Apartament w Saigonie (video) – jak wygląda i ile kosztuje


Reklamy

Najlepsze miejsce na randkę w Wietnamie – czyli gdzie zaprosić dziewczynę


Tym razem o randkach. Na wstępnie chciałbym sprostować pewną informację. Pisałem gdzieś na Azjapozmorku, że generalnie Wietnamki nie ruchają się na pierwszej randce. Tkwiłem w tym błędnym przekonaniu, gdyż pierwsze 3 z którymi się spotkałem, przetrzymały mnie do drugiego, a nawet trzeciego spotkania. Dodatkowo w internecie przeczytać można dużo informacji, że jakoby wyruchanie Wietnamki jest generalnie trudniejsze niż zliczenie ich koleżanek w Tajlandii. Po 2 miesiącach w Wietnamie mogę już wyprostować – w Saigonie (nie wiem jak w innych miastach), puknięcie Wietnamki na pierwszej randce jest tak samo prawdopodobne jak puknięcie Tajki, czyli jak już przyszła na spotkanie, to szansa na zakończenie w łóżku to co najmniej 50%. Wszystkie Wietnamki, poza tymi pierwszymi trzema które miałem, szły bez problemu na pierwszym spotkaniu. To tak gwoli sprostowania informacji którą podałem wcześniej.

wietnam-saigon-hcmc-kino

A teraz back to the main topic, czyli gdzie najlepiej zabrać Wietnamkę na randkę. Ogólnie lubię chodzić do kina, ponieważ nie trzeba nawet nic mówić, nie jest nudno i można nawiązywać kontakt dotykowy. Powolna kinoeskalacja, coś tam posmyrać po nodze, coś tam szepnąć do ucha, etc. Jak wiadomo, bez odtykania się, można zostać co najwyżej przyjaciółmi. Umawiając się z laską MUSISZ stopniowo coraz bardziej ją dotykać, zaczynając od dłoni, lub ramienia i stopniowo atakując coraz bardziej. Kino jest więc generalnie dobrą miejscówką. Dlatego właśnie zaprosiłem Emy, dziewycznę którą poznałem na jednym z portali randkowych (swoją drogą to jest ona jedną z tych pierwszych trzech która przetrzymała mnie aż 3 spotkania do ruchania, ufff) właśnie nigdzie indziej a na film. Fortunnie jednak dotarłem do district 10 gdzie byliśmy umówieni tak późno, że w kinie nic sensownego już nie leciało

wietnam-saigon-hcmc-kino-.jpg

Dlaczego fortunnie? Otóż Emy wyszła z inicjatywą i zaproponowała alternatywę – NAJLEPSZE MIEJSCE NA RANDKĘ W WIETNAMIE. Zabrała mnie bowiem do prywatnego kina, to znaczy łóżko z projektorem w prywatnym pokoju. Moje pierwsze skojarzenie – pokój do ruchania na godziny! Ale nie, to jest po prostu kino, w którym ogląda się filmy na DVD. Dodatkowo można zamówić jakieś frytki, kawę, a nawet jak zażyczyłem sobie piwo 333 (tak się nazwa), to pobiegli do sklepu i mi przynieśli. Cała impreza kosztuje tyle samo, albo trochę więcej niż normalne kino. Zazwyczaj płacę około 200 – 250 tysięcy dongów za dwie osoby, czyli 10 – 13 USD. Adresu niestety nie mogę podać, bo miałem zapisany na telefonie który straciłem, ale jest takich miejsc więcej w Saigonie, więc jak popytacie to znajdziecie.

Tak więc wchodzimy do „kina” i ładujemy się na łóżko. Wybraliśmy jakiś horror i wszystko poszło bardzo szybko i gładko, albowiem miejsce jest wręcz idealne. Nie dość, że wygodnie, można się rozłożyć, to jest pole do działania, żeby się coś podroczyć, pomiziać, etc. Po jakiś 40 minutach wymacałem już wszystko co się dało i jade dalej, rozpinam jej stanik… Nie jestem pewien jak skończył się film, bo mieliśmy dwie rundy i ciężko było się skupić na oglądaniu.

Od tego dnia zawsze staram się przyprowadzać laski do tego kina. Bo czyż istnieje bardziej sprzyjające miejsce? Klimat, ciemno, czekające łóżko… Po prostu idealne!

 

Wietnam po zmroku – czyli przygody z alkoholem i dziewczynami


Ah, to była noc. Wraz z Michaelem, moim przyjacielem z Colorado, spędziliśmy całą noc w District 1, czyli centralnej dzielnicy Saigonu, radując się lokalnymi trunkami, snując plany na przyszłość i oczywiście, szukając Wietnamek chętnych do zabawy. Michael to ciekawa osoba, 4 lat temu, kiedy poznaliśmy się w Bangkoku, uchylił rąbka tajemnicy – jestem w Azji, żeby znaleźć bogatą sugar momma, która będzie mnie utrzymywać i kupować mi drogie prezenty. Dziś po 4 latach spędzonych głównie pomiędzy Wietnamem i Japonią, żyje on z pieniędzy starszej o 10 lat japonki, która robi regularne przelewy.

wietnam-saigon-hmcm-dziewczyny-wietnamki

Bycie utrzymankiem Azjatki, choć nie najpopularniejsze zajęcie w tym rejonie, spotykane jest również w Tajlandii. Znam co najmniej kilka takich przypadków gdzie moi znajomi atakują wyłącznie laski w drogich klubach Bangkoku na Thonglor lub Ekkamai z zamiarem stworzenia związku, w którym to oni będą czerpać korzyści materialne. I co ciekawe to nie są jakieś stare baby, a fajne dupcie! Tutaj przyznam się, że sam równe przez kilka miesięcy byłem na utrzymaniu pewnej Tajki, która płaciła nie tylko za nasz apartament, ale pokrywała 90% rachunków za restaurację, hotele, imprezy, etc. Jednak mnie osobiście taki styl życia nie odpowiada i szybko od niej uciekłem. Pieniądze nie są dla mnie ważne, znacznie bardziej cenię sobie wolność. A kasa? Można przecież zarobić samemu.

A więc noc w District 1 mija, w między czasie pojawiły się 2 Wietnamki. Przytulanie i mizianie z Wietnamkami. Wspólnie piliśmy przez następne kilka godzin, one kawę, a my piwo, aż przechodząc do sedna zaoferowaliśmy, aby przenieść się w bardziej intymne miejsce, czyli hotel, tudzież apartament. Niefortunnie laski nas zlały ciepłym moczem i dosyć klarowne stało się, że nic poważniejszego z nimi tej nocy się nie stanie. Stąd też postanowiliśmy się rozłączyć i szukać przygód gdzie indziej.

Tutaj pierwsza niespodzianka nocy. Nie ma mojego motoru! Pytam ludzi w okół, nikt nic nie wie. Trochę się posrałem, bo kradzieże w Saigonie są dość powszechne. Mimo wszystko motor był zaparkowany przed barem, który jest już zamknięty. Czyżby obsługa zamknęła go w środku? Albo to, albo nie mam już motoru…

Kupujemy piwo i ruszamy dalej. Idziemy ponurymi uliczkami w deszczu i zapowiada się nie najciekawiej. W pewnym momencie podjeżdżają dwie Wietnamki na motorze. Chcemy pić i się ruchać – oświadczają. Akurat z doświadczenia wiem, że jeśli laska na wstępnie wali takim tekstem to: a) chce się okraść, b) jest dziwką, c) jest dziwką i chce cię okraść. Moja pierwsza reakcja – no, thanks. Ku mojemu zdziwieniu, Michael, który spędził kilka lat w Wietnamie i w miarę dogaduje się po wietnamsku, mówi, żebyśmy z nimi szli. Dzielę się z nim moimi obawami, jednak szybka konkluzja – czy one w ogóle mają nas z czego okraść? Ja przy sobie nigdy nie noszę większej ilości gotówki, to nauczka po tym jak wietnamska policja wymusiła ode mnie 700,000 dongów. Teraz po prostu trzymam tyle kasy ile potrzebuje, żeby siłą rzeczy nic te złodziejskie chuje z z wietnamskiej policji nie mogły mi ukraść. Mam też przy sobie telefon za 120$, który ma już ponad rok. Też jakoś specjalnie mi na nim nie zależy. Ok, idziemy z wami.

Michael wskoczył na motor z jedną laską, a ja idę na nogach z tą drugą. Kupiliśmy więcej alkoholu i idziemy do „ich pokoju”. Po 10 minutach docieramy do jakiejś bramy, gdzie czeka na mnie Michael i druga laska. Otwieramy piwa i laski nas atakują. Mam na sobie ręce i jednej i drugiej. Otwierają mi rozporek, potem pasek od spodni. Michael stwierdza, że da mi trochę prywatności, a przynajmniej taka była jego wymówka i odchodzi 10 metrów. Nie wiem o co mu chodzi, szczerze to czułbym się bezpieczniej z nim obok, no ale cóż, znalazłem się w sytuacji, gdzie w miejscu publicznym mam spuszczone spodnie i dwie laski opierdalają mi ptaka. W bramie, przy głównej ulicy, w centrum Saigonu.

Minęło co najmniej 5 minut, a laski coraz bardziej domagają się, żebym ściągnął do zabawy Michaela. W grupie zawsze raźniej – mawiają. Wychodzę więc na ulicę i wołam swojego towarzysza.

W tym momencie laski wskakują na motor i odjeżdżają. Moja pierwsza myśl – ok, nie mam albo telefonu, albo kasy, albo wszystkiego. Łapię za jedną kieszeń – kasa jest. Łapię za drugą kieszeń… pusta! Nie ma telefonu. No cóż, nie mogę powiedzieć, żeby mnie to specjalnie zaskoczyło, przewidywałem taki rozwój wydarzeń od samego początku. Zaczynam się śmiać. Po raz kolejny przez moje pijaństwo i chuć zostałem okradziony. Który to już raz, trzeci? I za każdym razem taki sam scenariusz, haha. O dziwo zamiast wkurwienia, sytuacja mnie raczej śmieszy. Po raz kolejny potwierdziło się, że laski które chcą się ruchać w pierwszej minucie mają niecne zamiary. Ale przecież już o tym wiedziałem… Ah ten alkohol i evil dick, który domaga się aby go nieustannie karmić.

Na tym noc kończymy. Jest już 6 rano. Przygód trochę było. A motor? Następnego dnia wysłałem wiadomość na Facebooku do Van, Wietnamki z którą się regularnie dymam – nie mylić z dziewczyną – sama podkreśla wielokrotnie, że nie jesteśmy parką. Van podwiozła mnie do baru o 13 – zamknięty. Poszliśmy oglądać Conjuring 2 do kina, wracamy o 17 – bar zamknięty. Ona akurat mieszka w district 4, to nie jest daleko od jedynki, więc poszliśmy się ruchać do niej na chatę i akurat wybiła 20. Wracam do baru i…. uratowany. Mój motor jest w środku. Telefonem się nie stresowałem, ale strata motoru to już trochę grubsza kasa, zwłaszcza, że to wynajęty motor, więc nie wiadomo ile by mi zaśpiewali za wymianę.

Ah Wietnam, Wietnam… No i ten mój evil dick, przez którego po raz kolejny zostałem okradziony – wszystko z jego winy.

 

Jak znaleźć pracę w Wietnamie


Na wstępie zaznaczam, że nie jestem ekspertem i w Wietnamie jestem niespełna 2 miesiące. W Saigonie istnieje spora polonia, są tu i tacy, którzy mieszkają nawet 10 lat i zapewne są w stanie doradzić lepiej ode mnie. Opiszę tutaj moje własne doświadcznie jak znalazłem prace, jakie stawki mi zaoferwano i jak to wygląda w porównaniu do Tajlandii.

vietnam

Full time, czy part time? W związku z tym, że dosyć sporo czasu zajmuje mi robienie tłumaczeń online (z polskiego na tajski i z polskiego na angielski), od początku szukałem wyłącznie prac na pół etatu. Jest to też motywowane tym, że rutyna wprowadza mnie w depesję. Nie potrafię chodzić każdego dnia do tego samego miejsca, widzieć te same twarze i robić te same rzeczy, dużo lepiej znosze pracowanie w kilku miejscach, wykonując dorywcze zajęcia, w różnych branżach. Większość ofert Wietnamie i tak jest na part time, zazwyczaj jeśli mamy do czynienia z pracą na pełny etat, pracodawca zazwyczaj zapewnia zakwaterowanie.

Jaką pracę można wykonywać w Wietnamie? Spotałem informatyków, prawnika, kucharzy, no i oczywiście nauczycieli angielskiego. Ponieważ kończyłem studia związane z edukacją, zacząłem szukanie pracy właśnie od wysyania CV do szkół, wiedząc, że będzie to najszybsza opcja.

Jak szybko można znaleźć pracę? Tutaj przeżyłem mały horror, ponieważ spodziewałem się, że znalezienie pracy zajmiemie 1, 2 dni (tyle zajmuje mi to w Tajlandii), okazało się jednak, że potrwało to aż 2 tygodnie. Mało tego, byłem już w pierwszym tygodniu na paru interview i nie dostawałem od razu ofert. Jest to spowodowane tym, że akurat zaczęły się długie wakacje i większość szół jest aktualnie zamknięta.

wietnam-szkola-nauczyciel-praca-ESL-TEFL.jpg

Jak szukać pracy? Wietnam jest jednym z krajów, w których trzeba być na miejscu, aby znaleźć pracę. Istnieje możliwość zorganizowania tego przez internet z innego kraju, ale o ile nie mamy dobrych kwalifikacji nauczycielskich typu B.Ed albo PGCE, to zostaje nam pracowanie na samych zadupiach. Większość pracodawców chce z nami porozmawiać i zobacyć jak prowadzimy lekcje. Ja szukałem pracy za pośrednictwem craigslist vietnam oraz na grupach na Facebooku typu Saigon teachers.

Ile zarabia się w Wietnamie? Stawki za uczenie part time w Wietnamie wachają się między 10 – 25$ za godzinę. Znajomy, który mieszka tu 10 lat doradził, abym nie przyjmował żandych prac poniżej 18$/h, ponieważ psuje rynek pracy dla wszystkich innych nauczycieli. Faktycznie dostawałem oferty nawet po 22$, ale niestety zawsze było to ledwie kilka godzin w tygodniu. Dopiero po 2 tygodniach znalazła się szkoła która dała mi 15 godzin tygodniowo za 16$. Przyjąłem tą ofetę, ponieważ była najlepszą jaką dostałem, nawet pomimo tego, że oczekiwałem czegoś lepszego. Ceny w Wietnamie są niskie, na jedznie wydaje 5$ dziennie, pokój można wynając za 150$, a całe mieszkanie z 3 sypialniami za 500$. Piwo w sklepie kosztuje 0.50$.

Jak się pracuje w Wietnamskiej szkole? Ogólnie bardzo przyjemnie. Wszystko jest zajebiście zorganizowane, totalnie na odwrót od Tajlandii. W mojej szkole dostaje zrobione plany lekcji, wszystkie materiały, komputer z projektorem i komputerową wersje książki którą mają studenci. Jest to naprawdę ekstra, bo mogę nacisnąć na odtwarzane plików dźwiękowych i nie trzeba nawet się jebać z żadnymi mp3 czy płytami CD. Dodatkowo, jeśli jest to klasa z dziećmi, jest ze mną wietnamski nauczyciel, który, uwaga, wykonuje swoją pracę i pomaga w prowadzeniu lekcji. To ostatnie to totalny szok, bo w Tajlandii asysteci siedzą na Facebooku całą lekcje, a jak ich się poprosi o pomoco biorą bambuswy kij i biją nim dzieci lol. Lekcje trwają godzinę do dwóch, w zależności od wieku studentów. Poza małymi smarkaczami, których rodzice zmuszają do uczenia się wieczorami, morale wśród studentów są wysokie i chcą się uczyć. Często zapraszają też na kolację lub kawę i zawsze płacą rachunek.

Jakie należy spełniać wymagania aby być nauczycielem? Tak jak wszędzie, należy mieć skończone studia i jakiś certyfikat typu TEFL albo CELTA. I tak jak wszędzie, pracę można znaleźć bez powyższych dokumentów, co wiązać się będzie z róznymi problemami, o których dużo już pisałem na tej stronie, więc nie będe się powtarzał.

Tak jak zostało to powiedziane na wstępie, są to moje własne doświadczenia, być może w innych szkołach jest inaczej, takie są jednak moje wrażenia po 2 miesiącach w Saigonie, którymi się z wami dzielę, natomiast nie traktujcie ich jako absolutnej prawdy.

Masz  pytania o prace w Wietnamie? Zostawcie komentarz  i zrobię update.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Dzień z życia w Wietnamie – policja, plaża i randka


Telefon w ręce, odpalam Tinder. Niesamowita zabawka. Mutual like z co drugą laską. W Bangkoku też jest nieźle, ale nie aż tak. Czyżby to mniejsza ilość obcokrajowców w Wietnamie? 5 Minut rozmowy z kilkoma laskami i umawiam się z jedną z nich. Rzucam propozycję, żeby iść na basen. Wietnamka upgradeuje pomysł, żebyśmy od razu pojechali na plaże. To nawet lepiej!

Dwie godziny później jesteśmy już na skuterze i jedziemy na południe w stronę morza. Drogi są w masakrycznym stanie, praktycznie nie można jechać szybciej niż 40km/h bo za bardzo trzęsie. Zresztą jak przestrzega mnie Wietnamka, jeśli przekroczę 60km/h to od razu ściągnie mnie policja. Przypomina też, iż należy jeździć wyłącznie prawym pasem, o czym zapominam co 5 minut.

Tak też podążamy drogą na południe, gdy nagle mój stary zjebany skuter wydaje dziwne odgłosy. Silnik działa dalej, ale brak przyśpieszenia. Albo spadł łańcuch, albo zerwała się taśma napędowa. Stoimy  na poboczu, o 12, w rozgrzanym słońcu, brak cienia, zero wody. W pobliżu brak jakichkolwiek domów. Sytuacja trochę beznadziejna.

Teraz tak. 99% Tajek w tej sytuacji zaczęło by płakać i szlochać co teraz z nami będzie, bez nawet zastanowienia się jednej minuty jak rozwiązać problem. Z przyzwyczajenia więc mówię Wietnamce, żeby ubrała hełm jako ochrona przed słońcem, a znaleźć wyjście z tej sytuacji muszę sam i nie ma co liczyć na pomoc ze strony laski.

Sprawdzam gdzie jesteśmy na google map. Mówię do Wietnamki: 6km w dół drogi jest jakaś wioska, może mają mechanika? Albo idziemy na nogach, albo poprosimy kogoś z ulicy, aby popchał motor, albo próbujemy googlować po wietnamsku mechanik w wiosce x. 

Wietnamka na mnie dziwnie popatrzyła i mówi: ale ja już dzwonię po mechanika, zaraz tu przyjedzie.  – jak to?! Czyżby Wietnamki nie były totalnie bezużyteczne jak w pobliskiej Tajlandii i Kambodży? Jak im wytłumaczyłaś gdzie dokładnie stoimy? – zapytałem. – popatrzyłam na numer słupa z prądem i znajdzie nas po tym numerze – ja pierdole RESPECT, naprawdę nie spodziewałem się tego ze strony Azjatki. Spodziewałem się płaczu, że słońce ją opali, że jest za gorąco i krzyk ZRÓB COŚ SZYBKO BO MI ŹLE, natomiast absolutnie zero inicjatywy.

5 minut później zjawia się mechanik. Popycha motor nogą pare kilometrów i jesteśmy gdzieś w warsztacie w dżungli, zdjęcie poniżej.

13245459_10208555646784528_1151792167082796152_n

Tak jak zgadywałem, zerwana taśma napędowa. 300,000 dongów, to jakieś 15$. Chujowo, bo ten stary motor który pożyczyłem za 1,000,000 na cały miesiąc pewnie będzie psuć się jeszcze nie raz. Swoja drogą tani wynajem, jak ja wypożyczałem skutery w Tajlandii, to kasowałem 2 razy tyle.  Tak czy inaczej, nie chce kupować motoru aż będę na 100% wiedział, że chce tu zostać na co najmniej 6 miesięcy. Na razie mam mieszane uczucia.

20 minut później dojeżdżamy do Monkey Island. Wietnamka mówi, że to fajna miejscówka. Na kasie biletowej bezczelnie dwie ceny, jedna dla Wietnamczyków, druga dla obcokrajowców. Ciekawe co jakbyśmy zrobili taki znak w europie. Wietnamka płaci za mój bilet. Pytam czemu, w odpowiedzi słyszę „i think I’m richer than you”. Haha. Mówię więc cảm ơn nhiều lắm, czyli dziękuje i idziemy oglądać małpy.

Małpy jak małpy, nic ciekawego. W kompleksie są też krokodyle, w ogóle cała miejscówka przypomina mi bardziej Kambodżę niż Wietnam. Wietnamka łapie mnie za rękę i romantycznie spacerujemy w błocie, pomiędzy gównami małp. To aby nie dotykać żadnych małp, nauczyłem się już w Tajlandii. Jebane same dotykają ludzi, ale jak im się zrobi to samo, to gryzą. No i nigdy nie należy pochodzić do małej małpy, chyba że bardzo chce się wkurwić jej rodziców.

13256538_10208595733786678_8109785119973802026_n

W końcu dojeżdżamy do plaży. To chyba najbardziej chujowa plaża jaką widziałem, brzydka, zaśmiecona, z szarawym piaskiem. Robię zdjęcie (poniżej). Wietnamka protestuje – nie chwal się na Facebooku, że takie plaże chujowe mamy w Wietnamie i tak wszyscy wiedzą, że Tajlandia jest 100 razy lepsza”. Tylko w takim razie po co w ogóle sugerowała, żebyśmy tu przyjeżdżali?

13237621_10208595733946682_3752487146219792149_n

Za pływanie w takim zajebistym morzu to ja podziękuje. Zresztą w ogóle, aktualnie w Wietnamie jest katastrofa ekologiczna, fabryki plastiku tak zatruły wodę, że ryby w morzu zaczęły pływać brzuchami do góry nogami, po czym to samo stało się w Saigonie. Tak jak w Bangkoku piję wodę z kranu, tutaj mam obawy, aby nawet myć kranówą zęby. Dodatkowo, Facebook nie działa co drugi dzień, bo rządowi nie chcą, aby organizować za pośrednictwem portali społecznościowych strajków w sprawie tego skarzenia. A jakby nie patrzeć, to ryby dla wielu ludzi są jedynym źródłem utrzymania.

W pobliżu jest targ z owocami morza. Podobno zajebiście tanie i mogą od razu ugotować za jakieś grosze. Nabraliśmy w pytę rożnych potworów do koszyka i objadaliśmy się małżami, krewetkami, ślimakami, etc. Nie pamiętam ile dokładnie wyszedł rachunek, ale to było coś w granicach 5-10$.

Jedziemy z powrotem. Oczywiście szybko zapomniałem o tym, że mam jechać po prawej stronie i BOOM, zderzenie z policją. Kurwa tak nieprzyjaznej policji w Azji jeszcze nie widziałem. Poważne miny i krzyczą, że ma dawać paszport. Nie za bardzo wiem o czym toczy się rozmowa, bo cały czas mówią po wietnamsku, nie do mnie, a do laski. W pewnym momencie ona daje im 500,000 dongów, to w chuj kasy, na co tyle kasy? Oni jednak są nie ugięci i chcą więcej. Końcowy rachunek 700,000 dongów, czyli 31$. Masakryczne dużo. W Tajlandii to samo kosztowałoby mnie albo 400 thb z wypisanym mandatem, albo 3$ łapówki. Wkurw na maxa. Wietnamka krzyczy do policji po angielsku fuck you, prawdopodobnie bardzo głupi pomysł, bo chyba każdy, nawet głupi policjant rozumie ten zwrot?

Dojeżdżamy do mojego domu, oboje w złym humorze. Próbuje oddać jej te 700,000 dongów, bo jakby nie patrzeć to była moja wina. Ona odmawia. Wsadzam jej 500,000 dongów za spodnie i myślałem, że zabrała. Dopiero później odkryłem, że wsadziła ten banknot pod mojego laptopa. Ja chyba naprawdę wyglądam na biednego!

W mieszkaniu nawet jej nie atakowałem, bo wiedziałem, że nic z tego nie będzie w tym momencie. Aktualny humor – pakować się w samolot do Bangkoku, tam przynajmniej policja nie okradnie cię ze wszystkiego co masz w portfelu. Speaking of which, teraz nosze już tylko 100,000 dongów w portfelu, żeby pokazać policji, że nie mam nic więcej, resztę siana trzymam gdzie indziej.

W między czasie dostaje wiadomość od znajomego Wietnamczyka, żebym wpadał do Cuba bar na jakieś drinki. Pytam Wietnamki, czy chce iść, w odpowiedzi słyszę, że „I never drink, but today I just wanna get drunk!”. 

Wieczorem jedziemy do Cuba bar. Impreza  stylu central america. Nawet jakieś latynoski do tańczenia zatrudnili (fajne!). Wietnamka kupiła sobie jakiś cocktail i mi piwo (lol znowu). Jeden drink i tak się nawaliła, że za bardzo nie mogła stać. Siada mi na kolana. Dobry moment, żeby ją pocałować. Wietnam podobno jest bardzo konserwatywny, więc postanawiam odstąpić od tego pomysłu… Patrzę na lewo, jakaś laska liże się z kolesiem. Patrzę na prawo, inna laska liże się z kolesiem. Pierdole, to chyba jakieś głupoty o tym konserwatywnym Wietnamie. Atakuje Wietnamkę, idziemy w ślinę.

Wypijam drugie piwo. Jej już nic nie pozwalam pić, bo ledwo chodzi po tym jednym coctailu. W końcu mówi, że muszę ją zabrać do domu. OK – chodźmy do mnie. W odpowiedzi słyszę – nie, bo ty mieszkasz za daleko, ale możesz spać u mnie, jeśli nie boisz się psa – Ok, brzmi dobrze.

Po drodze na parking Wietnamka się wyjebała na ziemie. To po tym jednym coctailu który wypiła! Jedziemy do niej. Kurwa nie mam kondomów. Szukam 7/11, ale oczywiście nie ma takich wynalazków w Saigonie. Czasami zdarza się Family Mart, ale pechowo po drodze do jej domu nie było żadnego.

Parkuje motor w budynku obok. Wietnamka – ej, ale musisz iść do mojego pokoju na palach bo mój ojciec śpi w pokoju obok. I nie próbuj mnie nawet ruchać, bo on wszystko usłyszy – oops, takiej akcji jeszcze nie miałem! Na ten momencie naprawdę wierzyłem, że nie będę próbował jej ruchać.

Jej pokój jest na strychu. Nie żartuje, normalny strych przerobiony na pokój, lol. Ale przynajmniej ma Air Con. Sufit na wysokości półtorej metra. Zamiast łóżka, materac na podłodze. Ja mam 185cm więc muszę chodzić na kolanach. Zdjęcie poniżej.

13240655_10208595903350917_5295785773079114172_n

No i tak, miałem jej nie ruchać, taki był plan, ale oczywiście ciężko się powstrzymać jak w gaciach ma się bonera. Chwila zawahania, czy się czymś nie zarażę, bo nie zdążyłem kupić kondomów. Analiza czy chodzi na imprezy, gdzie została poznana, co mówiła o swoich byłych, ile ma lat. Ostatecznie postanawiam zaryzykować i się za nią zabieram. Ona mówi „tylko cicho, bo mój ojciec usłyszy i tu przyjdzie„. Niespełna minutę później, Wietnamka jęczy jak w pornolu, aż jej musiałem ręką zasłonić usta, bo naprawdę bałem się konfrontacji  z jej ojcem.

Ok, idziemy spać… tylko że mnie po tych piwach strasznie chce się lać. OK, I will go first to scout the area and you follow me – idę za laską. Na palcach. Wietnamka przypomina 5 razy, że mam spuścić deskę. Wylałem się i czekam w kuchni. Ona poszła do łazienki umyć zęby czy coś. Ja widzę mydło koło umywalki w kuchni. Przydałoby się umyć pytę po seksie. Wciągam i zabieram się za mycie. Nagle słyszę, że ktoś schodzi po schodach. Zajebiście, nie tylko nakryje mnie ojciec, ale jeszcze z fujarą w ręku! Szybka ewakuacja na strych. Ufff, udało się.

Idziemy spać. Rano Wietnamka mnie budzi i mówi „oh fuck, zapomniałam, że mój ojciec dzisiaj nie pracuje, on gdzieś teraz wyszedł, musisz szybko uciekać”. Dopiero teraz sobie uświadomiłem, że skoro wychodził, to pewnie widział moje buty… Jak tylko o tym wspomniałem, laska wpadła w panikę. Szybka poranna ewakuacja i czas rozpocząć kolejny dzień w Wietnamie… Fajnie było.

Pierwsza flaga Wietnamska zdobyta


Dzień 1

Lotnisko Don Munag w Tajlandii. Benny szlocha i błaga, abym nie wyjeżdżał. Mnie również nie jest łatwo, przyznaję, że mam do niej uczucia. Powiem więcej, gdyby była w stanie spełnić moje warunki na związek, to nigdy nie wyjeżdżałbym z Tajlandii. Niestety należy ona jednak do gatunku zjebanych Tajek, których nie da się zreformować. Ostatni pocałunek i czas kończyć ten dramat. Idę w stronę odprawy celnej i czuje, jak oczy napełniają mi się łzami…

Samolot wzbił się w powietrze o godzinie 7:30 rano. Kierunek Saigon, Wietnam. Zasnąłem niemal natychmiast, ponieważ nie spałem całą noc. To była moja ostatnia noc z Benny i nie chcieliśmy zmarnować jej na spanie. Obudziło mnie mocne uderzenie kół samolotu o pas lotniska. Jestem w Wietnamie!

Flag_of_Vietnam.jpg

Na lotnisku miał mnie odebrać Leszek, który jednak porządnie zapił dzień wcześniej i w efekcie musiałem szukać taxówki po nieprzespanej nocy. Jakiś typek, podający się za taxówkarza z licznikiem zgarnia mnie przy wejściu i jestem prawie w drodze. Szybko jednak okazuje się, że chuj z niego a nie taxówka, jakiś kombinator zwykły. Umawiamy się na 15$, ale przy wyjeździe z lotniska zaczyna ściemniać, że mam mu dopłacić za parking, czy coś tam, i wpychał mi ręce do portfela, żeby samemu sobie wyciągnąć pieniądze. Mówię mu więc, żeby się pierdolił i wychodzę.

Godzinę później dojeżdżam do D7 i lokuje się w apartamencie. Wypadałoby spać… oczywiście przed spaniem poszła flaszka. Ok, czas na spanie po flaszce. Wrong again. Na Facebooku męczy mnie już jedna z Wietnamek, z którą jestem umówiony na kolacje. Podałem jej adres i przyjechała mnie odebrać na skuterze. Laska jest całkiem fajna, 21 lat, mówi bardzo dobrze po angielsku, ma spore (jak na Azjatkę) cycki i można z nią pożartować.

Jedziemy do D1. Oczywiście kierowcą zostałem ja. Cięższemu zawsze łatwiej prowadzić. No i ogóle nie ufam kobietom za kierownicą. Wietnamczycy jeżdżą jak downy. Nie dość, że zajebiście wolno, to jeszcze cały czas się w siebie wpierdalają. Codziennie widzę tu jakiś wypadek. Nikt nie patrzy w lusterka, a miliony skuterów zmieniają pasy kiedy tylko im się podoba. Dojechaliśmy na wietnamskie jedzenie. Dupy nie urywa, ale nie jest złe. Powoli dowalam się do Wietnamki. Ma na imię Van.

Van zapłaciła za naszą kolacje. Nie dużo, ale liczy się gest, wszak w Azji nie brakuje gold diggerów, a to swojego rodzaju dowód na to, że ona nie jest „jedną z tych”. Widząc, że dosłownie zasypiam na krześle, Van proponuje, żebyśmy wrócili. Dojeżdżamy z powrotem do D7. Próbuje ją zgarnąć na chatę i FAIL. I’m tired already, see you tomorrow. Pierwszy dzień w Wietnamie i zero seksu. Nie tak sobie to wyobrażałem! Na szczęście ostatnią rundę z Benny miałem o 5 rano, więc po jakiś 15 godzinach nie jestem jeszcze tak zdesperowany.

Dzień 2

Cały dzień ogarniam okolice. Trzeba było zlokalizować siłownie, sklepy, etc. Nigdzie nie widzę psów z grilla. Testuje też wszystkie marki piwa, które jest zajebiście tanie. Saparro beer, to zdecydowany winner, piwo japońskie.

Wieczorem udajemy się na jakieś drinki w centrum. Jesteśmy w barze/klubie o nazwie Emergency. Zajebista miejscówka, gdzie laski chodzą w outficie pielęgniarki z sex shopu. Poznałem filipinki i pijemy razem. Jedna z filipinek rzuca w końcu tekstem, żebyśmy wrócili w 5 osób do nich na chatę. Impreza przenosi się do D7, ta sama dzielnica gdzie mieszkam i ja. Taxi za 95,000 dongów, to jakieś 5$. Szukam siana, żeby zapłacić za taxe, ale filipinki się upierają, że same zapłacą.

saigon-hcmc-wietnam

Jesteśmy u nich na chacie. W Living roomie oczywiście dupny plakat Jezusa, bo jakże by inaczej. Podłoga niezły syf, nie dość, że chodzą w butach po mieszkaniu (coś co jest nie do pomyślenia w Tajlandii), to chyba nikt nie potraktował z mopa tej podłogi od tygodni. Stopy mam czarne od tego syfu.

Pijemy i palimy skręty. Podbijam do jednej z filipinek i zapowiada się nieźle, bo w pewnym momencie zostaliśmy sami w pokoju. Cała reszta się wykruszyła. Przeprowadzam atacke, dotykam ją po nogach, lekko się przytulamy. Coś z tego będzie.

10 minut później filipinka oświadcza, że idzie spać. Sama. Na nic moje próby, że boję się duchów i spać sam nie mogę (tak, tak, wiem, że to brzmi śmieszne, ale wszystkie Azjatki śmiertelnie wierzą w duchy i to jest dla nich argument który ma sens). W odpowiedzi słyszę, że jak szukam łatwej laski na jedną noc, to powinienem uderzać w Wietnamki, bo one puszczają się z każdym białym. Śmieszna obserwacja, bo z tego co kojarzę, to jednak filipinki dużo bardziej otwarte są na tego typy przygody. Dzień 2 okazuje się kolejną porażką. Zero seksu.

Dzień 3

Śniadanie, siłownia, spotkanie o prace. Dzwoni Van. Wanna hang out? Czemu nie. Wpadaj do mnie na basen, nauczę cię pływać. Lepsze apartamenty w Azji zazwyczaj mają swoje baseny i to jest zajebiste miejsce na randkę. Spora część Azjatek nie potrafi pływać, więc jest okazja, żeby trochę się poprzytulać na głębokiej wodzie. Do tego od razu można zobaczyć swój target w bikini i wtedy się dokładnie wie, z czym mamy do czynienia.

hcmc-wietnam-saigon-motory

Randkę zaczynamy od szukania tamponów, bo Van właśnie zaczęła krwawić. Znalezienie takiego wynalazku w Azji nie jest łatwe, są laski które nawet nie wiedzą do czego to służy. Anyway, jej okres dobrze nie rokuje na ewentualne ruchanie, więc trochę się stresuje. To już trzeci dzień bez niczego i trochę mnie skręca.

Pluskamy się w basenie. Po 40 minutach już w miarę swobodnie macam ją po cyckach. Taplamy się aż do zamknięcia i wracamy do mnie do mieszkania, żeby się wysuszyć. Puściłem jakiś film na laptopie i siedzimy w łóżku. Atacke! Ostro biorę się za Van, a to ostro się opiera, ale przecież oboje wiemy, że nie byłaby w moim łóżku, gdyby tego nie chciała. Mam okres! Jeszcze się nie znamy! Pomyślisz, że jestem łatwa! Strasznie dużo gadała, więc wziąłem ją na jaskiniowca i po prostu wyruchałem, nie czekając na jej aprobatę. Oczywiście po 10 sekundach udawania, że wcale nie chce, sama wskoczyła na górę i przejęła inicjatywę. Standard.

Pierwsza wietnamska flaga zdobyta!!! No, prawie pierwsza, bo miałem i Wietnamkę w Bangkoku i ze dwie z poprzedniego pobytu tutaj. Jest to natomiast pierwsza flaga od przyjazdu. 3 dni. Kurwa trochę długo. Ale ważne, że jest flaga.