Wywiad dla portalu Pitu-pitu.pl (video)


Wywiad dla portalu Pitu-Pitu.pl. Z Rafałem Otoka-Frąckiewicz rozmawiamy takich aspektach Tajlandii jak podatki, prostytucja, religia, obyczaje, system prawny, etc

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Reklamy

Duchy w Tajlandii – strach się bać


Duchy w Tajlandii są wszechobecne, a raczej, wierzenia w duchy są poważnie traktowane przez większość Tajów. Legendy o duchach przeplatają się z buddyjskim wierzeniami przez 2500 lat aż fenomen ten przesiąknął i wyewoluowały do dzisiejszych czasów, co można zaobserwować nie tylko w zachowaniu Tajów. Przy każdym domostwie, stoi wszak domek dla duchów, a na nim tacka z jedzeniem oraz piciem dla niematerialnych duchów, aby te zostawiły już domowników w spokoju, mając gdzie mieszkać oraz co jeść.

bangkok, tajlandia, azja po zmroku, domek dla duchów

domek dla duchów

Myślicie, że domki dla duchów to przesada? Tajowie potrafią odprawiać modlitwy na odpędzanie duchów nawet w klubie go go, gdzie 10 lasek kręci tyłkiem i pokazuje cycki, a jedna, weteranka – zazwyczaj burdel mama – chodzi z kadzidełkami na około i odprawa czary mary, hokus pokus, duchów nie ma. True story, widziałem na własne oczy.

Duch po tajsku to Phi (ผี), prawie wszystkie duchy są aktywne wyłącznie w nocy. No, z wyjątkiem znanego ducha o imieniu Pret, któremu światło dzienne nie przeszkadza. Zdziwko, że Tajowie znają imię ducha? Nie powinno. Oni znają nawet wygląd niektórych duchów, włączają w to takie detale jak ich wzrost, kolor włosów, czy charakter, etc.

Jednym z moich ulubionych duchów jest Nang Tani – duch kobieta, która pojawia się wyłącznie podczas pełni księżyca, w… kiściach bananów.

Phi Kong Koi to leśny duch – wampir, z… jedną nogą. A czemu nie 🙂

Phi Hua Kad, jeśli znacie tajski, to pewnie nazwa już sugeruje co to za duch. Phi – duch, hua – głowa, kad- ucięta. Jest to duch który chodzi ze swoją głową w ręce, gdyż jest ona ścięta.

Nie ma co wspominać więcej imion. Powiem tylko, że znanych duchów jest znaczenie więcej.Jest np. duch bardzo wysoki, duch kobiety w ciąży, mający podwójną moc, bo w końcu ma w sobie dwie osoby, a także duch który… śmierdzi.

Nie wszystkie duchy są jednak złe. Duch Phi Ka, wygląda zupełnie jak człowiek, choć lubi jeść wyłącznie surowe mięso. Tajowie którzy składający mu ofiary mogą cieszyć się jego pomocą w poprawionym szczęściu i zdobywaniu sławy.

Jak duchy ingerują w życie Tajów 

Niektóre spośród tajskich duchów mają nawet swoje własne kapliczki. Mae Nak Phra w Bangkoku na ulicy Sukumvith 77 jest dedykowana właśnie duchowi o tym samym imieniu. Jest to najpopularniejszy duch kobiety, o której powstało nawet kilka filmów. Mąż Mae Nak był żołnierzem który wyruszył na wojnę za czasów panowanie króla ramy V, w między czasie ona umarła przy porodzie. Kiedy mąż powrócił z wojny nie wiedział, że zarówno jego żona jak i dziecko są duchami. Każdy z sąsiadów który próbował go ostrzec, ginął w tajemniczych okolicznościach.

Mar duch, kapliczka, azja po zmroku, tajlandia, bangkok

Mae Nak Phra Khanong

Większość duchów mieszka we wspominanych powyżej domkach dla duchów, czyli San Phra Phum, albo ศาลพระภูมิ. Zaniedbywanie domków dla duchów jest uważane jako zły omen, dlatego Tajowie zawsze dbają o nie i regularnie składają ofiary z jedzenia, włączając w to kolorową fantę dla duchów – dzieci, wiemy bowiem, że młodzież lubi wszystko co słodkie. Zazwyczaj ofiary dla duchów to kadzidełka, drobne smakołyki lub owoce, ale jeśli Taj modli się o coś  bardziej konkretnego, to potrafi zostawić nawet głowę świni. 

Każdego roku w prowincji Loei na dalekiej północy Tajlandii odbywa się 3 dniowy festiwal duchów o nazwie Phi Ta Kon. Mieszkańcy odprawiają rytuały aby pobliski duch rzeki – Phra U-pakut – obdarzył ich swoją protekcją.

Horrory w Tajlandii

Zastanawialiście się kiedyś dlaczego Tajowie nigdy nie oglądają filmów o duchach w samotności? Dla większości z nich są to potencjalnie prawdziwe historie i laski dosłownie sikają w gacie podczas wizyty w kinie.

Jak wykorzystać tajskie duchy 

Ja jestem generalnie pragmatyczną osobą. Jeśli ktoś wierzy w zabobony z epoki żelaza typu duchy, podwodne cywilizacje, albo  Jezus, to należy to wykorzystywać. Jeśli chcemy przykładowo pozbyć się Tajki, to wystarczy powiedzieć jej, że w łazience chyba jest duch, bo dzieją się dziwne rzeczy, lustro się samo poruszyło już 3 razy, światło czasami samo mruga, szczoteczka do zębów raz podskoczyła. Większość Tajek się wyniesie z własnej inicjatywy.

W Saigonie wbiłem kiedyś do pokoju w którym spała Wietnamka i zapytałem czy mogę z nią zostać, bo boję się ducha. Strzał w 10, bo laska spała z zapalnym światłem, gdyż… również bała się ducha.

 

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Życie w północnym Wietnamie – raport


Ponieważ osobiście nigdy nie byłem na północy Wietnamu, korzystając z okazji, że mieszka tam mój znajomy, poprosiłem go o skrobnięcie kilku słów o życiu, pracy i oczywiście dziewczynach z północy. Poniżej ciekawy tekst który na pewno zainteresuje czytelników Azji Po Zmroku. 

wietnam-hanoi-impreza

I. Wstęp. Chciałbym zachować w pewnym stopniu anonimowość więc przedstawiał się nie będę. Łącznie mieszkam w północnym Wietnamie ponad 5 miesięcy. Jestem nauczycielem angielskiego. Mieszkam w Haiphong trzecim pod względem wielkości mieście Wietnamu. Zostanę w Wietnamie na wiele lat więc nie traktuje tego jak zwykłej przygody. Mając pewne atuty można się tutaj nieźle ustawić. Nigdy wcześniej nie pisałem takiego artykułu. Mam nadzieję że was nie zanudzę.

II. Kultura. Wietnamczycy na północy są dumni ze swojej kultury, tradycji i narodu. Nie krytykują rządu. Nie narzekają. Są konserwatywni w związkach. Statystyka mówi że 70% kobiet nie rucha się przed ślubem. Wietnam bogatym krajem szybko nie będzie gdyż ze swoją nienawiścią do Chińczyków i głupimi drzemkami podczas kilkugodzinnej przerwy na lunch nic nie osiągną. Mamy w północnym Wietnamie miasta w których dziewczyny są otwarte – Hanoi. Mamy coś pomiędzy – Haiphong. I mamy okropne miasto – Thanh Hoa City, gdzie można za to stracić prace. Ludzie jednak są przyjaźni. Cieżko tutaj o kłopoty. Niektórzy chcą oszukać na cenach, ale znając podstawy języka nie można się dać oszukać. Najważniejsze to znać ceny i liczby.

III. Policja. Jeśli mamy gadane to policji obawiać się nie trzeba. Ważne jest to by wiedzieć co robić. Przede wszystkim niczego nie podpisuj i do niczego się nie przyznawaj. Nie ma monitoringu nie ma dowodów. Po drugie mów szybko po angielsku by nic nie zrozumieli. Można też robić jak mój kolega czyli bajka że jest się nauczycielem angielskiego na wolontariacie, robi się to za darmo, uczy dzieci policji, przyczynia się tym do rozwoju narodu, a jak to do nich nie przemawia to wyskakuje się z pytaniem czy chcą by zniechęcić i innych obcokrajowców do wizyty Wietnamu. Na ogół wtedy dziękują i puszczają wolno. Kolega pijany połamał nogę Wietnamczykowi w wypadku. Przyfarciło mu się gdyż okazało się że głowa policji go zna i słyszał od córki że jest zabawnym nauczycielem.

IV. Dziewczyny. W Hanoi łatwo poruchać. Właśnie wracam autokarem. Dziewczynę poznałem przez tindera. Napisała mi bezpośrednio że szuka kogoś do seksu, a nie związku bo lubi wolność. Czyli idealnie. Poznałem jej „siostry” które również lubią obcokrajowców. Niby jest rasizm, nie lubią czarnych i arabów, no ale niektóre się niestety kuszą też i na brudasków, ale biały kolor skóry ma tu taką samą wartości jak i w Tajlandii, albo i nawet większą. W Haiphong już jednak trudniej o ruchanie i z bólem przyznaje że przez prawie trzy miesiące nie ruchałem tam normalnej dziewczyny. Nie chodzi nawet o to że szukam jednorazowej przygody bo szukam partnerki do seksu na stałe dopóki nie znajdę sobie żony która dobrze wygląda, wie jak zrobić pieniądze i nie pracuje dłużej niż 8 godzin dziennie. Raz miałem przygodę że kolega przyznał że korzystał z kamerki i laska mu dupę pokazała. Przyznał że trzepał. Wziąłem tego fb napisałem, dostałem zaproszenie do tego mieszkania i okazało się że facet wiec trzeba uważać. Ladyboya chyba jednego widziałem, ale wychodzi na to że geje też tu są. Na randkę z dziewczyną łatwo się umówić w moim mieście, no ale wyruchać jednak ciężej. Koledze jednak się udało kilka razy ze względu na znajomość wietnamskiego. Pewnego razu wybraliśmy się z kolegami do Do Son. Jest to największy burdel w Wietnamie. Motelik obok moteliku. Koszt za godzinę z dziewczyną to równowartość 45 PLN. Jak to wygląda? Siedzimy sobie w środku i przyprowadzają nam dziewczyny jedną po drugiej dopóki sobie nie wybierzemy takiej która nam się podoba. Jak na nas patrzą to są przerażone gdyż wiedzą co je czeka. Pierwszego razu byłem tam z kolegami i ostatecznie skończyłem. Dziewczyny mają przygotowane gumki. Za drugim razem zabrał mnie tam szef, który za mnie zapłacił. Pierwsza dziewczyna po kilkunastu minutach zaczęła udawać płacz i prosiła bym przestał. Kazałem jej przyprowadzić drugą. Druga wytrzymała dłużej, ale rownież nie skończyłem gdyż za szybko się zmęczyła. Więcej tam nie wróciłem i nie mam zamiaru korzystać z usług prostytutek. W innych krajach nie próbowałem. Tutaj w pewnym sensie sytuacja mnie zmusiła bo gdzie to tyle bez ruchania? Na szczęście już znalazłem sobie partnerkę która odwiedzi mnie kolejnym razem u mnie w mieście. 2 godziny autokarem z Hanoi do Haiphong. Oczywiście tu też się umawiam z dziewczynami no ale jedna mi palnęła że nie jest gotowa po tym jak już palcem jej wierciłem otwór. Nic z tych spotkań nie wychodzi.

V. Haiphong. Miasto w którym mieszkam jest trzecim pod względem wielkości miastem Wietnamu. Jest tu port, miasto ma ambicje by przewyższyć Hanoi. Znajduje się niedaleko morza wiec jakieś szanse są. Dużo tu mostów, rzek i o środowisko naturalne ciężko. Miasto ma zamiar zostać ośrodkiem handlu morskiego. Od niedawna mamy połączenie lotnicze z Bangkokiem. Mamy wiele klubów i kin w Haiphong. Jeśli miałbym zagadać do dziewczyny to w kinie. Poza tym fb i komunikator Zalo. W klubach są zazwyczaj dziewczyny których praca ogranicza się do tańca i normalnych dziewczyn na parkiecie nie ma. Jeśli zabawa to tylko Hanoi. Tam są kluby pełne lasek otwartych na cudzoziemców.

VI. Praca Lepiej jest uczyć angielskiego w Haiphong niż w Hanoi czy Sajgonie z wielu powodów. Najważniejszym jest mała liczba obcokrajowców. Jesteśmy bardziej wartościowi dla szkół. Jeśli dobrze wyglądasz, jesteś pewny siebie i umiesz zrobić na uczniach wrażenie to wiele szkół będzie chciało byś dla nich pracował. Można z kontraktem, można bez. Czyli da się legalnie jak i nielegalnie. Zarobki są duże. Podstawa to 15 USD za godzinę, zdarza się jednak że dostaje 22 USD od niektórych szkół i to jest mój cel. Jestem człowiekiem który idzie przez życie na skróty. Nie lubi się nudzić. Wiec nauka angielskiego na swój sposób daje mi radość, jest na lekcjach śmiesznie i zarabiam na tym dobre pieniądze. Typowy Wietnamczyk zarabia pracując cały dzień z durną przerwą na lunch równowartość 700 PLN na miesiąc. Czyli można zarobić 10 razy więcej.

VII. Szkoły. Można pracować w prywatnych centrach językowych jak i być odsyłanym do szkół publicznych. Za szkoły publiczne i tak jednak Wietnamczycy płacić muszą. Taki tu „komunizm” że nie ma emerytur, darmowej opieki zdrowotnej i darmowych szkół. Poziom nauki jest wyższy niż w Tajlandii. Łatwo znaleźć młode osoby mówiące po angielsku. No i oni chcą się uczyć angielskiego. Jesteśmy bardziej szanowani niż w Tajlandii gdzie nauczyciel szanowany nie jest. Nie jesteśmy męczeni przez te kurwy w postaci tajskich nauczycieli którzy podważają nasze umiejętności, a mało który z nich gada po angielsku no i nasze życie chcą kontrolować. Jebać tajskich nauczycieli, auauau! W Tajlandii nie mamy wsparcia jakie dostajemy w Wietnamie. Darmowe mieszkanie, darmowy skuter i różne pozwolenia do legalnej pracy. Czasami można trafić na szefa który będzie naszym najlepszym kumplem, a nawet będzie się można poczuć jak w rodzinie.

VIII. Ceny. Podobne do Tajlandii, można drogo i tanio. Wystarczy wiedzieć gdzie jeść, pić i co.

IX. Drogi. Drogi w Wietnamie. Jeśli jesteście przerażeni poruszaniem się po Tajlandii to zmienicie zdanie po wizycie w Wietnamie. Nikt nie przestrzega żadnych zasad drogowych. Zielone światło oznacza jedź, żółte jedź szybciej, czerwone jedź ostrożnie. Często miałem sytuacje wypadkowe. Na szczęście udało mi się ich uniknąć. Kierowców nie obchodzi to że cię oślepiają. Jadą z tymi wysokimi światłami. Kierowców nie obchodzi że droga jest wąska i zdarza się że tir wyprzedza tira nie przejmując się tym że naprzeciwko jedzie skuter. Powszechnym jest też jazda bez świateł po drodze która jest oświetlona tylko z jednej strony albo w ogóle nie jest. Debile potrafią też jechać pod prąd bez świateł. Poza tym wpierdalają się przed twój skuter i w ogóle jeden wielki skandal. Jadąc myślę sobie cały czas „jebani Wietnamczycy”. Rowery są najgorsze – święte krowy. Zdarza się też że jest korek a Wietnamczycy i tak sobie jadą w grupie trzech skuterów czy rowerów w rzędzie urządzając sobie pogaduszki.

IX. Podsumowanie. Opisałem w skrócie najważniejsze sprawy. Może i dałoby się więcej napisać, ale niezbyt wiem jaki temat może być ciekawy. Jakby co to pytajcie w komentarzach u Michała. Pozdro.

Opisze wam jeszcze dłużej i bez poprawności jacy są Wietnamczycy. Po siedmiu miesiącach już mam pewną wiedzę na ich temat. Może zacznę od wyglądu. Wygląd młodych osób nie jest straszny, ale wrzucę wam zdjęcia facetów już dorosłych i starych. Starzy Wietnamczycy wyglądają na poziomie polskich bezdomnych i meneli. Wyglądają jakby byli brudni. Ich skóra robi się totalnie żółta, czy nawet pod brąz to podchodzi. Gały bardziej skośne. Pojawiają się im zmarszczki i ogólnie strasznie wyglądają. Wsród białych mężczyzn osoby starsze wyglądają dość normalnie. Tutaj większość z nich wygląda jak brudasy żyjące na wysypisku śmieci. Wydaje mi się że wyglądają najgorzej spośród Azjatów. Kobiety jako tako wyglądają dobrze do danego roku życia. Inaczej by ich natura tak nie namnożyła. Jacy są Wietnamczycy? Może zacznę od facetów. Są chujowi. Nie przyjaźnie się z nimi i nie lubię spędzać czasu w ich otoczeniu. Lubią się przechwalać. Mają wysokie mniemanie o sobie. Żyją w ciągłym strachu przed Chinami. Lubią kłamać. Zdarzają się skurwysyny które kłamią dziewczyny tylko po to żeby się z nimi przespać, a jak już to zrobią to koniec, ślubu nie ma bo nie jesteś dziewicą. Ja tutaj już do kłamstw się przyzwyczaiłem więc nie traktuje ich na poważnie. Wietnamczycy muszą kłamać dziewczyny bo nic innego do zaoferowania nie mają. Może 10% z nich wygląda dobrze, ale wciąż przeciętny Polak wygląda lepiej i to same Wietnamki by przyznały. Jak ja słyszę że jestem przystojny to już nawet nie robi to na mnie żadnego wrażenia, bo prostu widzę wokół jak wyglądających osób przyszło mi żyć. Koleżanka sama powiedziała że jej ojciec jest brzydki. Niby są, mili, przyjaźni, pokojowi, z chęcią by poczęstowali za darmo swoim bimbrem, ale wciąż nigdy nie można im uwierzyć i zaufać. Wietnamki za to są całkiem zabawne i miłe. Z szacunkiem się odnoszą do faceta. Są uległe i słuchają się męża. Z takich rzeczy które mnie denerwują to język wietnamski. Jak Wietnamczycy mówią to tak jakby się kłócili bo mają tony w języku. Wiele słów bardzo podobnych do siebie ale w innej tonacji. Dla przykładu w Tajlandii i Laosie mimo to jest kultura żeby mówić po cichu. Wietnamczycy drą mordy. Poza tym nie dbają oni o naturę. Mają skłonność do jedzenia na podłodze czego nie lubię bo to uwłaczające. Jak już wspomniałem cały czas boją się Chin i myślą że Wietnam jest super ekstra zajebisty. Szef mi powiedział że pomoże mi zdobyć obywatelstwo Wietnamu. Po pierwsze wiem że te obietnice to kłamstwa, po drugie kto by chciał obywatelstwo Wietnamu? Przecież w każdej chwili Chiny mogą w ciągu tygodnia podbić Wietnam. Jeśli byłbym bogaty to może bym się skusił. Nakupowałbym ziemi i robiłbym kasę na Wietnamczykach i turystach. Rząd Wietnamu w ogóle nie dba o ludzi. Za edukacje i opiekę medyczną trzeba płacić. Stan dróg to tragedia. Transport publiczny także. Nie podoba mi się też w ich narodzie to że żyją w brzydkich domach, nie mają żadnego pojęcia o sztuce i zbierają w domach śmieci. Rzeczy które nigdy im się nie przydadzą. Zamiast wywalić je, oddać komuś czy sprzedać to je składują. Uwierzylibyście że ktoś mający 500tys. Złotych na koncie zamiast kupić telewizor led będzie używał starego kineskopowego 21 cali? Tacy są Wietnamczycy. Nawet są dumni że zaoszczędzili sami myjąc samochód zamiast dać komuś zarobić. Nie napędzają oni swojej ekonomii tylko oszczędzają pieniądze. Z takich pozytywnych rzeczy to może tylko to że są grzeczni, pokojowi, no ale co z tego skoro są dumni z tego że mają tylko jedną partie w kraju? Jest tu duża korupcja. Państwowa telewizyjna cały czas wkłada im gówno do głowy i teraz wydaje im się że Ameryka ich zdradziła bo Trump jest be, a Obama był cacy bo odwiedził Wietnam. Ameryka tak czy siak będzie ich „przyjacielem” bo graniczą z Chinami, a Trump Chin też nie lubi. Z myśleniem samodzielnym jest tu słabo gdyż nie jest tu tak jak u nas że w internecie znajdziemy prawdziwe informacje. U nich wierzą bardziej w telewizje niż w Polsce. Podsumowując: Wietnamki są spoko, Wietnamczycy już nie do końca.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.