Video raport z 7 dni w Kambodży


Będąc 7 dni w Kambodży nie miałem ze sobą komputera, wiec tym razem  video relacja zamiast pisanej. Oczywiście jak zwykle nie opowiadam o gównie dla turystów, tylko raportuje jak jest „po zmroku” bez cenzury.

Video 1 – Poipet, Kambodża

Video 2 – Popet, Kambodża

Video 3 – Kambodża, Siem Reap

Video 4 – Kambodża Siem Reap

Video 5 – Siem Reap

Video 6 – Phnom Phen

Video 7 – Phnom Phen

Video 8 – wioska koło Phnom Phen

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Issan trip dzień 4, 5, 6 – Khon Kean


Tego ranka w Maha Sarakham obudziłem się w objęciach lokalnej Tajki. Nie zobaczyłem w mieście kompletnie nic – ze stacji autobusowej od razu do hotelu i po 2 godzinach była już u mnie laska poznana na Tinderze. Wbrew pozorom, w Maha Sarakham nie jest aż tak łatwo poznać dziewczynę – to znaczy zainteresowanie z ich strony jest ogromne, natomiast jest tu problem logistyczny. W tak małym mieście, gdzie wszyscy się praktycznie znają, laska idąca z obcokrajowcem do hotelu może szybko stać się ofiarą nieprzyjemnych plotek, trochę porównywalnie do naszych rodaczek, z przeciętnej polskiej mieściny, które udają się z nowo poznanym murzynem do hotelu.

songteaw-tajlandia-khon-kean-azja-po-zmroku

Check out z hotelu o 12, ja muszę jechać do Khon Kean, jestem tam umówiony. Mówię wprost mojej Tajce, że przed wyjazdem chciałbym zrobić jeszcze jedną rundę. I to jest zajebiste w Azjatkach – one nie mają w zwyczaju odmawiać facetowi i posłusznie ściągają majtki. Po drodze jemy śniadanie – moja ulubiona tajska potrawa (oczywiście kuchnia Issańska), czyli Nam Tok Muu. Żegnam się z Tajką i obiecuje, że jeszcze do niej wrócę – fajna z niej dziewczynka, tylko wygląda tak strasznie młodo,  że ludzie trochę na mnie dziwnie patrzą na ulicy. Gdyby powiedziała, że ma 16 lat, bez problemu bym w to uwierzył. (tu szybki off topic – kiedy przyjechała mnie odwiedzić w Bangkoku tydzień później, na ulicy poszły plotki, że mam nieletnią z liceum w pokoju, lol)

W Khon Kean wysiadam na stacji autobusowej i lokalnym pick up’em przerobionym na autobus jadę w stronę dworca pociągowego, gdzie znajduje się mój ulubiony hotel za 500 thb. Pisałem już jak go znaleźć w poprzednim artykule o Khon Kean. Po tajsku taki pick up nazywa się to Song Teaw – czyli w tłumaczeniu 2 rzędy – od dwóch ławek, na których się siedzi i kosztuje tyle co przeciętny autobus, czyli jakieś 7 batów. Niestety nie zarezerwowałem pokoju i dupa – brak wolnych miejsc. Idę dalej z kilometr w górę gdzie znam kilka innych miejscówek do spania i lokuje się tam. Pokój bez ciepłej wody i klimy, prawie za darmo, 280 thb za noc. Klimy i tak nie używam, ale brak ciepłej wody o tej porze roku to nieco minus. Sam pokój – bez zastrzeżeń. Duży, czysty, sprawny internet, nawet lodówka i TV (tego drugiego urządzenia strasznie nie lubię i nawet kijem nie dotykam).

Dziś na wieczór jestem omówiony z kumpel z którym byłem w Buriram. Wieczorem lokalne studentki mają nam pokazać imprezę przy uniwersytecie. Ponieważ uniwersytet jest od centrum z dobre 7 kilometrów, zamawiamy taxi do baru Be-To-Sit. W środku spotykamy nasze studentki. Oczywiście w pubie jesteśmy atrakcją numer jeden, wszyscy parzą na dwóch białasów, widok raczej unikatowy w tym rejonie, zwłaszcza tak daleko od centrum. Ponieważ pub jest dla studentów, to cena piwa jest prawie taka sama jak w 7/11, może 10 batów więcej. Pomimo tego, że siedzieliśmy przy stoliku z laskami, podbija do nas jakiś gej i mówi do mojego kumpla – cześć, moja koleżanka bardzo chciałaby cię poznać, czy nie chcesz się przysiąść do naszego stolika? Ponieważ była fajna, kumpel się ulatnia do innego stolika, ja zostaje z naszymi „starymi” studentkami.

Dobija 12, ja muszę uciekać spać (rano o 7 praca). Pytam jednej ze studentek czy idzie ze mną spać i w odpowiedzi słyszę, że tak, ale ponieważ jest sobota, to najpierw impreza w klubie i za 2 godziny możemy iść spać. Stawiam ultimatum – albo idziemy razem od razu, albo ja wracam do hotelu i BOOM, poległem. Tej nocy spałem sam, po raz pierwszy podczas mojego tripu do Issanu. Przez pracę nie było ruchania :/ Mogłem oczywiście z nią pójść i być niewyspany, ale szczerze to w odkąd skończyłem 30 lat taki prospekt jest dla mnie raczej mało atrakcyjny – jak się nie wyśpię to źle się czuje fizycznie i psychicznie, dosłownie łapie mnie depresja.

Budzę się o 6:45, zapierdalam do 7/11 po kawę i loguje się do pracy. Nie wyspałem się tak czy inaczej, zanim dojechałem taxi z powrotem była już 1 w nocy. Rano wysyłam wiadomości do lasek które już znam z poprzednich wyjazdów do Khon Kean. O 13 przyjeżdża do hotelu nauczycielka japońskiego o której kiedyś pisałem w artykule o Udon Thani. Ona jest generalnie we mnie zakochana odkąd poznaliśmy się w Rayong, dobre 6 miesięcy wcześniej. Ma co prawda swojego tajskiego chłopaka i przez to co chwile mnie blokuje na Facebooku, ale akurat znowu zerwali (już chyba 6 raz), więc chętnie przyjechała się ze mną zobaczyć. Szybkie dymanie, byłem strasznie wyposzczony bo poprzedniej nocy się nie udało. Wiem, dziwnie to brzmi, aż 24 godziny bez seksu. Ale dla mnie to dużo, jestem przyzwyczajony robić to raczej codziennie i organizm reaguje trochę jak u alkoholika który nie może się napić. To jest oczywiście kwestia przyzwyczajenia – w Wietnamie dymałem średnio raz na tydzień i jakoś mi to nie przeszkadzało, a w Singapurze to w ogóle miałem 4 miesiące abstynencji i też przeżyłem. Mimo wszystko, w Tajlandii mam możliwość pukać laski codziennie i tak właśnie z wielką przyjemnością robię.

Tego dnia wiele się nie dzieje. Poszedłem na siłownie, jest fajne miejsce w centrum za 30 batów. To mi się podoba w Issan, w Bangkoku większość miejsc nawet nie wpuszcza jeśli nie wykupi się pakietu na co najmniej miesiąc, tutaj jest uczciwa cena i bez żadnych zobowiązań. Wieczorem niespodzianka – laska z Maha Sarakham z dnia poprzedniego mówi, że przyjedzie do mnie do Khon Kean. W sumie to ją bardzo lubię, więc zgodziłem się od razu. I tak już ze mną siedziała aż do samego końca. Ponieważ byłem bardzo wykończony tymi podróżami, resztę czasu spędzałem z młodą głównie w hotelu. Wychodziliśmy tylko coś zjeść w przerwach od ruchania.

6 dnia nadszedł czas aby wracać do Bangkoku – miałem zabookowanego klienta na nocne zwiedzanie. Bilety kupiśmy przez internet w Nakon Chai Air, firma autobusowa, która choć jest nieco droższa niż inne linie, to daje 5 razy większy standard. Siedzenia jak w samolocie, z masażem, przed oczami monitor z filmami, do wyboru 6 opcji, jakieś zjebane gry, do tego jedzenie, kawa, smakołyki, etc. Full wypas. Polecam na maxa!

40 minut przed wyjazdem młoda dostaje jakiejś sraki i zamyka się w kiblu. Tymczasem ja muszę lecieć na autobus, bo przepadnie mi bilet. W końcu wychodzi. W recepcji zamawiamy taxi, czekamy 20 minut  nic…. Nie przyjechała. Co za kurwa barany. Zaczynam się stresować, bo jak nie zdążę na autobus to przepadnie nie tylko bilet, ale i rozminę się z klientem w Bangkoku. Lecimy na główną ulicę i biorę tuk tuka. Mówię mu, że autobus Nakon Chai Air, a ten osioł mnie bierze na centralną stację autobusową (w Khon Kean są dwie i zabrał mnie na złą). 10 minut do odjazdu. Nie ma szans dojechać na obrzeża w 10 minut… Dzwonię do kumpla, żeby stał w drzwiach i trzymał autobus. Tuk tuk zapierdala 100 na godzinę i w końcu po jakiś 20 minutach jesteśmy  na miejscu. Autobus czeka już tylko na mnie, znajomy skutecznie blokuje możliwość odjazdu. Wskakuje tak szybko, że nawet nie zdążyłem się pożegnać z młodą z Maha Sarakham. Udało się, jestem w środku 🙂 Po tygodniu w podróży jadę do domu w Bangkoku… Fajnie było i nie mogę się doczekać kolejnego tripu do mojej ulubionej części Tajlandii.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Życie w północnym Wietnamie – raport


Ponieważ osobiście nigdy nie byłem na północy Wietnamu, korzystając z okazji, że mieszka tam mój znajomy, poprosiłem go o skrobnięcie kilku słów o życiu, pracy i oczywiście dziewczynach z północy. Poniżej ciekawy tekst który na pewno zainteresuje czytelników Azji Po Zmroku. 

wietnam-hanoi-impreza

I. Wstęp. Chciałbym zachować w pewnym stopniu anonimowość więc przedstawiał się nie będę. Łącznie mieszkam w północnym Wietnamie ponad 5 miesięcy. Jestem nauczycielem angielskiego. Mieszkam w Haiphong trzecim pod względem wielkości mieście Wietnamu. Zostanę w Wietnamie na wiele lat więc nie traktuje tego jak zwykłej przygody. Mając pewne atuty można się tutaj nieźle ustawić. Nigdy wcześniej nie pisałem takiego artykułu. Mam nadzieję że was nie zanudzę.

II. Kultura. Wietnamczycy na północy są dumni ze swojej kultury, tradycji i narodu. Nie krytykują rządu. Nie narzekają. Są konserwatywni w związkach. Statystyka mówi że 70% kobiet nie rucha się przed ślubem. Wietnam bogatym krajem szybko nie będzie gdyż ze swoją nienawiścią do Chińczyków i głupimi drzemkami podczas kilkugodzinnej przerwy na lunch nic nie osiągną. Mamy w północnym Wietnamie miasta w których dziewczyny są otwarte – Hanoi. Mamy coś pomiędzy – Haiphong. I mamy okropne miasto – Thanh Hoa City, gdzie można za to stracić prace. Ludzie jednak są przyjaźni. Cieżko tutaj o kłopoty. Niektórzy chcą oszukać na cenach, ale znając podstawy języka nie można się dać oszukać. Najważniejsze to znać ceny i liczby.

III. Policja. Jeśli mamy gadane to policji obawiać się nie trzeba. Ważne jest to by wiedzieć co robić. Przede wszystkim niczego nie podpisuj i do niczego się nie przyznawaj. Nie ma monitoringu nie ma dowodów. Po drugie mów szybko po angielsku by nic nie zrozumieli. Można też robić jak mój kolega czyli bajka że jest się nauczycielem angielskiego na wolontariacie, robi się to za darmo, uczy dzieci policji, przyczynia się tym do rozwoju narodu, a jak to do nich nie przemawia to wyskakuje się z pytaniem czy chcą by zniechęcić i innych obcokrajowców do wizyty Wietnamu. Na ogół wtedy dziękują i puszczają wolno. Kolega pijany połamał nogę Wietnamczykowi w wypadku. Przyfarciło mu się gdyż okazało się że głowa policji go zna i słyszał od córki że jest zabawnym nauczycielem.

IV. Dziewczyny. W Hanoi łatwo poruchać. Właśnie wracam autokarem. Dziewczynę poznałem przez tindera. Napisała mi bezpośrednio że szuka kogoś do seksu, a nie związku bo lubi wolność. Czyli idealnie. Poznałem jej „siostry” które również lubią obcokrajowców. Niby jest rasizm, nie lubią czarnych i arabów, no ale niektóre się niestety kuszą też i na brudasków, ale biały kolor skóry ma tu taką samą wartości jak i w Tajlandii, albo i nawet większą. W Haiphong już jednak trudniej o ruchanie i z bólem przyznaje że przez prawie trzy miesiące nie ruchałem tam normalnej dziewczyny. Nie chodzi nawet o to że szukam jednorazowej przygody bo szukam partnerki do seksu na stałe dopóki nie znajdę sobie żony która dobrze wygląda, wie jak zrobić pieniądze i nie pracuje dłużej niż 8 godzin dziennie. Raz miałem przygodę że kolega przyznał że korzystał z kamerki i laska mu dupę pokazała. Przyznał że trzepał. Wziąłem tego fb napisałem, dostałem zaproszenie do tego mieszkania i okazało się że facet wiec trzeba uważać. Ladyboya chyba jednego widziałem, ale wychodzi na to że geje też tu są. Na randkę z dziewczyną łatwo się umówić w moim mieście, no ale wyruchać jednak ciężej. Koledze jednak się udało kilka razy ze względu na znajomość wietnamskiego. Pewnego razu wybraliśmy się z kolegami do Do Son. Jest to największy burdel w Wietnamie. Motelik obok moteliku. Koszt za godzinę z dziewczyną to równowartość 45 PLN. Jak to wygląda? Siedzimy sobie w środku i przyprowadzają nam dziewczyny jedną po drugiej dopóki sobie nie wybierzemy takiej która nam się podoba. Jak na nas patrzą to są przerażone gdyż wiedzą co je czeka. Pierwszego razu byłem tam z kolegami i ostatecznie skończyłem. Dziewczyny mają przygotowane gumki. Za drugim razem zabrał mnie tam szef, który za mnie zapłacił. Pierwsza dziewczyna po kilkunastu minutach zaczęła udawać płacz i prosiła bym przestał. Kazałem jej przyprowadzić drugą. Druga wytrzymała dłużej, ale rownież nie skończyłem gdyż za szybko się zmęczyła. Więcej tam nie wróciłem i nie mam zamiaru korzystać z usług prostytutek. W innych krajach nie próbowałem. Tutaj w pewnym sensie sytuacja mnie zmusiła bo gdzie to tyle bez ruchania? Na szczęście już znalazłem sobie partnerkę która odwiedzi mnie kolejnym razem u mnie w mieście. 2 godziny autokarem z Hanoi do Haiphong. Oczywiście tu też się umawiam z dziewczynami no ale jedna mi palnęła że nie jest gotowa po tym jak już palcem jej wierciłem otwór. Nic z tych spotkań nie wychodzi.

V. Haiphong. Miasto w którym mieszkam jest trzecim pod względem wielkości miastem Wietnamu. Jest tu port, miasto ma ambicje by przewyższyć Hanoi. Znajduje się niedaleko morza wiec jakieś szanse są. Dużo tu mostów, rzek i o środowisko naturalne ciężko. Miasto ma zamiar zostać ośrodkiem handlu morskiego. Od niedawna mamy połączenie lotnicze z Bangkokiem. Mamy wiele klubów i kin w Haiphong. Jeśli miałbym zagadać do dziewczyny to w kinie. Poza tym fb i komunikator Zalo. W klubach są zazwyczaj dziewczyny których praca ogranicza się do tańca i normalnych dziewczyn na parkiecie nie ma. Jeśli zabawa to tylko Hanoi. Tam są kluby pełne lasek otwartych na cudzoziemców.

VI. Praca Lepiej jest uczyć angielskiego w Haiphong niż w Hanoi czy Sajgonie z wielu powodów. Najważniejszym jest mała liczba obcokrajowców. Jesteśmy bardziej wartościowi dla szkół. Jeśli dobrze wyglądasz, jesteś pewny siebie i umiesz zrobić na uczniach wrażenie to wiele szkół będzie chciało byś dla nich pracował. Można z kontraktem, można bez. Czyli da się legalnie jak i nielegalnie. Zarobki są duże. Podstawa to 15 USD za godzinę, zdarza się jednak że dostaje 22 USD od niektórych szkół i to jest mój cel. Jestem człowiekiem który idzie przez życie na skróty. Nie lubi się nudzić. Wiec nauka angielskiego na swój sposób daje mi radość, jest na lekcjach śmiesznie i zarabiam na tym dobre pieniądze. Typowy Wietnamczyk zarabia pracując cały dzień z durną przerwą na lunch równowartość 700 PLN na miesiąc. Czyli można zarobić 10 razy więcej.

VII. Szkoły. Można pracować w prywatnych centrach językowych jak i być odsyłanym do szkół publicznych. Za szkoły publiczne i tak jednak Wietnamczycy płacić muszą. Taki tu „komunizm” że nie ma emerytur, darmowej opieki zdrowotnej i darmowych szkół. Poziom nauki jest wyższy niż w Tajlandii. Łatwo znaleźć młode osoby mówiące po angielsku. No i oni chcą się uczyć angielskiego. Jesteśmy bardziej szanowani niż w Tajlandii gdzie nauczyciel szanowany nie jest. Nie jesteśmy męczeni przez te kurwy w postaci tajskich nauczycieli którzy podważają nasze umiejętności, a mało który z nich gada po angielsku no i nasze życie chcą kontrolować. Jebać tajskich nauczycieli, auauau! W Tajlandii nie mamy wsparcia jakie dostajemy w Wietnamie. Darmowe mieszkanie, darmowy skuter i różne pozwolenia do legalnej pracy. Czasami można trafić na szefa który będzie naszym najlepszym kumplem, a nawet będzie się można poczuć jak w rodzinie.

VIII. Ceny. Podobne do Tajlandii, można drogo i tanio. Wystarczy wiedzieć gdzie jeść, pić i co.

IX. Drogi. Drogi w Wietnamie. Jeśli jesteście przerażeni poruszaniem się po Tajlandii to zmienicie zdanie po wizycie w Wietnamie. Nikt nie przestrzega żadnych zasad drogowych. Zielone światło oznacza jedź, żółte jedź szybciej, czerwone jedź ostrożnie. Często miałem sytuacje wypadkowe. Na szczęście udało mi się ich uniknąć. Kierowców nie obchodzi to że cię oślepiają. Jadą z tymi wysokimi światłami. Kierowców nie obchodzi że droga jest wąska i zdarza się że tir wyprzedza tira nie przejmując się tym że naprzeciwko jedzie skuter. Powszechnym jest też jazda bez świateł po drodze która jest oświetlona tylko z jednej strony albo w ogóle nie jest. Debile potrafią też jechać pod prąd bez świateł. Poza tym wpierdalają się przed twój skuter i w ogóle jeden wielki skandal. Jadąc myślę sobie cały czas „jebani Wietnamczycy”. Rowery są najgorsze – święte krowy. Zdarza się też że jest korek a Wietnamczycy i tak sobie jadą w grupie trzech skuterów czy rowerów w rzędzie urządzając sobie pogaduszki.

IX. Podsumowanie. Opisałem w skrócie najważniejsze sprawy. Może i dałoby się więcej napisać, ale niezbyt wiem jaki temat może być ciekawy. Jakby co to pytajcie w komentarzach u Michała. Pozdro.

Opisze wam jeszcze dłużej i bez poprawności jacy są Wietnamczycy. Po siedmiu miesiącach już mam pewną wiedzę na ich temat. Może zacznę od wyglądu. Wygląd młodych osób nie jest straszny, ale wrzucę wam zdjęcia facetów już dorosłych i starych. Starzy Wietnamczycy wyglądają na poziomie polskich bezdomnych i meneli. Wyglądają jakby byli brudni. Ich skóra robi się totalnie żółta, czy nawet pod brąz to podchodzi. Gały bardziej skośne. Pojawiają się im zmarszczki i ogólnie strasznie wyglądają. Wsród białych mężczyzn osoby starsze wyglądają dość normalnie. Tutaj większość z nich wygląda jak brudasy żyjące na wysypisku śmieci. Wydaje mi się że wyglądają najgorzej spośród Azjatów. Kobiety jako tako wyglądają dobrze do danego roku życia. Inaczej by ich natura tak nie namnożyła. Jacy są Wietnamczycy? Może zacznę od facetów. Są chujowi. Nie przyjaźnie się z nimi i nie lubię spędzać czasu w ich otoczeniu. Lubią się przechwalać. Mają wysokie mniemanie o sobie. Żyją w ciągłym strachu przed Chinami. Lubią kłamać. Zdarzają się skurwysyny które kłamią dziewczyny tylko po to żeby się z nimi przespać, a jak już to zrobią to koniec, ślubu nie ma bo nie jesteś dziewicą. Ja tutaj już do kłamstw się przyzwyczaiłem więc nie traktuje ich na poważnie. Wietnamczycy muszą kłamać dziewczyny bo nic innego do zaoferowania nie mają. Może 10% z nich wygląda dobrze, ale wciąż przeciętny Polak wygląda lepiej i to same Wietnamki by przyznały. Jak ja słyszę że jestem przystojny to już nawet nie robi to na mnie żadnego wrażenia, bo prostu widzę wokół jak wyglądających osób przyszło mi żyć. Koleżanka sama powiedziała że jej ojciec jest brzydki. Niby są, mili, przyjaźni, pokojowi, z chęcią by poczęstowali za darmo swoim bimbrem, ale wciąż nigdy nie można im uwierzyć i zaufać. Wietnamki za to są całkiem zabawne i miłe. Z szacunkiem się odnoszą do faceta. Są uległe i słuchają się męża. Z takich rzeczy które mnie denerwują to język wietnamski. Jak Wietnamczycy mówią to tak jakby się kłócili bo mają tony w języku. Wiele słów bardzo podobnych do siebie ale w innej tonacji. Dla przykładu w Tajlandii i Laosie mimo to jest kultura żeby mówić po cichu. Wietnamczycy drą mordy. Poza tym nie dbają oni o naturę. Mają skłonność do jedzenia na podłodze czego nie lubię bo to uwłaczające. Jak już wspomniałem cały czas boją się Chin i myślą że Wietnam jest super ekstra zajebisty. Szef mi powiedział że pomoże mi zdobyć obywatelstwo Wietnamu. Po pierwsze wiem że te obietnice to kłamstwa, po drugie kto by chciał obywatelstwo Wietnamu? Przecież w każdej chwili Chiny mogą w ciągu tygodnia podbić Wietnam. Jeśli byłbym bogaty to może bym się skusił. Nakupowałbym ziemi i robiłbym kasę na Wietnamczykach i turystach. Rząd Wietnamu w ogóle nie dba o ludzi. Za edukacje i opiekę medyczną trzeba płacić. Stan dróg to tragedia. Transport publiczny także. Nie podoba mi się też w ich narodzie to że żyją w brzydkich domach, nie mają żadnego pojęcia o sztuce i zbierają w domach śmieci. Rzeczy które nigdy im się nie przydadzą. Zamiast wywalić je, oddać komuś czy sprzedać to je składują. Uwierzylibyście że ktoś mający 500tys. Złotych na koncie zamiast kupić telewizor led będzie używał starego kineskopowego 21 cali? Tacy są Wietnamczycy. Nawet są dumni że zaoszczędzili sami myjąc samochód zamiast dać komuś zarobić. Nie napędzają oni swojej ekonomii tylko oszczędzają pieniądze. Z takich pozytywnych rzeczy to może tylko to że są grzeczni, pokojowi, no ale co z tego skoro są dumni z tego że mają tylko jedną partie w kraju? Jest tu duża korupcja. Państwowa telewizyjna cały czas wkłada im gówno do głowy i teraz wydaje im się że Ameryka ich zdradziła bo Trump jest be, a Obama był cacy bo odwiedził Wietnam. Ameryka tak czy siak będzie ich „przyjacielem” bo graniczą z Chinami, a Trump Chin też nie lubi. Z myśleniem samodzielnym jest tu słabo gdyż nie jest tu tak jak u nas że w internecie znajdziemy prawdziwe informacje. U nich wierzą bardziej w telewizje niż w Polsce. Podsumowując: Wietnamki są spoko, Wietnamczycy już nie do końca.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Przykładowy program zwiedzania Bangkoku z przewodnikiem – wycieczka dzienna


Program wycieczki jest ułożony tak, aby uniknąć słynnych Bangkockich korków które potrafią zepsuć dzień, czyli będziemy raczej przemieszczać się rzeką, kanałami, oraz metrem i pociągiem nadziemnym. Podczas zwiedzania lubię improwizować i zmieniać w trakcie, w zależności na to bardziej przychodzi ochota, więc proponowany program jest tylko ogólnym zarysem. Dodatkowo, proszę zwrócić uwagę na to, iż pewne obiekty są otwarte wyłącznie w poszczególne dni tygodnia. Wycieczkę zaczynamy po południu ponieważ wiele atrakcji typu markety nocne, lub dzielnice czerwonych latarni otwierają się dopiero po godzinie 18. Kolejność zwiedzania będzie różna w zależności od tego gdzie znajduje się hotel. 

Przykładowy program:

12:00 – Spotkanie w recepcji hotelu. Za wycieczkę rozliczamy się z góry, przed wyjściem do miasta.  

Pierwsza (opcjonalna) atrakcja dla odważnych. Wdrapujemy się na słynną wieżę duchów, czyli 50 piętrowy wieżowiec którego budowa została przerwana w 1997 roku ze względu na ówczesny kryzys finansowy. Aby wejść na górę NALEŻY być w dobrej kondycji fizycznej i wchodzimy wyłącznie na własną odpowiedzialność. Obiekt jest oficjalnie zamknięty i nie wolno do niego wchodzić. 

ghost-tower-bangkok

13:30 – Na nogach schodzimy do rzeki Chao Praya – największej rzeki w Tajlandii i łodzią (tramwajem wodnym) udajemy się z do starego miasta (Sanam Luang). Z rzeki podziwiamy azjatycką architekturę świątyni Wat Arun oraz Pałacu Królewskiego. 

14:00 Kolejny punkt programu – Khao San. Jest to jedna z bardziej znanych uliczek w Bangkoku z bardzo specyficznym klimatem. Wokół znajduje się wiele bardzo tanich hoteli dla backpackersów. W dzień można tu zrobić zakupy, zjeść robaki lub egzotyczne owoce takie jak słynny durian, który śmierdzi tak źle jak francuskie sery. Wbrew powszechnej opinii w internecie jakoby robaki były pożywieniem wyłącznie dla turystów, Tajowie są głównymi klientami na tego typu smakołyki. Pomimo tego, iż większość Tajów raczej brzydzi się tego typu przysmakami, to jest to dość popularna przekąska na północnym wschodzie kraju.  

robaki-tajlandia-khao-san

14:50 – Udajemy się 10 minut na nogach lub tuk tukiem za 80 batów do Wat Saket. Będzie to jedyna świątynia którą uwzględniam  programie i to nie dlatego, że jest fajną świątynią, ale dlatego, że znajduję się na sporym wzgórzu z którego rozciąga się panorama całego miasta. Dodatkowo samo wejście również jest atrakcją samą w sobie – wdrapujemy się pomiędzy egzotycznymi krzakami i buddyjskimi posągami. W tym miejscu opowiem na czym polega buddyzm, dlaczego każdy taj zostaje mnichem na co najmniej 3 miesiące w swoim życiu i jak wygląda codziennie życie buddyjskiego mnicha.  

15:30 – Płyniemy łodzią (tramwajem wodnym) do centrum miasta, do dzielnicy Pratunam. Zwiedzamy Pratunam Market – drugi największy market w Bangkoku specjalizujący się głównie w handlu ubraniami. Można tu zrobić zakupy po normalnej cenie, nie dla turysty, chociaż jak wszędzie w Tajlandii, jeśli cena nie jest wystawiona na towar, należy się targować. Pratunam słynie z potrawy Khao Man Gai, czyli oleistego ryżu z kurczakiem za 40 batów. W dzielnicy Pratunam znajduje się również Bayoke Sky Tower, wieża licząca 84 piętra, na którą możemy wjechać aby podziwiać widoki. Opcjonalnie, niedaleko stąd znajduje się również dom Jima Thomsona, Amerykańskiego biznesmena który rozsławił tajski jedwab na cały świat (zwiedzanie zajmuje około 40 minut), do którego możemy opcjonalnie wstąpić.

16:30 – (opcjonalnie) Przedostajemy się pociągiem nadziemnym do Chatuchak (otwarty wyłącznie w weekendy), największego bazaru w Azji. Po bazarze można krążyć godzinami, my jednak skupiamy się na sekcji z egotycznymi zwierzętami i oglądamy wiewiórki, papugi, węże, jaszczurki, etc. Na bazarze można kupić dosłownie wszystko, jest to dobre miejsce na zakupy. 

17:00 – robimy przerwę na obiado-kolację „Mukata”. Jest to tradycyjny tajski grill-bufet, koszt 150 – 400 batów za osobę za jedzenie do oporu. W restauracji typu Mukata jezdnie przyrządza się samemu na grillu który widzimy na zdjęciu poniżej. Jest to typowo tajska restauracja w której nie da się nic zamówić po angielsku i będziemy jedynymi białymi w środku. 100% tajski styl, nic pod turystów, autentyczne tajskie jedzenie. 

mukata-tajlandia-bangkok.jpg

17:45 – Przedostajemy się pociągiem nadziemnym BTS do Lumphini Park, największego parku w Bangkoku. Tutaj urządzamy polowanie na dzikie warany – jaszczurki które mają nawet do 2 metrów długości i potrafią pływać, nurkować oraz… wspinać się po drzewach! Dodatkową atrakcją jest zobaczenie jak nacjonalistyczni są Tajowie – kiedy o godzinie 18 z głośników rozlega się hymn, wszyscy przerywają ćwiczenia i stają na baczność.

waran-tajlandia-bangkok

18:20 – Idziemy 10 minut na nogach do Patpong. Znajduję się tu słynny market nocny z podróbkami na którym można kupić wysokiej jakości kopie torebek, zegarków, etc. Dodatkowo jest to jedna z 4 dzielnic czerwonych latarni w Bangkoku, i akurat ze względu na godzinę będzie happy hour, czyli tanie piwo (zazwyczaj buy 1, get 1 free), więc możemy wejść do któregoś z barów go go i sączyć piwo radując się widokiem pół gołych Tajek (całkiem gołe znajdują się w innych dzielnicach). Tu słowem ostrzeżenia, jeśli jesteście tu sami, radzę nie kusić się na żadne ping pong showy które będą oferowane bo jest to jeden ze scamów w Bangkoku który może was dużo kosztować.

19:30 – zjeżdżamy autobusem lub taxówką do Lebua at State Tower i wyjeżdżamy na 65 piętro do najsłynniejszego sky baru w Bangkoku w którym kręcono film Hungover 2, film w polskim kinie występował pod nazwą Kac Las Vegas 2. Zostajemy na drinka i radujemy się spektakularnymi widokami Bangkoku nocą.

20:30 – Powrót do hotelu i koniec wycieczki.

Powyższy program jest trasą którą oprowadzałem setki razy i  która jest według mnie bardziej ciekawa niżeli zwiedzanie standardowych zabytków, takich jak Świątynia Szmaragdowego Buddy, Wat Pho, lub Wat Arun. Dodatkowo, z przyczyn regulacji prawnych NIE jestem w stanie wejść do tych obiektów, więc w przypadku gdy na pewno chcecie zobaczyć te miejsca, opowiem o tych świątyniach przed wejściem i będę czekał na grupę na zewnątrz. 

Jest to przykładowy program który będzie raczej ciężko zrealizować w jedyne 8 godzin. Chciałem jednak opisać wszystkie warte uwagi miejsca w jednym artykule. Oczywiście w Bangkoku jest sporo więcej atrakcji, takich jak Ratchada Train market, Sukumvith, China Town, Farma Węży, zoo, safari, rejs po kanałach Thonburi, czy świątynie do bólu. Program zawsze dopasowuje ze względu na indywidualne preferencje i można go zmieniać dozwoli w trakcie wycieczki.

Jeśli chcesz zabookować zwiedzanie skorzystaj z sekcji KONTAKT. Dodatkowo, aby przeczytać więcej o moich usługach kliknij tu – Polski przewodnik w Bangkoku

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Wakacje w Pattaya z wynajętą dziewczyną


Sawadee jao! Miałem już zrobić ten wpis dawno temu, jednak dopiero teraz znalazłem odrobinkę czasu. Dlaczego jestem taki zajęty? Wraz z sezonem turystycznym w Tajlandii, mam naprawdę masę pracy jako przewodnik oprowadzając was po najlepszych zakątkach Tajlandii. Od początku października nie miałem więc dnia wolnego i listopad oraz grudzień nie zapowiada się ani trochę lepszy. Czasami pracuję od 7 rano do 10 wieczorem (moja praca na pełny etat przez internet + 8 godzin oprowadzania), ale chyba pierwszy raz w życiu mam więcej pieniędzy niż jestem w stanie wydać, więc nie narzekam ani trochę 🙂

screenshot-at-2016-11-06-142537

To tak na wstępie, a teraz do sedna…

Zasadniczo zamieszczam poniżej reklamę firmy która organizuje wakacje w Pattaya z wynajętą dziewczyną. Firma jest prowadzona przez przyjaciela Polaka, więc mogę zagwarantować, że wszystko jest ok i polecić, że serwis jest taki jak być powinien. Wygląda to w ten sposób, że wchodzimy na stronę której link jest poniżej, wybieramy sobie koleżankę która będzie naszą dziewczyną przez x czasu (albo dwie dziewczyny). Na lotnisku jesteśmy odebrani i przetransportowani do przyjemnego apartamentu w Pattaya (kilka fotek poniżej – cała galeria na stronie) i możemy się po prostu zrelaksować 🙂 Wszystkie dziewczyny pracujące dla Thai-Sexy są sprawdzone i „namierzalne”, nic nie ukradną, nie mają penisów, i wiedzą co jest ich pracą, więc nie będą marudzić, że już trzecia runda dzisiaj. A najfajniejsze jest to, że jeśli nam nie odpowiada, albo się znudziła, to można ją wymienić na inną dziewczynkę bez żadnych dopłat.

Oczywiście w Pattaya jest mnóstwo innych opcji, możecie to zorganizować taniej, inaczej, whatever, ale to jest dobra opcja dla kogoś kto ma więcej kasy niż czasu i chce mieć wszystko z góry dopięte na ostatni guzik. Wszystko jest bezpieczne, sprawdzone i dostajemy to czego oczekujemy bez obawy, że będzie jakaś nieprzyjemna niespodzianka.

screenshot-at-2016-11-06-142756

Oferta Thai-sexy:

MYŚLISZ O WAKACJACH? WCZASY TWOICH MARZEN!
Wakacje w Tajlandii z Tajska dziewczyna all. incl. z dziewczyna, apartament, transferem z lotniska. Bezpiecznie i Dyskretnie. Nowy wymiar spędzania czasu na wakacjach dla singli. Na naszej witrynie www.thai-sexy-wczasy.pl znajdziecie niepowtarzalna ofertę wczasów w Tajskim mieście grzechu i rozrywki Pattaya. Wczasy będą niezwykle‚ w cenie wakacji z ‘Thai Sexy‘ jest pobyt z egzotyczna wakacyjną towarzyszką którą można wymienić co 3 dni wybierając z gamy hostess które umilą czas pobytu, bez żadnych dopłat.

Dodatkowo,  cena zawiera apartament z balkonem i widokiem na morze, 2 minuty od plaży.
Dla pełnego komfortu i beztroski byś nie musiał się zupełnie niczym martwic, cena pobytu zawiera również transport z lotniska w BKK do twojego apartamentu i z powrotem. Nasz prywatny kierowca przetransportuje was nową Toyotą Camry.
Dodatkowo jeżeli dowiedziałeś się o Thai Sexy z Azja Po Zmroku, wspomnij o tym przy rezerwacji wczasów będziemy mieć dla Ciebie prezent który jeszcze bardzie umili ci pobyt w Tajlandii.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Jak znaleźć pracę w Wietnamie


Na wstępie zaznaczam, że nie jestem ekspertem i w Wietnamie jestem niespełna 2 miesiące. W Saigonie istnieje spora polonia, są tu i tacy, którzy mieszkają nawet 10 lat i zapewne są w stanie doradzić lepiej ode mnie. Opiszę tutaj moje własne doświadcznie jak znalazłem prace, jakie stawki mi zaoferwano i jak to wygląda w porównaniu do Tajlandii.

vietnam

Full time, czy part time? W związku z tym, że dosyć sporo czasu zajmuje mi robienie tłumaczeń online (z polskiego na tajski i z polskiego na angielski), od początku szukałem wyłącznie prac na pół etatu. Jest to też motywowane tym, że rutyna wprowadza mnie w depesję. Nie potrafię chodzić każdego dnia do tego samego miejsca, widzieć te same twarze i robić te same rzeczy, dużo lepiej znosze pracowanie w kilku miejscach, wykonując dorywcze zajęcia, w różnych branżach. Większość ofert Wietnamie i tak jest na part time, zazwyczaj jeśli mamy do czynienia z pracą na pełny etat, pracodawca zazwyczaj zapewnia zakwaterowanie.

Jaką pracę można wykonywać w Wietnamie? Spotałem informatyków, prawnika, kucharzy, no i oczywiście nauczycieli angielskiego. Ponieważ kończyłem studia związane z edukacją, zacząłem szukanie pracy właśnie od wysyania CV do szkół, wiedząc, że będzie to najszybsza opcja.

Jak szybko można znaleźć pracę? Tutaj przeżyłem mały horror, ponieważ spodziewałem się, że znalezienie pracy zajmiemie 1, 2 dni (tyle zajmuje mi to w Tajlandii), okazało się jednak, że potrwało to aż 2 tygodnie. Mało tego, byłem już w pierwszym tygodniu na paru interview i nie dostawałem od razu ofert. Jest to spowodowane tym, że akurat zaczęły się długie wakacje i większość szół jest aktualnie zamknięta.

wietnam-szkola-nauczyciel-praca-ESL-TEFL.jpg

Jak szukać pracy? Wietnam jest jednym z krajów, w których trzeba być na miejscu, aby znaleźć pracę. Istnieje możliwość zorganizowania tego przez internet z innego kraju, ale o ile nie mamy dobrych kwalifikacji nauczycielskich typu B.Ed albo PGCE, to zostaje nam pracowanie na samych zadupiach. Większość pracodawców chce z nami porozmawiać i zobacyć jak prowadzimy lekcje. Ja szukałem pracy za pośrednictwem craigslist vietnam oraz na grupach na Facebooku typu Saigon teachers.

Ile zarabia się w Wietnamie? Stawki za uczenie part time w Wietnamie wachają się między 10 – 25$ za godzinę. Znajomy, który mieszka tu 10 lat doradził, abym nie przyjmował żandych prac poniżej 18$/h, ponieważ psuje rynek pracy dla wszystkich innych nauczycieli. Faktycznie dostawałem oferty nawet po 22$, ale niestety zawsze było to ledwie kilka godzin w tygodniu. Dopiero po 2 tygodniach znalazła się szkoła która dała mi 15 godzin tygodniowo za 16$. Przyjąłem tą ofetę, ponieważ była najlepszą jaką dostałem, nawet pomimo tego, że oczekiwałem czegoś lepszego. Ceny w Wietnamie są niskie, na jedznie wydaje 5$ dziennie, pokój można wynając za 150$, a całe mieszkanie z 3 sypialniami za 500$. Piwo w sklepie kosztuje 0.50$.

Jak się pracuje w Wietnamskiej szkole? Ogólnie bardzo przyjemnie. Wszystko jest zajebiście zorganizowane, totalnie na odwrót od Tajlandii. W mojej szkole dostaje zrobione plany lekcji, wszystkie materiały, komputer z projektorem i komputerową wersje książki którą mają studenci. Jest to naprawdę ekstra, bo mogę nacisnąć na odtwarzane plików dźwiękowych i nie trzeba nawet się jebać z żadnymi mp3 czy płytami CD. Dodatkowo, jeśli jest to klasa z dziećmi, jest ze mną wietnamski nauczyciel, który, uwaga, wykonuje swoją pracę i pomaga w prowadzeniu lekcji. To ostatnie to totalny szok, bo w Tajlandii asysteci siedzą na Facebooku całą lekcje, a jak ich się poprosi o pomoco biorą bambuswy kij i biją nim dzieci lol. Lekcje trwają godzinę do dwóch, w zależności od wieku studentów. Poza małymi smarkaczami, których rodzice zmuszają do uczenia się wieczorami, morale wśród studentów są wysokie i chcą się uczyć. Często zapraszają też na kolację lub kawę i zawsze płacą rachunek.

Jakie należy spełniać wymagania aby być nauczycielem? Tak jak wszędzie, należy mieć skończone studia i jakiś certyfikat typu TEFL albo CELTA. I tak jak wszędzie, pracę można znaleźć bez powyższych dokumentów, co wiązać się będzie z róznymi problemami, o których dużo już pisałem na tej stronie, więc nie będe się powtarzał.

Tak jak zostało to powiedziane na wstępie, są to moje własne doświadczenia, być może w innych szkołach jest inaczej, takie są jednak moje wrażenia po 2 miesiącach w Saigonie, którymi się z wami dzielę, natomiast nie traktujcie ich jako absolutnej prawdy.

Masz  pytania o prace w Wietnamie? Zostawcie komentarz  i zrobię update.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

600km motorem przez Kambodże


Pod koniec grudnia 2015, administracja mojego uniwersytetu w iście tajskim stylu spierdoliła moje dokumenty do przedłużenia wizy i oto stanąłem przed dwoma wyborami – przesiedzieć w Tajlandii na overstayu 4 dni, tudzież zrobić szybki visa-run do któregoś z sąsiednich krajów. A że Tajlandia jest krajem policyjnym, gdzie Wielki Generał aspiruje do bycia Kin Dzong Un’em numer dwa, toteż stwierdziłem, że bezpieczniej będzie jednak opuścić kraj.

12716105_10207643225654570_1672799274902006357_o

Laos – nudy, odpada. Ciężko z laskami (da się, ale jest to nielegalne, więc samo branie do hotelu już stwarza potencjalne problemy). Birma – same kamienie na kamieniach (świątynie) i nawet na stałe dostawy prądu nie ma co liczyć. Z dziewczynami też lipa – dają numer jak się do nich zagada, a potem nawet nie odbierają telefonu. Internet w Birmie praktycznie nie istnieje. No to może Malezja? Nie za bardzo. Co prawda da się tam wyrwać laski, ale ten muzułmański klimat mnie wkurwia. Jak widzę te ich brody to mi się odechciewa. No i od razu widać po wyrazach twarzy, że ich ten islam przytłacza. W Tajlandii wszyscy są uśmiechnięci, mają kwiaty w ogrodach. W Malezji jest Allah i odbija się to na mordach przeciętnych ludzi.

A więc Kambodża – tani alkohol, imprezy, laski choć brudne z zakurzonymi nogami i wwierconymi diamentami w zębach, to jednak lubią się ruchać z obcokrajowcami. Samolot, czy autobus? Motor!

Szybko okazało się, że nie mam czasu wyrobić odpowiednich dokumentów, ażeby przewieść moją maszynę przez granicę. Zmuszony więc byłem wsiąść w samolot 31 grudnia, zaraz przed sylwestrem i udało mi się od razu zaaranżować wynajem dużego motoru w Phnom Phen. 250cc cross motor. Wystarczy!

Na lotnisku w Phnom Phen poznałem Hiszpana, który chwali sobie… ruchanie Polek.  Szybko też zdradza mi swoje sekretne techniki jak walić Kambodżańskie dziwki za 10$ i nie wierzy, że zamierzam jednak uderzać w te „nie pracujące”, albo chociaż te pracujące, które nie będą mi za to wystawiać rachunku. Nie zależy mi jednak na przekonywaniu go do czegokolwiek. Robimy check in w tym samym hotel (12$ zaraz przy rzece) i tu pierwszy wkurw… po zapłaceniu zauważyłem, że wisi tabliczka „NO GUESTS ALLOWED”. Właściciel jest Australijczykiem, więc próbuje mu wyperswadować, że nie po to jestem w Kambodży, żeby spać samemu w sylwestra, ale za nic nie da się go przekonać. Humor zepsuty ze startu!

Pijemy khmerskie piwa po po 0.60$ za kufel, biegając od baru do baru. Odwiedziliśmy „bar 69”, gdzie kiedyś poznałem laskę ze zdjęcia poniżej i spędziliśmy razem noc, najpierw w klubie, potem hotelu. Sama mi powiedziała, jak mam nie zapłacić bar fineu za nią i choć miejsce sugeruje, że jednak jest dziwką, to nigdy nie rozmawialiśmy o żadnych pieniądzach. No, kupiłem jej ze 3 drinki w klubie Pontoon. Zdjęcie tej niewiasty poniżej, chyba najlepsza Khmerka jaką widziałem, chociaż zazwyczaj nie lubię ciemnej skóry:

 

Niestety nie pracuje już w tym barze, jak powiedziały mi jej koleżanki. A kiedyś tak ją lubiłem, że rozważałem nawet ściągnięcie jej do Bangkoku… głupi pomysł z miliona powodów, hehe. Szukałem jej numeru telefonu, ale niestety moja pamięć do azjatyckich  imion jest tak chujowa, że nie mam pojęcia które imię w telefonie to akurat ona.

Biegamy więc dalej po barach i okazuje się, że laski bez problemu dają Facebook. W Tajlandii by to nie przeszło – burdel mamy im zabraniają, żeby nie umawiały się z klientami poza pracą. W Phnom Phen nawet się z tym nie kryją i od razu dają. Przeciętna Khmerka ma dużo większe cycki niż przeciętna Tajka, ale powiedzmy sobie szczerze – nikt nie ma mniejszych cycków niż Tajki. W Tajlandii jest takie powiedzenie „nom kai dao„, które tłumaczy się na „cycki jak smażone jajka”, bo tak właśnie wyglądają.

W jednym z barów, gdzie postawiłem lasce lady drinka (3$), ona wzięła mnie do jakiegoś VIP roomu gdzie byliśmy sami i tam jej odwaliło. Wyciągnęła cycki, odsunęła majtki i zaczęła ujeżdżać mi palca. Co ciekawe, każda Tajka w takiej sytuacji poszłaby już na całość, a ta nie chciała zrobić nic więcej, bojąc się, że ktoś nas nakryje. Pfff, też mi problem. W końcu się na nią wkurzyłem bo byłem już napalony strasznie, a nic się z tym nie dało zrobić. Wyszedłem.

Sylwestrową noc spędziłem sam. Epic fail!

phnom-phen-kambodza-motor.jpg

Następnego dnia wskoczyłem na motor i udałem się w stronę Sihanoukville. 300 km drogi. W Kambodży jeździ się po prawej stronie, tymczasem ja jestem przyzwyczajony do lewostronnego ruchu w Tajlandii, który ustanowił jeszcze król Rama V bo za bardzo podlizywał się Anglikom, żeby ci nie skolonizowali mu kraju. Kilka razy odruchowo jechałem po lewej i jeszcze trąbiłem na nich, szybko uświadamiając sobie, że to ja jade jak debil pod prąd.

kambodza-phnom-phen

Po drodze robiłem przystanki w rożnych wsiach, gdzie wisiały wypatroszone psy, a widok białego na drogim motorze wzbudzał dość sporą sensacje. Khmerowie są brudni, śmierdzący, wokół nich latają muchy, a przy tym są bardzo mili i życzliwi. Z zainteresowaniem podchodzili pytać skąd jesteś, a ich zdolności w angielskim są 10 razy lepsze niż  w Tajlandii.

Motory na drogach w Kambodży są jak duchy dla kierowców – całkowicie niewidzialne. Normalnie spychają cię z drogi, pare razy musiałem zjechać już na trawę, bo oni mają jakąś paranoje, że muszą się wyprzedzać non stop, a jak jedzie z naprzeciwka motor, to po prostu jadą na czołówkę i dają znak światłami czyt. „spierdalaj albo zaraz cię rozpiedole”. A właśnie, długich świateł połowa pojazdów w ogóle nie wyłącza, oślepiając pojazdy z naprzeciwka. Szybko też nauczyłem się, że wszystkie motory w Kambodży jeżdżą wyłącznie na poboczu i kiedy ja jechałem środkiem pasa, kierowcy na mnie trąbili, nawet pomimo tego, że jestem na dużo szybszym pojeździe niż ich rozlatujące się gruchoty 40sto letnie.

W końcu dojechałem. Po drodze prawie mnie zabili ze 4 razy, ale i tak było fajnie. Sihanoukville to miasto nad morzem, więc od razu poszedłem się wykąpać. Plaża raczej chujowa i zaśmiecona, ale i tak 10 razy lepsza niż te gówna które mamy w jakiejś Francji, czy Hiszpanii. Zachekowałem się w hotelu za 7$ (wszystko inne było zajęte – okres sylwestrowy), który przypominał pryczę więzienną, ale ważne, że miałem gdzie spać, a Kambodżanki akurat są przyzwyczajone do mieszkania w szałasach, więc wiedziałem, że też im nie będzie przeszkadzać.

Sihanoukville-plaza-kambodza

W końcu dojechał i Hiszpan. Jechał autobusem 2 razy dłużej niż ja na motorze. Pojechaliśmy na plażę jakieś 5 km dalej, miejsce nazywa się Victory Hill i jest tam masa barów z laskami. Trochę  popiliśmy, po filtrowaliśmy z dupeczkami, ale generalnie bez szału. Kilka z nich pracowało kiedyś w Tajlandii i łatwiej było nam rozmawiać po tajsku niż angielsku.

Wracamy na główną plaże, gdzie znajduje się sporo klubów. Prawie same dziwki. W końcu dopadłem jedną która zdaje się być normalna. Po 10 minutach przytulanek, zaciągnęła mnie do brudnego kibla, albo raczej pomieszczenia z dziurą w podłodze do srania z metalowymi drzwiami jak w altanie, i zatrzasnęła drzwi. Zaczyna się ze mną całować, a że mnie te Kambodżanki jakoś trochę brzydzą, bo wyglądają na zakurzone, to popchałem jej głowę, żeby całowała na wysokości pasa, a nie w usta. Rozpiąłem rozporek i boom, pierwsza poważniejsza akcja w Kambodży. Po skończonej robocie, okazuje się, że… jednak dziwka. w zajebiście łamanym angielskim, mówi, że mam  jej dać 30$. Wyciągam z kieszeni pomarszczone 100 batów (czyli około 10 zł) i wsadzam jej do ręki. Ona na to „Denk you, denk you” i koniec znajomości.

Uderzamy do następnego klubu, poznaje nową laskę, która wydaje się być normalna (czyt. nie dziwka) . W między czasie pojawia się Hiszpan i mówi, że już jedną za 10$ zrobił (taki ma budżet ustalony lol) i teraz szuka następnej. Ja postawiłem pare drinków mojej i nawet mi się coraz bardziej podobała. W pewnym momencie poprosiła, żebym odwiózł na motorze jej siostrę do domu, bo Sihanoukville jest niebezpieczne i one się boją wracać w dwójkę, nawet taxówką.

Odwiozłem je na motorze. Trochę piszczały jak dawałem po gazie, ale nie mogłem się powstrzymać, bo ten motor to zajebista zabawka. Dotarliśmy. Ja pierdole gdzie one mieszkają. Buda mojego psa wyglądała lepiej niż ten szałas do którego węże, robaki, etc, miały możliwość wejść przez jedną z 10 dziur. Proper hardcore, chciałem zrobić zdjęcie, ale pomyślałem, że może to nie na miejscu. Pojechaliśmy z powrotem i po godzinie pytam, czy idziemy spać razem, na co słyszę… „will you give me any money?„. Ja pierdole, czy ten Sihanoukville to same dziwki?! Wtedy mi już przeszła ochota na wszystko i wróciłem do hotelu.

Następny dzień leczyłem kaca i nie miałem nawet motywacji, żeby szukać jakiejś laski pośród tych wszystkich dziwek. Akurat nie miałem zainstalowanego Tindera, ale na Badoo była lipa straszna, same białe laski, a to mnie akurat nie interesuje w ogóle.

Kolejny dzień czas już było wracać do Phnom Phen. Przejchałem następne 300km. Oddałem motor (15$ za dzień) i szukam samolotu, a tu surprise, wszystkie loty po 150$! Okres sylwestrowy, pojebało ich z cenami. Nawet tyle nie miałem, a z tajskiej karty nie chciał mi bankomat dawać siana. Do Tajlandii bez wizy nie można już w ogóle wjeżdżać drogą lądową (kiedyś dawali 15 dni, teraz albo trzeba mieć wizę z ambasady albo lecieć samolotem). Idę więc do jakiejś agencji, żeby wyrobili mi wizę turystyczną, a tu następna niespodzianka… mój banknot 100$ jest trochę potargany i nikt go nie chce przyjąć. Haha, utknąłem w Kambodży! Bardzo żałowałem, że nie pojechałem jednak do Wietnamu…

Następne 2 dni trochę się stresowałem jak ja kurwa wyjadę z tej Kambodży bez kasy. Szefowa w Bangkoku obiecała, że kupi mi bilet na samolot, ale minęły dwa dni i ona nie była w stanie tego zrobić, ponieważ… na komórkę przychodziło hasło, które trzeba było wpisać na stronę i dla niej była to przeszkoda nie do przejścia. Dwa dni się z tym męczyła i nic (w ogóle mnie to nie dziwi – Tajowie są naprawdę absolutnie bezużyteczni).

W końcu okazało się, że kolega Karol który jest przewodnikiem w firmie Rainbow, akurat ma grupę w Phnom Phen i udało nam się spotkać. Wypiliśmy flaszkę za 3$ (zdjęcie poniżej), pożyczył mi 200$ i następnego dnia byłem już w samolocie do Bangkoku…

 

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zemsta wściekłej Tajki (video) – czyli tym, jak mszczą się lokalne kobiety, gdy nie dostają tego, czego chcą


W dzisiejszym odcinku nie będę się rozpisywał, bo wszystko zostało powiedziane na filmiku. W skrócie – strzeżcie się Tajek, które gotowe są wracać z wami do pokoju po minucie znajomości. Wszak normalne dziewczęta nigdy się tak nie zachowują. Jeśli jednak chcecie zaryzykować, to o ewentualnych konsekwencjach posłuchajcie w video.

Top 3 kluby go go w Bangkoku


Jednego czego nie brakuje w Bangkoku, to bary go go, gdzie skąpo ubrane, lub całkiem gołe Tajki, kręcą dupkami przy rurkach. W Bangkoku znajdują się 4 dzielnice z klubami go go. Są nimi Soi Cowboy (stacja BTS Asoke), Nana Plaza (stacja BTS Nana) i Patpong (stacja BTS Sala Deng). A czwarta? Czwarta jest dla Tajów i znajduje się na ulicy Sutisan, przy stacji BTS Sapan Kwai. W tej czwartej jest znacznie taniej, natomiast bez znajomości tajskiego nie ma nawet jak zamówić piwa. Napisze o tej dzielnicy innym razem.

Jakiś czas temu, klient zapytał mnie, który z klubów go go jest najlepszy. To oczywiście ocena subiektywna, ale poniżej przedstawiam moją listę top 3 klubów go go w Bangkoku.

Numer 3 – Billboard (Nana Plaza) 

billboard-nana-plaza-bangkok-tajlandia-bary-go-go-klub-gogo

Bilboard jest na samej górze kompleksu Nana Plaza, po lewej stronie od wejścia. Klub jest większy niż przeciętny bar go go w Tajlandii i wiele dzieje się w środku. Zaraz po wejściu, musisz zdecydować, czy chcesz siedzieć przy jacuzzi, gdzie gołe Tajki bawią się pianą, czy scenie-karuzeli, gdzie Tajki kręcą się koło rurek. Ciężki wybór, gdyż widoki po obu stronach są iście kuszące. Billboard jest bardziej zrelaksowany i interaktywny, w przeciwieństwie do innych barów, gdzie po prostu się siada i gapi. Jest duża szansa, że twoje oczy będą wędrować pomiędzy sceną z okazyjnymi showami i jacuzzi, gdzie dziewczynki toplają się w pianie. Showy w Billboard nie są agresywne, można by nawet wybrać się tu z dziewczyną, natomiast więcej zabawy będziemy mieć jeśli przyjdziemy wyłącznie w męskim towarzystwie.

Ceny zaczynają się od 120 thb za drinka, 600 thb za wyciągnięcie Tajki z pracy i około 2,000 do 3,000 batów za skorzystanie z jej ciała.

Numer 2 – Baccara 

bangkok-tajlandia-najlepsze-Go-Go-Bary-w-Bangkoku-Baccara

Baccara jest zapełniona ludźmi każdego dnia, jeśli przyjdziesz o 9, to może zabraknąć już miejsc siedzących. Przeciwne do praktyk innych barów na soi Cowboy, dziewczyny w środku są tak śliczne, jak te nawołujące do wejścia na zewnątrz.

Bacarra ma dwa piętra i scenę otoczoną czerwonymi kanapami oraz barem pod tylną ścianą. Podłoga na drugim piętrze jest przejrzysta, więc widać co dzieje się na pierwszym piętrze, za to z pierwszego piętra, jeśli popatrzeć w górę, mamy do czynienia z jednym z najpiękniejszych widoków w Bangkoku nocą .

Baccara zatrudnia nie tylko śliczne Tajki, ale i dużą ilość tancerek, które mają trochę więcej umiejętności od przeciętnej pracowniczki tajskiego klubu go go. Tajki w Baccara zazwyczaj noszą mundurki szkolne, oczywiście wersje mało zakrywającą i zapewne to własnie jest przyczyną dla której w środku jest tylu Japończyków oraz Koreańczyków.

Ceny: Za wejście nie płaci się nic, natomiast drinki oscylują w granicach 180 batów. Lady drinki kosztują tyle samo, a bar fine to standardowe 600 batów.

Numer 1 Crazy House (soi Cowboy) 

Crazy-House-bangkok-tajlandia-Go-Go-w-Bangkok

Moim ulubionym klubem go go w Bangkoku jest Crazy House. Po prostu nie ma lepszego. Duża scena w kształcie litery 8 na której zawsze jest więcej niż 10 dziewczyn – wszystkie są całkiem rozebrane i wygolone na pasek 😉 O dziwo są uśmiechnięte i wyglądają jakby dobrze się przy tym bawiły (w przeciwieństwie do innych tego typu miejsc). Większość naprawdę dobre wyglądająca, powyżej przeciętnej, młode, chude, z cyckami – na pewno nie wyjdziesz stąd z myślą „idę do innego miejsca bo nie znalazłem żadnej która mi się spodobała”.

Upewnij się też, że odwiedzisz drugie piętro. Nie ma tam showów w stylu niesławnych ping pongów, natomiast są dziewczyny które robią małe show, typu smarowanie się olejkami, oblewanie woskiem ze świeczki, etc. W klubie jest nawet winda, ale trzeba być naprawdę leniwym jak Taj, żeby jechać windą dosłownie jedno piętro.

W klubie jest też trzecie piętro, gdzie Tajski przebierają się i wuwają swoje Somtamy ze sticky rice’em. New House to nowa miejscówka, znajduje się tuż za rogiem Soi Cowboy, na Sukumvith soi 23.

Ceny: 150 thb za piwo, 170 za koktaile, lady drinki za 150 i bar fine 700. Aby skorzystać z ciała jednej z Tajek, należy umówić się na cenę, będzie to w granicach 2,000 – 3,000 batów za jeden strzał.

A jakie są wasze ulubione kluby go go w Bangkoku? Podzielcie się w komentarzach.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.