Dżakarta – raport z Indonezji


W dzisiejszym wpisie będzie o Indonezji, a dokładniej o jej stolicy – Dżakarcie. W kraju byłem zaledwie dwa i pół dnia, więc ani nie jestem ekspertem, ani nawet nie wiem co o nim myśleć Głównym powodem dla którego się tam udałem była rekomendacja znajomego Belga, który pracował w Dżakarcie przez 2 lata. Jak twierdził – spodoba ci się na pewno, imprezy lepsze niż w Bangkoku, dziewczyn  nie brakuje, są chętne do poznawania obcokrajowców jak Filipinki, konkurencji prawie brak, a ich muzułmańska dusza nie przeszkadza im w braniu drugów, czy waleniu się w dupę z nowo poznanym facetem. Innymi słowy, namówił mnie i niniejszym zdaje mój bardzo subiektywny raport.

Indonezja, Dżakarta

Indonezja, Dżakarta

Na lotnisku w Dżakarcie wylądowałem o godzinie 11 w nocy, po niespełna 4 godzinnym locie z Tajlandii. Na lotniku kupiłem kartę sim za z pakietem na internet (około 15$) i wskoczyłem w Blue Bird taxi. Taxówki w Dżakarcie bez problemu jeżdżą z licznikiem i są minimalnie droższe niż w Tajlandii – czyli dalej ekstremalnie tanie. Dżakarta podobno ma najgorsze korki na świecie, porównywalne do Manili – pewnie przez godzinę, ale na nasze trasie było zero ruchu na bardzo szerokich, wielopasmowych ulicach. Wyobrażałem sobie Dżakartę jako jakąś straszną dziurę, tymczasem miasto, podobnie do innych Azjatyckich stolic, ma masę naprawdę wysokich wieżowców i robi duże wrażenie. Do tego wcale nie było brudno, a liczba ludzi ubranych jak na porządnych muzułmanów przystało sięgała może 30%.

Akurat mój znajomy Belg również był w Dżakarcie wraz ze swoją Filipińską dziewczyną, więc chciałem spać w tym samym hotelu. Ponieważ Belg zarabia dużo pieniędzy, byłem przygotowany wykosztować się trochę na hotel, tymczasem New Memories cafe okazało się jakąś masakryczną ruderą za 10$, do której wstyd przyprowadzić dziewczynę. Faktycznie na dole była bardzo klimatowa knajpa z najtańszym piwem w mieście (3,50$) i miksem lokalnych z obcokrajowcami. Knajpa znajdowała się na Jalan Jaksa, czyli lokalnym odpowiedniku Bangkockiego „Khao San”, chociaż chyba ze 100 razy mniejsze. Właściwie porównywanie tego do Khao San jest śmieszne, bo na całej ulicy są może 4 bary i pare tanich hoteli.

Szybki browarek, check in, i czas ruszać w drogę. Jest już 1 w nocy. Obiecuję sobie, że jutro znajdę coś lepszego do spania, bo mi uciekną laski jak je przyprowadzę do tego pokoju. Pierwszy cel, oczywiście polecony przez Belga – klub Bats w piwnicy hotelu Shangri-la. Wejście do klubu 10,5 USD z jednym drinkiem w cenie (w środku małe piwo 7,5 USD). Już przy kupowaniu biletów jakaś dupeczka zawiesiła na mnie oko, ale chce szybko zobaczyć co się dzieje w środku, bo noc się zaraz skończy. Przy zejściu po schodach ta sama laska udwala, że nie może zejść po schodach w szpilkach i czy może mnie złapać za rękę. Wchodzimy do środka i ona daje mi swój voucher na drinka, żebym jej przyniósł jakieś martni. Patrzę ile dupeczek w środku, masakra, i wyglądają na takie które lubią „ten sport”, to znaczy wieszając się na kolesiach i nie wyglądają na wstydliwe. Miałem zgryza czy szukać lepszej, czy zostawać z tą która się do mnie przykleiła (dałbym jej 7 / 10, ale było trochę lepszych sztuk w środku). W końcu stwierdziłem, że zostaje z tą samą. Ona się non stop po mnie wieszała. Kupiłem po jeszcze jednym drinku dla nas i obserwuje co się dzieje. Przechodząca laska dała mi klapsa w dupe, inne się na mnie patrzą. Myślę sobie, o qrwa nowy raj na ziemi znalazłem. Dobra, nie ma co wydawać kasy na driny, pytam mojej czy idzie ze mną dalej do baru gdzie miałem spotkać się z Belgiem, na co ona bardzo niespodziewanie „ok, we can go, but… i want money”. Haha, kubeł zimnej wody na głowię, czyżbym był w klubie z dziwkami i stąd ich mega zainteresowanie???

Wsiadam w taryfę i jadę do Belga. On oczywiście przyznał, że Bats to taki odpowiednik Climax w Bangkoku, czyli klub z dziwkami. Bardzo mi się podobało tam w środku, ale trochę go zjebałem, bo jestem tylko jeden weekend w Dżakarcie i jak chce jakąś Indonezyjkę upolować to nie mam czasu bawić się z dziwkami. Polecił mi kilka innych klubów, ale tej nocy była już 4am, więc odpadłem. W pokoju okazało się, że nie ma wody w łazience, więc nie mogłem zmyć smrodu papierosów, których nienawidzę. Poszedłem spać brudny i śmierdzący, wstałem o 12 i…. dalej nie ma wody. Od razu ewakuacja do hotelu obok. Cena 20$ za hmm…. W innych krajach Azji za 20$ już można w miarę ok spać, tymczasem ten hotel nie był wart tych pieniędzy. Za to działa woda, klimatyzacja i nie było brudno. Nie chcąc tracić czasu na szukanie, zostaje w tym prze-cenowanym hotelu i idę szukać śniadania.

W Indonezji (przynajmniej w Dżakarcie) nie ma taniego żarcia jak w innych krajach Azji. To znaczy street food jest, ale kosztuje około 3$, za co w Tajlandii można już w tańszych restauracjach zjeść.

Tego dnia nie chciałem tracić czasu więc uderzam w internet. Miałem już ustawione z 5 randek z Date in Asia i z Tindera, ale ostatecznie skusiłem się na inną ustawioną randkę, której geneza była takowa: mam w Bangkoku znajomą z Dżakarty, jest bardzo fajna, szydzi z ludzi religijnych, lubi imprezować i uwielbia się ruchać. Jej problem jest natomiast, że jest zwyczajnie brzydka, więc ja jej nigdy nie dotykałem. Za to bez problemu mogłem jej się zapytać, czy ma w Indonezji więcej koleżanek które podobnie jak ona uwielbiają skakać na białym pytonie. Od razu dała mi kontakt do koleżanki i śmiejąc się, że ” sprzedała koleżankę jak  alfons”, mówi, że z tą na pewno będzie fajnie. Pisze do koleżanki z tekstem, „so, Misha says you are cool”. Po kilku minutach konwersacji mówię, że potrzebuje lokalnego przewodnika z którym można się czasem poprzytulać, na co ona od razu odpisuje: „you mean, you want to fuck me? you can be honest with me, I’m open minded”. Nie chciałem jej spłoszyć, więc mówię że zabiorę ją na drinki i zobaczymy jak się potoczy noc. Wyglądało na to, że mogłem od razu zaprosić do pokoju, ale wolałem nie ryzykować, bo pierwszej nocy był fail i wróciłem do hotelu sam.

Wieczorem wpada owa koleżanka o imieniu L. Idziemy na piwo i po może 2 butelkach ona kompletnie odpada i dosłownie zjeżdża z krzesła. Z rogu spogląda na nas dziwka która poprzedniej nocy próbowała mnie namówić przez 2 godziny na swoje usługi i miała takie ewidentne wkurwienie w oczach, że jej nie chciałem, a teraz w to samo miejsce z inną przyszedłem. Hehe. Anyhow, wykorzystuje sytuacje i zabieram ją do hotelu.

W środku już bez żadnych oporów od razu dupcing. Spodziewałem się, że będzie miała umiejętności gwiazdy filmów xxx, tym czasem ona nawet nie umiała porządnie rozłożyć nóg. Do tego dławiła się i krztusiła tak jakby nie lubiła smaku parówki, więc nawet nie skończyłem. Mówię jej, żeby sobie poszła spać, a ja dalej na miasto. Ogólnie słabe doświadczenie, to była moja pierwsza Indonezyjka!

Zaraz po wyjściu poznałem przystojnego Szwajcara z blond włosami i stwierdziłem, że będzie niezłym wingmenem, wygląda na takiego, który bez problemu będzie wyrywał laski, więc proponuję, żebyśmy pojeździli po mieście i zobaczyli co da się wyhaczyć. Miałem jeszcze tylko tą noc i następną, więc nie chciałem tracić czasu. Po drodze poznaliśmy jakąś lokalną laskę i Włocha który mieszka w Indonezji 10 lat. Ja i Szwajcar chcieliśmy jechać do jakiegoś porządnego klubu bez dziwek, Włoch na odwrót – w końcu ustaliliśmy, że wejdziemy na dzbanek piwa tam gdzie chce Włoch, a potem pojedziemy tam gdzie my. Wsiadamy w taxi i jedziemy do Blok M, jest to jedna z dzielnic czerwonych latarni w Dżakarcie, ale nic tam nie widzieliśmy oprócz tego jednego klubu, w którym chociaż nie było wejścia płatnego, to drinki kosztowało około 8$. Nazwy niestety nie pamiętam, ale zapewne nie ma w Blok M dużych klubów nocnych, poza tym jednym. W środku typowa dziwkarnia, laski się kleją i szukają klientów. Dużo bardziej ordynarnie niż w tym wczorajszym Bats w którym byłem. Oczywiście tak jak stawiałem, Szwajcar ma duże powodzenie, nie tylko u dziwek, ale i u naszej landrynki która się do nas przykleiła już na Jalan Jaksa i jeździ z nami wszędzie.

Wyskakujemy z Blok M i jedziemy do X2 club, który ma być klubem na poziomie. Włoch odpada bo nie chciał płacić wejściówki koło 15$. Jesteśmy w 3, ja, Szwajcar i ta Indonezyjka która szuka białego bolca na noc. Ja wyskakuje z kasy, Szwajcar rzuca drugie 15$, a laska nic i mówi, żeby za nią zapłacić. Oj, nie, nie, ja nie z takich 🙂 Mówię do niej „jak zrobisz loda Szwajcarowi, to na pewno ci kupi bilet”, ona mówi od razu „ok”, zadowolona, on też zadowolony. Każdy szczęśliwy, qrwa jak ja łatwo problemy rozwiązuje. W środku dobra impreza, widać, że zupełnie inny sort ludzi. Było parę klejących się lasek, ale ZDECYDOWANIE mniej, tańczyłem może z 4, z jedną się przylizałem i to by było na tyle przygód. Zamknęli nam klub, więc trzeba było wracać. Dużej straty nie było dla mnie, bo a) tego dnia już bzykałem, b) miałem zajęty pokój, w którym dalej śpi moja księżniczka która się za bardzo nie umie ruchać.

Rano postanowiłem pozwiedzać miasto i wykorzystać przewodnika którego miałem w pokoju. Byliśmy w meczecie, w parku, w starym porcie i jakieś centra handlowe, markety, etc. Nie ma co się rozpisywać, to nie jest blog podróżniczy. Ja jeżdżę po świecie i robię inspekcje lokalnych dziewczyn, zabytki są mało ważne 🙂

Wieczorem chciałem się już pozbyć L., bo jako że była to moja ostatnia noc, to fajnie byłoby jeszcze dupnąć coś nowego przed powrotem. Pytam się więc, czy mogę ją już zostawić, bo umówiłem się ze Szwajcarem, na co ona, że „naprawdę już się rozstajemy?” – trochę rozczarowana – „a mogłabym wsiąść u ciebie prysznic jeszcze?”. Mysię sobie trochę dziwne – prysznica nie ma w domu, czy jak? Ale jako że mam dobre serduszko, to jej pozwoliłem.

W hotelu widzę, że ona się nie śpieszy pod ten prysznic. W końcu prawie na siłę ja wywaliłem pod shower i nie miała już wymówek, żeby zostać, więc… zaczęła mi walić gałę jak rozmawiałem o biznesach przez telefon. W przeciwieństwie do wczorajszego dymanka, tutaj się postarała i odwaliła zajebistą 20-minutową robotę. Na koniec zażyczyła sobie, abym odwdzięczył się tym samym, ale że mi się czas kroczył, to mówię, żebyśmy się zbierali. Widzę, że ona nie bierze swoich rzeczy, eeeee. Nie wracasz do domu? – pytam. Nie, idę z tobą na imprezę.

No chyba nie bardzo 🙂 Mówię jej, że idę ze Szwajcarem na „guy’s night out”, i dziewczyny  w naszej ekipie to tak nie za bardzo. Na co ona mówi, OK, to ja tu poczekam na ciebie w hotelu.

Tu już mnie naprawdę brał wkurw bo ile razy można sugerować, żeby sobie już poszła. Powiedziałem jej wprost, że wolałbym aby już wróciła do domu. Jestem wdzięczny za ruchanie i pokazanie mi miasta, ale nie chciałem mieć dziewczyny z którą teraz mieszkam. Laska w końcu zczaiła o co chodzi i wsadziłem ją w taxi. Jeszcze nie pojechała 5 minut, a już pisze, że zapomniała klapki w moim pokoju. Taaa, jasne, napisałem, że klapki będą czekać w recepcji, bo przykleiła się jak na super glue i nie dało się jej wysłać z porotem.

Szwajcar gdzieś przepadł, to znaczy ruchał jakąś laskę i nie wychodził do późna, a że akurat był w Dżakarcie jeden z członków forum Azja Po Zmroku, to spotkaliśmy się na piwo. Członek nie byle jaki. bo ten który twierdził, że na Khao San, ciężko wyrwać laskę 🙂 Trochę zrobiliśmy piwerek na Jalan Jaksa i się poznało nowe dziewczyny. Jedna się trochę na mnie wkręciła i mówi, że chce iść ze mną do klubu. Tak dla jaj chciałem zobaczyć, czy można ją od razu ściągać na hotel, więc się pytam, czy nie woli do mnie do pokoju. Ona mówi, że tak. Potwierdzam, że nie szukam seksu za kasę i laska mówi, że rozumie, nie jest dziwką, tylko chce ze mną spędzić czas. Wszystko na oczach kolegi  który jeszcze kilka tygodni temu pisał na forum, że Azjatki się nie ruchają na lewo i prawo 😉 Gościówa nie była taka zła, chociaż trochę stara jak na mój gust (stawiam na 33 – 35), ale ostatecznie wybieram wyjście do klubu, bo przed chwilą i tak mi zrobiła pałę poprzednia koleżanka, a to moja ostatnia noc i chciałbym zobaczyć co się dzieje w mieście.

W końcu dochodzi do nas Szwajcar i ruszamy do klubu Illigals. Znowu ponad 10$ za wejście. Ogólnie nie spodobało mi się tutaj. Sami faceci, śmierdziało testosteronem :/ A dlaczego sami faceci? Bo DJka ma na oko 21 lat i WIELKIE sylikonowe cycki na którym nie ma ani koszulki, ani stanika. Tak, tak, nie żartuje. Takich numerów nie ma nawet w Tajlandii, żeby mega zajebista DJka, 10 / 10,  grała muzykę z cycami na wierzchu. Fajny muzułmański kraj, lol. Próbowałem zrobić kilka fotek, ale ochrona mnie szybko spacyfikowała. Zrobiłem kilka podejść do lasek w klubie, ale rozmowy zazwyczaj schodziły na temat „czy masz jakieś narkotyki”, lol. Jak tylko słyszę takie teksty to uciekam, bo raz już byłem w więzieniu w Singapurze i nie planuje powtarzać. Tej nocy nie wyrwałem nic nowego i wróciłem do hotel. Następnego dnia o 1pm miałem już lot do Bangkoku…

Czy podobało mi się w Indonezji? Bardzo! Co myślę o Dżakarcie? Nie wiem. Nie wiem nawet czy łatwo wyrwać laskę, bo zdążyłem zrobić tylko jedną. Wiem natomiast, że na pewno trzeba wrócić!

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Zawiła historia o B. – najbardziej seksowna i jebnięta Tajka z jaką się spotykałem (część 1)


Intro

Dzisiaj opowiem wam o najbardziej groteskowej Tajce jaką miałem okazję poznać. Nie wiem jak określić nasze relacje, albowiem w języku polskim brak odpowiedniego słowa. Po tajsku można po prostu powiedzieć กิ๊ก i wszystko jest jasne. Innymi słowy, chociaż ruchaliśmy się prawie przez 8 miesięcy spędzając ze sobą kilka dni w tygodniu, nigdy nie uważaliśmy się za coś więcej niż znajomych. I jeszcze słowem wyjaśnienia – dlaczego umawiam się z tak tępą laską i torturowałem się jej debilnym zachowaniem, bezmyślnymi decyzjami i kapryśnym humorem. Ano odpowiedź jest bardzo prozaiczna: cycki wielkie jak melony, brzuch płaski jak arabski dywan, proporcje pupy do reszty ciała również idealne jakby zrobione z przyłożeniem linijki. Ona była po prostu niesamowicie seksowną 19stolatką i tak strasznie mnie kręciła, że jest to nieporównywalne z innymi laskami.

B., Tajka, Tajlandia, Bangkok dziewczyny

B. we własnej osobie

Genesis

Sporo randomowych osób dodaje mnie na Facebooku. Nie jestem jakiś bardzo wybredny jeśli chodzi o to kogo przyjmuję. Nie potwierdzam osób z jawnie fake’owym kontem, zdjęciem profilowym na którym znajduje jakiś kurwa kot, albo samochód, małą ilością znajomych, etc. Za to w przypadku Azjatek,  patrzę na ich atrybuty zewnętrzne oraz lokalizację. I tak np, jeśli wybieram się do Indonezji, a dodaje mnie w miarę fajna laska z Jakarty, to przyjmuję ją bez wahania. I w ten właśnie sposób dodała mnie B.

Pierwsza randka

B. mieszkała na wsi w sercu Issanu, w prowincji której nazwy nie będę podawał. Po około roku przeprowadziła się do Bangkoku. Sam fakt jej nagłego pojawienia się w stolicy nie byłby wystarczającym powodem ażeby skłonić mnie do wysłania jej wiadomości, za to zbieg okoliczności sprowadził nas na wspólną drogę. Ano siłownia do której byłem zapisany, akurat miała promocję i mogłem przyprowadzić jedną osobę na trening Muay Thai za darmo. Z kole na FB B. widniał taki oto wpis: „gdzie w Bangkoku mogę zapisać się na Muay Thai, kto chce ze mną iść?”. Kilka dni później byliśmy razem kopać i boksować i od tego się zaczęło. B. była ubrana niby na sportowo, ale naprawę każdemu na siłowni było ciężko skoncentrować się, żeby non stop nie gapić się jej na wszystkie części ciała. To nie, że po prostu fajne cycki w obcisły, ubraniu, ona na serio ma idealnie proporcje wszystkiego. Do dzisiaj pamiętam prąd napływający do ptaka na sam jej widok… Zbiegiem okoliczności okazało się, że B. jest również moją sąsiadką, mieszka dosłownie 2 uliczki w dół, czyli 5 minut jazdy motorem. Po treningu spędziliśmy wspólnie noc. Nie chodzi tu o jej umiejętności w łóżku, bo w tej sferze była akurat raczej egoistyczna i nic specjalnego sobą nie prezentuje. Za to było to prawdopodobnie najlepsze nagie ciało w jakie miałem przyjemność wchodzić w całym moim życiu.

Trzecia randka

Od zawsze wiedziałem, że B. jest, hmm, jebnięta, to chyba najlepsze słowo. Za długo mieszkam w Tajlandii, aby mieć dobrą opinię o Tajce która tak się ubiera i zachowuje, za dobrze znam ten typ. Lubi się rżnąć na lewo i prawo i nie mnie to oceniać, ja również jestem męską dziwką. Już na trzeciej randce pokazując mi jakieś zdjęcia w Iphonie, „przypadkowo” wyskoczyło zdjęcie z basenu z jakimś kolesiem. Po kolejności fotek wiedziałem, że jest zrobione po naszej randce Muay Thai. Ale czym się przejmować, niespodzianki tutaj akurat nie było. Są za to wielkie cycki i mega radość z seksu. I tak btw, chociaż wyglądało to jakoby ona specjalnie pokazała mi zdjęcie z innym kolesiem, to był to przypadek. Tak, ona naprawdę była tak głupia, że przypadkowo pokazała mi za dużo. Udałem, że nic nie widzę.

Tydzień później

Fajnie mnie sprzedał ochroniarz. B. zapytała się go, czy rucham inne laski, na co on, chociaż nie powiedział, że tak, to zaczął się śmiać jak debil i nawet pomimo tego, że B. była wyjątkowo nierozgarnięta, to ta reakcja była tak oczywista, że B. zaczęła robić sceny zazdrości. Pewnie się zastanawiacie dlaczego, skoro sama ruchała się z innymi. To jest typowo tajskie podejście. One mogą robić wszystko, ale od faceta wymagają, że będzie się zachowywał jak należy. Jakie sobie do tego dorabiają wymówki, to już różnie bywa… W mieszkaniu B. oznajmia, że mam jej natychmiast dać telefon i pokazać rozmowy na FB i Line. Mówię, żeby się jebała, na co ona blokuje mnie na wszystkich aplikacjach. Myślę sobie, no ok, czas zakończyć tą komedię i ją wyjebać. Mówię jej więc, że ma wypierdalać i niech nigdy nie wraca. Ona myślała, że ją odwiozę do domu jak dżentelmen, bo ciemno, późno w nocy, etc. Ale się przeliczyła, wyrzucam ją za to, że się zachowują jak małpa i jeszcze ją mam zawieźć do domu…? Ehh, nie sądzę.

2 tygodnie później

Po tygodniu milczenia B. jak gdyby nigdy nic dzwoni i pyta czy pójdę z nią coś zjeść. Idziemy na zupę noodlową, po czym znowu lądujemy u mnie w mieszkaniu. Przyznam, że mam kurwa do niej słabość i tęskniłem za tym ciałem, choć przybywanie z nią jest po protu męczące. Ściągam z niej majtki, a tu nagle… „a kupisz mi buty za 1500 batów?”. Mówię jej, że jak jest dziwką, to niech spierdala na Sukumvith szukać klienta, ale do mnie bez takich tekstów. Obracam się wkurwiony na drugi bok, na co B. zaczyna się do mnie dobierać i twierdzi, że przecież „żartowałam”. Taaa, na pewno.

3 tygodnie później

B. zaczyna rozmawiać z jakimś kolesiem przez telefon, teksty typu „I miss you”, etc.. Hmmm. Mogę tolerować, że rucha się z innymi, z tym nie mam problemu, bo sam nie zmierzam ograniczać się tylko do niej, ale rozmawianie przy mnie z jakimś kolesiem, to brak szacunku którego nie mogę zaakceptować. Mówię, że ma się wynosić, ona nie słucha, dochodzi do szarpaniny. Wyrzucam ją na siłę, ponownie myślę, że to już koniec naszej znajomości.

Miesiąc później

B. oświadcza, że mnie kocha i płacze przez telefon, że jej życie jest do dupy i musi mnie zobaczyć. Nie wiem na czym ta miłość ma polegać, ale trochę wymusiła na mnie, żebym jej powiedział to samo. Dzień później przychodzi i wyciąga z torebki tabletkę „24 po”. Pewnie normalna osoba by się nawet nie kapnęła co to jest, ale że kupowałem już w Tajlandii kilka razy, to rozpoznaje po samym opakowaniu. Pytam się grzecznie, czy ją pierdoliło, żeby pokazywać tak dosadnie, że jakiś facet się w nią spuścił, na co ona „nienawidzę go, co za chuj, jak on się mógł we mnie spuścić” i pokazuje mi zdjęcie jakiegoś kolesia z idealnym 6packiem i prężnymi bickami, krzycząc, ze to „ten chuj mi to zrobił”.

2 miesiące później

Pewnie się zastanawiacie dlaczego dalej się z nią spotykałem? Ano była ona dla mnie czymś w rodzaju dmuchanej lalki do ruchania, w ciele prawdziwego człowieka. I po pewnym czasie zacząłem ją tak traktować. Kiedy ją chciałem, po prostu mocno ciągnąłem ją za włosy, zrywałem z niej majtki i brałem ją na siłę. A im bardziej ją szarpałem i traktowałem jak szmatę, tym bardziej ją to kręciło. Kiedyś sama nawet powiedziała, że specjalnie będzie stawiać jak największy opór, bo niesamowicie ją podnieca kiedy ją biorę brutalnie i na siłę. W efekcie na cyckach i dupie miała siniaki, w talii odciski moich palców, a ja non stop odczuwałem ból w stawach w łokci – efekt długiego siłowania się z B., bez uprzedniej rozgrzewki.

3 miesiące później

B. oznajmia, że jej marzeniem jest trójkąt z jeszcze jednym facetem. Warunek, musi mieć 6pack i duże mięśnie. Jakoś nieszczególnie mi odpowiadał ten pomysł, więc się z niego wykręcałem… Efekt? Po kilku dniach B. ze szczerością do bólu oznajmiła, ze spoko, już miała trójkąt beze mnie, więc nie muszę szukać kolegi. Aha, fajnie. Na pytanie w jakim celu zdradza mi szczegóły swojego życia seksualnego, odpowiedziała, że przecież jesteśmy przyjaciółmi, a przyjaciele mówią sobie wszystko. Hehe, no ok,

Nasz wspaniały układ, chociaż z dwu miesięczną przerwą ciągnął się jeszcze przez następne pół roku, ale o tym następnym razem. Gwoli ścisłości, tak jak ona pruła się na lewo i prawo, ja robiłem to samo i dobrze mi z tym było. Wszyscy znajomi, którzy gdzieś tam widywali mnie z B., zawsze gratulowali mi takiej „zdobyczy”, ale gdyby wiedzieli chociaż w połowie, jak straszna i ciężka do zniesienia jest to osoba, to wątpię, ażeby ciągnęli ten układ tak długo jak ja. Mimo wszystko jest ona dla mnie pozytywnym wspomnieniem. Dlaczego przestaliśmy się spotykać wyjaśnię następnym razem, ale dzisiaj podpowiem, że chodziło o mega drobnostkę. Chociaż obydwoje akceptowaliśmy, że ruchamy się z innymi, nie mogliśmy dojść do porozumienia w kwestii palenia papierosów – nie pozwalałem jej przy mnie palić i o taką głupotę przestaliśmy się spotykać. W każdej chwili mógłbym do niej zadzwonić i się umówić na kolejne spotkanie, ale… dale pali papierosy, a ja już nie mam tyle cierpliwości 🙂

To be continued / dalsza część wkrótce ,,,

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

 

 

Raport z Filipin, dzień 8 – Cebu


Samolot wylądował na wyspie Cebu. Ceny na lotnisku trochę z kosmosu, za to taxówki zaskakująco rozsądne. Przejazd Uberem 10 km kosztował nas 200 peso. I oto nowe miasto przed nami, miasto co do którego mieliśmy wielkie oczekiwania. Dlaczego? Ano każdy kto tu był, potwierdzał, że jest to idealne miejsce do umawiania się z Filipinkami – jest ich masa, są przyjazne i otwarte, a „konkurencji” w postaci innych białasów praktycznie nie ma. Napisałem w cudzysłowu, bo przeciętny facet nie jest żadną konkurencją (przykładowo do Marcina dziewczyny same podchodzą bo jest zajebiście przystojny, ale potem to i tak ja je grzmocę :D)

Filipinka i ja, spanie w szpilkach w Cebu :)

Filipinka i ja, wspólne spanie w szpilkach w Cebu 🙂

Zalogowaliśy się do mieszkania z Airbnb, bardzo dobry deal za ok. 30 euro. Wynajmującego nam mieszkanie Turka, podejrzewaliśmy, że jest homusiem bo był coś za miły i za bardzo się starał (nawet nam kupił jakieś magnesy na lodówkę), ale potem w nocy widzieliśmy go jak coś negocjował z dziwkami na ulicy, więc chyba jednak woli muszelki od parówek.

Naszła mnie taka uwaga odnośnie bezpieczeństwa – wszędzie ochrona z shot gunami, dużymi karabinami maszynowymi, etc. Przed każdym shopping mallem, hotelem, a nawet w restauracjach. Zwykłe ciecie które pilnują parkingu, zazwyczaj mają pistolet za pasem. Na pytanie czy to naprawdę niezbędne, wszyscy zgodnie twierdzili, że tak. Oprócz uzbrojonych rabunków i porwań dla okupu, na Cebu działają muzułmańskie szajki takie jak Abu Sayaf. Czy więc czuliśmy się niebezpiecznie? 100% przeciwnie – ja się już bardziej obawiałem osiedla Ruczaj w Krakowie gdzie mamy mieszkanie, niż czegokolwiek na Filipinach. Nie wiem skąd ta panika. Nigdy nie czułem nawet najmniejszego zagrożenia na Filipinach.

Druga uwaga to znajomość angielskiego. Każdy powie, że Filipińczycy mówią świetnie po angielsku. Ja to jednak widzę inaczej. Po pierwsze mówią bardzo źle gramatycznie, po drugie mają ubogie słownictwo, jeśli powiesz jakieś skomplikowane słowo typu elaborate zamiast explain, to oni się zwyczajnie gubią. Niektórzy taxówkarze nie potrafili zrozumieć prostych zdań dotyczących tego gdzie jedziemy. Natomiast trzeba przyznać, że mają najlepszą znajomość angielskiego w całej Azji, porównywalnie do poziomu Singapuru (w którym angielski też pozostawia do życzenia).

Samo Cebu okazało się rozczarowujące. Przyznaje, że chuja widzieliśmy. To znaczy wstawaliśmy o 16 i imprezowaliśmy do 7 rano. Ale poza tym, że super do poznania Filipinki, to raczej słabo się to wszystko prezentowało.

Pierwszego dnia udaliśmy się na clubbing Mango Square. Większość klubów pustawa, widać, że kręci się sporo dziwek. Podeszła nawet do nas burdel mama zapytać, czy nie chcemy czegoś z „jej sklepu”, który był na squerze, nawet nie w budynku. Oczywiście po okolicy kręcą się konie, czyli dziewczyny z kiełbasą niespodzianką. Niektórzy lubią.

Ostatecznie lądujemy w klubie dla Koreańczyków. Na cały klub dosłownie dwie fajne laski (za to takie całkiem, całkiem fajne). Nie tracę czasu i atakuje. Marcin udaje trudnego jak zwykle, chociaż laski się na nim wieszają, kręcą dupą po jego portkach, etc. w końcu po długich namowach, moich oraz dziewczyn, Marcin przyłącza do naszego stolika. Bawimy się dobrze, ale ja naciskam abyśmy udali się do apartamentu, bo już mam dość imprez po 10 dniach picia whiskey dzień w dzień. Moja chce, nie chce, chce nie chce, w końcu się wkurzam i wychodzę z klubu. Pierdole takie przedszkole.

Odchodzę 200 metrów od klubu a tu ktoś za mną krzyczy „waaaait”. Biegnie za mną moja laska w tych zajebiście wysokich szpilkach. Jak mnie tylko dorwała, to powiedziała prosto z mostu, że jak z nią jeszcze potańczę i napije się pare drinków, to będzie się ze mną ruchać (jej słowa). No i namówiła 🙂 koło 6, 7 rano, wbijamy wszyscy w 4 do naszego apartamentu. Tutaj jeden zonk – mamy tylko jedno podwójne łóżko. Dla mojej to nie problem, za to Marcinowa robi dramat, że jak to tak grupowo można się walić. Biorę więc moją pod prysznic i ją zapinam od tyłu. Nie trwało to jednak długo, ponieważ nasza druga parka zaczęła robić sobie żarty z naszego zachowania, co speszyło moją i nie chciała kontynuować. Wracam wkurwiony na łóżko i idę obrażony spać. Moja wpierdoliła się w szpilkach (nie wiem po co znowu ubierała – zdjęcie u góry, szpiki do spania, zajebisty pomysł), wtuliła się do mnie i w sen. Marcinowa powiedziała mu, że jest za dużym romantykiem, zamiast ją ruchać to się cały czas przytula i gada o dupie marynie, haha. True story!

 

Jak się obudziliśmy, Marcin poszedł na długie śniadanie, żebyśmy mogli się spokojnie poruchać z moją. Było zajebiście, bardzo fajna dziewczyna (jak chodzi o wygląd, bo nic poza tym sobą nie reprezentowała, ale jak głosi stare ruskie przysłowie – mózg jest ważny tylko kiedy ruchasz mózg. Po powrocie Marcin pyta mojej o numer do tamtej koleżanki która uciekła. Moja na to „zabroniła mi dawać, powiedziała, że nie lubi takich romantyków jak ty”, haha!

Rano wsadzam moją do taxi i dałem jej 100 peso na taryfę (8zł) Pocałowała w policzek i pyta czy dzisiaj znowu idziemy na imprezę. Ja niezbyt chętny na dalszy alkohol, ale mówię, że chętnie się z nią spotkam jeszcze raz wieczorem.

Dołączam do Marcina który wpierdolił całego kurczaka z rożna (trzeba białko do mięśni pompować :D). Marcin pyta czy moja chciała jakąś kasę rano. Okazało się, że tamta druga mu na ucho powiedziała: „czy wiesz, że my jesteśmy pracujące”, czyli że ruchają się za kasę, mówiąc ludzkim językiem. Mówię że nic, jeszcze mnie pocałowała w policzek za to, że jej dałem na taxi i próbuje ustawić kolejną randkę na wieczór.

I to jest właśnie śmieszny proceder który zaobserwowałem w całej Azji. Jeśli traktujesz laskę jak dziewczynę – flirtujesz, rozśmieszasz, droczysz się i zaczepiasz „na przedszkolaka” (wszystko co robiłeś z kolegami/żankami w przedszkolu działa), wtedy nawet dziwki dostrzegają w tobie faceta zamiast klienta. Każda dziewczyna chciałaby mieć bojfrenda, nawet jeśli dorabia dawaniem dupy. Tylko ważne jest aby NIE pytać, czy chce pieniądze, bo wtedy na pewno powie, że tak. Anyway, w Tajlandii dochodzi nawet do paranoi, gdzie laski biorą pieniądze od jednego sponsora, a wydają na swojego gik’a (kochanka). To są przypadki które są powszechne – nie mówią tylko na własnym doświadczenia. Znam wielu kolesi, w moim mieście, Bangkoku, gdzie taki proceder istnieje. W skrajnych przypadkach, poznałem nawet Hiszpana, który mieszkał u dziwki na jej koszt, ruchał ją codziennie, i oby dwoje wydawali pieniądze którzy wysyłali jej jacyś kolesie z zagranicy.

Kolejny dzień (noc) z Cebu już wkrótce!

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Raport z Filipin, dzień 3-7 – Olangapo, Angeles


Tego dnia dotarliśmy autobusem z Angeles do Olangapo. Miasto położone 80 km dalej nad morzem, które zostało nam polecone, w praktyce jednak okazało się być rozczarowujące. Moja filipinka poznana w Angeles jest właśnie z tego miasta i poleciła nam udać się do klubu Nocturnal. Nie za bardzo wiedzieliśmy jak wysiąść, a lokalni pokierowali nas na plaże jako rzekomo najciekawsze miejsce „z wieloma dziewczynami”. Brzydka plaża, z drogimi pokojami i jedyne dziewczyny wyglądały na dziwki, więc od razu uciekliśmy z powrotem do miasta, tak jak miało być oryginalnie – koło klubu Nocturnal.

plaża, Filipiny, Filipinka

W centrum miasta zaczepiało nas dużo dziewczyn, ale zdecydowanie mniej śmiało niż koleżanki w Angeles. Na ulicy w centrum stało sporo dziewczyn które właściwie nie wiadomo co tam robiły. Jak zapytałem wprost czy są dziwkami, to bardzo wymijająco powiedziały, że za 500 peso mogą być (35 zł, lol). Sam klub Nocturnal również okazał się rozczarowaniem. Pusto, jedyne fajne laski to kelnerki więc je zaatakowaliśmy. Przytulanie, drinki, buzi, buzi. Umówiliśmy się, że jak skończy prace o 4 w nocy, przyjedzie do mojego hotelu. O 4 napisała wiadomość, że jest bardzo zmęczona i nie przyjdzie. Poległem. Pierwszy dzień na Filipinach bez seksu. To znaczy rano ruchałem wczorajszą, ale tego dnia żadnej nowej, psuje mi się statystyka, no nic, będę musiał dwie w inny dzień zrobić 😉

Następnego dnia musieliśmy się gdzieś spotkać ze znajomymi, którzy właśnie dolecieli do Manili. Wspólnie ustaliliśmy, że Angeles będzie najlepszym punktem – blisko, dobra impreza, laski się ruchają bez marudzenia i jest lotnisko, żeby lecieć dalej. Manila to straszne korki.

Pierwsza noc z powrotem w Angeles i od razu dziko. W jednym z klubów „go go” (ciężko to nazwać „go go’em”, wszystkie dziewczyny ubrane jak na plaży) siadam z laseczką która tam pracuje i się przytulamy. Po 5 minutach ona się pyta, czy jej kupię drinka. 300 peso, cena nieco z kosmosu, więc przedstawiam alternatywny plan – wydam na nią te 300, ale w klubie obok, jak skończy prace, bo to trochę przesadyzm z drinami dla dziewczyn w tym go go. Umawiamy się o 3 w nocy w High Society club. Punktualnie o czasie laska się pojawia. Kupiłem jej pare piwerek, trochę potańczyliśmy i na hotel. W pokoju już nic ciekawego, ze 3 rundy zrobiliśmy. Co jest za to ciekawe w tej historii, to że w Angeles można puknąć bez płacenia nawet laski z go go’ów. Dla porównania, przez 6 lat w Tajlandii udało mi się to może ze 4 razy, w Angeles jakoś dużo łatwiej poszło.

Następnego dnia byłem umówiony z laską, która na spotkanie ze mną jechała aż z Manili (80 km). Na spotkanie przyszła z koleżanką, która od razu zakochała się w Marcinie, więc mieliśmy fajne 2 parki rozrywkowe. Trochę potańczyliśmy w High Society, upiliśmy laski tequilą i ściągnęliśmy je na hotel. Wydarzenia w hotelu były mega śmieszne, ponieważ jedna z nich chciała się ruchać w 4, a druga się wstydziła. Doszło do tego, że laski z siebie zszarpywały ubrania, kłóciły się która lepiej robi loda, etc. My nie mogliśmy przestać z tego się śmiać. A teraz najlepsze – nagraliśmy to na video 🙂 Oczywiście całego video wam nie mogę pokazać, dam wam pare minut i to też nieco ocenzurowane, ale całe video trwa około 15 minut i od śmiechów przeszło do czynów, a nasze dziewczyny w ogóle nie wstydziły się kamery.

Kolejnego dnia miałem wielką rozkminkę. To już nasz ostatni dzień w Angeles i nie wiedziałem, czy bardziej chce spędzić kolejną noc z ta panienką z Manili, czy przekonać się czy dotychczas miałem szczęście w wyłapywnaiu fajnych dupeczek, czy jest to tak proste, że codziennie można nową dorwać. Wybrałem opcje 2 – polowanie na nową, czego w sumie żałuje do dzisiaj, bo tamta z Manili jest naprawdę fajna i teraz ciężko będzie się nam ponownie zobaczyć. Tym razem zalogowałem się na Date in Asia i umawiałem randki prosto w hotelu. Po 2 godzinach bez żadnego problemu zjawiła się Filipinka z netu i po może 10 minutach już się dała zrobić. Ogólnie ciężko mi pomyśleć o miejscu gdzie łatwiej zaciągnąć do łóżka laskę, nawet w Tajlandii nie idzie to tak szybko. Na 7 dni, tylko jeden dzień minął bez seksu, więc wyjazd jest super.

Następnego dnia mieliśmy już bilety na Cebu, wyspę na południu Filipin. Nasi znajomi muszą jednak zostać w Angeles, bo jeden z nich trafił do szpitala i czeka na operacje. Więc ponownie pozostał duet Marcin i ja. O tym co się działo w Cebu dowiedzie się w następnym odcinku.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Raport z Filipin – dzień 1, 2 (Manila / Angeles)


I oto jestem. Mega niewyspany, na maksa zaruchany, ledwo stojący na nogach, acz szczęśliwy. Na Filipinach jestem z Marcinem, którego oprowadzam po nowym kraju. To znaczy sam siebie też oprowadzam, bo to mój pierwszy raz, ale generalnie ogarniam hotele, transporty, komunikacje i dziewczyny. Czyli ciężkie życie Forsakena, znowu się bujam po tropikach.

Filipinka, dziewczyny, Filipiny

Pierwsze wrażenia z Filipin – jest moc. Nie spodziewałem się, że jest jakiś kraj w Azji który może konkurować zajebistością z Tajlandią, ale jak widać człowiek uczy się całe życie. Filipiny są naprawdę fajną alternatywą dla Tajlandii.

We wtorek wylądowaliśmy w Manili i od razu w drogę dalej. Zwiedzanie stolicy zostawimy na ostatnie kilka dni. Zrobiliśmy jednak spory spacer po dzielnicy Pasay i skosztowaliśmy lokalnego jedzenia, które wbrew temu co wszyscy mówią, było całkiem niezłe w smaku i mniej więcej w tej samej cenie co w Tajlandii, czyli super. Manila jest podobno droga, czego jednak nie zaobserwowaliśmy, wręcz przeciwnie, ceny mniej więcej te same co w Bangkoku. Pewne produkty są droższe, inne tańsze, wychodzi na jedno. Alkohol jest minimum 30% tańszy, a w klubach nawet 50% / 60%.

W Manili zalogowałem się na portal randkowy i dostałem ze 30 wiadomości w przeciągu godziny. Telefon wibrował jak pojebany od notyfikacji. Na ulicy dziewczyny pożerały nas wzrokiem, co któraś nieśmiało zagadywała z jakimś „hello”. My jednak chcieliśmy jak najszybciej wyjechać z Manili, więc nie drążyliśmy tematu.

Internet – tragedia. Działa, nie działa. Kupiliśmy kartę sim i pakiet na miesiąc za 1000 peso. Czasami jest, czasami nie ma. Raczej nie ma. Dużo gorszy niż w Tajlandii.

Korki. Na początku nie wyglądało to tak źle, ale jechaliśmy 80km do Angeles 4 godziny więc było pod tym względem kurwa tragicznie.

Po dotarciu do Angeles dorwaliśmy mieszkanie 2 pokojowe, bardzo ładne, nowoczesne, z dużym living roomem za 32 euro, czyli bardzo dobra cena za taki standard.

W Angeles prosto do klubu High So na Walking street, bo było już późno. W środku wrażenie, że możesz mieć każdą laskę, ale jak wiemy to jest to Filipińska Pattaya, więc raczej byliśmy uważni, aby nie nadziać się na zakamuflowane dziwki. Jak chodziłem sam – czuje wszystkie oczy na sobie, bo średnia wieku u facetów to tam z 50 lat. Mieliśmy wrażenie, że jesteśmy jedynymi młodymi kolesiami w całym mieście. Anyway, jak chodziłem z Marcinem który ma blond włosy i duże mięśnie, to byłem prawie niewidzialny, co jest trochę irytujące. Dochodziło nawet do sytuacji gdy zagaduje laski, a one mi mówią „but I like your friend”.

Koło 4, 5 rano wyciągnęliśmy dwie Filipinki z pretekstem kontynuowania imprezy u nas na apartamencie. Na wejściu dziewczyna Marcina od razu ściągnęła sukienkę i biegała z cyckami na wierzchu. Powiedziałem mojej, że u nas się chodzi właśnie tak jak tamta, czyli nago i wszyscy się rozebraliśmy. Wyciągnąłem Jacka Danielsa i zapowiadała się konkretna orgia.

Orgii jednak nie było, ponieważ Marcin stwierdził, że idzie spać, bez ruchania, bo ma jet lag po samolocie z Europy. Jego laska próbuje wszystkich sił – wypina się, prowokuje śpi z otwartymi nogami, ale nic jej to nie dało, Marcin jej nie wyruchał (wiem, dziwny typ, haha). Ja moją zrobiłem pierwszy raz o 6 rano, potem o 10, potem o 15. Generalnie non stop się pukaliśmy i to z jej inicjatywny. Miała niezłe ciśnienie i w przeciwieństwie do Tajek była bardzo aktywna.  Rano (o 17) poszliśmy wszyscy razem na „śniadanie”. Wtedy po ubraniach obstawialiśmy, że ta moja z totalnie normalnym ubraniem (nieseksownym) i starym telefonem na którym nawet nie działa internet – nie jest dziwką, za to ta Marcina, wyzywająco ubrana i bardzo prowokująca – na pewno dziwka. Po obiadku nasze dziewczynki wsiadły w ten filipiński autobus (jeepney) i odjechały. Ale że jesteśmy dżentelmenami, to kupiliśmy im te bilety po 50 groszy, lol. Moja do mnie teraz wysyła smsy non stop kiedy się spotkamy, co jest dla mnie śmieszne, bo nawet w Tajlandii każdy używa aplikacji do porozumiewania się, a ta moja na jakiejś prahistorycznej Nokii smski pisze. Anyway, mega pozytywna dziewczynka, jeśli będę w Angeles na pewno się z nią jeszcze spotkam.

Druga noc znowu grubo. Wracamy do High So i sraaaa, party. Tym razem, aby się nie stresować czy to dziwki, czy też „normalne” lasencje, pierwsza laska do której podszedłem, po prostu zapytałem prosto z mostu czy tu pracuje, czy  przyszła się pobawić na imprezę. Powiedziała, że pracuje jako jakiś sales manager, więc, żeby było jasne, powtórzyłem pytanie: „czyli nie jesteś dziwką?” i zaczęła się śmiać, mówi że nie. Bawimy się więc z Filipinkami, do Marcina non stop podchodzą jakieś laski, ale on udaje trudnego, mówi, że chyba dalej mu się nie chce ruchać (dziwny typ, wiem :D). Koleżanka mojej próbowała Marcina zdobyć chyba z 15 razy, mnie pytała ze 3 razy co zrobić, aby go mieć i prosiła, abym go namówił. W końcu ta sama laska pyta, czy się zaopiekuje jej koleżanką (tą moją), bo ona chce ze mną dzisiaj spać. Z takim info od razu ją zabrałem do domu i sruuu, znowu to samo, zaraz przy wejściu ściągamy ubranka i w sumie były 3 rundy przez noc.

Ponownie szok – żadna Tajka się nie stara tak zadowolić faceta jak te Filipinki. Ona robiła dla mnie wszystko, nawet mówiła, że jest moim niewolnikiem i mam z nią robić co chce. Zakochałem się we wszystkich Filipinkach po tych 2 pierwszych. I jeszcze na koniec mi kurwa podziękowała i walnęła tekstem, że „nie mogę uwierzyć, że spędziłam noc z takim facetem jak ja”. Normalnie kosmos!

Następnego dnia musieliśmy zrobić check out o 11 rano, więc wstajemy po kilku godzinach snu. Pytam mojej ile potrzebuje na taxi, a one kategorycznie odmawia. Zdziwiłem się bo Angeles to największa dziwkarnia na Filipinach. W takim tajskim Pattaya naprawdę ciężko wyciągnąć jakąś normalną laskę, która nie jest dziwką (aczkolwiek jest to do zrobienia), za to w Angeles zero problemu. Oczywiście jesteśmy tu dopiero 2 dni, więc być może nie mówię obiektywnie, ale takie jest nasze pierwsze wrażenie. Można wręcz rzec, że tym dziewczynom bardziej zależy, żeby się z nami bujać, niż w drugą stronę. Raj na ziemi 🙂

Tego dnia zmierzamy do miasta o nazwie Olongapo.

Część 2 wkrótce!

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

 

Video raport z 7 dni w Kambodży


Będąc 7 dni w Kambodży nie miałem ze sobą komputera, wiec tym razem  video relacja zamiast pisanej. Oczywiście jak zwykle nie opowiadam o gównie dla turystów, tylko raportuje jak jest „po zmroku” bez cenzury.

Video 1 – Poipet, Kambodża

Video 2 – Popet, Kambodża

Video 3 – Kambodża, Siem Reap

Video 4 – Kambodża Siem Reap

Video 5 – Siem Reap

Video 6 – Phnom Phen

Video 7 – Phnom Phen

Video 8 – wioska koło Phnom Phen

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Filipiny Po Zmroku


W dzisiejszym odcinku oddaje głos koledze który od lat mieszka w Manili – stolicy Filipin. Poniższy tekst ukazał się na forum Azja Po Zmroku i jest przeniesiony na „główną” za zgodą autora.

Filipiny Manila Azja Po Zmorku

FILIPINY

Ponieważ parę osób pytało mnie jak wygląda sytuacja we wiadomym temacie na Filipinach, poniżej małe podsumowanie regionu stołecznego. Ceny dot.Manili są orientacyjne, ale prawdziwe (5k php ~ $100), osobiście nigdy w Manili za te usługi nie płaciłem, jest tutaj tyle chętnych dup za free, że byłoby to głupotą, zwłaszcza, że podobnie jak wszystko w Manili i ten sektor jest zdecydowanie przewartościowany.

W dużych miastach (Manila, Cebu) jest w zasadzie podobnie jak w Bangkoku czy Phnom Penh – dla amatorów płacenia za takie usługi, łatwe do znalezienia są rewiry w których spotkać można pracujące dziewczyny, etc.

W Manili jednym z popularniejszych wśród turystów/ekspatów miejsc jest P.Burgos Steer. w Makati, z kilkunastoma typowymi barami (z tak kultowym jak tandetny Ringside na czele, w którym karzełki-„bokserzy” staczają pojedynki) gdzie po zapłaceniu barfine, laskę bierze się na chatę w celu sfinalizowania transakcji.
Można trafić tam niezłe okazy ale mimo wszystko słabo i drogo w porównaniu do BKK czy Pattayi. Stawki w porównaniu z innymi miejscami wprost horrendalne, bf + zwykle osobna opłata dla dupy wahać się może w granicach 5-10k php za najlepsze sztuki, ceny drinków/piwa w tych barach równie mało zachęcające, a ceny ladydrinków już zupełnie z kosmosu.
Generalnie miejsce dla niezorientowanych/naiwnych turystów lub osób zbyt leniwych na jakąkolwiek aktywność.

Na tej samej P.Burgos Steer. oczywiście spotkać można ‚masażystki’ i typowe freelancerki (których wszędzie jest cała masa), kasa jest kwestią jakości, umiejętności negocjacyjnych i własnego wieku/wyglądu, przeciętnie za 2-3k php spokojnie można dupę już wyjąć. Nie brakuje też rzecz jasna koni ale ryzyka jak w Tajlandii praktycznie nie ma – nie wyobrażam sobie jak najebanym trzeba być żeby nie rozpoznać lokalnego ladyboya.

Kolejnym popularnym miejscem jest Cafe Havana w Glorietta3 w Makati. Bardzo popularny salsa bar – wieczorami wypełniony dziwkami i ekspatami poszukującymi swoich zdobyczy.
Innym popularnym rejonem jest Malate, miejscówka zdecydowanie dla amatorów starych, grubych i brzydkich panien. Nie żeby nie zdarzały się jakieś bardziej atrakcyjne ale generalnie szkoda marnować tam czasu. Miejsce wciąż pełne ekspatów, głównie starszych Australijczyków i Amerykanów.

Drugim biegunem jest Fort Bonifaccio/Global City w Taguig.
Kilka najpopularniejszych (i najdroższych) w Manili klubów gdzie spotkać można prawdziwe torpedy, jeśli ktoś jest amatorem takowych. Cen tutaj nie podam, bardzo indywidualna kwestia.
Jak wspomniałem wcześniej nie interesuje mnie płacenie za te sprawy do tego takie typowe kurwiszony absolutnie nie są w moim typie więc bywam tam bardzo sporadycznie.
W okolicach High Street w Global City usytuowanych jest wiele pubów, etc., gdzie można spokojnie łowić normalne laski, jednym z moich ulubionych jest TipsyPig (choć i tu można spotkać freelancerki) oraz kompleks Fort Strip.

Generalnie High Street w Global City jest wg mnie miejscem z największym stężeniem najładniejszych dup w Metro Manila. Dobrze pokręcić się tam w porze lunchu lub lepiej po południu gdy kończą pracę, jest na co popatrzeć 😉

Bez kłopotu pracującą dziewczynę można znaleźć też korzystając z Badoo, Tindera, Weechat bądź craigslist.manila.

Zdecydowanie ekonomiczniejszym rozwiązaniem dla amatorów płatnych uciech jest wizyta w Angeles City.
Miasto 90km na północ od Manili (taxi 2,5-3kphp, bus~150php) ma status filipińskiej Pattayi.
Stara amerykańska baza wojskowa (zamknięta bodajże w 1991r) pozostawiła po sobie bagaż w postaci dzielnicy ukierunkowanej na zaspokajanie wiadomych potrzeb.
Porównanie do Pattayi jest mocno na wyrost, ale z pewnością jest to centrum tej formy rozrywki na Filipinach.

Lokalna Walking Street / Fields Avenue zamykana jest dla ruchu samochodowego bodajże ok 18 i wtedy zaczyna się całonocna balanga.
Na samej WS oraz będących jej przedłużeniem Perimeter Rd i Don Juico Ave usytuowanych jest co najmniej kilkadziesiąt barów (pewnie dobrze ponad 100). Nie ma tu miejsc jakoś wyjątkowo ekskluzywnych za to podłych nor w ilości wystarczającej.
O ile WS jako tako trzyma poziom, to im dalej od niej tym ciężej znaleźć coś ciekawego.
Oczywiście razem z jakością spadają też ceny, o ile na WS barfine wynosi przeciętnie 2,5-3,5k php (w tą cenę wliczona jest kompletna usługa – bierzesz pannę na tak długo jak chcesz, byle nie spóźniła się następnego dnia do pracy (choć i to można ogarnąć) to w tych dalej położonych barach opłata może wynieść zaledwie 1-1,5k php, ale trzeba mieć szczęście (i być tuż po otwarciu) żeby wyjąć coś ciekawego 😉

Na Don Juico Ave (w bezpośredniej bliskości tzw. Korean town) jest kilkanaście barów czynnych od 10-11 rano do max północy – coś dla amatorów świeżego mięska na śniadanie – tam znaleźć można bardzo fajne towary.

Dużym plusem Angeles w porównaniu do Manili są ceny, zarówno dup jak i alkoholu. Podczas Happy Hours, butelka SanMiga kosztuje na WS zwykle ok.50-60php w zależności od baru. Standardowo piwo kosztuje 80 do 120php w najdroższych barach na WS – w niektórych barach w Manili może to być nawet 3-4x drożej.

Fields Avenue od wczesnego wieczora wypełnione jest freelancerkami. Konfiguracje dowolne – trój- czy czworokąty – żadnego problemu, dupa w zaawansowej ciąży – również nie ma kłopotu. Ceny przeróżne – te przeciętne pójdą nawet za 500php, lepsze będą chciały 1000php.
Dla amatorów filipińskich koni – ich stanowiska usytuowane są tuż przy Phillies Sports Grill and Bar, tuż za Walking Street.
Niedaleko koni można znaleźć masażystki i te mogę polecić – mnóstwo naprawę bardzo ładnych dziewczyn. Z reguły kwestia dotyczy wyłącznie masażu (bynajmniej nie happy), no ale zawsze można umówić się na następny dzień.

Nie ma problemu z zabajerowaniem laski z baru i bzyknięciem jej za free, minus taki, że trzeba czekać aż skończy pracę co w przypadku WS może oznaczać czasem do 3-4 rano więc lepiej takich sztuczek próbować poza WS. Mam tam parę znajomych dup z którymi czasem ustawiam się na bzykanie gdy mają dni wolne, ale coraz rzadziej chce mi się tam jeździć, tyle tego towaru do przerobienia w Manili. 😉

Byłem kiedyś z kumplem dla śmiechu w naprawdę podłej dziurze tuż przy WS, chyba najmniejszy bar świata jaki widziałem, którego połowę zajmowała kanapa ze śpiącą na niej i potwornie chrapiącą mama-san. W menu były 2 bardzo przeciętne i 1 brzydka dupa (ale wszystkie młode). Weszliśmy tam tylko na piwo, ale że było śmiesznie i dziewczyny sympatyczne to wypiliśmy po 2 czy 3, wychodząc laski wiedziały już oczywiście, że nie spędzą z nami nocy, ale na odchodnym wszystkie 3 dupy zaoferowały mi pójście ze mną (na całą noc) za 750php.

Jedną z najlepszych opcji jeśli nie chcesz płacić bf jest klub High Society usytuowany ok 100m od wejścia na WS od strony McArthur Highway. Nie sposób tam nie trafić – każdy wskaże drogę. Biba zaczyna się tam co dzień od ok 23 (w weekendy wstęp płatny 200php), kończą tam wszystkie freelancerki i dupy które nie znalazły szczęścia w swoich barach. Wyrwanie dupy za kasę zajmuje tam 5 minut (przeciętnie 1k php) , za darmochę trochę trzeba się postarać, ale też nie ma problemu. Ceny akceptowalne (piwo 100php) więc można wszystko bardzo budżetowo ogarnąć.

Cała WS pełna jest gości sprzedających wszelakie specyfiki – viagra, kamagra, cialis – wszystko to można kupić w cenie killkudziesięciokrotnie tańszej niż w Manili.
Gdy kiedykolwiek coś tam kupuję, zawsze mam stałą taktykę która działa w 100% – ile by gościu nie krzyknął na start – śmieję mu się w twarz i mówię że ostatnim razem płaciłem 100php i nie mam zamiaru płacić więcej niż 120php – poużala się trochę, czasem nawet zrezygnuje ale następny już idzie na taki układ i tym sposobem viagra czy cialis (oczywiście w ilości 4szt) kosztują max 120php.
Startowe ceny na P.Burgos jakie parę tygodni temu słyszałem to było co najmniej 5k php (za 4 szt viagry) i ludzie kupowali….

Wszystkie dupy pracujące w barach mają obowiązek comiesięcznych badań lekarskich, i zawsze obwieszone są identyfikatorami potwierdzającymi ich wykonanie etc. Co dupa robi od dnia po wykonaniu badania aż do następnego to zupełnie inna para kaloszy więc lepiej dobrze zastanowić się zanim pójdzie się na całość tym bardziej, że Filipinki uwielbiają bzykać się bez gumy, generalnie zupełnie nie uznają tej formy zabezpieczenia.

Umawianie się z normalnymi dziewczynami to równie banalna sprawa, z mojego doświadczenia najlepsze jest filipinocupid (płatna), pinalove (identyczne jak thaifriendly), dateinasia oraz klasycznie Badoo, Tinder (tylko trzeba odfiltrować te pracujące).
W Manili skuteczność w zasadzie 100% – każde spotkanie kończy się we wiadomy sposób.
Jeśli dupa jest młodsza albo z prowincji to rzadko zdecyduje się spotkać sama – zwykle dla bezpieczeństwa z koleżanką albo kolegą gejem.

Generalnie jeśli prezentujesz typ za którym Filipinki szaleją – wysoki, jasne włosy, niebieskie oczy, „długi” nos – nie sposób opędzić się od lokalnych towarów.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Birma – dziki zachód wchodu


W dzisiejszym odcinku będzie o zachodnim sąsiedzie Tajlandii – Birmie. Sama nazwa Birma de facto nie jest już używana, po angielsku kraj nazywa się Myanmar od 1989 roku, kiedy rządząca krajem junta wojskowa ustaliła nową nazwę. W Birmie byłem wyłącznie raz i to zaledwie 10 dni. Dodatkowo, byłem tam w pracy – jako pilot wycieczki 40 osobowej grupy, co niestety nie dało mi zbyt wiele czasu na samotne odkrywanie. Jako opiekun tak licznej grupy byłem zawalony pracą od rana do zmroku – za każdym razem gdy ktoś zatkał sracz, to choćby była 10 wieczorem, musiałem lecieć do recepcji i wzywać ciecia, żeby przetkał. Ale czemu ja o tym – ano chciałem tylko powiedzieć, że absolutnie nie jestem ekspertem od Birmy, opiszę tu tylko moje ekstremalnie subiektywne i powierzchowne doświadczenie z 2014 roku.

birma

Wizy mieliśmy wyrobić przez internet, tak zalecił nasz partner w Birmie. Akurat lądowaliśmy w Mandalay, na północy kraju. Podczas wyrabiania wiz przez internet, po złożeniu 7 aplikacji, ze strony zniknęła opcja robienia wizy on arrival do Mandalay.2 wizy wróciły na email – 5 nie.  Zamiast więc latać po Bangkoku, musieliśmy spędzić połowę dnia w obrzydliwej ambasadzie, z bardzo niemiłą obsługą, która sprawiała wrażenie jakby wszyscy nas nienawidzili. Mój wniosek został odrzucony bo „jest niechlujnie napisany”. Kilka innych aplikacji odrzucone, ponieważ nie wypisaliśmy adresu pracy. W końcu po całym dniu udało się…  Na lotnisku jeszcze lepsza niespodzianka – Air Asia uznała, że nasze 2 wizy wyrobione przez internet są sfałszowane. Jako dowód pokazali nam stronę w internecie na której opcja wyrabiania wizy do Mandalay zniknęła. Dopiero po licznych telefonach do Birmy i interwencji Air Asia w Mandalay, cudem w ostatniej minucie zdążyliśmy na samolot.

Lotnisko w Mandalay. Pierwsze co rzuca się w oczy, to że każdy facet i kobieta chodzi w longyi , lokalnej spódnicy, która zdaje się być najpopularniejszym ubiorem niezależnie od płci. Nie tracąc czasu, od razu uderzyłem do centrum miasta. Mandalay ma milion ludzi i jest chyba najgorszym zadupiem w całej Azji. Znalezienia sklepu z piwem, albo restauracji z jedzeniem graniczy z cudem. Po przejściu kilku kilometrów znalazłem jeden sklep z alkoholem. Nasz lokalny przewodnik twierdzi, że w Mandalay nie ma czegoś takiego jak bar lub klub, więc poszedłem szukać lasek na lokalny market. Podchodzę do kilku fajnych dupencji i normalnie SZOK w ich oczach. Miałem wrażenie, że nikt nigdy nie podszedł do nich na ulicy wcześniej. Kompletne fiasko, nie wyciągnąłem nawet jednego numeru telefonu… Zbliżał się zmrok – trzeba wracać do hotelu. Dlaczego? Ponieważ w całym mieście nie ma latarni i jest ciemno jak w dupie. Można spokojnie wpaść w jakąś dziurę lub nadepnąć na głowę węża nie zdając sobie nawet z tego sprawy. O lokalnych psach nie wspominając.

Cały następny dzień jeździliśmy po świątyniach od rana do wieczora. Kurwa, ile można tych świątyń oglądać. Przecież to jest zwykła kupa kamieni na kamieniach, wybudowanych przez chciwców którzy golą kasę z naiwnych prostych ludzi, sprzedając im mrzonki o życiu po śmierci.

Następnego dnia mieliśmy płynąć 8 godzin rzeką do Bagan. Po drodze w rzece pływam trup człowieka, ale jakoś na nikim nie robiło to wrażenia. Moi turyści opalali się całą drogę, a ja jak prawdziwy Azjata, chowałem się przed słońcem na ile to możliwe.

W końcu przybyliśmy. Bagan, kurwa co za zadupie. Podobnie jak w Mandalay, nie ma tu absolutnie nic, włączając w to oświetlenie po zmroku, czyli po godzinie 18. Cały dzień biegaliśmy po tych wszystkich kupach kamieni w okolicy – masakra, nudy jakich mało, a tyle tego jest w Bagan, że można po świątyniach całe 10 dni biegać. W tym miejscu nachodziło nas dużo ludzi sprzedających kicz dla turystów, włączając w to kilka fajnych laseczek. Korzystając z okazji, że coś dukały po angielsku, wyciągałem od nich numery telefonu (internet w Birmie praktycznie nie istnieje – to znaczy routery są, ale prędkość nie pozwala na otworzenie np. Facebooka). Wieczorem dzwonie do 3 lasek z którymi niby byłem umówiony – jedna nie odbierała w ogóle, z drugą się nie dogadałem po angielsku, trzecia stwierdziła, że nie ma motoru, żeby przyjechać w okolice mojego hotelu.  Akurat do Bagan przyjechał mój kumpel z Tajlandii, Trevor, więc próbowaliśmy imprezować w Bagan na ile się dało. Oczywiście żadnego baru tutaj nie ma – piliśmy whiskey na ulicy z jakimiś włochami i lokalnymi Birmańczykami. Nudny na maksa.

birma dzieci

Następnego dnia lecieliśmy samolotem do Inle Lake. Najfajniejsza atrakcja to chyba ten samolot malutki, bo samo Inle lake to jest następy kicz dla turystów. Niby fajnie, że lokalni rybacy łowią tu ryby za pomocą nóg, ale hmm, co mnie kurwa ryby obchodzą. Inle lake znajduje się w prowincji Shan, która słynie z kilku rzeczy – przede wszystkim są jednym z największych producentów opium na świecie, które przemycają przez graniczący Złoty Trójkąt, czyli skrzyżowanie Birmy, Tajlandii i Laosu, do sąsiednich krajów. Ponad to, Sham state nie uważa się za część Birmy i mają nawet swoją własną armie. Początkowo walczyli o suwerenność stanu Shan, a potem sponsorowani przez CIA, przeciwko birmańskim komunistą. Nie wiem jak w dzisiejszych czasach, ale jeszcze nie dawno było to niebezpieczne miejsce.

Birma jest jedynym krajem na świecie w którym muzułmanie są prześladowani. Zazwyczaj jest na odwrót – to muslimy tępią wszystko i wszystkich, od innych religii, przez homusiów aż do kobiet i walentynek. Za to w Birmie oryginalna odmiana, to lokalni Buddyści prześladują islamistów. Na pytanie skąd zaistniała takowa sytuacja, nasz lokalny przewodnik powiedział tak: „we hate them because they don’t want to work, make a lot of babies and demand free shit”. Bardzo mnie to zaciekawiło, gdyż w Europie ludzie nienawidzą ich z dokładnie tego samego powodu.

Po kolejnym locie w malutkim samolocie wylądowaliśmy w Yangoon, byłej stolicy i największym mieście kraju. No, wreszcie jakaś cywilizacja! Po odpierdoleniu Shewedagon Pagoda – najsłynniejszego zabytku w kraju, który oczywiście również okazał się kiczowatą pułapką dla turystów, wreszcie znalazłem się w okolicy która mi się podobała. Do tej pory miałem bardzo negatywne uczucia jeśli chodzi o Birmę, ale Yangoon zrobił na mnie wrażenie. Niestety miałem tu dosłownie jedną noc przed powrotem do Bangkoku, to był już nasz ostatni dzień.

W nocy lecę do klubu nocnego, którego nazwy niestety nie pamiętam. Jechało się windą na górę. Już przy wejściu, zgarnęło mnie kilku zajebistych lokalnych typków, po ubraniach od razu widać, że jakieś high so klimaty, zaprosili mnie, żebym z nimi posiedział i nie dali mi nic zapłacić, twierdząc, że jestem ich gościem. Cool. Tutaj dziewczyny były dużo bardziej kontaktowe – to znaczy kilka od razu uciekło jak zagadałem, ale po paru próbach miałem przy stoliku jakąś lokalną landrynę. Oczywiście nie mówiła nic po angielsku, więc cała rozmowa szła przez tych kolesi z którymi siedziałem. W końcu nie wiem czyj to był pomysł, ale dowiedziałem się, że jak „dam jej 10$ na taxówkę, to pójdzie ze mną spać do hotelu”. To był mój ostatni dzień w Birmie, dalej nie zdobyłem birmańskiej flagi, więc zgodziłem się na tą dziwną ofertę.

W hotelu oczywiście dramat na recepcji – nie może wejść do środka… Excellent. Zabrałem ją więc w taxi do innego hotelu, który wyglądał jak jakiś short time room gdzie przyprowadza się dziwki. Nie o takie doświadczenie mi chodziło, no ale cóż, trzeba było się poświęcić. Flaga birmańska zdobyta. Jako że miałem dobry hotel zapłacony przez firmę, nie chciałem spać w tej burdelowni, dałem tej lasce 10$ na taxi tak jak się umawialiśmy. W ogóle to nie zamieniliśmy ze sobą żadnego słowa po wyjściu z klubu, bo ona nie znała angielskiego 😀 Ale co tam, fajnie było, nie rozmowa jest najważniejsza.

Następnego dnia nastał czas aby wrócić do Tajlandii i na tym się zakończyła birmańska przygoda. Czy polecałbym Birmę? Szczerze to chuja widziałem przez te 10 dni, same kicze dla turystów, więc nie jestem w stanie stwierdzić jednoznacznie. Poza Yangoonem który był fajny, to cała Birma zrobiła na mnie negatywne wrażenie.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Uwodzenie w Tajlandii – 10 uwag


Niedawno na forum Azji Po Zmroku pojawił się taki oto wątek:

Jakie wskazówki moglibyście dać komuś, kto nie ma doświadczenia z Azjatkami, ino z białymi, a chce uprawiać tutaj seks, często i gęsto? Jakie są główne różnice kulturowe, na co uważać, jakie są główne grzechy nieporuchalne i zaniedbania niejebliwe w Tajlandii (trzeba wyganiać duchy z prezerwatywy przed seksem, albo przeprosić łózko za to, że będziemy się zaraz na nim grzmocić?), główne różnice w spotykaniu się z Tajkami a polskimi księżniczkami Joasiami

tajka-dziewczyna-azja-po-zmroku

Ponieważ odpowiedź jest nieco bardziej złożona niżeli kilku zdaniowa odpowiedź, postanowiłem skręcić z tego artykuł. A zatem do rzeczy:

  1. Najważniejsze to KEEP IT SIMPLE, bo się zwyczajnie nie dogadacie. Np. zagadując laskę w shopping mallu, twoim openerem powinno być „jak masz na imię”, bo jak walniesz czymś w stylu „chciałbym poznać twoja opinię na x”, to laska w ogóle nie zrozumie. Pytanie „gdzie idziesz?” jest innym świetnym openerem w Tajlandii – po tajsku fraza tłumaczona na „pai nai?” ma podobną funkcję jak „how it’s going” w angielskim i  nie jest uważana za niegrzeczne pytanie – wręcz przeciwnie. Generalna zasada – im prościej, tym lepiej. Żadna Tajka nie powie ci „spiedalaj”, w najgorszym wypadku zawstydzi się i ucieknie, więc możesz śmiało podbijać na ulicy, w centrach handlowych, czy na uniwersytecie.
  2. Pamiętaj, że laski nie myślą logicznie (wszystkie, nie tylko Azjatki). Graj na ich emocjach, nie próbuj nigdy nic tłumaczyć na logicznym poziomie, to nic nie daje. Sprawiaj, że czują się komfortowo. Nigdy nie wierz w to co mówią. One muszą udawać trudne, tak je zaprogramowało społeczeństwo. Abstrahując od tego, że same nie wiedzą czego chcą. Jeśli przykładowo laska ma w opisie na portalu randkowych, że „szukam tylko przyjaciół”, to nie znaczy, że nie będziesz jej walił na pierwszym spotkaniu. Jej się może naprawdę wydawać, że szuka tylko przyjaciół, ale pod wpływem emocji zrobi wszystko. Twoim zadaniem jest wywołanie tych emocji. Najłatwiej do tego dojść poprzez rozśmieszanie i droczenie się. Pamiętasz wszystkie idiotyczne gry z przedszkola? Jakieś zabawy związane z malowaniem długopisem po ręce, walczenie na kciuki, a nawet koci, koci łapki? To są wszystko idealne techniki uwodzenia.
  3. Nigdy nie pytaj czy ma chłopaka. Strzelasz sobie w nogę. Co prawda 99 na 100 Tajek i tak powie, że są single, nawet jeśli mają męża, ale w innych krajach (np Wietnam), wchodzisz tym pytanie w ślepy zaułek. Nawet jeśli ma chłopaka to nie znaczy, że a) nie szuka lepszego, b) nie jest otwarta na przygody na boku. Ja pytam ich czy mają chłopaka kiedy widzę, że są mną zainteresowane, ale mówię to w tonie „heeeej, podobasz mi się mała”).
  4.  Bądź szefem. Azjatki są uległe i przyzwyczajone, że facet o wszystkim decyduje. Nie pytaj gdzie ma ochotę pójść, tylko mów „idziemy do x”. Nie pytaj jaką pozycja w ruchaniu lubi, tylko ją obracaj w taką jak ci się podoba. Rób co chcesz, decyduj za was obojga, ona podąży. Pamiętaj że one nie są dobre w myśleniu – szukają kogoś kto im pomoże w decyzjach. Musisz być kreatywny i zdecydowany.
  5. Logistyka. Dobre miejsca na randkę – kawiarnia, lub park w pobliżu twojego hotelu lub apartamentu, tak aby łatwo było przenieść spotkanie w bardziej intymne miejsce. Kawiarnia jest świetna bo cała randka mieści się w 100 batach, park jest nie tylko darmowy, ale i daję łatwą wymówkę, że „jest gorąco, przenieśmy się do mojego mieszkania w pobliżu, bo bez air cona już nie wytrzymam”.  Najgorsze miejsce na randkę – restauracja. Kelner najprawdopodobniej posadzi was na przeciwko i nie będziesz mógł jej dotykać. Bez dotykania to możesz zostać co najwyżej jej kolegą. MUSISZ powoli eskalować kontakt dotykowy od samego początku. Inne beznadziejne miejsce na randkę – impreza. W klubie i tak poznasz wiele dziewczyn, więc po co brać ze sobą? Dodatkowo będzie cię to kosztować – w całej Azji jest przyjęte, że facet płaci za dziewczynę, jeśli zapraszasz gdzieś laskę, to w większości wypadków ona oczekuje, że pokrywasz wszystkie związane z tym wyjściem koszty.
  6. Kontakt dotykowy. Ale nie jak jakaś cipka, że niby przez przypadek. Tak jak wspominałem na górze – świetne są wszystkie gry z przedszkola. Dodatkowo każde pierdoły typu wróżenie z ręki (nawet jeśli oboje się z tego śmiejecie), czy „pokarz mi rękę… wow ale masz małą dłoń”. To co mówisz na logicznym poziomie nie ma znaczenia, każda wymówka, aby nawiązać kontakt dotykowy prowadzi was do łóżka. Kiedy przechodzicie przez ulicę – złap ją za rękę. Kiedy rozmawiacie, możesz ją dotknąć za ramię, lub włosy, ale badaj tylko grunt i wycofuj się. Dobrą techniką jest „2 kroki do przodu, jeden w tył”. Jak się trochę między wami rozwinie, to powąchaj jej szyję i powiedz coś głupiego/śmiesznego, np że pachnie jak truskawka. Akurat „strawberry” ma podwójne znaczenie, bo po tajsku jedno ze słów określające kłamcę, to właśnie „strawberry”, więc jeśli użyjesz tego tekstu, to de facto mówisz jej, że pachnie jak kłamczucha – czyli się droczysz się i zmierzasz do celu. Twoim zadaniem jest rozśmieszanie jej i nawiązywanie coraz bardziej śmiałego kontaktu dotykowego.
  7. Nie afiszuj się „zdobyczami”. W Europie zdjęcia z fajnymi laskami na Facebooku może dodadzą ci prestiżu, w Tajlandii na odwrót – zostaniesz sklasyfikowany jako playboy i nienadający się na potencjalny związek. Tutaj każdy może mieć dużo lasek jeśli chce, więc nie robi to na nikim wrażenia, a wręcz przeciwnie. Nawet jeśli walniesz zdjęcie z podpisem „koleżanka z pracy”, to  większość Tajów uzna, że na pewno ją ruchasz. Wrzucaj zdjęcia które pokazują, że masz ekscytujące życia – skok na spadochronie, nurkowanie, pilotowanie samolotem, egzotyczne podróże. Nie wrzucaj zdjęć z imprez lub z innymi laskami. Na pytanie czy masz dziewczynę, nie odpowiadaj, że NIE, bo nikt nie uwierzy. Zostaniesz uznany za kłamce. Powiedz coś w stylu „właśnie zerwaliśmy”, lub „czekam na porządną dziewczynę, dotychczas spotykam same które chyba chcą się wyłącznie bawić”
  8. Nie bądź skąpcem. Ona potrzebuje kogoś kto jest w stanie zadbać o nią i jej potencjalne dzieci. Azjaci się niesamowicie materialistyczni. Jeśli karzesz lasce zapłacić połowę rachunku, to prawdopodobnie będzie wasza ostatnia randka. Musisz jednak znaleźć balans – dużo Tajek próbuje ciągnąć na kasę ile się da, nie bój się odmawiać jeśli ona chce, żebyś coś jej kupił (np. laska w klubie która chce drinka). Nie dawaj się wykorzystywać.Nigdy nie dawaj pieniędzy do ręki, bo staniesz się sponsorem. Natomiast jeśli to ty gdzieś zapraszasz, to ty płacisz za to spotkanie. Po spędzonej nocy razem zapytaj czy chce 100 batów na taxówkę (jeśli chcesz ją jeszcze raz spotkać). Jeśli mieszkacie razem, to ty płacisz czynsz i rachunki, etc.
  9. Mowa ciała. Tutaj wszystko sprowadza się do jednego elementu – pomyśl, że ktoś patrzy na ciebie i na nią z boku. Jak to wygląda? Czy ty się do niej przymilasz i próbujesz ją wyrwać? Źle! Popraw to. Przypomnij sobie jak James Bond rozmawia z kobietami. Tam jest zachowany balans. On się do niech nie pochyla. Jeśli ona odchodzi, to on za nią nie goni jak frajer. Za to jeśli jest na odwrót – ona się pochyla w kierunku ciebie, a ty stoisz wyprostowany – idziesz w dobrym kierunku. Co wygląda lepiej, jeśli ona stoi plecami do baru, a ty do niej zagadujesz, czy jeśli ty stoisz plecami do baru a ona zagaduje do ciebie? Pamiętaj, że one lubią jak się nimi dyryguje. Weź jej rękę, niech zrobi piruet i wymień się miejscami. Fizycznie postaw ją tam gdzie chcesz. Zabierz jej rękę i połóż na swojej nodze. Cały czas pamiętaj jak to wygląda z boku. Musi być balans w mowie ciała. Kobieta może wyglądać na uległą, to jest ok. Za to facet który się klei do laski wygląda na desperata i kasuje się nie tylko w jej oczach, ale i wszystkich innych które to obserwują.
  10. Bądź nieprzewidywany. Zamotaj ją. Mów i rób sprzeczne rzeczy. Np. twierdź, że chcesz być jej najlepszym przyjacielem, a dotykaj ją w seksualny sposób. Mów, że będziecie razem robić zamki z piasku, wspinać się po drzewach i biegać za słoniami. Zapraszając do domu, obiecaj, że nie będziesz próbował jej wyruchać – chcesz się tylko przytulać, a tutaj nie wypada w miejscu publicznym. Popatrz jej romantycznie w oczy i powiedz „nienawidzę cię” (z uśmiechem na twarzy). Grunt, aby nie bądź nudnym.

Jeśli zastosujesz powyższe wskazówki, to możesz mieć w Tajlandii co noc nową dziewczynę. Nie jest to nic trudnego. Należy jednak pamiętać, że uwodzenie przypomina rzucanie piłką do kosza. Im więcej praktykujesz, tym łatwiej piłka wpada do celu. Czasami jednak mija ona cel – i to jest normalne. Na świecie jest wiele dziewczyn. Nigdy nie koncentruj się na jednej, bądź gotowy odejść. Miej opcje. Dużo łatwiej jest poznać nową dziewczynę, niż naprawiać zepsute kontakty. I najważniejsze – MUSISZ do nich podchodzić. Kobiety nie robią pierwszego kroku. Jeśli ty go nie zrobisz, to nic z tego nie będzie.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku