Raport z Filipin – dzień 1, 2 (Manila / Angeles)


I oto jestem. Mega niewyspany, na maksa zaruchany, ledwo stojący na nogach, acz szczęśliwy. Na Filipinach jestem z Marcinem, którego oprowadzam po nowym kraju. To znaczy sam siebie też oprowadzam, bo to mój pierwszy raz, ale generalnie ogarniam hotele, transporty, komunikacje i dziewczyny. Czyli ciężkie życie Forsakena, znowu się bujam po tropikach.

Filipinka, dziewczyny, Filipiny

Pierwsze wrażenia z Filipin – jest moc. Nie spodziewałem się, że jest jakiś kraj w Azji który może konkurować zajebistością z Tajlandią, ale jak widać człowiek uczy się całe życie. Filipiny są naprawdę fajną alternatywą dla Tajlandii.

We wtorek wylądowaliśmy w Manili i od razu w drogę dalej. Zwiedzanie stolicy zostawimy na ostatnie kilka dni. Zrobiliśmy jednak spory spacer po dzielnicy Pasay i skosztowaliśmy lokalnego jedzenia, które wbrew temu co wszyscy mówią, było całkiem niezłe w smaku i mniej więcej w tej samej cenie co w Tajlandii, czyli super. Manila jest podobno droga, czego jednak nie zaobserwowaliśmy, wręcz przeciwnie, ceny mniej więcej te same co w Bangkoku. Pewne produkty są droższe, inne tańsze, wychodzi na jedno. Alkohol jest minimum 30% tańszy, a w klubach nawet 50% / 60%.

W Manili zalogowałem się na portal randkowy i dostałem ze 30 wiadomości w przeciągu godziny. Telefon wibrował jak pojebany od notyfikacji. Na ulicy dziewczyny pożerały nas wzrokiem, co któraś nieśmiało zagadywała z jakimś „hello”. My jednak chcieliśmy jak najszybciej wyjechać z Manili, więc nie drążyliśmy tematu.

Internet – tragedia. Działa, nie działa. Kupiliśmy kartę sim i pakiet na miesiąc za 1000 peso. Czasami jest, czasami nie ma. Raczej nie ma. Dużo gorszy niż w Tajlandii.

Korki. Na początku nie wyglądało to tak źle, ale jechaliśmy 80km do Angeles 4 godziny więc było pod tym względem kurwa tragicznie.

Po dotarciu do Angeles dorwaliśmy mieszkanie 2 pokojowe, bardzo ładne, nowoczesne, z dużym living roomem za 32 euro, czyli bardzo dobra cena za taki standard.

W Angeles prosto do klubu High So na Walking street, bo było już późno. W środku wrażenie, że możesz mieć każdą laskę, ale jak wiemy to jest to Filipińska Pattaya, więc raczej byliśmy uważni, aby nie nadziać się na zakamuflowane dziwki. Jak chodziłem sam – czuje wszystkie oczy na sobie, bo średnia wieku u facetów to tam z 50 lat. Mieliśmy wrażenie, że jesteśmy jedynymi młodymi kolesiami w całym mieście. Anyway, jak chodziłem z Marcinem który ma blond włosy i duże mięśnie, to byłem prawie niewidzialny, co jest trochę irytujące. Dochodziło nawet do sytuacji gdy zagaduje laski, a one mi mówią „but I like your friend”.

Koło 4, 5 rano wyciągnęliśmy dwie Filipinki z pretekstem kontynuowania imprezy u nas na apartamencie. Na wejściu dziewczyna Marcina od razu ściągnęła sukienkę i biegała z cyckami na wierzchu. Powiedziałem mojej, że u nas się chodzi właśnie tak jak tamta, czyli nago i wszyscy się rozebraliśmy. Wyciągnąłem Jacka Danielsa i zapowiadała się konkretna orgia.

Orgii jednak nie było, ponieważ Marcin stwierdził, że idzie spać, bez ruchania, bo ma jet lag po samolocie z Europy. Jego laska próbuje wszystkich sił – wypina się, prowokuje śpi z otwartymi nogami, ale nic jej to nie dało, Marcin jej nie wyruchał (wiem, dziwny typ, haha). Ja moją zrobiłem pierwszy raz o 6 rano, potem o 10, potem o 15. Generalnie non stop się pukaliśmy i to z jej inicjatywny. Miała niezłe ciśnienie i w przeciwieństwie do Tajek była bardzo aktywna.  Rano (o 17) poszliśmy wszyscy razem na „śniadanie”. Wtedy po ubraniach obstawialiśmy, że ta moja z totalnie normalnym ubraniem (nieseksownym) i starym telefonem na którym nawet nie działa internet – nie jest dziwką, za to ta Marcina, wyzywająco ubrana i bardzo prowokująca – na pewno dziwka. Po obiadku nasze dziewczynki wsiadły w ten filipiński autobus (jeepney) i odjechały. Ale że jesteśmy dżentelmenami, to kupiliśmy im te bilety po 50 groszy, lol. Moja do mnie teraz wysyła smsy non stop kiedy się spotkamy, co jest dla mnie śmieszne, bo nawet w Tajlandii każdy używa aplikacji do porozumiewania się, a ta moja na jakiejś prahistorycznej Nokii smski pisze. Anyway, mega pozytywna dziewczynka, jeśli będę w Angeles na pewno się z nią jeszcze spotkam.

Druga noc znowu grubo. Wracamy do High So i sraaaa, party. Tym razem, aby się nie stresować czy to dziwki, czy też „normalne” lasencje, pierwsza laska do której podszedłem, po prostu zapytałem prosto z mostu czy tu pracuje, czy  przyszła się pobawić na imprezę. Powiedziała, że pracuje jako jakiś sales manager, więc, żeby było jasne, powtórzyłem pytanie: „czyli nie jesteś dziwką?” i zaczęła się śmiać, mówi że nie. Bawimy się więc z Filipinkami, do Marcina non stop podchodzą jakieś laski, ale on udaje trudnego, mówi, że chyba dalej mu się nie chce ruchać (dziwny typ, wiem :D). Koleżanka mojej próbowała Marcina zdobyć chyba z 15 razy, mnie pytała ze 3 razy co zrobić, aby go mieć i prosiła, abym go namówił. W końcu ta sama laska pyta, czy się zaopiekuje jej koleżanką (tą moją), bo ona chce ze mną dzisiaj spać. Z takim info od razu ją zabrałem do domu i sruuu, znowu to samo, zaraz przy wejściu ściągamy ubranka i w sumie były 3 rundy przez noc.

Ponownie szok – żadna Tajka się nie stara tak zadowolić faceta jak te Filipinki. Ona robiła dla mnie wszystko, nawet mówiła, że jest moim niewolnikiem i mam z nią robić co chce. Zakochałem się we wszystkich Filipinkach po tych 2 pierwszych. I jeszcze na koniec mi kurwa podziękowała i walnęła tekstem, że „nie mogę uwierzyć, że spędziłam noc z takim facetem jak ja”. Normalnie kosmos!

Następnego dnia musieliśmy zrobić check out o 11 rano, więc wstajemy po kilku godzinach snu. Pytam mojej ile potrzebuje na taxi, a one kategorycznie odmawia. Zdziwiłem się bo Angeles to największa dziwkarnia na Filipinach. W takim tajskim Pattaya naprawdę ciężko wyciągnąć jakąś normalną laskę, która nie jest dziwką (aczkolwiek jest to do zrobienia), za to w Angeles zero problemu. Oczywiście jesteśmy tu dopiero 2 dni, więc być może nie mówię obiektywnie, ale takie jest nasze pierwsze wrażenie. Można wręcz rzec, że tym dziewczynom bardziej zależy, żeby się z nami bujać, niż w drugą stronę. Raj na ziemi 🙂

Tego dnia zmierzamy do miasta o nazwie Olongapo.

Część 2 wkrótce!

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

 

Video raport z 7 dni w Kambodży


Będąc 7 dni w Kambodży nie miałem ze sobą komputera, wiec tym razem  video relacja zamiast pisanej. Oczywiście jak zwykle nie opowiadam o gównie dla turystów, tylko raportuje jak jest „po zmroku” bez cenzury.

Video 1 – Poipet, Kambodża

Video 2 – Popet, Kambodża

Video 3 – Kambodża, Siem Reap

Video 4 – Kambodża Siem Reap

Video 5 – Siem Reap

Video 6 – Phnom Phen

Video 7 – Phnom Phen

Video 8 – wioska koło Phnom Phen

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Moja koleżanka – dziwka


Dzisiaj będzie o  Tajskiej dziwce, ale nie byle jakiej, bo takiej dla Tajów, która  gołego faranga to widziała co najwyżej na plakacie w magazynie Elle, podczas rutynowego przeglądania horoskopu. No, prawie, w chwili kiedy już to piszę, na koncie ma ona już pierwszego białasa.  Na początku słowem wyjaśnienia. Skąd ja w ogóle znam takie patologie. Ano przyjaźnię się z pewnym Hiszpanem który generalnie preferuje płacić za tego typu rozrywki. Twierdzi, że interesuje go tylko  seks, a chodzenie na randki, a nawet spędzanie czasu z dziewczynami (poza główną aktywnością), po prostu go męczy (co w sumie jest zrozumiałe do pewnego stopnia). Do tego mieszka z dziewczyną, więc też nie bardzo ma jak to rozegrać logistycznie… Swoją drogą śmieszny związek, bo tak jego dziewczyna wie o wszystkich które wali na boku, ale dalej z nim siedzi. TIT (This Is Thailand).

dziwka-tajlandia-prostytutka-azja-po-zmroku-bangkok

Anyway, przyszedł taki dzień gdy ów przyjaciel poprosił abym poszedł z nim na uliczne dziwki w formie tłumacza. On mieszka już w Tajlandii 4 lata i jako tako się dogaduje, ale mimo wszystko mój tajski wszedł na taki poziom, że rzadko kiedy czegoś nie jestem w stanie zrozumieć. Te dziwki na które on się wybiera, nie mówią nawet 3 zdań po angielsku. Poszliśmy więc razem do tego slumsu i chodziliśmy wokoło 30 minut szukając nadającej się dziwki dla kolegi. Przyznam, że większość z nich to takie straszne kaszaloty (znajdzie się też pare koni), że nawet kijem nie można dotykać. Nie dość że stare, grube, to jeszcze patrzy im HIVem z oczu. To jest teren w którym laski puszczają się za 500 batów, to jest qrwa 13 euro,  chyba najtańsze miejsce w całym Bangkoku, ale i za ceną generalnie idzie konsekwentnie jakość. W pewnym momencie BOOM, niczym grom z jasnego niema, przed nami oto młoda fajna Tajka, z dużymi cyckami, co jest w Tajlandii prawdziwym rarytasem. Pamiętamy wszak, że Tajki wygrały światowy ranking na najmniejsze cycki. Są nawet takie elementy które praktycznie mają same wydłużone sutki i kompletny brak piersi, do tego stopnia, że przeciętnie spaśony facet, nawet nie jakiś straszny grubas, i tak ma więcej tanki tłuszczowej na klacie niż te nasze tajskie landryny. W ogóle nie wiadomo skąd ona się tam wzięła, pomimo tego, że nie jest absolutnie 10/10, na tym kontraście pośród tych wszystkich smoków, wyglądała jak aniołek rodem z okładki Playboya. Oczywiście kolega momentalnie przystąpił do negocjacji cenowych.

Tak jak się jednak spodziewaliśmy, nie mogli się oni dogadać, więc tutaj potrzebny byłem ja.  W roli tłumacza. Mówię więc i tłumaczę, że to i tamto, kolega chce to, w takiej pozycji, na taki okres czasu. Reakcja laski? Momentalne zakochanie się. Ale nie w koledze który chce jej dać kasę, a we mnie. Tak to już bywa. Niektóre Tajki, które nie mówią nic po angielsku i w życiu nie rozmawiały z białasem, poznając takiego który zna ich język, po prostu wariują. Jest to dosyć częsty przypadek, więc nawet mnie to nie zaskoczyło. To jest ich jedyna okazja, żeby zamienić pare słów z takim kosmitą, który – o fuck – nie ma czarnych oczu i włosów, jak dosłownie KAŻDY facet w tej części świata, a jego zarost na twarzy to więcej niż pare wydłużonych obleśnie sterczących włochalów. Skończyło się na tym, że ona nie chce iść z kolegą, a za to zaprosiła mnie na kolacje 😀 Wiecie, ja jestem jak Rasputin. Kobietom i alkoholu nie odmawiam.. Zostawiłem Hiszpana w samotności, aby dalej polował niczym samotny wilk w pełnie księżyca podczas zimowej nocy, a ja sam wskoczyłem na motor z dziwką, która mocno się wtuliła w moje silne plecy.

Pojechaliśmy nigdzie indziej, a na kuchnię Issańską. Abstrahując od tego, że to moje ulubione potrawy, to są relatywnie zdrowe (jak na tajskie warunki), a dodatkowo – zajebiście tanie. Zazwyczaj cena to 60 batów za potrawę, a przy okazji większość lasek się napala, że farang lubi jeść północno-wschodnie potrawy, które w przypadku dziwek, zazwyczaj są ich regionalnymi daniami (90% dziwek pochodzi z Issanu – najbiedniejszego regionu Tajlandii). Tak więc po tym jak  dziwka już zjadła surowe mięso krowie z polewką z nieugotowanej krwi (kuchnia Isańska :), zapytała czy mam w domu Air Con bo jest jej gorąco. Czyli innymi słowy, sama się pcha na pałę. To są te dziwne absurdy Tajlandii, np dziwka która się napali i sama ciebie i wyrucha, za darmo. I oczywiście tak się to skończyło. Po skończonym pukaniu oznajmiła, że byłem jej pierwszym białasem. Zaciekawiony tematem, postanowiłem ją trochę wypytać o jej życiu i…. z tego będzie wywiad w kolejny, odcinku. Stay TUNED ! i jak zwykle, jeśli chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku to przypierdol like’a na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku (sorry Joasie, forum tylko dla facetów, ale możecie wysłać mi maila, jak nie są na maxa głupie pytania to zawsze odpowiadam 🙂

Issan trip dzień 4, 5, 6 – Khon Kean


Tego ranka w Maha Sarakham obudziłem się w objęciach lokalnej Tajki. Nie zobaczyłem w mieście kompletnie nic – ze stacji autobusowej od razu do hotelu i po 2 godzinach była już u mnie laska poznana na Tinderze. Wbrew pozorom, w Maha Sarakham nie jest aż tak łatwo poznać dziewczynę – to znaczy zainteresowanie z ich strony jest ogromne, natomiast jest tu problem logistyczny. W tak małym mieście, gdzie wszyscy się praktycznie znają, laska idąca z obcokrajowcem do hotelu może szybko stać się ofiarą nieprzyjemnych plotek, trochę porównywalnie do naszych rodaczek, z przeciętnej polskiej mieściny, które udają się z nowo poznanym murzynem do hotelu.

songteaw-tajlandia-khon-kean-azja-po-zmroku

Check out z hotelu o 12, ja muszę jechać do Khon Kean, jestem tam umówiony. Mówię wprost mojej Tajce, że przed wyjazdem chciałbym zrobić jeszcze jedną rundę. I to jest zajebiste w Azjatkach – one nie mają w zwyczaju odmawiać facetowi i posłusznie ściągają majtki. Po drodze jemy śniadanie – moja ulubiona tajska potrawa (oczywiście kuchnia Issańska), czyli Nam Tok Muu. Żegnam się z Tajką i obiecuje, że jeszcze do niej wrócę – fajna z niej dziewczynka, tylko wygląda tak strasznie młodo,  że ludzie trochę na mnie dziwnie patrzą na ulicy. Gdyby powiedziała, że ma 16 lat, bez problemu bym w to uwierzył. (tu szybki off topic – kiedy przyjechała mnie odwiedzić w Bangkoku tydzień później, na ulicy poszły plotki, że mam nieletnią z liceum w pokoju, lol)

W Khon Kean wysiadam na stacji autobusowej i lokalnym pick up’em przerobionym na autobus jadę w stronę dworca pociągowego, gdzie znajduje się mój ulubiony hotel za 500 thb. Pisałem już jak go znaleźć w poprzednim artykule o Khon Kean. Po tajsku taki pick up nazywa się to Song Teaw – czyli w tłumaczeniu 2 rzędy – od dwóch ławek, na których się siedzi i kosztuje tyle co przeciętny autobus, czyli jakieś 7 batów. Niestety nie zarezerwowałem pokoju i dupa – brak wolnych miejsc. Idę dalej z kilometr w górę gdzie znam kilka innych miejscówek do spania i lokuje się tam. Pokój bez ciepłej wody i klimy, prawie za darmo, 280 thb za noc. Klimy i tak nie używam, ale brak ciepłej wody o tej porze roku to nieco minus. Sam pokój – bez zastrzeżeń. Duży, czysty, sprawny internet, nawet lodówka i TV (tego drugiego urządzenia strasznie nie lubię i nawet kijem nie dotykam).

Dziś na wieczór jestem omówiony z kumpel z którym byłem w Buriram. Wieczorem lokalne studentki mają nam pokazać imprezę przy uniwersytecie. Ponieważ uniwersytet jest od centrum z dobre 7 kilometrów, zamawiamy taxi do baru Be-To-Sit. W środku spotykamy nasze studentki. Oczywiście w pubie jesteśmy atrakcją numer jeden, wszyscy parzą na dwóch białasów, widok raczej unikatowy w tym rejonie, zwłaszcza tak daleko od centrum. Ponieważ pub jest dla studentów, to cena piwa jest prawie taka sama jak w 7/11, może 10 batów więcej. Pomimo tego, że siedzieliśmy przy stoliku z laskami, podbija do nas jakiś gej i mówi do mojego kumpla – cześć, moja koleżanka bardzo chciałaby cię poznać, czy nie chcesz się przysiąść do naszego stolika? Ponieważ była fajna, kumpel się ulatnia do innego stolika, ja zostaje z naszymi „starymi” studentkami.

Dobija 12, ja muszę uciekać spać (rano o 7 praca). Pytam jednej ze studentek czy idzie ze mną spać i w odpowiedzi słyszę, że tak, ale ponieważ jest sobota, to najpierw impreza w klubie i za 2 godziny możemy iść spać. Stawiam ultimatum – albo idziemy razem od razu, albo ja wracam do hotelu i BOOM, poległem. Tej nocy spałem sam, po raz pierwszy podczas mojego tripu do Issanu. Przez pracę nie było ruchania :/ Mogłem oczywiście z nią pójść i być niewyspany, ale szczerze to w odkąd skończyłem 30 lat taki prospekt jest dla mnie raczej mało atrakcyjny – jak się nie wyśpię to źle się czuje fizycznie i psychicznie, dosłownie łapie mnie depresja.

Budzę się o 6:45, zapierdalam do 7/11 po kawę i loguje się do pracy. Nie wyspałem się tak czy inaczej, zanim dojechałem taxi z powrotem była już 1 w nocy. Rano wysyłam wiadomości do lasek które już znam z poprzednich wyjazdów do Khon Kean. O 13 przyjeżdża do hotelu nauczycielka japońskiego o której kiedyś pisałem w artykule o Udon Thani. Ona jest generalnie we mnie zakochana odkąd poznaliśmy się w Rayong, dobre 6 miesięcy wcześniej. Ma co prawda swojego tajskiego chłopaka i przez to co chwile mnie blokuje na Facebooku, ale akurat znowu zerwali (już chyba 6 raz), więc chętnie przyjechała się ze mną zobaczyć. Szybkie dymanie, byłem strasznie wyposzczony bo poprzedniej nocy się nie udało. Wiem, dziwnie to brzmi, aż 24 godziny bez seksu. Ale dla mnie to dużo, jestem przyzwyczajony robić to raczej codziennie i organizm reaguje trochę jak u alkoholika który nie może się napić. To jest oczywiście kwestia przyzwyczajenia – w Wietnamie dymałem średnio raz na tydzień i jakoś mi to nie przeszkadzało, a w Singapurze to w ogóle miałem 4 miesiące abstynencji i też przeżyłem. Mimo wszystko, w Tajlandii mam możliwość pukać laski codziennie i tak właśnie z wielką przyjemnością robię.

Tego dnia wiele się nie dzieje. Poszedłem na siłownie, jest fajne miejsce w centrum za 30 batów. To mi się podoba w Issan, w Bangkoku większość miejsc nawet nie wpuszcza jeśli nie wykupi się pakietu na co najmniej miesiąc, tutaj jest uczciwa cena i bez żadnych zobowiązań. Wieczorem niespodzianka – laska z Maha Sarakham z dnia poprzedniego mówi, że przyjedzie do mnie do Khon Kean. W sumie to ją bardzo lubię, więc zgodziłem się od razu. I tak już ze mną siedziała aż do samego końca. Ponieważ byłem bardzo wykończony tymi podróżami, resztę czasu spędzałem z młodą głównie w hotelu. Wychodziliśmy tylko coś zjeść w przerwach od ruchania.

6 dnia nadszedł czas aby wracać do Bangkoku – miałem zabookowanego klienta na nocne zwiedzanie. Bilety kupiśmy przez internet w Nakon Chai Air, firma autobusowa, która choć jest nieco droższa niż inne linie, to daje 5 razy większy standard. Siedzenia jak w samolocie, z masażem, przed oczami monitor z filmami, do wyboru 6 opcji, jakieś zjebane gry, do tego jedzenie, kawa, smakołyki, etc. Full wypas. Polecam na maxa!

40 minut przed wyjazdem młoda dostaje jakiejś sraki i zamyka się w kiblu. Tymczasem ja muszę lecieć na autobus, bo przepadnie mi bilet. W końcu wychodzi. W recepcji zamawiamy taxi, czekamy 20 minut  nic…. Nie przyjechała. Co za kurwa barany. Zaczynam się stresować, bo jak nie zdążę na autobus to przepadnie nie tylko bilet, ale i rozminę się z klientem w Bangkoku. Lecimy na główną ulicę i biorę tuk tuka. Mówię mu, że autobus Nakon Chai Air, a ten osioł mnie bierze na centralną stację autobusową (w Khon Kean są dwie i zabrał mnie na złą). 10 minut do odjazdu. Nie ma szans dojechać na obrzeża w 10 minut… Dzwonię do kumpla, żeby stał w drzwiach i trzymał autobus. Tuk tuk zapierdala 100 na godzinę i w końcu po jakiś 20 minutach jesteśmy  na miejscu. Autobus czeka już tylko na mnie, znajomy skutecznie blokuje możliwość odjazdu. Wskakuje tak szybko, że nawet nie zdążyłem się pożegnać z młodą z Maha Sarakham. Udało się, jestem w środku 🙂 Po tygodniu w podróży jadę do domu w Bangkoku… Fajnie było i nie mogę się doczekać kolejnego tripu do mojej ulubionej części Tajlandii.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Issan trip dzień 3 – Maha Sarkham


Rano, jak to rano, znowu morning glory – prawie jak na viagrze. Z laską poprzedniej nocy spaliśmy ‚na łyżeczkę’ i obudziła mnie wiercąc się dupką. Ewidentnie miała na coś ochotę. Trochę przez sen, jeszcze z zamkniętymi oczami, zrobiłem ją o 6:30, akurat przed rozpoczęciem pracy. Potem szybka kawa z 7/11 za 14 batów i loguje się na serwer do pracy. Moja niuńka też musi uciekać do szkoły – jest nauczycielką tajskiego w podstawówce.

isan_map_maha_sarakham-azja-po-zmroku-tajlandia

O godzinie 12 zrobiłem check out z hotelu. Postanowiłem nie siedzieć więcej w Buriram i jechać prosto do Khon Kean. Z laptopem wsiadam do autobusu i stukając w klawiaturę udaję się na północ. Autobus wlókł się jednak niesamowicie, po 2 godzinach dojechał do Maha Sarakham, a Khon Kean następne dwie przede mną… Miałem tak dosyć jazdy, że po prostu wysiadłem w Sarakham i olałem Khon Kean. decyzja podjęta w przeciągu 4 sekund.

Maha Sarakham to specyficzna miejscówka. Małe miasto, w którym niegdyś pracowałem na uniwersytecie, oznacza się największym zagęszczeniem studentów na kilometr kwadratowy w całej Tajlandii. Ciekawa statystyka – jak wpisałem ludność Maha Sarakham w google, wikipedia podaje 40,000 mieszkańców. Jak wpisałem ile studentów jest zapisanych na sam Maha Sarakham university, wyskoczyło 46,000. No ciekawe 🙂 Zwłaszcza, że poza Maha Sarakham university, jest tam też Ratjabat university – drugi duży, no i kilka collegów. Ciekawa miejscowość gdzie prawie każdy zapierdala w uniformie studenckim.

Nie daleko przystanku autobusowego jest mój ulubiony hotel za 450 thb (nazywa się Infinity – polecam). Istnieje też możliwość wynająć na miesiąc za 4,000 (+3000 depozyt), opcja który zajebiście mnie kusi. W recepcji siedziała amerykanka z Texasu, która okazała się nauczycielką w pobliskiej szkole. Mieszka właśnie w Infinity. Jak usłyszała moją rozmowę po tajsku z recepcjonistką, użyła tego jako wymówki, żeby zagadać. Jak chodzi o podrywanie białych lasek w Azji – o ile one nie lubią azjatyckich chłopaków  (a większość nie lubi), to są absolutnie zdesperowane, żeby kogoś poznać. A większość facetów je i tak olewa i woli Azjatki… W tym przypadku byłem prawdopodobnie jednym potencjalnym dla niej towarem w całej okolicy. Od razu zapytała co robię wieczorem i czy może przyłączyć się na drinka. Ah te wygłodzone nauczycielki angielskiego w tajskich prowincjach… Mnie jednak nieszczególnie interesują białe laski, więc ją trochę zbyłem. W pokoju odpalam aplikacje randkowe i szukam jakiejś miejscowej dziewczyny.

Po godzinie byłem już umówiony pod moim hotelem z Tajką. Ponieważ fajne było z niej ciastko, chciałem ją zabrać gdzieś na miasto. Jakiś night market albo drinki. Ona natomiast sama zaproponowała, że przyjedzie do mnie do hotelu i będziemy oglądać jakieś niedojebane kreskówki dla dzieci.

W końcu Tajka przyjechała z koleżanką, jak to często lubią robić. Zamiast się jednak denerwować, pogadałem sobie z nimi 40 minut przed hotelem, zaprzyjaźniłem się z tą drugą i jak już mnie obydwie lubiły, to poprosiłem, czy da nam trochę prywatności. Udało się. Idę do pokoju z młodą „na kreskówki”.

Laska ma 19 lat, ale wygląda na 16. Nie brałem jej do pokoju przed sprawdzeniem ID card, żeby nie było przypału. Swoją drogą, jak nie wiecie czy laska jest ladyboyem, to na ID card jest zawsze wpisana płeć przy porodzie, nie da się tego zmienić, więc to najlepsza metoda na przekonanie się… Anyway, albo ta moja ma podrobiony ID card, albo faktycznie tylko wygląda tak młodo. Generalnie bardzo mi się spodobała, z jednym dużym minusem – brak cycków. No ale zawsze coś jest nie tak, jak są cycki, to pojebany charakter, jak są cycki i charakter, to pokrzywiona twarz, itd. Ideałów nie ma…

W środku oglądamy te japońskie mózgojeby. Laski z tych wsi trzeba trochę wolniej atakować, bo one nie są przyzwyczajone do faragów. Dla nich to spore wydarzenie przeruchać się z inną rasą i dla sporej części to pierwsze takie doświadczenie. Powoli więc jadę krok po kroku – najpierw dotykam jej dłoń, potem rękę, następnie nogi, brzuch, itd. Po 2 godzinach rozpiąłem jej stanik i wtedy już można było atakować bardziej odważnie. Znowu trafiła się ogolona laska – albo jakaś nowa moda przychodzi do Tajlandii, albo te wszystkie laski jakoś dają radę się ruchać z farangami i już się nauczyły, że norka włochata jest ble.

Ten nocy, choć był piątek, czyli miałem wolne następnego dnia, ergo, mogłem iść na imprezę, zostaliśmy w hotelu. Nie zobaczyłem kurwa nic w tym Maha Sarakham! Z autobusu to hotelu i od razu laska prosto na pokój… Nie powiem, że żałuje, ale niestety w tym momencie nie mogę nic więcej napisać o mieście, bo następnego dnia jechałem już prosto do Khon Kean. Mój cel to prowincja Loei – czeka tam na mnie dziewica z dużymi cyckami która gdzieś się przybłąkała przez internet. W każdym razie bardzo mnie kusi, żeby wrócić do Maha Sarakham i wynająć pokój na miesiąc – to jest prawdziwa Tajlandia, nie jakieś kurwa Phukety i Chinag Maie.

Khon Kean już opisze kilka dni w jednym artykule, bo zwolniłem z tępa – jednak praca, podróże, ruchanie lasek i imprezy jest trochę wyczerpujące, zwłaszcza jak się w między czasie dorzuci do tego siłownie co drugi dzień.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku