Yangon – raport z największego miasta Birmy


Dzisiaj nietypowy artykuł, albowiem Birma jest bardzo nietypowym miejscem w SEA. W skrócie – nie ma tam kurwa nic. Kiedyś już pisałem raport z Birmy na tej stronie, byłem w Mandalay, Bagan, Inle oraz jedną noc w Yangon. Wtedy też obiecałem sobie, że do Yangon kiedyś powrócę na trochę dłużej, ponieważ było to jedyne miejsce godne uwagi. Podczas poprzedniego wyjazdu, większość kontaktów z dziewczynami ograniczała się do dostawania numerów telefonów na ich stare nokie przypominające cegłówki, po czym nie dało się do nich w ogóle dodzwonić – zwyczajnie nie odbierały telefonu. A jak było tym razem? O tym dowiesz się z poniższego artykułu.

Birma, Yangon

Birma, Yangon

Jak się dostać do Birmy? Większość lotów jest oczywiście na trasie Bangkok – Yangon, ceny są bardzo przystępne, za około 100$ można lecieć tam i z powrotem. Z wjeżdżaniem do Birmy lądem jeszcze do nie dawna były duże problemu, jak jest teraz, nie jestem pewien, ale znając ich stan dróg, jechanie tam lądem jest raczej słabym pomysłem, zwłaszcza, że bilety na samolot są bardzo atrakcyjne.

Wiza. Wjeżdżając do Birmy należy mieć wcześniej wizę, którą zdobywa się na dwa sposoby – albo w ambasadzie Birmy, albo prościej – przez internet za 50 USD. Wiza przychodzi do 3 dni roboczych.

Zakwaterowanie – infrastruktura w Birmie jest marna, hoteli nie jest dużo i są przenocowane o słabej jakości.  Jak zawsze polecam Airbnb, czyli stronę w której wynajmuje się mieszkania od prywatnych osób. Tak też zrobiłem tym razem i miałem całym 1 bedroom apartment dla siebie za 25 USD, przy People’s Park. Powodem dla którego zdecydowałem się na cały apartament, był motywowany głównie brakiem recepcji. Podczas ostatniej wizyty w Yangon, „miła” recepcjonistka nie chciała wpuścić mojej laski, ponieważ nie miała ona przy sobie żadnego ID i zamiast spać w fajnym hotelu zapłaconym przez firmę, musiałem biegać i szukać jakiejś taniej speluny gdzie łaskawie wpuszczą moją birmańską landrynę. Tutaj dodam jeszcze, że Airbnb oraz jakikolwiek wynajem mieszkań tudzież pokoi od osób prywatnych jest w Bimie nielegalny.

Transport – taxówki w Yangon, choć jeżdżą bez licznika i trzeba się targować, są śmiesznie tanie. Za dojazd z lotniska do apartamentu zapłaciłem 5 USD. Większość kursów w mieście można zrobić za 2, 3 USD. Oczywiście trzeba się chwilę potargować, ale trwa to dużo krócej niż w sąsiedniej Tajlandii.

Jedzenie – street food wygląda trochę podle, smakuje dobrze, ale ma inny problem – jego wartości odżywcze są bardzo marne. Znikome ilości białka oraz błonnika, czyli dwóch najbardziej wartościowych składników. Zwykły street food kosztuje jakieś 0.75 USD, ale żeby zjeść jak człowiek, czyli mieć np. jakieś mięso w ryżu zamiast jednego jajka, trzeba zapłacić 3 USD.

22154225_10213423535078693_425547476583212800_n

Birma, Yangon

Alkohol – ceny alkoholu są takie jak w Tajlandii, czyli drożej niż w Polsce, ale zdecydowanie taniej niż w krajach muzułmańskich. Duże piwo w sklepie to niecałe 2 USD, w klubach zasadniczo nie dużo drożej, przy czym prawie każdy klub życzy sobie 10 USD za wejście. Lane piwo w barze również wychodzi tanio.

Co zwiedzać w dzień – to jest strona o życiu nocnym, więc nie będę się rozpisywał, ale powiem jednym zdaniem, że w ogóle nie ma czego zwiedzać. 5 milionów ludzi w mieście i najciekawsze miejsce to park w którym młodzież chodzi się ruchać w krzakach zakryci  parasolką lub dwiema (nie żartuję). Są oczywiście jakieś kamienie na kamieniach, świątynie i inny kicz typu Szwedagon pagoda, czy Sule. Nie warte nawet minuty uwagi. To oczywiście moja subiektywna ocena, jak ktoś się nie zgadza, to niech sobie przekreśli to zdanie markerem na monitorze i dopisze co uważa za bardziej stosowne.

Kluby – liczba klubów wygląda całkiem imponująco, ale niestety jak się zacznie po nich chodzić, to się okazuje, że jest trochę tragedia. Najbardziej polecanym jest klub / bar o nazwie Emperor, który jest zwykłym burdelem. I najgorsze, że ten burdel, był najciekawszym miejscem w całym Yangon :/ Miejsce było nietypowe (wjazd – 8 USD), bo zaraz na wejściu dosłownie atakuje cię 10 lasek i prawie cię rozrywają na strzępy, żebyś tylko którąś zabrał na dupcing do hotelu. Do tego co minutę podchodzą nowe dupeczki i próbują się lepiej zareklamować niż te które już na tobie wiszą. Nie sępią na żadne drinki, przynajmniej mnie żadna nie pytała, chociaż jak zobaczyłem jakie tam tanie piwo (2 USD), to kupowałem im z własnej woli, ale to dopiero po 15 minutach jak obczaiłem o co w ogóle chodzi w tym miejscu. Na środku jest tak zwany fashion show, czyli niby lepsze dupy prezentują wdzięki i kupuje im się kwiatki w ramach adoracji, podobnie jak w innych krajach lady-drinki. Te dziewczynki z fashion show też atakują klientów, tylko zamiast pytania o 70 USD, starują z 100 USD za noc. Ceny są na pewno do negocjowania. Laski z fashion show pracują dla klubu, reszta to freelancerki.

Klub Vibe – sausage festival, czyli 80% faceci i 20% lasek, z których większość przyszła już z jakimiś kolesiami. Spośród tych kilku które były same, prawie żadna nawet na mnie nie spojrzała. Zagadałem do jednej, jej kompletny brak angielskiego uciął rozmowę na starcie.

Harry Bar – znajduje się w Myanmar Plaza, wygląda na całkiem fajne miejsce, masa ludzi, dużo międzynarodowego towarzystwa. Prawie bym polecał, gdyby nie to, że po zamówieniu paru piwek i kilku przekąsek, przyszedł rachunek na 100$. Zaraz jakieś Janusze którzy kładą kafelki Niemcom będą krzyczeć, że przecież 100$ to jest nic, oni jak są na wakacjach w Azji 2 tygodnie w roku, to się muszą poczuć jak królewicze, więc celowo przepłacają za wszystko 6 razy. Natomiast 100$ to jest miesięczna pensja Birmańczyka, więc z tego względu nie polecam.

The Penthouse – fajna miejscówka ze spoko widokiem, coś prawie jak Sky bar, byłem tu na randce z filipinką (więcej o tym później). Niestety, wbrew temu co powiedziała mi filipinka, czyli że jakoby jest to „meat market”, gdzie przychodzi dużo  zajebistych dupeczek szukających białej kiełbasy, poza nami było tam faktycznie kilka rzeczywiście fajnych sztuk, ale wszystkie przyszły z jakimiś starymi Japończykami. Podsumowując – dobre miejsce na przyprowadzenie dziewczyny, ale absolutnie nie to poznawania.

The Muse – totalna porażka. Oczywiście płatne wejście, żeby klienci nie uciekli od razu. W środku może 6 osób, o dziwo były jakieś wolne dziewczyny, to się trochę pomizialiśmy, aczkolwiek ich jakość była słabiutka. Jedyną fajna kumpel od razu dorwał, dla mnie już nic nie zostało ciekawego. Dodam, że było to w sobotę około 12 w nocy. Omijać.

Pioneer – jeden z najbardziej polecanych klubów. Byłem tam o 22, kiedy w środku były same dziewczyny i zapowiadało się bardzo dobrze, chociaż po sposobie ubierania się, widać było, że to 90% dziwki. W pewnym momencie przyszedł nawet do mnie ochroniarz i powiedział, że laski zapraszają mnie do stolika, ale ich pierwsze pytanie to „what hotel you staying at” (czyli – szybko sprawdźmy czy śpi w drogim hotelu i jest warto marnować na niego czas). Jak powiedziałem, że mam apartament, to chyba nawet nie zrozumiały o co mi chodzi. Anyway, uciekłem szybko bo to były jakieś sztywne dziwki ewidentnie. Koło godziny 11:30 klub zrobił się pełny. Fajnie, nie? Wcale nie! Znowu 90% facetów i 10% lasek. Tragedia. Kumpel pytał się jakiś dziwek po ile chodzą, zaczynały od 100$.

Umawianie się przez internet

DateInAsia – na Birme jest całe 4 profile 😀 Oczywiście napisałem do wszystkich i dwie nawet odpisały, ale żadnej nie było w Yangon. Mam na FB kilka Birmanek, to samo – żadnej nie ma w Yangon.

Tinder – ostatnia nadzieja. Na Tinderze przejechałem przez wszystkie profile. 95% to obcokrajowcy. Rozmawiałem z Tajką, Wietnamką, Singapurką i Filipinkami. Miałem match z jedną Birmanką, ale miała tylko jedno zdjęcia które było niewyraźne, więc chatowałem z innymi laskami. To już był 3 dzień bez żadnego walenia, więc robiłem się trochę zdesperowany, nie jestem przyzwyczajony do takich długich przerw. Najbardziej podobała mi się Wietnamka, ale pracowała wieczorem. Singapurka też była spoko, ale bałem się, że nie pójdzie się ruchać na pierwszej rance, a ja już miałem ostatnią noc. Padło więc na Filipinkę.

Innych aplikacji / stronek nie próbowałem btw.

