Z Bangkoku do Laosu motorem – 600 km na dwóch kołach


Po tym jak moja wiza pracownicza została trzykrotnie odrzucona przez urząd imigracyjny w Bangkoku, kilka dni temu postanowiłem udać się z tymi samymi dokumentami do konsulatu Tajlandii w stolicy Laosu. Pomimo tego, iż Laos nie jest moim ulubionym miejscem, a Vientiane jest 700 tysięczną wioską, w której po 12 w nocy ciężko spotkać żywą dusze na ulicy, to jednak tamtejszy konsulat ma opinię bycia najbardziej przyjaznym w rejonie. Wyjazd okazał się rozsądną decyzją i takoż po praz pierwszy od 7 lat pracuję w Tajlandii legalnie na wizie non-immigrant B.

Motorem z Bangkoku do Laosu

Motorem z Bangkoku do Laosu

Jak dostać się do Laosu? Najprościej oczywiście polecieć samolotem. Bezpośrednie połączenie na trasie Bangkok – Vientiane istnieje w linii Air Asia, choć dużo taniej wychodzi polecieć do miasta Udon Thani z Lion Air (30$ w każdą stronę), po czym przejechać lądem do granicy w Nong Khai (60 km) i przejść na drugą stronę. Vientiane jest tuż przy granicy, podróż zajmuje 20 minut i kosztuje 3$ za taxówkę lub jakieś drobne za autobus.

Ja jednak wybrałem inną opcję – postanowiłem przejechać całą trasę na CBR. Nie jest to oczywiście najbezpieczniejsza opcja, tym bardziej nie najszybsza, ale zdecydowanie najbardziej ekscytująca. Dodatkowo, będąc trochę jak przysłowiowy marynarz, który ma w każdym porcie inną, możliwość zatrzymywania się po drodze w moich ulubionych miastach i odwiedzanie koleżanek, przymówiła za tą właśnie opcją. A zatem w drogę…

Jak się jeździ w Tajlandii. Generalnie bardzo wygodnie – drogi są bardzo dobre, z północy na samo południe są duże autostrady, miejscami mają nawet 5 pasów w każdą stronę. Stacje benzynowe, restauracje, wodopoje etc, są w bliskich odległościach. Co 30 km są warsztaty w których można dokonać drobnych napraw w razie potrzeby. Generalnie przez większość trasy sunąłem 120km/h i była to przyjemna podróż. Oczywiście polecam pamiętać, że w Tajlandii na drogach ginie 30 osób dziennie, natomiast ja nauczyłem się prowadzić dopiero tutaj na miejscu (w Europie nigdy nie prowadziłem) i to właśnie w Tajlandii czuje się najbezpieczniej. Kiedy prowadzę w innych krajach, nie wiem czego się spodziewać po innych kierowcach. Tutaj wszyscy są przewidywalni.

Przejechanie z Bangkoku do Udon Thani zajęło mi około 10 godzin z postojami. Zalogowałem się do mojego ulubionego hotelu i nie tracąc czasu, odpaliłem Tinder i Thai Friendly. Na jakieś efekty trzeba było chwilę poczekać, a ja w między czasie ruszyłem zrobić rundę po barach. Swoją drogą, dobrze działa motor na laski, co chwile przybiegają zrobić sobie zdjęcie z zadają głupie pytania typu „czy jest szybki”.

O północy postanowiłem podjechać pod klub Phoenix. Duży, duży, błąd. Jak się jest po 5 piwkach, to lepiej wiedzieć gdzie są check pointy policyjne, bo inaczej się można wdupić, tak jak mi się to udało. Dmuchnięcie w alkomat i zapaliła się czerwona lampka. Ooops. Oficjalnie w Tajlandii grozi za to noc w areszcie (wypuszczają dopiero następnego dnia około 15stej) oraz szybka rozprawa sądowa i 20,000 batów kary. Wydmuchałem 0,65 i choć policja była całkiem przyjazna, jak to w tych rejonach bywa, to jednak zabrali mi motor i zaczęli proces aresztowania. Mnie się jednak śpieszyło, następnego dnia z samego rana musiałem już być w Laosie i nie było opcji, żebym spędzał noc w areszcie. Po 15 minutach negocjacji, policyjnym samochodem podjechaliśmy pod bankomat i musiałem wyskoczyć z 8,000 batów „bez wypisywania”. W drodze powrotnej w ostatniej chwili złapaliśmy policjanta, który odpalał już mój motor aby odwieźć go na komisariat.

W Bangkoku nigdy nie zatrzymuje mnie policja, ostatni raz chyba z 2 lata temu. Wynika to z tego, że znam każde miejsce w którym mogą się rozstawić i po prostu nie przejeżdżam przez te punkty. Stąd też moje złudne poczucie bezpieczeństwa, „skoro nie złapali mnie przez 7 lat, to na pewno i nie dzisiaj”. Więcej już na pewno nie mieszam alko z prowadzeniem, bo za drogo wychodzą ewentualne wpadki.

Oczywiście ochota na imprezę mi przeszła, za to zachciało mi się więcej alkoholu. Bary w Udon Thani są zamykane punkt 12, wtedy po imprezowych ulicach łazi mnóstwo ludzi. Zagadałem do jakiejś laski, żeby załatwiła mi piwerko i po 5 minutach oboje sączyliśmy  San Miguel light. Po pół godzinie byliśmy już w jej hotelu. Na początku wydawało mi się, że ona jest zwyczajnie mało kumata, dopiero w hotelu zauważyłem, że jest na haju. Skurcze mięśni, drapanie, łapanie się za głowę, wielkie czarne źrenice. Czasami wycoodziła do łazienki, tylko po to, żeby od razu wrócić. Innym razem mamrotała sama do siebie. Stawiam, że paliła Ice. Pytam co brała, mówi, że nic. Ale mnie się oszukać nie da. Była dobrze zrobona, więc bez tracenia czasu popchnąłem ją na łóżko i noc zakończyła się w typowy sposób. Tuż po akcie musiałem iść spać – zostało mi kilka godzin snu, więc od razu wróciłem do hotelu. Powiedziałem jej jeszcze na wyjściu, że jeśli naprawdę nic nie brała, to niech następnym razem nie zostawia drinka samego w barze, bo na 100% była na dragach.

Prowincja Loei

Prowincja Loei

Następnego dnia o 7 byłem już na trasie Udon Thani – Nong Khai. Z granicy udałem się prosto do konsulatu i wyszedłem bardzo zadowolony, gdyż moje dokumenty zostały przyjęte bez nawet żadnego komentarza. W Bangkoku co chwile im się coś nie podobało i musiałem uzupełniać dokumenty o same pierdoły typu zaświadczenie o niekaralności. Wiza kosztuje 2000 batów (zwykła turystyczna 1000).

W Laosie generalnie nie wolno spać z dziewczynami – to znaczy jest to prawnie zakazane i nielegalne. Teoretycznie jeśli chcemy iść z Laotanką do hotelu, należy pokazać akt małżeństwa. Dlatego też moim priorytetem przy wybieraniu hotelu było upewnienie się, czy aby na pewno mogę tam z kimś wrócić. W recepcji pytałem prosto z mostu czy nie ma problemu jeśli wrócę z dziewczyną i zabrałem pierwszy hotel który się zgodził u jakiś typków z Bangladeszu.

Po kilku godzinach snu, zabrałem się za odszukanie Bee – dziewczyny z którą spędziłem noc rok temu, kiedy byłem w Laosie. Niestety dała mi wyłącznie Line ID. Mam na liście jakieś 1000 kontaktów, więc przejechanie przez nie wszystkie kilkukrotnie aby ją znaleźć, zajęło mi dużo czasu i nie przyniosło efektu. Stawiam, że zmieniła imię i usunęła zdjęcie, bo nie udało mi się jej znaleźć. Druga próba – przejechałem przez cały Tinder aż skończyły mi się Like’i. Również fiasko. Ostatni desperacki akt – udałem się do baru w którym ją poznałem i pokazywałem jej zdjęcie obsłudze. W końcu znalazłem jedną barmankę która ją zna (choć nie ma do niej kontaktu). Powiedziała, że Bee już tutaj nie bywa, ponieważ wzięła ślub i jest siedzi w domu z mężem. Ehh…

Mój następny cel – Bor Pen Nyang. Dopiero teraz odkryłem ten bar i byłem przyjemnie zaskoczony, ponieważ był dość pełny, pomimo tego, że Vientiane to wieś i knajpy są raczej pustawe, a ludzie chodzą spać o 11, aby rano zasuwać na pole ryżowe. Sącząc browarka Lao zdążyłem się umówić z jakąś laską przez Tinder, miała podjechać do baru na motorku. W między czasie zawołała mnie do stolika inna Laotanka, która miała przy stoliku koleżankę i jakiegoś białego, jak się okazało – Polaka, który też mieszka w Bangkoku. Olałem laskę z Tindera i skupiłem się na tej z baru. Postawiłem jej drina, wypiłem jeszcze jedno piwo i o 12:30 zamknęli bar. Wtedy też, bez żadnych obiekcji poszliśmy razem do mojego hotelu, gdzie mieliśmy dwie rudny – nocną i poranną.

Tego dnia musiałem odebrać mój paszport z konsulatu i okazało się, że Laotanka akurat jedzie do Khon Kean w Tajlandii do chirurga, zrobić sobie sylikonowe cycki. Stać ją na sztuczne cycki, ale oczywiście nie zapomniała poprosić o 3 dolary na tuk tuka. Akurat miałem przejeżdżać przez Khon Kean w drodze powrotnej i dogadywaliśmy się, że pojedziemy razem motorem, ale ostatecznie zmieniła zdanie, bo do jej podróży chciała się przyłączyć jakaś koleżanka.

Laos jest super pod względem językowym, bo dosłownie każdy mówi tam po tajsku i to nie, że trochę, tylko płynnie, rozumieją dosłownie wszystko, włączając w to slang, a także problemu czytają tajski, nawet pomimo tego, że ich alfabet jest inny. Nie wiem czy laotańskie potrawy są takie same jak tajskie, ale jak im podawałem nazwy typu „pad pring geng tale” to przychodziły bez problemu i smakowały jak tajskie. Jednym z minusów Vientiane są ceny za jedzenie, co-najmniej 2 razy większe. Zarówno street food, jak i restauracje. W Tajlandii można jeść za 40 batów na ulicy i od 120 w restauracji. W Laosie było to razy dwa. Za to alkohol jest o połowę tańszy, więc akurat się wyrównywało.

