Locked up abroad – czyli jak trafiłem do więzienia w Singapurze


Długo zastanawiałem się czy opowiedzieć tę historię. Z kilku powodów. Przede wszystkim, delikatnie rzecz ujmując, nie jestem z niej dumny. Wszak własna lekkomyślność nie jest cechą którą pragnę publicznie promować. Ciężko też opisać koszmar ciągnący się przez miesiące na ledwie kilku stronach. Jednakowoż, to czego doświadczyłem, zdaje się być na tyle niecodzienne, absorbujące i wzbudzające ciekawość, że niepodzielenie się tym przeżyciem wydaje mi się wręcz egoistyczne.

singapur-wiezienie-kara

Singapur to małe miasto-wyspa, znajdujące się na południe od Malezji. Jest to jedno ze światowych centrów biznesowych o tropikalnym klimacie z multikulturową społecznością. Singapur jest też słynny z czegoś innego… Jest to jeden z najbardziej restrykcyjnych krajów na świecie. Małe wykroczenia karane są olbrzymimi mandatami. Palenie papierosa w miejscu publicznym, splunięcie na ulicę, czy nie posprzątanie gówna po psie. Wszystko to może skończyć się bezlitosnym mandatem na nawet kilkaset dolarów. A co się stanie jeśli nie stać nas na zapłatę? Niespłacone kary pieniężne odrabia się w więzieniu. Sędziowie w Singapurze nie omieszkają wsadzić do więzienia nawet na 2 tygodnie za coś tak błahego jak niezapłacony mandat za parkowanie. Ah, czy wspominałem już, że w Singapurze oprócz więzienia stosuje się też karę chłosty?

Stop this man! – słyszę za swoimi plecami. Ze strachu mało nie posrałem się w gacie. Zrobiłem coś głupiego w najgorszym możliwym miejscu. I zostałem na tym złapany. Był to kwiecień, rok 2012. Lotnisko Changi w Singapurze. Byłem już tak blisko pokładu samolotu, dzieliło mnie może 5 metrów. Wiedziałem jednak od samego początku, że dopóki samolot nie znajduje się w powietrzu, nie jestem bezpieczny. Serce waliło mi strasznie. Poczułem skurcz w żołądku. Passport! Zażądał jeden z policjantów w cywilnym ubraniu. You are under arrest. Do you know why? – Zapytał. Przez ułamek sekundy przeszło mi przez głowę, aby grać głupa i wszystkiego się wyprzeć. Ale skoro mnie zatrzymali to przecież o wszystkim wiedzą. Yes, I do – odpowiedziałem z przerażeniem w oczach.

Na ręce założono mi zimne kajdanki. Jeden z policjantów przykrył je bluzą, żeby nie robić sensacji na lotnisku. Miałem ochotę im powiedzieć, że nie jest to konieczne. Nie planuję nigdzie uciekać i nie jestem agresywny. Wiedziałem jednak, że nic to nie zmieni. Zresztą bycie zakutym w kajdanki to nie taka tragedia, co najwyżej trudniej się podrapać po jajach, kiedy jest taka potrzeba. What is gonna happen to me – will I end up in prison? – zapytałem – Of course you are going to prison! This is Singapore!

Po 10 minutach zostałem odprowadzony na lotniskowy komisariat immigration police. Choć zostaliśmy aresztowani w innych miejscach, wraz ze mną, było jeszcze 3 obywateli Sri Lanki. Wszyscy byliśmy zamieszani w to samo przestępstwo i wszyscy staniemy przed sądem razem, za konspirację i złamanie tego samego prawa. Z nas czterech, jako jedyny nie grałem głupa ja, i z nas czterech, jako jedyny nie zostałem pobity przez policję tylko ja. Co prawda nie wszystko rozumiałem, bo rozmowa między nimi toczyła się po tamilsku, acz nie trudno się było domyślić – Sri Lańska mafia nie chciała się do niczego przyznać, co sprowokowało agresję policji. Na kamery założyli kurtki, zgasili światło i boom, boom, boom. Wszyscy trzej pobici za brak współpracy. Co dalej… Będą nas torturować? Czy wiesz, że w Singapurze karzemy takich jak wy karą chłosty? – pyta jeden z agresywnie wyglądających policjantów. Cały czas patrzył na mnie, jakby tylko szukał pretekstu, aby i mnie uderzyć. Ostatecznie jednak zostałem nietchnięty. Tak, oczywiście, że wiem o karze chłosty. Czy jest ktoś kto nie wiem? I szczerze to… mam na to wyjebane. W ogóle jej się nie boję. Nawet z ciekawości chętnie bym dostał jednego bata, żeby wiedzieć jak to jest.

singapur-wiezienie

Kilka godzin później zostaliśmy odwiezieni do aresztu imigracyjnego. Bycie przykutym do jakis rurek na ksztalt kaloryfera przez tak długi okres nie było przyjemne. Przez moje ciało przechodziły różne, skrajnie dziwne uczucia. Z jednej strony bałem się, z drugiej byłem zwyczajnie ciekawy jak wygląda więzienie od środka, nie na filmie. W końcu dotarliśmy. Zostałem wprowadzony do zielonej celi w której nie było niczego. Ot podłoga i z 6, 7 innych aresztowanych. Wszyscy spali na betonowej ziemi jak psy. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że przyjdzie mi spędzić w takich warunkach miesiące. Brak okna, obleśny srakowaty odcień zieleni na ścianach i nawet kibla nie mieliśmy. Była za to umywalka, w której z jednego kubka wszyscy mogliśmy się napić kranówy. Pierdzący i chrapiący mieszkańcy celi, również nie przypadli mi do gustu. Ogólnie zapowiadało się źle… Bardzo źle.
Przez całą noc w ogóle nie spałem. Za dużo nerwów i stres, wielki, wielki stres. Rano przyszło śniadanie. 2 kromki chleba, takiego najbardziej chujowego chleba, jaki jedzą w Anglii. Jedna kromka z dżemem, druga z masłem. Do tego herbata z cukrem (fuj). Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że tak będzie wyglądać moje śniadanie przez następne miesiące. Nie wytrzymałem i totalnie się załamałem. Z oczu zaczęły mi cieknąć łzy. Jakieś typy z Nepalu próbowali mnie pocieszyć – nie martw się, jesteś biały, potrzymają cię dla zasady 2, 3 miesiące i pojedziesz do domu – mówili…
You’re gonna spend up to 10 years in prison – powiedział prowadzący przesłuchanie policjant. Co kurwa?! Wiedziałem, że Singapur jest trochę hardcorowy, ale 10 lat?! To jest lekka przesada. Pierwsza myśl – do 2 lat jakoś przeczekam, jeśli ma być więcej popełniam samobójstwo. Druga myśl – kurwa jak moja matka się dowie, że czeka mnie do 10 lat w więzieniu w Singapurze, to przecież oszaleje. Znowu nerwy!
Cały weekend na komisariacie. Na obiad i kolacje dawali nam ryż i kawałek mięsa, który jedliśmy brudnymi rękami. Sztućców brak.  Prysznica brak. Czasami wypuszczali nas tylko do kibla w pomieszczeniu obok. Czas mijał pomiędzy przesłuchaniami, jedzeniem i patrzeniem w ścianę. Zajebiście depresyjna sytuacja. Przez cały ten okres oczywiście nikt nie dał mi nigdzie zadzwonić, więc dla znajomych i rodziny po prostu zaginąłem. Strażniczki w więzieniu, jak to Azjatki, non stop ze mną flirtowały. Michael, do you have a girlfriend? Michael, what type of girls do you like? – ja jednak, biorąc pod uwagę okoliczności, naprawdę nie byłem w nastroju.
W końcu nastał poniedziałek. Wyprawa do sądu, gdzie mój los miał się rozstrzygnąć. Czy naprawdę zostanę skazany na 10 lat? Czy dostanę karę chłosty? Czy w ogóle jestem w stanie przeżyć w takich warunkach kolejne ileś miesięcy, czy lat? Czy w więzieniu jest bezpiecznie?
O tym wszystkim dowiesz się w kolejnej części, którą napiszę już wkrótce… Tymczasem, jeśli chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku polub stronę na Facebooku.