Randka z Filipinką – niemiła niespodzianka, Filipinka się prezentuje… grubo ;( to znaczy nie należy do najchudszych, co na zdjęciach sprytnie ukryła. Pierwsza myśl to uciekać, ale Filipinka mieszka w Yangon 11 lat, jej dziadek jest jednym z generałów armii rządzącej Birmą i twierdziła, że zna najlepsze miejsca w Yangon, w co jej wierzyłem, ponieważ mówiła w lokalnym języku. Tak więc postanowiłem się z nią trochę pobujać. Faktycznie zabrała mnie w pare miejsc które prezentowały się relatywnie lepiej, ale nie ma nawet czego porównywać z Tajlandią. Filipinka cały czas płaciła za taksówki i połowę rachunków, twierdząc, że rzekomo zarabia 2,800$ miesięcznie. Cały czas mówiła jakie ma zajebiste życie z powodu pieniędzy i jak jej się dobrze żyje. To się jednak zmieniło wraz z ilością piw które wypiliśmy i – najebana – zaczęła prawie płakać, że nic w życiu nie robi, tylko pracuje, ostatni raz ktoś ją wyruchał 3 lata temu i musi codziennie bawić się cipką do filmów z redtube. Potem nastąpiło chyba z 10 sugestii, że moglibyśmy razem udać się do domu, ale jej atrybuty fizyczne mnie nie przekonały i zrezygnowałem.

W drodze do domu, taxówkarz uparł się, żeby wciskać mi jakieś dziwki. Akurat chciałem zobaczyć co mają „na ofercie” i za ile, więc się zgodziłem. Jeździliśmy więc po jakiś podejrzanych miejscach i do taxi wsiadały po 2 sztuki dziewcząt, które jak towar na półce miałem oglądać w pół mroku. Oczywiście zero angielskiego każda po kolei. Pierwsze dwie sztuki miały miny jakby ktoś je zmuszał. Powiedziałem taxówkarzowi, że ich nie chce właśnie z powodu tych min. Zrobił telefon i następne dwie wsiadają z ewidentnie sztucznym uśmiechem. Haha. Cena startowa 80$ za noc, łatwo dało się zbić do 50$. Kierowca chciał, żebym dał alfonsowi kasę. Nie trzeba być geniuszem, żeby przewidzieć, że jeśli ktoś chce kasę za ruchanie z góry, to znaczy, że serwis będzie tragiczny. Wykorzystałem to jako wymówkę, aby wysłać je na drzewo i spędziłem 4 noc sam.

Bilans 4 dni w Yangon – zero seksu, kompletnie nic. Mogłem oczywiście zrobić pulpeta, ale co to za przyjemność. Scena randkowa w Birmie jest bardzo uboga, praktycznie jedyna opcja do obcokrajowcy, których na szczęście trochę jest. Dziwkarstwo istnieje, ale i słabo cenowo i wszystkie jakoś mechanicznie, bez życia. Nawet mi przeszło do głowy, że te co wsiadały do taxi mogłby być do tego zmuszane (aczkolwiek nie wiem jak jest naprawdę.)

Mój rating Birmy 2/10. Tajlandia i Filipiny 10/10, tak dla porównania 🙂

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

 

 

 

Reklamy

Wywiad dla magazynu Twój Weekend


Wywiad dla magazynu Twój Weekend

Wywiad dla magazynu Twój Weekend

Twoj weekend: Czytając Twojego bloga można odnieść wrażenie, że czyta się opowieści wyssane z palca kumpla, który zawsze miał słabość do fantazjowania, tymczasem to jest Twoje prawdziwe życie. Czy często spotykasz się z niedowierzaniem w Twoje historie?

Michal Forsaken: Nie często, ponieważ większość ludzi którzy czytają moją stronę to stali bywalcy Azji i dobrze wiedzą jak łatwo poznać dziewczyny będąc białym facetem w Tajlandii, czy na Filipinach. Ja nie jestem jakiś wyjątkowy, większość moich znajomych, którzy mieszkają w Bangkoku kilka lat, ma na „liczniku” 3 cyfrowe ilości Tajek. To nie jest jakaś sekretna wiedza. Jeśli jakiś hipotetyczny Janusz jest w stanie wyciągnąć dziewczynę z klubu w Warszawie raz w miesiącu, to w Bangkoku będzie mu się udawało 5 razy częściej. Za samo bycie europejczykiem ma się tutaj +75%. Natomiast jeśli ktoś nigdy nie jest w stanie poderwać żadnej polki, to może mu nie wychodzić i tutaj, z czym również się spotykałem.
Są oczywiście osoby które nie wierzą w moje historie. Mnie to osobiście rozbawia, bo czy moje życie jest naprawdę tak nietuzinkowe, ażeby ktoś mógł powątpiewać w jego prawdziwość?

TW: Rajskie wyspy, cudowny klimat, imprezy, laski… czy nie czujesz czasem, że żyjesz jak w śnie?

MF: Mieszkam w Tajlandii od ponad 6 lat, przez pierwszy rok faktycznie czułem się jak gdybym zhakował własne życie. Ten okres jednak przeminął. Wyprawa na rajską wyspę, czy przespanie się z kolejną tajką jest czymś normalnym, wręcz rutyną, a imprezy w Bangkoku zwyczajnie mi się znudziły. Co innego, gdy wyjeżdżam na weekend do jednego z sąsiednich krajów, wtedy część początkowych emocji powraca.

TW: Często organizujesz podróż życia Polakom? Ile kosztuje taka przyjemność?

MF: To zależy od sezonu. Od listopada do lutego mam klientów praktycznie codziennie, natomiast kiedy w Polsce zaczyna się ładna pogoda, a u nas w Tajlandii sporo leje ze względu na porę deszczową, w turystyce następuje zapaść i rzadko kiedy mam więcej niż 2 grupy tygodniowo. Ceny zależą od tego, czego życzy sobie klient. Za samo zwiedzanie Bangkoku dla kilku osób nie wychlodzi duzo. Jeśli grupa liczy więcej niż 5 osób, to raczej potrzebny nam jest minivan z kierowcą, co oczywiście zwiększa koszty. Organizuję też wyjazdy w okolice Bangkoku, czyli do Pattaya, Kanchanaburi, Ayuthaya, etc. Zasadniczo jestem w stanie zorganizować wszystko czego potencjalnie może potrzebować przyjezdny do Tajlandii.

TW: Odwiedzają Cię też Polki? Mają ochotę na zabawę z Tobą czy bardziej z Azjatkami/Azjatami? 

MF: Odwiedzają. Są to dziewczyny lub żony czytelników Azja Po Zmroku. Nie za bardzo rozumiem co masz na myśli poprzez zabawę? Jesli chodzi o zabawy ze mna, to raczej nie. Raz dostałem maila od dziewczyny przedstawiającej się jako fanka, innym razem zaproszenie na spotkanie jeśli będę w rodzinnym Bielsku, ale nigdy rozmowa na seksualny tor nie zeszła.

TW: Bardzo często wyruszając w Azję na „podbój serc Azjatek” Europejczycy boją się chorób przenoszonych drogą płciową. Jak się przed nimi chronić? Oprócz prezerwatyw są jakieś sprawdzone sposoby, żeby nie przywieść do domu jakiegoś choróbska?

MF: Nie ma innego sposobu niż prezerwatywy. Problem oczywiście istnieje, polecałbym zabezpieczać się za każdym razem, ponieważ żółtaczką, opryszczką, czy HPV, bardzo łatwo się zarazić. Nie jestem lekarzem, więc nie chcę się rozwodzić na ten temat. Powiem tylko tyle, że nigdy nie spotkałem osoby z HIV w Tajlandii, za to podczas pobytu w Londynie, miałem do czynienia z takimi osobami. Jak wszędzie na świecie, grupy największego ryzyka to homoseksualiści oraz prostytutki.

TW: To prawda, że prezerwatywy w Tajlandii są droższe od pary butów?

MF: Skąd te bzdurne informacje? Prezerwatywy kosztują 4 zł. Durex jest droższy – 10 zł. Najtańsze buty – trampki – są dostępne w Tesco za 25 zł, ale raczej większość butów to koszt około 50 zł. Oczywiście w Tajlandii płaci się w batach, nie złotówkach.

TW: Czy jest jakaś granica/doznanie, które chciałbyś przekroczyć/przeżyć?

MF: Szczerze to nie zastanawiałem się nad tym. 2 dziewczyny już były, to może teraz 3? Haha.

TW: Jakie jest Twoje największe marzenie?

MF: Pasywny dochód, tak abym mógł poświecić 100% czasu oddawaniu się hedonistycznym przyjemnością

TW: Opisz proszę pierwsze 30 sekund rozmowy z dziewczyną, którą chcesz zaprosić do hotelu.

MF: To zależy od sytuacji. Zazwyczaj mówię, abyśmy przenieśli się do mojego mieszkania poprzytulać się, ponieważ w miejscu publicznym nie wypada. Inną alternatywą jest zaproszenie na film, naukę angielskiego, lub przeniesienie się do klimatyzacji, ponieważ w Tajlandii zawsze jest gorąco. Zawsze obiecuję, że na 100% nie będzie seksu i na 95% i tak będzie 🙂

TW: Piersi czy pupa?

MF: Tajki są generalnie mało krągłe i chudawe. Pomimo tego, że kiedyś był to mój typ, po ponad 6 latach przerabiania prawie takich samych figur, jestem bardzo spragniony dużych piersi, więc jeśli potencjalna kandydatka takowe posiada, to duży, duży plus. Zdecydowanie piersi.

 

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

 

Dżakarta – raport z Indonezji


W dzisiejszym wpisie będzie o Indonezji, a dokładniej o jej stolicy – Dżakarcie. W kraju byłem zaledwie dwa i pół dnia, więc ani nie jestem ekspertem, ani nawet nie wiem co o nim myśleć Głównym powodem dla którego się tam udałem była rekomendacja znajomego Belga, który pracował w Dżakarcie przez 2 lata. Jak twierdził – spodoba ci się na pewno, imprezy lepsze niż w Bangkoku, dziewczyn  nie brakuje, są chętne do poznawania obcokrajowców jak Filipinki, konkurencji prawie brak, a ich muzułmańska dusza nie przeszkadza im w braniu drugów, czy waleniu się w dupę z nowo poznanym facetem. Innymi słowy, namówił mnie i niniejszym zdaje mój bardzo subiektywny raport.

Indonezja, Dżakarta

Indonezja, Dżakarta

Na lotnisku w Dżakarcie wylądowałem o godzinie 11 w nocy, po niespełna 4 godzinnym locie z Tajlandii. Na lotniku kupiłem kartę sim za z pakietem na internet (około 15$) i wskoczyłem w Blue Bird taxi. Taxówki w Dżakarcie bez problemu jeżdżą z licznikiem i są minimalnie droższe niż w Tajlandii – czyli dalej ekstremalnie tanie. Dżakarta podobno ma najgorsze korki na świecie, porównywalne do Manili – pewnie przez godzinę, ale na nasze trasie było zero ruchu na bardzo szerokich, wielopasmowych ulicach. Wyobrażałem sobie Dżakartę jako jakąś straszną dziurę, tymczasem miasto, podobnie do innych Azjatyckich stolic, ma masę naprawdę wysokich wieżowców i robi duże wrażenie. Do tego wcale nie było brudno, a liczba ludzi ubranych jak na porządnych muzułmanów przystało sięgała może 30%.

Akurat mój znajomy Belg również był w Dżakarcie wraz ze swoją Filipińską dziewczyną, więc chciałem spać w tym samym hotelu. Ponieważ Belg zarabia dużo pieniędzy, byłem przygotowany wykosztować się trochę na hotel, tymczasem New Memories cafe okazało się jakąś masakryczną ruderą za 10$, do której wstyd przyprowadzić dziewczynę. Faktycznie na dole była bardzo klimatowa knajpa z najtańszym piwem w mieście (3,50$) i miksem lokalnych z obcokrajowcami. Knajpa znajdowała się na Jalan Jaksa, czyli lokalnym odpowiedniku Bangkockiego „Khao San”, chociaż chyba ze 100 razy mniejsze. Właściwie porównywanie tego do Khao San jest śmieszne, bo na całej ulicy są może 4 bary i pare tanich hoteli.

Szybki browarek, check in, i czas ruszać w drogę. Jest już 1 w nocy. Obiecuję sobie, że jutro znajdę coś lepszego do spania, bo mi uciekną laski jak je przyprowadzę do tego pokoju. Pierwszy cel, oczywiście polecony przez Belga – klub Bats w piwnicy hotelu Shangri-la. Wejście do klubu 10,5 USD z jednym drinkiem w cenie (w środku małe piwo 7,5 USD). Już przy kupowaniu biletów jakaś dupeczka zawiesiła na mnie oko, ale chce szybko zobaczyć co się dzieje w środku, bo noc się zaraz skończy. Przy zejściu po schodach ta sama laska udwala, że nie może zejść po schodach w szpilkach i czy może mnie złapać za rękę. Wchodzimy do środka i ona daje mi swój voucher na drinka, żebym jej przyniósł jakieś martni. Patrzę ile dupeczek w środku, masakra, i wyglądają na takie które lubią „ten sport”, to znaczy wieszając się na kolesiach i nie wyglądają na wstydliwe. Miałem zgryza czy szukać lepszej, czy zostawać z tą która się do mnie przykleiła (dałbym jej 7 / 10, ale było trochę lepszych sztuk w środku). W końcu stwierdziłem, że zostaje z tą samą. Ona się non stop po mnie wieszała. Kupiłem po jeszcze jednym drinku dla nas i obserwuje co się dzieje. Przechodząca laska dała mi klapsa w dupe, inne się na mnie patrzą. Myślę sobie, o qrwa nowy raj na ziemi znalazłem. Dobra, nie ma co wydawać kasy na driny, pytam mojej czy idzie ze mną dalej do baru gdzie miałem spotkać się z Belgiem, na co ona bardzo niespodziewanie „ok, we can go, but… i want money”. Haha, kubeł zimnej wody na głowię, czyżbym był w klubie z dziwkami i stąd ich mega zainteresowanie???

Wsiadam w taryfę i jadę do Belga. On oczywiście przyznał, że Bats to taki odpowiednik Climax w Bangkoku, czyli klub z dziwkami. Bardzo mi się podobało tam w środku, ale trochę go zjebałem, bo jestem tylko jeden weekend w Dżakarcie i jak chce jakąś Indonezyjkę upolować to nie mam czasu bawić się z dziwkami. Polecił mi kilka innych klubów, ale tej nocy była już 4am, więc odpadłem. W pokoju okazało się, że nie ma wody w łazience, więc nie mogłem zmyć smrodu papierosów, których nienawidzę. Poszedłem spać brudny i śmierdzący, wstałem o 12 i…. dalej nie ma wody. Od razu ewakuacja do hotelu obok. Cena 20$ za hmm…. W innych krajach Azji za 20$ już można w miarę ok spać, tymczasem ten hotel nie był wart tych pieniędzy. Za to działa woda, klimatyzacja i nie było brudno. Nie chcąc tracić czasu na szukanie, zostaje w tym prze-cenowanym hotelu i idę szukać śniadania.

W Indonezji (przynajmniej w Dżakarcie) nie ma taniego żarcia jak w innych krajach Azji. To znaczy street food jest, ale kosztuje około 3$, za co w Tajlandii można już w tańszych restauracjach zjeść.

Tego dnia nie chciałem tracić czasu więc uderzam w internet. Miałem już ustawione z 5 randek z Date in Asia i z Tindera, ale ostatecznie skusiłem się na inną ustawioną randkę, której geneza była takowa: mam w Bangkoku znajomą z Dżakarty, jest bardzo fajna, szydzi z ludzi religijnych, lubi imprezować i uwielbia się ruchać. Jej problem jest natomiast, że jest zwyczajnie brzydka, więc ja jej nigdy nie dotykałem. Za to bez problemu mogłem jej się zapytać, czy ma w Indonezji więcej koleżanek które podobnie jak ona uwielbiają skakać na białym pytonie. Od razu dała mi kontakt do koleżanki i śmiejąc się, że ” sprzedała koleżankę jak  alfons”, mówi, że z tą na pewno będzie fajnie. Pisze do koleżanki z tekstem, „so, Misha says you are cool”. Po kilku minutach konwersacji mówię, że potrzebuje lokalnego przewodnika z którym można się czasem poprzytulać, na co ona od razu odpisuje: „you mean, you want to fuck me? you can be honest with me, I’m open minded”. Nie chciałem jej spłoszyć, więc mówię że zabiorę ją na drinki i zobaczymy jak się potoczy noc. Wyglądało na to, że mogłem od razu zaprosić do pokoju, ale wolałem nie ryzykować, bo pierwszej nocy był fail i wróciłem do hotelu sam.

Wieczorem wpada owa koleżanka o imieniu L. Idziemy na piwo i po może 2 butelkach ona kompletnie odpada i dosłownie zjeżdża z krzesła. Z rogu spogląda na nas dziwka która poprzedniej nocy próbowała mnie namówić przez 2 godziny na swoje usługi i miała takie ewidentne wkurwienie w oczach, że jej nie chciałem, a teraz w to samo miejsce z inną przyszedłem. Hehe. Anyhow, wykorzystuje sytuacje i zabieram ją do hotelu.

W środku już bez żadnych oporów od razu dupcing. Spodziewałem się, że będzie miała umiejętności gwiazdy filmów xxx, tym czasem ona nawet nie umiała porządnie rozłożyć nóg. Do tego dławiła się i krztusiła tak jakby nie lubiła smaku parówki, więc nawet nie skończyłem. Mówię jej, żeby sobie poszła spać, a ja dalej na miasto. Ogólnie słabe doświadczenie, to była moja pierwsza Indonezyjka!

Zaraz po wyjściu poznałem przystojnego Szwajcara z blond włosami i stwierdziłem, że będzie niezłym wingmenem, wygląda na takiego, który bez problemu będzie wyrywał laski, więc proponuję, żebyśmy pojeździli po mieście i zobaczyli co da się wyhaczyć. Miałem jeszcze tylko tą noc i następną, więc nie chciałem tracić czasu. Po drodze poznaliśmy jakąś lokalną laskę i Włocha który mieszka w Indonezji 10 lat. Ja i Szwajcar chcieliśmy jechać do jakiegoś porządnego klubu bez dziwek, Włoch na odwrót – w końcu ustaliliśmy, że wejdziemy na dzbanek piwa tam gdzie chce Włoch, a potem pojedziemy tam gdzie my. Wsiadamy w taxi i jedziemy do Blok M, jest to jedna z dzielnic czerwonych latarni w Dżakarcie, ale nic tam nie widzieliśmy oprócz tego jednego klubu, w którym chociaż nie było wejścia płatnego, to drinki kosztowało około 8$. Nazwy niestety nie pamiętam, ale zapewne nie ma w Blok M dużych klubów nocnych, poza tym jednym. W środku typowa dziwkarnia, laski się kleją i szukają klientów. Dużo bardziej ordynarnie niż w tym wczorajszym Bats w którym byłem. Oczywiście tak jak stawiałem, Szwajcar ma duże powodzenie, nie tylko u dziwek, ale i u naszej landrynki która się do nas przykleiła już na Jalan Jaksa i jeździ z nami wszędzie.

Wyskakujemy z Blok M i jedziemy do X2 club, który ma być klubem na poziomie. Włoch odpada bo nie chciał płacić wejściówki koło 15$. Jesteśmy w 3, ja, Szwajcar i ta Indonezyjka która szuka białego bolca na noc. Ja wyskakuje z kasy, Szwajcar rzuca drugie 15$, a laska nic i mówi, żeby za nią zapłacić. Oj, nie, nie, ja nie z takich 🙂 Mówię do niej „jak zrobisz loda Szwajcarowi, to na pewno ci kupi bilet”, ona mówi od razu „ok”, zadowolona, on też zadowolony. Każdy szczęśliwy, qrwa jak ja łatwo problemy rozwiązuje. W środku dobra impreza, widać, że zupełnie inny sort ludzi. Było parę klejących się lasek, ale ZDECYDOWANIE mniej, tańczyłem może z 4, z jedną się przylizałem i to by było na tyle przygód. Zamknęli nam klub, więc trzeba było wracać. Dużej straty nie było dla mnie, bo a) tego dnia już bzykałem, b) miałem zajęty pokój, w którym dalej śpi moja księżniczka która się za bardzo nie umie ruchać.

Rano postanowiłem pozwiedzać miasto i wykorzystać przewodnika którego miałem w pokoju. Byliśmy w meczecie, w parku, w starym porcie i jakieś centra handlowe, markety, etc. Nie ma co się rozpisywać, to nie jest blog podróżniczy. Ja jeżdżę po świecie i robię inspekcje lokalnych dziewczyn, zabytki są mało ważne 🙂

Wieczorem chciałem się już pozbyć L., bo jako że była to moja ostatnia noc, to fajnie byłoby jeszcze dupnąć coś nowego przed powrotem. Pytam się więc, czy mogę ją już zostawić, bo umówiłem się ze Szwajcarem, na co ona, że „naprawdę już się rozstajemy?” – trochę rozczarowana – „a mogłabym wsiąść u ciebie prysznic jeszcze?”. Mysię sobie trochę dziwne – prysznica nie ma w domu, czy jak? Ale jako że mam dobre serduszko, to jej pozwoliłem.

W hotelu widzę, że ona się nie śpieszy pod ten prysznic. W końcu prawie na siłę ja wywaliłem pod shower i nie miała już wymówek, żeby zostać, więc… zaczęła mi walić gałę jak rozmawiałem o biznesach przez telefon. W przeciwieństwie do wczorajszego dymanka, tutaj się postarała i odwaliła zajebistą 20-minutową robotę. Na koniec zażyczyła sobie, abym odwdzięczył się tym samym, ale że mi się czas kroczył, to mówię, żebyśmy się zbierali. Widzę, że ona nie bierze swoich rzeczy, eeeee. Nie wracasz do domu? – pytam. Nie, idę z tobą na imprezę.

No chyba nie bardzo 🙂 Mówię jej, że idę ze Szwajcarem na „guy’s night out”, i dziewczyny  w naszej ekipie to tak nie za bardzo. Na co ona mówi, OK, to ja tu poczekam na ciebie w hotelu.

Tu już mnie naprawdę brał wkurw bo ile razy można sugerować, żeby sobie już poszła. Powiedziałem jej wprost, że wolałbym aby już wróciła do domu. Jestem wdzięczny za ruchanie i pokazanie mi miasta, ale nie chciałem mieć dziewczyny z którą teraz mieszkam. Laska w końcu zczaiła o co chodzi i wsadziłem ją w taxi. Jeszcze nie pojechała 5 minut, a już pisze, że zapomniała klapki w moim pokoju. Taaa, jasne, napisałem, że klapki będą czekać w recepcji, bo przykleiła się jak na super glue i nie dało się jej wysłać z porotem.

Szwajcar gdzieś przepadł, to znaczy ruchał jakąś laskę i nie wychodził do późna, a że akurat był w Dżakarcie jeden z członków forum Azja Po Zmroku, to spotkaliśmy się na piwo. Członek nie byle jaki. bo ten który twierdził, że na Khao San, ciężko wyrwać laskę 🙂 Trochę zrobiliśmy piwerek na Jalan Jaksa i się poznało nowe dziewczyny. Jedna się trochę na mnie wkręciła i mówi, że chce iść ze mną do klubu. Tak dla jaj chciałem zobaczyć, czy można ją od razu ściągać na hotel, więc się pytam, czy nie woli do mnie do pokoju. Ona mówi, że tak. Potwierdzam, że nie szukam seksu za kasę i laska mówi, że rozumie, nie jest dziwką, tylko chce ze mną spędzić czas. Wszystko na oczach kolegi  który jeszcze kilka tygodni temu pisał na forum, że Azjatki się nie ruchają na lewo i prawo 😉 Gościówa nie była taka zła, chociaż trochę stara jak na mój gust (stawiam na 33 – 35), ale ostatecznie wybieram wyjście do klubu, bo przed chwilą i tak mi zrobiła pałę poprzednia koleżanka, a to moja ostatnia noc i chciałbym zobaczyć co się dzieje w mieście.

W końcu dochodzi do nas Szwajcar i ruszamy do klubu Illigals. Znowu ponad 10$ za wejście. Ogólnie nie spodobało mi się tutaj. Sami faceci, śmierdziało testosteronem :/ A dlaczego sami faceci? Bo DJka ma na oko 21 lat i WIELKIE sylikonowe cycki na którym nie ma ani koszulki, ani stanika. Tak, tak, nie żartuje. Takich numerów nie ma nawet w Tajlandii, żeby mega zajebista DJka, 10 / 10,  grała muzykę z cycami na wierzchu. Fajny muzułmański kraj, lol. Próbowałem zrobić kilka fotek, ale ochrona mnie szybko spacyfikowała. Zrobiłem kilka podejść do lasek w klubie, ale rozmowy zazwyczaj schodziły na temat „czy masz jakieś narkotyki”, lol. Jak tylko słyszę takie teksty to uciekam, bo raz już byłem w więzieniu w Singapurze i nie planuje powtarzać. Tej nocy nie wyrwałem nic nowego i wróciłem do hotel. Następnego dnia o 1pm miałem już lot do Bangkoku…

Czy podobało mi się w Indonezji? Bardzo! Co myślę o Dżakarcie? Nie wiem. Nie wiem nawet czy łatwo wyrwać laskę, bo zdążyłem zrobić tylko jedną. Wiem natomiast, że na pewno trzeba wrócić!

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Zawiła historia o B. – najbardziej seksowna i jebnięta Tajka z jaką się spotykałem (część 1)


Intro

Dzisiaj opowiem wam o najbardziej groteskowej Tajce jaką miałem okazję poznać. Nie wiem jak określić nasze relacje, albowiem w języku polskim brak odpowiedniego słowa. Po tajsku można po prostu powiedzieć กิ๊ก i wszystko jest jasne. Innymi słowy, chociaż ruchaliśmy się prawie przez 8 miesięcy spędzając ze sobą kilka dni w tygodniu, nigdy nie uważaliśmy się za coś więcej niż znajomych. I jeszcze słowem wyjaśnienia – dlaczego umawiam się z tak tępą laską i torturowałem się jej debilnym zachowaniem, bezmyślnymi decyzjami i kapryśnym humorem. Ano odpowiedź jest bardzo prozaiczna: cycki wielkie jak melony, brzuch płaski jak arabski dywan, proporcje pupy do reszty ciała również idealne jakby zrobione z przyłożeniem linijki. Ona była po prostu niesamowicie seksowną 19stolatką i tak strasznie mnie kręciła, że jest to nieporównywalne z innymi laskami.

B., Tajka, Tajlandia, Bangkok dziewczyny

B. we własnej osobie

Genesis

Sporo randomowych osób dodaje mnie na Facebooku. Nie jestem jakiś bardzo wybredny jeśli chodzi o to kogo przyjmuję. Nie potwierdzam osób z jawnie fake’owym kontem, zdjęciem profilowym na którym znajduje jakiś kurwa kot, albo samochód, małą ilością znajomych, etc. Za to w przypadku Azjatek,  patrzę na ich atrybuty zewnętrzne oraz lokalizację. I tak np, jeśli wybieram się do Indonezji, a dodaje mnie w miarę fajna laska z Jakarty, to przyjmuję ją bez wahania. I w ten właśnie sposób dodała mnie B.

Pierwsza randka

B. mieszkała na wsi w sercu Issanu, w prowincji której nazwy nie będę podawał. Po około roku przeprowadziła się do Bangkoku. Sam fakt jej nagłego pojawienia się w stolicy nie byłby wystarczającym powodem ażeby skłonić mnie do wysłania jej wiadomości, za to zbieg okoliczności sprowadził nas na wspólną drogę. Ano siłownia do której byłem zapisany, akurat miała promocję i mogłem przyprowadzić jedną osobę na trening Muay Thai za darmo. Z kole na FB B. widniał taki oto wpis: „gdzie w Bangkoku mogę zapisać się na Muay Thai, kto chce ze mną iść?”. Kilka dni później byliśmy razem kopać i boksować i od tego się zaczęło. B. była ubrana niby na sportowo, ale naprawę każdemu na siłowni było ciężko skoncentrować się, żeby non stop nie gapić się jej na wszystkie części ciała. To nie, że po prostu fajne cycki w obcisły, ubraniu, ona na serio ma idealnie proporcje wszystkiego. Do dzisiaj pamiętam prąd napływający do ptaka na sam jej widok… Zbiegiem okoliczności okazało się, że B. jest również moją sąsiadką, mieszka dosłownie 2 uliczki w dół, czyli 5 minut jazdy motorem. Po treningu spędziliśmy wspólnie noc. Nie chodzi tu o jej umiejętności w łóżku, bo w tej sferze była akurat raczej egoistyczna i nic specjalnego sobą nie prezentuje. Za to było to prawdopodobnie najlepsze nagie ciało w jakie miałem przyjemność wchodzić w całym moim życiu.

Trzecia randka

Od zawsze wiedziałem, że B. jest, hmm, jebnięta, to chyba najlepsze słowo. Za długo mieszkam w Tajlandii, aby mieć dobrą opinię o Tajce która tak się ubiera i zachowuje, za dobrze znam ten typ. Lubi się rżnąć na lewo i prawo i nie mnie to oceniać, ja również jestem męską dziwką. Już na trzeciej randce pokazując mi jakieś zdjęcia w Iphonie, „przypadkowo” wyskoczyło zdjęcie z basenu z jakimś kolesiem. Po kolejności fotek wiedziałem, że jest zrobione po naszej randce Muay Thai. Ale czym się przejmować, niespodzianki tutaj akurat nie było. Są za to wielkie cycki i mega radość z seksu. I tak btw, chociaż wyglądało to jakoby ona specjalnie pokazała mi zdjęcie z innym kolesiem, to był to przypadek. Tak, ona naprawdę była tak głupia, że przypadkowo pokazała mi za dużo. Udałem, że nic nie widzę.

Tydzień później

Fajnie mnie sprzedał ochroniarz. B. zapytała się go, czy rucham inne laski, na co on, chociaż nie powiedział, że tak, to zaczął się śmiać jak debil i nawet pomimo tego, że B. była wyjątkowo nierozgarnięta, to ta reakcja była tak oczywista, że B. zaczęła robić sceny zazdrości. Pewnie się zastanawiacie dlaczego, skoro sama ruchała się z innymi. To jest typowo tajskie podejście. One mogą robić wszystko, ale od faceta wymagają, że będzie się zachowywał jak należy. Jakie sobie do tego dorabiają wymówki, to już różnie bywa… W mieszkaniu B. oznajmia, że mam jej natychmiast dać telefon i pokazać rozmowy na FB i Line. Mówię, żeby się jebała, na co ona blokuje mnie na wszystkich aplikacjach. Myślę sobie, no ok, czas zakończyć tą komedię i ją wyjebać. Mówię jej więc, że ma wypierdalać i niech nigdy nie wraca. Ona myślała, że ją odwiozę do domu jak dżentelmen, bo ciemno, późno w nocy, etc. Ale się przeliczyła, wyrzucam ją za to, że się zachowują jak małpa i jeszcze ją mam zawieźć do domu…? Ehh, nie sądzę.

2 tygodnie później

Po tygodniu milczenia B. jak gdyby nigdy nic dzwoni i pyta czy pójdę z nią coś zjeść. Idziemy na zupę noodlową, po czym znowu lądujemy u mnie w mieszkaniu. Przyznam, że mam kurwa do niej słabość i tęskniłem za tym ciałem, choć przybywanie z nią jest po protu męczące. Ściągam z niej majtki, a tu nagle… „a kupisz mi buty za 1500 batów?”. Mówię jej, że jak jest dziwką, to niech spierdala na Sukumvith szukać klienta, ale do mnie bez takich tekstów. Obracam się wkurwiony na drugi bok, na co B. zaczyna się do mnie dobierać i twierdzi, że przecież „żartowałam”. Taaa, na pewno.

3 tygodnie później

B. zaczyna rozmawiać z jakimś kolesiem przez telefon, teksty typu „I miss you”, etc.. Hmmm. Mogę tolerować, że rucha się z innymi, z tym nie mam problemu, bo sam nie zmierzam ograniczać się tylko do niej, ale rozmawianie przy mnie z jakimś kolesiem, to brak szacunku którego nie mogę zaakceptować. Mówię, że ma się wynosić, ona nie słucha, dochodzi do szarpaniny. Wyrzucam ją na siłę, ponownie myślę, że to już koniec naszej znajomości.

Miesiąc później

B. oświadcza, że mnie kocha i płacze przez telefon, że jej życie jest do dupy i musi mnie zobaczyć. Nie wiem na czym ta miłość ma polegać, ale trochę wymusiła na mnie, żebym jej powiedział to samo. Dzień później przychodzi i wyciąga z torebki tabletkę „24 po”. Pewnie normalna osoba by się nawet nie kapnęła co to jest, ale że kupowałem już w Tajlandii kilka razy, to rozpoznaje po samym opakowaniu. Pytam się grzecznie, czy ją pierdoliło, żeby pokazywać tak dosadnie, że jakiś facet się w nią spuścił, na co ona „nienawidzę go, co za chuj, jak on się mógł we mnie spuścić” i pokazuje mi zdjęcie jakiegoś kolesia z idealnym 6packiem i prężnymi bickami, krzycząc, ze to „ten chuj mi to zrobił”.

2 miesiące później

Pewnie się zastanawiacie dlaczego dalej się z nią spotykałem? Ano była ona dla mnie czymś w rodzaju dmuchanej lalki do ruchania, w ciele prawdziwego człowieka. I po pewnym czasie zacząłem ją tak traktować. Kiedy ją chciałem, po prostu mocno ciągnąłem ją za włosy, zrywałem z niej majtki i brałem ją na siłę. A im bardziej ją szarpałem i traktowałem jak szmatę, tym bardziej ją to kręciło. Kiedyś sama nawet powiedziała, że specjalnie będzie stawiać jak największy opór, bo niesamowicie ją podnieca kiedy ją biorę brutalnie i na siłę. W efekcie na cyckach i dupie miała siniaki, w talii odciski moich palców, a ja non stop odczuwałem ból w stawach w łokci – efekt długiego siłowania się z B., bez uprzedniej rozgrzewki.

3 miesiące później

B. oznajmia, że jej marzeniem jest trójkąt z jeszcze jednym facetem. Warunek, musi mieć 6pack i duże mięśnie. Jakoś nieszczególnie mi odpowiadał ten pomysł, więc się z niego wykręcałem… Efekt? Po kilku dniach B. ze szczerością do bólu oznajmiła, ze spoko, już miała trójkąt beze mnie, więc nie muszę szukać kolegi. Aha, fajnie. Na pytanie w jakim celu zdradza mi szczegóły swojego życia seksualnego, odpowiedziała, że przecież jesteśmy przyjaciółmi, a przyjaciele mówią sobie wszystko. Hehe, no ok,

Nasz wspaniały układ, chociaż z dwu miesięczną przerwą ciągnął się jeszcze przez następne pół roku, ale o tym następnym razem. Gwoli ścisłości, tak jak ona pruła się na lewo i prawo, ja robiłem to samo i dobrze mi z tym było. Wszyscy znajomi, którzy gdzieś tam widywali mnie z B., zawsze gratulowali mi takiej „zdobyczy”, ale gdyby wiedzieli chociaż w połowie, jak straszna i ciężka do zniesienia jest to osoba, to wątpię, ażeby ciągnęli ten układ tak długo jak ja. Mimo wszystko jest ona dla mnie pozytywnym wspomnieniem. Dlaczego przestaliśmy się spotykać wyjaśnię następnym razem, ale dzisiaj podpowiem, że chodziło o mega drobnostkę. Chociaż obydwoje akceptowaliśmy, że ruchamy się z innymi, nie mogliśmy dojść do porozumienia w kwestii palenia papierosów – nie pozwalałem jej przy mnie palić i o taką głupotę przestaliśmy się spotykać. W każdej chwili mógłbym do niej zadzwonić i się umówić na kolejne spotkanie, ale… dale pali papierosy, a ja już nie mam tyle cierpliwości 🙂

To be continued / dalsza część wkrótce ,,,

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

 

 

Raport z Filipin, dzień 8 – Cebu


Samolot wylądował na wyspie Cebu. Ceny na lotnisku trochę z kosmosu, za to taxówki zaskakująco rozsądne. Przejazd Uberem 10 km kosztował nas 200 peso. I oto nowe miasto przed nami, miasto co do którego mieliśmy wielkie oczekiwania. Dlaczego? Ano każdy kto tu był, potwierdzał, że jest to idealne miejsce do umawiania się z Filipinkami – jest ich masa, są przyjazne i otwarte, a „konkurencji” w postaci innych białasów praktycznie nie ma. Napisałem w cudzysłowu, bo przeciętny facet nie jest żadną konkurencją (przykładowo do Marcina dziewczyny same podchodzą bo jest zajebiście przystojny, ale potem to i tak ja je grzmocę :D)

Filipinka i ja, spanie w szpilkach w Cebu :)

Filipinka i ja, wspólne spanie w szpilkach w Cebu 🙂

Zalogowaliśy się do mieszkania z Airbnb, bardzo dobry deal za ok. 30 euro. Wynajmującego nam mieszkanie Turka, podejrzewaliśmy, że jest homusiem bo był coś za miły i za bardzo się starał (nawet nam kupił jakieś magnesy na lodówkę), ale potem w nocy widzieliśmy go jak coś negocjował z dziwkami na ulicy, więc chyba jednak woli muszelki od parówek.

Naszła mnie taka uwaga odnośnie bezpieczeństwa – wszędzie ochrona z shot gunami, dużymi karabinami maszynowymi, etc. Przed każdym shopping mallem, hotelem, a nawet w restauracjach. Zwykłe ciecie które pilnują parkingu, zazwyczaj mają pistolet za pasem. Na pytanie czy to naprawdę niezbędne, wszyscy zgodnie twierdzili, że tak. Oprócz uzbrojonych rabunków i porwań dla okupu, na Cebu działają muzułmańskie szajki takie jak Abu Sayaf. Czy więc czuliśmy się niebezpiecznie? 100% przeciwnie – ja się już bardziej obawiałem osiedla Ruczaj w Krakowie gdzie mamy mieszkanie, niż czegokolwiek na Filipinach. Nie wiem skąd ta panika. Nigdy nie czułem nawet najmniejszego zagrożenia na Filipinach.

Druga uwaga to znajomość angielskiego. Każdy powie, że Filipińczycy mówią świetnie po angielsku. Ja to jednak widzę inaczej. Po pierwsze mówią bardzo źle gramatycznie, po drugie mają ubogie słownictwo, jeśli powiesz jakieś skomplikowane słowo typu elaborate zamiast explain, to oni się zwyczajnie gubią. Niektórzy taxówkarze nie potrafili zrozumieć prostych zdań dotyczących tego gdzie jedziemy. Natomiast trzeba przyznać, że mają najlepszą znajomość angielskiego w całej Azji, porównywalnie do poziomu Singapuru (w którym angielski też pozostawia do życzenia).

Samo Cebu okazało się rozczarowujące. Przyznaje, że chuja widzieliśmy. To znaczy wstawaliśmy o 16 i imprezowaliśmy do 7 rano. Ale poza tym, że super do poznania Filipinki, to raczej słabo się to wszystko prezentowało.

Pierwszego dnia udaliśmy się na clubbing Mango Square. Większość klubów pustawa, widać, że kręci się sporo dziwek. Podeszła nawet do nas burdel mama zapytać, czy nie chcemy czegoś z „jej sklepu”, który był na squerze, nawet nie w budynku. Oczywiście po okolicy kręcą się konie, czyli dziewczyny z kiełbasą niespodzianką. Niektórzy lubią.

Ostatecznie lądujemy w klubie dla Koreańczyków. Na cały klub dosłownie dwie fajne laski (za to takie całkiem, całkiem fajne). Nie tracę czasu i atakuje. Marcin udaje trudnego jak zwykle, chociaż laski się na nim wieszają, kręcą dupą po jego portkach, etc. w końcu po długich namowach, moich oraz dziewczyn, Marcin przyłącza do naszego stolika. Bawimy się dobrze, ale ja naciskam abyśmy udali się do apartamentu, bo już mam dość imprez po 10 dniach picia whiskey dzień w dzień. Moja chce, nie chce, chce nie chce, w końcu się wkurzam i wychodzę z klubu. Pierdole takie przedszkole.

Odchodzę 200 metrów od klubu a tu ktoś za mną krzyczy „waaaait”. Biegnie za mną moja laska w tych zajebiście wysokich szpilkach. Jak mnie tylko dorwała, to powiedziała prosto z mostu, że jak z nią jeszcze potańczę i napije się pare drinków, to będzie się ze mną ruchać (jej słowa). No i namówiła 🙂 koło 6, 7 rano, wbijamy wszyscy w 4 do naszego apartamentu. Tutaj jeden zonk – mamy tylko jedno podwójne łóżko. Dla mojej to nie problem, za to Marcinowa robi dramat, że jak to tak grupowo można się walić. Biorę więc moją pod prysznic i ją zapinam od tyłu. Nie trwało to jednak długo, ponieważ nasza druga parka zaczęła robić sobie żarty z naszego zachowania, co speszyło moją i nie chciała kontynuować. Wracam wkurwiony na łóżko i idę obrażony spać. Moja wpierdoliła się w szpilkach (nie wiem po co znowu ubierała – zdjęcie u góry, szpiki do spania, zajebisty pomysł), wtuliła się do mnie i w sen. Marcinowa powiedziała mu, że jest za dużym romantykiem, zamiast ją ruchać to się cały czas przytula i gada o dupie marynie, haha. True story!

 

Jak się obudziliśmy, Marcin poszedł na długie śniadanie, żebyśmy mogli się spokojnie poruchać z moją. Było zajebiście, bardzo fajna dziewczyna (jak chodzi o wygląd, bo nic poza tym sobą nie reprezentowała, ale jak głosi stare ruskie przysłowie – mózg jest ważny tylko kiedy ruchasz mózg. Po powrocie Marcin pyta mojej o numer do tamtej koleżanki która uciekła. Moja na to „zabroniła mi dawać, powiedziała, że nie lubi takich romantyków jak ty”, haha!

Rano wsadzam moją do taxi i dałem jej 100 peso na taryfę (8zł) Pocałowała w policzek i pyta czy dzisiaj znowu idziemy na imprezę. Ja niezbyt chętny na dalszy alkohol, ale mówię, że chętnie się z nią spotkam jeszcze raz wieczorem.

Dołączam do Marcina który wpierdolił całego kurczaka z rożna (trzeba białko do mięśni pompować :D). Marcin pyta czy moja chciała jakąś kasę rano. Okazało się, że tamta druga mu na ucho powiedziała: „czy wiesz, że my jesteśmy pracujące”, czyli że ruchają się za kasę, mówiąc ludzkim językiem. Mówię że nic, jeszcze mnie pocałowała w policzek za to, że jej dałem na taxi i próbuje ustawić kolejną randkę na wieczór.

I to jest właśnie śmieszny proceder który zaobserwowałem w całej Azji. Jeśli traktujesz laskę jak dziewczynę – flirtujesz, rozśmieszasz, droczysz się i zaczepiasz „na przedszkolaka” (wszystko co robiłeś z kolegami/żankami w przedszkolu działa), wtedy nawet dziwki dostrzegają w tobie faceta zamiast klienta. Każda dziewczyna chciałaby mieć bojfrenda, nawet jeśli dorabia dawaniem dupy. Tylko ważne jest aby NIE pytać, czy chce pieniądze, bo wtedy na pewno powie, że tak. Anyway, w Tajlandii dochodzi nawet do paranoi, gdzie laski biorą pieniądze od jednego sponsora, a wydają na swojego gik’a (kochanka). To są przypadki które są powszechne – nie mówią tylko na własnym doświadczenia. Znam wielu kolesi, w moim mieście, Bangkoku, gdzie taki proceder istnieje. W skrajnych przypadkach, poznałem nawet Hiszpana, który mieszkał u dziwki na jej koszt, ruchał ją codziennie, i oby dwoje wydawali pieniądze którzy wysyłali jej jacyś kolesie z zagranicy.

Kolejny dzień (noc) z Cebu już wkrótce!

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Raport z Filipin, dzień 3-7 – Olangapo, Angeles


Tego dnia dotarliśmy autobusem z Angeles do Olangapo. Miasto położone 80 km dalej nad morzem, które zostało nam polecone, w praktyce jednak okazało się być rozczarowujące. Moja filipinka poznana w Angeles jest właśnie z tego miasta i poleciła nam udać się do klubu Nocturnal. Nie za bardzo wiedzieliśmy jak wysiąść, a lokalni pokierowali nas na plaże jako rzekomo najciekawsze miejsce „z wieloma dziewczynami”. Brzydka plaża, z drogimi pokojami i jedyne dziewczyny wyglądały na dziwki, więc od razu uciekliśmy z powrotem do miasta, tak jak miało być oryginalnie – koło klubu Nocturnal.

plaża, Filipiny, Filipinka

W centrum miasta zaczepiało nas dużo dziewczyn, ale zdecydowanie mniej śmiało niż koleżanki w Angeles. Na ulicy w centrum stało sporo dziewczyn które właściwie nie wiadomo co tam robiły. Jak zapytałem wprost czy są dziwkami, to bardzo wymijająco powiedziały, że za 500 peso mogą być (35 zł, lol). Sam klub Nocturnal również okazał się rozczarowaniem. Pusto, jedyne fajne laski to kelnerki więc je zaatakowaliśmy. Przytulanie, drinki, buzi, buzi. Umówiliśmy się, że jak skończy prace o 4 w nocy, przyjedzie do mojego hotelu. O 4 napisała wiadomość, że jest bardzo zmęczona i nie przyjdzie. Poległem. Pierwszy dzień na Filipinach bez seksu. To znaczy rano ruchałem wczorajszą, ale tego dnia żadnej nowej, psuje mi się statystyka, no nic, będę musiał dwie w inny dzień zrobić 😉

Następnego dnia musieliśmy się gdzieś spotkać ze znajomymi, którzy właśnie dolecieli do Manili. Wspólnie ustaliliśmy, że Angeles będzie najlepszym punktem – blisko, dobra impreza, laski się ruchają bez marudzenia i jest lotnisko, żeby lecieć dalej. Manila to straszne korki.

Pierwsza noc z powrotem w Angeles i od razu dziko. W jednym z klubów „go go” (ciężko to nazwać „go go’em”, wszystkie dziewczyny ubrane jak na plaży) siadam z laseczką która tam pracuje i się przytulamy. Po 5 minutach ona się pyta, czy jej kupię drinka. 300 peso, cena nieco z kosmosu, więc przedstawiam alternatywny plan – wydam na nią te 300, ale w klubie obok, jak skończy prace, bo to trochę przesadyzm z drinami dla dziewczyn w tym go go. Umawiamy się o 3 w nocy w High Society club. Punktualnie o czasie laska się pojawia. Kupiłem jej pare piwerek, trochę potańczyliśmy i na hotel. W pokoju już nic ciekawego, ze 3 rundy zrobiliśmy. Co jest za to ciekawe w tej historii, to że w Angeles można puknąć bez płacenia nawet laski z go go’ów. Dla porównania, przez 6 lat w Tajlandii udało mi się to może ze 4 razy, w Angeles jakoś dużo łatwiej poszło.

Następnego dnia byłem umówiony z laską, która na spotkanie ze mną jechała aż z Manili (80 km). Na spotkanie przyszła z koleżanką, która od razu zakochała się w Marcinie, więc mieliśmy fajne 2 parki rozrywkowe. Trochę potańczyliśmy w High Society, upiliśmy laski tequilą i ściągnęliśmy je na hotel. Wydarzenia w hotelu były mega śmieszne, ponieważ jedna z nich chciała się ruchać w 4, a druga się wstydziła. Doszło do tego, że laski z siebie zszarpywały ubrania, kłóciły się która lepiej robi loda, etc. My nie mogliśmy przestać z tego się śmiać. A teraz najlepsze – nagraliśmy to na video 🙂 Oczywiście całego video wam nie mogę pokazać, dam wam pare minut i to też nieco ocenzurowane, ale całe video trwa około 15 minut i od śmiechów przeszło do czynów, a nasze dziewczyny w ogóle nie wstydziły się kamery.

Kolejnego dnia miałem wielką rozkminkę. To już nasz ostatni dzień w Angeles i nie wiedziałem, czy bardziej chce spędzić kolejną noc z ta panienką z Manili, czy przekonać się czy dotychczas miałem szczęście w wyłapywnaiu fajnych dupeczek, czy jest to tak proste, że codziennie można nową dorwać. Wybrałem opcje 2 – polowanie na nową, czego w sumie żałuje do dzisiaj, bo tamta z Manili jest naprawdę fajna i teraz ciężko będzie się nam ponownie zobaczyć. Tym razem zalogowałem się na Date in Asia i umawiałem randki prosto w hotelu. Po 2 godzinach bez żadnego problemu zjawiła się Filipinka z netu i po może 10 minutach już się dała zrobić. Ogólnie ciężko mi pomyśleć o miejscu gdzie łatwiej zaciągnąć do łóżka laskę, nawet w Tajlandii nie idzie to tak szybko. Na 7 dni, tylko jeden dzień minął bez seksu, więc wyjazd jest super.

Następnego dnia mieliśmy już bilety na Cebu, wyspę na południu Filipin. Nasi znajomi muszą jednak zostać w Angeles, bo jeden z nich trafił do szpitala i czeka na operacje. Więc ponownie pozostał duet Marcin i ja. O tym co się działo w Cebu dowiedzie się w następnym odcinku.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Raport z Filipin – dzień 1, 2 (Manila / Angeles)


I oto jestem. Mega niewyspany, na maksa zaruchany, ledwo stojący na nogach, acz szczęśliwy. Na Filipinach jestem z Marcinem, którego oprowadzam po nowym kraju. To znaczy sam siebie też oprowadzam, bo to mój pierwszy raz, ale generalnie ogarniam hotele, transporty, komunikacje i dziewczyny. Czyli ciężkie życie Forsakena, znowu się bujam po tropikach.

Filipinka, dziewczyny, Filipiny

Pierwsze wrażenia z Filipin – jest moc. Nie spodziewałem się, że jest jakiś kraj w Azji który może konkurować zajebistością z Tajlandią, ale jak widać człowiek uczy się całe życie. Filipiny są naprawdę fajną alternatywą dla Tajlandii.

We wtorek wylądowaliśmy w Manili i od razu w drogę dalej. Zwiedzanie stolicy zostawimy na ostatnie kilka dni. Zrobiliśmy jednak spory spacer po dzielnicy Pasay i skosztowaliśmy lokalnego jedzenia, które wbrew temu co wszyscy mówią, było całkiem niezłe w smaku i mniej więcej w tej samej cenie co w Tajlandii, czyli super. Manila jest podobno droga, czego jednak nie zaobserwowaliśmy, wręcz przeciwnie, ceny mniej więcej te same co w Bangkoku. Pewne produkty są droższe, inne tańsze, wychodzi na jedno. Alkohol jest minimum 30% tańszy, a w klubach nawet 50% / 60%.

W Manili zalogowałem się na portal randkowy i dostałem ze 30 wiadomości w przeciągu godziny. Telefon wibrował jak pojebany od notyfikacji. Na ulicy dziewczyny pożerały nas wzrokiem, co któraś nieśmiało zagadywała z jakimś „hello”. My jednak chcieliśmy jak najszybciej wyjechać z Manili, więc nie drążyliśmy tematu.

Internet – tragedia. Działa, nie działa. Kupiliśmy kartę sim i pakiet na miesiąc za 1000 peso. Czasami jest, czasami nie ma. Raczej nie ma. Dużo gorszy niż w Tajlandii.

Korki. Na początku nie wyglądało to tak źle, ale jechaliśmy 80km do Angeles 4 godziny więc było pod tym względem kurwa tragicznie.

Po dotarciu do Angeles dorwaliśmy mieszkanie 2 pokojowe, bardzo ładne, nowoczesne, z dużym living roomem za 32 euro, czyli bardzo dobra cena za taki standard.

W Angeles prosto do klubu High So na Walking street, bo było już późno. W środku wrażenie, że możesz mieć każdą laskę, ale jak wiemy to jest to Filipińska Pattaya, więc raczej byliśmy uważni, aby nie nadziać się na zakamuflowane dziwki. Jak chodziłem sam – czuje wszystkie oczy na sobie, bo średnia wieku u facetów to tam z 50 lat. Mieliśmy wrażenie, że jesteśmy jedynymi młodymi kolesiami w całym mieście. Anyway, jak chodziłem z Marcinem który ma blond włosy i duże mięśnie, to byłem prawie niewidzialny, co jest trochę irytujące. Dochodziło nawet do sytuacji gdy zagaduje laski, a one mi mówią „but I like your friend”.

Koło 4, 5 rano wyciągnęliśmy dwie Filipinki z pretekstem kontynuowania imprezy u nas na apartamencie. Na wejściu dziewczyna Marcina od razu ściągnęła sukienkę i biegała z cyckami na wierzchu. Powiedziałem mojej, że u nas się chodzi właśnie tak jak tamta, czyli nago i wszyscy się rozebraliśmy. Wyciągnąłem Jacka Danielsa i zapowiadała się konkretna orgia.

Orgii jednak nie było, ponieważ Marcin stwierdził, że idzie spać, bez ruchania, bo ma jet lag po samolocie z Europy. Jego laska próbuje wszystkich sił – wypina się, prowokuje śpi z otwartymi nogami, ale nic jej to nie dało, Marcin jej nie wyruchał (wiem, dziwny typ, haha). Ja moją zrobiłem pierwszy raz o 6 rano, potem o 10, potem o 15. Generalnie non stop się pukaliśmy i to z jej inicjatywny. Miała niezłe ciśnienie i w przeciwieństwie do Tajek była bardzo aktywna.  Rano (o 17) poszliśmy wszyscy razem na „śniadanie”. Wtedy po ubraniach obstawialiśmy, że ta moja z totalnie normalnym ubraniem (nieseksownym) i starym telefonem na którym nawet nie działa internet – nie jest dziwką, za to ta Marcina, wyzywająco ubrana i bardzo prowokująca – na pewno dziwka. Po obiadku nasze dziewczynki wsiadły w ten filipiński autobus (jeepney) i odjechały. Ale że jesteśmy dżentelmenami, to kupiliśmy im te bilety po 50 groszy, lol. Moja do mnie teraz wysyła smsy non stop kiedy się spotkamy, co jest dla mnie śmieszne, bo nawet w Tajlandii każdy używa aplikacji do porozumiewania się, a ta moja na jakiejś prahistorycznej Nokii smski pisze. Anyway, mega pozytywna dziewczynka, jeśli będę w Angeles na pewno się z nią jeszcze spotkam.

Druga noc znowu grubo. Wracamy do High So i sraaaa, party. Tym razem, aby się nie stresować czy to dziwki, czy też „normalne” lasencje, pierwsza laska do której podszedłem, po prostu zapytałem prosto z mostu czy tu pracuje, czy  przyszła się pobawić na imprezę. Powiedziała, że pracuje jako jakiś sales manager, więc, żeby było jasne, powtórzyłem pytanie: „czyli nie jesteś dziwką?” i zaczęła się śmiać, mówi że nie. Bawimy się więc z Filipinkami, do Marcina non stop podchodzą jakieś laski, ale on udaje trudnego, mówi, że chyba dalej mu się nie chce ruchać (dziwny typ, wiem :D). Koleżanka mojej próbowała Marcina zdobyć chyba z 15 razy, mnie pytała ze 3 razy co zrobić, aby go mieć i prosiła, abym go namówił. W końcu ta sama laska pyta, czy się zaopiekuje jej koleżanką (tą moją), bo ona chce ze mną dzisiaj spać. Z takim info od razu ją zabrałem do domu i sruuu, znowu to samo, zaraz przy wejściu ściągamy ubranka i w sumie były 3 rundy przez noc.

Ponownie szok – żadna Tajka się nie stara tak zadowolić faceta jak te Filipinki. Ona robiła dla mnie wszystko, nawet mówiła, że jest moim niewolnikiem i mam z nią robić co chce. Zakochałem się we wszystkich Filipinkach po tych 2 pierwszych. I jeszcze na koniec mi kurwa podziękowała i walnęła tekstem, że „nie mogę uwierzyć, że spędziłam noc z takim facetem jak ja”. Normalnie kosmos!

Następnego dnia musieliśmy zrobić check out o 11 rano, więc wstajemy po kilku godzinach snu. Pytam mojej ile potrzebuje na taxi, a one kategorycznie odmawia. Zdziwiłem się bo Angeles to największa dziwkarnia na Filipinach. W takim tajskim Pattaya naprawdę ciężko wyciągnąć jakąś normalną laskę, która nie jest dziwką (aczkolwiek jest to do zrobienia), za to w Angeles zero problemu. Oczywiście jesteśmy tu dopiero 2 dni, więc być może nie mówię obiektywnie, ale takie jest nasze pierwsze wrażenie. Można wręcz rzec, że tym dziewczynom bardziej zależy, żeby się z nami bujać, niż w drugą stronę. Raj na ziemi 🙂

Tego dnia zmierzamy do miasta o nazwie Olongapo.

Część 2 wkrótce!

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

 

Video raport z 7 dni w Kambodży


Będąc 7 dni w Kambodży nie miałem ze sobą komputera, wiec tym razem  video relacja zamiast pisanej. Oczywiście jak zwykle nie opowiadam o gównie dla turystów, tylko raportuje jak jest „po zmroku” bez cenzury.

Video 1 – Poipet, Kambodża

Video 2 – Popet, Kambodża

Video 3 – Kambodża, Siem Reap

Video 4 – Kambodża Siem Reap

Video 5 – Siem Reap

Video 6 – Phnom Phen

Video 7 – Phnom Phen

Video 8 – wioska koło Phnom Phen

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Filipiny Po Zmroku


W dzisiejszym odcinku oddaje głos koledze który od lat mieszka w Manili – stolicy Filipin. Poniższy tekst ukazał się na forum Azja Po Zmroku i jest przeniesiony na „główną” za zgodą autora.

Filipiny Manila Azja Po Zmorku

FILIPINY

Ponieważ parę osób pytało mnie jak wygląda sytuacja we wiadomym temacie na Filipinach, poniżej małe podsumowanie regionu stołecznego. Ceny dot.Manili są orientacyjne, ale prawdziwe (5k php ~ $100), osobiście nigdy w Manili za te usługi nie płaciłem, jest tutaj tyle chętnych dup za free, że byłoby to głupotą, zwłaszcza, że podobnie jak wszystko w Manili i ten sektor jest zdecydowanie przewartościowany.

W dużych miastach (Manila, Cebu) jest w zasadzie podobnie jak w Bangkoku czy Phnom Penh – dla amatorów płacenia za takie usługi, łatwe do znalezienia są rewiry w których spotkać można pracujące dziewczyny, etc.

W Manili jednym z popularniejszych wśród turystów/ekspatów miejsc jest P.Burgos Steer. w Makati, z kilkunastoma typowymi barami (z tak kultowym jak tandetny Ringside na czele, w którym karzełki-„bokserzy” staczają pojedynki) gdzie po zapłaceniu barfine, laskę bierze się na chatę w celu sfinalizowania transakcji.
Można trafić tam niezłe okazy ale mimo wszystko słabo i drogo w porównaniu do BKK czy Pattayi. Stawki w porównaniu z innymi miejscami wprost horrendalne, bf + zwykle osobna opłata dla dupy wahać się może w granicach 5-10k php za najlepsze sztuki, ceny drinków/piwa w tych barach równie mało zachęcające, a ceny ladydrinków już zupełnie z kosmosu.
Generalnie miejsce dla niezorientowanych/naiwnych turystów lub osób zbyt leniwych na jakąkolwiek aktywność.

Na tej samej P.Burgos Steer. oczywiście spotkać można ‚masażystki’ i typowe freelancerki (których wszędzie jest cała masa), kasa jest kwestią jakości, umiejętności negocjacyjnych i własnego wieku/wyglądu, przeciętnie za 2-3k php spokojnie można dupę już wyjąć. Nie brakuje też rzecz jasna koni ale ryzyka jak w Tajlandii praktycznie nie ma – nie wyobrażam sobie jak najebanym trzeba być żeby nie rozpoznać lokalnego ladyboya.

Kolejnym popularnym miejscem jest Cafe Havana w Glorietta3 w Makati. Bardzo popularny salsa bar – wieczorami wypełniony dziwkami i ekspatami poszukującymi swoich zdobyczy.
Innym popularnym rejonem jest Malate, miejscówka zdecydowanie dla amatorów starych, grubych i brzydkich panien. Nie żeby nie zdarzały się jakieś bardziej atrakcyjne ale generalnie szkoda marnować tam czasu. Miejsce wciąż pełne ekspatów, głównie starszych Australijczyków i Amerykanów.

Drugim biegunem jest Fort Bonifaccio/Global City w Taguig.
Kilka najpopularniejszych (i najdroższych) w Manili klubów gdzie spotkać można prawdziwe torpedy, jeśli ktoś jest amatorem takowych. Cen tutaj nie podam, bardzo indywidualna kwestia.
Jak wspomniałem wcześniej nie interesuje mnie płacenie za te sprawy do tego takie typowe kurwiszony absolutnie nie są w moim typie więc bywam tam bardzo sporadycznie.
W okolicach High Street w Global City usytuowanych jest wiele pubów, etc., gdzie można spokojnie łowić normalne laski, jednym z moich ulubionych jest TipsyPig (choć i tu można spotkać freelancerki) oraz kompleks Fort Strip.

Generalnie High Street w Global City jest wg mnie miejscem z największym stężeniem najładniejszych dup w Metro Manila. Dobrze pokręcić się tam w porze lunchu lub lepiej po południu gdy kończą pracę, jest na co popatrzeć 😉

Bez kłopotu pracującą dziewczynę można znaleźć też korzystając z Badoo, Tindera, Weechat bądź craigslist.manila.

Zdecydowanie ekonomiczniejszym rozwiązaniem dla amatorów płatnych uciech jest wizyta w Angeles City.
Miasto 90km na północ od Manili (taxi 2,5-3kphp, bus~150php) ma status filipińskiej Pattayi.
Stara amerykańska baza wojskowa (zamknięta bodajże w 1991r) pozostawiła po sobie bagaż w postaci dzielnicy ukierunkowanej na zaspokajanie wiadomych potrzeb.
Porównanie do Pattayi jest mocno na wyrost, ale z pewnością jest to centrum tej formy rozrywki na Filipinach.

Lokalna Walking Street / Fields Avenue zamykana jest dla ruchu samochodowego bodajże ok 18 i wtedy zaczyna się całonocna balanga.
Na samej WS oraz będących jej przedłużeniem Perimeter Rd i Don Juico Ave usytuowanych jest co najmniej kilkadziesiąt barów (pewnie dobrze ponad 100). Nie ma tu miejsc jakoś wyjątkowo ekskluzywnych za to podłych nor w ilości wystarczającej.
O ile WS jako tako trzyma poziom, to im dalej od niej tym ciężej znaleźć coś ciekawego.
Oczywiście razem z jakością spadają też ceny, o ile na WS barfine wynosi przeciętnie 2,5-3,5k php (w tą cenę wliczona jest kompletna usługa – bierzesz pannę na tak długo jak chcesz, byle nie spóźniła się następnego dnia do pracy (choć i to można ogarnąć) to w tych dalej położonych barach opłata może wynieść zaledwie 1-1,5k php, ale trzeba mieć szczęście (i być tuż po otwarciu) żeby wyjąć coś ciekawego 😉

Na Don Juico Ave (w bezpośredniej bliskości tzw. Korean town) jest kilkanaście barów czynnych od 10-11 rano do max północy – coś dla amatorów świeżego mięska na śniadanie – tam znaleźć można bardzo fajne towary.

Dużym plusem Angeles w porównaniu do Manili są ceny, zarówno dup jak i alkoholu. Podczas Happy Hours, butelka SanMiga kosztuje na WS zwykle ok.50-60php w zależności od baru. Standardowo piwo kosztuje 80 do 120php w najdroższych barach na WS – w niektórych barach w Manili może to być nawet 3-4x drożej.

Fields Avenue od wczesnego wieczora wypełnione jest freelancerkami. Konfiguracje dowolne – trój- czy czworokąty – żadnego problemu, dupa w zaawansowej ciąży – również nie ma kłopotu. Ceny przeróżne – te przeciętne pójdą nawet za 500php, lepsze będą chciały 1000php.
Dla amatorów filipińskich koni – ich stanowiska usytuowane są tuż przy Phillies Sports Grill and Bar, tuż za Walking Street.
Niedaleko koni można znaleźć masażystki i te mogę polecić – mnóstwo naprawę bardzo ładnych dziewczyn. Z reguły kwestia dotyczy wyłącznie masażu (bynajmniej nie happy), no ale zawsze można umówić się na następny dzień.

Nie ma problemu z zabajerowaniem laski z baru i bzyknięciem jej za free, minus taki, że trzeba czekać aż skończy pracę co w przypadku WS może oznaczać czasem do 3-4 rano więc lepiej takich sztuczek próbować poza WS. Mam tam parę znajomych dup z którymi czasem ustawiam się na bzykanie gdy mają dni wolne, ale coraz rzadziej chce mi się tam jeździć, tyle tego towaru do przerobienia w Manili. 😉

Byłem kiedyś z kumplem dla śmiechu w naprawdę podłej dziurze tuż przy WS, chyba najmniejszy bar świata jaki widziałem, którego połowę zajmowała kanapa ze śpiącą na niej i potwornie chrapiącą mama-san. W menu były 2 bardzo przeciętne i 1 brzydka dupa (ale wszystkie młode). Weszliśmy tam tylko na piwo, ale że było śmiesznie i dziewczyny sympatyczne to wypiliśmy po 2 czy 3, wychodząc laski wiedziały już oczywiście, że nie spędzą z nami nocy, ale na odchodnym wszystkie 3 dupy zaoferowały mi pójście ze mną (na całą noc) za 750php.

Jedną z najlepszych opcji jeśli nie chcesz płacić bf jest klub High Society usytuowany ok 100m od wejścia na WS od strony McArthur Highway. Nie sposób tam nie trafić – każdy wskaże drogę. Biba zaczyna się tam co dzień od ok 23 (w weekendy wstęp płatny 200php), kończą tam wszystkie freelancerki i dupy które nie znalazły szczęścia w swoich barach. Wyrwanie dupy za kasę zajmuje tam 5 minut (przeciętnie 1k php) , za darmochę trochę trzeba się postarać, ale też nie ma problemu. Ceny akceptowalne (piwo 100php) więc można wszystko bardzo budżetowo ogarnąć.

Cała WS pełna jest gości sprzedających wszelakie specyfiki – viagra, kamagra, cialis – wszystko to można kupić w cenie killkudziesięciokrotnie tańszej niż w Manili.
Gdy kiedykolwiek coś tam kupuję, zawsze mam stałą taktykę która działa w 100% – ile by gościu nie krzyknął na start – śmieję mu się w twarz i mówię że ostatnim razem płaciłem 100php i nie mam zamiaru płacić więcej niż 120php – poużala się trochę, czasem nawet zrezygnuje ale następny już idzie na taki układ i tym sposobem viagra czy cialis (oczywiście w ilości 4szt) kosztują max 120php.
Startowe ceny na P.Burgos jakie parę tygodni temu słyszałem to było co najmniej 5k php (za 4 szt viagry) i ludzie kupowali….

Wszystkie dupy pracujące w barach mają obowiązek comiesięcznych badań lekarskich, i zawsze obwieszone są identyfikatorami potwierdzającymi ich wykonanie etc. Co dupa robi od dnia po wykonaniu badania aż do następnego to zupełnie inna para kaloszy więc lepiej dobrze zastanowić się zanim pójdzie się na całość tym bardziej, że Filipinki uwielbiają bzykać się bez gumy, generalnie zupełnie nie uznają tej formy zabezpieczenia.

Umawianie się z normalnymi dziewczynami to równie banalna sprawa, z mojego doświadczenia najlepsze jest filipinocupid (płatna), pinalove (identyczne jak thaifriendly), dateinasia oraz klasycznie Badoo, Tinder (tylko trzeba odfiltrować te pracujące).
W Manili skuteczność w zasadzie 100% – każde spotkanie kończy się we wiadomy sposób.
Jeśli dupa jest młodsza albo z prowincji to rzadko zdecyduje się spotkać sama – zwykle dla bezpieczeństwa z koleżanką albo kolegą gejem.

Generalnie jeśli prezentujesz typ za którym Filipinki szaleją – wysoki, jasne włosy, niebieskie oczy, „długi” nos – nie sposób opędzić się od lokalnych towarów.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku