Raport z Filipin 2018 (część 2)


Na Filipach jestem już niespełna miesiąc. Dużo się działo, oj dużo. Nie jestem już nawet w stanie odtworzyć wszystkich wydarzeń, stąd też napiszę kilka części podsumowujących. Nie każdego dnia udało mi się coś upolować, choć poświęcałem na to dużo czasu, monotonnie wręcz atakując portale randkowe, imprezy oraz centra handlowe . Początkowa z determinacją biegałem za filipinkami nawet do 5 rano, aż do skutku, jednak z biegiem czasu coraz mniej mi się chciało. Poniżej prezentuje raport z ciekawych sytuacji, o leniwych dniach przy książce, bez alkoholu, dziewczyn i orgii, nie będę wspominał.

Plaża w Manili

Plaża w Manili

Manila

Rano upragniona ewakuacja z hotelu. Buzi buzi z moją narzeczoną (pseudonim Ryba) i czas ruszać w drogę, tym razem padło na dzielnicę Malate. Wyszukuje last minute hotel deals i znalazłem jakiś tani pokój za niecałe 1000 peso. Na zdjęciu wyglądał ok. Tym czasem rzeczywistość można określić jednym słowem: tragedia. Cena absolutnie nie idzie za jakością. Pokój taki mały, że ledwo łózko się mieści i dzielona łazienka z koreańskimi back packersami. Jeszcze aby było zabawniej na recepcji wisi kartka, że nie wolno przyprowadzać gości. To sorry, ale gdzie ja mam to robić, jak nie w pokoju?! Dodatkowo brak sejfu, co jest trochę problemem bo mam przy sobie sporo cashu w gotówce i dwie karty z których jest co kraść. Wsadzam więc dolary pod materac i to się okazało bardzo złym pomysłem, bo natężanego dnia jechałem już w taxi to Makati, gdy przypomniałem sobie, że zapomniałem 1000 USD i paszport pod materacem w jakiś tanim guest housie, w którym jak miałem okazję zaobserwować, sprzątaczki podnoszą materac przy zmienianiu pościeli. I teraz pytanie, czy kiedy taka sprzątaczka widzi swoją prawie roczną wypłatę w pliku banknotów, to się skusi, czy raczej grzecznie odda na recepcji? Na szczęście, zdążyłem odzyskać, acz nie odbyło się to bez stresu. Dodatkowym problemem okazał się internet, który działał wyłącznie w restauracji na górze. Przed wyjazdem nabrałem sobie trochę studentów i uczę ludzi angielskiego i tajskiego przez internet. Tym czasem na Filipinach internet na którym można spokojnie porozmawiać na Skype okazuje się być sporym wyzwaniem.

Tego dnia cały proces latania za laskami był nieco utrudniony, gdyż nie wiedziałem czy moja potencjalna partnerka w ogóle zostanie wpuszczona do środka. Pokój zawsze zamawiam na dwie osoby, więc może by się udało, a może i nie, tego nie wie nikt. Na jednym z portali randkowych na Facebooku umówiłem się z jakąś średniawą laską na Santa Ana. Dlaczego nie czekałem na jakąś lepszą? Bo było wcześnie, a ta zgodziła się od razu na czynności które tygryski lubią najbardziej. To są plusy lasek o mniej reprezentatywnej aparycji. Dużo, dużo prościej dojść z nimi do spraw łóżkowych. Wynająłem pokój w drugim hotelu, ściągałem portki i oddałem się w jej ręce i usta. Po wszystkich ładnie dałem 100 peso na taxówkę i myślałem, że na tym temat się skończy. Tym czasem ona już z domu wysyła mi wiadomość, że chciałaby abym dał jej jakieś „pieniądze na mleko dla dziecka”. Ha, wspominam o tym, ponieważ ten tekst okazał się być odpowiednikiem chorego bawoła w Tajlandii. Tutaj dziewczyny masowo potrzebują mleka dla dziecka. Niby ma sens, wszak Filipiny nie na damo nazywane są fabryką dzieci. Jeszcze w 1970 na Filipinach było 30 milionów ludzi. W 2018 jest to 105 milionów. Czujecie blusa? Od dzisiaj powinniśmy zmienić przysłowie z ruchania się jak króliki, na ruchanie się jak filipińce. To jest jakiś przyrost naturalny z kosmosu. Ale tak to jest jak się daje kościołowi wprowadzić szariat chrześcjański i kondomy są haram.

W dzień wybrałem się jeszcze do dzielnicy Tondo, „na plażę”. Tondo to największe slumsy w Manili, jest to teren o najgęstszym zaludnieniu ludzkim na świecie, mieszka tu bowiem 69,000 ludzi na kilometr kwadratowy. Zbite blachy i kawałki jakiś płyt tworzą żałosną imitację mieszkań, w której mieszkają całe rodziny. Oczywiście wzbudzałem tu niemałą sensację, z prozaicznego powodu, jest tu po prostu niebezpiecznie i normalny biały omija Tondo szerokim łukiem. Nawet taksówarz zdradził, że nie bardzo chce się zapuszczać a te rejony. A ja właśnie dlatego chciałem to zobaczyć. Z radością dawałem się zapraszać na piwo przez rodziny mieszkające na wysypisku śmieci, u których cała  rodzina łącznie ma mniej zębów niż ja, a ich angielski ograniczał się do kilku słów. Oczywiście co druga dupa w ciąży, nie ważne, czy 14 lat, czy 45, na Filipinach wszyscy się rozmnażają jak jebnięci. W takim katolandzie obowiązuje całkowity zakaz aborcji. Ostatecznie okazało się, że nikt mnie nie zabił, nie zgwałcił, nie pobił, ani nawet nie zabrał kamery którą kręciłem filmy. Wręcz przeciwnie, wszyscy byli bardzo mili i obowiązkowe sesje zdjęciowe z wysokim białasem były nie do odmówienia. Raz tylko jakiś typ koniecznie chciał się ze mną napić, a kiedy odmówiłem powiedział „I will shoot you if you don’t drink with me„. Zaśmiałem się, ale jego mina była poważna. Szczerze to do dzisiaj się zastanawiam, czy to był żart, czy faktycznie chciał do mnie strzelać. Udało mi się też dojść do plaży w Manili, którą możecie zobaczyć na zdjęciu powyżej. Smutna prawda o Filipinach – tak wygląda niestety wiele miejsc.

Tej samej nocy zostałem zaproszony przez pewną modelkę którą puknąłem podczas poprzedniego wyjazdu do Manili, aby dołączyć do niej i jej znajomych na imprezę do klubu Time. Jest to dziwna laska, która jest dominą SM i lubi spuszczać facetom wpierdol. Siada im na twarzy, bije ich pejczem i wyzywa od głupich kutasów. Twierdzi, że taki fetysz powstał na wskutek gwałtu, którego była ofiarą. Początkowo nienawidziła wszystkich samców, teraz chce ich po prostu lać i poniżać podczas seksu. Natomiast prezentuje się bardzo dobrze. No, z jednym wyjątkiem – na zdjęciach ma ogromne cycki, są tak duże, że jeszcze kiedy jej nie znałem, zaoferowałem jej kupno biletu do Tajlandii, aby mnie odwiedziła w Bangkoku. Tym czasem w rzeczywistości są takie, zwyczajne normalne, nic specjalnego. Ewidentne oszustwo Photoshopa lub jakieś wypychane nie wiadomo co, a ja o mało jej nie kupiłem biletu za 300 USD. To mnie generalnie wkurwia. Dlaczego dziewczynom wolno oszukiwać z cyckami, a przykładowo facet wkładający sobie, powiedzmy, skarpetkę w majtki, że niby ma takiego afrykańskiego pytona, jest już śmieszny i żałosny. Takie to trochę wieśniackie, zupełnie jakbym robił sobie zdjęcie w Ferrari z sugestią, że to moje, tym czasem do pracy popierdalał tramwajem. Nie wspominam już nawet o makijażu. Wole już, żeby mi laska przyszła w ogóle nie wymalowana, niż jak ma się zmienić w Shreka po tym jak wejdzie pod prysznic.

Wracając do klubu Time, jest to impreza typu after party, czyli ludzie schodzą się dopiero około 4, 5 rano. Tani jak na Filipiny też nie jest, bo wjazd 600 peso z jednym drinkiem w cenie. Ogólnie jednak godny polecenia. W środku moja domina siedziała z Anglikiem, 3 koleżankami i jednym ladyboyem. Za całą imprezę płacił anglik (how typical), a wszystkie koleżanki mojej dominy były równie atrakcyjne jak i ona sama. Jedną z nich znam już z poprzedniego przyjazdu do Manili, wtedy też wspominała o swoim Angliku który jest jakimś bankowcem w UK. Tej nocy nie zabierałem dominy do siebie bo autentycznie wstyd mi było brać ją do tego gównianego hotelu. To jest lasa z klasą, nie chciałem nawet, żeby zobaczyła tą norę, ale i nie miałem takiego ciśnienia, ponieważ koleżanka od mleka dla dziecka obrobiła mi już wcześniej pałę. Dlaczego więc o tym wspominam? Aaaa, bo następnego dnia było tak….

Miałem już kurewsko dość tanich hoteli więc wynająłem cały apartament przez Air bnb. W pewnym momencie dostaje wiadomość od dominy o treści „czy lubisz trójkąty, bo chciałabym zabrać koleżankę i do ciebie pojechać”. Po przeczytaniu pała stoi jak maszt na fregacie Kolumba, bo wszystkie jej koleżanki były naprawdę ładne i chętnie bym je robił dzień i noc. Podałem więc dominie adres i czekam. W pewnym jednak momencie przeszła mi niepokojąca myśl przez głowę. Bo przecież na imprezie był jakiż tranzystor-ladyboy… Wysyłam wiadomość, aby się upewnić: „hej, ale twoja koleżanka to nie jest ten ladyboy?”. Odpowiedź na którą NIE czekałem nadeszła, złamała mi serce, skurczyła ptaka, a z oczu popłynęły mi łzy. „Właśnie się dowiedziałem, ona jest pedałem” jak to śpiewali kiedyś w Polsce. Z wielkim bólem serca anuluje więc naszego trójkąta. Domina mówi, że on/ona może oglądać jak my się ruchamy, ale ja dziękuje za to. Nie chcę żadnych ladyboyów w mieszkaniu. Abstrahując od tego, że wstydziłbym się przed ochroniarzem wchodzić z nim/nią do mieszkania, to są to po prostu nieobliczane stworzenia które mają na maksa zryty beret hormonami. Wiecie jak to się mówi, że faceci na sterydach są psychiczni? Na tej samej zasadzie, transwestytom odpierdala w czapę od faszerowania się hardcorowymi ilościami estrogenu. I tak powiesz jedno złe słowo i dostajesz butelką w ryj od ladyboya. Takie z nich kobiety, że są gotowe jebnąć cię nożem za to, że odrzuciłeś ich zaloty. I butelka i nóż widziałem na własne oczy w Bangkoku. Butelką dostałem ja, nożem jakiś gościu na ulicy, nie wiem o co poszło. Moja rada – unikać ladyboyów jak ognia. Już nie mówiąc o tym, że jak już  ktoś ma coś ukraść, to prawie zawsze jest to ladyboy. A ja mam przy sobie trochę wartościowych rzeczy bo to dopiero początek wyjazdu. I tym oto sposobem trójkąta nie było…

Tego samego dnia, po tym jak okazało się, że internet i tak nie działa i znowu nie mogę pracować, udałem się do klubu Royal. Była tam taka laseczka w czerwonej sukience która strasznie się na mnie wieszała. Początkowo jej nie chciałem, ale widziałem, że jest strasznie chętna na dupakę, więc w końcu dałem się przekonać i ją zabrałem. W drodze do domu, laska non stop mówi taxówkarzowi, że zrobię jej białe dziecko, będzie miało blond włosy i niebieskie oczy. Eee, no fajnie. Wchodzimy do mieszkanie i po prysznicu do wyra. Cały czas ona mówi, żebym ściągał kondoma i walił strzała w jej miśkę, bo ona chce mieć białe dziecko. Mówię, że ja nie chce, nie będę się zajmował żadnym gówniarzem, a tym bardziej na niego płacił. Jak myślę o dzieciach, blah, gdyby była możliwość, aby nie widzieć żadnego gówniarza poniżej 16 lat do końca życia, to brałbym taką opcję bez namysłu. A najgorsze, że nie można się z takimi poglądami afiszować przed laskami, bo przecież w ich podświadomości ruchanie jest po to, aby zaciążyć i to do tego z facetem, który przy niej będzie i będzie się opiekował nią i gówniarzem. Tak czy inaczej, cała ta sytuacja mnie podjarała i tuż przed tym jak miałem skończyć, ściągnąłem gumkę i oddałem strzał…

Wiecie jak to jest, gdy ludzie pytają „czy na pewno wiesz, że nie masz dziecka?”. Ja już nigdy nie będę pewny. Oczywiście nie wymieniałem się z nią żadnymi numerami, Facbookami, etc. Sama powiedziała, że chce się opiekować gówniarkiem, najważniejsze, żeby miało jasne włoski i niebieskie oczka. A że z kasą może być różnie, to już chyba na Filipinach nie interesuje nikogo, bo robią sobie po 10 dzieci w rodzinie.

To be continued…

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Reklamy

Raport z Filipin #2018 – część 1


Manila. Jakże cudownie być z powrotem! Specyficzny smród stolicy penetrujący nos od momentu wyjściu z samolotu, urokliwy syf, sterty śmieci walające się pod nogami, szałasy Tondo, rozpadające się przy pierwszym lepszym tajfunie, do tego fajne laski i jeszcze lepsze piwo – San Miguel light. El Hombre dorado!

Na pierwszą noc po przybyciu wynająłem iście zajebisty hotel Red Doorz (słowo zajebisty jest tu sarkazmem level 100, ale o tym za chwilę) w dzielnicy Cubao / Quezon. Quezon jest największym dystryktem 13 milionowej Manili i ma też największy wskaźnik przestępstw w całym kraju, dokonuje się tu statystycznie trzy zabójstwa dziennie. Dlaczego więc wybrałem właśnie Cubao? No chyba mnie znacie. Na randkę przyjechałem, a jakżeby inaczej. A właściwie to na dwie, albowiem przewidziałem, iż jedna z syrenek może okazać się tak zwanym flakiem i się nie pojawić, toteż przygotowałem drugą – zapasową. Fortunnie, żyjemy w dziejach powszechnego dostępu do internetu i takich spotkań można sobie ustawić nawet 5 dziennie, a w takim wielkim mieście jak Manila, materiały na potencjalną przyszłą Mrs Forsaken nie kończą się nigdy.

Filipinka z Quezon

Filipinka z Quezon

Do dzielnicy Cubao udałem się moto – taxi, używając aplikacji Angkas. Taki system jest jedynym sensownym, ponieważ Manila słynie z epickich korków i jest tu chyba jeszcze gorzej niż w Bangkoku. Przypomina mi się taka anegdotka, gdy kiedyś braliśmy autobus na trasie Manila – Angeles i tuż po starcie udaliśmy się spać. Po godzinie myśleliśmy, że może już czas wstawać, bo zaraz będziemy wysiadać, tym czasem według nawigacji google maps zrobiliśmy aż 6 kilometrów.

Hotel Red Doors. Na wstępnie dowiedziałem się, że nikt nie jest w stanie potwierdzić mojej rezerwacji, ponieważ ich system nie działa. A że zapłaciłem za pokój z góry kartą, zmuszony byłem czekać, aż system wróci do życia. Po 20 minutowym check in’ie byłem już w pokoju, w którym jak się okazało nie ma deski klozetowej, woda się zasadniczo w ogóle nie spuszcza, zaś hasło do internetu które dostałem nie działa. Biegnę więc do recepcji po poprawne hasło, gdyż komputer jest mi niezbędny do pracy. Nowe hasło również nie działa, ale żeby nie było tak fajnie, że od razu sprawdziłem, kolejną niespodzianką okazało się to, że karta-klucz nie otwiera mojego pokoju. Tak więc znowu wycieczka na recepcję, żądam naprawy klucza lub zmiany pokoju, ale dowiaduje się łamanym angielskim, że karta nie działa w żadnym pokoju, nie tylko moim, stąd za każdym razem musi biegać cieć z recepcji, aby otworzyć mi drzwi swoim master-key. Pytam po raz trzeci o poprawne hasło do internetu, co wywołało konsternację na ich twarzach, zwołali cały staff, aż w końcu okazało się, że nikt z nich nie zna hasła. Oficjalnie powiedziano mi, że internet aktualnie nie działa i nie będzie działał. Super hotel 3*.

W międzyczasie pierwsza nimfa z którą byłem umówiony stwierdziła, że na pewno miałem przyjechać innego dnia i dzisiaj nie może wyjść. Bardzo ciekawe, bo jeszcze poprzedniego dnia pytała się, czy wyjść po mnie na lotnisko, a dzisiaj już twierdzi, że w ogóle nie miała pojęcia o dacie mojego przyjazdu, choć umawialiśmy się nie tylko na konkretny dzień, ale nawet i godzinę. Próbowała mi nawet robić screen shoty naszej rozmowy, aby udowodnić, że jest niewinna niczemu, na których jednak wyraźnie było napisane kiedy przyjeżdżam. Tutaj chyba winą jest ich generalnie słaby angielki. Powszechnie panuje opinia, że wszyscy Filipińczycy mówią świetnie po angielsku. Dobrze mówią chyba na tle Tajów, albo chińczyków którzy języków obcych nie znają wcale, przy czym wielokrotnie zauważyłem, że używanie bardziej wyszukanego słownictwa sprawia, że nikt nie rozumie co się do nich mówi. Aaaa, I ten ich angielski jest 100% amerykański, jeśli np. powiesz „indicator” zamiast „blinker”, to nikt się nie domyśli co miałeś na myśli.

Fortunnie całą sytuację przewidziałem i randka numer 2 była ustawiona jeszcze przed moim przyjazdem. Sam przebieg jest linearny i można by wręcz rzec nudny – umawiamy się pod moim hotelem, bo przecież nie znam okolicy i nie wiem gdzie iść można, a nawet nie szczególnie wiem jak się poruszać po okolicy. Następnie dochodzi do spotkania i standardowi filipinka nie wie gdzie można wyjść w jej okolicy. Proponuje więc abyśmy kupili San Miguele z 7/11 i zastanowili się co można robić w moim pokoju.

Około dwie godziny później ściągnąłem z niej majtki, a w powietrzu uniósł się zapach zgniłej ryby. Nie żeby mnie to jakoś specjalnie powstrzymywało, to się akurat zdarza często. Laską czasami walą cipki, tak już jest i koniec. Czasami przypomina to bardziej zapach kalmara, innym razem tradycyjny karp. Ciekawi mnie tylko, czy one tego nie czują? Bo mnie osobiście byłoby trochę głupio, gdyby po wyciągnięciu Pytona z portek w powietrzu uniósł się np. zapach zgniłych jajek albo jamy ustnej o poranku. Anyway, sama laska bardzo ładna i bardzo fajna, do tego pracuje w firmie ojca, więc sama sobie zapłaciła za taxówki. Nie żeby to była jakaś oszczędność dla mnie, ale tutaj na Filipinach zarobki są tragiczne, więc wiele lasek oczekuje wsparcia finansowego ze strony faceta. Taka z pracą i swoimi pieniędzy ma więc plus 1 w skali zajebistości. I tak nasza dziewczynka była 8/10, ale za zajebistość ma + 1 i staje się dziewiątką w skali zajebistości Forsakena. Tak btw za zapach ryby nie ma punktów ujemnych w moim rankingu.

A teraz powracamy do przygód ze wspaniały, hotelem Red Doors Cubao. Po pierwszym  waleniu zachciało mi się numer 2, więc siadam na kiblu bez deski, odwalam robotę, a tu kloc się nie tylko nie spuszcza, ale woda zaczyna się wylewać na podłogę i kawałki gówna rozpływają się w każdym kierunku. Alleluja, tego jeszcze tylko brakowało. Mówię więc mojej nimfie, że ubikacja jest nietegos, nie korzystamy. Oczywiście szybko zapomniała, a przecież ostrzegałem i jak poszła pudrować buźkę, czy tam psikać się jakimiś śmierdzącymi perfumami, to nadziała się na niespodziankę I zrobiła takie “eww”. Ale dalej mnie kocha I chce się spotykać 🙂

Tej nocy odwiedziliśmy jeszcze bary w Quezon, podobno miało się tam coś dziać, ale generalnie była trochę tragedia jak chodzi o życie nocne. O dziwo, w jednym z roof topów siedziały ze 3 białe laski. Co one tutaj robią?! Byłem przekonany, że jestem tutaj jedyną białą mordą w całej dzielnicy. Swoją drogą ceny alkoholu są absolutnie epickie na Filipinach. Za dwa San Migusie w roof top barze zapłaciliśmy 100 peso, czyli jakieś niecałe 7 zł. Piwo w takim samym miejscy w Bangkoku kosztowałoby 2 razy więcej.

Po powrocie do hotelu udaliśmy się spać. A przynajmniej próbowaliśmy spać, bo nienawidzę spać z klimatyzacją, jest mi nie tylko za zimno, ale i budzę się chory. Albo ucho boli, albo nos zatkany, albo pała nie staje…. nie no, z tym ostatnim to wiadomo, nie jest tak źle, bo dużo ćwiczeń 🙂 Tyle tylko, że jest kwiecień – najgorętszy miesiąc w tej części Azji, więc spanie bez klimy powoduje zalanie się rzeką potu.

To be continued

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Pattaya – co warto wiedzieć


W dzisiejszym wpisie będzie o Pattaya, czyli co warto wiedzieć przed podróżą. Czym jest Pattaya tłumaczyć chyba nie muszę – znajdujący się 150km na południe od Bangkoku nadmorski kurort, aka największy burdel świata. Przy Pattaya, inne aspirujące miasta do tytułu mega – burdeolowni, takie jak Angeles na Filipinach, wydają się jedynie żałosną imitacją. I nie zrozumcie mnie źle – Angeles jest mega zajebistym miastem (możecie znaleźć raport na Azja Po Zmroku), po prostu Pattaya ma dziesięciokrotnie więcej atrakcji jeśli chodzi o życie nocne.

Największym plusem Pattaya jest to, że jest tam po prostu zajebiście tanio. Życie nocne w Bangkoku oraz na popularnych wyspach staje się niedorzecznie drogie. Przykładowo, weekendowa wejściówka do Insanity w Bangkoku to 400 batów i 220 batów za drinki w środku. O tym, że wydziwiają z dress codem, czyli długie spodnie, brak sportowych znaczków na ubraniach, etc, nawet nie wspominam. Tym czasem do Ibar w Pattaya możesz się wbić bez żadnej opłaty, w szortach i klapkach, a koszt piwa to 140 batów, który można zmniejszyć jeszcze bardziej wyrabiając kartę członkowską za jakieś grosze.

Piwo w barach w Bangkoku, średnio 120 za mało butelkę. Piwo w barach w Pattaya – 80 batów. Wiele miejsc sprzedają nawet za 60, wliczając w to wiele klubów go go, gdzie laski świecą cyckami i piczkami. Taki sam go go w Bangkoku to minimum 170 za małe piwo. W Pattaya są oczywiście droższe go go, z tymże te najdroższe mają po prostu standardową cenę z Bangkoku.

Jedzenie – jeśli zostajemy przy korycie tajskim, to ceny w Pattaya są nieco niższe, natomiast jeśli chodzi o Zachodnią kuchnię, to Pattaya jest absolutnym zwycięzcą. Przykładowo, w Pattaya można zjeść porządnego steka za 100 – 150 batów, za taki sam talerz w Bangkoku należy liczyć 200 – 250. Osobiście, preferuję tajskie jedzenie, natomiast w Pattaya jem tylko zachodnie, właśnie dlatego, że jest tańsze niż to co mam na co dzień w stolicy i po prostu się opłaca cenowo.

Hotele – Pattaya ma najlepszą bazę noclegową w całej Tajlandii jeśli chodzi o stosunek jakości do cen. Poza sezonem, możesz mieć np. hotel z basenem za 500 batów. Akurat Bangkok również ma bardzo rozsądną bazę noclegową, ale to nie temat tego artykułu.

Temat których wszystkich interesuje, czyli ile liczą sobie laski za swoje towarzystwo będzie trochę później, teraz tylko zdradzę, że również w Pattaya jest sporo taniej jeśli chodzi o ten aspekt. O tym jak upolować laskę bez płacenia w Pattaya, również będzie poniżej.

Jak dojechać z Bangkoku do Pattaya 

Po pierwsza udajemy się na lotnisko Suvarnabhumi. Tutaj mówię jak dojechać najlepiej, a nie najtaniej, bo oczywiście można się jebać przez mega korki Bangkoku i jechać z terminalów autobusowych za 120 batów. Za to z na lotnisko jedzie szybki pociąg omijający wszystkie korki. Autobusy odjeżdżają co godzinę i z lotniska wyjeżdżają od razu na autostradę, ale aby nie czekać na losowy i upewnić się, że mamy miejsce, lepiej zarezerwować bilet przez internet w Bell Travel Service (google aby znależć ich stronę). Bilet kosztuje 250 batów, ale podróż idzie sprawniej i odwiozą cię pod sam hotel (o tym gdzie spać będzie za chwilę) . Taxi z centrum Bangkoku powinna z licznikiem kosztować 1,000 batów, ale jeśli nie znasz tajskiego, to zapomnij, że któryś cię zabierze. Za 1,500 biorą bez problemu i z Bangkoku i z lotniska, tylko jeśli chodzi o lotnisko – zapomnij o tych chujach którzy stoją na stanowisku taxówek, to są cwaniaki czekające, aby opierdolić naiwnych turystów. Dużo lepiej podjechać na departure floor na samej górze i tam zagadywać do taxówkarzy którzy właśnie wyrzucają ludzi którzy przyjechali na lotnisko. Stąd bez problemu powinni pojechać za 1500, albo mniej, jeśli masz cierpliwość negocjować. A jeśli nie chcesz rozmawiać z tymi bałwanami (celowo zwracam się bez żadnego szacunku, bo taxówkarze w Tajlandii to najgorsi Tajowie jakich spotkasz) to zainstaluj Grab Taxi albo Uber i wtedy bez negocjacji jedziesz za 1200 – 1500. Przy okazji, zanim zapomnę, powrót z Pattaya do Bangkoku jest dużo tańszy – trick jest w tym aby ustawić się na wylotówkę do Bangkoku i patrzeć które taxi mają rejestracje z Bangkoku. Jak złapiesz taxi która wraca pusta do stolicy, bez problemu możesz jechać nawet za 800.

Ja tym czasem nie cierpię transportu publicznego, a taksówkarzy jeszcze bardziej i zawsze jeżdżę motorem. Akurat mieszkam na Asoke, skąd biorąc trasę Rama 4 do Onnut i dalej na Chonburi, trasa zajmuje mi 2 godziny z centrum Bangkoku do Pattaya. Można bez problemu cisnąć 130 na godzinę po świetniej autostradzie. Jeśli chcesz wypożyczyć motor, to możesz się do mnie odezwać (dostępne do wynajmu 125, 250 i 600 cc). Po drodze proponuję z Chonburi zjechać do Ang Sila i Bang Sean, i jechać nad wybrzeżem z pięknymi widokami, przez wzgórze z dzikimi małpami, aż do miasta Siracha. Nie wiem dlaczego, ale bardzo lubię Siracha i zawsze zatrzymuje się tam na kawę. Po prostu przyjemne miasto. Taka trasa zajmuje oczywiście więcej czasu.

Gdzie spać w Pattaya 

Spać można oczywiści wszędzie, natomiast powiem gdzie ja zawsze śpię i dlaczego. Moim głównym kryterium wyboru hotelu jest bezpieczny parking, bo mój motor za bardzo rzuca się w oczy i choć w Tajlandii generalnie nikt nie kradnie, to jak mają ci coś zajebać, to prawdopodobnie właśnie w Pattayi. Poniżej zamieszczam mapkę obszaru gdzie warto (według mnie) wynająć pokój i już wyjaśniam dlaczego.

Pattaya, mapa, Tajlandia

Pattaya, mapa, Tajlandia

Wszystko pomiędzy ulicą Beach road a Pattaya Sai Song road jest świetną lokalizacją z jednego powodu – jeżdżą tam tak zwane Song Teaw, czyli pick upy przerobione na autobusy, całą dobę, z częstotliwością co kilka minut. Bilet kosztuje 10 batów. Czasami kierowcy próbują cwaniakować i chcą 200 licząc na to, że jesteś świeżakiem, wtedy należy zatrzymać następnego. Obie ulice są jednokierunkowe, czyli jeśli zjeżdżamy Beach road, to udajemy się w kierunku Walking Street, a jeśli jedziemy Pattaya Sai Song, to udajemy się w kieruku słynnej soi 6.

Czy warto rezerwować hotele z góry? To kwestia indywidualna. Pattaya ma tak dużą bazę noclegową, że bez problemu można znaleźć coś „z buta”. Wszystko od 400, 500 batów w górę nadaje się już do spania. Oczywiście dla chcących standardu 4* lub 5* Pattaya również oferuje wiele opcji i w zaznaczonym przeze mnie obszarze znajdziesz wiele hotelu. Pokoje szukamy standardowo przez booking, agoda lub airbnb. O ile nie przyjeżdżamy w okresie typu nowy rok lub inne duże święta, bez problemu można znaleźć zakwaterowanie bez uprzedniej rezerwacji.

Do których hoteli można bez problemu przyprowadzać dziewczyny? Odpowiedź bardzo krótka – do wszystkich. Gdyby któryś hotel nie zgadzał się, lub próbował więcej skasować za gościa, szybko wypadłby z rynku, bo nie zapominajmy, 90% ludzi przyjeżdżających do Pattayi jeździ po to, aby grzmocić Tajki.

Gdzie imprezować w Pattaya?  

Pattaya mapa, Tajlandia, imprezy

Pattaya mapa, Tajlandia, imprezy

No to jedziemy z koksem 🙂 Kolejność losowa, nie daje niczemu priorytetów.

Beach road, czyli ten sam obszar w którym polecam spać, ma setki barów, restauracji, klubów go go, masaży, lasek sprzedających się na plaży, etc. Nie mam tu żadnych ulubionych miejsc, tego jest po prostu za dużo. Czuć nadmorski klimat, jest tam generalnie plaża, choć brzydka i woda brudna (druga plaża w Pattaya – Jom Tiem, jest lepsza), to zawsze zdjęcie można cyknąć i nogi zanurzyć. Lubię tam też na plaży się napić piwka w nocy.

Walking street – najpopularniejsze miejsce w Pattaya z setkami klubów go go, różnego rodzaju knajp gdzie można zjeść homara, lub wielkie krewetki, a także masa hoteli, głównie godzinowych (tutaj tip co czasami robię w weekendy. Ponieważ i tak chodzę spać około 6 rano, szukam hotelu dopiero o 4 w nocy i mówię, że będę spał do 18stej. Jeśli mają wolny pokój to bez problemu się zgadzają i za 700, 800 batów można się wyspać, zamiast robić check out o 12 w południe). Najlepszy klub go go na Walking Sreet to Windmill, jest chyba najbardziej hardcorowym w całej Tajlandii, gdzie dziewczyny chodzą z ręczniczkami podcierają sobie piczki, po tym jak klienci robią im minetki za 100 batów. Najlepszy klub nocny (według mnie) to Ibar. Jest to miejsce gdzie prędzej czy później większość lasek z go go, po zakończeniu pracy idzie dalej imprezować. Poza sezonem na jednego faceta przypada tam 5 lasek i jeśli jest odpowiednio późno, to możesz łapać te same laski która w go go chcą 3000, nawet za 1000 i to na całą noc. Więcej o cenach trochę później. Około 5, 6 rano otwiera się klub JP Pool gdzie pozostają niedobitki Pattajskie. Nie znajdziesz lepszych cen na laski niż w JP Pool nad samym ranem.

Soi Buakhao – jest to długa ulica na której znajdziesz najtańszą bazę noclegową (nawet za 300 batów), podobnie do beach road, jest tu masa masaży, barów z hostessami, restauracji, you name it. Jest tu również prowadzony przez francuza blow job bar, gdzie za 800 batów można dostać dodatek do piwa.

LK METRO – największy po Walking street zlepek baróg go go z cenami za drinki od 60 batów. Na ulicy można też zjeść taniego kebaba lub burgera.

Beach road soi 6 – jedna ze sławnych ulic w Pattaya, na której znajduje się ekstremalnie duża ilość barów z dziewczynami. Poza blow job barami, których jest tu z 5, i to takich hardcorowych, gdzie laski walą pały na sofach przy innych klientach, znajdziesz tu bary z pokoikami na górze. Za 1000 batów + 300 bar fine, możesz grzmocić niemal każda laskę na tej ulicy (za orale 700 / 800 bez bar fine)

Gdzie znaleźć laski za kasę i ile to kosztuje – o to się nie musisz bać, wszak to one znajdą ciebie. Ceny zależą nie tylko od jakości dziewczyn, ale od tego jak ty się prezentujesz. Jak masz blond włosy, niebieskie oczy i dobre ciało, to często udaje się i bez kasy, ale generalnie cena to 500 – 5,000. Kiedyś jakiś potwór oferował mi nawet za 320 (do dzisiaj nie wiem skąd to 20 – może inflacja?). W każdym barze i masażu możesz zabrać dziewczynę ze sobą po zapłaceniu bar fine, które w większości wypadków wynosi 300 batów. Jeśli nie chcesz płacić bar fine, to umów się z laską w Ibar po jej pracy i omijasz tą opłatę.  W go go zazwyczaj chcą co najmniej 2000, 3000 za krótki strzał, masaże około 1000, na plaży nawet za 500. Po drodze na wzgórze potwory mówią 300, pewnie polują na jakiś hindusów. Absolutnie najlepsze deale są w późno otwartych klubach nocnych typu Ibar, Insomnia, 808, Lucifer, JP Pool. Tam za 1000 – 2000 masz na całą noc. Naprawdę nie ma stałego cennika. Wszystko zależy od tego jak wyglądasz, czy rozbawiasz towarzystwo, czy zamulasz, czy umiesz negocjować, etc.

Gdzie znaleźć laski bez płacenia – najpierw pamiętaj, że 90% lasek w Pattaya to dziwki. Kiedyś myślałem, że ciężko jest znaleźć bez płacenia, ale szybko odkryłem, że nawet każda dziwka chce mieć chłopaka, lub po prostu lubi się ruchnąć z facetem który jej się podoba. Dodatkowo w Pattaya jest masa turystek z Bangkoku, zwłaszcza w weekendy i niekoniecznie są to dziwki. Moja taktyka – walczę tak długo aż się uda, nawet jeśli jest to 5 rano, a jeśli polegnę to zaczynam dzwonić do lasek z którymi już kiedyś się pukałem bez kasy i prawie zawsze się udaje. Mam co najmniej 3 miejsca w których mógłbym spać za darmo, ale nie po to jadę do Pattaya, żeby spędzać czas z jedną laską. Gdzie poznaje dziewczyny? Większość w Ibar i JP Pool, późno w nocy. Na drugim miejscu jest Facebook, codziennie dodaje mnie z 5 lasek i jak są fajne do je potwierdzam. Potem robię check in, że jestem w Pattaya (to dotyczy też innych miast) i z lasek  które klikają like i są na miejscu, zagaduje. Zdarzyła mi się też laska z soi 6, a także dziewczyna którą znam z prowincji Surin, a która przeprowadziła się do rodziny w Pattaya. Także podsumowując poznać można wszędzie. Moja taktyka – nigdy nie rozmawiaj o żadnych pieniądzach, bo jeśli zapytasz czy chce, to na 95% odpowie, ze tak. Takie miasto. Jeśli ona z własnej inicjatywy wyjeżdża z tematem odpowiadasz „to ty jesteś PROSTYTUTKĄ?! Myślałem, że też mnie lubisz, bo ja ciebie naprawdę lubię”. Jak mówi, że chce kasę, to atakuje następny cel. Uwaga techniczna – może się zdarzyć, że będzie chciała kasę dopiero rano, to się zdarza w Pattaya, ale wtedy też jesteś do przodu, bo nie umawialiście się na żadne kwoty, więc rzucasz 1000 i jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło, żeby marudziły, że za mało. W końcu nie umawialiście się na  żadne szczegóły.

Jak chodzi o wyrywanie bez kasy, to w Pattayi wymaga to trochę więcej skilla, jeśli nie idzie ci w Bangkoku, to nie spodziewaj się, że w Pattaya będzie łatwiej. I bądźmy realistami, jeśli jesteś gruby, masz 20, 30 lat więcej niż dziewczyna, to jej motywacją do spotykania się z tobą są tylko pieniądze. Dużo osób nie wierzy, że w Tajlandii w ogóle da się pukać bez płacenia, mnie nie zależy na tym aby kogokolwiek przekonywać – będzie więcej dla mnie. I chociaż uważam się za doświadczonego gracza, to moi znajomi też dają radę nawet w Pattaya, więc jak najbardziej się da, to nie ja jestem jakiś wyjątkowy. I dla tych którzy myślą, że „liczyła na coś więcej”, a ja „oszukałem”, to niby dlaczego spotykają się ponownie i ponownie, wiedząc, że nie mają z tego żadnej finansowej korzyści? Mam w Pattaya co najmniej 5 stałych gików, czyli lasek z którymi się rucham i zawsze chętnie się spotykają.

Co robić w dzień – Pattaya nie ma aż tak dużo do zaoferowania w dzień, ale dalej jest kilka świetnych miejsc jak np. wyspa Koh Larn, o której już pisałem na tej stronie. Dodatkowo jest bardzo fajne wzgórze widokowe, nurkowanie, etc (jeśli ktoś ma ochotę, to mogę polecić polską firmę na nurkowanie). Markety wodne, tygrysy i słonie to raczej gówno dla masowej turystyki, nie polecam.

Jeśli chcesz zobaczyć te wszystkie oraz bonusowe miejsca, to przypominam, że pracuję w turystyce od wielu lat i pokazuje Tajlandię zawodowo. Wypad w grupie do 4 osób od 120 USD. Przy większej ilości osób należy skontaktować się na maila. 

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

 

Z Bangkoku do Laosu motorem – 600 km na dwóch kołach


Po tym jak moja wiza pracownicza została trzykrotnie odrzucona przez urząd imigracyjny w Bangkoku, kilka dni temu postanowiłem udać się z tymi samymi dokumentami do konsulatu Tajlandii w stolicy Laosu. Pomimo tego, iż Laos nie jest moim ulubionym miejscem, a Vientiane jest 700 tysięczną wioską, w której po 12 w nocy ciężko spotkać żywą dusze na ulicy, to jednak tamtejszy konsulat ma opinię bycia najbardziej przyjaznym w rejonie. Wyjazd okazał się rozsądną decyzją i takoż po praz pierwszy od 7 lat pracuję w Tajlandii legalnie na wizie non-immigrant B.

Motorem z Bangkoku do Laosu

Motorem z Bangkoku do Laosu

Jak dostać się do Laosu? Najprościej oczywiście polecieć samolotem. Bezpośrednie połączenie na trasie Bangkok – Vientiane istnieje w linii Air Asia, choć dużo taniej wychodzi polecieć do miasta Udon Thani z Lion Air (30$ w każdą stronę), po czym przejechać lądem do granicy w Nong Khai (60 km) i przejść na drugą stronę. Vientiane jest tuż przy granicy, podróż zajmuje 20 minut i kosztuje 3$ za taxówkę lub jakieś drobne za autobus.

Ja jednak wybrałem inną opcję – postanowiłem przejechać całą trasę na CBR. Nie jest to oczywiście najbezpieczniejsza opcja, tym bardziej nie najszybsza, ale zdecydowanie najbardziej ekscytująca. Dodatkowo, będąc trochę jak przysłowiowy marynarz, który ma w każdym porcie inną, możliwość zatrzymywania się po drodze w moich ulubionych miastach i odwiedzanie koleżanek, przymówiła za tą właśnie opcją. A zatem w drogę…

Jak się jeździ w Tajlandii. Generalnie bardzo wygodnie – drogi są bardzo dobre, z północy na samo południe są duże autostrady, miejscami mają nawet 5 pasów w każdą stronę. Stacje benzynowe, restauracje, wodopoje etc, są w bliskich odległościach. Co 30 km są warsztaty w których można dokonać drobnych napraw w razie potrzeby. Generalnie przez większość trasy sunąłem 120km/h i była to przyjemna podróż. Oczywiście polecam pamiętać, że w Tajlandii na drogach ginie 30 osób dziennie, natomiast ja nauczyłem się prowadzić dopiero tutaj na miejscu (w Europie nigdy nie prowadziłem) i to właśnie w Tajlandii czuje się najbezpieczniej. Kiedy prowadzę w innych krajach, nie wiem czego się spodziewać po innych kierowcach. Tutaj wszyscy są przewidywalni.

Przejechanie z Bangkoku do Udon Thani zajęło mi około 10 godzin z postojami. Zalogowałem się do mojego ulubionego hotelu i nie tracąc czasu, odpaliłem Tinder i Thai Friendly. Na jakieś efekty trzeba było chwilę poczekać, a ja w między czasie ruszyłem zrobić rundę po barach. Swoją drogą, dobrze działa motor na laski, co chwile przybiegają zrobić sobie zdjęcie z zadają głupie pytania typu „czy jest szybki”.

O północy postanowiłem podjechać pod klub Phoenix. Duży, duży, błąd. Jak się jest po 5 piwkach, to lepiej wiedzieć gdzie są check pointy policyjne, bo inaczej się można wdupić, tak jak mi się to udało. Dmuchnięcie w alkomat i zapaliła się czerwona lampka. Ooops. Oficjalnie w Tajlandii grozi za to noc w areszcie (wypuszczają dopiero następnego dnia około 15stej) oraz szybka rozprawa sądowa i 20,000 batów kary. Wydmuchałem 0,65 i choć policja była całkiem przyjazna, jak to w tych rejonach bywa, to jednak zabrali mi motor i zaczęli proces aresztowania. Mnie się jednak śpieszyło, następnego dnia z samego rana musiałem już być w Laosie i nie było opcji, żebym spędzał noc w areszcie. Po 15 minutach negocjacji, policyjnym samochodem podjechaliśmy pod bankomat i musiałem wyskoczyć z 8,000 batów „bez wypisywania”. W drodze powrotnej w ostatniej chwili złapaliśmy policjanta, który odpalał już mój motor aby odwieźć go na komisariat.

W Bangkoku nigdy nie zatrzymuje mnie policja, ostatni raz chyba z 2 lata temu. Wynika to z tego, że znam każde miejsce w którym mogą się rozstawić i po prostu nie przejeżdżam przez te punkty. Stąd też moje złudne poczucie bezpieczeństwa, „skoro nie złapali mnie przez 7 lat, to na pewno i nie dzisiaj”. Więcej już na pewno nie mieszam alko z prowadzeniem, bo za drogo wychodzą ewentualne wpadki.

Oczywiście ochota na imprezę mi przeszła, za to zachciało mi się więcej alkoholu. Bary w Udon Thani są zamykane punkt 12, wtedy po imprezowych ulicach łazi mnóstwo ludzi. Zagadałem do jakiejś laski, żeby załatwiła mi piwerko i po 5 minutach oboje sączyliśmy  San Miguel light. Po pół godzinie byliśmy już w jej hotelu. Na początku wydawało mi się, że ona jest zwyczajnie mało kumata, dopiero w hotelu zauważyłem, że jest na haju. Skurcze mięśni, drapanie, łapanie się za głowę, wielkie czarne źrenice. Czasami wycoodziła do łazienki, tylko po to, żeby od razu wrócić. Innym razem mamrotała sama do siebie. Stawiam, że paliła Ice. Pytam co brała, mówi, że nic. Ale mnie się oszukać nie da. Była dobrze zrobona, więc bez tracenia czasu popchnąłem ją na łóżko i noc zakończyła się w typowy sposób. Tuż po akcie musiałem iść spać – zostało mi kilka godzin snu, więc od razu wróciłem do hotelu. Powiedziałem jej jeszcze na wyjściu, że jeśli naprawdę nic nie brała, to niech następnym razem nie zostawia drinka samego w barze, bo na 100% była na dragach.

Prowincja Loei

Prowincja Loei

Następnego dnia o 7 byłem już na trasie Udon Thani – Nong Khai. Z granicy udałem się prosto do konsulatu i wyszedłem bardzo zadowolony, gdyż moje dokumenty zostały przyjęte bez nawet żadnego komentarza. W Bangkoku co chwile im się coś nie podobało i musiałem uzupełniać dokumenty o same pierdoły typu zaświadczenie o niekaralności. Wiza kosztuje 2000 batów (zwykła turystyczna 1000).

W Laosie generalnie nie wolno spać z dziewczynami – to znaczy jest to prawnie zakazane i nielegalne. Teoretycznie jeśli chcemy iść z Laotanką do hotelu, należy pokazać akt małżeństwa. Dlatego też moim priorytetem przy wybieraniu hotelu było upewnienie się, czy aby na pewno mogę tam z kimś wrócić. W recepcji pytałem prosto z mostu czy nie ma problemu jeśli wrócę z dziewczyną i zabrałem pierwszy hotel który się zgodził u jakiś typków z Bangladeszu.

Po kilku godzinach snu, zabrałem się za odszukanie Bee – dziewczyny z którą spędziłem noc rok temu, kiedy byłem w Laosie. Niestety dała mi wyłącznie Line ID. Mam na liście jakieś 1000 kontaktów, więc przejechanie przez nie wszystkie kilkukrotnie aby ją znaleźć, zajęło mi dużo czasu i nie przyniosło efektu. Stawiam, że zmieniła imię i usunęła zdjęcie, bo nie udało mi się jej znaleźć. Druga próba – przejechałem przez cały Tinder aż skończyły mi się Like’i. Również fiasko. Ostatni desperacki akt – udałem się do baru w którym ją poznałem i pokazywałem jej zdjęcie obsłudze. W końcu znalazłem jedną barmankę która ją zna (choć nie ma do niej kontaktu). Powiedziała, że Bee już tutaj nie bywa, ponieważ wzięła ślub i jest siedzi w domu z mężem. Ehh…

Mój następny cel – Bor Pen Nyang. Dopiero teraz odkryłem ten bar i byłem przyjemnie zaskoczony, ponieważ był dość pełny, pomimo tego, że Vientiane to wieś i knajpy są raczej pustawe, a ludzie chodzą spać o 11, aby rano zasuwać na pole ryżowe. Sącząc browarka Lao zdążyłem się umówić z jakąś laską przez Tinder, miała podjechać do baru na motorku. W między czasie zawołała mnie do stolika inna Laotanka, która miała przy stoliku koleżankę i jakiegoś białego, jak się okazało – Polaka, który też mieszka w Bangkoku. Olałem laskę z Tindera i skupiłem się na tej z baru. Postawiłem jej drina, wypiłem jeszcze jedno piwo i o 12:30 zamknęli bar. Wtedy też, bez żadnych obiekcji poszliśmy razem do mojego hotelu, gdzie mieliśmy dwie rudny – nocną i poranną.

Tego dnia musiałem odebrać mój paszport z konsulatu i okazało się, że Laotanka akurat jedzie do Khon Kean w Tajlandii do chirurga, zrobić sobie sylikonowe cycki. Stać ją na sztuczne cycki, ale oczywiście nie zapomniała poprosić o 3 dolary na tuk tuka. Akurat miałem przejeżdżać przez Khon Kean w drodze powrotnej i dogadywaliśmy się, że pojedziemy razem motorem, ale ostatecznie zmieniła zdanie, bo do jej podróży chciała się przyłączyć jakaś koleżanka.

Laos jest super pod względem językowym, bo dosłownie każdy mówi tam po tajsku i to nie, że trochę, tylko płynnie, rozumieją dosłownie wszystko, włączając w to slang, a także problemu czytają tajski, nawet pomimo tego, że ich alfabet jest inny. Nie wiem czy laotańskie potrawy są takie same jak tajskie, ale jak im podawałem nazwy typu „pad pring geng tale” to przychodziły bez problemu i smakowały jak tajskie. Jednym z minusów Vientiane są ceny za jedzenie, co-najmniej 2 razy większe. Zarówno street food, jak i restauracje. W Tajlandii można jeść za 40 batów na ulicy i od 120 w restauracji. W Laosie było to razy dwa. Za to alkohol jest o połowę tańszy, więc akurat się wyrównywało.

Po odebraniu paszportu musiałem wracać jak szybko się da, ponieważ nie chciałem jechać motorem w nocy z ograniczoną widocznością. Niestety zanim przekroczyłem granicę, była już 15:30 i nie byłem w stanie zajechać daleko. Ostatecznie postanowiłem zmienić trasę i skręcić do prowincji Loei, gdzie znam pewną Tajkę, która wiedziałem na 100%, że będzie zainteresowana spędzeniem ze mną nocy. Co ciekawe, jest to jedna z Tajek, której jakiś życzliwy czytelnik przetłumaczył Azje Po Zmroku i „donosił”, że jestem bad boyem na którego trzeba uważać. Jak słodko, hehe 🙂

22894491_10213659548258875_8818801931646694715_n (1)

Motorem z Laosu do Bangkoku

Prowincja Loei przywitała mnie mrozem. 20C to dla mnie ekstremalna temperatura, było tak zimno, że nie bardzo mogłem jechać motorem. Ubrałem na siebie 3 koszulki i dalej dygotałem. Nic cieplejszego przy sobie nie miałem.

<<<Sekcja z Loei usunięta na prośbę dziewczyny o której tutaj pisałem>>> 

Było już po 12. Ja pojechałem prosto do klubu o nazwie Robot. Impreza mega fajna, tylko ja całkiem na trzeźwo – nie chciałem, aby znowu policja mnie zgarnęła. Piłem wodę gazowaną i robiłem wszystko co w mojej mocy, aby Tajowie nie polewali mi whiskey. Jak ktoś był w klubie tajskim to wie o czym mówię – Tajowie na widok białego muszą się stuknąć szklanką, a jak w szklance brakuje whiskey, to od razu leją ze swojej butelki bez pytania. Po jakiś 40 minutach zostałem zaproszony do stolika, 2 Tajów i 4 Tajki. Oczywiście była to wielka sensacja – farang mówi po tajsku. Bombardowali mnie tymi samymi pytaniami z każdej strony, ale dzięki temu szybko „zgrałem się” z jedną z dziewczyn. Przytulaliśmy się, tańczyliśmy razem i byłem już na 90% pewny, że noc skończymy razem. Sytuacja mnie bardzo wciągnęła, ponieważ rano zrobiłem Laotanke, wieczorem Tajkę z Loei, a tu mi się klei trzecia laska i przyznam, że zrobienie trzech w jeden dzień byłoby moim życiowym rekordem. Niestety, kiedy tylko wypili flaszkę, wszyscy zebrali się razem. Na pytanie czy nie chce zostać ze mną, powiedziała nazwę baru gdzie pracuje i, że mogę ją tam odwiedzić następnego dnia, ale dzisiaj będzie już wracać. I dupa a nie rekord, ciężkie życie.

Rano następnego dnia planowałem przejechać 420 km do Lopburi, ale okazało się, że mam klienta na następny dzień, więc ostatecznie skończyło się na 600 km rajdzie aż do Bangkoku. Przejechanie przez Loei było naprawdę zajebistym doświadczeniem – super góry, wysokie i ładne, nawet nie wiedziałem, że gdzieś poza okolicami Chiang Mai są tak wysokie góry w Tajlandii. Co chwile ostre zakręty, ale mając pożądany motor z dużymi oponami, gibanie się na nich było super zabawą… Po około 10 godzinach dojechałem do Bangkoku i tego dnia nie miałem już siły na nic – udałem się prosto do łóżka. Te kilka dni spania po pare godzin zostawiło odcisk na kondycji. Mimo to, było zajebiście i ciesze się, że nie leciałem samolotem.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Yangon – raport z największego miasta Birmy


Dzisiaj nietypowy artykuł, albowiem Birma jest bardzo nietypowym miejscem w SEA. W skrócie – nie ma tam kurwa nic. Kiedyś już pisałem raport z Birmy na tej stronie, byłem w Mandalay, Bagan, Inle oraz jedną noc w Yangon. Wtedy też obiecałem sobie, że do Yangon kiedyś powrócę na trochę dłużej, ponieważ było to jedyne miejsce godne uwagi. Podczas poprzedniego wyjazdu, większość kontaktów z dziewczynami ograniczała się do dostawania numerów telefonów na ich stare nokie przypominające cegłówki, po czym nie dało się do nich w ogóle dodzwonić – zwyczajnie nie odbierały telefonu. A jak było tym razem? O tym dowiesz się z poniższego artykułu.

Birma, Yangon

Birma, Yangon

Jak się dostać do Birmy? Większość lotów jest oczywiście na trasie Bangkok – Yangon, ceny są bardzo przystępne, za około 100$ można lecieć tam i z powrotem. Z wjeżdżaniem do Birmy lądem jeszcze do nie dawna były duże problemu, jak jest teraz, nie jestem pewien, ale znając ich stan dróg, jechanie tam lądem jest raczej słabym pomysłem, zwłaszcza, że bilety na samolot są bardzo atrakcyjne.

Wiza. Wjeżdżając do Birmy należy mieć wcześniej wizę, którą zdobywa się na dwa sposoby – albo w ambasadzie Birmy, albo prościej – przez internet za 50 USD. Wiza przychodzi do 3 dni roboczych.

Zakwaterowanie – infrastruktura w Birmie jest marna, hoteli nie jest dużo i są przenocowane o słabej jakości.  Jak zawsze polecam Airbnb, czyli stronę w której wynajmuje się mieszkania od prywatnych osób. Tak też zrobiłem tym razem i miałem całym 1 bedroom apartment dla siebie za 25 USD, przy People’s Park. Powodem dla którego zdecydowałem się na cały apartament, był motywowany głównie brakiem recepcji. Podczas ostatniej wizyty w Yangon, „miła” recepcjonistka nie chciała wpuścić mojej laski, ponieważ nie miała ona przy sobie żadnego ID i zamiast spać w fajnym hotelu zapłaconym przez firmę, musiałem biegać i szukać jakiejś taniej speluny gdzie łaskawie wpuszczą moją birmańską landrynę. Tutaj dodam jeszcze, że Airbnb oraz jakikolwiek wynajem mieszkań tudzież pokoi od osób prywatnych jest w Bimie nielegalny.

Transport – taxówki w Yangon, choć jeżdżą bez licznika i trzeba się targować, są śmiesznie tanie. Za dojazd z lotniska do apartamentu zapłaciłem 5 USD. Większość kursów w mieście można zrobić za 2, 3 USD. Oczywiście trzeba się chwilę potargować, ale trwa to dużo krócej niż w sąsiedniej Tajlandii.

Jedzenie – street food wygląda trochę podle, smakuje dobrze, ale ma inny problem – jego wartości odżywcze są bardzo marne. Znikome ilości białka oraz błonnika, czyli dwóch najbardziej wartościowych składników. Zwykły street food kosztuje jakieś 0.75 USD, ale żeby zjeść jak człowiek, czyli mieć np. jakieś mięso w ryżu zamiast jednego jajka, trzeba zapłacić 3 USD.

22154225_10213423535078693_425547476583212800_n

Birma, Yangon

Alkohol – ceny alkoholu są takie jak w Tajlandii, czyli drożej niż w Polsce, ale zdecydowanie taniej niż w krajach muzułmańskich. Duże piwo w sklepie to niecałe 2 USD, w klubach zasadniczo nie dużo drożej, przy czym prawie każdy klub życzy sobie 10 USD za wejście. Lane piwo w barze również wychodzi tanio.

Co zwiedzać w dzień – to jest strona o życiu nocnym, więc nie będę się rozpisywał, ale powiem jednym zdaniem, że w ogóle nie ma czego zwiedzać. 5 milionów ludzi w mieście i najciekawsze miejsce to park w którym młodzież chodzi się ruchać w krzakach zakryci  parasolką lub dwiema (nie żartuję). Są oczywiście jakieś kamienie na kamieniach, świątynie i inny kicz typu Szwedagon pagoda, czy Sule. Nie warte nawet minuty uwagi. To oczywiście moja subiektywna ocena, jak ktoś się nie zgadza, to niech sobie przekreśli to zdanie markerem na monitorze i dopisze co uważa za bardziej stosowne.

Kluby – liczba klubów wygląda całkiem imponująco, ale niestety jak się zacznie po nich chodzić, to się okazuje, że jest trochę tragedia. Najbardziej polecanym jest klub / bar o nazwie Emperor, który jest zwykłym burdelem. I najgorsze, że ten burdel, był najciekawszym miejscem w całym Yangon :/ Miejsce było nietypowe (wjazd – 8 USD), bo zaraz na wejściu dosłownie atakuje cię 10 lasek i prawie cię rozrywają na strzępy, żebyś tylko którąś zabrał na dupcing do hotelu. Do tego co minutę podchodzą nowe dupeczki i próbują się lepiej zareklamować niż te które już na tobie wiszą. Nie sępią na żadne drinki, przynajmniej mnie żadna nie pytała, chociaż jak zobaczyłem jakie tam tanie piwo (2 USD), to kupowałem im z własnej woli, ale to dopiero po 15 minutach jak obczaiłem o co w ogóle chodzi w tym miejscu. Na środku jest tak zwany fashion show, czyli niby lepsze dupy prezentują wdzięki i kupuje im się kwiatki w ramach adoracji, podobnie jak w innych krajach lady-drinki. Te dziewczynki z fashion show też atakują klientów, tylko zamiast pytania o 70 USD, starują z 100 USD za noc. Ceny są na pewno do negocjowania. Laski z fashion show pracują dla klubu, reszta to freelancerki.

Klub Vibe – sausage festival, czyli 80% faceci i 20% lasek, z których większość przyszła już z jakimiś kolesiami. Spośród tych kilku które były same, prawie żadna nawet na mnie nie spojrzała. Zagadałem do jednej, jej kompletny brak angielskiego uciął rozmowę na starcie.

Harry Bar – znajduje się w Myanmar Plaza, wygląda na całkiem fajne miejsce, masa ludzi, dużo międzynarodowego towarzystwa. Prawie bym polecał, gdyby nie to, że po zamówieniu paru piwek i kilku przekąsek, przyszedł rachunek na 100$. Zaraz jakieś Janusze którzy kładą kafelki Niemcom będą krzyczeć, że przecież 100$ to jest nic, oni jak są na wakacjach w Azji 2 tygodnie w roku, to się muszą poczuć jak królewicze, więc celowo przepłacają za wszystko 6 razy. Natomiast 100$ to jest miesięczna pensja Birmańczyka, więc z tego względu nie polecam.

The Penthouse – fajna miejscówka ze spoko widokiem, coś prawie jak Sky bar, byłem tu na randce z filipinką (więcej o tym później). Niestety, wbrew temu co powiedziała mi filipinka, czyli że jakoby jest to „meat market”, gdzie przychodzi dużo  zajebistych dupeczek szukających białej kiełbasy, poza nami było tam faktycznie kilka rzeczywiście fajnych sztuk, ale wszystkie przyszły z jakimiś starymi Japończykami. Podsumowując – dobre miejsce na przyprowadzenie dziewczyny, ale absolutnie nie to poznawania.

The Muse – totalna porażka. Oczywiście płatne wejście, żeby klienci nie uciekli od razu. W środku może 6 osób, o dziwo były jakieś wolne dziewczyny, to się trochę pomizialiśmy, aczkolwiek ich jakość była słabiutka. Jedyną fajna kumpel od razu dorwał, dla mnie już nic nie zostało ciekawego. Dodam, że było to w sobotę około 12 w nocy. Omijać.

Pioneer – jeden z najbardziej polecanych klubów. Byłem tam o 22, kiedy w środku były same dziewczyny i zapowiadało się bardzo dobrze, chociaż po sposobie ubierania się, widać było, że to 90% dziwki. W pewnym momencie przyszedł nawet do mnie ochroniarz i powiedział, że laski zapraszają mnie do stolika, ale ich pierwsze pytanie to „what hotel you staying at” (czyli – szybko sprawdźmy czy śpi w drogim hotelu i jest warto marnować na niego czas). Jak powiedziałem, że mam apartament, to chyba nawet nie zrozumiały o co mi chodzi. Anyway, uciekłem szybko bo to były jakieś sztywne dziwki ewidentnie. Koło godziny 11:30 klub zrobił się pełny. Fajnie, nie? Wcale nie! Znowu 90% facetów i 10% lasek. Tragedia. Kumpel pytał się jakiś dziwek po ile chodzą, zaczynały od 100$.

Umawianie się przez internet

DateInAsia – na Birme jest całe 4 profile 😀 Oczywiście napisałem do wszystkich i dwie nawet odpisały, ale żadnej nie było w Yangon. Mam na FB kilka Birmanek, to samo – żadnej nie ma w Yangon.

Tinder – ostatnia nadzieja. Na Tinderze przejechałem przez wszystkie profile. 95% to obcokrajowcy. Rozmawiałem z Tajką, Wietnamką, Singapurką i Filipinkami. Miałem match z jedną Birmanką, ale miała tylko jedno zdjęcia które było niewyraźne, więc chatowałem z innymi laskami. To już był 3 dzień bez żadnego walenia, więc robiłem się trochę zdesperowany, nie jestem przyzwyczajony do takich długich przerw. Najbardziej podobała mi się Wietnamka, ale pracowała wieczorem. Singapurka też była spoko, ale bałem się, że nie pójdzie się ruchać na pierwszej rance, a ja już miałem ostatnią noc. Padło więc na Filipinkę.

Innych aplikacji / stronek nie próbowałem btw.

Randka z Filipinką – niemiła niespodzianka, Filipinka się prezentuje… grubo ;( to znaczy nie należy do najchudszych, co na zdjęciach sprytnie ukryła. Pierwsza myśl to uciekać, ale Filipinka mieszka w Yangon 11 lat, jej dziadek jest jednym z generałów armii rządzącej Birmą i twierdziła, że zna najlepsze miejsca w Yangon, w co jej wierzyłem, ponieważ mówiła w lokalnym języku. Tak więc postanowiłem się z nią trochę pobujać. Faktycznie zabrała mnie w pare miejsc które prezentowały się relatywnie lepiej, ale nie ma nawet czego porównywać z Tajlandią. Filipinka cały czas płaciła za taksówki i połowę rachunków, twierdząc, że rzekomo zarabia 2,800$ miesięcznie. Cały czas mówiła jakie ma zajebiste życie z powodu pieniędzy i jak jej się dobrze żyje. To się jednak zmieniło wraz z ilością piw które wypiliśmy i – najebana – zaczęła prawie płakać, że nic w życiu nie robi, tylko pracuje, ostatni raz ktoś ją wyruchał 3 lata temu i musi codziennie bawić się cipką do filmów z redtube. Potem nastąpiło chyba z 10 sugestii, że moglibyśmy razem udać się do domu, ale jej atrybuty fizyczne mnie nie przekonały i zrezygnowałem.

W drodze do domu, taxówkarz uparł się, żeby wciskać mi jakieś dziwki. Akurat chciałem zobaczyć co mają „na ofercie” i za ile, więc się zgodziłem. Jeździliśmy więc po jakiś podejrzanych miejscach i do taxi wsiadały po 2 sztuki dziewcząt, które jak towar na półce miałem oglądać w pół mroku. Oczywiście zero angielskiego każda po kolei. Pierwsze dwie sztuki miały miny jakby ktoś je zmuszał. Powiedziałem taxówkarzowi, że ich nie chce właśnie z powodu tych min. Zrobił telefon i następne dwie wsiadają z ewidentnie sztucznym uśmiechem. Haha. Cena startowa 80$ za noc, łatwo dało się zbić do 50$. Kierowca chciał, żebym dał alfonsowi kasę. Nie trzeba być geniuszem, żeby przewidzieć, że jeśli ktoś chce kasę za ruchanie z góry, to znaczy, że serwis będzie tragiczny. Wykorzystałem to jako wymówkę, aby wysłać je na drzewo i spędziłem 4 noc sam.

Bilans 4 dni w Yangon – zero seksu, kompletnie nic. Mogłem oczywiście zrobić pulpeta, ale co to za przyjemność. Scena randkowa w Birmie jest bardzo uboga, praktycznie jedyna opcja do obcokrajowcy, których na szczęście trochę jest. Dziwkarstwo istnieje, ale i słabo cenowo i wszystkie jakoś mechanicznie, bez życia. Nawet mi przeszło do głowy, że te co wsiadały do taxi mogłby być do tego zmuszane (aczkolwiek nie wiem jak jest naprawdę.)

Mój rating Birmy 2/10. Tajlandia i Filipiny 10/10, tak dla porównania 🙂

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

 

 

 

Wywiad dla magazynu Twój Weekend


Wywiad dla magazynu Twój Weekend

Wywiad dla magazynu Twój Weekend

Twoj weekend: Czytając Twojego bloga można odnieść wrażenie, że czyta się opowieści wyssane z palca kumpla, który zawsze miał słabość do fantazjowania, tymczasem to jest Twoje prawdziwe życie. Czy często spotykasz się z niedowierzaniem w Twoje historie?

Michal Forsaken: Nie często, ponieważ większość ludzi którzy czytają moją stronę to stali bywalcy Azji i dobrze wiedzą jak łatwo poznać dziewczyny będąc białym facetem w Tajlandii, czy na Filipinach. Ja nie jestem jakiś wyjątkowy, większość moich znajomych, którzy mieszkają w Bangkoku kilka lat, ma na „liczniku” 3 cyfrowe ilości Tajek. To nie jest jakaś sekretna wiedza. Jeśli jakiś hipotetyczny Janusz jest w stanie wyciągnąć dziewczynę z klubu w Warszawie raz w miesiącu, to w Bangkoku będzie mu się udawało 5 razy częściej. Za samo bycie europejczykiem ma się tutaj +75%. Natomiast jeśli ktoś nigdy nie jest w stanie poderwać żadnej polki, to może mu nie wychodzić i tutaj, z czym również się spotykałem.
Są oczywiście osoby które nie wierzą w moje historie. Mnie to osobiście rozbawia, bo czy moje życie jest naprawdę tak nietuzinkowe, ażeby ktoś mógł powątpiewać w jego prawdziwość?

TW: Rajskie wyspy, cudowny klimat, imprezy, laski… czy nie czujesz czasem, że żyjesz jak w śnie?

MF: Mieszkam w Tajlandii od ponad 6 lat, przez pierwszy rok faktycznie czułem się jak gdybym zhakował własne życie. Ten okres jednak przeminął. Wyprawa na rajską wyspę, czy przespanie się z kolejną tajką jest czymś normalnym, wręcz rutyną, a imprezy w Bangkoku zwyczajnie mi się znudziły. Co innego, gdy wyjeżdżam na weekend do jednego z sąsiednich krajów, wtedy część początkowych emocji powraca.

TW: Często organizujesz podróż życia Polakom? Ile kosztuje taka przyjemność?

MF: To zależy od sezonu. Od listopada do lutego mam klientów praktycznie codziennie, natomiast kiedy w Polsce zaczyna się ładna pogoda, a u nas w Tajlandii sporo leje ze względu na porę deszczową, w turystyce następuje zapaść i rzadko kiedy mam więcej niż 2 grupy tygodniowo. Ceny zależą od tego, czego życzy sobie klient. Za samo zwiedzanie Bangkoku dla kilku osób nie wychlodzi duzo. Jeśli grupa liczy więcej niż 5 osób, to raczej potrzebny nam jest minivan z kierowcą, co oczywiście zwiększa koszty. Organizuję też wyjazdy w okolice Bangkoku, czyli do Pattaya, Kanchanaburi, Ayuthaya, etc. Zasadniczo jestem w stanie zorganizować wszystko czego potencjalnie może potrzebować przyjezdny do Tajlandii.

TW: Odwiedzają Cię też Polki? Mają ochotę na zabawę z Tobą czy bardziej z Azjatkami/Azjatami? 

MF: Odwiedzają. Są to dziewczyny lub żony czytelników Azja Po Zmroku. Nie za bardzo rozumiem co masz na myśli poprzez zabawę? Jesli chodzi o zabawy ze mna, to raczej nie. Raz dostałem maila od dziewczyny przedstawiającej się jako fanka, innym razem zaproszenie na spotkanie jeśli będę w rodzinnym Bielsku, ale nigdy rozmowa na seksualny tor nie zeszła.

TW: Bardzo często wyruszając w Azję na „podbój serc Azjatek” Europejczycy boją się chorób przenoszonych drogą płciową. Jak się przed nimi chronić? Oprócz prezerwatyw są jakieś sprawdzone sposoby, żeby nie przywieść do domu jakiegoś choróbska?

MF: Nie ma innego sposobu niż prezerwatywy. Problem oczywiście istnieje, polecałbym zabezpieczać się za każdym razem, ponieważ żółtaczką, opryszczką, czy HPV, bardzo łatwo się zarazić. Nie jestem lekarzem, więc nie chcę się rozwodzić na ten temat. Powiem tylko tyle, że nigdy nie spotkałem osoby z HIV w Tajlandii, za to podczas pobytu w Londynie, miałem do czynienia z takimi osobami. Jak wszędzie na świecie, grupy największego ryzyka to homoseksualiści oraz prostytutki.

TW: To prawda, że prezerwatywy w Tajlandii są droższe od pary butów?

MF: Skąd te bzdurne informacje? Prezerwatywy kosztują 4 zł. Durex jest droższy – 10 zł. Najtańsze buty – trampki – są dostępne w Tesco za 25 zł, ale raczej większość butów to koszt około 50 zł. Oczywiście w Tajlandii płaci się w batach, nie złotówkach.

TW: Czy jest jakaś granica/doznanie, które chciałbyś przekroczyć/przeżyć?

MF: Szczerze to nie zastanawiałem się nad tym. 2 dziewczyny już były, to może teraz 3? Haha.

TW: Jakie jest Twoje największe marzenie?

MF: Pasywny dochód, tak abym mógł poświecić 100% czasu oddawaniu się hedonistycznym przyjemnością

TW: Opisz proszę pierwsze 30 sekund rozmowy z dziewczyną, którą chcesz zaprosić do hotelu.

MF: To zależy od sytuacji. Zazwyczaj mówię, abyśmy przenieśli się do mojego mieszkania poprzytulać się, ponieważ w miejscu publicznym nie wypada. Inną alternatywą jest zaproszenie na film, naukę angielskiego, lub przeniesienie się do klimatyzacji, ponieważ w Tajlandii zawsze jest gorąco. Zawsze obiecuję, że na 100% nie będzie seksu i na 95% i tak będzie 🙂

TW: Piersi czy pupa?

MF: Tajki są generalnie mało krągłe i chudawe. Pomimo tego, że kiedyś był to mój typ, po ponad 6 latach przerabiania prawie takich samych figur, jestem bardzo spragniony dużych piersi, więc jeśli potencjalna kandydatka takowe posiada, to duży, duży plus. Zdecydowanie piersi.

 

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

 

Dżakarta – raport z Indonezji


W dzisiejszym wpisie będzie o Indonezji, a dokładniej o jej stolicy – Dżakarcie. W kraju byłem zaledwie dwa i pół dnia, więc ani nie jestem ekspertem, ani nawet nie wiem co o nim myśleć Głównym powodem dla którego się tam udałem była rekomendacja znajomego Belga, który pracował w Dżakarcie przez 2 lata. Jak twierdził – spodoba ci się na pewno, imprezy lepsze niż w Bangkoku, dziewczyn  nie brakuje, są chętne do poznawania obcokrajowców jak Filipinki, konkurencji prawie brak, a ich muzułmańska dusza nie przeszkadza im w braniu drugów, czy waleniu się w dupę z nowo poznanym facetem. Innymi słowy, namówił mnie i niniejszym zdaje mój bardzo subiektywny raport.

Indonezja, Dżakarta

Indonezja, Dżakarta

Na lotnisku w Dżakarcie wylądowałem o godzinie 11 w nocy, po niespełna 4 godzinnym locie z Tajlandii. Na lotniku kupiłem kartę sim za z pakietem na internet (około 15$) i wskoczyłem w Blue Bird taxi. Taxówki w Dżakarcie bez problemu jeżdżą z licznikiem i są minimalnie droższe niż w Tajlandii – czyli dalej ekstremalnie tanie. Dżakarta podobno ma najgorsze korki na świecie, porównywalne do Manili – pewnie przez godzinę, ale na nasze trasie było zero ruchu na bardzo szerokich, wielopasmowych ulicach. Wyobrażałem sobie Dżakartę jako jakąś straszną dziurę, tymczasem miasto, podobnie do innych Azjatyckich stolic, ma masę naprawdę wysokich wieżowców i robi duże wrażenie. Do tego wcale nie było brudno, a liczba ludzi ubranych jak na porządnych muzułmanów przystało sięgała może 30%.

Akurat mój znajomy Belg również był w Dżakarcie wraz ze swoją Filipińską dziewczyną, więc chciałem spać w tym samym hotelu. Ponieważ Belg zarabia dużo pieniędzy, byłem przygotowany wykosztować się trochę na hotel, tymczasem New Memories cafe okazało się jakąś masakryczną ruderą za 10$, do której wstyd przyprowadzić dziewczynę. Faktycznie na dole była bardzo klimatowa knajpa z najtańszym piwem w mieście (3,50$) i miksem lokalnych z obcokrajowcami. Knajpa znajdowała się na Jalan Jaksa, czyli lokalnym odpowiedniku Bangkockiego „Khao San”, chociaż chyba ze 100 razy mniejsze. Właściwie porównywanie tego do Khao San jest śmieszne, bo na całej ulicy są może 4 bary i pare tanich hoteli.

Szybki browarek, check in, i czas ruszać w drogę. Jest już 1 w nocy. Obiecuję sobie, że jutro znajdę coś lepszego do spania, bo mi uciekną laski jak je przyprowadzę do tego pokoju. Pierwszy cel, oczywiście polecony przez Belga – klub Bats w piwnicy hotelu Shangri-la. Wejście do klubu 10,5 USD z jednym drinkiem w cenie (w środku małe piwo 7,5 USD). Już przy kupowaniu biletów jakaś dupeczka zawiesiła na mnie oko, ale chce szybko zobaczyć co się dzieje w środku, bo noc się zaraz skończy. Przy zejściu po schodach ta sama laska udwala, że nie może zejść po schodach w szpilkach i czy może mnie złapać za rękę. Wchodzimy do środka i ona daje mi swój voucher na drinka, żebym jej przyniósł jakieś martni. Patrzę ile dupeczek w środku, masakra, i wyglądają na takie które lubią „ten sport”, to znaczy wieszając się na kolesiach i nie wyglądają na wstydliwe. Miałem zgryza czy szukać lepszej, czy zostawać z tą która się do mnie przykleiła (dałbym jej 7 / 10, ale było trochę lepszych sztuk w środku). W końcu stwierdziłem, że zostaje z tą samą. Ona się non stop po mnie wieszała. Kupiłem po jeszcze jednym drinku dla nas i obserwuje co się dzieje. Przechodząca laska dała mi klapsa w dupe, inne się na mnie patrzą. Myślę sobie, o qrwa nowy raj na ziemi znalazłem. Dobra, nie ma co wydawać kasy na driny, pytam mojej czy idzie ze mną dalej do baru gdzie miałem spotkać się z Belgiem, na co ona bardzo niespodziewanie „ok, we can go, but… i want money”. Haha, kubeł zimnej wody na głowię, czyżbym był w klubie z dziwkami i stąd ich mega zainteresowanie???

Wsiadam w taryfę i jadę do Belga. On oczywiście przyznał, że Bats to taki odpowiednik Climax w Bangkoku, czyli klub z dziwkami. Bardzo mi się podobało tam w środku, ale trochę go zjebałem, bo jestem tylko jeden weekend w Dżakarcie i jak chce jakąś Indonezyjkę upolować to nie mam czasu bawić się z dziwkami. Polecił mi kilka innych klubów, ale tej nocy była już 4am, więc odpadłem. W pokoju okazało się, że nie ma wody w łazience, więc nie mogłem zmyć smrodu papierosów, których nienawidzę. Poszedłem spać brudny i śmierdzący, wstałem o 12 i…. dalej nie ma wody. Od razu ewakuacja do hotelu obok. Cena 20$ za hmm…. W innych krajach Azji za 20$ już można w miarę ok spać, tymczasem ten hotel nie był wart tych pieniędzy. Za to działa woda, klimatyzacja i nie było brudno. Nie chcąc tracić czasu na szukanie, zostaje w tym prze-cenowanym hotelu i idę szukać śniadania.

W Indonezji (przynajmniej w Dżakarcie) nie ma taniego żarcia jak w innych krajach Azji. To znaczy street food jest, ale kosztuje około 3$, za co w Tajlandii można już w tańszych restauracjach zjeść.

Tego dnia nie chciałem tracić czasu więc uderzam w internet. Miałem już ustawione z 5 randek z Date in Asia i z Tindera, ale ostatecznie skusiłem się na inną ustawioną randkę, której geneza była takowa: mam w Bangkoku znajomą z Dżakarty, jest bardzo fajna, szydzi z ludzi religijnych, lubi imprezować i uwielbia się ruchać. Jej problem jest natomiast, że jest zwyczajnie brzydka, więc ja jej nigdy nie dotykałem. Za to bez problemu mogłem jej się zapytać, czy ma w Indonezji więcej koleżanek które podobnie jak ona uwielbiają skakać na białym pytonie. Od razu dała mi kontakt do koleżanki i śmiejąc się, że ” sprzedała koleżankę jak  alfons”, mówi, że z tą na pewno będzie fajnie. Pisze do koleżanki z tekstem, „so, Misha says you are cool”. Po kilku minutach konwersacji mówię, że potrzebuje lokalnego przewodnika z którym można się czasem poprzytulać, na co ona od razu odpisuje: „you mean, you want to fuck me? you can be honest with me, I’m open minded”. Nie chciałem jej spłoszyć, więc mówię że zabiorę ją na drinki i zobaczymy jak się potoczy noc. Wyglądało na to, że mogłem od razu zaprosić do pokoju, ale wolałem nie ryzykować, bo pierwszej nocy był fail i wróciłem do hotelu sam.

Wieczorem wpada owa koleżanka o imieniu L. Idziemy na piwo i po może 2 butelkach ona kompletnie odpada i dosłownie zjeżdża z krzesła. Z rogu spogląda na nas dziwka która poprzedniej nocy próbowała mnie namówić przez 2 godziny na swoje usługi i miała takie ewidentne wkurwienie w oczach, że jej nie chciałem, a teraz w to samo miejsce z inną przyszedłem. Hehe. Anyhow, wykorzystuje sytuacje i zabieram ją do hotelu.

W środku już bez żadnych oporów od razu dupcing. Spodziewałem się, że będzie miała umiejętności gwiazdy filmów xxx, tym czasem ona nawet nie umiała porządnie rozłożyć nóg. Do tego dławiła się i krztusiła tak jakby nie lubiła smaku parówki, więc nawet nie skończyłem. Mówię jej, żeby sobie poszła spać, a ja dalej na miasto. Ogólnie słabe doświadczenie, to była moja pierwsza Indonezyjka!

Zaraz po wyjściu poznałem przystojnego Szwajcara z blond włosami i stwierdziłem, że będzie niezłym wingmenem, wygląda na takiego, który bez problemu będzie wyrywał laski, więc proponuję, żebyśmy pojeździli po mieście i zobaczyli co da się wyhaczyć. Miałem jeszcze tylko tą noc i następną, więc nie chciałem tracić czasu. Po drodze poznaliśmy jakąś lokalną laskę i Włocha który mieszka w Indonezji 10 lat. Ja i Szwajcar chcieliśmy jechać do jakiegoś porządnego klubu bez dziwek, Włoch na odwrót – w końcu ustaliliśmy, że wejdziemy na dzbanek piwa tam gdzie chce Włoch, a potem pojedziemy tam gdzie my. Wsiadamy w taxi i jedziemy do Blok M, jest to jedna z dzielnic czerwonych latarni w Dżakarcie, ale nic tam nie widzieliśmy oprócz tego jednego klubu, w którym chociaż nie było wejścia płatnego, to drinki kosztowało około 8$. Nazwy niestety nie pamiętam, ale zapewne nie ma w Blok M dużych klubów nocnych, poza tym jednym. W środku typowa dziwkarnia, laski się kleją i szukają klientów. Dużo bardziej ordynarnie niż w tym wczorajszym Bats w którym byłem. Oczywiście tak jak stawiałem, Szwajcar ma duże powodzenie, nie tylko u dziwek, ale i u naszej landrynki która się do nas przykleiła już na Jalan Jaksa i jeździ z nami wszędzie.

Wyskakujemy z Blok M i jedziemy do X2 club, który ma być klubem na poziomie. Włoch odpada bo nie chciał płacić wejściówki koło 15$. Jesteśmy w 3, ja, Szwajcar i ta Indonezyjka która szuka białego bolca na noc. Ja wyskakuje z kasy, Szwajcar rzuca drugie 15$, a laska nic i mówi, żeby za nią zapłacić. Oj, nie, nie, ja nie z takich 🙂 Mówię do niej „jak zrobisz loda Szwajcarowi, to na pewno ci kupi bilet”, ona mówi od razu „ok”, zadowolona, on też zadowolony. Każdy szczęśliwy, qrwa jak ja łatwo problemy rozwiązuje. W środku dobra impreza, widać, że zupełnie inny sort ludzi. Było parę klejących się lasek, ale ZDECYDOWANIE mniej, tańczyłem może z 4, z jedną się przylizałem i to by było na tyle przygód. Zamknęli nam klub, więc trzeba było wracać. Dużej straty nie było dla mnie, bo a) tego dnia już bzykałem, b) miałem zajęty pokój, w którym dalej śpi moja księżniczka która się za bardzo nie umie ruchać.

Rano postanowiłem pozwiedzać miasto i wykorzystać przewodnika którego miałem w pokoju. Byliśmy w meczecie, w parku, w starym porcie i jakieś centra handlowe, markety, etc. Nie ma co się rozpisywać, to nie jest blog podróżniczy. Ja jeżdżę po świecie i robię inspekcje lokalnych dziewczyn, zabytki są mało ważne 🙂

Wieczorem chciałem się już pozbyć L., bo jako że była to moja ostatnia noc, to fajnie byłoby jeszcze dupnąć coś nowego przed powrotem. Pytam się więc, czy mogę ją już zostawić, bo umówiłem się ze Szwajcarem, na co ona, że „naprawdę już się rozstajemy?” – trochę rozczarowana – „a mogłabym wsiąść u ciebie prysznic jeszcze?”. Mysię sobie trochę dziwne – prysznica nie ma w domu, czy jak? Ale jako że mam dobre serduszko, to jej pozwoliłem.

W hotelu widzę, że ona się nie śpieszy pod ten prysznic. W końcu prawie na siłę ja wywaliłem pod shower i nie miała już wymówek, żeby zostać, więc… zaczęła mi walić gałę jak rozmawiałem o biznesach przez telefon. W przeciwieństwie do wczorajszego dymanka, tutaj się postarała i odwaliła zajebistą 20-minutową robotę. Na koniec zażyczyła sobie, abym odwdzięczył się tym samym, ale że mi się czas kroczył, to mówię, żebyśmy się zbierali. Widzę, że ona nie bierze swoich rzeczy, eeeee. Nie wracasz do domu? – pytam. Nie, idę z tobą na imprezę.