Po odebraniu paszportu musiałem wracać jak szybko się da, ponieważ nie chciałem jechać motorem w nocy z ograniczoną widocznością. Niestety zanim przekroczyłem granicę, była już 15:30 i nie byłem w stanie zajechać daleko. Ostatecznie postanowiłem zmienić trasę i skręcić do prowincji Loei, gdzie znam pewną Tajkę, która wiedziałem na 100%, że będzie zainteresowana spędzeniem ze mną nocy. Co ciekawe, jest to jedna z Tajek, której jakiś życzliwy czytelnik przetłumaczył Azje Po Zmroku i „donosił”, że jestem bad boyem na którego trzeba uważać. Jak słodko, hehe 🙂

22894491_10213659548258875_8818801931646694715_n (1)

Motorem z Laosu do Bangkoku

Prowincja Loei przywitała mnie mrozem. 20C to dla mnie ekstremalna temperatura, było tak zimno, że nie bardzo mogłem jechać motorem. Ubrałem na siebie 3 koszulki i dalej dygotałem. Nic cieplejszego przy sobie nie miałem.

Wieczorem moja nimfa zaczęła robić wymówki, że ma chłopaka i nie może się ze mną bzykać. Oczywiście jestem za stary, aby wierzyć w to co mówią dzieczyny – prawie zawsze kłamią same sobie, więc zwyczajnie obiecałem, że idziemy tylko na zupę noodlową bez żadnych „romantycznych dodatków”, na co bez problemu się zgodziła. Po zupie zapytałem, czy możemy gdzieś się przytulić w bardziej prywatnym miejscu. Zjechaliśmy na motorach w jakąś soi’ke i pare minut się mizialiśmy, ale spłoszyli nas przechodzący ludzie. Być może przeciętny turysta nie jest w stanie tego zrozumieć patrząc na Pattaye, Phuket, czy centrum Bangkoku, ale Tajlandia generalnie jest bardzo konserwatywna jak chodzi o „pieszczenie się” w miejscach publicznych. Zwłaszcza jeśli mamy do czynienia z parką Tajka – farang. Jest wielu Tajów, którzy od razu uznają, że skoro Tajka robi coś z białym, to znaczy, że jest dziwką. Paradoksalnie, bywa i tak, że nawet prawdziwe dziwki nie chcą, aby ktoś o nich myślał jako o „dziwce”, więc bez problemu się całują z facetem na plaży w Pattaya, ale u siebie na wsi w Buriram, nawet trzymanie się za rękę na ulicy nie wchodzi w grę.

Laska z Loei nie chciała iść do mnie do hotelu, ale wymyśliła inne „prywatne” miejsce. Jechaliśmy 10 minut poza miasto nad jakieś jezioro i tam w krzach, jak prawdziwi nastolatkowie, zrobiliśmy to. Ani na chwilę nie mogłem przestać myśleć, że zaraz nadepnę na jakiegoś węża, ale ostatecznie udało się wyjść bez zostania pożartym przez dzikie zwierzęta.

Po akcji w krzakach nad jeziorem, przy mrozie 20C stopni, Tajka musiała wracać do domu, bo kazali jej rodzice. Było już po 12. Ja pojechałem prosto do klubu o nazwie Robot. Impreza mega fajna, tylko ja całkiem na trzeźwo – nie chciałem, aby znowu policja mnie zgarnęła. Piłem wodę gazowaną i robiłem wszystko co w mojej mocy, aby Tajowie nie polewali mi whiskey. Jak ktoś był w klubie tajskim to wie o czym mówię – Tajowie na widok białego muszą się stuknąć szklanką, a jak w szklance brakuje whiskey, to od razu leją ze swojej butelki bez pytania. Po jakiś 40 minutach zostałem zaproszony do stolika, 2 Tajów i 4 Tajki. Oczywiście była to wielka sensacja – farang mówi po tajsku. Bombardowali mnie tymi samymi pytaniami z każdej strony, ale dzięki temu szybko „zgrałem się” z jedną z dziewczyn. Przytulaliśmy się, tańczyliśmy razem i byłem już na 90% pewny, że noc skończymy razem. Sytuacja mnie bardzo wciągnęła, ponieważ rano zrobiłem Laotanke, wieczorem Tajkę z Loei, a tu mi się klei trzecia laska i przyznam, że zrobienie trzech w jeden dzień byłoby moim życiowym rekordem. Niestety, kiedy tylko wypili flaszkę, wszyscy zebrali się razem. Na pytanie czy nie chce zostać ze mną, powiedziała nazwę baru gdzie pracuje i, że mogę ją tam odwiedzić następnego dnia, ale dzisiaj będzie już wracać. I dupa a nie rekord, ciężkie życie.

Rano następnego dnia planowałem przejechać 420 km do Lopburi, ale okazało się, że mam klienta na następny dzień, więc ostatecznie skończyło się na 600 km rajdzie aż do Bangkoku. Przejechanie przez Loei było naprawdę zajebistym doświadczeniem – super góry, wysokie i ładne, nawet nie wiedziałem, że gdzieś poza okolicami Chiang Mai są tak wysokie góry w Tajlandii. Co chwile ostre zakręty, ale mając pożądany motor z dużymi oponami, gibanie się na nich było super zabawą… Po około 10 godzinach dojechałem do Bangkoku i tego dnia nie miałem już siły na nic – udałem się prosto do łóżka. Te kilka dni spania po pare godzin zostawiło odcisk na kondycji. Mimo to, było zajebiście i ciesze się, że nie leciałem samolotem.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Reklamy

Yangon – raport z największego miasta Birmy


Dzisiaj nietypowy artykuł, albowiem Birma jest bardzo nietypowym miejscem w SEA. W skrócie – nie ma tam kurwa nic. Kiedyś już pisałem raport z Birmy na tej stronie, byłem w Mandalay, Bagan, Inle oraz jedną noc w Yangon. Wtedy też obiecałem sobie, że do Yangon kiedyś powrócę na trochę dłużej, ponieważ było to jedyne miejsce godne uwagi. Podczas poprzedniego wyjazdu, większość kontaktów z dziewczynami ograniczała się do dostawania numerów telefonów na ich stare nokie przypominające cegłówki, po czym nie dało się do nich w ogóle dodzwonić – zwyczajnie nie odbierały telefonu. A jak było tym razem? O tym dowiesz się z poniższego artykułu.

Birma, Yangon

Birma, Yangon

Jak się dostać do Birmy? Większość lotów jest oczywiście na trasie Bangkok – Yangon, ceny są bardzo przystępne, za około 100$ można lecieć tam i z powrotem. Z wjeżdżaniem do Birmy lądem jeszcze do nie dawna były duże problemu, jak jest teraz, nie jestem pewien, ale znając ich stan dróg, jechanie tam lądem jest raczej słabym pomysłem, zwłaszcza, że bilety na samolot są bardzo atrakcyjne.

Wiza. Wjeżdżając do Birmy należy mieć wcześniej wizę, którą zdobywa się na dwa sposoby – albo w ambasadzie Birmy, albo prościej – przez internet za 50 USD. Wiza przychodzi do 3 dni roboczych.

Zakwaterowanie – infrastruktura w Birmie jest marna, hoteli nie jest dużo i są przenocowane o słabej jakości.  Jak zawsze polecam Airbnb, czyli stronę w której wynajmuje się mieszkania od prywatnych osób. Tak też zrobiłem tym razem i miałem całym 1 bedroom apartment dla siebie za 25 USD, przy People’s Park. Powodem dla którego zdecydowałem się na cały apartament, był motywowany głównie brakiem recepcji. Podczas ostatniej wizyty w Yangon, „miła” recepcjonistka nie chciała wpuścić mojej laski, ponieważ nie miała ona przy sobie żadnego ID i zamiast spać w fajnym hotelu zapłaconym przez firmę, musiałem biegać i szukać jakiejś taniej speluny gdzie łaskawie wpuszczą moją birmańską landrynę. Tutaj dodam jeszcze, że Airbnb oraz jakikolwiek wynajem mieszkań tudzież pokoi od osób prywatnych jest w Bimie nielegalny.

Transport – taxówki w Yangon, choć jeżdżą bez licznika i trzeba się targować, są śmiesznie tanie. Za dojazd z lotniska do apartamentu zapłaciłem 5 USD. Większość kursów w mieście można zrobić za 2, 3 USD. Oczywiście trzeba się chwilę potargować, ale trwa to dużo krócej niż w sąsiedniej Tajlandii.

Jedzenie – street food wygląda trochę podle, smakuje dobrze, ale ma inny problem – jego wartości odżywcze są bardzo marne. Znikome ilości białka oraz błonnika, czyli dwóch najbardziej wartościowych składników. Zwykły street food kosztuje jakieś 0.75 USD, ale żeby zjeść jak człowiek, czyli mieć np. jakieś mięso w ryżu zamiast jednego jajka, trzeba zapłacić 3 USD.

22154225_10213423535078693_425547476583212800_n

Birma, Yangon

Alkohol – ceny alkoholu są takie jak w Tajlandii, czyli drożej niż w Polsce, ale zdecydowanie taniej niż w krajach muzułmańskich. Duże piwo w sklepie to niecałe 2 USD, w klubach zasadniczo nie dużo drożej, przy czym prawie każdy klub życzy sobie 10 USD za wejście. Lane piwo w barze również wychodzi tanio.

Co zwiedzać w dzień – to jest strona o życiu nocnym, więc nie będę się rozpisywał, ale powiem jednym zdaniem, że w ogóle nie ma czego zwiedzać. 5 milionów ludzi w mieście i najciekawsze miejsce to park w którym młodzież chodzi się ruchać w krzakach zakryci  parasolką lub dwiema (nie żartuję). Są oczywiście jakieś kamienie na kamieniach, świątynie i inny kicz typu Szwedagon pagoda, czy Sule. Nie warte nawet minuty uwagi. To oczywiście moja subiektywna ocena, jak ktoś się nie zgadza, to niech sobie przekreśli to zdanie markerem na monitorze i dopisze co uważa za bardziej stosowne.

