Raport z Filipin, dzień 8 – Cebu


Samolot wylądował na wyspie Cebu. Ceny na lotnisku trochę z kosmosu, za to taxówki zaskakująco rozsądne. Przejazd Uberem 10 km kosztował nas 200 peso. I oto nowe miasto przed nami, miasto co do którego mieliśmy wielkie oczekiwania. Dlaczego? Ano każdy kto tu był, potwierdzał, że jest to idealne miejsce do umawiania się z Filipinkami – jest ich masa, są przyjazne i otwarte, a „konkurencji” w postaci innych białasów praktycznie nie ma. Napisałem w cudzysłowu, bo przeciętny facet nie jest żadną konkurencją (przykładowo do Marcina dziewczyny same podchodzą bo jest zajebiście przystojny, ale potem to i tak ja je grzmocę :D)

Filipinka i ja, spanie w szpilkach w Cebu :)

Filipinka i ja, wspólne spanie w szpilkach w Cebu 🙂

Zalogowaliśy się do mieszkania z Airbnb, bardzo dobry deal za ok. 30 euro. Wynajmującego nam mieszkanie Turka, podejrzewaliśmy, że jest homusiem bo był coś za miły i za bardzo się starał (nawet nam kupił jakieś magnesy na lodówkę), ale potem w nocy widzieliśmy go jak coś negocjował z dziwkami na ulicy, więc chyba jednak woli muszelki od parówek.

Naszła mnie taka uwaga odnośnie bezpieczeństwa – wszędzie ochrona z shot gunami, dużymi karabinami maszynowymi, etc. Przed każdym shopping mallem, hotelem, a nawet w restauracjach. Zwykłe ciecie które pilnują parkingu, zazwyczaj mają pistolet za pasem. Na pytanie czy to naprawdę niezbędne, wszyscy zgodnie twierdzili, że tak. Oprócz uzbrojonych rabunków i porwań dla okupu, na Cebu działają muzułmańskie szajki takie jak Abu Sayaf. Czy więc czuliśmy się niebezpiecznie? 100% przeciwnie – ja się już bardziej obawiałem osiedla Ruczaj w Krakowie gdzie mamy mieszkanie, niż czegokolwiek na Filipinach. Nie wiem skąd ta panika. Nigdy nie czułem nawet najmniejszego zagrożenia na Filipinach.

Druga uwaga to znajomość angielskiego. Każdy powie, że Filipińczycy mówią świetnie po angielsku. Ja to jednak widzę inaczej. Po pierwsze mówią bardzo źle gramatycznie, po drugie mają ubogie słownictwo, jeśli powiesz jakieś skomplikowane słowo typu elaborate zamiast explain, to oni się zwyczajnie gubią. Niektórzy taxówkarze nie potrafili zrozumieć prostych zdań dotyczących tego gdzie jedziemy. Natomiast trzeba przyznać, że mają najlepszą znajomość angielskiego w całej Azji, porównywalnie do poziomu Singapuru (w którym angielski też pozostawia do życzenia).

Samo Cebu okazało się rozczarowujące. Przyznaje, że chuja widzieliśmy. To znaczy wstawaliśmy o 16 i imprezowaliśmy do 7 rano. Ale poza tym, że super do poznania Filipinki, to raczej słabo się to wszystko prezentowało.

Pierwszego dnia udaliśmy się na clubbing Mango Square. Większość klubów pustawa, widać, że kręci się sporo dziwek. Podeszła nawet do nas burdel mama zapytać, czy nie chcemy czegoś z „jej sklepu”, który był na squerze, nawet nie w budynku. Oczywiście po okolicy kręcą się konie, czyli dziewczyny z kiełbasą niespodzianką. Niektórzy lubią.

Ostatecznie lądujemy w klubie dla Koreańczyków. Na cały klub dosłownie dwie fajne laski (za to takie całkiem, całkiem fajne). Nie tracę czasu i atakuje. Marcin udaje trudnego jak zwykle, chociaż laski się na nim wieszają, kręcą dupą po jego portkach, etc. w końcu po długich namowach, moich oraz dziewczyn, Marcin przyłącza do naszego stolika. Bawimy się dobrze, ale ja naciskam abyśmy udali się do apartamentu, bo już mam dość imprez po 10 dniach picia whiskey dzień w dzień. Moja chce, nie chce, chce nie chce, w końcu się wkurzam i wychodzę z klubu. Pierdole takie przedszkole.

Odchodzę 200 metrów od klubu a tu ktoś za mną krzyczy „waaaait”. Biegnie za mną moja laska w tych zajebiście wysokich szpilkach. Jak mnie tylko dorwała, to powiedziała prosto z mostu, że jak z nią jeszcze potańczę i napije się pare drinków, to będzie się ze mną ruchać (jej słowa). No i namówiła 🙂 koło 6, 7 rano, wbijamy wszyscy w 4 do naszego apartamentu. Tutaj jeden zonk – mamy tylko jedno podwójne łóżko. Dla mojej to nie problem, za to Marcinowa robi dramat, że jak to tak grupowo można się walić. Biorę więc moją pod prysznic i ją zapinam od tyłu. Nie trwało to jednak długo, ponieważ nasza druga parka zaczęła robić sobie żarty z naszego zachowania, co speszyło moją i nie chciała kontynuować. Wracam wkurwiony na łóżko i idę obrażony spać. Moja wpierdoliła się w szpilkach (nie wiem po co znowu ubierała – zdjęcie u góry, szpiki do spania, zajebisty pomysł), wtuliła się do mnie i w sen. Marcinowa powiedziała mu, że jest za dużym romantykiem, zamiast ją ruchać to się cały czas przytula i gada o dupie marynie, haha. True story!

 

Jak się obudziliśmy, Marcin poszedł na długie śniadanie, żebyśmy mogli się spokojnie poruchać z moją. Było zajebiście, bardzo fajna dziewczyna (jak chodzi o wygląd, bo nic poza tym sobą nie reprezentowała, ale jak głosi stare ruskie przysłowie – mózg jest ważny tylko kiedy ruchasz mózg. Po powrocie Marcin pyta mojej o numer do tamtej koleżanki która uciekła. Moja na to „zabroniła mi dawać, powiedziała, że nie lubi takich romantyków jak ty”, haha!

Rano wsadzam moją do taxi i dałem jej 100 peso na taryfę (8zł) Pocałowała w policzek i pyta czy dzisiaj znowu idziemy na imprezę. Ja niezbyt chętny na dalszy alkohol, ale mówię, że chętnie się z nią spotkam jeszcze raz wieczorem.

Dołączam do Marcina który wpierdolił całego kurczaka z rożna (trzeba białko do mięśni pompować :D). Marcin pyta czy moja chciała jakąś kasę rano. Okazało się, że tamta druga mu na ucho powiedziała: „czy wiesz, że my jesteśmy pracujące”, czyli że ruchają się za kasę, mówiąc ludzkim językiem. Mówię że nic, jeszcze mnie pocałowała w policzek za to, że jej dałem na taxi i próbuje ustawić kolejną randkę na wieczór.

I to jest właśnie śmieszny proceder który zaobserwowałem w całej Azji. Jeśli traktujesz laskę jak dziewczynę – flirtujesz, rozśmieszasz, droczysz się i zaczepiasz „na przedszkolaka” (wszystko co robiłeś z kolegami/żankami w przedszkolu działa), wtedy nawet dziwki dostrzegają w tobie faceta zamiast klienta. Każda dziewczyna chciałaby mieć bojfrenda, nawet jeśli dorabia dawaniem dupy. Tylko ważne jest aby NIE pytać, czy chce pieniądze, bo wtedy na pewno powie, że tak. Anyway, w Tajlandii dochodzi nawet do paranoi, gdzie laski biorą pieniądze od jednego sponsora, a wydają na swojego gik’a (kochanka). To są przypadki które są powszechne – nie mówią tylko na własnym doświadczenia. Znam wielu kolesi, w moim mieście, Bangkoku, gdzie taki proceder istnieje. W skrajnych przypadkach, poznałem nawet Hiszpana, który mieszkał u dziwki na jej koszt, ruchał ją codziennie, i oby dwoje wydawali pieniądze którzy wysyłali jej jacyś kolesie z zagranicy.

Kolejny dzień (noc) z Cebu już wkrótce!

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Raport z Filipin, dzień 3-7 – Olangapo, Angeles


Tego dnia dotarliśmy autobusem z Angeles do Olangapo. Miasto położone 80 km dalej nad morzem, które zostało nam polecone, w praktyce jednak okazało się być rozczarowujące. Moja filipinka poznana w Angeles jest właśnie z tego miasta i poleciła nam udać się do klubu Nocturnal. Nie za bardzo wiedzieliśmy jak wysiąść, a lokalni pokierowali nas na plaże jako rzekomo najciekawsze miejsce „z wieloma dziewczynami”. Brzydka plaża, z drogimi pokojami i jedyne dziewczyny wyglądały na dziwki, więc od razu uciekliśmy z powrotem do miasta, tak jak miało być oryginalnie – koło klubu Nocturnal.

plaża, Filipiny, Filipinka

W centrum miasta zaczepiało nas dużo dziewczyn, ale zdecydowanie mniej śmiało niż koleżanki w Angeles. Na ulicy w centrum stało sporo dziewczyn które właściwie nie wiadomo co tam robiły. Jak zapytałem wprost czy są dziwkami, to bardzo wymijająco powiedziały, że za 500 peso mogą być (35 zł, lol). Sam klub Nocturnal również okazał się rozczarowaniem. Pusto, jedyne fajne laski to kelnerki więc je zaatakowaliśmy. Przytulanie, drinki, buzi, buzi. Umówiliśmy się, że jak skończy prace o 4 w nocy, przyjedzie do mojego hotelu. O 4 napisała wiadomość, że jest bardzo zmęczona i nie przyjdzie. Poległem. Pierwszy dzień na Filipinach bez seksu. To znaczy rano ruchałem wczorajszą, ale tego dnia żadnej nowej, psuje mi się statystyka, no nic, będę musiał dwie w inny dzień zrobić 😉

Następnego dnia musieliśmy się gdzieś spotkać ze znajomymi, którzy właśnie dolecieli do Manili. Wspólnie ustaliliśmy, że Angeles będzie najlepszym punktem – blisko, dobra impreza, laski się ruchają bez marudzenia i jest lotnisko, żeby lecieć dalej. Manila to straszne korki.

Pierwsza noc z powrotem w Angeles i od razu dziko. W jednym z klubów „go go” (ciężko to nazwać „go go’em”, wszystkie dziewczyny ubrane jak na plaży) siadam z laseczką która tam pracuje i się przytulamy. Po 5 minutach ona się pyta, czy jej kupię drinka. 300 peso, cena nieco z kosmosu, więc przedstawiam alternatywny plan – wydam na nią te 300, ale w klubie obok, jak skończy prace, bo to trochę przesadyzm z drinami dla dziewczyn w tym go go. Umawiamy się o 3 w nocy w High Society club. Punktualnie o czasie laska się pojawia. Kupiłem jej pare piwerek, trochę potańczyliśmy i na hotel. W pokoju już nic ciekawego, ze 3 rundy zrobiliśmy. Co jest za to ciekawe w tej historii, to że w Angeles można puknąć bez płacenia nawet laski z go go’ów. Dla porównania, przez 6 lat w Tajlandii udało mi się to może ze 4 razy, w Angeles jakoś dużo łatwiej poszło.

Następnego dnia byłem umówiony z laską, która na spotkanie ze mną jechała aż z Manili (80 km). Na spotkanie przyszła z koleżanką, która od razu zakochała się w Marcinie, więc mieliśmy fajne 2 parki rozrywkowe. Trochę potańczyliśmy w High Society, upiliśmy laski tequilą i ściągnęliśmy je na hotel. Wydarzenia w hotelu były mega śmieszne, ponieważ jedna z nich chciała się ruchać w 4, a druga się wstydziła. Doszło do tego, że laski z siebie zszarpywały ubrania, kłóciły się która lepiej robi loda, etc. My nie mogliśmy przestać z tego się śmiać. A teraz najlepsze – nagraliśmy to na video 🙂 Oczywiście całego video wam nie mogę pokazać, dam wam pare minut i to też nieco ocenzurowane, ale całe video trwa około 15 minut i od śmiechów przeszło do czynów, a nasze dziewczyny w ogóle nie wstydziły się kamery.

Kolejnego dnia miałem wielką rozkminkę. To już nasz ostatni dzień w Angeles i nie wiedziałem, czy bardziej chce spędzić kolejną noc z ta panienką z Manili, czy przekonać się czy dotychczas miałem szczęście w wyłapywnaiu fajnych dupeczek, czy jest to tak proste, że codziennie można nową dorwać. Wybrałem opcje 2 – polowanie na nową, czego w sumie żałuje do dzisiaj, bo tamta z Manili jest naprawdę fajna i teraz ciężko będzie się nam ponownie zobaczyć. Tym razem zalogowałem się na Date in Asia i umawiałem randki prosto w hotelu. Po 2 godzinach bez żadnego problemu zjawiła się Filipinka z netu i po może 10 minutach już się dała zrobić. Ogólnie ciężko mi pomyśleć o miejscu gdzie łatwiej zaciągnąć do łóżka laskę, nawet w Tajlandii nie idzie to tak szybko. Na 7 dni, tylko jeden dzień minął bez seksu, więc wyjazd jest super.

Następnego dnia mieliśmy już bilety na Cebu, wyspę na południu Filipin. Nasi znajomi muszą jednak zostać w Angeles, bo jeden z nich trafił do szpitala i czeka na operacje. Więc ponownie pozostał duet Marcin i ja. O tym co się działo w Cebu dowiedzie się w następnym odcinku.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Raport z Filipin – dzień 1, 2 (Manila / Angeles)


I oto jestem. Mega niewyspany, na maksa zaruchany, ledwo stojący na nogach, acz szczęśliwy. Na Filipinach jestem z Marcinem, którego oprowadzam po nowym kraju. To znaczy sam siebie też oprowadzam, bo to mój pierwszy raz, ale generalnie ogarniam hotele, transporty, komunikacje i dziewczyny. Czyli ciężkie życie Forsakena, znowu się bujam po tropikach.

Filipinka, dziewczyny, Filipiny

Pierwsze wrażenia z Filipin – jest moc. Nie spodziewałem się, że jest jakiś kraj w Azji który może konkurować zajebistością z Tajlandią, ale jak widać człowiek uczy się całe życie. Filipiny są naprawdę fajną alternatywą dla Tajlandii.

We wtorek wylądowaliśmy w Manili i od razu w drogę dalej. Zwiedzanie stolicy zostawimy na ostatnie kilka dni. Zrobiliśmy jednak spory spacer po dzielnicy Pasay i skosztowaliśmy lokalnego jedzenia, które wbrew temu co wszyscy mówią, było całkiem niezłe w smaku i mniej więcej w tej samej cenie co w Tajlandii, czyli super. Manila jest podobno droga, czego jednak nie zaobserwowaliśmy, wręcz przeciwnie, ceny mniej więcej te same co w Bangkoku. Pewne produkty są droższe, inne tańsze, wychodzi na jedno. Alkohol jest minimum 30% tańszy, a w klubach nawet 50% / 60%.

W Manili zalogowałem się na portal randkowy i dostałem ze 30 wiadomości w przeciągu godziny. Telefon wibrował jak pojebany od notyfikacji. Na ulicy dziewczyny pożerały nas wzrokiem, co któraś nieśmiało zagadywała z jakimś „hello”. My jednak chcieliśmy jak najszybciej wyjechać z Manili, więc nie drążyliśmy tematu.

Internet – tragedia. Działa, nie działa. Kupiliśmy kartę sim i pakiet na miesiąc za 1000 peso. Czasami jest, czasami nie ma. Raczej nie ma. Dużo gorszy niż w Tajlandii.

Korki. Na początku nie wyglądało to tak źle, ale jechaliśmy 80km do Angeles 4 godziny więc było pod tym względem kurwa tragicznie.

Po dotarciu do Angeles dorwaliśmy mieszkanie 2 pokojowe, bardzo ładne, nowoczesne, z dużym living roomem za 32 euro, czyli bardzo dobra cena za taki standard.

W Angeles prosto do klubu High So na Walking street, bo było już późno. W środku wrażenie, że możesz mieć każdą laskę, ale jak wiemy to jest to Filipińska Pattaya, więc raczej byliśmy uważni, aby nie nadziać się na zakamuflowane dziwki. Jak chodziłem sam – czuje wszystkie oczy na sobie, bo średnia wieku u facetów to tam z 50 lat. Mieliśmy wrażenie, że jesteśmy jedynymi młodymi kolesiami w całym mieście. Anyway, jak chodziłem z Marcinem który ma blond włosy i duże mięśnie, to byłem prawie niewidzialny, co jest trochę irytujące. Dochodziło nawet do sytuacji gdy zagaduje laski, a one mi mówią „but I like your friend”.

Koło 4, 5 rano wyciągnęliśmy dwie Filipinki z pretekstem kontynuowania imprezy u nas na apartamencie. Na wejściu dziewczyna Marcina od razu ściągnęła sukienkę i biegała z cyckami na wierzchu. Powiedziałem mojej, że u nas się chodzi właśnie tak jak tamta, czyli nago i wszyscy się rozebraliśmy. Wyciągnąłem Jacka Danielsa i zapowiadała się konkretna orgia.

Orgii jednak nie było, ponieważ Marcin stwierdził, że idzie spać, bez ruchania, bo ma jet lag po samolocie z Europy. Jego laska próbuje wszystkich sił – wypina się, prowokuje śpi z otwartymi nogami, ale nic jej to nie dało, Marcin jej nie wyruchał (wiem, dziwny typ, haha). Ja moją zrobiłem pierwszy raz o 6 rano, potem o 10, potem o 15. Generalnie non stop się pukaliśmy i to z jej inicjatywny. Miała niezłe ciśnienie i w przeciwieństwie do Tajek była bardzo aktywna.  Rano (o 17) poszliśmy wszyscy razem na „śniadanie”. Wtedy po ubraniach obstawialiśmy, że ta moja z totalnie normalnym ubraniem (nieseksownym) i starym telefonem na którym nawet nie działa internet – nie jest dziwką, za to ta Marcina, wyzywająco ubrana i bardzo prowokująca – na pewno dziwka. Po obiadku nasze dziewczynki wsiadły w ten filipiński autobus (jeepney) i odjechały. Ale że jesteśmy dżentelmenami, to kupiliśmy im te bilety po 50 groszy, lol. Moja do mnie teraz wysyła smsy non stop kiedy się spotkamy, co jest dla mnie śmieszne, bo nawet w Tajlandii każdy używa aplikacji do porozumiewania się, a ta moja na jakiejś prahistorycznej Nokii smski pisze. Anyway, mega pozytywna dziewczynka, jeśli będę w Angeles na pewno się z nią jeszcze spotkam.

Druga noc znowu grubo. Wracamy do High So i sraaaa, party. Tym razem, aby się nie stresować czy to dziwki, czy też „normalne” lasencje, pierwsza laska do której podszedłem, po prostu zapytałem prosto z mostu czy tu pracuje, czy  przyszła się pobawić na imprezę. Powiedziała, że pracuje jako jakiś sales manager, więc, żeby było jasne, powtórzyłem pytanie: „czyli nie jesteś dziwką?” i zaczęła się śmiać, mówi że nie. Bawimy się więc z Filipinkami, do Marcina non stop podchodzą jakieś laski, ale on udaje trudnego, mówi, że chyba dalej mu się nie chce ruchać (dziwny typ, wiem :D). Koleżanka mojej próbowała Marcina zdobyć chyba z 15 razy, mnie pytała ze 3 razy co zrobić, aby go mieć i prosiła, abym go namówił. W końcu ta sama laska pyta, czy się zaopiekuje jej koleżanką (tą moją), bo ona chce ze mną dzisiaj spać. Z takim info od razu ją zabrałem do domu i sruuu, znowu to samo, zaraz przy wejściu ściągamy ubranka i w sumie były 3 rundy przez noc.

Ponownie szok – żadna Tajka się nie stara tak zadowolić faceta jak te Filipinki. Ona robiła dla mnie wszystko, nawet mówiła, że jest moim niewolnikiem i mam z nią robić co chce. Zakochałem się we wszystkich Filipinkach po tych 2 pierwszych. I jeszcze na koniec mi kurwa podziękowała i walnęła tekstem, że „nie mogę uwierzyć, że spędziłam noc z takim facetem jak ja”. Normalnie kosmos!

Następnego dnia musieliśmy zrobić check out o 11 rano, więc wstajemy po kilku godzinach snu. Pytam mojej ile potrzebuje na taxi, a one kategorycznie odmawia. Zdziwiłem się bo Angeles to największa dziwkarnia na Filipinach. W takim tajskim Pattaya naprawdę ciężko wyciągnąć jakąś normalną laskę, która nie jest dziwką (aczkolwiek jest to do zrobienia), za to w Angeles zero problemu. Oczywiście jesteśmy tu dopiero 2 dni, więc być może nie mówię obiektywnie, ale takie jest nasze pierwsze wrażenie. Można wręcz rzec, że tym dziewczynom bardziej zależy, żeby się z nami bujać, niż w drugą stronę. Raj na ziemi 🙂

Tego dnia zmierzamy do miasta o nazwie Olongapo.

Część 2 wkrótce!

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

 

Video raport z 7 dni w Kambodży


Będąc 7 dni w Kambodży nie miałem ze sobą komputera, wiec tym razem  video relacja zamiast pisanej. Oczywiście jak zwykle nie opowiadam o gównie dla turystów, tylko raportuje jak jest „po zmroku” bez cenzury.

Video 1 – Poipet, Kambodża

Video 2 – Popet, Kambodża

Video 3 – Kambodża, Siem Reap

Video 4 – Kambodża Siem Reap

Video 5 – Siem Reap

Video 6 – Phnom Phen

Video 7 – Phnom Phen

Video 8 – wioska koło Phnom Phen

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Filipiny Po Zmroku


W dzisiejszym odcinku oddaje głos koledze który od lat mieszka w Manili – stolicy Filipin. Poniższy tekst ukazał się na forum Azja Po Zmroku i jest przeniesiony na „główną” za zgodą autora.

Filipiny Manila Azja Po Zmorku

FILIPINY

Ponieważ parę osób pytało mnie jak wygląda sytuacja we wiadomym temacie na Filipinach, poniżej małe podsumowanie regionu stołecznego. Ceny dot.Manili są orientacyjne, ale prawdziwe (5k php ~ $100), osobiście nigdy w Manili za te usługi nie płaciłem, jest tutaj tyle chętnych dup za free, że byłoby to głupotą, zwłaszcza, że podobnie jak wszystko w Manili i ten sektor jest zdecydowanie przewartościowany.

W dużych miastach (Manila, Cebu) jest w zasadzie podobnie jak w Bangkoku czy Phnom Penh – dla amatorów płacenia za takie usługi, łatwe do znalezienia są rewiry w których spotkać można pracujące dziewczyny, etc.

W Manili jednym z popularniejszych wśród turystów/ekspatów miejsc jest P.Burgos Steer. w Makati, z kilkunastoma typowymi barami (z tak kultowym jak tandetny Ringside na czele, w którym karzełki-„bokserzy” staczają pojedynki) gdzie po zapłaceniu barfine, laskę bierze się na chatę w celu sfinalizowania transakcji.
Można trafić tam niezłe okazy ale mimo wszystko słabo i drogo w porównaniu do BKK czy Pattayi. Stawki w porównaniu z innymi miejscami wprost horrendalne, bf + zwykle osobna opłata dla dupy wahać się może w granicach 5-10k php za najlepsze sztuki, ceny drinków/piwa w tych barach równie mało zachęcające, a ceny ladydrinków już zupełnie z kosmosu.
Generalnie miejsce dla niezorientowanych/naiwnych turystów lub osób zbyt leniwych na jakąkolwiek aktywność.

Na tej samej P.Burgos Steer. oczywiście spotkać można ‚masażystki’ i typowe freelancerki (których wszędzie jest cała masa), kasa jest kwestią jakości, umiejętności negocjacyjnych i własnego wieku/wyglądu, przeciętnie za 2-3k php spokojnie można dupę już wyjąć. Nie brakuje też rzecz jasna koni ale ryzyka jak w Tajlandii praktycznie nie ma – nie wyobrażam sobie jak najebanym trzeba być żeby nie rozpoznać lokalnego ladyboya.

Kolejnym popularnym miejscem jest Cafe Havana w Glorietta3 w Makati. Bardzo popularny salsa bar – wieczorami wypełniony dziwkami i ekspatami poszukującymi swoich zdobyczy.
Innym popularnym rejonem jest Malate, miejscówka zdecydowanie dla amatorów starych, grubych i brzydkich panien. Nie żeby nie zdarzały się jakieś bardziej atrakcyjne ale generalnie szkoda marnować tam czasu. Miejsce wciąż pełne ekspatów, głównie starszych Australijczyków i Amerykanów.

Drugim biegunem jest Fort Bonifaccio/Global City w Taguig.
Kilka najpopularniejszych (i najdroższych) w Manili klubów gdzie spotkać można prawdziwe torpedy, jeśli ktoś jest amatorem takowych. Cen tutaj nie podam, bardzo indywidualna kwestia.
Jak wspomniałem wcześniej nie interesuje mnie płacenie za te sprawy do tego takie typowe kurwiszony absolutnie nie są w moim typie więc bywam tam bardzo sporadycznie.
W okolicach High Street w Global City usytuowanych jest wiele pubów, etc., gdzie można spokojnie łowić normalne laski, jednym z moich ulubionych jest TipsyPig (choć i tu można spotkać freelancerki) oraz kompleks Fort Strip.

Generalnie High Street w Global City jest wg mnie miejscem z największym stężeniem najładniejszych dup w Metro Manila. Dobrze pokręcić się tam w porze lunchu lub lepiej po południu gdy kończą pracę, jest na co popatrzeć 😉

Bez kłopotu pracującą dziewczynę można znaleźć też korzystając z Badoo, Tindera, Weechat bądź craigslist.manila.

Zdecydowanie ekonomiczniejszym rozwiązaniem dla amatorów płatnych uciech jest wizyta w Angeles City.
Miasto 90km na północ od Manili (taxi 2,5-3kphp, bus~150php) ma status filipińskiej Pattayi.
Stara amerykańska baza wojskowa (zamknięta bodajże w 1991r) pozostawiła po sobie bagaż w postaci dzielnicy ukierunkowanej na zaspokajanie wiadomych potrzeb.
Porównanie do Pattayi jest mocno na wyrost, ale z pewnością jest to centrum tej formy rozrywki na Filipinach.

Lokalna Walking Street / Fields Avenue zamykana jest dla ruchu samochodowego bodajże ok 18 i wtedy zaczyna się całonocna balanga.
Na samej WS oraz będących jej przedłużeniem Perimeter Rd i Don Juico Ave usytuowanych jest co najmniej kilkadziesiąt barów (pewnie dobrze ponad 100). Nie ma tu miejsc jakoś wyjątkowo ekskluzywnych za to podłych nor w ilości wystarczającej.
O ile WS jako tako trzyma poziom, to im dalej od niej tym ciężej znaleźć coś ciekawego.
Oczywiście razem z jakością spadają też ceny, o ile na WS barfine wynosi przeciętnie 2,5-3,5k php (w tą cenę wliczona jest kompletna usługa – bierzesz pannę na tak długo jak chcesz, byle nie spóźniła się następnego dnia do pracy (choć i to można ogarnąć) to w tych dalej położonych barach opłata może wynieść zaledwie 1-1,5k php, ale trzeba mieć szczęście (i być tuż po otwarciu) żeby wyjąć coś ciekawego 😉

Na Don Juico Ave (w bezpośredniej bliskości tzw. Korean town) jest kilkanaście barów czynnych od 10-11 rano do max północy – coś dla amatorów świeżego mięska na śniadanie – tam znaleźć można bardzo fajne towary.

Dużym plusem Angeles w porównaniu do Manili są ceny, zarówno dup jak i alkoholu. Podczas Happy Hours, butelka SanMiga kosztuje na WS zwykle ok.50-60php w zależności od baru. Standardowo piwo kosztuje 80 do 120php w najdroższych barach na WS – w niektórych barach w Manili może to być nawet 3-4x drożej.

Fields Avenue od wczesnego wieczora wypełnione jest freelancerkami. Konfiguracje dowolne – trój- czy czworokąty – żadnego problemu, dupa w zaawansowej ciąży – również nie ma kłopotu. Ceny przeróżne – te przeciętne pójdą nawet za 500php, lepsze będą chciały 1000php.
Dla amatorów filipińskich koni – ich stanowiska usytuowane są tuż przy Phillies Sports Grill and Bar, tuż za Walking Street.
Niedaleko koni można znaleźć masażystki i te mogę polecić – mnóstwo naprawę bardzo ładnych dziewczyn. Z reguły kwestia dotyczy wyłącznie masażu (bynajmniej nie happy), no ale zawsze można umówić się na następny dzień.

Nie ma problemu z zabajerowaniem laski z baru i bzyknięciem jej za free, minus taki, że trzeba czekać aż skończy pracę co w przypadku WS może oznaczać czasem do 3-4 rano więc lepiej takich sztuczek próbować poza WS. Mam tam parę znajomych dup z którymi czasem ustawiam się na bzykanie gdy mają dni wolne, ale coraz rzadziej chce mi się tam jeździć, tyle tego towaru do przerobienia w Manili. 😉

Byłem kiedyś z kumplem dla śmiechu w naprawdę podłej dziurze tuż przy WS, chyba najmniejszy bar świata jaki widziałem, którego połowę zajmowała kanapa ze śpiącą na niej i potwornie chrapiącą mama-san. W menu były 2 bardzo przeciętne i 1 brzydka dupa (ale wszystkie młode). Weszliśmy tam tylko na piwo, ale że było śmiesznie i dziewczyny sympatyczne to wypiliśmy po 2 czy 3, wychodząc laski wiedziały już oczywiście, że nie spędzą z nami nocy, ale na odchodnym wszystkie 3 dupy zaoferowały mi pójście ze mną (na całą noc) za 750php.

Jedną z najlepszych opcji jeśli nie chcesz płacić bf jest klub High Society usytuowany ok 100m od wejścia na WS od strony McArthur Highway. Nie sposób tam nie trafić – każdy wskaże drogę. Biba zaczyna się tam co dzień od ok 23 (w weekendy wstęp płatny 200php), kończą tam wszystkie freelancerki i dupy które nie znalazły szczęścia w swoich barach. Wyrwanie dupy za kasę zajmuje tam 5 minut (przeciętnie 1k php) , za darmochę trochę trzeba się postarać, ale też nie ma problemu. Ceny akceptowalne (piwo 100php) więc można wszystko bardzo budżetowo ogarnąć.

Cała WS pełna jest gości sprzedających wszelakie specyfiki – viagra, kamagra, cialis – wszystko to można kupić w cenie killkudziesięciokrotnie tańszej niż w Manili.
Gdy kiedykolwiek coś tam kupuję, zawsze mam stałą taktykę która działa w 100% – ile by gościu nie krzyknął na start – śmieję mu się w twarz i mówię że ostatnim razem płaciłem 100php i nie mam zamiaru płacić więcej niż 120php – poużala się trochę, czasem nawet zrezygnuje ale następny już idzie na taki układ i tym sposobem viagra czy cialis (oczywiście w ilości 4szt) kosztują max 120php.
Startowe ceny na P.Burgos jakie parę tygodni temu słyszałem to było co najmniej 5k php (za 4 szt viagry) i ludzie kupowali….

Wszystkie dupy pracujące w barach mają obowiązek comiesięcznych badań lekarskich, i zawsze obwieszone są identyfikatorami potwierdzającymi ich wykonanie etc. Co dupa robi od dnia po wykonaniu badania aż do następnego to zupełnie inna para kaloszy więc lepiej dobrze zastanowić się zanim pójdzie się na całość tym bardziej, że Filipinki uwielbiają bzykać się bez gumy, generalnie zupełnie nie uznają tej formy zabezpieczenia.

Umawianie się z normalnymi dziewczynami to równie banalna sprawa, z mojego doświadczenia najlepsze jest filipinocupid (płatna), pinalove (identyczne jak thaifriendly), dateinasia oraz klasycznie Badoo, Tinder (tylko trzeba odfiltrować te pracujące).
W Manili skuteczność w zasadzie 100% – każde spotkanie kończy się we wiadomy sposób.
Jeśli dupa jest młodsza albo z prowincji to rzadko zdecyduje się spotkać sama – zwykle dla bezpieczeństwa z koleżanką albo kolegą gejem.

Generalnie jeśli prezentujesz typ za którym Filipinki szaleją – wysoki, jasne włosy, niebieskie oczy, „długi” nos – nie sposób opędzić się od lokalnych towarów.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Birma – dziki zachód wchodu


W dzisiejszym odcinku będzie o zachodnim sąsiedzie Tajlandii – Birmie. Sama nazwa Birma de facto nie jest już używana, po angielsku kraj nazywa się Myanmar od 1989 roku, kiedy rządząca krajem junta wojskowa ustaliła nową nazwę. W Birmie byłem wyłącznie raz i to zaledwie 10 dni. Dodatkowo, byłem tam w pracy – jako pilot wycieczki 40 osobowej grupy, co niestety nie dało mi zbyt wiele czasu na samotne odkrywanie. Jako opiekun tak licznej grupy byłem zawalony pracą od rana do zmroku – za każdym razem gdy ktoś zatkał sracz, to choćby była 10 wieczorem, musiałem lecieć do recepcji i wzywać ciecia, żeby przetkał. Ale czemu ja o tym – ano chciałem tylko powiedzieć, że absolutnie nie jestem ekspertem od Birmy, opiszę tu tylko moje ekstremalnie subiektywne i powierzchowne doświadczenie z 2014 roku.

birma

Wizy mieliśmy wyrobić przez internet, tak zalecił nasz partner w Birmie. Akurat lądowaliśmy w Mandalay, na północy kraju. Podczas wyrabiania wiz przez internet, po złożeniu 7 aplikacji, ze strony zniknęła opcja robienia wizy on arrival do Mandalay.2 wizy wróciły na email – 5 nie.  Zamiast więc latać po Bangkoku, musieliśmy spędzić połowę dnia w obrzydliwej ambasadzie, z bardzo niemiłą obsługą, która sprawiała wrażenie jakby wszyscy nas nienawidzili. Mój wniosek został odrzucony bo „jest niechlujnie napisany”. Kilka innych aplikacji odrzucone, ponieważ nie wypisaliśmy adresu pracy. W końcu po całym dniu udało się…  Na lotnisku jeszcze lepsza niespodzianka – Air Asia uznała, że nasze 2 wizy wyrobione przez internet są sfałszowane. Jako dowód pokazali nam stronę w internecie na której opcja wyrabiania wizy do Mandalay zniknęła. Dopiero po licznych telefonach do Birmy i interwencji Air Asia w Mandalay, cudem w ostatniej minucie zdążyliśmy na samolot.

Lotnisko w Mandalay. Pierwsze co rzuca się w oczy, to że każdy facet i kobieta chodzi w longyi , lokalnej spódnicy, która zdaje się być najpopularniejszym ubiorem niezależnie od płci. Nie tracąc czasu, od razu uderzyłem do centrum miasta. Mandalay ma milion ludzi i jest chyba najgorszym zadupiem w całej Azji. Znalezienia sklepu z piwem, albo restauracji z jedzeniem graniczy z cudem. Po przejściu kilku kilometrów znalazłem jeden sklep z alkoholem. Nasz lokalny przewodnik twierdzi, że w Mandalay nie ma czegoś takiego jak bar lub klub, więc poszedłem szukać lasek na lokalny market. Podchodzę do kilku fajnych dupencji i normalnie SZOK w ich oczach. Miałem wrażenie, że nikt nigdy nie podszedł do nich na ulicy wcześniej. Kompletne fiasko, nie wyciągnąłem nawet jednego numeru telefonu… Zbliżał się zmrok – trzeba wracać do hotelu. Dlaczego? Ponieważ w całym mieście nie ma latarni i jest ciemno jak w dupie. Można spokojnie wpaść w jakąś dziurę lub nadepnąć na głowę węża nie zdając sobie nawet z tego sprawy. O lokalnych psach nie wspominając.

Cały następny dzień jeździliśmy po świątyniach od rana do wieczora. Kurwa, ile można tych świątyń oglądać. Przecież to jest zwykła kupa kamieni na kamieniach, wybudowanych przez chciwców którzy golą kasę z naiwnych prostych ludzi, sprzedając im mrzonki o życiu po śmierci.

Następnego dnia mieliśmy płynąć 8 godzin rzeką do Bagan. Po drodze w rzece pływam trup człowieka, ale jakoś na nikim nie robiło to wrażenia. Moi turyści opalali się całą drogę, a ja jak prawdziwy Azjata, chowałem się przed słońcem na ile to możliwe.

W końcu przybyliśmy. Bagan, kurwa co za zadupie. Podobnie jak w Mandalay, nie ma tu absolutnie nic, włączając w to oświetlenie po zmroku, czyli po godzinie 18. Cały dzień biegaliśmy po tych wszystkich kupach kamieni w okolicy – masakra, nudy jakich mało, a tyle tego jest w Bagan, że można po świątyniach całe 10 dni biegać. W tym miejscu nachodziło nas dużo ludzi sprzedających kicz dla turystów, włączając w to kilka fajnych laseczek. Korzystając z okazji, że coś dukały po angielsku, wyciągałem od nich numery telefonu (internet w Birmie praktycznie nie istnieje – to znaczy routery są, ale prędkość nie pozwala na otworzenie np. Facebooka). Wieczorem dzwonie do 3 lasek z którymi niby byłem umówiony – jedna nie odbierała w ogóle, z drugą się nie dogadałem po angielsku, trzecia stwierdziła, że nie ma motoru, żeby przyjechać w okolice mojego hotelu.  Akurat do Bagan przyjechał mój kumpel z Tajlandii, Trevor, więc próbowaliśmy imprezować w Bagan na ile się dało. Oczywiście żadnego baru tutaj nie ma – piliśmy whiskey na ulicy z jakimiś włochami i lokalnymi Birmańczykami. Nudny na maksa.

birma dzieci

Następnego dnia lecieliśmy samolotem do Inle Lake. Najfajniejsza atrakcja to chyba ten samolot malutki, bo samo Inle lake to jest następy kicz dla turystów. Niby fajnie, że lokalni rybacy łowią tu ryby za pomocą nóg, ale hmm, co mnie kurwa ryby obchodzą. Inle lake znajduje się w prowincji Shan, która słynie z kilku rzeczy – przede wszystkim są jednym z największych producentów opium na świecie, które przemycają przez graniczący Złoty Trójkąt, czyli skrzyżowanie Birmy, Tajlandii i Laosu, do sąsiednich krajów. Ponad to, Sham state nie uważa się za część Birmy i mają nawet swoją własną armie. Początkowo walczyli o suwerenność stanu Shan, a potem sponsorowani przez CIA, przeciwko birmańskim komunistą. Nie wiem jak w dzisiejszych czasach, ale jeszcze nie dawno było to niebezpieczne miejsce.

Birma jest jedynym krajem na świecie w którym muzułmanie są prześladowani. Zazwyczaj jest na odwrót – to muslimy tępią wszystko i wszystkich, od innych religii, przez homusiów aż do kobiet i walentynek. Za to w Birmie oryginalna odmiana, to lokalni Buddyści prześladują islamistów. Na pytanie skąd zaistniała takowa sytuacja, nasz lokalny przewodnik powiedział tak: „we hate them because they don’t want to work, make a lot of babies and demand free shit”. Bardzo mnie to zaciekawiło, gdyż w Europie ludzie nienawidzą ich z dokładnie tego samego powodu.

Po kolejnym locie w malutkim samolocie wylądowaliśmy w Yangoon, byłej stolicy i największym mieście kraju. No, wreszcie jakaś cywilizacja! Po odpierdoleniu Shewedagon Pagoda – najsłynniejszego zabytku w kraju, który oczywiście również okazał się kiczowatą pułapką dla turystów, wreszcie znalazłem się w okolicy która mi się podobała. Do tej pory miałem bardzo negatywne uczucia jeśli chodzi o Birmę, ale Yangoon zrobił na mnie wrażenie. Niestety miałem tu dosłownie jedną noc przed powrotem do Bangkoku, to był już nasz ostatni dzień.

W nocy lecę do klubu nocnego, którego nazwy niestety nie pamiętam. Jechało się windą na górę. Już przy wejściu, zgarnęło mnie kilku zajebistych lokalnych typków, po ubraniach od razu widać, że jakieś high so klimaty, zaprosili mnie, żebym z nimi posiedział i nie dali mi nic zapłacić, twierdząc, że jestem ich gościem. Cool. Tutaj dziewczyny były dużo bardziej kontaktowe – to znaczy kilka od razu uciekło jak zagadałem, ale po paru próbach miałem przy stoliku jakąś lokalną landrynę. Oczywiście nie mówiła nic po angielsku, więc cała rozmowa szła przez tych kolesi z którymi siedziałem. W końcu nie wiem czyj to był pomysł, ale dowiedziałem się, że jak „dam jej 10$ na taxówkę, to pójdzie ze mną spać do hotelu”. To był mój ostatni dzień w Birmie, dalej nie zdobyłem birmańskiej flagi, więc zgodziłem się na tą dziwną ofertę.

W hotelu oczywiście dramat na recepcji – nie może wejść do środka… Excellent. Zabrałem ją więc w taxi do innego hotelu, który wyglądał jak jakiś short time room gdzie przyprowadza się dziwki. Nie o takie doświadczenie mi chodziło, no ale cóż, trzeba było się poświęcić. Flaga birmańska zdobyta. Jako że miałem dobry hotel zapłacony przez firmę, nie chciałem spać w tej burdelowni, dałem tej lasce 10$ na taxi tak jak się umawialiśmy. W ogóle to nie zamieniliśmy ze sobą żadnego słowa po wyjściu z klubu, bo ona nie znała angielskiego 😀 Ale co tam, fajnie było, nie rozmowa jest najważniejsza.

Następnego dnia nastał czas aby wrócić do Tajlandii i na tym się zakończyła birmańska przygoda. Czy polecałbym Birmę? Szczerze to chuja widziałem przez te 10 dni, same kicze dla turystów, więc nie jestem w stanie stwierdzić jednoznacznie. Poza Yangoonem który był fajny, to cała Birma zrobiła na mnie negatywne wrażenie.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Uwodzenie w Tajlandii – 10 uwag


Niedawno na forum Azji Po Zmroku pojawił się taki oto wątek:

Jakie wskazówki moglibyście dać komuś, kto nie ma doświadczenia z Azjatkami, ino z białymi, a chce uprawiać tutaj seks, często i gęsto? Jakie są główne różnice kulturowe, na co uważać, jakie są główne grzechy nieporuchalne i zaniedbania niejebliwe w Tajlandii (trzeba wyganiać duchy z prezerwatywy przed seksem, albo przeprosić łózko za to, że będziemy się zaraz na nim grzmocić?), główne różnice w spotykaniu się z Tajkami a polskimi księżniczkami Joasiami

tajka-dziewczyna-azja-po-zmroku

Ponieważ odpowiedź jest nieco bardziej złożona niżeli kilku zdaniowa odpowiedź, postanowiłem skręcić z tego artykuł. A zatem do rzeczy:

  1. Najważniejsze to KEEP IT SIMPLE, bo się zwyczajnie nie dogadacie. Np. zagadując laskę w shopping mallu, twoim openerem powinno być „jak masz na imię”, bo jak walniesz czymś w stylu „chciałbym poznać twoja opinię na x”, to laska w ogóle nie zrozumie. Pytanie „gdzie idziesz?” jest innym świetnym openerem w Tajlandii – po tajsku fraza tłumaczona na „pai nai?” ma podobną funkcję jak „how it’s going” w angielskim i  nie jest uważana za niegrzeczne pytanie – wręcz przeciwnie. Generalna zasada – im prościej, tym lepiej. Żadna Tajka nie powie ci „spiedalaj”, w najgorszym wypadku zawstydzi się i ucieknie, więc możesz śmiało podbijać na ulicy, w centrach handlowych, czy na uniwersytecie.
  2. Pamiętaj, że laski nie myślą logicznie (wszystkie, nie tylko Azjatki). Graj na ich emocjach, nie próbuj nigdy nic tłumaczyć na logicznym poziomie, to nic nie daje. Sprawiaj, że czują się komfortowo. Nigdy nie wierz w to co mówią. One muszą udawać trudne, tak je zaprogramowało społeczeństwo. Abstrahując od tego, że same nie wiedzą czego chcą. Jeśli przykładowo laska ma w opisie na portalu randkowych, że „szukam tylko przyjaciół”, to nie znaczy, że nie będziesz jej walił na pierwszym spotkaniu. Jej się może naprawdę wydawać, że szuka tylko przyjaciół, ale pod wpływem emocji zrobi wszystko. Twoim zadaniem jest wywołanie tych emocji. Najłatwiej do tego dojść poprzez rozśmieszanie i droczenie się. Pamiętasz wszystkie idiotyczne gry z przedszkola? Jakieś zabawy związane z malowaniem długopisem po ręce, walczenie na kciuki, a nawet koci, koci łapki? To są wszystko idealne techniki uwodzenia.
  3. Nigdy nie pytaj czy ma chłopaka. Strzelasz sobie w nogę. Co prawda 99 na 100 Tajek i tak powie, że są single, nawet jeśli mają męża, ale w innych krajach (np Wietnam), wchodzisz tym pytanie w ślepy zaułek. Nawet jeśli ma chłopaka to nie znaczy, że a) nie szuka lepszego, b) nie jest otwarta na przygody na boku. Ja pytam ich czy mają chłopaka kiedy widzę, że są mną zainteresowane, ale mówię to w tonie „heeeej, podobasz mi się mała”).
  4.  Bądź szefem. Azjatki są uległe i przyzwyczajone, że facet o wszystkim decyduje. Nie pytaj gdzie ma ochotę pójść, tylko mów „idziemy do x”. Nie pytaj jaką pozycja w ruchaniu lubi, tylko ją obracaj w taką jak ci się podoba. Rób co chcesz, decyduj za was obojga, ona podąży. Pamiętaj że one nie są dobre w myśleniu – szukają kogoś kto im pomoże w decyzjach. Musisz być kreatywny i zdecydowany.
  5. Logistyka. Dobre miejsca na randkę – kawiarnia, lub park w pobliżu twojego hotelu lub apartamentu, tak aby łatwo było przenieść spotkanie w bardziej intymne miejsce. Kawiarnia jest świetna bo cała randka mieści się w 100 batach, park jest nie tylko darmowy, ale i daję łatwą wymówkę, że „jest gorąco, przenieśmy się do mojego mieszkania w pobliżu, bo bez air cona już nie wytrzymam”.  Najgorsze miejsce na randkę – restauracja. Kelner najprawdopodobniej posadzi was na przeciwko i nie będziesz mógł jej dotykać. Bez dotykania to możesz zostać co najwyżej jej kolegą. MUSISZ powoli eskalować kontakt dotykowy od samego początku. Inne beznadziejne miejsce na randkę – impreza. W klubie i tak poznasz wiele dziewczyn, więc po co brać ze sobą? Dodatkowo będzie cię to kosztować – w całej Azji jest przyjęte, że facet płaci za dziewczynę, jeśli zapraszasz gdzieś laskę, to w większości wypadków ona oczekuje, że pokrywasz wszystkie związane z tym wyjściem koszty.
  6. Kontakt dotykowy. Ale nie jak jakaś cipka, że niby przez przypadek. Tak jak wspominałem na górze – świetne są wszystkie gry z przedszkola. Dodatkowo każde pierdoły typu wróżenie z ręki (nawet jeśli oboje się z tego śmiejecie), czy „pokarz mi rękę… wow ale masz małą dłoń”. To co mówisz na logicznym poziomie nie ma znaczenia, każda wymówka, aby nawiązać kontakt dotykowy prowadzi was do łóżka. Kiedy przechodzicie przez ulicę – złap ją za rękę. Kiedy rozmawiacie, możesz ją dotknąć za ramię, lub włosy, ale badaj tylko grunt i wycofuj się. Dobrą techniką jest „2 kroki do przodu, jeden w tył”. Jak się trochę między wami rozwinie, to powąchaj jej szyję i powiedz coś głupiego/śmiesznego, np że pachnie jak truskawka. Akurat „strawberry” ma podwójne znaczenie, bo po tajsku jedno ze słów określające kłamcę, to właśnie „strawberry”, więc jeśli użyjesz tego tekstu, to de facto mówisz jej, że pachnie jak kłamczucha – czyli się droczysz się i zmierzasz do celu. Twoim zadaniem jest rozśmieszanie jej i nawiązywanie coraz bardziej śmiałego kontaktu dotykowego.
  7. Nie afiszuj się „zdobyczami”. W Europie zdjęcia z fajnymi laskami na Facebooku może dodadzą ci prestiżu, w Tajlandii na odwrót – zostaniesz sklasyfikowany jako playboy i nienadający się na potencjalny związek. Tutaj każdy może mieć dużo lasek jeśli chce, więc nie robi to na nikim wrażenia, a wręcz przeciwnie. Nawet jeśli walniesz zdjęcie z podpisem „koleżanka z pracy”, to  większość Tajów uzna, że na pewno ją ruchasz. Wrzucaj zdjęcia które pokazują, że masz ekscytujące życia – skok na spadochronie, nurkowanie, pilotowanie samolotem, egzotyczne podróże. Nie wrzucaj zdjęć z imprez lub z innymi laskami. Na pytanie czy masz dziewczynę, nie odpowiadaj, że NIE, bo nikt nie uwierzy. Zostaniesz uznany za kłamce. Powiedz coś w stylu „właśnie zerwaliśmy”, lub „czekam na porządną dziewczynę, dotychczas spotykam same które chyba chcą się wyłącznie bawić”
  8. Nie bądź skąpcem. Ona potrzebuje kogoś kto jest w stanie zadbać o nią i jej potencjalne dzieci. Azjaci się niesamowicie materialistyczni. Jeśli karzesz lasce zapłacić połowę rachunku, to prawdopodobnie będzie wasza ostatnia randka. Musisz jednak znaleźć balans – dużo Tajek próbuje ciągnąć na kasę ile się da, nie bój się odmawiać jeśli ona chce, żebyś coś jej kupił (np. laska w klubie która chce drinka). Nie dawaj się wykorzystywać.Nigdy nie dawaj pieniędzy do ręki, bo staniesz się sponsorem. Natomiast jeśli to ty gdzieś zapraszasz, to ty płacisz za to spotkanie. Po spędzonej nocy razem zapytaj czy chce 100 batów na taxówkę (jeśli chcesz ją jeszcze raz spotkać). Jeśli mieszkacie razem, to ty płacisz czynsz i rachunki, etc.
  9. Mowa ciała. Tutaj wszystko sprowadza się do jednego elementu – pomyśl, że ktoś patrzy na ciebie i na nią z boku. Jak to wygląda? Czy ty się do niej przymilasz i próbujesz ją wyrwać? Źle! Popraw to. Przypomnij sobie jak James Bond rozmawia z kobietami. Tam jest zachowany balans. On się do niech nie pochyla. Jeśli ona odchodzi, to on za nią nie goni jak frajer. Za to jeśli jest na odwrót – ona się pochyla w kierunku ciebie, a ty stoisz wyprostowany – idziesz w dobrym kierunku. Co wygląda lepiej, jeśli ona stoi plecami do baru, a ty do niej zagadujesz, czy jeśli ty stoisz plecami do baru a ona zagaduje do ciebie? Pamiętaj, że one lubią jak się nimi dyryguje. Weź jej rękę, niech zrobi piruet i wymień się miejscami. Fizycznie postaw ją tam gdzie chcesz. Zabierz jej rękę i połóż na swojej nodze. Cały czas pamiętaj jak to wygląda z boku. Musi być balans w mowie ciała. Kobieta może wyglądać na uległą, to jest ok. Za to facet który się klei do laski wygląda na desperata i kasuje się nie tylko w jej oczach, ale i wszystkich innych które to obserwują.
  10. Bądź nieprzewidywany. Zamotaj ją. Mów i rób sprzeczne rzeczy. Np. twierdź, że chcesz być jej najlepszym przyjacielem, a dotykaj ją w seksualny sposób. Mów, że będziecie razem robić zamki z piasku, wspinać się po drzewach i biegać za słoniami. Zapraszając do domu, obiecaj, że nie będziesz próbował jej wyruchać – chcesz się tylko przytulać, a tutaj nie wypada w miejscu publicznym. Popatrz jej romantycznie w oczy i powiedz „nienawidzę cię” (z uśmiechem na twarzy). Grunt, aby nie bądź nudnym.

Jeśli zastosujesz powyższe wskazówki, to możesz mieć w Tajlandii co noc nową dziewczynę. Nie jest to nic trudnego. Należy jednak pamiętać, że uwodzenie przypomina rzucanie piłką do kosza. Im więcej praktykujesz, tym łatwiej piłka wpada do celu. Czasami jednak mija ona cel – i to jest normalne. Na świecie jest wiele dziewczyn. Nigdy nie koncentruj się na jednej, bądź gotowy odejść. Miej opcje. Dużo łatwiej jest poznać nową dziewczynę, niż naprawiać zepsute kontakty. I najważniejsze – MUSISZ do nich podchodzić. Kobiety nie robią pierwszego kroku. Jeśli ty go nie zrobisz, to nic z tego nie będzie.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Issan trip dzień 4, 5, 6 – Khon Kean


Tego ranka w Maha Sarakham obudziłem się w objęciach lokalnej Tajki. Nie zobaczyłem w mieście kompletnie nic – ze stacji autobusowej od razu do hotelu i po 2 godzinach była już u mnie laska poznana na Tinderze. Wbrew pozorom, w Maha Sarakham nie jest aż tak łatwo poznać dziewczynę – to znaczy zainteresowanie z ich strony jest ogromne, natomiast jest tu problem logistyczny. W tak małym mieście, gdzie wszyscy się praktycznie znają, laska idąca z obcokrajowcem do hotelu może szybko stać się ofiarą nieprzyjemnych plotek, trochę porównywalnie do naszych rodaczek, z przeciętnej polskiej mieściny, które udają się z nowo poznanym murzynem do hotelu.

songteaw-tajlandia-khon-kean-azja-po-zmroku

Check out z hotelu o 12, ja muszę jechać do Khon Kean, jestem tam umówiony. Mówię wprost mojej Tajce, że przed wyjazdem chciałbym zrobić jeszcze jedną rundę. I to jest zajebiste w Azjatkach – one nie mają w zwyczaju odmawiać facetowi i posłusznie ściągają majtki. Po drodze jemy śniadanie – moja ulubiona tajska potrawa (oczywiście kuchnia Issańska), czyli Nam Tok Muu. Żegnam się z Tajką i obiecuje, że jeszcze do niej wrócę – fajna z niej dziewczynka, tylko wygląda tak strasznie młodo,  że ludzie trochę na mnie dziwnie patrzą na ulicy. Gdyby powiedziała, że ma 16 lat, bez problemu bym w to uwierzył. (tu szybki off topic – kiedy przyjechała mnie odwiedzić w Bangkoku tydzień później, na ulicy poszły plotki, że mam nieletnią z liceum w pokoju, lol)

W Khon Kean wysiadam na stacji autobusowej i lokalnym pick up’em przerobionym na autobus jadę w stronę dworca pociągowego, gdzie znajduje się mój ulubiony hotel za 500 thb. Pisałem już jak go znaleźć w poprzednim artykule o Khon Kean. Po tajsku taki pick up nazywa się to Song Teaw – czyli w tłumaczeniu 2 rzędy – od dwóch ławek, na których się siedzi i kosztuje tyle co przeciętny autobus, czyli jakieś 7 batów. Niestety nie zarezerwowałem pokoju i dupa – brak wolnych miejsc. Idę dalej z kilometr w górę gdzie znam kilka innych miejscówek do spania i lokuje się tam. Pokój bez ciepłej wody i klimy, prawie za darmo, 280 thb za noc. Klimy i tak nie używam, ale brak ciepłej wody o tej porze roku to nieco minus. Sam pokój – bez zastrzeżeń. Duży, czysty, sprawny internet, nawet lodówka i TV (tego drugiego urządzenia strasznie nie lubię i nawet kijem nie dotykam).

Dziś na wieczór jestem omówiony z kumpel z którym byłem w Buriram. Wieczorem lokalne studentki mają nam pokazać imprezę przy uniwersytecie. Ponieważ uniwersytet jest od centrum z dobre 7 kilometrów, zamawiamy taxi do baru Be-To-Sit. W środku spotykamy nasze studentki. Oczywiście w pubie jesteśmy atrakcją numer jeden, wszyscy parzą na dwóch białasów, widok raczej unikatowy w tym rejonie, zwłaszcza tak daleko od centrum. Ponieważ pub jest dla studentów, to cena piwa jest prawie taka sama jak w 7/11, może 10 batów więcej. Pomimo tego, że siedzieliśmy przy stoliku z laskami, podbija do nas jakiś gej i mówi do mojego kumpla – cześć, moja koleżanka bardzo chciałaby cię poznać, czy nie chcesz się przysiąść do naszego stolika? Ponieważ była fajna, kumpel się ulatnia do innego stolika, ja zostaje z naszymi „starymi” studentkami.

Dobija 12, ja muszę uciekać spać (rano o 7 praca). Pytam jednej ze studentek czy idzie ze mną spać i w odpowiedzi słyszę, że tak, ale ponieważ jest sobota, to najpierw impreza w klubie i za 2 godziny możemy iść spać. Stawiam ultimatum – albo idziemy razem od razu, albo ja wracam do hotelu i BOOM, poległem. Tej nocy spałem sam, po raz pierwszy podczas mojego tripu do Issanu. Przez pracę nie było ruchania :/ Mogłem oczywiście z nią pójść i być niewyspany, ale szczerze to w odkąd skończyłem 30 lat taki prospekt jest dla mnie raczej mało atrakcyjny – jak się nie wyśpię to źle się czuje fizycznie i psychicznie, dosłownie łapie mnie depresja.

Budzę się o 6:45, zapierdalam do 7/11 po kawę i loguje się do pracy. Nie wyspałem się tak czy inaczej, zanim dojechałem taxi z powrotem była już 1 w nocy. Rano wysyłam wiadomości do lasek które już znam z poprzednich wyjazdów do Khon Kean. O 13 przyjeżdża do hotelu nauczycielka japońskiego o której kiedyś pisałem w artykule o Udon Thani. Ona jest generalnie we mnie zakochana odkąd poznaliśmy się w Rayong, dobre 6 miesięcy wcześniej. Ma co prawda swojego tajskiego chłopaka i przez to co chwile mnie blokuje na Facebooku, ale akurat znowu zerwali (już chyba 6 raz), więc chętnie przyjechała się ze mną zobaczyć. Szybkie dymanie, byłem strasznie wyposzczony bo poprzedniej nocy się nie udało. Wiem, dziwnie to brzmi, aż 24 godziny bez seksu. Ale dla mnie to dużo, jestem przyzwyczajony robić to raczej codziennie i organizm reaguje trochę jak u alkoholika który nie może się napić. To jest oczywiście kwestia przyzwyczajenia – w Wietnamie dymałem średnio raz na tydzień i jakoś mi to nie przeszkadzało, a w Singapurze to w ogóle miałem 4 miesiące abstynencji i też przeżyłem. Mimo wszystko, w Tajlandii mam możliwość pukać laski codziennie i tak właśnie z wielką przyjemnością robię.

Tego dnia wiele się nie dzieje. Poszedłem na siłownie, jest fajne miejsce w centrum za 30 batów. To mi się podoba w Issan, w Bangkoku większość miejsc nawet nie wpuszcza jeśli nie wykupi się pakietu na co najmniej miesiąc, tutaj jest uczciwa cena i bez żadnych zobowiązań. Wieczorem niespodzianka – laska z Maha Sarakham z dnia poprzedniego mówi, że przyjedzie do mnie do Khon Kean. W sumie to ją bardzo lubię, więc zgodziłem się od razu. I tak już ze mną siedziała aż do samego końca. Ponieważ byłem bardzo wykończony tymi podróżami, resztę czasu spędzałem z młodą głównie w hotelu. Wychodziliśmy tylko coś zjeść w przerwach od ruchania.

6 dnia nadszedł czas aby wracać do Bangkoku – miałem zabookowanego klienta na nocne zwiedzanie. Bilety kupiśmy przez internet w Nakon Chai Air, firma autobusowa, która choć jest nieco droższa niż inne linie, to daje 5 razy większy standard. Siedzenia jak w samolocie, z masażem, przed oczami monitor z filmami, do wyboru 6 opcji, jakieś zjebane gry, do tego jedzenie, kawa, smakołyki, etc. Full wypas. Polecam na maxa!

40 minut przed wyjazdem młoda dostaje jakiejś sraki i zamyka się w kiblu. Tymczasem ja muszę lecieć na autobus, bo przepadnie mi bilet. W końcu wychodzi. W recepcji zamawiamy taxi, czekamy 20 minut  nic…. Nie przyjechała. Co za kurwa barany. Zaczynam się stresować, bo jak nie zdążę na autobus to przepadnie nie tylko bilet, ale i rozminę się z klientem w Bangkoku. Lecimy na główną ulicę i biorę tuk tuka. Mówię mu, że autobus Nakon Chai Air, a ten osioł mnie bierze na centralną stację autobusową (w Khon Kean są dwie i zabrał mnie na złą). 10 minut do odjazdu. Nie ma szans dojechać na obrzeża w 10 minut… Dzwonię do kumpla, żeby stał w drzwiach i trzymał autobus. Tuk tuk zapierdala 100 na godzinę i w końcu po jakiś 20 minutach jesteśmy  na miejscu. Autobus czeka już tylko na mnie, znajomy skutecznie blokuje możliwość odjazdu. Wskakuje tak szybko, że nawet nie zdążyłem się pożegnać z młodą z Maha Sarakham. Udało się, jestem w środku 🙂 Po tygodniu w podróży jadę do domu w Bangkoku… Fajnie było i nie mogę się doczekać kolejnego tripu do mojej ulubionej części Tajlandii.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Issan trip dzień 3 – Maha Sarkham


Rano, jak to rano, znowu morning glory – prawie jak na viagrze. Z laską poprzedniej nocy spaliśmy ‚na łyżeczkę’ i obudziła mnie wiercąc się dupką. Ewidentnie miała na coś ochotę. Trochę przez sen, jeszcze z zamkniętymi oczami, zrobiłem ją o 6:30, akurat przed rozpoczęciem pracy. Potem szybka kawa z 7/11 za 14 batów i loguje się na serwer do pracy. Moja niuńka też musi uciekać do szkoły – jest nauczycielką tajskiego w podstawówce.

isan_map_maha_sarakham-azja-po-zmroku-tajlandia

O godzinie 12 zrobiłem check out z hotelu. Postanowiłem nie siedzieć więcej w Buriram i jechać prosto do Khon Kean. Z laptopem wsiadam do autobusu i stukając w klawiaturę udaję się na północ. Autobus wlókł się jednak niesamowicie, po 2 godzinach dojechał do Maha Sarakham, a Khon Kean następne dwie przede mną… Miałem tak dosyć jazdy, że po prostu wysiadłem w Sarakham i olałem Khon Kean. decyzja podjęta w przeciągu 4 sekund.

Maha Sarakham to specyficzna miejscówka. Małe miasto, w którym niegdyś pracowałem na uniwersytecie, oznacza się największym zagęszczeniem studentów na kilometr kwadratowy w całej Tajlandii. Ciekawa statystyka – jak wpisałem ludność Maha Sarakham w google, wikipedia podaje 40,000 mieszkańców. Jak wpisałem ile studentów jest zapisanych na sam Maha Sarakham university, wyskoczyło 46,000. No ciekawe 🙂 Zwłaszcza, że poza Maha Sarakham university, jest tam też Ratjabat university – drugi duży, no i kilka collegów. Ciekawa miejscowość gdzie prawie każdy zapierdala w uniformie studenckim.

Nie daleko przystanku autobusowego jest mój ulubiony hotel za 450 thb (nazywa się Infinity – polecam). Istnieje też możliwość wynająć na miesiąc za 4,000 (+3000 depozyt), opcja który zajebiście mnie kusi. W recepcji siedziała amerykanka z Texasu, która okazała się nauczycielką w pobliskiej szkole. Mieszka właśnie w Infinity. Jak usłyszała moją rozmowę po tajsku z recepcjonistką, użyła tego jako wymówki, żeby zagadać. Jak chodzi o podrywanie białych lasek w Azji – o ile one nie lubią azjatyckich chłopaków  (a większość nie lubi), to są absolutnie zdesperowane, żeby kogoś poznać. A większość facetów je i tak olewa i woli Azjatki… W tym przypadku byłem prawdopodobnie jednym potencjalnym dla niej towarem w całej okolicy. Od razu zapytała co robię wieczorem i czy może przyłączyć się na drinka. Ah te wygłodzone nauczycielki angielskiego w tajskich prowincjach… Mnie jednak nieszczególnie interesują białe laski, więc ją trochę zbyłem. W pokoju odpalam aplikacje randkowe i szukam jakiejś miejscowej dziewczyny.

Po godzinie byłem już umówiony pod moim hotelem z Tajką. Ponieważ fajne było z niej ciastko, chciałem ją zabrać gdzieś na miasto. Jakiś night market albo drinki. Ona natomiast sama zaproponowała, że przyjedzie do mnie do hotelu i będziemy oglądać jakieś niedojebane kreskówki dla dzieci.

W końcu Tajka przyjechała z koleżanką, jak to często lubią robić. Zamiast się jednak denerwować, pogadałem sobie z nimi 40 minut przed hotelem, zaprzyjaźniłem się z tą drugą i jak już mnie obydwie lubiły, to poprosiłem, czy da nam trochę prywatności. Udało się. Idę do pokoju z młodą „na kreskówki”.

Laska ma 19 lat, ale wygląda na 16. Nie brałem jej do pokoju przed sprawdzeniem ID card, żeby nie było przypału. Swoją drogą, jak nie wiecie czy laska jest ladyboyem, to na ID card jest zawsze wpisana płeć przy porodzie, nie da się tego zmienić, więc to najlepsza metoda na przekonanie się… Anyway, albo ta moja ma podrobiony ID card, albo faktycznie tylko wygląda tak młodo. Generalnie bardzo mi się spodobała, z jednym dużym minusem – brak cycków. No ale zawsze coś jest nie tak, jak są cycki, to pojebany charakter, jak są cycki i charakter, to pokrzywiona twarz, itd. Ideałów nie ma…

W środku oglądamy te japońskie mózgojeby. Laski z tych wsi trzeba trochę wolniej atakować, bo one nie są przyzwyczajone do faragów. Dla nich to spore wydarzenie przeruchać się z inną rasą i dla sporej części to pierwsze takie doświadczenie. Powoli więc jadę krok po kroku – najpierw dotykam jej dłoń, potem rękę, następnie nogi, brzuch, itd. Po 2 godzinach rozpiąłem jej stanik i wtedy już można było atakować bardziej odważnie. Znowu trafiła się ogolona laska – albo jakaś nowa moda przychodzi do Tajlandii, albo te wszystkie laski jakoś dają radę się ruchać z farangami i już się nauczyły, że norka włochata jest ble.

Ten nocy, choć był piątek, czyli miałem wolne następnego dnia, ergo, mogłem iść na imprezę, zostaliśmy w hotelu. Nie zobaczyłem kurwa nic w tym Maha Sarakham! Z autobusu to hotelu i od razu laska prosto na pokój… Nie powiem, że żałuje, ale niestety w tym momencie nie mogę nic więcej napisać o mieście, bo następnego dnia jechałem już prosto do Khon Kean. Mój cel to prowincja Loei – czeka tam na mnie dziewica z dużymi cyckami która gdzieś się przybłąkała przez internet. W każdym razie bardzo mnie kusi, żeby wrócić do Maha Sarakham i wynająć pokój na miesiąc – to jest prawdziwa Tajlandia, nie jakieś kurwa Phukety i Chinag Maie.

Khon Kean już opisze kilka dni w jednym artykule, bo zwolniłem z tępa – jednak praca, podróże, ruchanie lasek i imprezy jest trochę wyczerpujące, zwłaszcza jak się w między czasie dorzuci do tego siłownie co drugi dzień.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku