Raport z Filipin – dzień 1, 2 (Manila / Angeles)


I oto jestem. Mega niewyspany, na maksa zaruchany, ledwo stojący na nogach, acz szczęśliwy. Na Filipinach jestem z Marcinem, którego oprowadzam po nowym kraju. To znaczy sam siebie też oprowadzam, bo to mój pierwszy raz, ale generalnie ogarniam hotele, transporty, komunikacje i dziewczyny. Czyli ciężkie życie Forsakena, znowu się bujam po tropikach.

Filipinka, dziewczyny, Filipiny

Pierwsze wrażenia z Filipin – jest moc. Nie spodziewałem się, że jest jakiś kraj w Azji który może konkurować zajebistością z Tajlandią, ale jak widać człowiek uczy się całe życie. Filipiny są naprawdę fajną alternatywą dla Tajlandii.

We wtorek wylądowaliśmy w Manili i od razu w drogę dalej. Zwiedzanie stolicy zostawimy na ostatnie kilka dni. Zrobiliśmy jednak spory spacer po dzielnicy Pasay i skosztowaliśmy lokalnego jedzenia, które wbrew temu co wszyscy mówią, było całkiem niezłe w smaku i mniej więcej w tej samej cenie co w Tajlandii, czyli super. Manila jest podobno droga, czego jednak nie zaobserwowaliśmy, wręcz przeciwnie, ceny mniej więcej te same co w Bangkoku. Pewne produkty są droższe, inne tańsze, wychodzi na jedno. Alkohol jest minimum 30% tańszy, a w klubach nawet 50% / 60%.

W Manili zalogowałem się na portal randkowy i dostałem ze 30 wiadomości w przeciągu godziny. Telefon wibrował jak pojebany od notyfikacji. Na ulicy dziewczyny pożerały nas wzrokiem, co któraś nieśmiało zagadywała z jakimś „hello”. My jednak chcieliśmy jak najszybciej wyjechać z Manili, więc nie drążyliśmy tematu.

Internet – tragedia. Działa, nie działa. Kupiliśmy kartę sim i pakiet na miesiąc za 1000 peso. Czasami jest, czasami nie ma. Raczej nie ma. Dużo gorszy niż w Tajlandii.

Korki. Na początku nie wyglądało to tak źle, ale jechaliśmy 80km do Angeles 4 godziny więc było pod tym względem kurwa tragicznie.

Po dotarciu do Angeles dorwaliśmy mieszkanie 2 pokojowe, bardzo ładne, nowoczesne, z dużym living roomem za 32 euro, czyli bardzo dobra cena za taki standard.

W Angeles prosto do klubu High So na Walking street, bo było już późno. W środku wrażenie, że możesz mieć każdą laskę, ale jak wiemy to jest to Filipińska Pattaya, więc raczej byliśmy uważni, aby nie nadziać się na zakamuflowane dziwki. Jak chodziłem sam – czuje wszystkie oczy na sobie, bo średnia wieku u facetów to tam z 50 lat. Mieliśmy wrażenie, że jesteśmy jedynymi młodymi kolesiami w całym mieście. Anyway, jak chodziłem z Marcinem który ma blond włosy i duże mięśnie, to byłem prawie niewidzialny, co jest trochę irytujące. Dochodziło nawet do sytuacji gdy zagaduje laski, a one mi mówią „but I like your friend”.

Koło 4, 5 rano wyciągnęliśmy dwie Filipinki z pretekstem kontynuowania imprezy u nas na apartamencie. Na wejściu dziewczyna Marcina od razu ściągnęła sukienkę i biegała z cyckami na wierzchu. Powiedziałem mojej, że u nas się chodzi właśnie tak jak tamta, czyli nago i wszyscy się rozebraliśmy. Wyciągnąłem Jacka Danielsa i zapowiadała się konkretna orgia.

Orgii jednak nie było, ponieważ Marcin stwierdził, że idzie spać, bez ruchania, bo ma jet lag po samolocie z Europy. Jego laska próbuje wszystkich sił – wypina się, prowokuje śpi z otwartymi nogami, ale nic jej to nie dało, Marcin jej nie wyruchał (wiem, dziwny typ, haha). Ja moją zrobiłem pierwszy raz o 6 rano, potem o 10, potem o 15. Generalnie non stop się pukaliśmy i to z jej inicjatywny. Miała niezłe ciśnienie i w przeciwieństwie do Tajek była bardzo aktywna.  Rano (o 17) poszliśmy wszyscy razem na „śniadanie”. Wtedy po ubraniach obstawialiśmy, że ta moja z totalnie normalnym ubraniem (nieseksownym) i starym telefonem na którym nawet nie działa internet – nie jest dziwką, za to ta Marcina, wyzywająco ubrana i bardzo prowokująca – na pewno dziwka. Po obiadku nasze dziewczynki wsiadły w ten filipiński autobus (jeepney) i odjechały. Ale że jesteśmy dżentelmenami, to kupiliśmy im te bilety po 50 groszy, lol. Moja do mnie teraz wysyła smsy non stop kiedy się spotkamy, co jest dla mnie śmieszne, bo nawet w Tajlandii każdy używa aplikacji do porozumiewania się, a ta moja na jakiejś prahistorycznej Nokii smski pisze. Anyway, mega pozytywna dziewczynka, jeśli będę w Angeles na pewno się z nią jeszcze spotkam.

Druga noc znowu grubo. Wracamy do High So i sraaaa, party. Tym razem, aby się nie stresować czy to dziwki, czy też „normalne” lasencje, pierwsza laska do której podszedłem, po prostu zapytałem prosto z mostu czy tu pracuje, czy  przyszła się pobawić na imprezę. Powiedziała, że pracuje jako jakiś sales manager, więc, żeby było jasne, powtórzyłem pytanie: „czyli nie jesteś dziwką?” i zaczęła się śmiać, mówi że nie. Bawimy się więc z Filipinkami, do Marcina non stop podchodzą jakieś laski, ale on udaje trudnego, mówi, że chyba dalej mu się nie chce ruchać (dziwny typ, wiem :D). Koleżanka mojej próbowała Marcina zdobyć chyba z 15 razy, mnie pytała ze 3 razy co zrobić, aby go mieć i prosiła, abym go namówił. W końcu ta sama laska pyta, czy się zaopiekuje jej koleżanką (tą moją), bo ona chce ze mną dzisiaj spać. Z takim info od razu ją zabrałem do domu i sruuu, znowu to samo, zaraz przy wejściu ściągamy ubranka i w sumie były 3 rundy przez noc.

Ponownie szok – żadna Tajka się nie stara tak zadowolić faceta jak te Filipinki. Ona robiła dla mnie wszystko, nawet mówiła, że jest moim niewolnikiem i mam z nią robić co chce. Zakochałem się we wszystkich Filipinkach po tych 2 pierwszych. I jeszcze na koniec mi kurwa podziękowała i walnęła tekstem, że „nie mogę uwierzyć, że spędziłam noc z takim facetem jak ja”. Normalnie kosmos!

Następnego dnia musieliśmy zrobić check out o 11 rano, więc wstajemy po kilku godzinach snu. Pytam mojej ile potrzebuje na taxi, a one kategorycznie odmawia. Zdziwiłem się bo Angeles to największa dziwkarnia na Filipinach. W takim tajskim Pattaya naprawdę ciężko wyciągnąć jakąś normalną laskę, która nie jest dziwką (aczkolwiek jest to do zrobienia), za to w Angeles zero problemu. Oczywiście jesteśmy tu dopiero 2 dni, więc być może nie mówię obiektywnie, ale takie jest nasze pierwsze wrażenie. Można wręcz rzec, że tym dziewczynom bardziej zależy, żeby się z nami bujać, niż w drugą stronę. Raj na ziemi 🙂

Tego dnia zmierzamy do miasta o nazwie Olongapo.

Część 2 wkrótce!

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

 

Reklamy

Issan trip dzień 3 – Maha Sarkham


Rano, jak to rano, znowu morning glory – prawie jak na viagrze. Z laską poprzedniej nocy spaliśmy ‚na łyżeczkę’ i obudziła mnie wiercąc się dupką. Ewidentnie miała na coś ochotę. Trochę przez sen, jeszcze z zamkniętymi oczami, zrobiłem ją o 6:30, akurat przed rozpoczęciem pracy. Potem szybka kawa z 7/11 za 14 batów i loguje się na serwer do pracy. Moja niuńka też musi uciekać do szkoły – jest nauczycielką tajskiego w podstawówce.

isan_map_maha_sarakham-azja-po-zmroku-tajlandia

O godzinie 12 zrobiłem check out z hotelu. Postanowiłem nie siedzieć więcej w Buriram i jechać prosto do Khon Kean. Z laptopem wsiadam do autobusu i stukając w klawiaturę udaję się na północ. Autobus wlókł się jednak niesamowicie, po 2 godzinach dojechał do Maha Sarakham, a Khon Kean następne dwie przede mną… Miałem tak dosyć jazdy, że po prostu wysiadłem w Sarakham i olałem Khon Kean. decyzja podjęta w przeciągu 4 sekund.

Maha Sarakham to specyficzna miejscówka. Małe miasto, w którym niegdyś pracowałem na uniwersytecie, oznacza się największym zagęszczeniem studentów na kilometr kwadratowy w całej Tajlandii. Ciekawa statystyka – jak wpisałem ludność Maha Sarakham w google, wikipedia podaje 40,000 mieszkańców. Jak wpisałem ile studentów jest zapisanych na sam Maha Sarakham university, wyskoczyło 46,000. No ciekawe 🙂 Zwłaszcza, że poza Maha Sarakham university, jest tam też Ratjabat university – drugi duży, no i kilka collegów. Ciekawa miejscowość gdzie prawie każdy zapierdala w uniformie studenckim.

Nie daleko przystanku autobusowego jest mój ulubiony hotel za 450 thb (nazywa się Infinity – polecam). Istnieje też możliwość wynająć na miesiąc za 4,000 (+3000 depozyt), opcja który zajebiście mnie kusi. W recepcji siedziała amerykanka z Texasu, która okazała się nauczycielką w pobliskiej szkole. Mieszka właśnie w Infinity. Jak usłyszała moją rozmowę po tajsku z recepcjonistką, użyła tego jako wymówki, żeby zagadać. Jak chodzi o podrywanie białych lasek w Azji – o ile one nie lubią azjatyckich chłopaków  (a większość nie lubi), to są absolutnie zdesperowane, żeby kogoś poznać. A większość facetów je i tak olewa i woli Azjatki… W tym przypadku byłem prawdopodobnie jednym potencjalnym dla niej towarem w całej okolicy. Od razu zapytała co robię wieczorem i czy może przyłączyć się na drinka. Ah te wygłodzone nauczycielki angielskiego w tajskich prowincjach… Mnie jednak nieszczególnie interesują białe laski, więc ją trochę zbyłem. W pokoju odpalam aplikacje randkowe i szukam jakiejś miejscowej dziewczyny.

Po godzinie byłem już umówiony pod moim hotelem z Tajką. Ponieważ fajne było z niej ciastko, chciałem ją zabrać gdzieś na miasto. Jakiś night market albo drinki. Ona natomiast sama zaproponowała, że przyjedzie do mnie do hotelu i będziemy oglądać jakieś niedojebane kreskówki dla dzieci.

W końcu Tajka przyjechała z koleżanką, jak to często lubią robić. Zamiast się jednak denerwować, pogadałem sobie z nimi 40 minut przed hotelem, zaprzyjaźniłem się z tą drugą i jak już mnie obydwie lubiły, to poprosiłem, czy da nam trochę prywatności. Udało się. Idę do pokoju z młodą „na kreskówki”.

Laska ma 19 lat, ale wygląda na 16. Nie brałem jej do pokoju przed sprawdzeniem ID card, żeby nie było przypału. Swoją drogą, jak nie wiecie czy laska jest ladyboyem, to na ID card jest zawsze wpisana płeć przy porodzie, nie da się tego zmienić, więc to najlepsza metoda na przekonanie się… Anyway, albo ta moja ma podrobiony ID card, albo faktycznie tylko wygląda tak młodo. Generalnie bardzo mi się spodobała, z jednym dużym minusem – brak cycków. No ale zawsze coś jest nie tak, jak są cycki, to pojebany charakter, jak są cycki i charakter, to pokrzywiona twarz, itd. Ideałów nie ma…

W środku oglądamy te japońskie mózgojeby. Laski z tych wsi trzeba trochę wolniej atakować, bo one nie są przyzwyczajone do faragów. Dla nich to spore wydarzenie przeruchać się z inną rasą i dla sporej części to pierwsze takie doświadczenie. Powoli więc jadę krok po kroku – najpierw dotykam jej dłoń, potem rękę, następnie nogi, brzuch, itd. Po 2 godzinach rozpiąłem jej stanik i wtedy już można było atakować bardziej odważnie. Znowu trafiła się ogolona laska – albo jakaś nowa moda przychodzi do Tajlandii, albo te wszystkie laski jakoś dają radę się ruchać z farangami i już się nauczyły, że norka włochata jest ble.

Ten nocy, choć był piątek, czyli miałem wolne następnego dnia, ergo, mogłem iść na imprezę, zostaliśmy w hotelu. Nie zobaczyłem kurwa nic w tym Maha Sarakham! Z autobusu to hotelu i od razu laska prosto na pokój… Nie powiem, że żałuje, ale niestety w tym momencie nie mogę nic więcej napisać o mieście, bo następnego dnia jechałem już prosto do Khon Kean. Mój cel to prowincja Loei – czeka tam na mnie dziewica z dużymi cyckami która gdzieś się przybłąkała przez internet. W każdym razie bardzo mnie kusi, żeby wrócić do Maha Sarakham i wynająć pokój na miesiąc – to jest prawdziwa Tajlandia, nie jakieś kurwa Phukety i Chinag Maie.

Khon Kean już opisze kilka dni w jednym artykule, bo zwolniłem z tępa – jednak praca, podróże, ruchanie lasek i imprezy jest trochę wyczerpujące, zwłaszcza jak się w między czasie dorzuci do tego siłownie co drugi dzień.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Issan trip dzień 2 – Buriram


Drugi dzień miał być nudny i bez przygód, ale się nie udało 🙂 Niewysapany wstaje o 6:30 rano. Udało mi się obudzić bez budzika, na szczęście, bo moja bateria padła (spałem w innym hotelu niż ten gdzie zostawiłem plecak z ładowarką). Na poranne bzykanie nie było czasu, nawet pomimo tego, że byłem w stanie morning glory i poranny wzwód wręcz domagał się zaspokojenia, musiałem jednak szybko lecieć do internetu i zalogować się w pracy.

buriram-tajlandia-azja-po-zmroku

Pracując z kawiarni robiłem oczywiście furorę – laski przychodziły robić sobie zdjęcia, bo widok faranga w tych stronach to coś nadzwyczajnego. Jedna fajna studentka sama zagadywała, ale jak zobaczyłem jej owłosione nogi, to od razu mi przeszła ochota. Po pracy desperacko chciałem się przespać. Najbliższy hotel, to ta nora za 260 batów, a że nie mam motoru, to po prostu tam wróciłem.

Nie pospałem jednak długo bo zagadała przez net jakaś murzynka z Kenii, lokalna nauczycielka angielskiego. Mieszka na jakiejś wiosce koło Buriram i nie jest księżniczką, więc napisałem prostu z mostu, że mogę do niej przyjechać, ale jak już się fatyguje, żeby jechać gdzieś w jakieś pola ryżowe to oczekuje, że chociaż mi ulży ustami. Murzynka od razu się zgodziła, więc zamiast spać jadę na tą jej wieś. Po drodze zobaczyłem, że w galerii zdjęć na profilu ma fotki ze swoim chłopakiem z przed 2 tygodni. Aha, czyli Kenijki puszczają się tak samo jak Tajki, mogą być w związku, ale jak jakiś koleś napisze „przyjadę do ciebie jak dasz się wyruchać”, to i tak się od razu zgadzają 😀

Na szczęście dogaduje się po tajsku, bo inaczej nie wiem jakbym znalazł mini van który tam jedzie na tą farmę. Po drodze przestał mi działać GPS (uroki jeżdżenia po jakiś wioskach), ale pomyślałem, że kierowca chyba mi da znać gdzie mam wysiąść skoro wie gdzie jadę. Nic bardziej mylnego! Nagle patrze a tu znaki na lotnisko, czyli przejechałem moją wiochę o dobre 15 kilometrów!!! Wyskakuje na środku drogi i pisze do murzynki, żeby mnie przyjechała odebrać na motorze. 40 minut później udało jej się mnie znaleźć…

Kupiłem 2 piwka i idziemy do niej do mieszkania. Problem był w tym, że ostatni mini van jedzie do Buriram o 6:30, a była już 5:40. Więc tak musiałem ją trochę pogonić z tym opierdalaniem pały i mówię „ok, widzę że się wstydzisz, to ci trochę pomogę”, ściągnąłem spodnie, wziąłem jej rękę na krocze i sru, już wiedziała co ma dalej robić.

Czekałem na autostradzie na mini van który trzeba zatrzymać machając ręką. Patrze co to za dziwna gałąź się rusza zaraz obok mnie, a tu…. 2 metrowy jebany wąż, takiego dużego na dziko nigdy nie widziałem. Aż wrzasnąłem z przerażenia, że tak blisko mnie jest, na co wąż przybrał pozycję defensywną. W podskokach spierdoliłem pare metrów do tyłu i… akurat przejeżdżał ostatni mini van którego nie zatrzymałem :/ Nie jest to jednak wielki problem w Issan. Zacząłem pytać losowych ludzi, czy mnie podwiozą i druga osoba którą zapytałem od razu się zgodziła zabrać mnie 10 km do miasta.

Gość mnie wyrzucił przy dworcu pociągowym w Buriram. Akurat strasznie chciało mi się lać po piwie, więc poleciałem w krzaki obok gdzie było około 10 małych psów. Zawsze wydawało mi się, że małe psy to się mnie powinny bać, a nie na odwrót. Te psy jednak miały inne zdanie i zaczęły mnie szarpać za nogawki od spodni. Jeszcze nigdy nie biłem się z psami. To było nowe doświadczenie. Kopałem po nich ile wlezie i próbowałem rzucać kamieniami, ale był tam sam piach, więc jebałem w nie tym piachem, a one mnie próbowały gryźć z każdej strony. Musiałem się kręcić jak ninja, żeby mnie nie dorwały. Po jakiś 15 sekundach przyleciała Tajka z bambusowym kijem i zaczęła napierdalać te psy tak, że uciekły. Ufff, udało się!

Powrót do hotelu. Odpalam komputer i pytam Tajki z poprzedniej nocy o której wpada, bo byliśmy umówieni. Mieliśmy skoczyć do Speed club, a potem spać u mnie. Tajka strzeliła focha, że ją wykorzystuje, że ona przede mną miała faceta 10 lat, a ja tylko tu jestem na pare dni i chce ją używać do seksu. Musiałem jej więc wytłumaczyć, że a) to wcale nie prawda (prawda lol), b) dziewczyny z takimi cyckami to nie łatwo spotkać w tym kraju, więc jest dla mnie wyjątkowa (to akurat prawda). Aby nie miała obiekcji, obiecałem też, że spotykamy się tylko poza hotelem i na pewno tym razem bez seksu (znowu nie prawda, lol).

Tajka przyjechała, ale że było już późno, od razu poszliśmy do mnie do hotelu. Przed wejściem musiałem znowu obiecać, że nie będę jej próbował przelecieć, bo inaczej nie chciała wejść. 10 minut potem już ja ruchałem. Standard 🙂 Tej nocy poszliśmy spać wcześnie…

Trzecia część tripu już jutro 🙂

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku