Issan trip dzień 3 – Maha Sarkham


Rano, jak to rano, znowu morning glory – prawie jak na viagrze. Z laską poprzedniej nocy spaliśmy ‚na łyżeczkę’ i obudziła mnie wiercąc się dupką. Ewidentnie miała na coś ochotę. Trochę przez sen, jeszcze z zamkniętymi oczami, zrobiłem ją o 6:30, akurat przed rozpoczęciem pracy. Potem szybka kawa z 7/11 za 14 batów i loguje się na serwer do pracy. Moja niuńka też musi uciekać do szkoły – jest nauczycielką tajskiego w podstawówce.

isan_map_maha_sarakham-azja-po-zmroku-tajlandia

O godzinie 12 zrobiłem check out z hotelu. Postanowiłem nie siedzieć więcej w Buriram i jechać prosto do Khon Kean. Z laptopem wsiadam do autobusu i stukając w klawiaturę udaję się na północ. Autobus wlókł się jednak niesamowicie, po 2 godzinach dojechał do Maha Sarakham, a Khon Kean następne dwie przede mną… Miałem tak dosyć jazdy, że po prostu wysiadłem w Sarakham i olałem Khon Kean. decyzja podjęta w przeciągu 4 sekund.

Maha Sarakham to specyficzna miejscówka. Małe miasto, w którym niegdyś pracowałem na uniwersytecie, oznacza się największym zagęszczeniem studentów na kilometr kwadratowy w całej Tajlandii. Ciekawa statystyka – jak wpisałem ludność Maha Sarakham w google, wikipedia podaje 40,000 mieszkańców. Jak wpisałem ile studentów jest zapisanych na sam Maha Sarakham university, wyskoczyło 46,000. No ciekawe 🙂 Zwłaszcza, że poza Maha Sarakham university, jest tam też Ratjabat university – drugi duży, no i kilka collegów. Ciekawa miejscowość gdzie prawie każdy zapierdala w uniformie studenckim.

Nie daleko przystanku autobusowego jest mój ulubiony hotel za 450 thb (nazywa się Infinity – polecam). Istnieje też możliwość wynająć na miesiąc za 4,000 (+3000 depozyt), opcja który zajebiście mnie kusi. W recepcji siedziała amerykanka z Texasu, która okazała się nauczycielką w pobliskiej szkole. Mieszka właśnie w Infinity. Jak usłyszała moją rozmowę po tajsku z recepcjonistką, użyła tego jako wymówki, żeby zagadać. Jak chodzi o podrywanie białych lasek w Azji – o ile one nie lubią azjatyckich chłopaków  (a większość nie lubi), to są absolutnie zdesperowane, żeby kogoś poznać. A większość facetów je i tak olewa i woli Azjatki… W tym przypadku byłem prawdopodobnie jednym potencjalnym dla niej towarem w całej okolicy. Od razu zapytała co robię wieczorem i czy może przyłączyć się na drinka. Ah te wygłodzone nauczycielki angielskiego w tajskich prowincjach… Mnie jednak nieszczególnie interesują białe laski, więc ją trochę zbyłem. W pokoju odpalam aplikacje randkowe i szukam jakiejś miejscowej dziewczyny.

Po godzinie byłem już umówiony pod moim hotelem z Tajką. Ponieważ fajne było z niej ciastko, chciałem ją zabrać gdzieś na miasto. Jakiś night market albo drinki. Ona natomiast sama zaproponowała, że przyjedzie do mnie do hotelu i będziemy oglądać jakieś niedojebane kreskówki dla dzieci.

W końcu Tajka przyjechała z koleżanką, jak to często lubią robić. Zamiast się jednak denerwować, pogadałem sobie z nimi 40 minut przed hotelem, zaprzyjaźniłem się z tą drugą i jak już mnie obydwie lubiły, to poprosiłem, czy da nam trochę prywatności. Udało się. Idę do pokoju z młodą „na kreskówki”.

Laska ma 19 lat, ale wygląda na 16. Nie brałem jej do pokoju przed sprawdzeniem ID card, żeby nie było przypału. Swoją drogą, jak nie wiecie czy laska jest ladyboyem, to na ID card jest zawsze wpisana płeć przy porodzie, nie da się tego zmienić, więc to najlepsza metoda na przekonanie się… Anyway, albo ta moja ma podrobiony ID card, albo faktycznie tylko wygląda tak młodo. Generalnie bardzo mi się spodobała, z jednym dużym minusem – brak cycków. No ale zawsze coś jest nie tak, jak są cycki, to pojebany charakter, jak są cycki i charakter, to pokrzywiona twarz, itd. Ideałów nie ma…

W środku oglądamy te japońskie mózgojeby. Laski z tych wsi trzeba trochę wolniej atakować, bo one nie są przyzwyczajone do faragów. Dla nich to spore wydarzenie przeruchać się z inną rasą i dla sporej części to pierwsze takie doświadczenie. Powoli więc jadę krok po kroku – najpierw dotykam jej dłoń, potem rękę, następnie nogi, brzuch, itd. Po 2 godzinach rozpiąłem jej stanik i wtedy już można było atakować bardziej odważnie. Znowu trafiła się ogolona laska – albo jakaś nowa moda przychodzi do Tajlandii, albo te wszystkie laski jakoś dają radę się ruchać z farangami i już się nauczyły, że norka włochata jest ble.

Ten nocy, choć był piątek, czyli miałem wolne następnego dnia, ergo, mogłem iść na imprezę, zostaliśmy w hotelu. Nie zobaczyłem kurwa nic w tym Maha Sarakham! Z autobusu to hotelu i od razu laska prosto na pokój… Nie powiem, że żałuje, ale niestety w tym momencie nie mogę nic więcej napisać o mieście, bo następnego dnia jechałem już prosto do Khon Kean. Mój cel to prowincja Loei – czeka tam na mnie dziewica z dużymi cyckami która gdzieś się przybłąkała przez internet. W każdym razie bardzo mnie kusi, żeby wrócić do Maha Sarakham i wynająć pokój na miesiąc – to jest prawdziwa Tajlandia, nie jakieś kurwa Phukety i Chinag Maie.

Khon Kean już opisze kilka dni w jednym artykule, bo zwolniłem z tępa – jednak praca, podróże, ruchanie lasek i imprezy jest trochę wyczerpujące, zwłaszcza jak się w między czasie dorzuci do tego siłownie co drugi dzień.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Reklamy

Issan trip, dzień 1 – Buriram


Każdy czytelnik już chyba wie, że moją ulubioną częścią Tajlandii jest Issan. Zlepek 20 prowincji, który zajmuje powierzchnię 1/3 Tajlandii. Nie ma tu nic ciekawego dla turysty, a dodatkowo jako najbiedniejszy region kraju, o pracę dla obcokrajowca również raczej ciężko (no chyba że ktoś ma ochotę torturować się z pojebanymi tajskimi dziećmi w szkole).

Dlaczego więc ta bardzo lubię Issan? Tak, zajebiście, że jest tu co najmniej o 1/3 taniej niż w Bangkoku, ale to nie jest główny powód. Głównym powodem są ludzie. Bezinteresownie przyjaźni, szczerze zainteresowani, nie zepsuci przez pieniądze obcokrajowców. W Issan to całkiem normalne, że obcy postawi ci drinka, a kiedy ludzie pytają skąd jesteś, to nie dlatego, że chcą coś sprzedać, a raczej z chęci nawiązania znajomości. Dodatkowo, dziewczyny w Issan są moimi ulubionymi – większość z nich nigdy nie miało żadnego kontaktu z białasem, co rodzi naprawdę ciekawe przygody. Mój ulubiony typ dziewczyny, to taka, która patrzy mi w oczy jak zahipnotyzowana – bo mają inny kolor niż każdy facet jakiego spotkała dotychczas w swoim życiu. Uwielbiam gdy ciągnie mnie za włosy na ręce, bo jeszcze nigdy nie widziała tak owłosionego ciała. Kiedy ściągnę spodnie, powie „wow, jaki on duży!” i ciężko zinterpretować, czy to ją podnieca, czy bardziej przeraża. I większość dziewczyn w Issan pasuje w ten właśnie schemat. A najważniejsze, że są to normalne dziewczyny, pracujące w szkołach, sklepach, lub studiujące na uniwersytetach. Nie są to dziwki których wszędzie pełno w Pattaya, Phuket, czy dzielnicach Bangkoku gdzie nie brakuje obcokrajowców.

Korzystając więc z okazji, że mogę pracować za pośrednictwem internetu, a przez cały tydzień żadne dodatkowe prace się nie zapowiadają, bez zastanowienia postanowiłem jechać na północny wchód. Podróż planowaliśmy samochodem, który niestety zepsuł się w dzień wyjazdu, więc ostatecznie pojechaliśmy autobusem. Pierwszy przystanek – prowincja Buriram. Buriram to ciekawa prowincja, bo jedna z 2 w Tajlandii gdzie spora część ludzi posługuje się językiem Kmerskim (oprócz języka Issan który de fato jest laotańskim, no i oczywiście Tajskim – bo przecież w TV i w szkołach muszą go używać na co dzień). Poza tym Buriram to straszna wieś, oraz miejsce pochodzenia mojej pierwszej tajskiej miłości – Nim.

