600km motorem przez Kambodże


Pod koniec grudnia 2015, administracja mojego uniwersytetu w iście tajskim stylu spierdoliła moje dokumenty do przedłużenia wizy i oto stanąłem przed dwoma wyborami – przesiedzieć w Tajlandii na overstayu 4 dni, tudzież zrobić szybki visa-run do któregoś z sąsiednich krajów. A że Tajlandia jest krajem policyjnym, gdzie Wielki Generał aspiruje do bycia Kin Dzong Un’em numer dwa, toteż stwierdziłem, że bezpieczniej będzie jednak opuścić kraj.

12716105_10207643225654570_1672799274902006357_o

Laos – nudy, odpada. Ciężko z laskami (da się, ale jest to nielegalne, więc samo branie do hotelu już stwarza potencjalne problemy). Birma – same kamienie na kamieniach (świątynie) i nawet na stałe dostawy prądu nie ma co liczyć. Z dziewczynami też lipa – dają numer jak się do nich zagada, a potem nawet nie odbierają telefonu. Internet w Birmie praktycznie nie istnieje. No to może Malezja? Nie za bardzo. Co prawda da się tam wyrwać laski, ale ten muzułmański klimat mnie wkurwia. Jak widzę te ich brody to mi się odechciewa. No i od razu widać po wyrazach twarzy, że ich ten islam przytłacza. W Tajlandii wszyscy są uśmiechnięci, mają kwiaty w ogrodach. W Malezji jest Allah i odbija się to na mordach przeciętnych ludzi.

A więc Kambodża – tani alkohol, imprezy, laski choć brudne z zakurzonymi nogami i wwierconymi diamentami w zębach, to jednak lubią się ruchać z obcokrajowcami. Samolot, czy autobus? Motor!

Szybko okazało się, że nie mam czasu wyrobić odpowiednich dokumentów, ażeby przewieść moją maszynę przez granicę. Zmuszony więc byłem wsiąść w samolot 31 grudnia, zaraz przed sylwestrem i udało mi się od razu zaaranżować wynajem dużego motoru w Phnom Phen. 250cc cross motor. Wystarczy!

Na lotnisku w Phnom Phen poznałem Hiszpana, który chwali sobie… ruchanie Polek.  Szybko też zdradza mi swoje sekretne techniki jak walić Kambodżańskie dziwki za 10$ i nie wierzy, że zamierzam jednak uderzać w te „nie pracujące”, albo chociaż te pracujące, które nie będą mi za to wystawiać rachunku. Nie zależy mi jednak na przekonywaniu go do czegokolwiek. Robimy check in w tym samym hotel (12$ zaraz przy rzece) i tu pierwszy wkurw… po zapłaceniu zauważyłem, że wisi tabliczka „NO GUESTS ALLOWED”. Właściciel jest Australijczykiem, więc próbuje mu wyperswadować, że nie po to jestem w Kambodży, żeby spać samemu w sylwestra, ale za nic nie da się go przekonać. Humor zepsuty ze startu!

Pijemy khmerskie piwa po po 0.60$ za kufel, biegając od baru do baru. Odwiedziliśmy „bar 69”, gdzie kiedyś poznałem laskę ze zdjęcia poniżej i spędziliśmy razem noc, najpierw w klubie, potem hotelu. Sama mi powiedziała, jak mam nie zapłacić bar fineu za nią i choć miejsce sugeruje, że jednak jest dziwką, to nigdy nie rozmawialiśmy o żadnych pieniądzach. No, kupiłem jej ze 3 drinki w klubie Pontoon. Zdjęcie tej niewiasty poniżej, chyba najlepsza Khmerka jaką widziałem, chociaż zazwyczaj nie lubię ciemnej skóry:

 

Niestety nie pracuje już w tym barze, jak powiedziały mi jej koleżanki. A kiedyś tak ją lubiłem, że rozważałem nawet ściągnięcie jej do Bangkoku… głupi pomysł z miliona powodów, hehe. Szukałem jej numeru telefonu, ale niestety moja pamięć do azjatyckich  imion jest tak chujowa, że nie mam pojęcia które imię w telefonie to akurat ona.

