Z Bangkoku do Laosu motorem – 600 km na dwóch kołach


Po tym jak moja wiza pracownicza została trzykrotnie odrzucona przez urząd imigracyjny w Bangkoku, kilka dni temu postanowiłem udać się z tymi samymi dokumentami do konsulatu Tajlandii w stolicy Laosu. Pomimo tego, iż Laos nie jest moim ulubionym miejscem, a Vientiane jest 700 tysięczną wioską, w której po 12 w nocy ciężko spotkać żywą dusze na ulicy, to jednak tamtejszy konsulat ma opinię bycia najbardziej przyjaznym w rejonie. Wyjazd okazał się rozsądną decyzją i takoż po praz pierwszy od 7 lat pracuję w Tajlandii legalnie na wizie non-immigrant B.

Motorem z Bangkoku do Laosu

Motorem z Bangkoku do Laosu

Jak dostać się do Laosu? Najprościej oczywiście polecieć samolotem. Bezpośrednie połączenie na trasie Bangkok – Vientiane istnieje w linii Air Asia, choć dużo taniej wychodzi polecieć do miasta Udon Thani z Lion Air (30$ w każdą stronę), po czym przejechać lądem do granicy w Nong Khai (60 km) i przejść na drugą stronę. Vientiane jest tuż przy granicy, podróż zajmuje 20 minut i kosztuje 3$ za taxówkę lub jakieś drobne za autobus.

Ja jednak wybrałem inną opcję – postanowiłem przejechać całą trasę na CBR. Nie jest to oczywiście najbezpieczniejsza opcja, tym bardziej nie najszybsza, ale zdecydowanie najbardziej ekscytująca. Dodatkowo, będąc trochę jak przysłowiowy marynarz, który ma w każdym porcie inną, możliwość zatrzymywania się po drodze w moich ulubionych miastach i odwiedzanie koleżanek, przymówiła za tą właśnie opcją. A zatem w drogę…

Jak się jeździ w Tajlandii. Generalnie bardzo wygodnie – drogi są bardzo dobre, z północy na samo południe są duże autostrady, miejscami mają nawet 5 pasów w każdą stronę. Stacje benzynowe, restauracje, wodopoje etc, są w bliskich odległościach. Co 30 km są warsztaty w których można dokonać drobnych napraw w razie potrzeby. Generalnie przez większość trasy sunąłem 120km/h i była to przyjemna podróż. Oczywiście polecam pamiętać, że w Tajlandii na drogach ginie 30 osób dziennie, natomiast ja nauczyłem się prowadzić dopiero tutaj na miejscu (w Europie nigdy nie prowadziłem) i to właśnie w Tajlandii czuje się najbezpieczniej. Kiedy prowadzę w innych krajach, nie wiem czego się spodziewać po innych kierowcach. Tutaj wszyscy są przewidywalni.

Przejechanie z Bangkoku do Udon Thani zajęło mi około 10 godzin z postojami. Zalogowałem się do mojego ulubionego hotelu i nie tracąc czasu, odpaliłem Tinder i Thai Friendly. Na jakieś efekty trzeba było chwilę poczekać, a ja w między czasie ruszyłem zrobić rundę po barach. Swoją drogą, dobrze działa motor na laski, co chwile przybiegają zrobić sobie zdjęcie z zadają głupie pytania typu „czy jest szybki”.

O północy postanowiłem podjechać pod klub Phoenix. Duży, duży, błąd. Jak się jest po 5 piwkach, to lepiej wiedzieć gdzie są check pointy policyjne, bo inaczej się można wdupić, tak jak mi się to udało. Dmuchnięcie w alkomat i zapaliła się czerwona lampka. Ooops. Oficjalnie w Tajlandii grozi za to noc w areszcie (wypuszczają dopiero następnego dnia około 15stej) oraz szybka rozprawa sądowa i 20,000 batów kary. Wydmuchałem 0,65 i choć policja była całkiem przyjazna, jak to w tych rejonach bywa, to jednak zabrali mi motor i zaczęli proces aresztowania. Mnie się jednak śpieszyło, następnego dnia z samego rana musiałem już być w Laosie i nie było opcji, żebym spędzał noc w areszcie. Po 15 minutach negocjacji, policyjnym samochodem podjechaliśmy pod bankomat i musiałem wyskoczyć z 8,000 batów „bez wypisywania”. W drodze powrotnej w ostatniej chwili złapaliśmy policjanta, który odpalał już mój motor aby odwieźć go na komisariat.

W Bangkoku nigdy nie zatrzymuje mnie policja, ostatni raz chyba z 2 lata temu. Wynika to z tego, że znam każde miejsce w którym mogą się rozstawić i po prostu nie przejeżdżam przez te punkty. Stąd też moje złudne poczucie bezpieczeństwa, „skoro nie złapali mnie przez 7 lat, to na pewno i nie dzisiaj”. Więcej już na pewno nie mieszam alko z prowadzeniem, bo za drogo wychodzą ewentualne wpadki.

Oczywiście ochota na imprezę mi przeszła, za to zachciało mi się więcej alkoholu. Bary w Udon Thani są zamykane punkt 12, wtedy po imprezowych ulicach łazi mnóstwo ludzi. Zagadałem do jakiejś laski, żeby załatwiła mi piwerko i po 5 minutach oboje sączyliśmy  San Miguel light. Po pół godzinie byliśmy już w jej hotelu. Na początku wydawało mi się, że ona jest zwyczajnie mało kumata, dopiero w hotelu zauważyłem, że jest na haju. Skurcze mięśni, drapanie, łapanie się za głowę, wielkie czarne źrenice. Czasami wycoodziła do łazienki, tylko po to, żeby od razu wrócić. Innym razem mamrotała sama do siebie. Stawiam, że paliła Ice. Pytam co brała, mówi, że nic. Ale mnie się oszukać nie da. Była dobrze zrobona, więc bez tracenia czasu popchnąłem ją na łóżko i noc zakończyła się w typowy sposób. Tuż po akcie musiałem iść spać – zostało mi kilka godzin snu, więc od razu wróciłem do hotelu. Powiedziałem jej jeszcze na wyjściu, że jeśli naprawdę nic nie brała, to niech następnym razem nie zostawia drinka samego w barze, bo na 100% była na dragach.

Prowincja Loei

Prowincja Loei

Następnego dnia o 7 byłem już na trasie Udon Thani – Nong Khai. Z granicy udałem się prosto do konsulatu i wyszedłem bardzo zadowolony, gdyż moje dokumenty zostały przyjęte bez nawet żadnego komentarza. W Bangkoku co chwile im się coś nie podobało i musiałem uzupełniać dokumenty o same pierdoły typu zaświadczenie o niekaralności. Wiza kosztuje 2000 batów (zwykła turystyczna 1000).

W Laosie generalnie nie wolno spać z dziewczynami – to znaczy jest to prawnie zakazane i nielegalne. Teoretycznie jeśli chcemy iść z Laotanką do hotelu, należy pokazać akt małżeństwa. Dlatego też moim priorytetem przy wybieraniu hotelu było upewnienie się, czy aby na pewno mogę tam z kimś wrócić. W recepcji pytałem prosto z mostu czy nie ma problemu jeśli wrócę z dziewczyną i zabrałem pierwszy hotel który się zgodził u jakiś typków z Bangladeszu.

Po kilku godzinach snu, zabrałem się za odszukanie Bee – dziewczyny z którą spędziłem noc rok temu, kiedy byłem w Laosie. Niestety dała mi wyłącznie Line ID. Mam na liście jakieś 1000 kontaktów, więc przejechanie przez nie wszystkie kilkukrotnie aby ją znaleźć, zajęło mi dużo czasu i nie przyniosło efektu. Stawiam, że zmieniła imię i usunęła zdjęcie, bo nie udało mi się jej znaleźć. Druga próba – przejechałem przez cały Tinder aż skończyły mi się Like’i. Również fiasko. Ostatni desperacki akt – udałem się do baru w którym ją poznałem i pokazywałem jej zdjęcie obsłudze. W końcu znalazłem jedną barmankę która ją zna (choć nie ma do niej kontaktu). Powiedziała, że Bee już tutaj nie bywa, ponieważ wzięła ślub i jest siedzi w domu z mężem. Ehh…

Mój następny cel – Bor Pen Nyang. Dopiero teraz odkryłem ten bar i byłem przyjemnie zaskoczony, ponieważ był dość pełny, pomimo tego, że Vientiane to wieś i knajpy są raczej pustawe, a ludzie chodzą spać o 11, aby rano zasuwać na pole ryżowe. Sącząc browarka Lao zdążyłem się umówić z jakąś laską przez Tinder, miała podjechać do baru na motorku. W między czasie zawołała mnie do stolika inna Laotanka, która miała przy stoliku koleżankę i jakiegoś białego, jak się okazało – Polaka, który też mieszka w Bangkoku. Olałem laskę z Tindera i skupiłem się na tej z baru. Postawiłem jej drina, wypiłem jeszcze jedno piwo i o 12:30 zamknęli bar. Wtedy też, bez żadnych obiekcji poszliśmy razem do mojego hotelu, gdzie mieliśmy dwie rudny – nocną i poranną.

Tego dnia musiałem odebrać mój paszport z konsulatu i okazało się, że Laotanka akurat jedzie do Khon Kean w Tajlandii do chirurga, zrobić sobie sylikonowe cycki. Stać ją na sztuczne cycki, ale oczywiście nie zapomniała poprosić o 3 dolary na tuk tuka. Akurat miałem przejeżdżać przez Khon Kean w drodze powrotnej i dogadywaliśmy się, że pojedziemy razem motorem, ale ostatecznie zmieniła zdanie, bo do jej podróży chciała się przyłączyć jakaś koleżanka.

Laos jest super pod względem językowym, bo dosłownie każdy mówi tam po tajsku i to nie, że trochę, tylko płynnie, rozumieją dosłownie wszystko, włączając w to slang, a także problemu czytają tajski, nawet pomimo tego, że ich alfabet jest inny. Nie wiem czy laotańskie potrawy są takie same jak tajskie, ale jak im podawałem nazwy typu „pad pring geng tale” to przychodziły bez problemu i smakowały jak tajskie. Jednym z minusów Vientiane są ceny za jedzenie, co-najmniej 2 razy większe. Zarówno street food, jak i restauracje. W Tajlandii można jeść za 40 batów na ulicy i od 120 w restauracji. W Laosie było to razy dwa. Za to alkohol jest o połowę tańszy, więc akurat się wyrównywało.

Po odebraniu paszportu musiałem wracać jak szybko się da, ponieważ nie chciałem jechać motorem w nocy z ograniczoną widocznością. Niestety zanim przekroczyłem granicę, była już 15:30 i nie byłem w stanie zajechać daleko. Ostatecznie postanowiłem zmienić trasę i skręcić do prowincji Loei, gdzie znam pewną Tajkę, która wiedziałem na 100%, że będzie zainteresowana spędzeniem ze mną nocy. Co ciekawe, jest to jedna z Tajek, której jakiś życzliwy czytelnik przetłumaczył Azje Po Zmroku i „donosił”, że jestem bad boyem na którego trzeba uważać. Jak słodko, hehe 🙂

22894491_10213659548258875_8818801931646694715_n (1)

Motorem z Laosu do Bangkoku

Prowincja Loei przywitała mnie mrozem. 20C to dla mnie ekstremalna temperatura, było tak zimno, że nie bardzo mogłem jechać motorem. Ubrałem na siebie 3 koszulki i dalej dygotałem. Nic cieplejszego przy sobie nie miałem.

Wieczorem moja nimfa zaczęła robić wymówki, że ma chłopaka i nie może się ze mną bzykać. Oczywiście jestem za stary, aby wierzyć w to co mówią dzieczyny – prawie zawsze kłamią same sobie, więc zwyczajnie obiecałem, że idziemy tylko na zupę noodlową bez żadnych „romantycznych dodatków”, na co bez problemu się zgodziła. Po zupie zapytałem, czy możemy gdzieś się przytulić w bardziej prywatnym miejscu. Zjechaliśmy na motorach w jakąś soi’ke i pare minut się mizialiśmy, ale spłoszyli nas przechodzący ludzie. Być może przeciętny turysta nie jest w stanie tego zrozumieć patrząc na Pattaye, Phuket, czy centrum Bangkoku, ale Tajlandia generalnie jest bardzo konserwatywna jak chodzi o „pieszczenie się” w miejscach publicznych. Zwłaszcza jeśli mamy do czynienia z parką Tajka – farang. Jest wielu Tajów, którzy od razu uznają, że skoro Tajka robi coś z białym, to znaczy, że jest dziwką. Paradoksalnie, bywa i tak, że nawet prawdziwe dziwki nie chcą, aby ktoś o nich myślał jako o „dziwce”, więc bez problemu się całują z facetem na plaży w Pattaya, ale u siebie na wsi w Buriram, nawet trzymanie się za rękę na ulicy nie wchodzi w grę.

Laska z Loei nie chciała iść do mnie do hotelu, ale wymyśliła inne „prywatne” miejsce. Jechaliśmy 10 minut poza miasto nad jakieś jezioro i tam w krzach, jak prawdziwi nastolatkowie, zrobiliśmy to. Ani na chwilę nie mogłem przestać myśleć, że zaraz nadepnę na jakiegoś węża, ale ostatecznie udało się wyjść bez zostania pożartym przez dzikie zwierzęta.

Po akcji w krzakach nad jeziorem, przy mrozie 20C stopni, Tajka musiała wracać do domu, bo kazali jej rodzice. Było już po 12. Ja pojechałem prosto do klubu o nazwie Robot. Impreza mega fajna, tylko ja całkiem na trzeźwo – nie chciałem, aby znowu policja mnie zgarnęła. Piłem wodę gazowaną i robiłem wszystko co w mojej mocy, aby Tajowie nie polewali mi whiskey. Jak ktoś był w klubie tajskim to wie o czym mówię – Tajowie na widok białego muszą się stuknąć szklanką, a jak w szklance brakuje whiskey, to od razu leją ze swojej butelki bez pytania. Po jakiś 40 minutach zostałem zaproszony do stolika, 2 Tajów i 4 Tajki. Oczywiście była to wielka sensacja – farang mówi po tajsku. Bombardowali mnie tymi samymi pytaniami z każdej strony, ale dzięki temu szybko „zgrałem się” z jedną z dziewczyn. Przytulaliśmy się, tańczyliśmy razem i byłem już na 90% pewny, że noc skończymy razem. Sytuacja mnie bardzo wciągnęła, ponieważ rano zrobiłem Laotanke, wieczorem Tajkę z Loei, a tu mi się klei trzecia laska i przyznam, że zrobienie trzech w jeden dzień byłoby moim życiowym rekordem. Niestety, kiedy tylko wypili flaszkę, wszyscy zebrali się razem. Na pytanie czy nie chce zostać ze mną, powiedziała nazwę baru gdzie pracuje i, że mogę ją tam odwiedzić następnego dnia, ale dzisiaj będzie już wracać. I dupa a nie rekord, ciężkie życie.

Rano następnego dnia planowałem przejechać 420 km do Lopburi, ale okazało się, że mam klienta na następny dzień, więc ostatecznie skończyło się na 600 km rajdzie aż do Bangkoku. Przejechanie przez Loei było naprawdę zajebistym doświadczeniem – super góry, wysokie i ładne, nawet nie wiedziałem, że gdzieś poza okolicami Chiang Mai są tak wysokie góry w Tajlandii. Co chwile ostre zakręty, ale mając pożądany motor z dużymi oponami, gibanie się na nich było super zabawą… Po około 10 godzinach dojechałem do Bangkoku i tego dnia nie miałem już siły na nic – udałem się prosto do łóżka. Te kilka dni spania po pare godzin zostawiło odcisk na kondycji. Mimo to, było zajebiście i ciesze się, że nie leciałem samolotem.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Reklamy

Wywiad dla magazynu Twój Weekend


Wywiad dla magazynu Twój Weekend

Wywiad dla magazynu Twój Weekend

Twoj weekend: Czytając Twojego bloga można odnieść wrażenie, że czyta się opowieści wyssane z palca kumpla, który zawsze miał słabość do fantazjowania, tymczasem to jest Twoje prawdziwe życie. Czy często spotykasz się z niedowierzaniem w Twoje historie?

Michal Forsaken: Nie często, ponieważ większość ludzi którzy czytają moją stronę to stali bywalcy Azji i dobrze wiedzą jak łatwo poznać dziewczyny będąc białym facetem w Tajlandii, czy na Filipinach. Ja nie jestem jakiś wyjątkowy, większość moich znajomych, którzy mieszkają w Bangkoku kilka lat, ma na „liczniku” 3 cyfrowe ilości Tajek. To nie jest jakaś sekretna wiedza. Jeśli jakiś hipotetyczny Janusz jest w stanie wyciągnąć dziewczynę z klubu w Warszawie raz w miesiącu, to w Bangkoku będzie mu się udawało 5 razy częściej. Za samo bycie europejczykiem ma się tutaj +75%. Natomiast jeśli ktoś nigdy nie jest w stanie poderwać żadnej polki, to może mu nie wychodzić i tutaj, z czym również się spotykałem.
Są oczywiście osoby które nie wierzą w moje historie. Mnie to osobiście rozbawia, bo czy moje życie jest naprawdę tak nietuzinkowe, ażeby ktoś mógł powątpiewać w jego prawdziwość?

TW: Rajskie wyspy, cudowny klimat, imprezy, laski… czy nie czujesz czasem, że żyjesz jak w śnie?

MF: Mieszkam w Tajlandii od ponad 6 lat, przez pierwszy rok faktycznie czułem się jak gdybym zhakował własne życie. Ten okres jednak przeminął. Wyprawa na rajską wyspę, czy przespanie się z kolejną tajką jest czymś normalnym, wręcz rutyną, a imprezy w Bangkoku zwyczajnie mi się znudziły. Co innego, gdy wyjeżdżam na weekend do jednego z sąsiednich krajów, wtedy część początkowych emocji powraca.

TW: Często organizujesz podróż życia Polakom? Ile kosztuje taka przyjemność?

MF: To zależy od sezonu. Od listopada do lutego mam klientów praktycznie codziennie, natomiast kiedy w Polsce zaczyna się ładna pogoda, a u nas w Tajlandii sporo leje ze względu na porę deszczową, w turystyce następuje zapaść i rzadko kiedy mam więcej niż 2 grupy tygodniowo. Ceny zależą od tego, czego życzy sobie klient. Za samo zwiedzanie Bangkoku dla kilku osób nie wychlodzi duzo. Jeśli grupa liczy więcej niż 5 osób, to raczej potrzebny nam jest minivan z kierowcą, co oczywiście zwiększa koszty. Organizuję też wyjazdy w okolice Bangkoku, czyli do Pattaya, Kanchanaburi, Ayuthaya, etc. Zasadniczo jestem w stanie zorganizować wszystko czego potencjalnie może potrzebować przyjezdny do Tajlandii.

TW: Odwiedzają Cię też Polki? Mają ochotę na zabawę z Tobą czy bardziej z Azjatkami/Azjatami? 

MF: Odwiedzają. Są to dziewczyny lub żony czytelników Azja Po Zmroku. Nie za bardzo rozumiem co masz na myśli poprzez zabawę? Jesli chodzi o zabawy ze mna, to raczej nie. Raz dostałem maila od dziewczyny przedstawiającej się jako fanka, innym razem zaproszenie na spotkanie jeśli będę w rodzinnym Bielsku, ale nigdy rozmowa na seksualny tor nie zeszła.

TW: Bardzo często wyruszając w Azję na „podbój serc Azjatek” Europejczycy boją się chorób przenoszonych drogą płciową. Jak się przed nimi chronić? Oprócz prezerwatyw są jakieś sprawdzone sposoby, żeby nie przywieść do domu jakiegoś choróbska?

MF: Nie ma innego sposobu niż prezerwatywy. Problem oczywiście istnieje, polecałbym zabezpieczać się za każdym razem, ponieważ żółtaczką, opryszczką, czy HPV, bardzo łatwo się zarazić. Nie jestem lekarzem, więc nie chcę się rozwodzić na ten temat. Powiem tylko tyle, że nigdy nie spotkałem osoby z HIV w Tajlandii, za to podczas pobytu w Londynie, miałem do czynienia z takimi osobami. Jak wszędzie na świecie, grupy największego ryzyka to homoseksualiści oraz prostytutki.

TW: To prawda, że prezerwatywy w Tajlandii są droższe od pary butów?

MF: Skąd te bzdurne informacje? Prezerwatywy kosztują 4 zł. Durex jest droższy – 10 zł. Najtańsze buty – trampki – są dostępne w Tesco za 25 zł, ale raczej większość butów to koszt około 50 zł. Oczywiście w Tajlandii płaci się w batach, nie złotówkach.

TW: Czy jest jakaś granica/doznanie, które chciałbyś przekroczyć/przeżyć?

MF: Szczerze to nie zastanawiałem się nad tym. 2 dziewczyny już były, to może teraz 3? Haha.

TW: Jakie jest Twoje największe marzenie?

MF: Pasywny dochód, tak abym mógł poświecić 100% czasu oddawaniu się hedonistycznym przyjemnością

TW: Opisz proszę pierwsze 30 sekund rozmowy z dziewczyną, którą chcesz zaprosić do hotelu.

MF: To zależy od sytuacji. Zazwyczaj mówię, abyśmy przenieśli się do mojego mieszkania poprzytulać się, ponieważ w miejscu publicznym nie wypada. Inną alternatywą jest zaproszenie na film, naukę angielskiego, lub przeniesienie się do klimatyzacji, ponieważ w Tajlandii zawsze jest gorąco. Zawsze obiecuję, że na 100% nie będzie seksu i na 95% i tak będzie 🙂

TW: Piersi czy pupa?

MF: Tajki są generalnie mało krągłe i chudawe. Pomimo tego, że kiedyś był to mój typ, po ponad 6 latach przerabiania prawie takich samych figur, jestem bardzo spragniony dużych piersi, więc jeśli potencjalna kandydatka takowe posiada, to duży, duży plus. Zdecydowanie piersi.

 

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

 

Zawiła historia o B. – najbardziej seksowna i jebnięta Tajka z jaką się spotykałem (część 1)


Intro

Dzisiaj opowiem wam o najbardziej groteskowej Tajce jaką miałem okazję poznać. Nie wiem jak określić nasze relacje, albowiem w języku polskim brak odpowiedniego słowa. Po tajsku można po prostu powiedzieć กิ๊ก i wszystko jest jasne. Innymi słowy, chociaż ruchaliśmy się prawie przez 8 miesięcy spędzając ze sobą kilka dni w tygodniu, nigdy nie uważaliśmy się za coś więcej niż znajomych. I jeszcze słowem wyjaśnienia – dlaczego umawiam się z tak tępą laską i torturowałem się jej debilnym zachowaniem, bezmyślnymi decyzjami i kapryśnym humorem. Ano odpowiedź jest bardzo prozaiczna: cycki wielkie jak melony, brzuch płaski jak arabski dywan, proporcje pupy do reszty ciała również idealne jakby zrobione z przyłożeniem linijki. Ona była po prostu niesamowicie seksowną 19stolatką i tak strasznie mnie kręciła, że jest to nieporównywalne z innymi laskami.

B., Tajka, Tajlandia, Bangkok dziewczyny

B. we własnej osobie

Genesis

Sporo randomowych osób dodaje mnie na Facebooku. Nie jestem jakiś bardzo wybredny jeśli chodzi o to kogo przyjmuję. Nie potwierdzam osób z jawnie fake’owym kontem, zdjęciem profilowym na którym znajduje jakiś kurwa kot, albo samochód, małą ilością znajomych, etc. Za to w przypadku Azjatek,  patrzę na ich atrybuty zewnętrzne oraz lokalizację. I tak np, jeśli wybieram się do Indonezji, a dodaje mnie w miarę fajna laska z Jakarty, to przyjmuję ją bez wahania. I w ten właśnie sposób dodała mnie B.

Pierwsza randka

B. mieszkała na wsi w sercu Issanu, w prowincji której nazwy nie będę podawał. Po około roku przeprowadziła się do Bangkoku. Sam fakt jej nagłego pojawienia się w stolicy nie byłby wystarczającym powodem ażeby skłonić mnie do wysłania jej wiadomości, za to zbieg okoliczności sprowadził nas na wspólną drogę. Ano siłownia do której byłem zapisany, akurat miała promocję i mogłem przyprowadzić jedną osobę na trening Muay Thai za darmo. Z kole na FB B. widniał taki oto wpis: „gdzie w Bangkoku mogę zapisać się na Muay Thai, kto chce ze mną iść?”. Kilka dni później byliśmy razem kopać i boksować i od tego się zaczęło. B. była ubrana niby na sportowo, ale naprawę każdemu na siłowni było ciężko skoncentrować się, żeby non stop nie gapić się jej na wszystkie części ciała. To nie, że po prostu fajne cycki w obcisły, ubraniu, ona na serio ma idealnie proporcje wszystkiego. Do dzisiaj pamiętam prąd napływający do ptaka na sam jej widok… Zbiegiem okoliczności okazało się, że B. jest również moją sąsiadką, mieszka dosłownie 2 uliczki w dół, czyli 5 minut jazdy motorem. Po treningu spędziliśmy wspólnie noc. Nie chodzi tu o jej umiejętności w łóżku, bo w tej sferze była akurat raczej egoistyczna i nic specjalnego sobą nie prezentuje. Za to było to prawdopodobnie najlepsze nagie ciało w jakie miałem przyjemność wchodzić w całym moim życiu.

Trzecia randka

Od zawsze wiedziałem, że B. jest, hmm, jebnięta, to chyba najlepsze słowo. Za długo mieszkam w Tajlandii, aby mieć dobrą opinię o Tajce która tak się ubiera i zachowuje, za dobrze znam ten typ. Lubi się rżnąć na lewo i prawo i nie mnie to oceniać, ja również jestem męską dziwką. Już na trzeciej randce pokazując mi jakieś zdjęcia w Iphonie, „przypadkowo” wyskoczyło zdjęcie z basenu z jakimś kolesiem. Po kolejności fotek wiedziałem, że jest zrobione po naszej randce Muay Thai. Ale czym się przejmować, niespodzianki tutaj akurat nie było. Są za to wielkie cycki i mega radość z seksu. I tak btw, chociaż wyglądało to jakoby ona specjalnie pokazała mi zdjęcie z innym kolesiem, to był to przypadek. Tak, ona naprawdę była tak głupia, że przypadkowo pokazała mi za dużo. Udałem, że nic nie widzę.

Tydzień później

Fajnie mnie sprzedał ochroniarz. B. zapytała się go, czy rucham inne laski, na co on, chociaż nie powiedział, że tak, to zaczął się śmiać jak debil i nawet pomimo tego, że B. była wyjątkowo nierozgarnięta, to ta reakcja była tak oczywista, że B. zaczęła robić sceny zazdrości. Pewnie się zastanawiacie dlaczego, skoro sama ruchała się z innymi. To jest typowo tajskie podejście. One mogą robić wszystko, ale od faceta wymagają, że będzie się zachowywał jak należy. Jakie sobie do tego dorabiają wymówki, to już różnie bywa… W mieszkaniu B. oznajmia, że mam jej natychmiast dać telefon i pokazać rozmowy na FB i Line. Mówię, żeby się jebała, na co ona blokuje mnie na wszystkich aplikacjach. Myślę sobie, no ok, czas zakończyć tą komedię i ją wyjebać. Mówię jej więc, że ma wypierdalać i niech nigdy nie wraca. Ona myślała, że ją odwiozę do domu jak dżentelmen, bo ciemno, późno w nocy, etc. Ale się przeliczyła, wyrzucam ją za to, że się zachowują jak małpa i jeszcze ją mam zawieźć do domu…? Ehh, nie sądzę.

2 tygodnie później

Po tygodniu milczenia B. jak gdyby nigdy nic dzwoni i pyta czy pójdę z nią coś zjeść. Idziemy na zupę noodlową, po czym znowu lądujemy u mnie w mieszkaniu. Przyznam, że mam kurwa do niej słabość i tęskniłem za tym ciałem, choć przybywanie z nią jest po protu męczące. Ściągam z niej majtki, a tu nagle… „a kupisz mi buty za 1500 batów?”. Mówię jej, że jak jest dziwką, to niech spierdala na Sukumvith szukać klienta, ale do mnie bez takich tekstów. Obracam się wkurwiony na drugi bok, na co B. zaczyna się do mnie dobierać i twierdzi, że przecież „żartowałam”. Taaa, na pewno.

3 tygodnie później

B. zaczyna rozmawiać z jakimś kolesiem przez telefon, teksty typu „I miss you”, etc.. Hmmm. Mogę tolerować, że rucha się z innymi, z tym nie mam problemu, bo sam nie zmierzam ograniczać się tylko do niej, ale rozmawianie przy mnie z jakimś kolesiem, to brak szacunku którego nie mogę zaakceptować. Mówię, że ma się wynosić, ona nie słucha, dochodzi do szarpaniny. Wyrzucam ją na siłę, ponownie myślę, że to już koniec naszej znajomości.

Miesiąc później

B. oświadcza, że mnie kocha i płacze przez telefon, że jej życie jest do dupy i musi mnie zobaczyć. Nie wiem na czym ta miłość ma polegać, ale trochę wymusiła na mnie, żebym jej powiedział to samo. Dzień później przychodzi i wyciąga z torebki tabletkę „24 po”. Pewnie normalna osoba by się nawet nie kapnęła co to jest, ale że kupowałem już w Tajlandii kilka razy, to rozpoznaje po samym opakowaniu. Pytam się grzecznie, czy ją pierdoliło, żeby pokazywać tak dosadnie, że jakiś facet się w nią spuścił, na co ona „nienawidzę go, co za chuj, jak on się mógł we mnie spuścić” i pokazuje mi zdjęcie jakiegoś kolesia z idealnym 6packiem i prężnymi bickami, krzycząc, ze to „ten chuj mi to zrobił”.

2 miesiące później

Pewnie się zastanawiacie dlaczego dalej się z nią spotykałem? Ano była ona dla mnie czymś w rodzaju dmuchanej lalki do ruchania, w ciele prawdziwego człowieka. I po pewnym czasie zacząłem ją tak traktować. Kiedy ją chciałem, po prostu mocno ciągnąłem ją za włosy, zrywałem z niej majtki i brałem ją na siłę. A im bardziej ją szarpałem i traktowałem jak szmatę, tym bardziej ją to kręciło. Kiedyś sama nawet powiedziała, że specjalnie będzie stawiać jak największy opór, bo niesamowicie ją podnieca kiedy ją biorę brutalnie i na siłę. W efekcie na cyckach i dupie miała siniaki, w talii odciski moich palców, a ja non stop odczuwałem ból w stawach w łokci – efekt długiego siłowania się z B., bez uprzedniej rozgrzewki.

3 miesiące później

B. oznajmia, że jej marzeniem jest trójkąt z jeszcze jednym facetem. Warunek, musi mieć 6pack i duże mięśnie. Jakoś nieszczególnie mi odpowiadał ten pomysł, więc się z niego wykręcałem… Efekt? Po kilku dniach B. ze szczerością do bólu oznajmiła, ze spoko, już miała trójkąt beze mnie, więc nie muszę szukać kolegi. Aha, fajnie. Na pytanie w jakim celu zdradza mi szczegóły swojego życia seksualnego, odpowiedziała, że przecież jesteśmy przyjaciółmi, a przyjaciele mówią sobie wszystko. Hehe, no ok,

Nasz wspaniały układ, chociaż z dwu miesięczną przerwą ciągnął się jeszcze przez następne pół roku, ale o tym następnym razem. Gwoli ścisłości, tak jak ona pruła się na lewo i prawo, ja robiłem to samo i dobrze mi z tym było. Wszyscy znajomi, którzy gdzieś tam widywali mnie z B., zawsze gratulowali mi takiej „zdobyczy”, ale gdyby wiedzieli chociaż w połowie, jak straszna i ciężka do zniesienia jest to osoba, to wątpię, ażeby ciągnęli ten układ tak długo jak ja. Mimo wszystko jest ona dla mnie pozytywnym wspomnieniem. Dlaczego przestaliśmy się spotykać wyjaśnię następnym razem, ale dzisiaj podpowiem, że chodziło o mega drobnostkę. Chociaż obydwoje akceptowaliśmy, że ruchamy się z innymi, nie mogliśmy dojść do porozumienia w kwestii palenia papierosów – nie pozwalałem jej przy mnie palić i o taką głupotę przestaliśmy się spotykać. W każdej chwili mógłbym do niej zadzwonić i się umówić na kolejne spotkanie, ale… dale pali papierosy, a ja już nie mam tyle cierpliwości 🙂

To be continued / dalsza część wkrótce ,,,

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

 

 

Tajski nowy rok – dużo alkoholu, jeszcze więcej wody i seks!


Sabaidee pee mai, czyli szczęśliwego nowego roku! Tajlandia w spektakularnym szale wodnym celebruje przez 3 dni nadejście nowego roku.  Aktualnie na liczniku w Tajlandii wybiło już 2560 lat, liczone od dnia oświecenia Buddy, i choć świętowany jest dopiero teraz, to jednak w kalendarzu rok zmienia się już 1 stycznia, aby nie mieszać z resztą świata… Festiwal, będący największą bitwą wodną na świecie (lany poniedziałek do setnej potęgi), oficjalnie trwa 3 dni, w praktyce nawet 5, w zależności od regionu. Im bardziej na północ, tym bardziej dziko. Song Kran, bo tak nazywa się po tajsku festiwal, jest jedną z największych imprez na świecie.

Song kran, Tajski nowy rok

Song Kran jest znany również z tego, że na drogach ginie średnio 450 ludzi każdego roku oraz… że laski kurwią się na potęgę. To znaczy nie zrozumcie mnie źle – słowo „kurwią” ma jakiś negatywny wydźwięk. Ja tam się osobiście kurwie cały rok i nie uważam, że w korzystaniu z uciech życia jest coś złego, za to użyłem słowa „kurwić”, aby oddać skalę zjawiska. Bo czy w innych okresach roku zdarza się, aby dziewczyny pokazywały cycki na ulicy? W tym roku podobno groził za to nawet mandat w wysokości 5000 batów (z powodu żałoby narodowej po królu). I jak myślicie było? Wczoraj podeszła do mnie pijana Tajka, wyciągnęła cycki i mówi… liż kolego! Cóż miałem zrobić – ja jestem jak Rasputin, kobietom i alkoholu nie odmawiam. Pewnie część z was nawet w to nie uwierzy. Ale tak się właśnie tutaj dzieje w Tajski nowy rok. Z normalnych dziewczyn wychodzi demon dziwki, i nie mówią tutaj o tych zarabiających dupą koleżankach, a o normalnych, zwykłych dziewczynach którym whiskey uderza do głowy i bawią się grubo.

Tajki, Tajlandia, Nowy rok

Moim ulubionym miejscem do obchodzenia Song Kranu w Bangkoku jest Container Tawana w dzielnicy Bang Kapi, czyli 100% tajska impreza, gdzie jest się jedyną białą mordą pośród tysięcy ludzi. Ma to swoje plusy i minusy – z plusów, laski same podchodzą, żeby zrobić sobie wspólne zdjęcie, same zagadują, lub dają „zielone światło”. Z minusów, to jednak Tajowie płci męskiej robią się dosyć mocno zazdrośni i czasami trochę chamsko próbują wyeliminować konkurencję. Oczywiście bez żadnej agresji – Tajlandia to nie jest Polandia. Po imprezie w Container Tawana zawsze ma się kilka numerów, lub Line ID (taki lokalny Whats app), bo nawet jeśli sam nie wyciągasz, to Tajki pytają ciebie.  Ah, zapomniałem o najważniejszym minusie. Na całej imprezie po angielsku mówi może 1 na 100 osób, z całą resztą trzeba jechać po tajsku, ale dla chcącego wszystko jest możliwe.

Tajki Tajlandia, Nowy rok, Song kran

No i oczywiście nieśmiertelny Khao San – mordownia Bangkoku, nazywam to miejsce SAFARI, ponieważ Tajki wpadają tu polować na białasów. Jeśli nie umiesz znaleźć laski na noc na Khao Sanie w nowy rok, to chyba już nie ma dla ciebie nadziei  – to musi być najprostsze miejsce na ziemi, żeby poznać chętną dziewczynę.

Po Container Tawana pojechałem zajrzeć właśnie na Khao San i od przybytku człowiek robi się wybredny – wybiła 5 rano, a ja dalej bez laski. To znaczy, po drodze przylizałem się już chyba z pięcioma, cycków w ręce miałem jeszcze więcej, ale cały czas liczyłem, że może wpadnie coś jeszcze lepszego, aż minęła mi tak cała noc, hehe. Poznałem też kilka naprawdę epicko ładnych dziewcząt, których koleżanki zrobiły mi „cock block” (albo raczej „pussy block”), czyli nie pozwoliły im iść ze mną. Ale co się odwlecze, to nie uciecze, bo kontakty wziąłem.

tajka, nowy rok, song kran, sexy

Czy więc wróciłem sam do domu? Oczywiście, że nie. Na Khao Sanie nawet o 5 rano kręci się dużo dupeczek, więc ściągnąłem pierwszą lepiej prezentującą się Tajkę do siebie na chatę pod pretekstem wypicia więcej whiskey. Oczywiście ona mi non stop, że nigdy z nikim się nie rucha tak na jedną noc i mam obiecać, że nic nie będę próbował… LOL, słyszę ten tekst ze 2, 3 razy w tygodniu 😀

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

10 przykazań tajskich barówek – sekrety seksturystyki


Poniższy tekst jest tłumaczeniem z języka tajskiego. O tym na ile jest napisany jako żart, a na ile poważnie, zadecydujcie już sami. Suchy chodzą, że takie oto ulotki-instrukcje są dostępne dla każdej początkującej barówy, otrzymują je natychmiast po przybyciu do Pattaya, Bangkoku, lub Phuket.

Barówy, Pataya, Tajlandia, bar girls, Azja po zmroku

Tak Tajskie barówy widzą obcokrajowców. 

  1. Natychmiast ustal, czy bufallo (nazywanie kogoś buffalo w tajskim jest najgorszą obelgą – Michal F.) mieszka lub pracuje w Tajlandii. Jeśli tak jest, domknij tranzakcie jak tylko szybko się da. Istnieje bardzo mała szansa, że będziemy miały okazję położyć ręce na jego portfelu, poza tą jedną transakcją.  Farangi mieszkający w Tajlandii za dużo wiedzą i są ciężkim targetem. Mogą mieć nawet dobre koneksje i jeśli go zwodzisz lub oszukasz, będzie w stanie narobić kłopotów. Tak więc, o ile nie jest nadzwyczajnie przystojny, lub bogaty, spróbuj jak najszybciej wsiąść go na short time i wracaj do baru szukać turysty. Turyści są najbardziej profitowi ponieważ istnieje prawdopodobieństwo, że po powrocie do domu, dalej będzie wysyłał pieniądze. Jeśli klient ma na sobie tani krawat i niewypolerowane, tanie buty, białe skarpetki z biznesowymi spodniami, albo nie za bardzo chce kupić ci drinka, szybko zapytaj go czy jest nauczycielem angielskiego. Jeśli jest, zapomnij o okazywaniu mu szacunku jak w przypadku tajskich nauczycieli i szybo atakuj następnego klienta. Nauczyciele angielskiego zarabiają w miesiąc mniej niż my w tydzień, więc nie ma wyjątków.
  2. Zawsze dawaj klientom swój numer lub email (poza nauczycielami angielskiego – im nie dawaj, bo będą non stop pisać licząc na darmowe boom boom). Nawet jeśli buffalo śmierdzi, jest gruby, bardzo brzydki, lub ma włosy na plecach, a nawet jeśli odmawia wsiąść prysznic, daj mu kontakt do siebie. Zachęcaj go do odezwania się, gdy powróci do Tajlandii. Kiedy pojedzie, napisz mu dlaczego powinien wysłać ci pieniądze – chory buffalo, chorzy rodzice, bracia, tsunami, etc. Ah, i nie obawiaj się, że kłamanie to zła karma. Takie rzeczy i tak się będą dziać, jeśli jest Khun Jai Dee (osoba z dobrym sercem – Michal F.), to wyśle 20,000, a może więcej. Jeśli jest Khun Kee noew („skąpiec” po tajsku – Michal F.), wyśle mniej ściemniając, że funt lub dolar ma mniejszą wartość. To nie jest prawda. Banknoty dalej mają taki sam kolor. Kłamcy. Nigdy się nie poddawaj, proś o kasę każdego miesiąca. Jeśli po 6 miesiącach nic nie dostaniesz, powiedz mu, że masz urodziny za kilka dni. To zazwyczaj działa, ale nie licz na więcej niż marne 5,000. Tanie dranie.
  3. Zawsze mów buffalo, że „thai men no good”. Powinnaś to powtarzać każdemu klientowi. Jeśli usłyszą to wystarczającą ilość razy, uwierzą w to. Jeśli buffalo kiedykolwiek zobaczy cię z twoim pua (po tajsku „mąż” – Michal F.), powiedz mu, że to twój brat.
  4. Jeśli masz mniej niż 25 lat, zrób sobie włosy na blond, pomarańczowy albo jakiś inny jasny kolor i złóż aplikację w Baccara na Soi Cowboy, lub Ranbow 2 w Nana Plaza. Jasny kolor włosów jest bardzo popularny wśród Japończyków i Koreańczyków. Japońscy klienci są najlepsi z powodu zasady 4 (4 cale, 4 minuty, 4000 batów). Pamiętaj, że musisz wydusić z nich ile kasy się da w ten jeden raz, ponieważ oni są inni niż buffalo farangi, i prawie nigdy nie wysyłają kasy z domu. Anyway, ich angielski jest beznadziejny, nawet gorszy niż nasz, więc nie masz nawet co zostawiać kontaktu do siebie.
  5. Istnieje wielu złych ludzi którzy próbują powstrzymać nas przed zarabianiem pieniędzy od buffalo. Strzeż się ludzi którzy zadają zbyt wiele pytań, lub kupują dużo lady drinków, ale nie płacą bar fineu. To może być diabeł. Również, nie dawaj im robić sobie zdjęcia. Oni to wrzucą do internetu i każdy będzie cię widział. Jeśli buffalo który wysyła ci pieniądze zobaczy to zdjęcie, możliwe że przestanie wysyłać.
  6. Buffalo roo mak (wiedzą za dużo – Michal F.) w dzisiejszych czasach. Szkoły języka tajskiego stają się tak popularne jak sklepu 7/11 i nawet przyjeżdżający na wakacje mówią czasami dobrze po tajsku. To są diabły, zagraniczne buffalo, które często udają, że nic nie rozumieją, ale szpiegują o czy rozmawiamy. Jak śmią?! Kiedy rozmawiasz z koleżankami, lepiej używaj Laotańskiego lub Khmerskiego (1/3 wszystkich Tajów zna język laotański, który jest uważany za dialekt tajskiego – Michal F.). Używanie Laotańskiego jest bezpieczniejsze, ponieważ buffalo zawsze szukają jak nas zrobić w bambuko. Strzeż się, niektórzy z nich są nawet w stanie rozumieć tajskie dialekty.
  7. Jeśli spotykasz bogatego, hojnego buffalo, zaproś go do swojej wioski. Upewnij się, że cała wioska powita go huczną kolacją. On zapłaci. Upewnij się, żeby wynegocjować 10% prowizji od restauracji. Nie pozwól mu spać w hotelu, zabierz go do domu rodzinnego. Pozwól mu zobaczyć i poczuć prawdziwy tajski dom. Zrobi mu się żal i jeśli zagrasz to dobrze, zaoferuje, że zbuduje ci lepszy dom. Wyślij swojego tajskiego chłopaka do domu sąsiada na pare dni, a jeśli nie da się, przedstaw go jako brata. Jeśli masz już  jeden dom zbudowany przez innego buffalo, idź do domu wujka lub ciotki i przedstaw ich jako swoją rodzinę. Te same zasady obowiązują. Jeśli będziesz dobra, być może dostaniesz drugi dom.
  8. Zlokalizuj wszystkie Western Union i Moneygram w okolicy. Zabierz ulotki i dawaj buffalo, żeby wiedzieli jak wysyłać pieniądze. Otwórz różne konta bankowe i zawsze miej jedno konto na którym jest tylko 1000 batów. Ukrywaj swoje oszczędności na innym koncie. Buffalo są głupi, więc się nie połapią.
  9. Przyłącz się do „3 am club”. Tam zawsze późno w nocy są jakieś dziewczyny. Zaprzyjaźnij się z nimi i wymień numerami telefonu. Kiedy idziesz z Buffalo, możesz powiedzieć koleżance, żeby zadzwoniła o 3 w nocy i będziesz w stanie wyjść od buffalo pod pretekstem “My friend lost key for loom.”, „mother came visit from province”, „baby sick and must go to ban nok to take care”, etc. Po tym możesz spokojnie iść do domu z zarobioną kasą, wydać na jakiegoś fajnego Taja z 6packiem, albo pójść do swojego chłopaka lub męża. Nie przejmuj się buffalo. Wszystko co wcześniej ustalaliście jest nieważne. Powiedz mu, że musisz iść i skasuj go za long time. Jeśli protestuje, zacznij krzyczeć i awanturować się. Zagróź, że rozwalisz mu laptopa lub aparat. Powiedz, że pójdziesz na policje. Jeśli jest balkon, powiedz, że wyskoczysz, żeby się zabić. Kilka minut awantury i zarobisz dodatkowe 1,500 do 3,000 batów.
  10. Miej 2 telefony. Upewnij się, że jeden z nich to starszy model. Pokazuj buffalo tylko ten starszy. W nocy daj mu najlepszy czas życia, rano druga runda. Potem zabierz go prosto do Tuk Com. Na śniadanie zamów ile się da, to czego nie zjesz, możesz zabrać do domu na później. Po jedzeniu pójdź na drugie pięto do stoisk z telefonami. Znajdź najdroższy i najnowszy telefon i zacznij się na niego gapić. Upewnij się, że on zobaczy łzy w twoich oczach nie odchodź dopóki nie kupi telefonu. Jeśli odmawia, zacznij płakać. Buffalo robią wszystko co chcesz jeśli zaczniesz płakać. Jeśli kupi ci telefon, zostań z nim pare dni i zabierz go to sklepu ze złotem. Powtórz wszystkie kroki aż kupi ci złoto. Jak tylko wyjedzie, możesz wymienić zdobycze na pieniądze w lombardzie.
Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Duchy w Tajlandii – strach się bać


Duchy w Tajlandii są wszechobecne, a raczej, wierzenia w duchy są poważnie traktowane przez większość Tajów. Legendy o duchach przeplatają się z buddyjskim wierzeniami przez 2500 lat aż fenomen ten przesiąknął i wyewoluowały do dzisiejszych czasów, co można zaobserwować nie tylko w zachowaniu Tajów. Przy każdym domostwie, stoi wszak domek dla duchów, a na nim tacka z jedzeniem oraz piciem dla niematerialnych duchów, aby te zostawiły już domowników w spokoju, mając gdzie mieszkać oraz co jeść.

bangkok, tajlandia, azja po zmroku, domek dla duchów

domek dla duchów

Myślicie, że domki dla duchów to przesada? Tajowie potrafią odprawiać modlitwy na odpędzanie duchów nawet w klubie go go, gdzie 10 lasek kręci tyłkiem i pokazuje cycki, a jedna, weteranka – zazwyczaj burdel mama – chodzi z kadzidełkami na około i odprawa czary mary, hokus pokus, duchów nie ma. True story, widziałem na własne oczy.

Duch po tajsku to Phi (ผี), prawie wszystkie duchy są aktywne wyłącznie w nocy. No, z wyjątkiem znanego ducha o imieniu Pret, któremu światło dzienne nie przeszkadza. Zdziwko, że Tajowie znają imię ducha? Nie powinno. Oni znają nawet wygląd niektórych duchów, włączają w to takie detale jak ich wzrost, kolor włosów, czy charakter, etc.

Jednym z moich ulubionych duchów jest Nang Tani – duch kobieta, która pojawia się wyłącznie podczas pełni księżyca, w… kiściach bananów.

Phi Kong Koi to leśny duch – wampir, z… jedną nogą. A czemu nie 🙂

Phi Hua Kad, jeśli znacie tajski, to pewnie nazwa już sugeruje co to za duch. Phi – duch, hua – głowa, kad- ucięta. Jest to duch który chodzi ze swoją głową w ręce, gdyż jest ona ścięta.

Nie ma co wspominać więcej imion. Powiem tylko, że znanych duchów jest znaczenie więcej.Jest np. duch bardzo wysoki, duch kobiety w ciąży, mający podwójną moc, bo w końcu ma w sobie dwie osoby, a także duch który… śmierdzi.

Nie wszystkie duchy są jednak złe. Duch Phi Ka, wygląda zupełnie jak człowiek, choć lubi jeść wyłącznie surowe mięso. Tajowie którzy składający mu ofiary mogą cieszyć się jego pomocą w poprawionym szczęściu i zdobywaniu sławy.

Jak duchy ingerują w życie Tajów 

Niektóre spośród tajskich duchów mają nawet swoje własne kapliczki. Mae Nak Phra w Bangkoku na ulicy Sukumvith 77 jest dedykowana właśnie duchowi o tym samym imieniu. Jest to najpopularniejszy duch kobiety, o której powstało nawet kilka filmów. Mąż Mae Nak był żołnierzem który wyruszył na wojnę za czasów panowanie króla ramy V, w między czasie ona umarła przy porodzie. Kiedy mąż powrócił z wojny nie wiedział, że zarówno jego żona jak i dziecko są duchami. Każdy z sąsiadów który próbował go ostrzec, ginął w tajemniczych okolicznościach.

Mar duch, kapliczka, azja po zmroku, tajlandia, bangkok

Mae Nak Phra Khanong

Większość duchów mieszka we wspominanych powyżej domkach dla duchów, czyli San Phra Phum, albo ศาลพระภูมิ. Zaniedbywanie domków dla duchów jest uważane jako zły omen, dlatego Tajowie zawsze dbają o nie i regularnie składają ofiary z jedzenia, włączając w to kolorową fantę dla duchów – dzieci, wiemy bowiem, że młodzież lubi wszystko co słodkie. Zazwyczaj ofiary dla duchów to kadzidełka, drobne smakołyki lub owoce, ale jeśli Taj modli się o coś  bardziej konkretnego, to potrafi zostawić nawet głowę świni. 

Każdego roku w prowincji Loei na dalekiej północy Tajlandii odbywa się 3 dniowy festiwal duchów o nazwie Phi Ta Kon. Mieszkańcy odprawiają rytuały aby pobliski duch rzeki – Phra U-pakut – obdarzył ich swoją protekcją.

Horrory w Tajlandii

Zastanawialiście się kiedyś dlaczego Tajowie nigdy nie oglądają filmów o duchach w samotności? Dla większości z nich są to potencjalnie prawdziwe historie i laski dosłownie sikają w gacie podczas wizyty w kinie.

Jak wykorzystać tajskie duchy 

Ja jestem generalnie pragmatyczną osobą. Jeśli ktoś wierzy w zabobony z epoki żelaza typu duchy, podwodne cywilizacje, albo  Jezus, to należy to wykorzystywać. Jeśli chcemy przykładowo pozbyć się Tajki, to wystarczy powiedzieć jej, że w łazience chyba jest duch, bo dzieją się dziwne rzeczy, lustro się samo poruszyło już 3 razy, światło czasami samo mruga, szczoteczka do zębów raz podskoczyła. Większość Tajek się wyniesie z własnej inicjatywy.

W Saigonie wbiłem kiedyś do pokoju w którym spała Wietnamka i zapytałem czy mogę z nią zostać, bo boję się ducha. Strzał w 10, bo laska spała z zapalnym światłem, gdyż… również bała się ducha.

 

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Moja koleżanka – dziwka


Dzisiaj będzie o  Tajskiej dziwce, ale nie byle jakiej, bo takiej dla Tajów, która  gołego faranga to widziała co najwyżej na plakacie w magazynie Elle, podczas rutynowego przeglądania horoskopu. No, prawie, w chwili kiedy już to piszę, na koncie ma ona już pierwszego białasa.  Na początku słowem wyjaśnienia. Skąd ja w ogóle znam takie patologie. Ano przyjaźnię się z pewnym Hiszpanem który generalnie preferuje płacić za tego typu rozrywki. Twierdzi, że interesuje go tylko  seks, a chodzenie na randki, a nawet spędzanie czasu z dziewczynami (poza główną aktywnością), po prostu go męczy (co w sumie jest zrozumiałe do pewnego stopnia). Do tego mieszka z dziewczyną, więc też nie bardzo ma jak to rozegrać logistycznie… Swoją drogą śmieszny związek, bo tak jego dziewczyna wie o wszystkich które wali na boku, ale dalej z nim siedzi. TIT (This Is Thailand).

dziwka-tajlandia-prostytutka-azja-po-zmroku-bangkok

Anyway, przyszedł taki dzień gdy ów przyjaciel poprosił abym poszedł z nim na uliczne dziwki w formie tłumacza. On mieszka już w Tajlandii 4 lata i jako tako się dogaduje, ale mimo wszystko mój tajski wszedł na taki poziom, że rzadko kiedy czegoś nie jestem w stanie zrozumieć. Te dziwki na które on się wybiera, nie mówią nawet 3 zdań po angielsku. Poszliśmy więc razem do tego slumsu i chodziliśmy wokoło 30 minut szukając nadającej się dziwki dla kolegi. Przyznam, że większość z nich to takie straszne kaszaloty (znajdzie się też pare koni), że nawet kijem nie można dotykać. Nie dość że stare, grube, to jeszcze patrzy im HIVem z oczu. To jest teren w którym laski puszczają się za 500 batów, to jest qrwa 13 euro,  chyba najtańsze miejsce w całym Bangkoku, ale i za ceną generalnie idzie konsekwentnie jakość. W pewnym momencie BOOM, niczym grom z jasnego niema, przed nami oto młoda fajna Tajka, z dużymi cyckami, co jest w Tajlandii prawdziwym rarytasem. Pamiętamy wszak, że Tajki wygrały światowy ranking na najmniejsze cycki. Są nawet takie elementy które praktycznie mają same wydłużone sutki i kompletny brak piersi, do tego stopnia, że przeciętnie spaśony facet, nawet nie jakiś straszny grubas, i tak ma więcej tanki tłuszczowej na klacie niż te nasze tajskie landryny. W ogóle nie wiadomo skąd ona się tam wzięła, pomimo tego, że nie jest absolutnie 10/10, na tym kontraście pośród tych wszystkich smoków, wyglądała jak aniołek rodem z okładki Playboya. Oczywiście kolega momentalnie przystąpił do negocjacji cenowych.

Tak jak się jednak spodziewaliśmy, nie mogli się oni dogadać, więc tutaj potrzebny byłem ja.  W roli tłumacza. Mówię więc i tłumaczę, że to i tamto, kolega chce to, w takiej pozycji, na taki okres czasu. Reakcja laski? Momentalne zakochanie się. Ale nie w koledze który chce jej dać kasę, a we mnie. Tak to już bywa. Niektóre Tajki, które nie mówią nic po angielsku i w życiu nie rozmawiały z białasem, poznając takiego który zna ich język, po prostu wariują. Jest to dosyć częsty przypadek, więc nawet mnie to nie zaskoczyło. To jest ich jedyna okazja, żeby zamienić pare słów z takim kosmitą, który – o fuck – nie ma czarnych oczu i włosów, jak dosłownie KAŻDY facet w tej części świata, a jego zarost na twarzy to więcej niż pare wydłużonych obleśnie sterczących włochalów. Skończyło się na tym, że ona nie chce iść z kolegą, a za to zaprosiła mnie na kolacje 😀 Wiecie, ja jestem jak Rasputin. Kobietom i alkoholu nie odmawiam.. Zostawiłem Hiszpana w samotności, aby dalej polował niczym samotny wilk w pełnie księżyca podczas zimowej nocy, a ja sam wskoczyłem na motor z dziwką, która mocno się wtuliła w moje silne plecy.

Pojechaliśmy nigdzie indziej, a na kuchnię Issańską. Abstrahując od tego, że to moje ulubione potrawy, to są relatywnie zdrowe (jak na tajskie warunki), a dodatkowo – zajebiście tanie. Zazwyczaj cena to 60 batów za potrawę, a przy okazji większość lasek się napala, że farang lubi jeść północno-wschodnie potrawy, które w przypadku dziwek, zazwyczaj są ich regionalnymi daniami (90% dziwek pochodzi z Issanu – najbiedniejszego regionu Tajlandii). Tak więc po tym jak  dziwka już zjadła surowe mięso krowie z polewką z nieugotowanej krwi (kuchnia Isańska :), zapytała czy mam w domu Air Con bo jest jej gorąco. Czyli innymi słowy, sama się pcha na pałę. To są te dziwne absurdy Tajlandii, np dziwka która się napali i sama ciebie i wyrucha, za darmo. I oczywiście tak się to skończyło. Po skończonym pukaniu oznajmiła, że byłem jej pierwszym białasem. Zaciekawiony tematem, postanowiłem ją trochę wypytać o jej życiu i…. z tego będzie wywiad w kolejny, odcinku. Stay TUNED ! i jak zwykle, jeśli chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku to przypierdol like’a na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku (sorry Joasie, forum tylko dla facetów, ale możecie wysłać mi maila, jak nie są na maxa głupie pytania to zawsze odpowiadam 🙂

Uwodzenie w Tajlandii – 10 uwag


Niedawno na forum Azji Po Zmroku pojawił się taki oto wątek:

Jakie wskazówki moglibyście dać komuś, kto nie ma doświadczenia z Azjatkami, ino z białymi, a chce uprawiać tutaj seks, często i gęsto? Jakie są główne różnice kulturowe, na co uważać, jakie są główne grzechy nieporuchalne i zaniedbania niejebliwe w Tajlandii (trzeba wyganiać duchy z prezerwatywy przed seksem, albo przeprosić łózko za to, że będziemy się zaraz na nim grzmocić?), główne różnice w spotykaniu się z Tajkami a polskimi księżniczkami Joasiami

tajka-dziewczyna-azja-po-zmroku

Ponieważ odpowiedź jest nieco bardziej złożona niżeli kilku zdaniowa odpowiedź, postanowiłem skręcić z tego artykuł. A zatem do rzeczy:

  1. Najważniejsze to KEEP IT SIMPLE, bo się zwyczajnie nie dogadacie. Np. zagadując laskę w shopping mallu, twoim openerem powinno być „jak masz na imię”, bo jak walniesz czymś w stylu „chciałbym poznać twoja opinię na x”, to laska w ogóle nie zrozumie. Pytanie „gdzie idziesz?” jest innym świetnym openerem w Tajlandii – po tajsku fraza tłumaczona na „pai nai?” ma podobną funkcję jak „how it’s going” w angielskim i  nie jest uważana za niegrzeczne pytanie – wręcz przeciwnie. Generalna zasada – im prościej, tym lepiej. Żadna Tajka nie powie ci „spiedalaj”, w najgorszym wypadku zawstydzi się i ucieknie, więc możesz śmiało podbijać na ulicy, w centrach handlowych, czy na uniwersytecie.
  2. Pamiętaj, że laski nie myślą logicznie (wszystkie, nie tylko Azjatki). Graj na ich emocjach, nie próbuj nigdy nic tłumaczyć na logicznym poziomie, to nic nie daje. Sprawiaj, że czują się komfortowo. Nigdy nie wierz w to co mówią. One muszą udawać trudne, tak je zaprogramowało społeczeństwo. Abstrahując od tego, że same nie wiedzą czego chcą. Jeśli przykładowo laska ma w opisie na portalu randkowych, że „szukam tylko przyjaciół”, to nie znaczy, że nie będziesz jej walił na pierwszym spotkaniu. Jej się może naprawdę wydawać, że szuka tylko przyjaciół, ale pod wpływem emocji zrobi wszystko. Twoim zadaniem jest wywołanie tych emocji. Najłatwiej do tego dojść poprzez rozśmieszanie i droczenie się. Pamiętasz wszystkie idiotyczne gry z przedszkola? Jakieś zabawy związane z malowaniem długopisem po ręce, walczenie na kciuki, a nawet koci, koci łapki? To są wszystko idealne techniki uwodzenia.
  3. Nigdy nie pytaj czy ma chłopaka. Strzelasz sobie w nogę. Co prawda 99 na 100 Tajek i tak powie, że są single, nawet jeśli mają męża, ale w innych krajach (np Wietnam), wchodzisz tym pytanie w ślepy zaułek. Nawet jeśli ma chłopaka to nie znaczy, że a) nie szuka lepszego, b) nie jest otwarta na przygody na boku. Ja pytam ich czy mają chłopaka kiedy widzę, że są mną zainteresowane, ale mówię to w tonie „heeeej, podobasz mi się mała”).
  4.  Bądź szefem. Azjatki są uległe i przyzwyczajone, że facet o wszystkim decyduje. Nie pytaj gdzie ma ochotę pójść, tylko mów „idziemy do x”. Nie pytaj jaką pozycja w ruchaniu lubi, tylko ją obracaj w taką jak ci się podoba. Rób co chcesz, decyduj za was obojga, ona podąży. Pamiętaj że one nie są dobre w myśleniu – szukają kogoś kto im pomoże w decyzjach. Musisz być kreatywny i zdecydowany.
  5. Logistyka. Dobre miejsca na randkę – kawiarnia, lub park w pobliżu twojego hotelu lub apartamentu, tak aby łatwo było przenieść spotkanie w bardziej intymne miejsce. Kawiarnia jest świetna bo cała randka mieści się w 100 batach, park jest nie tylko darmowy, ale i daję łatwą wymówkę, że „jest gorąco, przenieśmy się do mojego mieszkania w pobliżu, bo bez air cona już nie wytrzymam”.  Najgorsze miejsce na randkę – restauracja. Kelner najprawdopodobniej posadzi was na przeciwko i nie będziesz mógł jej dotykać. Bez dotykania to możesz zostać co najwyżej jej kolegą. MUSISZ powoli eskalować kontakt dotykowy od samego początku. Inne beznadziejne miejsce na randkę – impreza. W klubie i tak poznasz wiele dziewczyn, więc po co brać ze sobą? Dodatkowo będzie cię to kosztować – w całej Azji jest przyjęte, że facet płaci za dziewczynę, jeśli zapraszasz gdzieś laskę, to w większości wypadków ona oczekuje, że pokrywasz wszystkie związane z tym wyjściem koszty.
  6. Kontakt dotykowy. Ale nie jak jakaś cipka, że niby przez przypadek. Tak jak wspominałem na górze – świetne są wszystkie gry z przedszkola. Dodatkowo każde pierdoły typu wróżenie z ręki (nawet jeśli oboje się z tego śmiejecie), czy „pokarz mi rękę… wow ale masz małą dłoń”. To co mówisz na logicznym poziomie nie ma znaczenia, każda wymówka, aby nawiązać kontakt dotykowy prowadzi was do łóżka. Kiedy przechodzicie przez ulicę – złap ją za rękę. Kiedy rozmawiacie, możesz ją dotknąć za ramię, lub włosy, ale badaj tylko grunt i wycofuj się. Dobrą techniką jest „2 kroki do przodu, jeden w tył”. Jak się trochę między wami rozwinie, to powąchaj jej szyję i powiedz coś głupiego/śmiesznego, np że pachnie jak truskawka. Akurat „strawberry” ma podwójne znaczenie, bo po tajsku jedno ze słów określające kłamcę, to właśnie „strawberry”, więc jeśli użyjesz tego tekstu, to de facto mówisz jej, że pachnie jak kłamczucha – czyli się droczysz się i zmierzasz do celu. Twoim zadaniem jest rozśmieszanie jej i nawiązywanie coraz bardziej śmiałego kontaktu dotykowego.
  7. Nie afiszuj się „zdobyczami”. W Europie zdjęcia z fajnymi laskami na Facebooku może dodadzą ci prestiżu, w Tajlandii na odwrót – zostaniesz sklasyfikowany jako playboy i nienadający się na potencjalny związek. Tutaj każdy może mieć dużo lasek jeśli chce, więc nie robi to na nikim wrażenia, a wręcz przeciwnie. Nawet jeśli walniesz zdjęcie z podpisem „koleżanka z pracy”, to  większość Tajów uzna, że na pewno ją ruchasz. Wrzucaj zdjęcia które pokazują, że masz ekscytujące życia – skok na spadochronie, nurkowanie, pilotowanie samolotem, egzotyczne podróże. Nie wrzucaj zdjęć z imprez lub z innymi laskami. Na pytanie czy masz dziewczynę, nie odpowiadaj, że NIE, bo nikt nie uwierzy. Zostaniesz uznany za kłamce. Powiedz coś w stylu „właśnie zerwaliśmy”, lub „czekam na porządną dziewczynę, dotychczas spotykam same które chyba chcą się wyłącznie bawić”
  8. Nie bądź skąpcem. Ona potrzebuje kogoś kto jest w stanie zadbać o nią i jej potencjalne dzieci. Azjaci się niesamowicie materialistyczni. Jeśli karzesz lasce zapłacić połowę rachunku, to prawdopodobnie będzie wasza ostatnia randka. Musisz jednak znaleźć balans – dużo Tajek próbuje ciągnąć na kasę ile się da, nie bój się odmawiać jeśli ona chce, żebyś coś jej kupił (np. laska w klubie która chce drinka). Nie dawaj się wykorzystywać.Nigdy nie dawaj pieniędzy do ręki, bo staniesz się sponsorem. Natomiast jeśli to ty gdzieś zapraszasz, to ty płacisz za to spotkanie. Po spędzonej nocy razem zapytaj czy chce 100 batów na taxówkę (jeśli chcesz ją jeszcze raz spotkać). Jeśli mieszkacie razem, to ty płacisz czynsz i rachunki, etc.
  9. Mowa ciała. Tutaj wszystko sprowadza się do jednego elementu – pomyśl, że ktoś patrzy na ciebie i na nią z boku. Jak to wygląda? Czy ty się do niej przymilasz i próbujesz ją wyrwać? Źle! Popraw to. Przypomnij sobie jak James Bond rozmawia z kobietami. Tam jest zachowany balans. On się do niech nie pochyla. Jeśli ona odchodzi, to on za nią nie goni jak frajer. Za to jeśli jest na odwrót – ona się pochyla w kierunku ciebie, a ty stoisz wyprostowany – idziesz w dobrym kierunku. Co wygląda lepiej, jeśli ona stoi plecami do baru, a ty do niej zagadujesz, czy jeśli ty stoisz plecami do baru a ona zagaduje do ciebie? Pamiętaj, że one lubią jak się nimi dyryguje. Weź jej rękę, niech zrobi piruet i wymień się miejscami. Fizycznie postaw ją tam gdzie chcesz. Zabierz jej rękę i połóż na swojej nodze. Cały czas pamiętaj jak to wygląda z boku. Musi być balans w mowie ciała. Kobieta może wyglądać na uległą, to jest ok. Za to facet który się klei do laski wygląda na desperata i kasuje się nie tylko w jej oczach, ale i wszystkich innych które to obserwują.
  10. Bądź nieprzewidywany. Zamotaj ją. Mów i rób sprzeczne rzeczy. Np. twierdź, że chcesz być jej najlepszym przyjacielem, a dotykaj ją w seksualny sposób. Mów, że będziecie razem robić zamki z piasku, wspinać się po drzewach i biegać za słoniami. Zapraszając do domu, obiecaj, że nie będziesz próbował jej wyruchać – chcesz się tylko przytulać, a tutaj nie wypada w miejscu publicznym. Popatrz jej romantycznie w oczy i powiedz „nienawidzę cię” (z uśmiechem na twarzy). Grunt, aby nie bądź nudnym.

Jeśli zastosujesz powyższe wskazówki, to możesz mieć w Tajlandii co noc nową dziewczynę. Nie jest to nic trudnego. Należy jednak pamiętać, że uwodzenie przypomina rzucanie piłką do kosza. Im więcej praktykujesz, tym łatwiej piłka wpada do celu. Czasami jednak mija ona cel – i to jest normalne. Na świecie jest wiele dziewczyn. Nigdy nie koncentruj się na jednej, bądź gotowy odejść. Miej opcje. Dużo łatwiej jest poznać nową dziewczynę, niż naprawiać zepsute kontakty. I najważniejsze – MUSISZ do nich podchodzić. Kobiety nie robią pierwszego kroku. Jeśli ty go nie zrobisz, to nic z tego nie będzie.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku