10 przykazań tajskich barówek – sekrety seksturystyki


Poniższy tekst jest tłumaczeniem z języka tajskiego. O tym na ile jest napisany jako żart, a na ile poważnie, zadecydujcie już sami. Suchy chodzą, że takie oto ulotki-instrukcje są dostępne dla każdej początkującej barówy, otrzymują je natychmiast po przybyciu do Pattaya, Bangkoku, lub Phuket.

Barówy, Pataya, Tajlandia, bar girls, Azja po zmroku

Tak Tajskie barówy widzą obcokrajowców. 

  1. Natychmiast ustal, czy bufallo (nazywanie kogoś buffalo w tajskim jest najgorszą obelgą – Michal F.) mieszka lub pracuje w Tajlandii. Jeśli tak jest, domknij tranzakcie jak tylko szybko się da. Istnieje bardzo mała szansa, że będziemy miały okazję położyć ręce na jego portfelu, poza tą jedną transakcją.  Farangi mieszkający w Tajlandii za dużo wiedzą i są ciężkim targetem. Mogą mieć nawet dobre koneksje i jeśli go zwodzisz lub oszukasz, będzie w stanie narobić kłopotów. Tak więc, o ile nie jest nadzwyczajnie przystojny, lub bogaty, spróbuj jak najszybciej wsiąść go na short time i wracaj do baru szukać turysty. Turyści są najbardziej profitowi ponieważ istnieje prawdopodobieństwo, że po powrocie do domu, dalej będzie wysyłał pieniądze. Jeśli klient ma na sobie tani krawat i niewypolerowane, tanie buty, białe skarpetki z biznesowymi spodniami, albo nie za bardzo chce kupić ci drinka, szybko zapytaj go czy jest nauczycielem angielskiego. Jeśli jest, zapomnij o okazywaniu mu szacunku jak w przypadku tajskich nauczycieli i szybo atakuj następnego klienta. Nauczyciele angielskiego zarabiają w miesiąc mniej niż my w tydzień, więc nie ma wyjątków.
  2. Zawsze dawaj klientom swój numer lub email (poza nauczycielami angielskiego – im nie dawaj, bo będą non stop pisać licząc na darmowe boom boom). Nawet jeśli buffalo śmierdzi, jest gruby, bardzo brzydki, lub ma włosy na plecach, a nawet jeśli odmawia wsiąść prysznic, daj mu kontakt do siebie. Zachęcaj go do odezwania się, gdy powróci do Tajlandii. Kiedy pojedzie, napisz mu dlaczego powinien wysłać ci pieniądze – chory buffalo, chorzy rodzice, bracia, tsunami, etc. Ah, i nie obawiaj się, że kłamanie to zła karma. Takie rzeczy i tak się będą dziać, jeśli jest Khun Jai Dee (osoba z dobrym sercem – Michal F.), to wyśle 20,000, a może więcej. Jeśli jest Khun Kee noew („skąpiec” po tajsku – Michal F.), wyśle mniej ściemniając, że funt lub dolar ma mniejszą wartość. To nie jest prawda. Banknoty dalej mają taki sam kolor. Kłamcy. Nigdy się nie poddawaj, proś o kasę każdego miesiąca. Jeśli po 6 miesiącach nic nie dostaniesz, powiedz mu, że masz urodziny za kilka dni. To zazwyczaj działa, ale nie licz na więcej niż marne 5,000. Tanie dranie.
  3. Zawsze mów buffalo, że „thai men no good”. Powinnaś to powtarzać każdemu klientowi. Jeśli usłyszą to wystarczającą ilość razy, uwierzą w to. Jeśli buffalo kiedykolwiek zobaczy cię z twoim pua (po tajsku „mąż” – Michal F.), powiedz mu, że to twój brat.
  4. Jeśli masz mniej niż 25 lat, zrób sobie włosy na blond, pomarańczowy albo jakiś inny jasny kolor i złóż aplikację w Baccara na Soi Cowboy, lub Ranbow 2 w Nana Plaza. Jasny kolor włosów jest bardzo popularny wśród Japończyków i Koreańczyków. Japońscy klienci są najlepsi z powodu zasady 4 (4 cale, 4 minuty, 4000 batów). Pamiętaj, że musisz wydusić z nich ile kasy się da w ten jeden raz, ponieważ oni są inni niż buffalo farangi, i prawie nigdy nie wysyłają kasy z domu. Anyway, ich angielski jest beznadziejny, nawet gorszy niż nasz, więc nie masz nawet co zostawiać kontaktu do siebie.
  5. Istnieje wielu złych ludzi którzy próbują powstrzymać nas przed zarabianiem pieniędzy od buffalo. Strzeż się ludzi którzy zadają zbyt wiele pytań, lub kupują dużo lady drinków, ale nie płacą bar fineu. To może być diabeł. Również, nie dawaj im robić sobie zdjęcia. Oni to wrzucą do internetu i każdy będzie cię widział. Jeśli buffalo który wysyła ci pieniądze zobaczy to zdjęcie, możliwe że przestanie wysyłać.
  6. Buffalo roo mak (wiedzą za dużo – Michal F.) w dzisiejszych czasach. Szkoły języka tajskiego stają się tak popularne jak sklepu 7/11 i nawet przyjeżdżający na wakacje mówią czasami dobrze po tajsku. To są diabły, zagraniczne buffalo, które często udają, że nic nie rozumieją, ale szpiegują o czy rozmawiamy. Jak śmią?! Kiedy rozmawiasz z koleżankami, lepiej używaj Laotańskiego lub Khmerskiego (1/3 wszystkich Tajów zna język laotański, który jest uważany za dialekt tajskiego – Michal F.). Używanie Laotańskiego jest bezpieczniejsze, ponieważ buffalo zawsze szukają jak nas zrobić w bambuko. Strzeż się, niektórzy z nich są nawet w stanie rozumieć tajskie dialekty.
  7. Jeśli spotykasz bogatego, hojnego buffalo, zaproś go do swojej wioski. Upewnij się, że cała wioska powita go huczną kolacją. On zapłaci. Upewnij się, żeby wynegocjować 10% prowizji od restauracji. Nie pozwól mu spać w hotelu, zabierz go do domu rodzinnego. Pozwól mu zobaczyć i poczuć prawdziwy tajski dom. Zrobi mu się żal i jeśli zagrasz to dobrze, zaoferuje, że zbuduje ci lepszy dom. Wyślij swojego tajskiego chłopaka do domu sąsiada na pare dni, a jeśli nie da się, przedstaw go jako brata. Jeśli masz już  jeden dom zbudowany przez innego buffalo, idź do domu wujka lub ciotki i przedstaw ich jako swoją rodzinę. Te same zasady obowiązują. Jeśli będziesz dobra, być może dostaniesz drugi dom.
  8. Zlokalizuj wszystkie Western Union i Moneygram w okolicy. Zabierz ulotki i dawaj buffalo, żeby wiedzieli jak wysyłać pieniądze. Otwórz różne konta bankowe i zawsze miej jedno konto na którym jest tylko 1000 batów. Ukrywaj swoje oszczędności na innym koncie. Buffalo są głupi, więc się nie połapią.
  9. Przyłącz się do „3 am club”. Tam zawsze późno w nocy są jakieś dziewczyny. Zaprzyjaźnij się z nimi i wymień numerami telefonu. Kiedy idziesz z Buffalo, możesz powiedzieć koleżance, żeby zadzwoniła o 3 w nocy i będziesz w stanie wyjść od buffalo pod pretekstem “My friend lost key for loom.”, „mother came visit from province”, „baby sick and must go to ban nok to take care”, etc. Po tym możesz spokojnie iść do domu z zarobioną kasą, wydać na jakiegoś fajnego Taja z 6packiem, albo pójść do swojego chłopaka lub męża. Nie przejmuj się buffalo. Wszystko co wcześniej ustalaliście jest nieważne. Powiedz mu, że musisz iść i skasuj go za long time. Jeśli protestuje, zacznij krzyczeć i awanturować się. Zagróź, że rozwalisz mu laptopa lub aparat. Powiedz, że pójdziesz na policje. Jeśli jest balkon, powiedz, że wyskoczysz, żeby się zabić. Kilka minut awantury i zarobisz dodatkowe 1,500 do 3,000 batów.
  10. Miej 2 telefony. Upewnij się, że jeden z nich to starszy model. Pokazuj buffalo tylko ten starszy. W nocy daj mu najlepszy czas życia, rano druga runda. Potem zabierz go prosto do Tuk Com. Na śniadanie zamów ile się da, to czego nie zjesz, możesz zabrać do domu na później. Po jedzeniu pójdź na drugie pięto do stoisk z telefonami. Znajdź najdroższy i najnowszy telefon i zacznij się na niego gapić. Upewnij się, że on zobaczy łzy w twoich oczach nie odchodź dopóki nie kupi telefonu. Jeśli odmawia, zacznij płakać. Buffalo robią wszystko co chcesz jeśli zaczniesz płakać. Jeśli kupi ci telefon, zostań z nim pare dni i zabierz go to sklepu ze złotem. Powtórz wszystkie kroki aż kupi ci złoto. Jak tylko wyjedzie, możesz wymienić zdobycze na pieniądze w lombardzie.
Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku
Reklamy

Chinag Mai >>> Bangkok – szybki life update


A więc tak. Nie będę się rozpisywał, ponieważ jestem w trakcie pisania czwartej części Locked up abroad. Ponieważ jednak sporo osób próbuje się ze mną spotkać w Chiang Mai, oficjalnie ogłaszam, że jestem już z powrotem w Bangkoku. Jak macie dla mnie kabanosy, to proszę o przywiezienie do stolicy 🙂 Tak jak wszyscy się domyślacie, zostałem dyscyplinarnie zwolniony za wdawanie się w intymne relacje z dziewczynami. Nie, nikt nie złapał mnie z Egipcjanką. Tym razem przyprowadziłem Tajkę poznaną przez Thaifriendly.com .

chinag-mai-bangkok.png

Harry, mój roommate, pojechał wraz z grupą wolontariuszy myć dupę słonia w sanktuarium. Miało go nie być przez 5 dni, więc miałem wolny pokój. Akurat Sara (Egipcjanka) również była na wyjeździe, gdzieś na jakimś English Camp dla dzieci z prowincji. Korzystając z okazji, od razu odpalałem Thaifriendly i zaprosiłem do siebie laskę. Około 11 w nocy Tajka poprosiła, żebym odprowadził ją do toalety, ponieważ ona boi się duchów (wszyscy Tajowie bardzo poważnie podchodzą do tego tematu). Wyszedłem więc na korytarz w samym ręczniku i BOOM wpadłem wprost na szefową, której przez 3 tygodnie nigdy nie było nawet na moim piętrze.

Zasadniczo to nawet nie wiedziałem, że przyprowadzanie Tajek jest wbrew regulaminowi. Podpisywaliśmy 5 stron różnych zasad, czego nie wolno na robić, i żadna z nich nie wspominała o przyprowadzaniu Tajek. Niestety ten argument nie zadziałał i szefowa twierdzi, że rzekomo 3 wolontariuszki poskarżyły się, że w naszym ośrodku jest jakaś obca laska i one się z tym czują niekomfortowo. Szczerze to średnio wierzę, że ktokolwiek miał z tym problem. Raczej wymyślona ściema, żeby się mnie pozbyć. A że akurat skończyliśmy już i kurs TEFL i lekcje tajskiego, nikt mnie nawet nie będzie musiał zastępować. Dostałem więc natychmiastowy wylot z pracy i oto jestem z powrotem w stolicy.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Chinag Mai #2 – raport z drugiego tygodnia


Nigdy nie mógłbym mieszkać na stałe w Chiang Mai. Nie rozumiem czym ci wszyscy ludzie tak się rajcują. Zarówno expaci jak i turyści postrzegają Chiang Mai jako jedno z najciekawszych i najlepszych miejsc do życia lub odwiedzenia w  Tajlandii. Dla mnie to zwykła komercha, w której brak smaku „prawdziwej Tajlandii”. Takie same wrażenie mam w Pattaya, Koh Phangan, czy Phuket.  Wszędzie znaki po angielsku, co 200 metrów wypożyczalnia skuterów, szkoła gotowania, travel agency albo restauracja z hamburgerami i pizzą. I nawet taxówkarze mówią po angielsku, co oczywiście przekłada się na ceny oferowanych usług.

chinang-mai-tajlandia-gory-doi-suthep

Kolejny już tydzień w pracy mija nawet nieźle, bo poza tym, że muszę wcześnie wstawać, to praca nie jest męcząca. Nadzorowanie bezradnych anglików nie jest szczególnie czasochłonne. No, poza odpowiadaniem na kretyńskie pytania. „Michal, what is evacuation plan in case of tsunami?” – zapytała pewnego dnia wolontariuszka. Akurat byliśmy na Doi Suthep (zdjęcie powyżej), więc pytam – Kurwa co widzisz przed sobą? – Mountains – odpowiada. To weź się puknij w łeb i zastanów na co nam tsunami evacuation plan, jak my jesteśmy 700 km od brzegu, 1700 metrów nad poziomem morza”. I wiecie jaka była odpowiedź? Ile 700 km to jest mil, bo oni w Anglii używają imperial system, a nie tak jak cała reszta europy, metric.

Na razie pracy nie straciłem, może się to jednak zmienić w każdym momencie, bo złamałem już chyba każdą możliwą zasadę, od przychodzenia do pracy pod pachnący alkoholem poprzedniej nocy, po pukanie wolontariuszek. Ekhm, w poprzednim odcinku wspominałem coś o Egipcjance. Jej matka jest niby angielką, ale ryj ma zajebiście arabski, urodziła się w Egipcie i mieszka w Kairze. No więc to właśnie ją codziennie posuwam. No, prawie codziennie, bo czasami śpię u Tajki którą poznałem przez Skout app. Anyway, Egipcjanka to moja pierwsza biała (no, pół biała, pół arabka), którą miałem od 5 lat! Problem z naszym ruchaniem jest taki, że ani ja, ani ona nie mamy swojego pokoju. Ja dzielę swój z Harrym, a ona z Jess, taką angielką z fajnym tyłkiem. Nasz pierwszy raz odbył się więc w kotłowni koło basenu, ale odkryliśmy, że dzielona łazienka jest jednak lepsza i chodzimy tam. Pomimo tego, że staraliśmy się ukrywać nasze nocne „randki”, to większość osób dobrze wie co się dzieje i nawet robi sobie z tego żarty. Swoją drogą, zajebiście komicznie to wygląda, jak Egipcjanka, pobożna muzułmanka, zakłada ręcznik na głowę, bo do modlitwy kobiety musza mieć zakryte włosy i kurwa W BIKINI z ręcznikiem na głowie, przy basenie hotelowym śpiewa jakieś allahu akbar i robi pokłony w stronę Mekki. Ja pierdole, kogo ja rucham, lolz !

Tak więc, kiedy mnie stąd wyjebią zdaje się być tylko kwestią czasu. Z drugiej jednak strony, musieliby znaleźć jakieś zastępstwo na kurs TEFL który prowadzę i lekcje tajskiego. Do tego drugiego znaleźć Tajkę nie będzie problem, ale żeby znaleźć kogoś kto może uczyć TEFL jest już nieco bardziej czasochłonne. A właśnie, powyżej video z mojej lekcji tajskiego.

No i generalnie, to ja miałem ich pilnować, żeby np. nie palili trawy, bo jak kogoś aresztują, to będzie problem. A tak się składa, że Egipcjanka codziennie kopci ten egipski haszysz, ale przecież nie będę donosił na laskę którą rucham, right?!  Te inne laski, to też strasznie swędzi. Jest nas tu 56, z czego 50 to laski, a spośród 6 facetów, dwóch to homusie, więc tak naprawdę na każdego z nas przypada grubo ponad 10 lasek i je roznosi. Prawie codziennie wymyślają jakieś zboczone zabawy, np. gra którą stosował Tyrion z Game of Thrones, czyli ktoś mówi „never have I ever… (tu coś sprośnego)” i każdy w grupie, kto miał taką przygodę, musi się napić. Tutaj nawet nie będę przytaczał przykładów, bo to nie jest strona por*no, ale uwierzcie, że angielki mają dobre historie.

zoe-in-yellow-chinag-mai-tajlandia-imprezy

Życie nocne w Chiang Mai jest zwyczajnie kulawe. Tak naprawdę wszystko kręci się wokół „Zoe in Yellow” night club, który robi się pełny koło 10:30. Jest tam też sporo innych barów, to taki Khao San północy. Niestety, Tajów tam można spotkać praktycznie tylko w weekendy, w tygodniu sporo ludzi, ale kurwa same białasy. Innym klubem jest oczywiście Spicy, który w weekend jest zbyt zatłoczony, żeby wejść do środka. Niestety wszystko w Chiang Mai zamyka się koło 1am, więc generalnie słabiutko. Są tutaj też tajskie kluby (kiedyś byłem), ale na razie nie miałem czasu się zapuścić podczas obecnego wyjazdu, bo muszę zazwyczaj wstawać rano, żeby zawieźć naszych wolontariuszy do szkoły – ciężkie życie, ale co zrobić. ***Update*** Jest conajmnij kilka dużych klubów w tajskim stylu w okolicach Nimanhemin road.

Poważnie zastanawiam się nad organizowaniem takich wolontariatów na własną rękę. Wygląda na to, że zainteresowanie jest duże, a że pracuję w rekrutacji, to mam kontakty z wieloma szkołami i bez problemu mógłbym coś takiego sam zorganizować. Co najwyżej nie jestem mistrzem marketingu i niekoniecznie wiem z której strony się za to zabrać, ale skoro inni są w stanie to ogarnąć, to dlaczego nie mógłbym i ja.  Można to połączyć z jakimiś wycieczkami, sanktuarium słoni, etc.

Codziennie ćwiczę Muay Thai. Wczoraj poszedłem na ring z 15-stolatkiem. Obciach w pytę, ale dostałem 4 razy wpierdol od jakiegoś dziecka, haha. Dopiero później trener pokazał mi jego zdjęcia z profesjonalnych walk, młody ćwiczy od małego i ma na koncie sporo wygranych. Pocieszam się, że gdyby to była walka uliczna, to byłbym w stanie go przygnieść wagą ciała, bo on mnie za każdym razem kładł na ziemię blokując szyję rękoma i kopiąc w udo tak, że traciłem równowagę. Natomiast gdybym się do niego przytulił i ściągnął nas razem na ziemię, to nie miałby tak łatwo.

W tygodniu oglądam jak radzą sobie w szkole nasi Anglicy i robię notatki, co mogą ulepszyć. Ciekawe, że niektóre grupy kompletnie sobie nie radzą, nie stosują nawet nic z tego czego uczyłem ich podczas kursu TEFL, inni z kolei wykazują się własną inicjatywą i ponad techniki które im pokazałem, potrafią improwizować i tworzyć własne strategie. Czyżby istniało coś takiego jak talent nauczycielski?

Ogólnie to tęsknie już za Bangkokiem. No i za moimi laskami w Bangkoku. Nie wiem, czy dalej będę pracował z tą firmą, bo jednak takie mieszkanie w hotelu, to jednak nie to samo co własny apartament. No i, jestem praktycznie non stop w pracy, jak tylko wyjdę na korytarz to ktoś może mnie zaczepić i muszę pracować, choćby był to środek nocy.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Chiang Mai – raport z pierwszych dni na dalekiej północy


W Chinag Mai dane mi będzie spędzić cały Sierpień. Najdłuższy wyjazd służbowy w moim życiu, ale generalnie jestem pozytywnie nastawiony. Nawet pomimo tego, że Chiang Mai nie jest moim ulubionym miejscem w Tajlandii. Jest tu po prostu zbyt wielu farangów i np. tak jak w Issan można zatrzymać dowolny pojazd na ulicy i poprosić o podwózkę, tak w takim Chinag Mai to nie przejdzie. Widok białej skóry jest tu dość powszechny. Ma to też inny wymiar – laski nie gwiżdżą na widok białego i, o zgrozo, policja zna podstawy angielskiego, więc nie da się nawet grać głupa. Suma summarum, dobre miejsce dla początkujący ekspatów, ale nie weteranów mojego pokroju. chinang-mai-tajlandia

A więc co ja tutaj właściwie robię? Poza codziennym pluskaniem się w basenie naszego resortu ze zdjęcia powyżej, opiekuje się grupą 50 wolontariuszy z Anglii. Nie wiem nawet jak nazywa się taka pozycja – po angielsku to po prostu lead representative, a w praktyce jestem trochę przewodnikiem, a trochę instruktorem – wszyscy Anglicy mają już za sobą online TEFL, ale dodatkowo, ja, jako instruktor TEFL muszę ich przeszkolić w klasie. W każdy poniedziałek 8h uczę ich o technikach i metodologii nauczania. W każdy czwartek wieczorem prowadzę też lekcje tajskiego. Wtorek do piątek, jesteśmy podzieleni na 5 grup i robimy różnego rodzaju prace na zasadzie wolontariatu. Jedna grupa jedzie myć dupe słonia, druga grupa jedzie do przedszkola uczyć dzieci angielskiego, trzecia grupa jedzie do sierocińca bawić się z sierotami. Całe szczęście, że ja ich tylko nadzoruje, bo jak wchodzę do tego przedszkola i czuje jak jebie moczem od tych dzieci, to od razu sobie przypominam dlaczego nigdy więcej nie chcę być nauczycielem. Weekendy mamy wolne, za to w tygodniu jestem trochę zajebany, bo pomimo tego, że sam wolontariat trwa 2, 3 godziny dziennie, to non stop albo muszę kogoś zabrać na Muay Thai, albo wycieczkę rowerową, albo na nocny bazar, etc. Generalnie nie jest źle, za darmo się popluskam w parku wodnym, poćwiczę tajski boks, itd.

95% wolontariuszy to dziewczyny. Jak tylko ich odbierałem z lotniska, to wiedziałem, że będzie problem z przestrzeganiem zasad, czyli „nie ruchaniem żadnych wolontariuszek”. Bo choć większość z nich przypomina z wyglądu raczej krowy, to jest tam parę naprawdę dobrych sztuk. Np, jest laseczka której ojciec jest z Egiptu i ma zajebiście arabską twarz. Takiej jeszcze nie miałem. W iście tajskim stylu, ktoś źle policzył ilość uczestników i ilość miejsca w autokarze wynajętym, żeby przetransportować nas do Chinag Mai, więc musieliśmy na szybkości wynająć dodatkowy minivan, w którym jechałem ja, 2 wolontariuszy i 5 wolontariuszek. Pierwsze parę godzin, a tu laska z Gibraltaru coś mnie „niechcący” za dużo dotyka. Dosyć oczywisty znak zainteresowania. Po drodze był śpiew, alkohol i haszysz z Egiptu, więc wyszło, z tego przytulanie i wspólne spanie z laską z Gibraltaru, ale jak na razie jestem twardy i nie próbuje nic więcej, bo jak mnie ktoś ze staffu na tym złapie, to od razu stracę pracę.

W końcu dojechaliśmy do Chinag Mai. Na miejscu niespodzianka – muszę dzielić pokój z Harry, czyli reprezentantem firmy po angielskiej stronie. Niezła chujnia, bo teraz będę musiał szukać lasek z własnym mieszkaniem. No i oczywiście nie próżnowałem w tym temacie. Od niedzieli intensywnie używałem aplikacji do randkowania i każda rozmowa miała ten sam schemat:

  1. Cześć. Mieszkasz w Chinag Mai?
  2. Ooo, to super, że tak. Będziemy najlepszymi przyjaciółmi.
  3. Mieszkasz sama czy z rodziną? (to bardzo ważne bo szukam tylko Tajek ze swoim mieszkaniem)
  4. O mieszkasz z rodziną? To dobrze, nie musisz się bać duchów (boom, koniec rozmowy z mojej strony) / Ooo, mieszkasz sama? Nie boisz się duchów?
  5. Masz motor? (to następne zajebiście ważne pytanie, bo ja nie mam swojego pojazdu, więc szukam tylko laski, która będzie po mnie przyjeżdżać)
  6. Nie masz? Aha, to będziemy musieli chodzić na nogach, żeby się spotykać (boom koniec rozmowy, ale zostawiam tak, żeby się dało do niej wrócić) / Masz motor? Super, to wpadnij mnie odebrać jak się będziemy spotykać.
  7. Ok, przyjedź po mnie po 1pm.

Od niedzieli do wtorku przeprowadziłem ten schemat rozmowy z chyba 30 laskami, aż w końcu znalazłem jedną, która spełnia wymagania, czyli ma swoje mieszkanie, motor i wygląda wystarczająco dobrze. Btw, nic w tej rozmowie nie jest przypadkowe. Punkt 1 – muszę wiedzieć, czy tu mieszka, czy jest tylko przyjazdem. Mnie raczej pojedyncze spotkania nie interesują, zawsze szukam laski która będzie moim gikiem i będziemy się spotykać przez jakiś czas. Punkt 2 – zawsze mówię laską, że będziemy tylko przyjaciółmi. Dlaczego? Bo pytam o spotkanie już w 7 zdaniu, na randkę to trochę za szybko, natomiast szanse na spotkanie znacznie wzrastają jeśli nie ma tego „pressure”, że to jest randka i coś poważnego. Punkt 4 – logistyka. Jeśli ona mieszka z rodziną, to muszę mieć swój apartament, a akurat w Chinag Mai dzielę pokój z jednym typem. Innymi słowy – jeśli nie mamy gdzie się iść bzykać, to jest to raczej strata czasu, nie chcę wydawać codziennie kasy na hotele. 5 – motor, znowu logistyka. Ja jak na razie nie mam swojego i nie wiem czy w ogóle będę miał, bo tak naprawdę potrzebny mi jest tylko do tego, żeby spotykać się z laskami, więc już lepiej od razu znaleźć taką, która ma swój.  7 – zasugerowanie spotkania. Jeśli ona nie jest gotowa / nie chce się spotkać, to nie ma co tracić czasu, bo następna bez problemu się zgodzi. Ja na tych aplikacjach do datingu zawsze od razu mówię, że jestem zainteresowany tylko prawdziwymi znajomościami, nie potrzebuje cyfrowych przyjaciół. Część lasek powie „poznajmy się trochę lepiej”, bo faktycznie szybko atakuje, ale ja je olewam, bo wiem, że te pozostałe od razu się spotyka bez takich obiekcji.

Tak więc od niedzieli poszukiwania i w końcu  we wtorek wyhaczyłem jakaś landrynę.  Przyjechała mnie odebrać na motorze i pytam „gdzie jedziemy?” – to pytanie było retoryczne, bo Tajki są totalnie bezużyteczne jak chodzi o jakąkolwiek inicjatywę i nic nie wymyślą, choćby skały srały. Sugeruję więc pójście do parku – znowu miejsce nie przypadkowe. Laska się zgadza i jedziemy (oczywiście ja muszę pokazać drogę, bo pomimo tego, że to jej miasto, ona się zgubi i w ogóle nie wie, że jest w tym mieście jakiś park -standard w Tajlandii). W parku trochę chodzimy, żeby się lepiej poznać, oczywiście to ja decyduję co, jak i kiedy robimy – mówię jej, kiedy siadamy na ławkę, kiedy wstajemy i oglądamy posąg Buddy – z jakiegoś powodu Azjatki się strasznie podniecają jak facet ma nad nimi pełną kontrolę. Druga sprawa – rozśmieszam ją, żartuję, dokuczam. Drażnimy się. Znowu, wszystko to tylko i wyłącznie po to, żeby swobodnie się ze mną czuła i szybciej nie miała obiekcji, żeby wrócić razem do pokoju. Na koniec kino-eskalacja – czyli nawiązujemy coraz śmielszy kontakt dotykowy. Ja lubię technikę – 2 kroki do przodu, jeden krok do tyłu, czyli dotykam ją, wycofuje się, dotykam bardziej, wycofuje się, znowu dotykam bardziej, i znowu trochę się wycofuje. W między czasie cały czas obserwuje jak ona się czuje z tym dotykiem. W tym przypadku wszytko wskazywało na to, że można ścinać bramkę i brać do domu. Wspominałem już, że park nie jest przypadkowy? Tak, jednym z powodów jest to, że nie muszę wydawać żadnych pieniędzy, acz nie jest to główny powód. Głównym powodem jest to, że mam łatwą wymówkę, żeby przenieść się na mieszkanie – w Tajlandii zawsze jest gorąco, więc wystarczy powiedzieć, że z tego powodu idziemy do mieszkania. Zawsze musi być jakiś powód. Dlaczego? Ponieważ pomimo tego, że podświadomie one wiedzą co będzie się działo w pokoju i o co w tym chodzi, to nie chcą się czuć łatwe. Chcą mieć tą swobodę, że mogą sobie pomyśleć: „oh nie, ja wcale nie poszłam się z nim od razu ruchać, my tylko poszliśmy do klimatyzacji, a ruchaliśmy się dlatego, że było tak romantycznie, on był taki męski i bla bla bla”. Niestety społeczeństwo tak programuje kobiety, żeby czuły się winne, jeśli nie stawiają oporu facetowi, więc trzeba im trochę pomóc i dać jakąś wymówkę, żeby to ominąć.

Półtorej godziny od spotkania byłem już w jej mieszkaniu. Szybka akcja, ale dobrze rozplanowana, więc stąd szybki efekt. I w ten oto sposób mam pierwszego gika w Chinag Mai. Na zakończenie wrzucam jeszcze fotke z jej mieszkania, zdjęcie „po”. A ciekawostka jest taka, jeśli się zastanawiacie ile kosztuje takie mieszkanie w Chinag Mai, to pewnie tak jak ja, zdziwicie się, że zaledwie 2,500 thb na miesiąc. To sporo mniej niż w Bangkoku. Aaa, tylko nie ma klimatyzacji, ale za to jest duży wentylator na suficie.

Trzymajcie się dzióbki, o Chiang Mai będzie jeszcze więcej, bo jestem tu cały miesiąc. Sawadee took khon !

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.