Ja, Tajka i homuś w jednym łóżku – historia dla dorosłych


Historia ta, choć opisana już niegdyś na tej stronie, wzbudzała wiele kontrowersji, w związku z czym została usunięta. Dzisiaj postanawiam napisać ją ponownie. Dlaczego? Ano w związku z tym, że strona ta zarabia pieniądze, mam totalnie wyjebane na hejterów, czy innych łatwo bulwersujących się katolickich stróżów moralności. Jak się komuś nie podoba to może wypierdalać 🙂

khao-san-bangkok-tajlandia

Weekendy w Bangkoku to świetny czas na wyrywanie lasek. Jest kilka takich miejsc, w które Tajki na co dzień studiujące na uniwersytetach, pracujące w officach, czy szkołach, wychodzą na miasto aby się rozerwać, z przewodnią myślą znalezienia sobie faranga do zabawy. W kraju w którym żydowskie religie takie jak chrześcijaństwo czy islam nie mają mocy aby wpierdalać się swoimi mackami w sprawy seksu, a co 4 Taj to gej, o zaciągnięcie Tajki do łóżka jako biały obcokrajowiec, łatwiej niż z imprezy jest chyba tylko przez internet. Przez ten drugi można się umówić na randkę od razu w mieszkaniu, za to na imprezie łatwiej jest oszacować, czy nasza wybranka na pewno dobrze się prezentuje, albo o zgrozo, nie jest ladyboyem.

Pewnego weekendu byłem więc na Khao San, miejscu które przez wielu expatów traktowane jest z pogardą ze względu na ilość back packersów, niskie ceny oraz specyficzny, trochę jakby hipisowski klimat, szukając właśnie dziewczyny na przygodę. Ja osobiście lubię Khao San. Niskie ceny mi odpowiadają, z back packersami nie rozmawiam, a dodatkowo, nie stanowią oni konkurencji jeśli chodzi o startowanie do Tajek.  Najważniejsze jest natomiast to, że w weekend powrót do domu z Tajką z Khao San jest bardziej prawdopodobny niż powrót samemu, a także fakt, że przychodzą tu normalne dziewczyny, a nie dziwki które chcą sobie dorobić.

Siedziałem więc na krawężniku przeglądając potencjalne ofiary, trochę jak wąż czający się, aby upolować szczura. W końcu przechodzi. Ładna buzia, duże cycki, idzie z kilkoma znajomymi, w tym jeden ewidentny homuś. Atakuje od razu, bez namysłu. Piękno wyrywana Tajek tkwi w tym, że nie trzeba być wyrafinowanym. Wystarczy powiedzieć „cześć, jak się nazywasz” i rozmowa startuje. Bez ryzyka usłyszenia „spierdalaj” jak lubią  czasami zachować się nasze europejskie koleżanki. Używanie jakichkolwiek skomplikowanych openerów typu „czy mogę cię poprosić o opinię” najprawdopodobniej sprawi, że laska po prostu cię nie zrozumie. Znajomość angielskiego w Tajlandii graniczy z zerem, a jeśli mówimy po tajsku, to widok białego mówiącego w lokalnym języku sam w sobie jest tak unikatowy i wzbudzający zainteresowanie, że również wystarczy zapytać o imię, a reszta z górki – laska momentalnie zacznie wypytywać z własnej inicjatywy dlaczego mówisz po tajsku, jak długo tu jesteś, co robisz, etc. Główna zasada wyrywania tajek – keep it simple!

Po 5 minutach wspólnego siedzenia, moją laskę o imieniu Fha (po tajsku imię to oznacza „niebo” lub kolor niebieski), zebrało na szczerość i wali prosto z mostu – wiesz co muszę ci coś powiedzieć. I tak mnie dzisiaj nie wyruchasz bo muszę wracać z moim kolegą gejem taksówką do Minburi. Minbui to takie miasto satelita Bangkoku, tak jak Stansted czy Luton obok Londynu. Taxówka raczej droga, więc próbują ciąć koszty na dwóch. W tym momencie do rozmowy wpierdala się gej – no chyba, że mnie też wyruchasz, wtedy możesz ruchać Fha – mówi, a zaraz po nim Fha wtóruje – Tak, on ma rację. Jeśli jego też wyruchasz, to możesz mnie mieć. 

Jest taka zasada. Jak facet jest napalony to nigdy nie stawia mu się warunków typu „dam ci się wyruchać jeśli….”. Dlaczego? Ponieważ napalony facet obieca wszystko, żeby tylko dostać to czego potrzebuje. A spełnieniem obietnic będzie przejmował się dopiero później. I tak było w tym przypadku. Zgodziłem się z warunkiem, że mogę puknąć Fha jako pierwszą. A co zrobię z homusiem? No chyba mnie nie zgwałci jakieś chuchro tajskie które warzy mnij niż przeciętnie wyciskam na klatę.

Wkrótce później jedziemy w trójkę na motorze do mojego apartamentu. W środku z przyjemnością ściągam z Fha ubrania i nie czekając ani minuty wskakuję na nią. Obok leży homuś i non stop próbuje się dołączać. Nie pomaga jak mu tłumacze, że nigdy nie skończę jeśli będzie mnie zaczepiał. W końcu uderzyłem go kilka razy z pięści w ramię, tak  żeby poczuł, i zadziałało. Przestał się do mnie dobierać, za to leżał na boku jak zakochany wpatrując się we mnie i Fha podczas aktu.

Nadszedł moment w którym zaczną się problemy – skończyłem. Znalazłem się w sytuacji gdzie w moim łóżku leży gej, ściąga już nawet majtki, a ja obiecałem, że go przelecę. Zonk i co teraz… Pierwsza taktyka – apeluję, że skoro jest facetem to wie, że 2 razy pod rząd to się nie da, nawet mi nie stanie. Miałem nadzieje, że ponieważ wszyscy byliśmy najebani, zaśnie i jakoś mi się uda… Ale nie poszło tak łatwo. Fha wymyśliła, że na pewno jej się uda postawić mnie ustami i zabrała się do dzieła. Niestety szybko jej się udało i ponownie mam geja który się do mnie dobiera w łóżku.

Próbuję wszystkich możliwych wymówek, uciekam, bronię się. W końcu w akcie desperacji wymyśliłem, że przecież Fha zgodziła się, że zrobię ją w tyłek, a wcale mi nie dała. W ogóle się tak nie umawialiśmy, ale naprawdę nie wiedziałem co już mam wymyślić. Ku mojemu zdziwieniu, Fha się wypięła i mówi „ok, dawaj” …

Ustawiam się za Fha i pakuje się do środka. Fha gwałtownie krzyczy z bólu, gej mnie mocno popchał, żebym ją zostawił. SUKCES!!! Używam tego jako wymówkę. Złamaliście umowę, więc nie ma ruchania – oświadczam. Fha już całkiem się wycofała, tym czasem homuś atakuje non stop. Prosi, błaga, próbuje dotykać delikatnie. Ja za każdym razem powołuje się jednak na złamaną umowę. W końcu do geja dochodzi, że z tego definitywnie nic nie będzie. Reakcja? Zaczyna płakać. Ale nie tak, że mu łzy lecą trochę. Beczy kurwa jak dziecko w przedszkolu. Głośno i łzy mu aż sikają na boki jak w kreskówce.

Reakcja Fha? Epicka. Siada mu na kolanach. On w moim łóżku z obniżonymi majtkami, gotowy na walenie do którego nie doszło. Fha próbuje go pocieszać. Łapie go za ptaka i pyta „kotku co mam zrobić, żeby ci lepiej było, zwalić ci, zabrać go do buzi?”. Ale gej nie jest zachwycony. Cały czas buczy jak małe dziecko i krzyczy „nieeeee, ja chce żeby on mnie w tyłek ładował !!!”.

Ostatecznie obaj wkurwieni wyszli i zniknęli. Trochę szkoda, że Fha mnie nie lubi już, super dupeczka była i bardzo chętnie bym się z nią umawiał częściej. No nic, nie można mieć w życiu wszystkiego 🙂

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Przykładowy program zwiedzania Bangkoku z przewodnikiem – wycieczka nocna


Każdy program jest ustalany indywidualnie. Poniższa trasa jest przykładowa, można ją zmieniać w trakcie lub z góry, wedle tego na co w danej chwili będzie ochota. Natomiast opisze tutaj kilka z głównych atrakcji nocnych Bangkoku, które na pewno są warte zobaczenia. Program nocny kosztuje 100$ za 6 godzin, niezależnie od liczny uczestników. Dodatkowo, dochodzą do tego koszty transportu, ewentualnej kolacji oraz drinków.

Scirocco Sky Bar, Lebua State Tower, Bangkok, Thailand

Jeszcze mały disclaimer z góry. Część programu opiera się o słynne dzielnice czerwonych latarni. Ponieważ w internecie i telewizji istnieje bardzo dużo bzdur na temat „niewolnic seksualnych”, etc, z góry zaznaczam, że WSZYSTKIE dziewczyny pracują w takich miejscach z własnej woli. w Tajlandii jest 1% bezrobocie od ponad 15 lat, jeśli ktoś chce pracować w Tesco, restauracji, lub salonie masażu, pracę można znaleźć w jeden dzień. Dodatkowo, pomimo tego, że praktycznie każda z nich jest damą nocy, dostępną za pieniądze, to każda ma też prawo nie tylko odmówić pójścia z klientem (co się zdarza), ale nawet odmówić wypicia z klientem drinka (co też się zdarza). Powód dla którego wybierają taką pracę jest prozaiczny – łatwe i szybkie pieniądze, w kraju gdzie na prostytucje istnieje społeczne przyzwolenie i nie jest to powód do wstydu. Zdarza się natomiast, że część z nich jest nieletnia i przypominam, że bliższe kontakty z takową jest karane więzieniem.

Ping Pong show – atrakcja Bangkoku, której pomimo tego, iż nie polecam, większość turystów chce zobaczyć. Potem oczywiście przyznają mi rację i mówią, że tego lepiej było nie widzieć :), ale dla miłośników mocnych wrażeń, jest to opcja. Dlaczego nie polecam? Przede wszystkimi dlatego, że żadna „normalna” dziewczyna, która może robić cokolwiek innego, nie zniży się do pracy która polega na strzelaniu z narządów płciowych piłeczkami ping pongowymi, wkładaniu sobie tam żyletek, dmuchaniu dymem papierosa, etc. W efekcie show jest robiony przez weteranki seksu, które spokojnie mogą być babciami (i pewnie są), a ich figury przypominają raczej hipopotama. Są to panie, które 20 lat temu pracowały jako fajne laski do towarzystwa, a teraz nie nadają się już na nic innego niż obrzydliwy show który sprawi, że każdemu skrzywi się mina. Nie jest to nic seksownego, czy nawet erotycznego. Dodatkowo ODRADZAM chodzenie na ping pong showy bez przewodnika. Pomimo tego, że Bangkok i Tajlandia są bardzo bezpieczne, ping pong show to znany scam i jeśli nie znacie bezpiecznego miejsca to jest duże prawdopodobieństwo, że wymuszą na was duże pieniądze.

Wizyta w Sky Barze – których jest w Bangkoku sporo. Są droższe i tańsze miejsca. Najciekawszy Sky bar to Lebua at State Tower, w którym kręcono film Hungover 2, film w polskim kinie występował pod nazwą Kac Las Vegas 2. Zostajemy na drinka na 65 piętrze i radujemy się spektakularnymi widokami Bangkoku nocą z otwartego tarasu. Alternatywnie udajemy się do innego Sky baru, w dzielnicy Sukumvith lub Pratunam, gdzie choć widoki są trochę mniej ciekawe, to ceny drinków są o ponad połowę niższe.

Prawdziwa tajska kolacja – zero kiczu dla turystów, zabiorę was w miejsce gdzie będziemy jedynymi białymi. Jest kilka opcji, moja ulubiona to Mukata, czyli tajski grill / bufet, gdzie jedzenie przyrządza się samemu. Możemy też pójść na jedzenie z Issanu, czyli regionu z północnego wchodu Tajlandii, który kulturowo jest bardziej związany z Laosem niż Tajlandią. Spróbujemy takich słynnych potraw jak Som Tam, czy Nam Tok Muu.

tuk-tuk-bangkok-tajlandia

Patpong – jest to dzielnica znana przede wszystkim z nocnego marketu, który specjalizuje się w wysokiej jakości podróbach zegarków oraz torebek. Jest to miejsce w którym o ceny walczy się jak lew, negocjacje mogą trwać nawet 10 minut. Dodatkowo, jest to jedna z 4 dzielnic czerwonych latarni w Bangkoku. Zdecydowani najmniej ciekawa, dlatego zaczniemy właśnie od tej, aby stopniowo budować napięcie. Istnieje tu możliwość wejścia do któregoś barów go go, a także kupienia dziewczynie drinka, co sprawi, że siądzie nam na kolanach i będzie zabawiać. Cena za drinki 60 – 200 batów.

Ratchada Train Market – zdecydowanie najciekawszy market nocny w Bangkoku. Można tu kupić tanie ubrania, buty, super jedzenie, a także usiąść i napić się piwa. Jest to market raczej lokalny (chociaż obcokrajowców też nie brakuje), co przekłada się na bardzo niskie ceny produktów.

Nana – jest to jedna z bardziej rozrywkowych dzielnic Bangkoku. Znajduje się tu między innymi słynna Nana Plaza, czyli coś w rodzaju centrum handlowego, gdzie zamiast sklepów znajdują się kluby go go. W Nana jest kilka bardzo ciekawych opcji, można tu zobaczyć show który jest tani i przyjemny dla oka (w przeciwieństwie do ping pongów), np. dziewczyna tańcząca na rurce, show lesbijski, etc. Wiek i uroda dziewczyn w Nana prezentuje się ZDECYDOWANIE lepiej niż na Patpongu. W niektórych klubach dziewczyny występują w bikini, w innych topless, a jeszcze w innych całkiem gołe. Dodatkowo, są tu bary ze słynnymi ladyboyami – dla odważnych 🙂

Spacer Sukumvithem – czyli najdłuższą ulicą w Tajlandii, ma ona 400 km i ciągnie się aż do granicy z Kambodżą. Początkowy odcinek Sukumvitu słynie z tego, że jest bardzo „niegrzeczny”, jest to centrum prostytucji i wszelakiej maści domów publicznych. Z zewnątrz pokarzę wam jak wyglądają takie miejsca i wyjaśnię w jaki sposób działają. Wiele z nich ma swoje specjalności np. tylko trójkąty, tylko przyjemności oralne, tylko ladyboye, masaże z happy endem, etc.

cowboy-bangkok-tajlandia

Soi Cowboy – jest to trzecia dzielnica czerwonych latarni w Bangkoku. Nazwana po czarnoskórym Amerykaninie, który był założycielem pierwszego baru i zawsze chodził w czapce kowbojskiej, jest to krótka ulica na której znajduje się masa klubów go go. Jest tu trochę drożej, ale i odbija się to na urodzie dziewczyn, a także ich skąpym ubraniu. Absolutny gwóźdź programu to najlepszy bar go go w stolicy, który słynie nie tylko ze 100 zawsze całkiem nagich i wydepilowanych dziewczyn na małej przestrzeni, ale także ich „agresywności”, czyli bardzo chętnych kontaktach z klientami. Bardzo często w ogóle nie pytają o żadnego drinka, wskakują na kolana i nie mają nic przeciwko na trochę odważniejsze zachowania. Ten bar może sprawić, że niektóre turystki płci żeńskiej poczują się trochę niekomfortowo, chociaż dla lesbijek znajdzie się tu zawsze chętna Tajka.

China Town – jedziemy do dzielnicy chańskiej, na której znajduje się nocny market oraz masa dziwnego jedzenia, którego albo w ogóle nie da się zidentyfikować, ponieważ to jakieś chińskie wynalazki, albo są dziwaczne, jak np. zupa z płetwą rekina lub gniazdo ptaków. Po twarzach widać tutaj, że lokalni to nie Tajowie, a właśnie Chińczycy, a zamiast tajskich znaczków, wystawy sklepowe oblepione są w chińskie.

Khao San – w nocy możemy przenieść się na Khao San, czyli słynnej imprezowni w Bangkoku, gdzie można wreszcie odpocząć od prostytucji. Khao San odwiedzają głównie „normalne” dziewczyny i prawie każda jest chętna na poznanie obcokrajowca. Znajduje się tutaj masa barów, klubów, a także można zrobić zakupy typu ubrania, lub jedzenie.

rca-bangkok-tajlandia

RCA – alternatywnie do Khao San, możemy udać się do RCA, czyli zespołu porządniejszych klubów, gdzie chodzą raczej Tajowie z wyższej klasy. Jest tu trochę drożej i sama wejściówka do każdego klubu, to 300, 400 batów. Można też poznać tutaj dziewczynę, natomiast zdecydowanie większym wysiłkiem niż w innych miejscach Bangkoku.

Jeśli jesteś zainteresowany wycieczką, to zapraszam do wysłania wiadomości w dziale KONTAKT. Więcej o moich usługach przeczytasz tutaj – Polski przewodnik w Tajlandii. O programie na zwiedzanie dzienne możesz przeczytać TUTAJ.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Przykładowy program zwiedzania Bangkoku z przewodnikiem – wycieczka dzienna


Program wycieczki jest ułożony tak, aby uniknąć słynnych Bangkockich korków które potrafią zepsuć dzień, czyli będziemy raczej przemieszczać się rzeką, kanałami, oraz metrem i pociągiem nadziemnym. Podczas zwiedzania lubię improwizować i zmieniać w trakcie, w zależności na to bardziej przychodzi ochota, więc proponowany program jest tylko ogólnym zarysem. Dodatkowo, proszę zwrócić uwagę na to, iż pewne obiekty są otwarte wyłącznie w poszczególne dni tygodnia. Wycieczkę zaczynamy po południu ponieważ wiele atrakcji typu markety nocne, lub dzielnice czerwonych latarni otwierają się dopiero po godzinie 18. Kolejność zwiedzania będzie różna w zależności od tego gdzie znajduje się hotel. 

Przykładowy program:

12:00 – Spotkanie w recepcji hotelu. Za wycieczkę rozliczamy się z góry, przed wyjściem do miasta.  

Pierwsza (opcjonalna) atrakcja dla odważnych. Wdrapujemy się na słynną wieżę duchów, czyli 50 piętrowy wieżowiec którego budowa została przerwana w 1997 roku ze względu na ówczesny kryzys finansowy. Aby wejść na górę NALEŻY być w dobrej kondycji fizycznej i wchodzimy wyłącznie na własną odpowiedzialność. Obiekt jest oficjalnie zamknięty i nie wolno do niego wchodzić. 

ghost-tower-bangkok

13:30 – Na nogach schodzimy do rzeki Chao Praya – największej rzeki w Tajlandii i łodzią (tramwajem wodnym) udajemy się z do starego miasta (Sanam Luang). Z rzeki podziwiamy azjatycką architekturę świątyni Wat Arun oraz Pałacu Królewskiego. 

14:00 Kolejny punkt programu – Khao San. Jest to jedna z bardziej znanych uliczek w Bangkoku z bardzo specyficznym klimatem. Wokół znajduje się wiele bardzo tanich hoteli dla backpackersów. W dzień można tu zrobić zakupy, zjeść robaki lub egzotyczne owoce takie jak słynny durian, który śmierdzi tak źle jak francuskie sery. Wbrew powszechnej opinii w internecie jakoby robaki były pożywieniem wyłącznie dla turystów, Tajowie są głównymi klientami na tego typu smakołyki. Pomimo tego, iż większość Tajów raczej brzydzi się tego typu przysmakami, to jest to dość popularna przekąska na północnym wschodzie kraju.  

robaki-tajlandia-khao-san

14:50 – Udajemy się 10 minut na nogach lub tuk tukiem za 80 batów do Wat Saket. Będzie to jedyna świątynia którą uwzględniam  programie i to nie dlatego, że jest fajną świątynią, ale dlatego, że znajduję się na sporym wzgórzu z którego rozciąga się panorama całego miasta. Dodatkowo samo wejście również jest atrakcją samą w sobie – wdrapujemy się pomiędzy egzotycznymi krzakami i buddyjskimi posągami. W tym miejscu opowiem na czym polega buddyzm, dlaczego każdy taj zostaje mnichem na co najmniej 3 miesiące w swoim życiu i jak wygląda codziennie życie buddyjskiego mnicha.  

15:30 – Płyniemy łodzią (tramwajem wodnym) do centrum miasta, do dzielnicy Pratunam. Zwiedzamy Pratunam Market – drugi największy market w Bangkoku specjalizujący się głównie w handlu ubraniami. Można tu zrobić zakupy po normalnej cenie, nie dla turysty, chociaż jak wszędzie w Tajlandii, jeśli cena nie jest wystawiona na towar, należy się targować. Pratunam słynie z potrawy Khao Man Gai, czyli oleistego ryżu z kurczakiem za 40 batów. W dzielnicy Pratunam znajduje się również Bayoke Sky Tower, wieża licząca 84 piętra, na którą możemy wjechać aby podziwiać widoki. Opcjonalnie, niedaleko stąd znajduje się również dom Jima Thomsona, Amerykańskiego biznesmena który rozsławił tajski jedwab na cały świat (zwiedzanie zajmuje około 40 minut), do którego możemy opcjonalnie wstąpić.

16:30 – (opcjonalnie) Przedostajemy się pociągiem nadziemnym do Chatuchak (otwarty wyłącznie w weekendy), największego bazaru w Azji. Po bazarze można krążyć godzinami, my jednak skupiamy się na sekcji z egotycznymi zwierzętami i oglądamy wiewiórki, papugi, węże, jaszczurki, etc. Na bazarze można kupić dosłownie wszystko, jest to dobre miejsce na zakupy. 

17:00 – robimy przerwę na obiado-kolację „Mukata”. Jest to tradycyjny tajski grill-bufet, koszt 150 – 400 batów za osobę za jedzenie do oporu. W restauracji typu Mukata jezdnie przyrządza się samemu na grillu który widzimy na zdjęciu poniżej. Jest to typowo tajska restauracja w której nie da się nic zamówić po angielsku i będziemy jedynymi białymi w środku. 100% tajski styl, nic pod turystów, autentyczne tajskie jedzenie. 

mukata-tajlandia-bangkok.jpg

17:45 – Przedostajemy się pociągiem nadziemnym BTS do Lumphini Park, największego parku w Bangkoku. Tutaj urządzamy polowanie na dzikie warany – jaszczurki które mają nawet do 2 metrów długości i potrafią pływać, nurkować oraz… wspinać się po drzewach! Dodatkową atrakcją jest zobaczenie jak nacjonalistyczni są Tajowie – kiedy o godzinie 18 z głośników rozlega się hymn, wszyscy przerywają ćwiczenia i stają na baczność.

waran-tajlandia-bangkok

18:20 – Idziemy 10 minut na nogach do Patpong. Znajduję się tu słynny market nocny z podróbkami na którym można kupić wysokiej jakości kopie torebek, zegarków, etc. Dodatkowo jest to jedna z 4 dzielnic czerwonych latarni w Bangkoku, i akurat ze względu na godzinę będzie happy hour, czyli tanie piwo (zazwyczaj buy 1, get 1 free), więc możemy wejść do któregoś z barów go go i sączyć piwo radując się widokiem pół gołych Tajek (całkiem gołe znajdują się w innych dzielnicach). Tu słowem ostrzeżenia, jeśli jesteście tu sami, radzę nie kusić się na żadne ping pong showy które będą oferowane bo jest to jeden ze scamów w Bangkoku który może was dużo kosztować.

19:30 – zjeżdżamy autobusem lub taxówką do Lebua at State Tower i wyjeżdżamy na 65 piętro do najsłynniejszego sky baru w Bangkoku w którym kręcono film Hungover 2, film w polskim kinie występował pod nazwą Kac Las Vegas 2. Zostajemy na drinka i radujemy się spektakularnymi widokami Bangkoku nocą.

20:30 – Powrót do hotelu i koniec wycieczki.

Powyższy program jest trasą którą oprowadzałem setki razy i  która jest według mnie bardziej ciekawa niżeli zwiedzanie standardowych zabytków, takich jak Świątynia Szmaragdowego Buddy, Wat Pho, lub Wat Arun. Dodatkowo, z przyczyn regulacji prawnych NIE jestem w stanie wejść do tych obiektów, więc w przypadku gdy na pewno chcecie zobaczyć te miejsca, opowiem o tych świątyniach przed wejściem i będę czekał na grupę na zewnątrz. 

Jest to przykładowy program który będzie raczej ciężko zrealizować w jedyne 8 godzin. Chciałem jednak opisać wszystkie warte uwagi miejsca w jednym artykule. Oczywiście w Bangkoku jest sporo więcej atrakcji, takich jak Ratchada Train market, Sukumvith, China Town, Farma Węży, zoo, safari, rejs po kanałach Thonburi, czy świątynie do bólu. Program zawsze dopasowuje ze względu na indywidualne preferencje i można go zmieniać dozwoli w trakcie wycieczki.

Jeśli chcesz zabookować zwiedzanie skorzystaj z sekcji KONTAKT. Dodatkowo, aby przeczytać więcej o moich usługach kliknij tu – Polski przewodnik w Bangkoku

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

O nie, znowu poniedziałek – raport ze stolicy Tajlandii


O nie, znowu poniedziałek. Poniedziałek w Bangkoku nie jest jednak taki straszny, wszak miasto duże, nigdy nie śpi i coś się zawsze dzieje. Zwłaszcza, że ja pracuje 6 godzin tygodniowo (no, plus parę godzin na tłumaczenia online), więc i czasu sporo na uciechy. Rutyna dnia – budzę się około 11, wpierdalam owsiankę  z wodą, idę na siłownie, zakupy w Tesco: ryż, 600 gramów kurczaka i warzywa. Jedzenie na cały dzień kosztuje mnie 100 batów, ah, ah, kocham tajskie ceny. Gotuje na resztę dnia i jestem gotowy o 14, żeby zacząć jakieś polowanie.

khao-san-tajlandia-bangkok

W poniedziałek poszło szybciutko. W trakcie gotowanie umówiłem się z dwoma laskami z Badoo. Tajka z Udon Thani i chińska turystka. Ale po kolei. Tajka przyjeżdża z koleżanką. Bardzo popularne w Tajlandii. Czasami zdarza się, że na randkę przychodzą z kimś… W takiej sytuacji sporo farnagów się wycofuje, ja natomiast wykorzystuje to do swojej korzyści. Pojedyncza Tajka najprawdopodobniej będzie miała obiekcję, żeby iść od razu do mieszkania (są wyjątki, nawet sporo), za to jeśli jest z koleżanką to bez problemu zgadza się od strzału. Idziemy więc po piwo do sklepu i wpadamy do mnie na chatę.

Jedna rzecz o której trzeba pamiętać w takiej konfiguracji – należy zaprzyjaźnić się z tą koleżanką. Powiedzieć jej, że ma ładne buty, zapytać skąd jest i jaką ma pracę. Pochwalić jej angielski, etc. To jest ważne ze strategicznego punktu widzenia, wszak koleżanka ma power, żeby zrobić cock block (w tym przypadku byłby to raczej pussy block) i powiedzieć „idziemy”. Wtedy cała randka idzie się jebać…

No więc jesteśmy w domu pijemy piwo i z jednej strony zaprzyjaźniam się z koleżanką, a z drugiej atakuje mój target tak jakby koleżanka nie istniała. Oczywiście szybko jej się zrobiło głupio widząc nas na łóżku obściskujących się, więc sama wyszła z inicjatywą, że pójdzie zjeść obiad. Szybka akcja, od razu boom boom i laska mówi, że musi już iść bo koleżanka na nią czeka. No, to mi się podoba. Pierwsza laska zrobiona o 15 w południe.

Dobija 18 godzina, idę do Chinki. Bardzo lubię chińskie turystki. One generalnie lubią białasów, a że są z dala od domu, nikt nie widzi nikt nie słyszy, to się po prostu rypią o razu. Każdą chińską turystkę którą spotkałem obracałem w przeciągu pierwszych kilku godzin od poznania. Chinka śpi na Khao San i jak twierdzi „nic chce wyjść nigdzie sama, bo boi się, że ktoś pomyśli, że jest dziwką’. Ok, to ja przyjdę do ciebie – mówię. Po drodze kupuje 2 piwa Leo i wpadam na hotel. Trochę się plątałem, bo nie wiedziałem gdzie jest winda. Na recepcji pytają się gdzie mam pokój. Podaje numer, na co oni stwierdzają,  że to jakaś pomyłka, bo tam Chinka mieszka. Mówię, że właśnie do Chinki idę, co im się wydaje podejrzane. Zaczynają dyskutować po tajsku. „Mogę go wpuścić? Myślisz, że on zna tą Chinkę? Powinnam wsiąść od niego paszport?”. Powiedziałem im po tajsku, że mogą mnie wpuścić, tak, znam Chinkę i nie muszę zostawiać paszportu. Zrobiło im się głupio i pokazali, żebym szedł dalej.

W pokoju u Chinki pijemy piwo i rozmawiamy o jej podróżach po Tajlandii. Ona uczy mnie kantońskiego, a ja uczę ją głupią piosenkę po tajsku. Piosenki są zajebiste jeśli maja jakieś ruchy typu „clap hands” bo od razu jest nawiązywany kontakt dotykowy. Trochę się śmiejmy, mówię jej co umiem powiedzieć po chińsku (byłem w Singapurze 4 miesiące, to coś podłapałem) . W końcu Chinka idzie do się odlać. Co ciekawe zamiast ściany w łazience jest szyba i wszystko widać. Chinka trochę się stresuje, po czy ściąga majtki i sika przy mnie. Uznałem to za znak. Jak tylko wyszła z łazienki rzuciłem ją na łóżko bez słowa i bez problemu od razu dała się ruchnąć.

Akurat byłem strasznie zmęczony po ostatniej nocy (impreza), więc zgodnie z prawdą stwierdziłem, że idę spać. Po drodze strasznie mi się zachciało szczać, więc zrobiłem to na mur, jak się okazało świątyni. Panowie policjanci nie byli zachwyceni. Krzyczą 2000 batów za znieważanie obiektu religijnego. Oczywiście nie chcę tyle zapłacić (standardowy mandat w Tajlandii to 400 thb, lub 100, 200 łapówki). Kłócę się z nimi, że nie zapłacę i chuj, a w ogóle to jestem biednym studentem i mam przy sobie tylko 400. Skończyło się na tym, że w kajdankach odwieźli mnie na komisariat. Tutaj trochę panika, bo na komisariacie już łapówka nie przejdzie, więc ostatnia deska ratunku, próbuje się zaprzyjaźnić z jak największą ilością policjantów, żeby się za mną wstawili. Mówię do nich po tajsku wszystko co zawsze śmieszy Tajów. Że jestem „sot sanit” (forever single),  że znam tajski tak jak dzieci w przedszkolu i recytuje „ngu, ngu, pla, pla”, imitując małe dzieci. Mówię im, że bardzo lubię czytać książkę Mani Mana – jest to książka z której całe ich pokolenie uczyło się w czytać w przedszkolu. Wszyscy się śmieją, jest wesoło, ale dalej chcą 2000. W końcu pokazałem im legitymacje z tajskiego uniwersytetu i zgodzili się na 1000. Ufff, nie sikam więcej na żadne świątynie!

Po drodze musiałem się napić więcej, więc z komisariatu który jest na Khao San, od razu do baru. Pije piwo i boom, spotkałem Ploy, laskę którą kiedyś pukałem. Pytam od razu czy chce iść do mnie spać i wracamy razem.

Bilans poniedziałku – 3 laski w przeciągu 12 godzin. Hyhy, jak ja lubię w Tajlandii mieszkać.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

 

Zajebiste historie czytelników


Coraz więcej dostaje od was emaili. Oprócz pytań, zdarzają się również ciekawe historie, które przytrafiły się wam w Azji. Pomyślałem więc, że nie byłoby głupim pomysłem zrobić z tego cały dział na stronie. Masz ciekawą historię z pobytu w Azji, którą chciałbyś się podzielić? Wyślij wiadomość. Oczywiście gwarantuje anonimowość. A teraz enjoy 🙂
______________________________________________________
Siemano! Jestem drugi raz w Bangkoku. Myślę, że będziesz zainteresowany popierdolony sytuacja która mi się wczoraj przytrafiła.
Poznałem w niedziele laskę na DiA . Od tamtego czasu się z nią regularnie spotykałem. Ona po mnie przyjeżdżała. Spędzałem z nią intensywnie czas w jej domu do czasu aż wczoraj o drugiej w nocy niespodziewanie do je mieszkania wbił jej „były” chłopak. Gość mi groził nożem i gonił po mieszkaniu tulipanem z kufla.
Efekt był taki ze w momencie jak ja napierdalał po pysku ja byłem zmuszony się ewakuować przez okno z 1 piętra. Bez butów tj. amortyzacji.

13819740_1404521236229734_1898354740_n

13819329_1404521242896400_21383909_n

Efekt jest taki. Człowieku, mega się jaram Twoimi blogami ale chyba trzeba czasami trochę uważać. To może nie pouczanie, ale lekka przestroga. Pozdrawiam gracza!

_________________________________________________

Cześć. Ja pierdole, poznałem zajebistą Tajkę na Khao sanie. Piliśmy razem do rana, lizaliśmy się na ulicy. W końcu poszliśmy do mojego guest housu. W nocy nie chciała się dać, ale rano w końcu ją wyruchałem. Jej cipka była jakaś strasznie sucha, ale nic. Dopiero zacząłem coś podejrzewać, jak zapytałem dlaczego ma silikonowe cycki i powiedział, że są prawdziwe. Wtedy już byłem prawie pewien, że to ladyboy. Rano jak wychodziliśmy do widziała nas recepcjonistka. Później mi powiedziała „czy wesz, że to był ladyboy?”. Ja pierdole, wyruchałem faceta, nieeeeeeeeeee!!!

___________________________________________________

unnamed.jpg

 

„Gandzia w Tajlandii? A jednak!”

Zainspirowany opowieściami Autora AzjiPoZmroku poleciałem z dziewczyną na 3 tygodnie zwiedzić „Rajlandię”. Wszystkim wiadomo (i przed tym przestrzegał nas Michał Forsaken), że w Tajlandii za narkotyki idzie się do więzienia. Ktoś kto spędził miesiące w singapurskim łagrze chyba wie co mówi. Sądziłem więc, że oprócz alkoholu żadne inne formy wejścia na „salony umysłowe” nie będą nam dostępne. Okazało się jednak, że…

Na niektórych wyspach są specjalne knajpy, w których można niemalże „legalnie” kupić u barmana trawkę w postaci jointa za 200 bahtów (zioło mają mocne) i koktajl grzybowy za 500 bahtów (flow jak po tabletce ekstazy, miło ale liczyłem na fazę bardziej halucynogenną jak to zwykle po grzybach… Widocznie jednak farangom przeznaczono lżejsze grzybki żeby nie robili boruty na bani). Bo te używki są dla ludzi dorosłych, którzy umieją w tym „pływać” i szukają w tym jakiejś głębi, a nie dla dzieciaków chcących się prostacko naćpać. 

Wygląda to tak, że siedzą sobie w knajpie same białasy, pełna kulturka, piją piwko i palą joye. Zero agresji („lepiej żebyś pił, niż palił – twierdzi społeczeństwo… z tym że ziele to spokój – alkohol to szaleństwo”). Niezdrowo podniecony pytam barmana, że jak to, wtf, że przecież w Tajlandii więzienie za trawkę itd. Barman na to, że można palić, ale tylko u nich w knajpie i tylko zioło u nich kupione… a jak wyniosę poza knajpę to na własne ryzyko. Wszystko stało się jasne kiedy pojąłem, że na tak małych wyspach jak Koh Tao mieszka tylko kilku policjantów, i jak na polskiej wsi – wszyscy się znają… Nagle okazało się, że barman który sprzedaje mi jointa, jest bratankiem lokalnego komendanta policji… 

I taka scenka: siedzę z dziewczyną i kilkoma Europejczykami w knajpie o wymownej nazwie „High Bar”, palimy skręta i oglądamy cudowny zachód słońca. High Bar jest rzeczywiście „high” na górce – gdyby sprzedawali mocniejsze koktajle grzybowe to by się nafukane farangi z tej górki staczały jak kulki śniegu. Brawo Tajowie za racjonalne podejście biznesowe! Przynajmniej nie ma takich scen jakie widziałem w Amsterdamie – ludzie czołgający się po chodnikach bo zbyt mocnego grzyba zakupili w pobliskim coffee shopie). Wracając do High Baru: w głowie boski chillout że sobie bez spinki palimy w knajpie, a tu nagle do baru wchodzi policjant i zaczyna nas obczajać… łazi nerwowo po knajpie, zagląda do wc… W tym momencie pełna konsterna, serce mi zaczyna łomotać (nie od wciągniętego przed chwilą bucha, lecz od widoku funkcjonariusza), czuć zielsko na kilometr, jointy leżą na stolikach, zaczynam myśleć że może ci barmani to tak na lewo sprzedają i kurwa zaraz będę płacił 20.000 bahtów łapówki za uniknięcie aresztu. Na szczęście policjant po krótkiej obczajce zagaduje do barmana i wchodzi z nim na zaplecze (!), po czym uśmiechnięty wychodzi z knajpy, i luz… uff. Chyba przyszedł po prowizję z dzisiejszego utargu. 

Nie wiem czy na lądzie takie rzeczy przechodzą, ale na wyspach w hermetycznych społecznościach widocznie tak. Poczuli łatwą kasę do zarobienia na turystach (byłem w kilku takich barach i siedzą w nich tylko biali, tak jakby Tajowie się w ogóle nie żulili…). Dla mnie bomba. 20 zł za dobrego jointa z pięknym widokiem w cenie, to przyzwoita stawka (choć pewnie Tajowie parskają śmiechem że płacimy takie krocie za odrobinę majeranku). Natomiast koktajl grzybowy trochę za drogi – wypiłem kilka w różnych knajpach, ale nie wydałbym kolejnych 50 zł za taką fazę (dla mnie za słaba, choć moja dziewczyna z racji braku tego typu doświadczeń była grubo porobiona). Trzeba by skoczyć do pobliskiej Kambodży na pizzę z grzybami ponoć mocne (na pewno sprawdzę).

Mało tego – w High Barze przysiada się do nas młoda Niemka i wyciąga z torebki wór baki, kładzie go na stoliku jak gdyby nigdy nic. Pytam ją czy się nie boi nosić tego „poza barem”, a laska zero stresu. Ciekawo jakby ją złapali na mieście z worem trawska, to by pewnie słono musiała zapłacić albo gorzej (bo kupiła to poza barem, a więc nie zarobili ci co mieli zarobić). Widocznie w Tajlandii, jeśli idzie o ryzyko związane z posiadaniem małych ilości używek dla własnego użytku, wszystko zależy gdzie i na kogo się trafi, gdzie u i kogo się kupi. Wygląda na to, że są miejsca gdzie obowiązuje niepisana umowa między localsami, że na farangach można zarabiać w ten sposób. Skoro w tym klimacie konopie ładnie rosną, to czemu ich nie opychać degeneratom z zachodu, po cichu na zasadzie rynku kontrolowanego. Podoba mi się taki system – mam co chcę bez stresu i bez afiszowania się. 

Gdyby ktoś z Was szukał boskiego chilloutu bez odpowiedzialności prawnokarnej, sugeruję wybrać się właśnie do tych miejsc: na Koh Tao „High Bar”, na Koh Phangan „Reggae Bar”, „Amsterdam Bar”, i „Eden Garden” (zajebisty widoczek, na plażę gdzie jest Eden Garden można dostać się tylko łódką). Nie polecam jazdy na skuterze na bani – ja tam dawałem radę, ale wspomniana Niemka z High Baru miała rękę w temblaku po wypadku, bo jeździła sfazowana.

Summa summarum, w Rajlandii można bezstresowo zapalić stuff w „wyznaczonym” do tego miejscu. Czego nie można powiedzieć o Polsce, gdzie wciąż jest karalne i masa ludzi czai się z paleniem w domach, gdyż nie mamy takich barów. Także wybieram Rajlandię.

P.S. Proszę powyższą opowiastkę potraktować jako zmyśloną – oficjalnie nie ma takich barów, a ja nic nie paliłem. Posiadanie nawet małych ilości środków odurzających może spotkać się z surową reakcją tajskich służb.

____________________________________

Wysyłajcie więcej historii, bo dobrze się czyta 🙂 Będę je tutaj dodawał.

Seks-turystyka w Bangkoku – gdzie, jak i za ile


Na wstępnie chciałbym zaznaczyć, że w Tajlandii w ogóle nie trzeba płacić za takie zabawy – większość Tajek uwielbia obcokrajowców i chcą spróbować jak to jest z białym. Na Facebooku jest nawet grupa „sep tit farang”, czyli „uzależnione od białych”, która ma dziesiątki tysięcy użytkowników. W grupie dziewczyny chwalą się białasami które wyrywały w internecie lub klubach, zamieszczają ich zdjęcia i screeny z rozmów.

nana-hotel

Read More