz miał w chuj kasy. Ponieważ minęły kolejne urodziny to chyba czas zweryfikować rzeczywistość vs. przepowiednie 🙂

Po krótkim namyśle zdecydowanie mogę stwierdzić, że im więcej mam doświadczenia, tym łatwiejsze staje się zawieranie nowych znajomości. Po 6 latach w Tajlandii jestem w stanie odpalić którąś z aplikacji randkowych i ustalić spotkanie od razu w swoim apartamencie. Tutaj oczywiście będzie do zależeć od levelu zajebistości danej dziewczyny. Fajne laski dostają na Thai Friendly po 300 wiadomości dziennie, w takim przypadku trzeba się umówić np. w parku albo kinie, no i samo przebicie się przez gąszcz wiadomości nie jest łatwe – na szczęście znam magiczny trik, jestem białasem który potrafi pisać po tajsku, co od razu łapie ich uwagę. W przypadku dziewczyn które same odzywają się jako pierwsze, sprawa prezentuje się banalnie – w większości przypadków można zapraszać do domu w 2, lub 3 wiadomości z dużą szansą na to, że dziewczyna przystanie na taką propozycje.

Tak więc, pomimo nie pierwszej młodości, bez problemu jestem w stanie znaleźć chętną laskę w każdy dzień tygodnia. Ale wiadomo, nie o ilość a jakość chodzi. Postanowiłem więc przeanalizować laski z którymi się umawiam „na stałe”. Mój typ to „good girl”, czyli nie chodzi na imprezy, nie ma kont na portalach randkowych, jest studentką na uniwersytecie albo pracuje w officie i… jestem jej pierwszym białasem. Najlepiej jeśli w ogóle nie zna słowa po angielsku. To nie są żadne reguły i niektóre moje laski totalnie odbiegają od tego obrazu. Dziewczyny nie muszą spełniać tych wymogów, ale generalnie lubię niewinne i celuje (w miarę możliwości) w ten typ.

Gik po tajsku oznacza osobę z którą uprawiamy seks, która nie jest naszym boyfriendem/girlfriendem. Jest to BARDZO POPULARNY ARRANGEMENT w Tajlandii. Dla przypomnienia Tajlandia zawsze wygrywa w rankingach jako najbardziej rozpustny kraj – najnowsze badanie z tego roku pokazało, że 70% osób przyznaje się do zdrad w związkach (ciekawe ile się nie przyznaje?). Anyway, przeanalizujmy moje aktualne giki 🙂

Gik numer 1 – Kik. Z Kik spotykam się przed wszystkim z prozaicznego powodu, jakim są jej duże cycki. Ponieważ w Tajlandii znalezienie laski z dużymi cyckami graniczy z cudem (kiedyś Tajki wygrały światowy ranking na najmniejsze cycki świata), to jest to po prostu coś fajnego. Poza tym jest za stara na mój gust, bo ma ze 3 lata więcej niż ja. Ma też dobrą pracę w hotelu jako menadżer i mieszka w luksusowym apartamencie na Rama 9. Ogólnie pieniądze lasek mnie nie interesują, ale miło popływać po seksie w basenie na 40 piętrze z widokiem na Skukumvith 🙂 Kik potrafi pisać po angielsku, ale nic nie rozumie kiedy się do niej mówi i sama tez nie za bardzo potrafi skleić zdanie. Jest to jedna z lasek które są dostępne wyłącznie jeśli zna się tajski – i dlatego ją lubię. Niestety laski które wcześniej nie ruchały się z farangai łatwo się zakochują i  to właśnie spotkało Kik. Na szczęście, chociaż nie rozmawialiśmy na ten temat, ona zdaje się wiedzieć i akceptować, że spotykam się z innymi.

Gik numer 2 – Nam. Nam znam od jakiś 2 lat. Poznaliśmy się przez Tinder. Ma ona w pytę tatuaży, co wiem że wbrew temu co przed chwilą napisałem o moim „ideale”, też mnie strasznie rajcuje. Lubię takie ekstremy, albo super grzeczna laska, albo super niegrzeczna. Nam pracuje w urzędzie podatkowym i też się we mnie zakochała. Tutaj było sporo dramatów, bo ona na siłę próbowała sprawić, abyśmy byli w związku. Blokowała mnie na Facebooku wielokrotnie, gdy odmawiałem, aż w końcu zaakceptowała znajomość bez zobowiązań. Dostałem tylko zakaz postowania zdjęć z laskami na swoim Facebooku i mam się przed nią nie afiszować kontaktami z innymi. Nam generalnie zajebiście się dla mnie stara, bez problemu zgadza się na wszystko w seksie, sprząta pokój, etc.

Gik numer 3 – May. May prawie pasuje w ideał grzecznej dziewczynki. Prawie, bo zna angielski i też ją gdzieś przez internet dorwałem, czyli dobra nie do końca. Nie pije, nie pali , ma 20 lat i zawsze chodzi w swoim uniformie studentki, bo studiuje poniedziałek do piątek. May nie jest we mnie zakochana, ale też długo walczyła o związek i dopiero niedawno przestała naciskać. Za to nie za bardzo mogę jej się przyznawać, że spotykam się z innymi. Ponieważ jestem jej drugim w życiu facetem, May lubi wszystkiego próbować. Głupie rzeczy jak np. „spróbujemy na jeźdźca, jeszcze tak nie robiłam”. Ma też w zwyczaju dokumentowanie naszych łóżkowych wyczynów Iphonem.

Gik numer 4 – Jane. Kiedy poznałem Jane miała 18 lat. Teraz już się postarzała, bo ma 19. Jane jest przesłodka, jest bardzo pracowita – codziennie zapierdziela  w pizzeri na telefonie – odbiera zamówienia. Z wypłaty którą dostaje 1/3 kasy wysyła rodzicom, a za resztę żyje w dużym mieście. Zawsze się upiera, że sama za siebie za wszystko zapłaci i nawet jak jej wciskam kasę na taksówkę, to i tak odkłada. Trochę głupio bo ja dostaję wypłatę w euro i dolarach, więc 200 thb to dla mnie zupełnie nieistotna kwota, a ona pewnie zapierdziela cały dzień na tą kwotę… Anyway, imponuje mi tym, że jest tak pracowita, bo większość Tajek do definicja lenistwa. Jane wygląda zajebiście… dziewiczo. Ona jest naprawdę młoda i to mnie w niej strasznie kręci. Jest bardzo naiwna, wszystko co mówię bez kwestionowania przyjmuje za absolutną prawdę. Widać, że jeszcze się na nikim nie przejechała. Do tego ma średniej wielkości cycki (nie mylić z dużymi), ale to już jest super, bo są większe niż przeciętna Tajka. Po tajsku jest taki idiom „nom kai dao”, co oznacza „cycki jak smażone jajka”, bo niestety tak wyglądają cycki większości tajek :/

Gik numer 5 – Maya. Maya też nie należy do grzecznych dziewczynek, pracuje w barze go go na Patpongu. Żeby było śmiesznie, poznałem ją oprowadzając klientów z Azji Po Zmroku 🙂 Poznaliśmy się nigdzie indziej, a w jej pracy. Normalnie bym się nią nie interesował, ale przykleiła się jak rzep i siedziała ze mną cały wieczór, nawet pomimo tego, że nie kupiłem jej żadnego drinka. Maya ma 25 lat i jest Kambodżanką. I właśnie dlatego, że jest Kambodżanką ma cycki 🙂 Znowu nie duże porównując do europejek, ale zdecydowanie widać różnicę porównując do przeciętnej Tajki. Nie mamy czasu za często się spotykać ponieważ ona pracuje w nocy, a ja od 7 rano, ale jak tylko się da, to umawiamy się. Jest to jeden z przykładów o których wielokrotnie wspominałem, czyli: „dama za pieniądze, która chętnie robi to za darmo z facetem który jej się podoba”. Maya mnie pociąga swoim charakterem, ponieważ jest inna niż Tajki. Fajnie pogadać o czymś innym, z kimś kto ma odmienne poglądy na świat niż Tajowi, którzy wszyscy zdają się być tacy sami. Czasami kiedy chodzę do niej do mieszkania, śpi z koleżankami z jej baru go go. Śmiesznie to wygląda, bo one od razu idą „do fryzjera” albo „zjeść”, żeby dać nam czas na ruchanie. Dobrze wiedzą o co chodzi i nie trzeba nic udawać 🙂 Z Mayą łatwiej nam się dogadać po tajsku niż po angielsku, co jest trochę śmieszne, zważając na to, że nie jest to ani mój, ani jej język.

To jest overview moich gików. Inne „na stałe” w tym momencie nie przychodzą mi do głowy. W każdym tygodniu co najmniej 2, 3 nowe laski przychodzą gdzieś z internetu. W konsekwencji mam bardzo mało czasu. Często jedna laska wychodzi rano, druga przychodzi wieczorem. Czy zamieniłbym to na stały związek i miłość? Nie. Ja lubię być playboyem, sprawia mi to satysfakcję. A zatem przepowiednia, że jakby po 30 będę cierpiał na brak towarzystwa okazała się chybną.

Wiewiórka – pros and cons wspólnego mieszkania


Był taki czas,  gdy zaadoptowałem wiewiórkę. Miała ona na imię Somying. Imię nie jest przypadkowe, albowiem przyciąga uwagę. Jest to w Tajlandii tak niemodne imię jak powiedzmy Genowefa w Polsce, więc wywołuje uśmiech na twarzy za każdy razem kiedy jest wypowiadane. Kiedy Somynig była małą kilku tygodniową wiewiórką była przesłodka. Nigdzie nie chciała się ode mnie oddalać. Czasami wychodziła na ramię, a potem chowała się pod koszulą lub wchodziła do kieszeni i siedziała tam gdzie jej było ciepło. Chodziłem z nią nawet na uniwersytet i Somying nie śmiała zejść z mojego ciała. „Hej, wiesz, że chodzi ci wiewiórka po plecach?!„, pytały laski na uniwersytecie. Tak wiem – odpowiadałem – jestem jej mamą. Jak chcesz ją nakarmić mlekiem z butelki to możesz kiedyś mnie odwiedzić… Jaki masz numer, wyślę ci location… 

12769_830667373626826_258236406_n

Wyrywanie lasek na wiewiórkę jest bardzo proste. Praktycznie sprowadza się do nieskomplikowanego schematu w skład którego wchodzą trzy elementy – zaadoptowania wiewiórki, zaproszeniem laski aby przyszła pooglądać wiewiórkę i wreszcie przelecenie laski. Proste? Ano. Nie ma bowiem laski która nie uważa, że wiewiórka jest słodka. Każdy z wiewiórką chce się pobawić, a zdecydowana większość nie miała okazji. Posiadanie więc wiewiórki w znaczący sposób wpłynie na ilość niewiast przetaczających się przez twoje mieszkanie. A jak wiemy ze statystyki, Azjatka w twoim mieszkaniu to już bardzo spora szansa na zobaczenie jej bez ubrań.

Somying więc pracowała ciężko na moje kontakty z płcią przeciwną. To znaczy przyciągała je w dużych ilościach. Każdy chciał ją nakarmić, a po karmieniu zazwyczaj z automatu było dymanko. Wszystko było zajebiste i w ogóle, ale są też i mroczne strony wiewiórki.

Kiedy Somying trochę podrosła, potrafiła rozjebać całe mieszkanie. Zjadła całą szafę tak, że nie miałem co liczyć na depozyt. Raz nasikała mi na klawiaturę laptopa – koszt naprawy 1000 thb. Wiedząc, że lubi wszystko psuć, zawsze kładłem na klawiaturę ręcznik. Niestety pewnego dnia podczas gdy brałem prysznic, Somying weszła pod ręcznik i jeden po drugim wyrwała 3/4 klawiszy z mojego laptopa. Koszt naprawy – 1000 thb. Somying zjadła też jakiś super drogi przyrząd do robienia make up’u (wybaczacie, nie wiem jak się to nazywa, dla mnie to zwykły pędzel). Oczywiście laska która była właścicielką dosyć mocno się wkurwiła.

Ale to nie koniec. Po kilku miesiącach Somying stała się dorosłą wiewiórą z wielkimi zębami. Lubiła już spać na szafie, sama, a nie ze mną, i robiła się coraz bardziej samodzielna. Raz, gdy kupowałem jedzenie, zeskoczyła mi z ramienia i uciekła na dach budynku obok. Wróciła dopiero po paru godzinach. Najgorsze jednak dopiero nadeszło – Somying stała się o mnie zazdrosna i zaczęła gryźć moich gości. Somying miała zajebiście duże zęby. Kiedy pierwszy raz ugryzła mi laskę którą dymałem, w ogóle nie uwierzyłem, że miało to miejsce i ze złości wyrzuciłem ją z mieszkania. Później jednak to się nasilało, albowiem Somying gryzła każdego gościa i na dowód sikała z nich krew… Nadszedł czas aby Somying wróciła na łono natury.

Zanim wypuściłem Somying upewniłem się, że są tam inne wiewiórki z tego samego gatunku. Chciałem też wiedzieć, że na pewno będzie miała wystarczająco jedzenia. Nie jest to jednak problem, ponieważ wiewiórki żywią się owadami. Natomiast dodatkowo, w parku Santiphap, ludzie przynoszą banany i inne owoce, właśnie dla wiewiórek. Miejsce więc jest idealna. Kiedy wypuściłem Somying na drzewo, nigdy już z niego nie zeszła. Przychodziłem ją czasami odwiedzać, ale już mnie zwyczajnie zlewała i nawet nie schodziła z góry. Ale to akurat dobrze, bałem się, że nie bojąc się ludzi może na kogoś skoczyć i z przypadku zostać zraniona lub nawet zabita…

Tip na koniec – szczeniaki, małe kociaki, itp, mają na laski taki sam efekt jak wiewiórki. Jeśli np pójdziesz do parku z małym pieskiem, to będzie do ciebie podchodzić masa lasek.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.