No chyba nie bardzo 🙂 Mówię jej, że idę ze Szwajcarem na „guy’s night out”, i dziewczyny  w naszej ekipie to tak nie za bardzo. Na co ona mówi, OK, to ja tu poczekam na ciebie w hotelu.

Tu już mnie naprawdę brał wkurw bo ile razy można sugerować, żeby sobie już poszła. Powiedziałem jej wprost, że wolałbym aby już wróciła do domu. Jestem wdzięczny za ruchanie i pokazanie mi miasta, ale nie chciałem mieć dziewczyny z którą teraz mieszkam. Laska w końcu zczaiła o co chodzi i wsadziłem ją w taxi. Jeszcze nie pojechała 5 minut, a już pisze, że zapomniała klapki w moim pokoju. Taaa, jasne, napisałem, że klapki będą czekać w recepcji, bo przykleiła się jak na super glue i nie dało się jej wysłać z porotem.

Szwajcar gdzieś przepadł, to znaczy ruchał jakąś laskę i nie wychodził do późna, a że akurat był w Dżakarcie jeden z członków forum Azja Po Zmroku, to spotkaliśmy się na piwo. Członek nie byle jaki. bo ten który twierdził, że na Khao San, ciężko wyrwać laskę 🙂 Trochę zrobiliśmy piwerek na Jalan Jaksa i się poznało nowe dziewczyny. Jedna się trochę na mnie wkręciła i mówi, że chce iść ze mną do klubu. Tak dla jaj chciałem zobaczyć, czy można ją od razu ściągać na hotel, więc się pytam, czy nie woli do mnie do pokoju. Ona mówi, że tak. Potwierdzam, że nie szukam seksu za kasę i laska mówi, że rozumie, nie jest dziwką, tylko chce ze mną spędzić czas. Wszystko na oczach kolegi  który jeszcze kilka tygodni temu pisał na forum, że Azjatki się nie ruchają na lewo i prawo 😉 Gościówa nie była taka zła, chociaż trochę stara jak na mój gust (stawiam na 33 – 35), ale ostatecznie wybieram wyjście do klubu, bo przed chwilą i tak mi zrobiła pałę poprzednia koleżanka, a to moja ostatnia noc i chciałbym zobaczyć co się dzieje w mieście.

W końcu dochodzi do nas Szwajcar i ruszamy do klubu Illigals. Znowu ponad 10$ za wejście. Ogólnie nie spodobało mi się tutaj. Sami faceci, śmierdziało testosteronem :/ A dlaczego sami faceci? Bo DJka ma na oko 21 lat i WIELKIE sylikonowe cycki na którym nie ma ani koszulki, ani stanika. Tak, tak, nie żartuje. Takich numerów nie ma nawet w Tajlandii, żeby mega zajebista DJka, 10 / 10,  grała muzykę z cycami na wierzchu. Fajny muzułmański kraj, lol. Próbowałem zrobić kilka fotek, ale ochrona mnie szybko spacyfikowała. Zrobiłem kilka podejść do lasek w klubie, ale rozmowy zazwyczaj schodziły na temat „czy masz jakieś narkotyki”, lol. Jak tylko słyszę takie teksty to uciekam, bo raz już byłem w więzieniu w Singapurze i nie planuje powtarzać. Tej nocy nie wyrwałem nic nowego i wróciłem do hotel. Następnego dnia o 1pm miałem już lot do Bangkoku…

Czy podobało mi się w Indonezji? Bardzo! Co myślę o Dżakarcie? Nie wiem. Nie wiem nawet czy łatwo wyrwać laskę, bo zdążyłem zrobić tylko jedną. Wiem natomiast, że na pewno trzeba wrócić!

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Zawiła historia o B. – najbardziej seksowna i jebnięta Tajka z jaką się spotykałem (część 1)


Intro

Dzisiaj opowiem wam o najbardziej groteskowej Tajce jaką miałem okazję poznać. Nie wiem jak określić nasze relacje, albowiem w języku polskim brak odpowiedniego słowa. Po tajsku można po prostu powiedzieć กิ๊ก i wszystko jest jasne. Innymi słowy, chociaż ruchaliśmy się prawie przez 8 miesięcy spędzając ze sobą kilka dni w tygodniu, nigdy nie uważaliśmy się za coś więcej niż znajomych. I jeszcze słowem wyjaśnienia – dlaczego umawiam się z tak tępą laską i torturowałem się jej debilnym zachowaniem, bezmyślnymi decyzjami i kapryśnym humorem. Ano odpowiedź jest bardzo prozaiczna: cycki wielkie jak melony, brzuch płaski jak arabski dywan, proporcje pupy do reszty ciała również idealne jakby zrobione z przyłożeniem linijki. Ona była po prostu niesamowicie seksowną 19stolatką i tak strasznie mnie kręciła, że jest to nieporównywalne z innymi laskami.

B., Tajka, Tajlandia, Bangkok dziewczyny

B. we własnej osobie

Genesis

Sporo randomowych osób dodaje mnie na Facebooku. Nie jestem jakiś bardzo wybredny jeśli chodzi o to kogo przyjmuję. Nie potwierdzam osób z jawnie fake’owym kontem, zdjęciem profilowym na którym znajduje jakiś kurwa kot, albo samochód, małą ilością znajomych, etc. Za to w przypadku Azjatek,  patrzę na ich atrybuty zewnętrzne oraz lokalizację. I tak np, jeśli wybieram się do Indonezji, a dodaje mnie w miarę fajna laska z Jakarty, to przyjmuję ją bez wahania. I w ten właśnie sposób dodała mnie B.

Pierwsza randka

B. mieszkała na wsi w sercu Issanu, w prowincji której nazwy nie będę podawał. Po około roku przeprowadziła się do Bangkoku. Sam fakt jej nagłego pojawienia się w stolicy nie byłby wystarczającym powodem ażeby skłonić mnie do wysłania jej wiadomości, za to zbieg okoliczności sprowadził nas na wspólną drogę. Ano siłownia do której byłem zapisany, akurat miała promocję i mogłem przyprowadzić jedną osobę na trening Muay Thai za darmo. Z kole na FB B. widniał taki oto wpis: „gdzie w Bangkoku mogę zapisać się na Muay Thai, kto chce ze mną iść?”. Kilka dni później byliśmy razem kopać i boksować i od tego się zaczęło. B. była ubrana niby na sportowo, ale naprawę każdemu na siłowni było ciężko skoncentrować się, żeby non stop nie gapić się jej na wszystkie części ciała. To nie, że po prostu fajne cycki w obcisły, ubraniu, ona na serio ma idealnie proporcje wszystkiego. Do dzisiaj pamiętam prąd napływający do ptaka na sam jej widok… Zbiegiem okoliczności okazało się, że B. jest również moją sąsiadką, mieszka dosłownie 2 uliczki w dół, czyli 5 minut jazdy motorem. Po treningu spędziliśmy wspólnie noc. Nie chodzi tu o jej umiejętności w łóżku, bo w tej sferze była akurat raczej egoistyczna i nic specjalnego sobą nie prezentuje. Za to było to prawdopodobnie najlepsze nagie ciało w jakie miałem przyjemność wchodzić w całym moim życiu.

Trzecia randka

Od zawsze wiedziałem, że B. jest, hmm, jebnięta, to chyba najlepsze słowo. Za długo mieszkam w Tajlandii, aby mieć dobrą opinię o Tajce która tak się ubiera i zachowuje, za dobrze znam ten typ. Lubi się rżnąć na lewo i prawo i nie mnie to oceniać, ja również jestem męską dziwką. Już na trzeciej randce pokazując mi jakieś zdjęcia w Iphonie, „przypadkowo” wyskoczyło zdjęcie z basenu z jakimś kolesiem. Po kolejności fotek wiedziałem, że jest zrobione po naszej randce Muay Thai. Ale czym się przejmować, niespodzianki tutaj akurat nie było. Są za to wielkie cycki i mega radość z seksu. I tak btw, chociaż wyglądało to jakoby ona specjalnie pokazała mi zdjęcie z innym kolesiem, to był to przypadek. Tak, ona naprawdę była tak głupia, że przypadkowo pokazała mi za dużo. Udałem, że nic nie widzę.

Tydzień później

Fajnie mnie sprzedał ochroniarz. B. zapytała się go, czy rucham inne laski, na co on, chociaż nie powiedział, że tak, to zaczął się śmiać jak debil i nawet pomimo tego, że B. była wyjątkowo nierozgarnięta, to ta reakcja była tak oczywista, że B. zaczęła robić sceny zazdrości. Pewnie się zastanawiacie dlaczego, skoro sama ruchała się z innymi. To jest typowo tajskie podejście. One mogą robić wszystko, ale od faceta wymagają, że będzie się zachowywał jak należy. Jakie sobie do tego dorabiają wymówki, to już różnie bywa… W mieszkaniu B. oznajmia, że mam jej natychmiast dać telefon i pokazać rozmowy na FB i Line. Mówię, żeby się jebała, na co ona blokuje mnie na wszystkich aplikacjach. Myślę sobie, no ok, czas zakończyć tą komedię i ją wyjebać. Mówię jej więc, że ma wypierdalać i niech nigdy nie wraca. Ona myślała, że ją odwiozę do domu jak dżentelmen, bo ciemno, późno w nocy, etc. Ale się przeliczyła, wyrzucam ją za to, że się zachowują jak małpa i jeszcze ją mam zawieźć do domu…? Ehh, nie sądzę.

2 tygodnie później

Po tygodniu milczenia B. jak gdyby nigdy nic dzwoni i pyta czy pójdę z nią coś zjeść. Idziemy na zupę noodlową, po czym znowu lądujemy u mnie w mieszkaniu. Przyznam, że mam kurwa do niej słabość i tęskniłem za tym ciałem, choć przybywanie z nią jest po protu męczące. Ściągam z niej majtki, a tu nagle… „a kupisz mi buty za 1500 batów?”. Mówię jej, że jak jest dziwką, to niech spierdala na Sukumvith szukać klienta, ale do mnie bez takich tekstów. Obracam się wkurwiony na drugi bok, na co B. zaczyna się do mnie dobierać i twierdzi, że przecież „żartowałam”. Taaa, na pewno.

3 tygodnie później

B. zaczyna rozmawiać z jakimś kolesiem przez telefon, teksty typu „I miss you”, etc.. Hmmm. Mogę tolerować, że rucha się z innymi, z tym nie mam problemu, bo sam nie zmierzam ograniczać się tylko do niej, ale rozmawianie przy mnie z jakimś kolesiem, to brak szacunku którego nie mogę zaakceptować. Mówię, że ma się wynosić, ona nie słucha, dochodzi do szarpaniny. Wyrzucam ją na siłę, ponownie myślę, że to już koniec naszej znajomości.

Miesiąc później

B. oświadcza, że mnie kocha i płacze przez telefon, że jej życie jest do dupy i musi mnie zobaczyć. Nie wiem na czym ta miłość ma polegać, ale trochę wymusiła na mnie, żebym jej powiedział to samo. Dzień później przychodzi i wyciąga z torebki tabletkę „24 po”. Pewnie normalna osoba by się nawet nie kapnęła co to jest, ale że kupowałem już w Tajlandii kilka razy, to rozpoznaje po samym opakowaniu. Pytam się grzecznie, czy ją pierdoliło, żeby pokazywać tak dosadnie, że jakiś facet się w nią spuścił, na co ona „nienawidzę go, co za chuj, jak on się mógł we mnie spuścić” i pokazuje mi zdjęcie jakiegoś kolesia z idealnym 6packiem i prężnymi bickami, krzycząc, ze to „ten chuj mi to zrobił”.

2 miesiące później

Pewnie się zastanawiacie dlaczego dalej się z nią spotykałem? Ano była ona dla mnie czymś w rodzaju dmuchanej lalki do ruchania, w ciele prawdziwego człowieka. I po pewnym czasie zacząłem ją tak traktować. Kiedy ją chciałem, po prostu mocno ciągnąłem ją za włosy, zrywałem z niej majtki i brałem ją na siłę. A im bardziej ją szarpałem i traktowałem jak szmatę, tym bardziej ją to kręciło. Kiedyś sama nawet powiedziała, że specjalnie będzie stawiać jak największy opór, bo niesamowicie ją podnieca kiedy ją biorę brutalnie i na siłę. W efekcie na cyckach i dupie miała siniaki, w talii odciski moich palców, a ja non stop odczuwałem ból w stawach w łokci – efekt długiego siłowania się z B., bez uprzedniej rozgrzewki.

