Issan trip dzień 2 – Buriram


Drugi dzień miał być nudny i bez przygód, ale się nie udało 🙂 Niewysapany wstaje o 6:30 rano. Udało mi się obudzić bez budzika, na szczęście, bo moja bateria padła (spałem w innym hotelu niż ten gdzie zostawiłem plecak z ładowarką). Na poranne bzykanie nie było czasu, nawet pomimo tego, że byłem w stanie morning glory i poranny wzwód wręcz domagał się zaspokojenia, musiałem jednak szybko lecieć do internetu i zalogować się w pracy.

buriram-tajlandia-azja-po-zmroku

Pracując z kawiarni robiłem oczywiście furorę – laski przychodziły robić sobie zdjęcia, bo widok faranga w tych stronach to coś nadzwyczajnego. Jedna fajna studentka sama zagadywała, ale jak zobaczyłem jej owłosione nogi, to od razu mi przeszła ochota. Po pracy desperacko chciałem się przespać. Najbliższy hotel, to ta nora za 260 batów, a że nie mam motoru, to po prostu tam wróciłem.

Nie pospałem jednak długo bo zagadała przez net jakaś murzynka z Kenii, lokalna nauczycielka angielskiego. Mieszka na jakiejś wiosce koło Buriram i nie jest księżniczką, więc napisałem prostu z mostu, że mogę do niej przyjechać, ale jak już się fatyguje, żeby jechać gdzieś w jakieś pola ryżowe to oczekuje, że chociaż mi ulży ustami. Murzynka od razu się zgodziła, więc zamiast spać jadę na tą jej wieś. Po drodze zobaczyłem, że w galerii zdjęć na profilu ma fotki ze swoim chłopakiem z przed 2 tygodni. Aha, czyli Kenijki puszczają się tak samo jak Tajki, mogą być w związku, ale jak jakiś koleś napisze „przyjadę do ciebie jak dasz się wyruchać”, to i tak się od razu zgadzają 😀

Na szczęście dogaduje się po tajsku, bo inaczej nie wiem jakbym znalazł mini van który tam jedzie na tą farmę. Po drodze przestał mi działać GPS (uroki jeżdżenia po jakiś wioskach), ale pomyślałem, że kierowca chyba mi da znać gdzie mam wysiąść skoro wie gdzie jadę. Nic bardziej mylnego! Nagle patrze a tu znaki na lotnisko, czyli przejechałem moją wiochę o dobre 15 kilometrów!!! Wyskakuje na środku drogi i pisze do murzynki, żeby mnie przyjechała odebrać na motorze. 40 minut później udało jej się mnie znaleźć…

Kupiłem 2 piwka i idziemy do niej do mieszkania. Problem był w tym, że ostatni mini van jedzie do Buriram o 6:30, a była już 5:40. Więc tak musiałem ją trochę pogonić z tym opierdalaniem pały i mówię „ok, widzę że się wstydzisz, to ci trochę pomogę”, ściągnąłem spodnie, wziąłem jej rękę na krocze i sru, już wiedziała co ma dalej robić.

Czekałem na autostradzie na mini van który trzeba zatrzymać machając ręką. Patrze co to za dziwna gałąź się rusza zaraz obok mnie, a tu…. 2 metrowy jebany wąż, takiego dużego na dziko nigdy nie widziałem. Aż wrzasnąłem z przerażenia, że tak blisko mnie jest, na co wąż przybrał pozycję defensywną. W podskokach spierdoliłem pare metrów do tyłu i… akurat przejeżdżał ostatni mini van którego nie zatrzymałem :/ Nie jest to jednak wielki problem w Issan. Zacząłem pytać losowych ludzi, czy mnie podwiozą i druga osoba którą zapytałem od razu się zgodziła zabrać mnie 10 km do miasta.

Gość mnie wyrzucił przy dworcu pociągowym w Buriram. Akurat strasznie chciało mi się lać po piwie, więc poleciałem w krzaki obok gdzie było około 10 małych psów. Zawsze wydawało mi się, że małe psy to się mnie powinny bać, a nie na odwrót. Te psy jednak miały inne zdanie i zaczęły mnie szarpać za nogawki od spodni. Jeszcze nigdy nie biłem się z psami. To było nowe doświadczenie. Kopałem po nich ile wlezie i próbowałem rzucać kamieniami, ale był tam sam piach, więc jebałem w nie tym piachem, a one mnie próbowały gryźć z każdej strony. Musiałem się kręcić jak ninja, żeby mnie nie dorwały. Po jakiś 15 sekundach przyleciała Tajka z bambusowym kijem i zaczęła napierdalać te psy tak, że uciekły. Ufff, udało się!

Powrót do hotelu. Odpalam komputer i pytam Tajki z poprzedniej nocy o której wpada, bo byliśmy umówieni. Mieliśmy skoczyć do Speed club, a potem spać u mnie. Tajka strzeliła focha, że ją wykorzystuje, że ona przede mną miała faceta 10 lat, a ja tylko tu jestem na pare dni i chce ją używać do seksu. Musiałem jej więc wytłumaczyć, że a) to wcale nie prawda (prawda lol), b) dziewczyny z takimi cyckami to nie łatwo spotkać w tym kraju, więc jest dla mnie wyjątkowa (to akurat prawda). Aby nie miała obiekcji, obiecałem też, że spotykamy się tylko poza hotelem i na pewno tym razem bez seksu (znowu nie prawda, lol).

Tajka przyjechała, ale że było już późno, od razu poszliśmy do mnie do hotelu. Przed wejściem musiałem znowu obiecać, że nie będę jej próbował przelecieć, bo inaczej nie chciała wejść. 10 minut potem już ja ruchałem. Standard 🙂 Tej nocy poszliśmy spać wcześnie…

Trzecia część tripu już jutro 🙂

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

 

Issan trip, dzień 1 – Buriram


Każdy czytelnik już chyba wie, że moją ulubioną częścią Tajlandii jest Issan. Zlepek 20 prowincji, który zajmuje powierzchnię 1/3 Tajlandii. Nie ma tu nic ciekawego dla turysty, a dodatkowo jako najbiedniejszy region kraju, o pracę dla obcokrajowca również raczej ciężko (no chyba że ktoś ma ochotę torturować się z pojebanymi tajskimi dziećmi w szkole).

Dlaczego więc ta bardzo lubię Issan? Tak, zajebiście, że jest tu co najmniej o 1/3 taniej niż w Bangkoku, ale to nie jest główny powód. Głównym powodem są ludzie. Bezinteresownie przyjaźni, szczerze zainteresowani, nie zepsuci przez pieniądze obcokrajowców. W Issan to całkiem normalne, że obcy postawi ci drinka, a kiedy ludzie pytają skąd jesteś, to nie dlatego, że chcą coś sprzedać, a raczej z chęci nawiązania znajomości. Dodatkowo, dziewczyny w Issan są moimi ulubionymi – większość z nich nigdy nie miało żadnego kontaktu z białasem, co rodzi naprawdę ciekawe przygody. Mój ulubiony typ dziewczyny, to taka, która patrzy mi w oczy jak zahipnotyzowana – bo mają inny kolor niż każdy facet jakiego spotkała dotychczas w swoim życiu. Uwielbiam gdy ciągnie mnie za włosy na ręce, bo jeszcze nigdy nie widziała tak owłosionego ciała. Kiedy ściągnę spodnie, powie „wow, jaki on duży!” i ciężko zinterpretować, czy to ją podnieca, czy bardziej przeraża. I większość dziewczyn w Issan pasuje w ten właśnie schemat. A najważniejsze, że są to normalne dziewczyny, pracujące w szkołach, sklepach, lub studiujące na uniwersytetach. Nie są to dziwki których wszędzie pełno w Pattaya, Phuket, czy dzielnicach Bangkoku gdzie nie brakuje obcokrajowców.

Korzystając więc z okazji, że mogę pracować za pośrednictwem internetu, a przez cały tydzień żadne dodatkowe prace się nie zapowiadają, bez zastanowienia postanowiłem jechać na północny wchód. Podróż planowaliśmy samochodem, który niestety zepsuł się w dzień wyjazdu, więc ostatecznie pojechaliśmy autobusem. Pierwszy przystanek – prowincja Buriram. Buriram to ciekawa prowincja, bo jedna z 2 w Tajlandii gdzie spora część ludzi posługuje się językiem Kmerskim (oprócz języka Issan który de fato jest laotańskim, no i oczywiście Tajskim – bo przecież w TV i w szkołach muszą go używać na co dzień). Poza tym Buriram to straszna wieś, oraz miejsce pochodzenia mojej pierwszej tajskiej miłości – Nim.

Dojechaliśmy późnym wieczorem. Od razu czuć spadek temperatury – 22 stopnie. Ubieramy bluzy bo zimno. Przez Agoda.com dorwaliśmy fajny hotel za 600 thb (QOO hotel). Postanowiliśmy, ze bierzemy jeden pokój i jeśli któryś z nas wróci z laską (albo obydwoje), to dokupimy drugi. Nie marnując czasu od razu idziemy do Lively Market – jednej z imprezowni w Buriram. Ja szybko organizuje laskę przez internet, która do nas dojeżdża (fotka na górze – twarz obciąłem specjalnie), a mój ziomek, urodzony ruchacz z talentem, szybko zaprzyjaźnił się z kelnerką w barze w którym byliśmy.

Po 30 minutach moja dziewczynka deklaruje, że jedzie spać, bo rano musi iść do pracy. Po drodze podrzuci mnie do hotelu samochodem… Twierdzi, że nie możemy razem spędzić nocy, bo przecież się nie znamy… Ale zaraz. Po co ona mu obraną koszulkę z tak dupnym dekoltem i kleiła się do mnie cały wieczór? Nigdy nie należy słuchać co mówią laski. One pierdolą i kłamią tobie i sobie. Są zaprogramowane, żeby udawać trudne. Inaczej same o sobie źle myślą i reszta społeczeństwa też zwyzywa od dziwek, łatwych, etc. Zamiast więc słuchać co tam pierdzieli, pocałowałem ją w samochodzie i złapałem za talię mocno, przyciągając do siebie. Na pewno nie możemy razem spać? Pytam. Ok, pójdę z tobą, ale tylko spanie, obiecaj, że nie będziesz próbował nic więcej…. Just a hug, I promise. To jest chyba najczęstsze kłamstwo które powtarzam prawie każdego dnia 🙂

I teraz logistyczna bomba niespodzianka – okazało się, że właścicielem hotelu w którym śpię jest ex tej laski i ona nie może tam iść. Ja pierdole, to się nazywa szczęście… 12 w nocy, ja zaczynam prace o 7 am, ona o 8am i jeździmy po mieście szukać hotelu. To nie wróżyło dobrze… W końcu znaleźliśmy Siriporn hotel za 260 batów. Zajebista nora, ale nie chciałem już za drugi pokój przepłacać, więc nawet mi odpowiadało. No cóż i tak potrzebowaliśmy pokój dodatkowy bo mój ziomek ściągnął na hotel tą kelnerkę z Lively Market.

W nowym hotelu laska zaczyna marudzić, że nie mają szlafroku, więc jak ona ma spać. Powiedziałem, że spoko, zgasimy światło i może spać goła, mnie się wstydzić nie trzeba. Rozebrała się do majtek i mówi – pamiętaj co obiecałeś, nie próbuj mnie wyruchać. Dla mnie to śmieszne. Przecież laska która zgodziła się pójść z facetem do hotelu kosztem bycia niewyspaną w pracy na następny dzień i rozbiera się przy nim do majtek, to praktycznie równoznaczne z tym, że ma się ochotę ruchać. Znowu nic jej nie słucham i łapie ją za jej duże (jak na Tajkę) cycki. Super ciało, bez dzieci, zero tłuszczu, cycki są, ładnie wygolona (aczkolwiek trochę stara – 33 lata)… Swoją droga, jak Tajka jest wygolona, to na bank miała faranga który ją już nauczył, że trzeba się golić. Moja twierdzi, że ogoliła się do bikini, bo była niedawno nad morzem… wierze w tą historie 50:50, tylko dlatego, że tutaj nie ma farangów. Jakbym ją poznał w Bangkoku – 100% kłamstwo 🙂

A teraz final nocki – jak przycisnąć świeżo poznaną laskę z oporami do seksu. Pamiętamy, że opory są tylko w jej głowie – ona boi się co ty o niej pomyślisz. Boi się, że inni o niej źle pomyślą. I na koniec – sama nie chce o sobie źle myśleć. Ale to nie znaczy, że nie chce się ruchać. Tak więc winą za seks trzeba obarczyć faceta. Tutaj moja technika –  idę trochę na jaskiniowca, to znaczy ona niby mnie odpycha z 1/5 siły (jakby naprawdę nie chciała, to by odpychała mocno), a ja się na nią pcham z 2/5 siły. Czyli trochę mocniej niż ona mnie odpycha, zbliżając się do celu, ale jednak daje jej możliwość „ucieczki”. Tutaj należy pamiętać, żeby zawsze dać jej możliwość jednak cię odepchnąć, bo inaczej to się nazywa gwałt 😉 W takim wypadku trzeba się wycofać i spróbować znowu za 20 sekund, czy trochę więcej jeśli będzie trzeba. W moim wypadku jednak, pierwsza próba zadziałała. Jak tylko byłem w środku, od razu wskoczyła na jeźdźca i ewidentnie miała chcicę cały wieczór tylko normy społeczne jej na to pozwalały.

I tak oto minął dzień 1 w Issan. Jutro dzień 2, również napiszę raport (postaram się zrobić dzień po dniu) ale ponieważ podoba mi się ta niunia, to może być trochę nudny, to znaczy – ta sama laska.