Dojechaliśmy późnym wieczorem. Od razu czuć spadek temperatury – 22 stopnie. Ubieramy bluzy bo zimno. Przez Agoda.com dorwaliśmy fajny hotel za 600 thb (QOO hotel). Postanowiliśmy, ze bierzemy jeden pokój i jeśli któryś z nas wróci z laską (albo obydwoje), to dokupimy drugi. Nie marnując czasu od razu idziemy do Lively Market – jednej z imprezowni w Buriram. Ja szybko organizuje laskę przez internet, która do nas dojeżdża (fotka na górze – twarz obciąłem specjalnie), a mój ziomek, urodzony ruchacz z talentem, szybko zaprzyjaźnił się z kelnerką w barze w którym byliśmy.

Po 30 minutach moja dziewczynka deklaruje, że jedzie spać, bo rano musi iść do pracy. Po drodze podrzuci mnie do hotelu samochodem… Twierdzi, że nie możemy razem spędzić nocy, bo przecież się nie znamy… Ale zaraz. Po co ona mu obraną koszulkę z tak dupnym dekoltem i kleiła się do mnie cały wieczór? Nigdy nie należy słuchać co mówią laski. One pierdolą i kłamią tobie i sobie. Są zaprogramowane, żeby udawać trudne. Inaczej same o sobie źle myślą i reszta społeczeństwa też zwyzywa od dziwek, łatwych, etc. Zamiast więc słuchać co tam pierdzieli, pocałowałem ją w samochodzie i złapałem za talię mocno, przyciągając do siebie. Na pewno nie możemy razem spać? Pytam. Ok, pójdę z tobą, ale tylko spanie, obiecaj, że nie będziesz próbował nic więcej…. Just a hug, I promise. To jest chyba najczęstsze kłamstwo które powtarzam prawie każdego dnia 🙂

I teraz logistyczna bomba niespodzianka – okazało się, że właścicielem hotelu w którym śpię jest ex tej laski i ona nie może tam iść. Ja pierdole, to się nazywa szczęście… 12 w nocy, ja zaczynam prace o 7 am, ona o 8am i jeździmy po mieście szukać hotelu. To nie wróżyło dobrze… W końcu znaleźliśmy Siriporn hotel za 260 batów. Zajebista nora, ale nie chciałem już za drugi pokój przepłacać, więc nawet mi odpowiadało. No cóż i tak potrzebowaliśmy pokój dodatkowy bo mój ziomek ściągnął na hotel tą kelnerkę z Lively Market.

W nowym hotelu laska zaczyna marudzić, że nie mają szlafroku, więc jak ona ma spać. Powiedziałem, że spoko, zgasimy światło i może spać goła, mnie się wstydzić nie trzeba. Rozebrała się do majtek i mówi – pamiętaj co obiecałeś, nie próbuj mnie wyruchać. Dla mnie to śmieszne. Przecież laska która zgodziła się pójść z facetem do hotelu kosztem bycia niewyspaną w pracy na następny dzień i rozbiera się przy nim do majtek, to praktycznie równoznaczne z tym, że ma się ochotę ruchać. Znowu nic jej nie słucham i łapie ją za jej duże (jak na Tajkę) cycki. Super ciało, bez dzieci, zero tłuszczu, cycki są, ładnie wygolona (aczkolwiek trochę stara – 33 lata)… Swoją droga, jak Tajka jest wygolona, to na bank miała faranga który ją już nauczył, że trzeba się golić. Moja twierdzi, że ogoliła się do bikini, bo była niedawno nad morzem… wierze w tą historie 50:50, tylko dlatego, że tutaj nie ma farangów. Jakbym ją poznał w Bangkoku – 100% kłamstwo 🙂

A teraz final nocki – jak przycisnąć świeżo poznaną laskę z oporami do seksu. Pamiętamy, że opory są tylko w jej głowie – ona boi się co ty o niej pomyślisz. Boi się, że inni o niej źle pomyślą. I na koniec – sama nie chce o sobie źle myśleć. Ale to nie znaczy, że nie chce się ruchać. Tak więc winą za seks trzeba obarczyć faceta. Tutaj moja technika –  idę trochę na jaskiniowca, to znaczy ona niby mnie odpycha z 1/5 siły (jakby naprawdę nie chciała, to by odpychała mocno), a ja się na nią pcham z 2/5 siły. Czyli trochę mocniej niż ona mnie odpycha, zbliżając się do celu, ale jednak daje jej możliwość „ucieczki”. Tutaj należy pamiętać, żeby zawsze dać jej możliwość jednak cię odepchnąć, bo inaczej to się nazywa gwałt 😉 W takim wypadku trzeba się wycofać i spróbować znowu za 20 sekund, czy trochę więcej jeśli będzie trzeba. W moim wypadku jednak, pierwsza próba zadziałała. Jak tylko byłem w środku, od razu wskoczyła na jeźdźca i ewidentnie miała chcicę cały wieczór tylko normy społeczne jej na to pozwalały.

I tak oto minął dzień 1 w Issan. Jutro dzień 2, również napiszę raport (postaram się zrobić dzień po dniu) ale ponieważ podoba mi się ta niunia, to może być trochę nudny, to znaczy – ta sama laska.