3 miesiące później

B. oznajmia, że jej marzeniem jest trójkąt z jeszcze jednym facetem. Warunek, musi mieć 6pack i duże mięśnie. Jakoś nieszczególnie mi odpowiadał ten pomysł, więc się z niego wykręcałem… Efekt? Po kilku dniach B. ze szczerością do bólu oznajmiła, ze spoko, już miała trójkąt beze mnie, więc nie muszę szukać kolegi. Aha, fajnie. Na pytanie w jakim celu zdradza mi szczegóły swojego życia seksualnego, odpowiedziała, że przecież jesteśmy przyjaciółmi, a przyjaciele mówią sobie wszystko. Hehe, no ok,

Nasz wspaniały układ, chociaż z dwu miesięczną przerwą ciągnął się jeszcze przez następne pół roku, ale o tym następnym razem. Gwoli ścisłości, tak jak ona pruła się na lewo i prawo, ja robiłem to samo i dobrze mi z tym było. Wszyscy znajomi, którzy gdzieś tam widywali mnie z B., zawsze gratulowali mi takiej „zdobyczy”, ale gdyby wiedzieli chociaż w połowie, jak straszna i ciężka do zniesienia jest to osoba, to wątpię, ażeby ciągnęli ten układ tak długo jak ja. Mimo wszystko jest ona dla mnie pozytywnym wspomnieniem. Dlaczego przestaliśmy się spotykać wyjaśnię następnym razem, ale dzisiaj podpowiem, że chodziło o mega drobnostkę. Chociaż obydwoje akceptowaliśmy, że ruchamy się z innymi, nie mogliśmy dojść do porozumienia w kwestii palenia papierosów – nie pozwalałem jej przy mnie palić i o taką głupotę przestaliśmy się spotykać. W każdej chwili mógłbym do niej zadzwonić i się umówić na kolejne spotkanie, ale… dale pali papierosy, a ja już nie mam tyle cierpliwości 🙂

To be continued / dalsza część wkrótce ,,,

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

 

 

Raport z Filipin, dzień 8 – Cebu


Samolot wylądował na wyspie Cebu. Ceny na lotnisku trochę z kosmosu, za to taxówki zaskakująco rozsądne. Przejazd Uberem 10 km kosztował nas 200 peso. I oto nowe miasto przed nami, miasto co do którego mieliśmy wielkie oczekiwania. Dlaczego? Ano każdy kto tu był, potwierdzał, że jest to idealne miejsce do umawiania się z Filipinkami – jest ich masa, są przyjazne i otwarte, a „konkurencji” w postaci innych białasów praktycznie nie ma. Napisałem w cudzysłowu, bo przeciętny facet nie jest żadną konkurencją (przykładowo do Marcina dziewczyny same podchodzą bo jest zajebiście przystojny, ale potem to i tak ja je grzmocę :D)

Filipinka i ja, spanie w szpilkach w Cebu :)

Filipinka i ja, wspólne spanie w szpilkach w Cebu 🙂

Zalogowaliśy się do mieszkania z Airbnb, bardzo dobry deal za ok. 30 euro. Wynajmującego nam mieszkanie Turka, podejrzewaliśmy, że jest homusiem bo był coś za miły i za bardzo się starał (nawet nam kupił jakieś magnesy na lodówkę), ale potem w nocy widzieliśmy go jak coś negocjował z dziwkami na ulicy, więc chyba jednak woli muszelki od parówek.

Naszła mnie taka uwaga odnośnie bezpieczeństwa – wszędzie ochrona z shot gunami, dużymi karabinami maszynowymi, etc. Przed każdym shopping mallem, hotelem, a nawet w restauracjach. Zwykłe ciecie które pilnują parkingu, zazwyczaj mają pistolet za pasem. Na pytanie czy to naprawdę niezbędne, wszyscy zgodnie twierdzili, że tak. Oprócz uzbrojonych rabunków i porwań dla okupu, na Cebu działają muzułmańskie szajki takie jak Abu Sayaf. Czy więc czuliśmy się niebezpiecznie? 100% przeciwnie – ja się już bardziej obawiałem osiedla Ruczaj w Krakowie gdzie mamy mieszkanie, niż czegokolwiek na Filipinach. Nie wiem skąd ta panika. Nigdy nie czułem nawet najmniejszego zagrożenia na Filipinach.

Druga uwaga to znajomość angielskiego. Każdy powie, że Filipińczycy mówią świetnie po angielsku. Ja to jednak widzę inaczej. Po pierwsze mówią bardzo źle gramatycznie, po drugie mają ubogie słownictwo, jeśli powiesz jakieś skomplikowane słowo typu elaborate zamiast explain, to oni się zwyczajnie gubią. Niektórzy taxówkarze nie potrafili zrozumieć prostych zdań dotyczących tego gdzie jedziemy. Natomiast trzeba przyznać, że mają najlepszą znajomość angielskiego w całej Azji, porównywalnie do poziomu Singapuru (w którym angielski też pozostawia do życzenia).

Samo Cebu okazało się rozczarowujące. Przyznaje, że chuja widzieliśmy. To znaczy wstawaliśmy o 16 i imprezowaliśmy do 7 rano. Ale poza tym, że super do poznania Filipinki, to raczej słabo się to wszystko prezentowało.

Pierwszego dnia udaliśmy się na clubbing Mango Square. Większość klubów pustawa, widać, że kręci się sporo dziwek. Podeszła nawet do nas burdel mama zapytać, czy nie chcemy czegoś z „jej sklepu”, który był na squerze, nawet nie w budynku. Oczywiście po okolicy kręcą się konie, czyli dziewczyny z kiełbasą niespodzianką. Niektórzy lubią.

Ostatecznie lądujemy w klubie dla Koreańczyków. Na cały klub dosłownie dwie fajne laski (za to takie całkiem, całkiem fajne). Nie tracę czasu i atakuje. Marcin udaje trudnego jak zwykle, chociaż laski się na nim wieszają, kręcą dupą po jego portkach, etc. w końcu po długich namowach, moich oraz dziewczyn, Marcin przyłącza do naszego stolika. Bawimy się dobrze, ale ja naciskam abyśmy udali się do apartamentu, bo już mam dość imprez po 10 dniach picia whiskey dzień w dzień. Moja chce, nie chce, chce nie chce, w końcu się wkurzam i wychodzę z klubu. Pierdole takie przedszkole.

Odchodzę 200 metrów od klubu a tu ktoś za mną krzyczy „waaaait”. Biegnie za mną moja laska w tych zajebiście wysokich szpilkach. Jak mnie tylko dorwała, to powiedziała prosto z mostu, że jak z nią jeszcze potańczę i napije się pare drinków, to będzie się ze mną ruchać (jej słowa). No i namówiła 🙂 koło 6, 7 rano, wbijamy wszyscy w 4 do naszego apartamentu. Tutaj jeden zonk – mamy tylko jedno podwójne łóżko. Dla mojej to nie problem, za to Marcinowa robi dramat, że jak to tak grupowo można się walić. Biorę więc moją pod prysznic i ją zapinam od tyłu. Nie trwało to jednak długo, ponieważ nasza druga parka zaczęła robić sobie żarty z naszego zachowania, co speszyło moją i nie chciała kontynuować. Wracam wkurwiony na łóżko i idę obrażony spać. Moja wpierdoliła się w szpilkach (nie wiem po co znowu ubierała – zdjęcie u góry, szpiki do spania, zajebisty pomysł), wtuliła się do mnie i w sen. Marcinowa powiedziała mu, że jest za dużym romantykiem, zamiast ją ruchać to się cały czas przytula i gada o dupie marynie, haha. True story!

 

Jak się obudziliśmy, Marcin poszedł na długie śniadanie, żebyśmy mogli się spokojnie poruchać z moją. Było zajebiście, bardzo fajna dziewczyna (jak chodzi o wygląd, bo nic poza tym sobą nie reprezentowała, ale jak głosi stare ruskie przysłowie – mózg jest ważny tylko kiedy ruchasz mózg. Po powrocie Marcin pyta mojej o numer do tamtej koleżanki która uciekła. Moja na to „zabroniła mi dawać, powiedziała, że nie lubi takich romantyków jak ty”, haha!

Rano wsadzam moją do taxi i dałem jej 100 peso na taryfę (8zł) Pocałowała w policzek i pyta czy dzisiaj znowu idziemy na imprezę. Ja niezbyt chętny na dalszy alkohol, ale mówię, że chętnie się z nią spotkam jeszcze raz wieczorem.

Dołączam do Marcina który wpierdolił całego kurczaka z rożna (trzeba białko do mięśni pompować :D). Marcin pyta czy moja chciała jakąś kasę rano. Okazało się, że tamta druga mu na ucho powiedziała: „czy wiesz, że my jesteśmy pracujące”, czyli że ruchają się za kasę, mówiąc ludzkim językiem. Mówię że nic, jeszcze mnie pocałowała w policzek za to, że jej dałem na taxi i próbuje ustawić kolejną randkę na wieczór.

I to jest właśnie śmieszny proceder który zaobserwowałem w całej Azji. Jeśli traktujesz laskę jak dziewczynę – flirtujesz, rozśmieszasz, droczysz się i zaczepiasz „na przedszkolaka” (wszystko co robiłeś z kolegami/żankami w przedszkolu działa), wtedy nawet dziwki dostrzegają w tobie faceta zamiast klienta. Każda dziewczyna chciałaby mieć bojfrenda, nawet jeśli dorabia dawaniem dupy. Tylko ważne jest aby NIE pytać, czy chce pieniądze, bo wtedy na pewno powie, że tak. Anyway, w Tajlandii dochodzi nawet do paranoi, gdzie laski biorą pieniądze od jednego sponsora, a wydają na swojego gik’a (kochanka). To są przypadki które są powszechne – nie mówią tylko na własnym doświadczenia. Znam wielu kolesi, w moim mieście, Bangkoku, gdzie taki proceder istnieje. W skrajnych przypadkach, poznałem nawet Hiszpana, który mieszkał u dziwki na jej koszt, ruchał ją codziennie, i oby dwoje wydawali pieniądze którzy wysyłali jej jacyś kolesie z zagranicy.

Kolejny dzień (noc) z Cebu już wkrótce!

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Raport z Filipin, dzień 3-7 – Olangapo, Angeles


Tego dnia dotarliśmy autobusem z Angeles do Olangapo. Miasto położone 80 km dalej nad morzem, które zostało nam polecone, w praktyce jednak okazało się być rozczarowujące. Moja filipinka poznana w Angeles jest właśnie z tego miasta i poleciła nam udać się do klubu Nocturnal. Nie za bardzo wiedzieliśmy jak wysiąść, a lokalni pokierowali nas na plaże jako rzekomo najciekawsze miejsce „z wieloma dziewczynami”. Brzydka plaża, z drogimi pokojami i jedyne dziewczyny wyglądały na dziwki, więc od razu uciekliśmy z powrotem do miasta, tak jak miało być oryginalnie – koło klubu Nocturnal.

plaża, Filipiny, Filipinka

W centrum miasta zaczepiało nas dużo dziewczyn, ale zdecydowanie mniej śmiało niż koleżanki w Angeles. Na ulicy w centrum stało sporo dziewczyn które właściwie nie wiadomo co tam robiły. Jak zapytałem wprost czy są dziwkami, to bardzo wymijająco powiedziały, że za 500 peso mogą być (35 zł, lol). Sam klub Nocturnal również okazał się rozczarowaniem. Pusto, jedyne fajne laski to kelnerki więc je zaatakowaliśmy. Przytulanie, drinki, buzi, buzi. Umówiliśmy się, że jak skończy prace o 4 w nocy, przyjedzie do mojego hotelu. O 4 napisała wiadomość, że jest bardzo zmęczona i nie przyjdzie. Poległem. Pierwszy dzień na Filipinach bez seksu. To znaczy rano ruchałem wczorajszą, ale tego dnia żadnej nowej, psuje mi się statystyka, no nic, będę musiał dwie w inny dzień zrobić 😉

Następnego dnia musieliśmy się gdzieś spotkać ze znajomymi, którzy właśnie dolecieli do Manili. Wspólnie ustaliliśmy, że Angeles będzie najlepszym punktem – blisko, dobra impreza, laski się ruchają bez marudzenia i jest lotnisko, żeby lecieć dalej. Manila to straszne korki.

Pierwsza noc z powrotem w Angeles i od razu dziko. W jednym z klubów „go go” (ciężko to nazwać „go go’em”, wszystkie dziewczyny ubrane jak na plaży) siadam z laseczką która tam pracuje i się przytulamy. Po 5 minutach ona się pyta, czy jej kupię drinka. 300 peso, cena nieco z kosmosu, więc przedstawiam alternatywny plan – wydam na nią te 300, ale w klubie obok, jak skończy prace, bo to trochę przesadyzm z drinami dla dziewczyn w tym go go. Umawiamy się o 3 w nocy w High Society club. Punktualnie o czasie laska się pojawia. Kupiłem jej pare piwerek, trochę potańczyliśmy i na hotel. W pokoju już nic ciekawego, ze 3 rundy zrobiliśmy. Co jest za to ciekawe w tej historii, to że w Angeles można puknąć bez płacenia nawet laski z go go’ów. Dla porównania, przez 6 lat w Tajlandii udało mi się to może ze 4 razy, w Angeles jakoś dużo łatwiej poszło.

Następnego dnia byłem umówiony z laską, która na spotkanie ze mną jechała aż z Manili (80 km). Na spotkanie przyszła z koleżanką, która od razu zakochała się w Marcinie, więc mieliśmy fajne 2 parki rozrywkowe. Trochę potańczyliśmy w High Society, upiliśmy laski tequilą i ściągnęliśmy je na hotel. Wydarzenia w hotelu były mega śmieszne, ponieważ jedna z nich chciała się ruchać w 4, a druga się wstydziła. Doszło do tego, że laski z siebie zszarpywały ubrania, kłóciły się która lepiej robi loda, etc. My nie mogliśmy przestać z tego się śmiać. A teraz najlepsze – nagraliśmy to na video 🙂 Oczywiście całego video wam nie mogę pokazać, dam wam pare minut i to też nieco ocenzurowane, ale całe video trwa około 15 minut i od śmiechów przeszło do czynów, a nasze dziewczyny w ogóle nie wstydziły się kamery.

Kolejnego dnia miałem wielką rozkminkę. To już nasz ostatni dzień w Angeles i nie wiedziałem, czy bardziej chce spędzić kolejną noc z ta panienką z Manili, czy przekonać się czy dotychczas miałem szczęście w wyłapywnaiu fajnych dupeczek, czy jest to tak proste, że codziennie można nową dorwać. Wybrałem opcje 2 – polowanie na nową, czego w sumie żałuje do dzisiaj, bo tamta z Manili jest naprawdę fajna i teraz ciężko będzie się nam ponownie zobaczyć. Tym razem zalogowałem się na Date in Asia i umawiałem randki prosto w hotelu. Po 2 godzinach bez żadnego problemu zjawiła się Filipinka z netu i po może 10 minutach już się dała zrobić. Ogólnie ciężko mi pomyśleć o miejscu gdzie łatwiej zaciągnąć do łóżka laskę, nawet w Tajlandii nie idzie to tak szybko. Na 7 dni, tylko jeden dzień minął bez seksu, więc wyjazd jest super.

Następnego dnia mieliśmy już bilety na Cebu, wyspę na południu Filipin. Nasi znajomi muszą jednak zostać w Angeles, bo jeden z nich trafił do szpitala i czeka na operacje. Więc ponownie pozostał duet Marcin i ja. O tym co się działo w Cebu dowiedzie się w następnym odcinku.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku