Issan trip dzień 4, 5, 6 – Khon Kean


Tego ranka w Maha Sarakham obudziłem się w objęciach lokalnej Tajki. Nie zobaczyłem w mieście kompletnie nic – ze stacji autobusowej od razu do hotelu i po 2 godzinach była już u mnie laska poznana na Tinderze. Wbrew pozorom, w Maha Sarakham nie jest aż tak łatwo poznać dziewczynę – to znaczy zainteresowanie z ich strony jest ogromne, natomiast jest tu problem logistyczny. W tak małym mieście, gdzie wszyscy się praktycznie znają, laska idąca z obcokrajowcem do hotelu może szybko stać się ofiarą nieprzyjemnych plotek, trochę porównywalnie do naszych rodaczek, z przeciętnej polskiej mieściny, które udają się z nowo poznanym murzynem do hotelu.

songteaw-tajlandia-khon-kean-azja-po-zmroku

Check out z hotelu o 12, ja muszę jechać do Khon Kean, jestem tam umówiony. Mówię wprost mojej Tajce, że przed wyjazdem chciałbym zrobić jeszcze jedną rundę. I to jest zajebiste w Azjatkach – one nie mają w zwyczaju odmawiać facetowi i posłusznie ściągają majtki. Po drodze jemy śniadanie – moja ulubiona tajska potrawa (oczywiście kuchnia Issańska), czyli Nam Tok Muu. Żegnam się z Tajką i obiecuje, że jeszcze do niej wrócę – fajna z niej dziewczynka, tylko wygląda tak strasznie młodo,  że ludzie trochę na mnie dziwnie patrzą na ulicy. Gdyby powiedziała, że ma 16 lat, bez problemu bym w to uwierzył. (tu szybki off topic – kiedy przyjechała mnie odwiedzić w Bangkoku tydzień później, na ulicy poszły plotki, że mam nieletnią z liceum w pokoju, lol)

W Khon Kean wysiadam na stacji autobusowej i lokalnym pick up’em przerobionym na autobus jadę w stronę dworca pociągowego, gdzie znajduje się mój ulubiony hotel za 500 thb. Pisałem już jak go znaleźć w poprzednim artykule o Khon Kean. Po tajsku taki pick up nazywa się to Song Teaw – czyli w tłumaczeniu 2 rzędy – od dwóch ławek, na których się siedzi i kosztuje tyle co przeciętny autobus, czyli jakieś 7 batów. Niestety nie zarezerwowałem pokoju i dupa – brak wolnych miejsc. Idę dalej z kilometr w górę gdzie znam kilka innych miejscówek do spania i lokuje się tam. Pokój bez ciepłej wody i klimy, prawie za darmo, 280 thb za noc. Klimy i tak nie używam, ale brak ciepłej wody o tej porze roku to nieco minus. Sam pokój – bez zastrzeżeń. Duży, czysty, sprawny internet, nawet lodówka i TV (tego drugiego urządzenia strasznie nie lubię i nawet kijem nie dotykam).

Dziś na wieczór jestem omówiony z kumpel z którym byłem w Buriram. Wieczorem lokalne studentki mają nam pokazać imprezę przy uniwersytecie. Ponieważ uniwersytet jest od centrum z dobre 7 kilometrów, zamawiamy taxi do baru Be-To-Sit. W środku spotykamy nasze studentki. Oczywiście w pubie jesteśmy atrakcją numer jeden, wszyscy parzą na dwóch białasów, widok raczej unikatowy w tym rejonie, zwłaszcza tak daleko od centrum. Ponieważ pub jest dla studentów, to cena piwa jest prawie taka sama jak w 7/11, może 10 batów więcej. Pomimo tego, że siedzieliśmy przy stoliku z laskami, podbija do nas jakiś gej i mówi do mojego kumpla – cześć, moja koleżanka bardzo chciałaby cię poznać, czy nie chcesz się przysiąść do naszego stolika? Ponieważ była fajna, kumpel się ulatnia do innego stolika, ja zostaje z naszymi „starymi” studentkami.

Dobija 12, ja muszę uciekać spać (rano o 7 praca). Pytam jednej ze studentek czy idzie ze mną spać i w odpowiedzi słyszę, że tak, ale ponieważ jest sobota, to najpierw impreza w klubie i za 2 godziny możemy iść spać. Stawiam ultimatum – albo idziemy razem od razu, albo ja wracam do hotelu i BOOM, poległem. Tej nocy spałem sam, po raz pierwszy podczas mojego tripu do Issanu. Przez pracę nie było ruchania :/ Mogłem oczywiście z nią pójść i być niewyspany, ale szczerze to w odkąd skończyłem 30 lat taki prospekt jest dla mnie raczej mało atrakcyjny – jak się nie wyśpię to źle się czuje fizycznie i psychicznie, dosłownie łapie mnie depresja.

Budzę się o 6:45, zapierdalam do 7/11 po kawę i loguje się do pracy. Nie wyspałem się tak czy inaczej, zanim dojechałem taxi z powrotem była już 1 w nocy. Rano wysyłam wiadomości do lasek które już znam z poprzednich wyjazdów do Khon Kean. O 13 przyjeżdża do hotelu nauczycielka japońskiego o której kiedyś pisałem w artykule o Udon Thani. Ona jest generalnie we mnie zakochana odkąd poznaliśmy się w Rayong, dobre 6 miesięcy wcześniej. Ma co prawda swojego tajskiego chłopaka i przez to co chwile mnie blokuje na Facebooku, ale akurat znowu zerwali (już chyba 6 raz), więc chętnie przyjechała się ze mną zobaczyć. Szybkie dymanie, byłem strasznie wyposzczony bo poprzedniej nocy się nie udało. Wiem, dziwnie to brzmi, aż 24 godziny bez seksu. Ale dla mnie to dużo, jestem przyzwyczajony robić to raczej codziennie i organizm reaguje trochę jak u alkoholika który nie może się napić. To jest oczywiście kwestia przyzwyczajenia – w Wietnamie dymałem średnio raz na tydzień i jakoś mi to nie przeszkadzało, a w Singapurze to w ogóle miałem 4 miesiące abstynencji i też przeżyłem. Mimo wszystko, w Tajlandii mam możliwość pukać laski codziennie i tak właśnie z wielką przyjemnością robię.

Tego dnia wiele się nie dzieje. Poszedłem na siłownie, jest fajne miejsce w centrum za 30 batów. To mi się podoba w Issan, w Bangkoku większość miejsc nawet nie wpuszcza jeśli nie wykupi się pakietu na co najmniej miesiąc, tutaj jest uczciwa cena i bez żadnych zobowiązań. Wieczorem niespodzianka – laska z Maha Sarakham z dnia poprzedniego mówi, że przyjedzie do mnie do Khon Kean. W sumie to ją bardzo lubię, więc zgodziłem się od razu. I tak już ze mną siedziała aż do samego końca. Ponieważ byłem bardzo wykończony tymi podróżami, resztę czasu spędzałem z młodą głównie w hotelu. Wychodziliśmy tylko coś zjeść w przerwach od ruchania.

6 dnia nadszedł czas aby wracać do Bangkoku – miałem zabookowanego klienta na nocne zwiedzanie. Bilety kupiśmy przez internet w Nakon Chai Air, firma autobusowa, która choć jest nieco droższa niż inne linie, to daje 5 razy większy standard. Siedzenia jak w samolocie, z masażem, przed oczami monitor z filmami, do wyboru 6 opcji, jakieś zjebane gry, do tego jedzenie, kawa, smakołyki, etc. Full wypas. Polecam na maxa!

40 minut przed wyjazdem młoda dostaje jakiejś sraki i zamyka się w kiblu. Tymczasem ja muszę lecieć na autobus, bo przepadnie mi bilet. W końcu wychodzi. W recepcji zamawiamy taxi, czekamy 20 minut  nic…. Nie przyjechała. Co za kurwa barany. Zaczynam się stresować, bo jak nie zdążę na autobus to przepadnie nie tylko bilet, ale i rozminę się z klientem w Bangkoku. Lecimy na główną ulicę i biorę tuk tuka. Mówię mu, że autobus Nakon Chai Air, a ten osioł mnie bierze na centralną stację autobusową (w Khon Kean są dwie i zabrał mnie na złą). 10 minut do odjazdu. Nie ma szans dojechać na obrzeża w 10 minut… Dzwonię do kumpla, żeby stał w drzwiach i trzymał autobus. Tuk tuk zapierdala 100 na godzinę i w końcu po jakiś 20 minutach jesteśmy  na miejscu. Autobus czeka już tylko na mnie, znajomy skutecznie blokuje możliwość odjazdu. Wskakuje tak szybko, że nawet nie zdążyłem się pożegnać z młodą z Maha Sarakham. Udało się, jestem w środku 🙂 Po tygodniu w podróży jadę do domu w Bangkoku… Fajnie było i nie mogę się doczekać kolejnego tripu do mojej ulubionej części Tajlandii.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Current whereabouts – czyli co u mnie


Czas w Azji dosłownie zapierdala. Jeszcze parę miesięcy temu miałem 25 lat, a tu już 3 dychy strzeliło. Patrzę na moje zdjęcia z Bangkoku i Singapuru, czyli wydawałoby się w miarę świeży rozdział w moim życiu, a jednak wyraźnie da się na nich dostrzec, że jeszcze 5 lat temu miałem zdecydowanie więcej włosów. Starość kurwa!

14484907_10209796516125486_2517807013365369885_n

Anyway, ponieważ wszystko się zmienia szybko i to co było aktualne 2 miesiące temu, niekoniecznie jest dalej na czasie, postanowiłem przedstawić my current whereabouts, czyli miejsce zamieszkania, praca i plany na najbliższa przyszłość.

A więc aktualnie udało mi się dorwać pracę dla szwedzkiej firmy w formie zdalnej, czyli życie digital nomada w najbliższej przyszłości jest bardzo realne. Wyciągam z tego szwedzką wypłatę w euro, fortuny nie ma, ale nawet minimalna krajowa w Szwecji jest dość pokaźną sumą w Azji, więc generalnie jestem zajebiście zadowolony. Nie muszę oglądać żadnych klientów, spotykać się z szefem, czy nawet tracić czas na podróże do miejsca pracy. Innymi słowy jest wypas. Nie za bardzo chce się wdawać w szczegóły co dokładnie robię, ponieważ jestem tam Świeżakiem i nie chce robić sobie konkurencji. Jak zagrzeję sobie miejsce to rozwinę temat. Niestety nie jestem samo zatrudniony, a pracuję na etat, co oznacza, że muszę być online zgodnie z europejską strefą czasową. Jeśli nie ma mnie przy kompie dłużej niż 10 minut to system automatycznie mnie wyloguje i powiadomienie leci prosto do szefa, więc jak gdzieś jadę na motorze, to na każdych światłach wyciągam laptopa i w coś klikam, żeby była aktywność. Ludzie się na mnie dziwnie patrzą, bo chyba nie jest normalne, że ktoś jeździ motorem z otwartym laptopem, ale w sumie to mnie jebie co kto o mnie myśli 😉

Ponad to, w każdy wtorek i czwartek uczę tajskiego dwóch anglików. Bardzo mi to nie pasuje, ponieważ mając możliwość podróży i pracy skądkolwiek, chciałbym już teraz zapierdalać po głównych miastach Issau, ale że zapłacili za 30 godzin z góry, to nie za bardzo mam jak to teraz odkręcić.

W związku z tym, do listopada raczej będę siedzieć w Bangkoku. Może się okazać, że nawet dłużej, ponieważ zaczyna się sezon turystyczny i w poniedziałek mam pierwszą grupę do oprowadzania. Z tego jest dobra kasa, więc jeśli jest możliwość to raczej skorzystam. Moją pracę online kończę o 12 w południe więc realne jest robienie czegoś dodatkowego.

No i oczywiście należy wspomnieć kogo aktualnie rucham 🙂 Ponieważ jestem leniwy, ostatnimi czasy biorę laski z Badoo i umawiam się z nimi od razu w swoim mieszkaniu. Jak jakaś nie chce się spotkać u mnie, to gadam z następną i zawsze się znajduje jakaś bez oporów, żeby od razu jechać na pokój. Dobrze jest mieszkać w Tajlandii!

Poznałem w ten sposób 19stkę z Hua Hin. Na pierwsze 2 spotkania przyszła z koleżanką, ale jak już kiedyś wspominałem, to nie jest takie złe, bo bez żadnych oporów można brać na mieszkanie nawet na pierwszej randce. Na trzeciej randce już jej wprost powiedziałem, że ma przyjść sama i przyczepiła się trochę jak rzep do ogona, to znaczy przychodzi do mnie codziennie, ale generalnie mi odpowiada, bo laska jest pół Tajką pół belgijką (coś nowego), ojciec z Belgii wysyła jej w chuj kasy, więc nie tylko nie muszę nic na nią wydawać, ale nawet często ona płaci za mnie jak idziemy na imprezę albo coś wpierdolić. Laski ze swoją kasą (albo kasą taty lol) są fajne. No i jest jeszcze jeden duży benefit dla którego ją na razie trzymam – ona ma własny dom w Hua Hin, a jest to miejscowość nad morzem, gdzie chętnie bym sobie pomieszkał na jakiś czas, zwłaszcza, że mam pracę zdalną, wiec póki co żyję trochę w monogamii (bleh).

A co do planów na przyszłość, to o ja pierdole ile mam pomysłów. Najpierw na pewno będzie Issan. Zawsze chciałem mieszkać w Khon Kean – moim ulubionym mieście. Myślę, że w listopadzie się tam przeniosę na tak długo, aż mi się nie skończy wiza którą jeszcze mam z uniwersytetu… A potem? Omg, jest tyle miejsc w których chce spędzić co najmniej miesiąc. Bardzo tęsknię za moją dupcią z Laosu, więc możliwe, że na miesiąc pojadę do Vientiane i zostanę z nią. Ona ma swoje mieszkanie, więc nie muszę wydawać nawet na hotele. Czuję, że nie wystarczająco dobrze znam Kambodżę (pomimo tego, że byłem ponad 10 razy w tym kraju), więc chyba będzie trzeba na miesiąc pojechać tam. Nigdy nie byłem na Filipinach, a z tego co wiem, to Tajlandia i Filipiny to 2 najlepsze kraje na świecie jak chodzi  ruchanie zajebistych lasek, więc myślę o Cebu i Boracay. Nigdy nie byłem w Indiach. Nie wiem czy wytrzymam cały miesiąc bez ruchania (hindusek bez ślubu się raczej nie da pukać, ale spróbujemy), więc jest opcja albo turystki albo abstynencja (aka trzepanie lol). Niestety mnie białe laski w ogóle nie pociągają, przez ostatnie 5 lat miałem jedną i czułem, że nawet mi w pełni stanąć nie może… nie moje klimaty (no chyba, że Ruskie dziewuszki!!!). Na pewno chcę spędzić miesiąc na Bali w Indonezji. Kuszą mnie też Chiny bo byłem tylko 7 dni i to z moją ex z Francji, więc nie miałem okazji nic z Chinkami podziałać. Co ciekawe nawet jak byłem ze swoją dziewczyną, to Chinki dalej to mnie przychodziły zagadać! Musze pojechać zrobić inspekcję…

A potem? Ehhh, Afryka lub Ameryka Południowa. Ale to po kolei, nie wszystko na raz…

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.