Życie w północnym Wietnamie – raport


Ponieważ osobiście nigdy nie byłem na północy Wietnamu, korzystając z okazji, że mieszka tam mój znajomy, poprosiłem go o skrobnięcie kilku słów o życiu, pracy i oczywiście dziewczynach z północy. Poniżej ciekawy tekst który na pewno zainteresuje czytelników Azji Po Zmroku. 

wietnam-hanoi-impreza

I. Wstęp. Chciałbym zachować w pewnym stopniu anonimowość więc przedstawiał się nie będę. Łącznie mieszkam w północnym Wietnamie ponad 5 miesięcy. Jestem nauczycielem angielskiego. Mieszkam w Haiphong trzecim pod względem wielkości mieście Wietnamu. Zostanę w Wietnamie na wiele lat więc nie traktuje tego jak zwykłej przygody. Mając pewne atuty można się tutaj nieźle ustawić. Nigdy wcześniej nie pisałem takiego artykułu. Mam nadzieję że was nie zanudzę.

II. Kultura. Wietnamczycy na północy są dumni ze swojej kultury, tradycji i narodu. Nie krytykują rządu. Nie narzekają. Są konserwatywni w związkach. Statystyka mówi że 70% kobiet nie rucha się przed ślubem. Wietnam bogatym krajem szybko nie będzie gdyż ze swoją nienawiścią do Chińczyków i głupimi drzemkami podczas kilkugodzinnej przerwy na lunch nic nie osiągną. Mamy w północnym Wietnamie miasta w których dziewczyny są otwarte – Hanoi. Mamy coś pomiędzy – Haiphong. I mamy okropne miasto – Thanh Hoa City, gdzie można za to stracić prace. Ludzie jednak są przyjaźni. Cieżko tutaj o kłopoty. Niektórzy chcą oszukać na cenach, ale znając podstawy języka nie można się dać oszukać. Najważniejsze to znać ceny i liczby.

III. Policja. Jeśli mamy gadane to policji obawiać się nie trzeba. Ważne jest to by wiedzieć co robić. Przede wszystkim niczego nie podpisuj i do niczego się nie przyznawaj. Nie ma monitoringu nie ma dowodów. Po drugie mów szybko po angielsku by nic nie zrozumieli. Można też robić jak mój kolega czyli bajka że jest się nauczycielem angielskiego na wolontariacie, robi się to za darmo, uczy dzieci policji, przyczynia się tym do rozwoju narodu, a jak to do nich nie przemawia to wyskakuje się z pytaniem czy chcą by zniechęcić i innych obcokrajowców do wizyty Wietnamu. Na ogół wtedy dziękują i puszczają wolno. Kolega pijany połamał nogę Wietnamczykowi w wypadku. Przyfarciło mu się gdyż okazało się że głowa policji go zna i słyszał od córki że jest zabawnym nauczycielem.

IV. Dziewczyny. W Hanoi łatwo poruchać. Właśnie wracam autokarem. Dziewczynę poznałem przez tindera. Napisała mi bezpośrednio że szuka kogoś do seksu, a nie związku bo lubi wolność. Czyli idealnie. Poznałem jej „siostry” które również lubią obcokrajowców. Niby jest rasizm, nie lubią czarnych i arabów, no ale niektóre się niestety kuszą też i na brudasków, ale biały kolor skóry ma tu taką samą wartości jak i w Tajlandii, albo i nawet większą. W Haiphong już jednak trudniej o ruchanie i z bólem przyznaje że przez prawie trzy miesiące nie ruchałem tam normalnej dziewczyny. Nie chodzi nawet o to że szukam jednorazowej przygody bo szukam partnerki do seksu na stałe dopóki nie znajdę sobie żony która dobrze wygląda, wie jak zrobić pieniądze i nie pracuje dłużej niż 8 godzin dziennie. Raz miałem przygodę że kolega przyznał że korzystał z kamerki i laska mu dupę pokazała. Przyznał że trzepał. Wziąłem tego fb napisałem, dostałem zaproszenie do tego mieszkania i okazało się że facet wiec trzeba uważać. Ladyboya chyba jednego widziałem, ale wychodzi na to że geje też tu są. Na randkę z dziewczyną łatwo się umówić w moim mieście, no ale wyruchać jednak ciężej. Koledze jednak się udało kilka razy ze względu na znajomość wietnamskiego. Pewnego razu wybraliśmy się z kolegami do Do Son. Jest to największy burdel w Wietnamie. Motelik obok moteliku. Koszt za godzinę z dziewczyną to równowartość 45 PLN. Jak to wygląda? Siedzimy sobie w środku i przyprowadzają nam dziewczyny jedną po drugiej dopóki sobie nie wybierzemy takiej która nam się podoba. Jak na nas patrzą to są przerażone gdyż wiedzą co je czeka. Pierwszego razu byłem tam z kolegami i ostatecznie skończyłem. Dziewczyny mają przygotowane gumki. Za drugim razem zabrał mnie tam szef, który za mnie zapłacił. Pierwsza dziewczyna po kilkunastu minutach zaczęła udawać płacz i prosiła bym przestał. Kazałem jej przyprowadzić drugą. Druga wytrzymała dłużej, ale rownież nie skończyłem gdyż za szybko się zmęczyła. Więcej tam nie wróciłem i nie mam zamiaru korzystać z usług prostytutek. W innych krajach nie próbowałem. Tutaj w pewnym sensie sytuacja mnie zmusiła bo gdzie to tyle bez ruchania? Na szczęście już znalazłem sobie partnerkę która odwiedzi mnie kolejnym razem u mnie w mieście. 2 godziny autokarem z Hanoi do Haiphong. Oczywiście tu też się umawiam z dziewczynami no ale jedna mi palnęła że nie jest gotowa po tym jak już palcem jej wierciłem otwór. Nic z tych spotkań nie wychodzi.

V. Haiphong. Miasto w którym mieszkam jest trzecim pod względem wielkości miastem Wietnamu. Jest tu port, miasto ma ambicje by przewyższyć Hanoi. Znajduje się niedaleko morza wiec jakieś szanse są. Dużo tu mostów, rzek i o środowisko naturalne ciężko. Miasto ma zamiar zostać ośrodkiem handlu morskiego. Od niedawna mamy połączenie lotnicze z Bangkokiem. Mamy wiele klubów i kin w Haiphong. Jeśli miałbym zagadać do dziewczyny to w kinie. Poza tym fb i komunikator Zalo. W klubach są zazwyczaj dziewczyny których praca ogranicza się do tańca i normalnych dziewczyn na parkiecie nie ma. Jeśli zabawa to tylko Hanoi. Tam są kluby pełne lasek otwartych na cudzoziemców.

VI. Praca Lepiej jest uczyć angielskiego w Haiphong niż w Hanoi czy Sajgonie z wielu powodów. Najważniejszym jest mała liczba obcokrajowców. Jesteśmy bardziej wartościowi dla szkół. Jeśli dobrze wyglądasz, jesteś pewny siebie i umiesz zrobić na uczniach wrażenie to wiele szkół będzie chciało byś dla nich pracował. Można z kontraktem, można bez. Czyli da się legalnie jak i nielegalnie. Zarobki są duże. Podstawa to 15 USD za godzinę, zdarza się jednak że dostaje 22 USD od niektórych szkół i to jest mój cel. Jestem człowiekiem który idzie przez życie na skróty. Nie lubi się nudzić. Wiec nauka angielskiego na swój sposób daje mi radość, jest na lekcjach śmiesznie i zarabiam na tym dobre pieniądze. Typowy Wietnamczyk zarabia pracując cały dzień z durną przerwą na lunch równowartość 700 PLN na miesiąc. Czyli można zarobić 10 razy więcej.

VII. Szkoły. Można pracować w prywatnych centrach językowych jak i być odsyłanym do szkół publicznych. Za szkoły publiczne i tak jednak Wietnamczycy płacić muszą. Taki tu „komunizm” że nie ma emerytur, darmowej opieki zdrowotnej i darmowych szkół. Poziom nauki jest wyższy niż w Tajlandii. Łatwo znaleźć młode osoby mówiące po angielsku. No i oni chcą się uczyć angielskiego. Jesteśmy bardziej szanowani niż w Tajlandii gdzie nauczyciel szanowany nie jest. Nie jesteśmy męczeni przez te kurwy w postaci tajskich nauczycieli którzy podważają nasze umiejętności, a mało który z nich gada po angielsku no i nasze życie chcą kontrolować. Jebać tajskich nauczycieli, auauau! W Tajlandii nie mamy wsparcia jakie dostajemy w Wietnamie. Darmowe mieszkanie, darmowy skuter i różne pozwolenia do legalnej pracy. Czasami można trafić na szefa który będzie naszym najlepszym kumplem, a nawet będzie się można poczuć jak w rodzinie.

VIII. Ceny. Podobne do Tajlandii, można drogo i tanio. Wystarczy wiedzieć gdzie jeść, pić i co.

IX. Drogi. Drogi w Wietnamie. Jeśli jesteście przerażeni poruszaniem się po Tajlandii to zmienicie zdanie po wizycie w Wietnamie. Nikt nie przestrzega żadnych zasad drogowych. Zielone światło oznacza jedź, żółte jedź szybciej, czerwone jedź ostrożnie. Często miałem sytuacje wypadkowe. Na szczęście udało mi się ich uniknąć. Kierowców nie obchodzi to że cię oślepiają. Jadą z tymi wysokimi światłami. Kierowców nie obchodzi że droga jest wąska i zdarza się że tir wyprzedza tira nie przejmując się tym że naprzeciwko jedzie skuter. Powszechnym jest też jazda bez świateł po drodze która jest oświetlona tylko z jednej strony albo w ogóle nie jest. Debile potrafią też jechać pod prąd bez świateł. Poza tym wpierdalają się przed twój skuter i w ogóle jeden wielki skandal. Jadąc myślę sobie cały czas „jebani Wietnamczycy”. Rowery są najgorsze – święte krowy. Zdarza się też że jest korek a Wietnamczycy i tak sobie jadą w grupie trzech skuterów czy rowerów w rzędzie urządzając sobie pogaduszki.

IX. Podsumowanie. Opisałem w skrócie najważniejsze sprawy. Może i dałoby się więcej napisać, ale niezbyt wiem jaki temat może być ciekawy. Jakby co to pytajcie w komentarzach u Michała. Pozdro.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Przykładowy program zwiedzania Bangkoku z przewodnikiem – wycieczka dzienna


Program wycieczki jest ułożony tak, aby uniknąć słynnych Bangkockich korków które potrafią zepsuć dzień, czyli będziemy raczej przemieszczać się rzeką, kanałami, oraz metrem i pociągiem nadziemnym. Podczas zwiedzania lubię improwizować i zmieniać w trakcie, w zależności na to bardziej przychodzi ochota, więc proponowany program jest tylko ogólnym zarysem. Dodatkowo, proszę zwrócić uwagę na to, iż pewne obiekty są otwarte wyłącznie w poszczególne dni tygodnia. Wycieczkę zaczynamy po południu ponieważ wiele atrakcji typu markety nocne, lub dzielnice czerwonych latarni otwierają się dopiero po godzinie 18. Kolejność zwiedzania będzie różna w zależności od tego gdzie znajduje się hotel. 

Przykładowy program:

12:00 – Spotkanie w recepcji hotelu. Za wycieczkę rozliczamy się z góry, przed wyjściem do miasta.  

Pierwsza (opcjonalna) atrakcja dla odważnych. Wdrapujemy się na słynną wieżę duchów, czyli 50 piętrowy wieżowiec którego budowa została przerwana w 1997 roku ze względu na ówczesny kryzys finansowy. Aby wejść na górę NALEŻY być w dobrej kondycji fizycznej i wchodzimy wyłącznie na własną odpowiedzialność. Obiekt jest oficjalnie zamknięty i nie wolno do niego wchodzić. 

ghost-tower-bangkok

13:30 – Na nogach schodzimy do rzeki Chao Praya – największej rzeki w Tajlandii i łodzią (tramwajem wodnym) udajemy się z do starego miasta (Sanam Luang). Z rzeki podziwiamy azjatycką architekturę świątyni Wat Arun oraz Pałacu Królewskiego. 

14:00 Kolejny punkt programu – Khao San. Jest to jedna z bardziej znanych uliczek w Bangkoku z bardzo specyficznym klimatem. Wokół znajduje się wiele bardzo tanich hoteli dla backpackersów. W dzień można tu zrobić zakupy, zjeść robaki lub egzotyczne owoce takie jak słynny durian, który śmierdzi tak źle jak francuskie sery. Wbrew powszechnej opinii w internecie jakoby robaki były pożywieniem wyłącznie dla turystów, Tajowie są głównymi klientami na tego typu smakołyki. Pomimo tego, iż większość Tajów raczej brzydzi się tego typu przysmakami, to jest to dość popularna przekąska na północnym wschodzie kraju.  

robaki-tajlandia-khao-san

14:50 – Udajemy się 10 minut na nogach lub tuk tukiem za 80 batów do Wat Saket. Będzie to jedyna świątynia którą uwzględniam  programie i to nie dlatego, że jest fajną świątynią, ale dlatego, że znajduję się na sporym wzgórzu z którego rozciąga się panorama całego miasta. Dodatkowo samo wejście również jest atrakcją samą w sobie – wdrapujemy się pomiędzy egzotycznymi krzakami i buddyjskimi posągami. W tym miejscu opowiem na czym polega buddyzm, dlaczego każdy taj zostaje mnichem na co najmniej 3 miesiące w swoim życiu i jak wygląda codziennie życie buddyjskiego mnicha.  

15:30 – Płyniemy łodzią (tramwajem wodnym) do centrum miasta, do dzielnicy Pratunam. Zwiedzamy Pratunam Market – drugi największy market w Bangkoku specjalizujący się głównie w handlu ubraniami. Można tu zrobić zakupy po normalnej cenie, nie dla turysty, chociaż jak wszędzie w Tajlandii, jeśli cena nie jest wystawiona na towar, należy się targować. Pratunam słynie z potrawy Khao Man Gai, czyli oleistego ryżu z kurczakiem za 40 batów. W dzielnicy Pratunam znajduje się również Bayoke Sky Tower, wieża licząca 84 piętra, na którą możemy wjechać aby podziwiać widoki. Opcjonalnie, niedaleko stąd znajduje się również dom Jima Thomsona, Amerykańskiego biznesmena który rozsławił tajski jedwab na cały świat (zwiedzanie zajmuje około 40 minut), do którego możemy opcjonalnie wstąpić.

16:30 – (opcjonalnie) Przedostajemy się pociągiem nadziemnym do Chatuchak (otwarty wyłącznie w weekendy), największego bazaru w Azji. Po bazarze można krążyć godzinami, my jednak skupiamy się na sekcji z egotycznymi zwierzętami i oglądamy wiewiórki, papugi, węże, jaszczurki, etc. Na bazarze można kupić dosłownie wszystko, jest to dobre miejsce na zakupy. 

17:00 – robimy przerwę na obiado-kolację „Mukata”. Jest to tradycyjny tajski grill-bufet, koszt 150 – 400 batów za osobę za jedzenie do oporu. W restauracji typu Mukata jezdnie przyrządza się samemu na grillu który widzimy na zdjęciu poniżej. Jest to typowo tajska restauracja w której nie da się nic zamówić po angielsku i będziemy jedynymi białymi w środku. 100% tajski styl, nic pod turystów, autentyczne tajskie jedzenie. 

mukata-tajlandia-bangkok.jpg

17:45 – Przedostajemy się pociągiem nadziemnym BTS do Lumphini Park, największego parku w Bangkoku. Tutaj urządzamy polowanie na dzikie warany – jaszczurki które mają nawet do 2 metrów długości i potrafią pływać, nurkować oraz… wspinać się po drzewach! Dodatkową atrakcją jest zobaczenie jak nacjonalistyczni są Tajowie – kiedy o godzinie 18 z głośników rozlega się hymn, wszyscy przerywają ćwiczenia i stają na baczność.

waran-tajlandia-bangkok

18:20 – Idziemy 10 minut na nogach do Patpong. Znajduję się tu słynny market nocny z podróbkami na którym można kupić wysokiej jakości kopie torebek, zegarków, etc. Dodatkowo jest to jedna z 4 dzielnic czerwonych latarni w Bangkoku, i akurat ze względu na godzinę będzie happy hour, czyli tanie piwo (zazwyczaj buy 1, get 1 free), więc możemy wejść do któregoś z barów go go i sączyć piwo radując się widokiem pół gołych Tajek (całkiem gołe znajdują się w innych dzielnicach). Tu słowem ostrzeżenia, jeśli jesteście tu sami, radzę nie kusić się na żadne ping pong showy które będą oferowane bo jest to jeden ze scamów w Bangkoku który może was dużo kosztować.

19:30 – zjeżdżamy autobusem lub taxówką do Lebua at State Tower i wyjeżdżamy na 65 piętro do najsłynniejszego sky baru w Bangkoku w którym kręcono film Hungover 2, film w polskim kinie występował pod nazwą Kac Las Vegas 2. Zostajemy na drinka i radujemy się spektakularnymi widokami Bangkoku nocą.

20:30 – Powrót do hotelu i koniec wycieczki.

Powyższy program jest trasą którą oprowadzałem setki razy i  która jest według mnie bardziej ciekawa niżeli zwiedzanie standardowych zabytków, takich jak Świątynia Szmaragdowego Buddy, Wat Pho, lub Wat Arun. Dodatkowo, z przyczyn regulacji prawnych NIE jestem w stanie wejść do tych obiektów, więc w przypadku gdy na pewno chcecie zobaczyć te miejsca, opowiem o tych świątyniach przed wejściem i będę czekał na grupę na zewnątrz. 

Jest to przykładowy program który będzie raczej ciężko zrealizować w jedyne 8 godzin. Chciałem jednak opisać wszystkie warte uwagi miejsca w jednym artykule. Oczywiście w Bangkoku jest sporo więcej atrakcji, takich jak Ratchada Train market, Sukumvith, China Town, Farma Węży, zoo, safari, rejs po kanałach Thonburi, czy świątynie do bólu. Program zawsze dopasowuje ze względu na indywidualne preferencje i można go zmieniać dozwoli w trakcie wycieczki.

Jeśli chcesz zabookować zwiedzanie skorzystaj z sekcji KONTAKT. Dodatkowo, aby przeczytać więcej o moich usługach kliknij tu – Polski przewodnik w Bangkoku

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Current whereabouts – czyli co u mnie


Czas w Azji dosłownie zapierdala. Jeszcze parę miesięcy temu miałem 25 lat, a tu już 3 dychy strzeliło. Patrzę na moje zdjęcia z Bangkoku i Singapuru, czyli wydawałoby się w miarę świeży rozdział w moim życiu, a jednak wyraźnie da się na nich dostrzec, że jeszcze 5 lat temu miałem zdecydowanie więcej włosów. Starość kurwa!

14484907_10209796516125486_2517807013365369885_n

Anyway, ponieważ wszystko się zmienia szybko i to co było aktualne 2 miesiące temu, niekoniecznie jest dalej na czasie, postanowiłem przedstawić my current whereabouts, czyli miejsce zamieszkania, praca i plany na najbliższa przyszłość.

A więc aktualnie udało mi się dorwać pracę dla szwedzkiej firmy w formie zdalnej, czyli życie digital nomada w najbliższej przyszłości jest bardzo realne. Wyciągam z tego szwedzką wypłatę w euro, fortuny nie ma, ale nawet minimalna krajowa w Szwecji jest dość pokaźną sumą w Azji, więc generalnie jestem zajebiście zadowolony. Nie muszę oglądać żadnych klientów, spotykać się z szefem, czy nawet tracić czas na podróże do miejsca pracy. Innymi słowy jest wypas. Nie za bardzo chce się wdawać w szczegóły co dokładnie robię, ponieważ jestem tam Świeżakiem i nie chce robić sobie konkurencji. Jak zagrzeję sobie miejsce to rozwinę temat. Niestety nie jestem samo zatrudniony, a pracuję na etat, co oznacza, że muszę być online zgodnie z europejską strefą czasową. Jeśli nie ma mnie przy kompie dłużej niż 10 minut to system automatycznie mnie wyloguje i powiadomienie leci prosto do szefa, więc jak gdzieś jadę na motorze, to na każdych światłach wyciągam laptopa i w coś klikam, żeby była aktywność. Ludzie się na mnie dziwnie patrzą, bo chyba nie jest normalne, że ktoś jeździ motorem z otwartym laptopem, ale w sumie to mnie jebie co kto o mnie myśli 😉

Ponad to, w każdy wtorek i czwartek uczę tajskiego dwóch anglików. Bardzo mi to nie pasuje, ponieważ mając możliwość podróży i pracy skądkolwiek, chciałbym już teraz zapierdalać po głównych miastach Issau, ale że zapłacili za 30 godzin z góry, to nie za bardzo mam jak to teraz odkręcić.

W związku z tym, do listopada raczej będę siedzieć w Bangkoku. Może się okazać, że nawet dłużej, ponieważ zaczyna się sezon turystyczny i w poniedziałek mam pierwszą grupę do oprowadzania. Z tego jest dobra kasa, więc jeśli jest możliwość to raczej skorzystam. Moją pracę online kończę o 12 w południe więc realne jest robienie czegoś dodatkowego.

No i oczywiście należy wspomnieć kogo aktualnie rucham 🙂 Ponieważ jestem leniwy, ostatnimi czasy biorę laski z Badoo i umawiam się z nimi od razu w swoim mieszkaniu. Jak jakaś nie chce się spotkać u mnie, to gadam z następną i zawsze się znajduje jakaś bez oporów, żeby od razu jechać na pokój. Dobrze jest mieszkać w Tajlandii!

Poznałem w ten sposób 19stkę z Hua Hin. Na pierwsze 2 spotkania przyszła z koleżanką, ale jak już kiedyś wspominałem, to nie jest takie złe, bo bez żadnych oporów można brać na mieszkanie nawet na pierwszej randce. Na trzeciej randce już jej wprost powiedziałem, że ma przyjść sama i przyczepiła się trochę jak rzep do ogona, to znaczy przychodzi do mnie codziennie, ale generalnie mi odpowiada, bo laska jest pół Tajką pół belgijką (coś nowego), ojciec z Belgii wysyła jej w chuj kasy, więc nie tylko nie muszę nic na nią wydawać, ale nawet często ona płaci za mnie jak idziemy na imprezę albo coś wpierdolić. Laski ze swoją kasą (albo kasą taty lol) są fajne. No i jest jeszcze jeden duży benefit dla którego ją na razie trzymam – ona ma własny dom w Hua Hin, a jest to miejscowość nad morzem, gdzie chętnie bym sobie pomieszkał na jakiś czas, zwłaszcza, że mam pracę zdalną, wiec póki co żyję trochę w monogamii (bleh).

A co do planów na przyszłość, to o ja pierdole ile mam pomysłów. Najpierw na pewno będzie Issan. Zawsze chciałem mieszkać w Khon Kean – moim ulubionym mieście. Myślę, że w listopadzie się tam przeniosę na tak długo, aż mi się nie skończy wiza którą jeszcze mam z uniwersytetu… A potem? Omg, jest tyle miejsc w których chce spędzić co najmniej miesiąc. Bardzo tęsknię za moją dupcią z Laosu, więc możliwe, że na miesiąc pojadę do Vientiane i zostanę z nią. Ona ma swoje mieszkanie, więc nie muszę wydawać nawet na hotele. Czuję, że nie wystarczająco dobrze znam Kambodżę (pomimo tego, że byłem ponad 10 razy w tym kraju), więc chyba będzie trzeba na miesiąc pojechać tam. Nigdy nie byłem na Filipinach, a z tego co wiem, to Tajlandia i Filipiny to 2 najlepsze kraje na świecie jak chodzi  ruchanie zajebistych lasek, więc myślę o Cebu i Boracay. Nigdy nie byłem w Indiach. Nie wiem czy wytrzymam cały miesiąc bez ruchania (hindusek bez ślubu się raczej nie da pukać, ale spróbujemy), więc jest opcja albo turystki albo abstynencja (aka trzepanie lol). Niestety mnie białe laski w ogóle nie pociągają, przez ostatnie 5 lat miałem jedną i czułem, że nawet mi w pełni stanąć nie może… nie moje klimaty (no chyba, że Ruskie dziewuszki!!!). Na pewno chcę spędzić miesiąc na Bali w Indonezji. Kuszą mnie też Chiny bo byłem tylko 7 dni i to z moją ex z Francji, więc nie miałem okazji nic z Chinkami podziałać. Co ciekawe nawet jak byłem ze swoją dziewczyną, to Chinki dalej to mnie przychodziły zagadać! Musze pojechać zrobić inspekcję…

A potem? Ehhh, Afryka lub Ameryka Południowa. Ale to po kolei, nie wszystko na raz…

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Jak znaleźć pracę w Wietnamie


Na wstępie zaznaczam, że nie jestem ekspertem i w Wietnamie jestem niespełna 2 miesiące. W Saigonie istnieje spora polonia, są tu i tacy, którzy mieszkają nawet 10 lat i zapewne są w stanie doradzić lepiej ode mnie. Opiszę tutaj moje własne doświadcznie jak znalazłem prace, jakie stawki mi zaoferwano i jak to wygląda w porównaniu do Tajlandii.

vietnam

Full time, czy part time? W związku z tym, że dosyć sporo czasu zajmuje mi robienie tłumaczeń online (z polskiego na tajski i z polskiego na angielski), od początku szukałem wyłącznie prac na pół etatu. Jest to też motywowane tym, że rutyna wprowadza mnie w depesję. Nie potrafię chodzić każdego dnia do tego samego miejsca, widzieć te same twarze i robić te same rzeczy, dużo lepiej znosze pracowanie w kilku miejscach, wykonując dorywcze zajęcia, w różnych branżach. Większość ofert Wietnamie i tak jest na part time, zazwyczaj jeśli mamy do czynienia z pracą na pełny etat, pracodawca zazwyczaj zapewnia zakwaterowanie.

Jaką pracę można wykonywać w Wietnamie? Spotałem informatyków, prawnika, kucharzy, no i oczywiście nauczycieli angielskiego. Ponieważ kończyłem studia związane z edukacją, zacząłem szukanie pracy właśnie od wysyania CV do szkół, wiedząc, że będzie to najszybsza opcja.

Jak szybko można znaleźć pracę? Tutaj przeżyłem mały horror, ponieważ spodziewałem się, że znalezienie pracy zajmiemie 1, 2 dni (tyle zajmuje mi to w Tajlandii), okazało się jednak, że potrwało to aż 2 tygodnie. Mało tego, byłem już w pierwszym tygodniu na paru interview i nie dostawałem od razu ofert. Jest to spowodowane tym, że akurat zaczęły się długie wakacje i większość szół jest aktualnie zamknięta.

wietnam-szkola-nauczyciel-praca-ESL-TEFL.jpg

Jak szukać pracy? Wietnam jest jednym z krajów, w których trzeba być na miejscu, aby znaleźć pracę. Istnieje możliwość zorganizowania tego przez internet z innego kraju, ale o ile nie mamy dobrych kwalifikacji nauczycielskich typu B.Ed albo PGCE, to zostaje nam pracowanie na samych zadupiach. Większość pracodawców chce z nami porozmawiać i zobacyć jak prowadzimy lekcje. Ja szukałem pracy za pośrednictwem craigslist vietnam oraz na grupach na Facebooku typu Saigon teachers.

Ile zarabia się w Wietnamie? Stawki za uczenie part time w Wietnamie wachają się między 10 – 25$ za godzinę. Znajomy, który mieszka tu 10 lat doradził, abym nie przyjmował żandych prac poniżej 18$/h, ponieważ psuje rynek pracy dla wszystkich innych nauczycieli. Faktycznie dostawałem oferty nawet po 22$, ale niestety zawsze było to ledwie kilka godzin w tygodniu. Dopiero po 2 tygodniach znalazła się szkoła która dała mi 15 godzin tygodniowo za 16$. Przyjąłem tą ofetę, ponieważ była najlepszą jaką dostałem, nawet pomimo tego, że oczekiwałem czegoś lepszego. Ceny w Wietnamie są niskie, na jedznie wydaje 5$ dziennie, pokój można wynając za 150$, a całe mieszkanie z 3 sypialniami za 500$. Piwo w sklepie kosztuje 0.50$.

Jak się pracuje w Wietnamskiej szkole? Ogólnie bardzo przyjemnie. Wszystko jest zajebiście zorganizowane, totalnie na odwrót od Tajlandii. W mojej szkole dostaje zrobione plany lekcji, wszystkie materiały, komputer z projektorem i komputerową wersje książki którą mają studenci. Jest to naprawdę ekstra, bo mogę nacisnąć na odtwarzane plików dźwiękowych i nie trzeba nawet się jebać z żadnymi mp3 czy płytami CD. Dodatkowo, jeśli jest to klasa z dziećmi, jest ze mną wietnamski nauczyciel, który, uwaga, wykonuje swoją pracę i pomaga w prowadzeniu lekcji. To ostatnie to totalny szok, bo w Tajlandii asysteci siedzą na Facebooku całą lekcje, a jak ich się poprosi o pomoco biorą bambuswy kij i biją nim dzieci lol. Lekcje trwają godzinę do dwóch, w zależności od wieku studentów. Poza małymi smarkaczami, których rodzice zmuszają do uczenia się wieczorami, morale wśród studentów są wysokie i chcą się uczyć. Często zapraszają też na kolację lub kawę i zawsze płacą rachunek.

Jakie należy spełniać wymagania aby być nauczycielem? Tak jak wszędzie, należy mieć skończone studia i jakiś certyfikat typu TEFL albo CELTA. I tak jak wszędzie, pracę można znaleźć bez powyższych dokumentów, co wiązać się będzie z róznymi problemami, o których dużo już pisałem na tej stronie, więc nie będe się powtarzał.

Tak jak zostało to powiedziane na wstępie, są to moje własne doświadczenia, być może w innych szkołach jest inaczej, takie są jednak moje wrażenia po 2 miesiącach w Saigonie, którymi się z wami dzielę, natomiast nie traktujcie ich jako absolutnej prawdy.

Masz  pytania o prace w Wietnamie? Zostawcie komentarz  i zrobię update.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.