Biegamy więc dalej po barach i okazuje się, że laski bez problemu dają Facebook. W Tajlandii by to nie przeszło – burdel mamy im zabraniają, żeby nie umawiały się z klientami poza pracą. W Phnom Phen nawet się z tym nie kryją i od razu dają. Przeciętna Khmerka ma dużo większe cycki niż przeciętna Tajka, ale powiedzmy sobie szczerze – nikt nie ma mniejszych cycków niż Tajki. W Tajlandii jest takie powiedzenie „nom kai dao„, które tłumaczy się na „cycki jak smażone jajka”, bo tak właśnie wyglądają.

W jednym z barów, gdzie postawiłem lasce lady drinka (3$), ona wzięła mnie do jakiegoś VIP roomu gdzie byliśmy sami i tam jej odwaliło. Wyciągnęła cycki, odsunęła majtki i zaczęła ujeżdżać mi palca. Co ciekawe, każda Tajka w takiej sytuacji poszłaby już na całość, a ta nie chciała zrobić nic więcej, bojąc się, że ktoś nas nakryje. Pfff, też mi problem. W końcu się na nią wkurzyłem bo byłem już napalony strasznie, a nic się z tym nie dało zrobić. Wyszedłem.

Sylwestrową noc spędziłem sam. Epic fail!

phnom-phen-kambodza-motor.jpg

Następnego dnia wskoczyłem na motor i udałem się w stronę Sihanoukville. 300 km drogi. W Kambodży jeździ się po prawej stronie, tymczasem ja jestem przyzwyczajony do lewostronnego ruchu w Tajlandii, który ustanowił jeszcze król Rama V bo za bardzo podlizywał się Anglikom, żeby ci nie skolonizowali mu kraju. Kilka razy odruchowo jechałem po lewej i jeszcze trąbiłem na nich, szybko uświadamiając sobie, że to ja jade jak debil pod prąd.

kambodza-phnom-phen

Po drodze robiłem przystanki w rożnych wsiach, gdzie wisiały wypatroszone psy, a widok białego na drogim motorze wzbudzał dość sporą sensacje. Khmerowie są brudni, śmierdzący, wokół nich latają muchy, a przy tym są bardzo mili i życzliwi. Z zainteresowaniem podchodzili pytać skąd jesteś, a ich zdolności w angielskim są 10 razy lepsze niż  w Tajlandii.

Motory na drogach w Kambodży są jak duchy dla kierowców – całkowicie niewidzialne. Normalnie spychają cię z drogi, pare razy musiałem zjechać już na trawę, bo oni mają jakąś paranoje, że muszą się wyprzedzać non stop, a jak jedzie z naprzeciwka motor, to po prostu jadą na czołówkę i dają znak światłami czyt. „spierdalaj albo zaraz cię rozpiedole”. A właśnie, długich świateł połowa pojazdów w ogóle nie wyłącza, oślepiając pojazdy z naprzeciwka. Szybko też nauczyłem się, że wszystkie motory w Kambodży jeżdżą wyłącznie na poboczu i kiedy ja jechałem środkiem pasa, kierowcy na mnie trąbili, nawet pomimo tego, że jestem na dużo szybszym pojeździe niż ich rozlatujące się gruchoty 40sto letnie.

W końcu dojechałem. Po drodze prawie mnie zabili ze 4 razy, ale i tak było fajnie. Sihanoukville to miasto nad morzem, więc od razu poszedłem się wykąpać. Plaża raczej chujowa i zaśmiecona, ale i tak 10 razy lepsza niż te gówna które mamy w jakiejś Francji, czy Hiszpanii. Zachekowałem się w hotelu za 7$ (wszystko inne było zajęte – okres sylwestrowy), który przypominał pryczę więzienną, ale ważne, że miałem gdzie spać, a Kambodżanki akurat są przyzwyczajone do mieszkania w szałasach, więc wiedziałem, że też im nie będzie przeszkadzać.

Sihanoukville-plaza-kambodza

W końcu dojechał i Hiszpan. Jechał autobusem 2 razy dłużej niż ja na motorze. Pojechaliśmy na plażę jakieś 5 km dalej, miejsce nazywa się Victory Hill i jest tam masa barów z laskami. Trochę  popiliśmy, po filtrowaliśmy z dupeczkami, ale generalnie bez szału. Kilka z nich pracowało kiedyś w Tajlandii i łatwiej było nam rozmawiać po tajsku niż angielsku.

Wracamy na główną plaże, gdzie znajduje się sporo klubów. Prawie same dziwki. W końcu dopadłem jedną która zdaje się być normalna. Po 10 minutach przytulanek, zaciągnęła mnie do brudnego kibla, albo raczej pomieszczenia z dziurą w podłodze do srania z metalowymi drzwiami jak w altanie, i zatrzasnęła drzwi. Zaczyna się ze mną całować, a że mnie te Kambodżanki jakoś trochę brzydzą, bo wyglądają na zakurzone, to popchałem jej głowę, żeby całowała na wysokości pasa, a nie w usta. Rozpiąłem rozporek i boom, pierwsza poważniejsza akcja w Kambodży. Po skończonej robocie, okazuje się, że… jednak dziwka. w zajebiście łamanym angielskim, mówi, że mam  jej dać 30$. Wyciągam z kieszeni pomarszczone 100 batów (czyli około 10 zł) i wsadzam jej do ręki. Ona na to „Denk you, denk you” i koniec znajomości.

Uderzamy do następnego klubu, poznaje nową laskę, która wydaje się być normalna (czyt. nie dziwka) . W między czasie pojawia się Hiszpan i mówi, że już jedną za 10$ zrobił (taki ma budżet ustalony lol) i teraz szuka następnej. Ja postawiłem pare drinków mojej i nawet mi się coraz bardziej podobała. W pewnym momencie poprosiła, żebym odwiózł na motorze jej siostrę do domu, bo Sihanoukville jest niebezpieczne i one się boją wracać w dwójkę, nawet taxówką.

Odwiozłem je na motorze. Trochę piszczały jak dawałem po gazie, ale nie mogłem się powstrzymać, bo ten motor to zajebista zabawka. Dotarliśmy. Ja pierdole gdzie one mieszkają. Buda mojego psa wyglądała lepiej niż ten szałas do którego węże, robaki, etc, miały możliwość wejść przez jedną z 10 dziur. Proper hardcore, chciałem zrobić zdjęcie, ale pomyślałem, że może to nie na miejscu. Pojechaliśmy z powrotem i po godzinie pytam, czy idziemy spać razem, na co słyszę… „will you give me any money?„. Ja pierdole, czy ten Sihanoukville to same dziwki?! Wtedy mi już przeszła ochota na wszystko i wróciłem do hotelu.

Następny dzień leczyłem kaca i nie miałem nawet motywacji, żeby szukać jakiejś laski pośród tych wszystkich dziwek. Akurat nie miałem zainstalowanego Tindera, ale na Badoo była lipa straszna, same białe laski, a to mnie akurat nie interesuje w ogóle.

Kolejny dzień czas już było wracać do Phnom Phen. Przejchałem następne 300km. Oddałem motor (15$ za dzień) i szukam samolotu, a tu surprise, wszystkie loty po 150$! Okres sylwestrowy, pojebało ich z cenami. Nawet tyle nie miałem, a z tajskiej karty nie chciał mi bankomat dawać siana. Do Tajlandii bez wizy nie można już w ogóle wjeżdżać drogą lądową (kiedyś dawali 15 dni, teraz albo trzeba mieć wizę z ambasady albo lecieć samolotem). Idę więc do jakiejś agencji, żeby wyrobili mi wizę turystyczną, a tu następna niespodzianka… mój banknot 100$ jest trochę potargany i nikt go nie chce przyjąć. Haha, utknąłem w Kambodży! Bardzo żałowałem, że nie pojechałem jednak do Wietnamu…

Następne 2 dni trochę się stresowałem jak ja kurwa wyjadę z tej Kambodży bez kasy. Szefowa w Bangkoku obiecała, że kupi mi bilet na samolot, ale minęły dwa dni i ona nie była w stanie tego zrobić, ponieważ… na komórkę przychodziło hasło, które trzeba było wpisać na stronę i dla niej była to przeszkoda nie do przejścia. Dwa dni się z tym męczyła i nic (w ogóle mnie to nie dziwi – Tajowie są naprawdę absolutnie bezużyteczni).

W końcu okazało się, że kolega Karol który jest przewodnikiem w firmie Rainbow, akurat ma grupę w Phnom Phen i udało nam się spotkać. Wypiliśmy flaszkę za 3$ (zdjęcie poniżej), pożyczył mi 200$ i następnego dnia byłem już w samolocie do Bangkoku…

 

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Reklamy

Mieszkanie w Tajlandii vs. mieszkanie w Kambodży


W Tajlandii mieszkam od lat, w Kambodży w wprawdzie nigdy nie byłem na stałe, ale że uraczyłem swą osobą to miejsce ze 20 razy, pozwolę sobie porównać oby dwa kraje.

tajlandis-vs-kambodza

Apartamenty 

W Tajlandii bardzo łatwo znaleźć jest mieszkanie lub apartament. Pokoje w Tajlandii są czyste i nowoczesne. Za kilka dolarów więcej można wynająć coś w Kambodży. Apartament w Kambodży będzie dziwnie śmierdział, będzie brudny, a z sufitu będzie cieknąć woda. Twoim sąsiadem będzie uzależniony od heroiny Australijczyk, który wiecznie chodzi bez koszulki i nigdy nie będziecie nawiązywać kontaktu wzrokowego.

Jedzenie 

Tajskie jedzenie jest super smaczne, tanie i dostępne wszędzie. Jedzenie khmerskie smakuje podobnie do śmieci, jest ciężkie do znalezienia i kosztuje za 3 razy więcej.

Khmerskie jedzenie sprawi, że z dupy będzie ci pryskać brązowa ciecz jak ze spraya. Tajemnicza nieobecność bezdomnych psów na ulicy sprawia, że nigdy nie wiadomo co tak naprawdę znajduje się na talerzu. Restauracje zachodnie są wszędzie. Jeśli masz ochotę na niedobrą kanapkę za 3$, można ja kupić. W każdym posiłku należy oczekiwać co najmniej jednego włosa.

Dziewczyny 

Khmerskie dziewczyny mają ciemną skórę i wwiercają sobie diamenty do zębów. Na pierwszy rzut oka wyglądają jak dziwki z Pattaya. Oceniając ich wygląd, ma się więc wrażenie, że są to wyuzdane suki z nieblada umiejętnościami. Nic jednak bardziej mylnego! Kambodżanki mieszkają z rodzicami aż do ślubu, nie piją alkoholu, nie wychodzą z domy w nocy. Do tego prawie zawsze mają zakurzone stopy – efekt wszechobecnego pyłu i ogóle wydają się jakieś brudne.

Jeśli jesteś biały i masz czystą koszulę, w większości wypadków możesz przespać się z Tajką już na pierwszej randce. Tajski są dużo bardziej zadbane i stylowe niż Kambodżanki.

Aczkolwiek większość Tajek przypomina trochę zombie bez umysłu. Rzadko kiedy ich zainteresowania wychodzą poza spanie, jedzenie i shopping. Ciężko jest spotykać Tajkę która ma jakiekolwiek zainteresowania, typu książki, nauka języka obcego, czy sport. 90% Tajek nigdy nie pofatyguje się nawet nauczyć pływać, pomimo setek rajskich plaż w ich kraju.

Tymczasem Khmerki, czy Kambodżanki, mają marzenia, cele, zainteresowania, hobby i można z nimi nawet porozmawiać jak z człowiekiem. Khmerki ciężko pracują, uczą się języków i mają sporą wiedzę o świecie poza Kambodżą.

Jeśli nie zna się Tajskiego, to wychodzenie na randkę z Tajką i słuchanie na okrągło tych samych tekstów w łamanym angielskim sprawia mniej więcej tyle przyjemności co skakanie na główkę z 3 piętra. Tajki są generalnie niesamowicie leniwe i nie chcą pracować. Wiele Tajek przyjmuje sobie za cel swojego życia znaleźć faceta, który ma wystarczająco kasy, aby je utrzymać. Co wtedy robią ze swoim wolnym czasem? Śpią po 14 godzin. Jedzą ostry Somtam z koleżankami i rozwalają całą kasę w Siam Paragon.

Tajki są generalnie wstydliwe, ale jak tylko poczują kasę, to nie wstydzą się zapytać o 10,000 batów na „chorą matkę w Issan”.

Ludzie 

Khmerowie są powiedzmy inteligentni, pracowici, towarzyscy i wielu z nich dobrze mówi po angielsku. Spotkałem też wielu którzy mówią po francusku. Generalnie znajomość angielskiego i w ogóle jakichkolwiek jeżyków obcych w Tajlandii jest tragiczna.

Tajowie są nieśmiali, leniwy i nie lubią za dużo myśleć. Naukę angielskiego mają totalnie w dupie. Nawet ci, którzy żyją z turystów. Kilka godzin nauki języka w tygodniu które poprawiło by ich życie, jest dla Tajów zbyt dużym wysiłkiem.

Khmerowie są szczerze zainteresowani światem poza ich krajem. Tajów absolutnie nie obchodzi nic co dzieje się poza Tajlandią. Dbają tylko o Tajlandię, tajskie jedzenie i innych Tajów.

Jeśli Taj pojedzie na wakacje do Europy, to pierwsza potrawa którą zamówi będzie Tom Yum Kung. Jeśli jedyna dostępna potrawa to spaghetti, nawrzucają do niego w trzy dupy chilli i sosu rybnego, tak, żeby jak najbardziej danie przypominało coś tajskiego, po czym narzekać będą na to jak to nie tęsknią za swoim krajem.

Większość Tajów nie ma etyki pracy i zero zdolności do krytycznego myślenia.

Jeśli wejdziesz do sklepu 7/11, będzie tam „pracować” 10 Tajów. Będziesz dla nich niewidzialny. Tajowie ci będą:

  1. Rozmawiać między sobą
  2. Bawić się swoimi I-phonami i jeść
  3. Jeść

Jeśli Taj potrzebuje 100 batów, żeby przeżyć cały dzień, będzie on pracował tylko do momentu gdy zarobi owe 100 batów, po czym wyłoży się na hamaku na całą resztę dnia.

Khmerowie będą patrzyć na twoją twarz od momentu wejścia do sklepu czy restauracji aż do wyjścia. Czasami trudno stwierdzić czy gapią się, gdyż podziwiają wdzięki urody, czy też knują jak zarżnąć cię maczetą. Czasami to trochę przerażające, ale generalnie customer service w Kambodży jest 100 razy lepszy niż w Tajlandii.

Expaci 

Tajscy expaci to młodzi profesjonaliści, uzależnieni od seksu i grube pijaki z Anglii. Expaci w Kambodży to uzależnieni od drugów, nieudacznicy i grube angielskie pijaki.

W Kambodży mieszka też dość sporo grubych białych lasek, które przyjechały ratować głodujące dzieci. Te istoty spędzają cały swój czas na jedzeniu, nauce języka khmerskiego i rzucaniu pogardliwych spojrzeń na napalonych facetów, którzy interesują się tyko Azjatkami.

Wielu backpackerów którym kończą się pieniądze, biorą pracę jako nauczyciele angielskiego za 10$ na godzinę. W Kambodży można uczyć angielskiego praktycznie beż żadnych kwalifikacji i można całkiem nieźle żyć za 1000$ na miesiąc, paląc trawę i upijając się zajebiście tanim alkoholem w każdy dzień.

Co myśli reszta świata 

Jeśli mieszkasz w Tajlandii, jesteś dziwkarzem, który wali lady boye. Jeśli jesteś w Kambodży, jesteś albo pedofilem, albo uciekasz przed organami ścigania w swoim kraju.

Życie codzienne 

W Tajlandii jest się niemal niewidzialnym. Poza Tajkami które polują na białego chłopaka, większość Tajów nigdy nie będzie cię w ogóle zaczepiać.

Dla Tajów obcokrajowiec jest po prostu chodzącym bankomatem.

W Kambodży sytuacja jest zdecydowania bardziej desperacka. Kambodżanie POTRZEBUJĄ twoich pieniędzy i będą podążać za każdy białasem tak długo, aż uda im się wycisnąć z niego jakiegoś dolara. Potrzbujesz Tuk Tuka? Chcesz pojechać na Killing Fields? Chcesz na strzelnice? Na market? Chcesz zapalić zioło? Potrzebujesz jakąś laskę? Masaż? Masaż i boom boom? Małe dziewczynki? A może wolisz małych chłopczyków? Załatwię ci wszystko!

Kierowcy tuk tuków będą pytać, czy nie chcesz tuk tuka, nawet jeśli siedzisz w innym tuk tuku…

W Tajlandii można wyjść na spacer, pobiegać, czy po prostu pooddychać świeżym powietrzem i nie jest się gnębionym przez sprzedawców, bransoletek, małych dziewczynek z książkami, inwalidów czołgających się po podłodze, bezdomnych kobiet z małymi płaczącymi dziećmi, a także przez taxówkarzy na motorach, którzy nie mogą uwierzyć, że możesz chcieć się przejść tak po prostu, dla rozrywki.

Tajowie są zdecydowanie bardziej leniwi i mniej zdesperowani niż Khmerowie. Będą pytać czy nie potrzebujesz tuk tuka, ale po pierwszym NO, odejdą i dadzą ci spokój. Nie będą za tobą chodzić po ulicy jak Khmerowie.

Większość żebraków i dzieci sprzedających śmieci w Bangkoku, to właśnie migranci z Kambodży.

Innym wkurwiającym aspektem życia w Kambodży jest dostawanie reszty. Nawet nie próbuj zapłacić za obiad banknotem 20$. Cała restauracja będzie musiała zwołać zebranie i wymyślić co zrobić z tą katastrofą.

“Ohhhhh you no have small?!”

Każdy z nich będzie wygrzebywał drobne z kieszeni, aby złożyć się na twoją resztę.

Kiedyś ATM wydał mi banknot 100$. Myślałem, że nie pozbędę się go aż do wyjazdu! W całej Kambodży jest tylko kilka osób które ma wystarczająco drobnych, aby wydać z setki.

Podsumowanie

Bangkok to nowoczesna stolica XXI wieku, z wieżowcami po 80 pięter, pociągiem nadziemnym, metrem, błyskającymi neonami, z absolutnie najlepszym nocnym życiem na świecie.

Phnom Phen to brud, depresja, i kraj trzeciego świata.

Oby dwa kraje są naprawdę zajebiste i uwielbiam być i w jednym i w drugim.

A co wy myślicie? Podzielcie się wrażeniami z Kambodży i Tajlandii w komentarzach.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.