Kluby – liczba klubów wygląda całkiem imponująco, ale niestety jak się zacznie po nich chodzić, to się okazuje, że jest trochę tragedia. Najbardziej polecanym jest klub / bar o nazwie Emperor, który jest zwykłym burdelem. I najgorsze, że ten burdel, był najciekawszym miejscem w całym Yangon :/ Miejsce było nietypowe (wjazd – 8 USD), bo zaraz na wejściu dosłownie atakuje cię 10 lasek i prawie cię rozrywają na strzępy, żebyś tylko którąś zabrał na dupcing do hotelu. Do tego co minutę podchodzą nowe dupeczki i próbują się lepiej zareklamować niż te które już na tobie wiszą. Nie sępią na żadne drinki, przynajmniej mnie żadna nie pytała, chociaż jak zobaczyłem jakie tam tanie piwo (2 USD), to kupowałem im z własnej woli, ale to dopiero po 15 minutach jak obczaiłem o co w ogóle chodzi w tym miejscu. Na środku jest tak zwany fashion show, czyli niby lepsze dupy prezentują wdzięki i kupuje im się kwiatki w ramach adoracji, podobnie jak w innych krajach lady-drinki. Te dziewczynki z fashion show też atakują klientów, tylko zamiast pytania o 70 USD, starują z 100 USD za noc. Ceny są na pewno do negocjowania. Laski z fashion show pracują dla klubu, reszta to freelancerki.

Klub Vibe – sausage festival, czyli 80% faceci i 20% lasek, z których większość przyszła już z jakimiś kolesiami. Spośród tych kilku które były same, prawie żadna nawet na mnie nie spojrzała. Zagadałem do jednej, jej kompletny brak angielskiego uciął rozmowę na starcie.

Harry Bar – znajduje się w Myanmar Plaza, wygląda na całkiem fajne miejsce, masa ludzi, dużo międzynarodowego towarzystwa. Prawie bym polecał, gdyby nie to, że po zamówieniu paru piwek i kilku przekąsek, przyszedł rachunek na 100$. Zaraz jakieś Janusze którzy kładą kafelki Niemcom będą krzyczeć, że przecież 100$ to jest nic, oni jak są na wakacjach w Azji 2 tygodnie w roku, to się muszą poczuć jak królewicze, więc celowo przepłacają za wszystko 6 razy. Natomiast 100$ to jest miesięczna pensja Birmańczyka, więc z tego względu nie polecam.

The Penthouse – fajna miejscówka ze spoko widokiem, coś prawie jak Sky bar, byłem tu na randce z filipinką (więcej o tym później). Niestety, wbrew temu co powiedziała mi filipinka, czyli że jakoby jest to „meat market”, gdzie przychodzi dużo  zajebistych dupeczek szukających białej kiełbasy, poza nami było tam faktycznie kilka rzeczywiście fajnych sztuk, ale wszystkie przyszły z jakimiś starymi Japończykami. Podsumowując – dobre miejsce na przyprowadzenie dziewczyny, ale absolutnie nie to poznawania.

The Muse – totalna porażka. Oczywiście płatne wejście, żeby klienci nie uciekli od razu. W środku może 6 osób, o dziwo były jakieś wolne dziewczyny, to się trochę pomizialiśmy, aczkolwiek ich jakość była słabiutka. Jedyną fajna kumpel od razu dorwał, dla mnie już nic nie zostało ciekawego. Dodam, że było to w sobotę około 12 w nocy. Omijać.

Pioneer – jeden z najbardziej polecanych klubów. Byłem tam o 22, kiedy w środku były same dziewczyny i zapowiadało się bardzo dobrze, chociaż po sposobie ubierania się, widać było, że to 90% dziwki. W pewnym momencie przyszedł nawet do mnie ochroniarz i powiedział, że laski zapraszają mnie do stolika, ale ich pierwsze pytanie to „what hotel you staying at” (czyli – szybko sprawdźmy czy śpi w drogim hotelu i jest warto marnować na niego czas). Jak powiedziałem, że mam apartament, to chyba nawet nie zrozumiały o co mi chodzi. Anyway, uciekłem szybko bo to były jakieś sztywne dziwki ewidentnie. Koło godziny 11:30 klub zrobił się pełny. Fajnie, nie? Wcale nie! Znowu 90% facetów i 10% lasek. Tragedia. Kumpel pytał się jakiś dziwek po ile chodzą, zaczynały od 100$.

Umawianie się przez internet

DateInAsia – na Birme jest całe 4 profile 😀 Oczywiście napisałem do wszystkich i dwie nawet odpisały, ale żadnej nie było w Yangon. Mam na FB kilka Birmanek, to samo – żadnej nie ma w Yangon.

Tinder – ostatnia nadzieja. Na Tinderze przejechałem przez wszystkie profile. 95% to obcokrajowcy. Rozmawiałem z Tajką, Wietnamką, Singapurką i Filipinkami. Miałem match z jedną Birmanką, ale miała tylko jedno zdjęcia które było niewyraźne, więc chatowałem z innymi laskami. To już był 3 dzień bez żadnego walenia, więc robiłem się trochę zdesperowany, nie jestem przyzwyczajony do takich długich przerw. Najbardziej podobała mi się Wietnamka, ale pracowała wieczorem. Singapurka też była spoko, ale bałem się, że nie pójdzie się ruchać na pierwszej rance, a ja już miałem ostatnią noc. Padło więc na Filipinkę.

Innych aplikacji / stronek nie próbowałem btw.

Randka z Filipinką – niemiła niespodzianka, Filipinka się prezentuje… grubo ;( to znaczy nie należy do najchudszych, co na zdjęciach sprytnie ukryła. Pierwsza myśl to uciekać, ale Filipinka mieszka w Yangon 11 lat, jej dziadek jest jednym z generałów armii rządzącej Birmą i twierdziła, że zna najlepsze miejsca w Yangon, w co jej wierzyłem, ponieważ mówiła w lokalnym języku. Tak więc postanowiłem się z nią trochę pobujać. Faktycznie zabrała mnie w pare miejsc które prezentowały się relatywnie lepiej, ale nie ma nawet czego porównywać z Tajlandią. Filipinka cały czas płaciła za taksówki i połowę rachunków, twierdząc, że rzekomo zarabia 2,800$ miesięcznie. Cały czas mówiła jakie ma zajebiste życie z powodu pieniędzy i jak jej się dobrze żyje. To się jednak zmieniło wraz z ilością piw które wypiliśmy i – najebana – zaczęła prawie płakać, że nic w życiu nie robi, tylko pracuje, ostatni raz ktoś ją wyruchał 3 lata temu i musi codziennie bawić się cipką do filmów z redtube. Potem nastąpiło chyba z 10 sugestii, że moglibyśmy razem udać się do domu, ale jej atrybuty fizyczne mnie nie przekonały i zrezygnowałem.

W drodze do domu, taxówkarz uparł się, żeby wciskać mi jakieś dziwki. Akurat chciałem zobaczyć co mają „na ofercie” i za ile, więc się zgodziłem. Jeździliśmy więc po jakiś podejrzanych miejscach i do taxi wsiadały po 2 sztuki dziewcząt, które jak towar na półce miałem oglądać w pół mroku. Oczywiście zero angielskiego każda po kolei. Pierwsze dwie sztuki miały miny jakby ktoś je zmuszał. Powiedziałem taxówkarzowi, że ich nie chce właśnie z powodu tych min. Zrobił telefon i następne dwie wsiadają z ewidentnie sztucznym uśmiechem. Haha. Cena startowa 80$ za noc, łatwo dało się zbić do 50$. Kierowca chciał, żebym dał alfonsowi kasę. Nie trzeba być geniuszem, żeby przewidzieć, że jeśli ktoś chce kasę za ruchanie z góry, to znaczy, że serwis będzie tragiczny. Wykorzystałem to jako wymówkę, aby wysłać je na drzewo i spędziłem 4 noc sam.

Bilans 4 dni w Yangon – zero seksu, kompletnie nic. Mogłem oczywiście zrobić pulpeta, ale co to za przyjemność. Scena randkowa w Birmie jest bardzo uboga, praktycznie jedyna opcja do obcokrajowcy, których na szczęście trochę jest. Dziwkarstwo istnieje, ale i słabo cenowo i wszystkie jakoś mechanicznie, bez życia. Nawet mi przeszło do głowy, że te co wsiadały do taxi mogłby być do tego zmuszane (aczkolwiek nie wiem jak jest naprawdę.)

Mój rating Birmy 2/10. Tajlandia i Filipiny 10/10, tak dla porównania 🙂

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

 

 

 

Wywiad dla magazynu Twój Weekend


Wywiad dla magazynu Twój Weekend

Wywiad dla magazynu Twój Weekend

Twoj weekend: Czytając Twojego bloga można odnieść wrażenie, że czyta się opowieści wyssane z palca kumpla, który zawsze miał słabość do fantazjowania, tymczasem to jest Twoje prawdziwe życie. Czy często spotykasz się z niedowierzaniem w Twoje historie?

Michal Forsaken: Nie często, ponieważ większość ludzi którzy czytają moją stronę to stali bywalcy Azji i dobrze wiedzą jak łatwo poznać dziewczyny będąc białym facetem w Tajlandii, czy na Filipinach. Ja nie jestem jakiś wyjątkowy, większość moich znajomych, którzy mieszkają w Bangkoku kilka lat, ma na „liczniku” 3 cyfrowe ilości Tajek. To nie jest jakaś sekretna wiedza. Jeśli jakiś hipotetyczny Janusz jest w stanie wyciągnąć dziewczynę z klubu w Warszawie raz w miesiącu, to w Bangkoku będzie mu się udawało 5 razy częściej. Za samo bycie europejczykiem ma się tutaj +75%. Natomiast jeśli ktoś nigdy nie jest w stanie poderwać żadnej polki, to może mu nie wychodzić i tutaj, z czym również się spotykałem.
Są oczywiście osoby które nie wierzą w moje historie. Mnie to osobiście rozbawia, bo czy moje życie jest naprawdę tak nietuzinkowe, ażeby ktoś mógł powątpiewać w jego prawdziwość?

TW: Rajskie wyspy, cudowny klimat, imprezy, laski… czy nie czujesz czasem, że żyjesz jak w śnie?

MF: Mieszkam w Tajlandii od ponad 6 lat, przez pierwszy rok faktycznie czułem się jak gdybym zhakował własne życie. Ten okres jednak przeminął. Wyprawa na rajską wyspę, czy przespanie się z kolejną tajką jest czymś normalnym, wręcz rutyną, a imprezy w Bangkoku zwyczajnie mi się znudziły. Co innego, gdy wyjeżdżam na weekend do jednego z sąsiednich krajów, wtedy część początkowych emocji powraca.

TW: Często organizujesz podróż życia Polakom? Ile kosztuje taka przyjemność?

MF: To zależy od sezonu. Od listopada do lutego mam klientów praktycznie codziennie, natomiast kiedy w Polsce zaczyna się ładna pogoda, a u nas w Tajlandii sporo leje ze względu na porę deszczową, w turystyce następuje zapaść i rzadko kiedy mam więcej niż 2 grupy tygodniowo. Ceny zależą od tego, czego życzy sobie klient. Za samo zwiedzanie Bangkoku dla kilku osób nie wychlodzi duzo. Jeśli grupa liczy więcej niż 5 osób, to raczej potrzebny nam jest minivan z kierowcą, co oczywiście zwiększa koszty. Organizuję też wyjazdy w okolice Bangkoku, czyli do Pattaya, Kanchanaburi, Ayuthaya, etc. Zasadniczo jestem w stanie zorganizować wszystko czego potencjalnie może potrzebować przyjezdny do Tajlandii.

TW: Odwiedzają Cię też Polki? Mają ochotę na zabawę z Tobą czy bardziej z Azjatkami/Azjatami? 

MF: Odwiedzają. Są to dziewczyny lub żony czytelników Azja Po Zmroku. Nie za bardzo rozumiem co masz na myśli poprzez zabawę? Jesli chodzi o zabawy ze mna, to raczej nie. Raz dostałem maila od dziewczyny przedstawiającej się jako fanka, innym razem zaproszenie na spotkanie jeśli będę w rodzinnym Bielsku, ale nigdy rozmowa na seksualny tor nie zeszła.

TW: Bardzo często wyruszając w Azję na „podbój serc Azjatek” Europejczycy boją się chorób przenoszonych drogą płciową. Jak się przed nimi chronić? Oprócz prezerwatyw są jakieś sprawdzone sposoby, żeby nie przywieść do domu jakiegoś choróbska?

MF: Nie ma innego sposobu niż prezerwatywy. Problem oczywiście istnieje, polecałbym zabezpieczać się za każdym razem, ponieważ żółtaczką, opryszczką, czy HPV, bardzo łatwo się zarazić. Nie jestem lekarzem, więc nie chcę się rozwodzić na ten temat. Powiem tylko tyle, że nigdy nie spotkałem osoby z HIV w Tajlandii, za to podczas pobytu w Londynie, miałem do czynienia z takimi osobami. Jak wszędzie na świecie, grupy największego ryzyka to homoseksualiści oraz prostytutki.

TW: To prawda, że prezerwatywy w Tajlandii są droższe od pary butów?

MF: Skąd te bzdurne informacje? Prezerwatywy kosztują 4 zł. Durex jest droższy – 10 zł. Najtańsze buty – trampki – są dostępne w Tesco za 25 zł, ale raczej większość butów to koszt około 50 zł. Oczywiście w Tajlandii płaci się w batach, nie złotówkach.

TW: Czy jest jakaś granica/doznanie, które chciałbyś przekroczyć/przeżyć?

MF: Szczerze to nie zastanawiałem się nad tym. 2 dziewczyny już były, to może teraz 3? Haha.

TW: Jakie jest Twoje największe marzenie?

MF: Pasywny dochód, tak abym mógł poświecić 100% czasu oddawaniu się hedonistycznym przyjemnością

TW: Opisz proszę pierwsze 30 sekund rozmowy z dziewczyną, którą chcesz zaprosić do hotelu.

MF: To zależy od sytuacji. Zazwyczaj mówię, abyśmy przenieśli się do mojego mieszkania poprzytulać się, ponieważ w miejscu publicznym nie wypada. Inną alternatywą jest zaproszenie na film, naukę angielskiego, lub przeniesienie się do klimatyzacji, ponieważ w Tajlandii zawsze jest gorąco. Zawsze obiecuję, że na 100% nie będzie seksu i na 95% i tak będzie 🙂

TW: Piersi czy pupa?

MF: Tajki są generalnie mało krągłe i chudawe. Pomimo tego, że kiedyś był to mój typ, po ponad 6 latach przerabiania prawie takich samych figur, jestem bardzo spragniony dużych piersi, więc jeśli potencjalna kandydatka takowe posiada, to duży, duży plus. Zdecydowanie piersi.

 

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

 

Dżakarta – raport z Indonezji


W dzisiejszym wpisie będzie o Indonezji, a dokładniej o jej stolicy – Dżakarcie. W kraju byłem zaledwie dwa i pół dnia, więc ani nie jestem ekspertem, ani nawet nie wiem co o nim myśleć Głównym powodem dla którego się tam udałem była rekomendacja znajomego Belga, który pracował w Dżakarcie przez 2 lata. Jak twierdził – spodoba ci się na pewno, imprezy lepsze niż w Bangkoku, dziewczyn  nie brakuje, są chętne do poznawania obcokrajowców jak Filipinki, konkurencji prawie brak, a ich muzułmańska dusza nie przeszkadza im w braniu drugów, czy waleniu się w dupę z nowo poznanym facetem. Innymi słowy, namówił mnie i niniejszym zdaje mój bardzo subiektywny raport.

Indonezja, Dżakarta

Indonezja, Dżakarta

Na lotnisku w Dżakarcie wylądowałem o godzinie 11 w nocy, po niespełna 4 godzinnym locie z Tajlandii. Na lotniku kupiłem kartę sim za z pakietem na internet (około 15$) i wskoczyłem w Blue Bird taxi. Taxówki w Dżakarcie bez problemu jeżdżą z licznikiem i są minimalnie droższe niż w Tajlandii – czyli dalej ekstremalnie tanie. Dżakarta podobno ma najgorsze korki na świecie, porównywalne do Manili – pewnie przez godzinę, ale na nasze trasie było zero ruchu na bardzo szerokich, wielopasmowych ulicach. Wyobrażałem sobie Dżakartę jako jakąś straszną dziurę, tymczasem miasto, podobnie do innych Azjatyckich stolic, ma masę naprawdę wysokich wieżowców i robi duże wrażenie. Do tego wcale nie było brudno, a liczba ludzi ubranych jak na porządnych muzułmanów przystało sięgała może 30%.

Akurat mój znajomy Belg również był w Dżakarcie wraz ze swoją Filipińską dziewczyną, więc chciałem spać w tym samym hotelu. Ponieważ Belg zarabia dużo pieniędzy, byłem przygotowany wykosztować się trochę na hotel, tymczasem New Memories cafe okazało się jakąś masakryczną ruderą za 10$, do której wstyd przyprowadzić dziewczynę. Faktycznie na dole była bardzo klimatowa knajpa z najtańszym piwem w mieście (3,50$) i miksem lokalnych z obcokrajowcami. Knajpa znajdowała się na Jalan Jaksa, czyli lokalnym odpowiedniku Bangkockiego „Khao San”, chociaż chyba ze 100 razy mniejsze. Właściwie porównywanie tego do Khao San jest śmieszne, bo na całej ulicy są może 4 bary i pare tanich hoteli.

Szybki browarek, check in, i czas ruszać w drogę. Jest już 1 w nocy. Obiecuję sobie, że jutro znajdę coś lepszego do spania, bo mi uciekną laski jak je przyprowadzę do tego pokoju. Pierwszy cel, oczywiście polecony przez Belga – klub Bats w piwnicy hotelu Shangri-la. Wejście do klubu 10,5 USD z jednym drinkiem w cenie (w środku małe piwo 7,5 USD). Już przy kupowaniu biletów jakaś dupeczka zawiesiła na mnie oko, ale chce szybko zobaczyć co się dzieje w środku, bo noc się zaraz skończy. Przy zejściu po schodach ta sama laska udwala, że nie może zejść po schodach w szpilkach i czy może mnie złapać za rękę. Wchodzimy do środka i ona daje mi swój voucher na drinka, żebym jej przyniósł jakieś martni. Patrzę ile dupeczek w środku, masakra, i wyglądają na takie które lubią „ten sport”, to znaczy wieszając się na kolesiach i nie wyglądają na wstydliwe. Miałem zgryza czy szukać lepszej, czy zostawać z tą która się do mnie przykleiła (dałbym jej 7 / 10, ale było trochę lepszych sztuk w środku). W końcu stwierdziłem, że zostaje z tą samą. Ona się non stop po mnie wieszała. Kupiłem po jeszcze jednym drinku dla nas i obserwuje co się dzieje. Przechodząca laska dała mi klapsa w dupe, inne się na mnie patrzą. Myślę sobie, o qrwa nowy raj na ziemi znalazłem. Dobra, nie ma co wydawać kasy na driny, pytam mojej czy idzie ze mną dalej do baru gdzie miałem spotkać się z Belgiem, na co ona bardzo niespodziewanie „ok, we can go, but… i want money”. Haha, kubeł zimnej wody na głowię, czyżbym był w klubie z dziwkami i stąd ich mega zainteresowanie???

Wsiadam w taryfę i jadę do Belga. On oczywiście przyznał, że Bats to taki odpowiednik Climax w Bangkoku, czyli klub z dziwkami. Bardzo mi się podobało tam w środku, ale trochę go zjebałem, bo jestem tylko jeden weekend w Dżakarcie i jak chce jakąś Indonezyjkę upolować to nie mam czasu bawić się z dziwkami. Polecił mi kilka innych klubów, ale tej nocy była już 4am, więc odpadłem. W pokoju okazało się, że nie ma wody w łazience, więc nie mogłem zmyć smrodu papierosów, których nienawidzę. Poszedłem spać brudny i śmierdzący, wstałem o 12 i…. dalej nie ma wody. Od razu ewakuacja do hotelu obok. Cena 20$ za hmm…. W innych krajach Azji za 20$ już można w miarę ok spać, tymczasem ten hotel nie był wart tych pieniędzy. Za to działa woda, klimatyzacja i nie było brudno. Nie chcąc tracić czasu na szukanie, zostaje w tym prze-cenowanym hotelu i idę szukać śniadania.

W Indonezji (przynajmniej w Dżakarcie) nie ma taniego żarcia jak w innych krajach Azji. To znaczy street food jest, ale kosztuje około 3$, za co w Tajlandii można już w tańszych restauracjach zjeść.

Tego dnia nie chciałem tracić czasu więc uderzam w internet. Miałem już ustawione z 5 randek z Date in Asia i z Tindera, ale ostatecznie skusiłem się na inną ustawioną randkę, której geneza była takowa: mam w Bangkoku znajomą z Dżakarty, jest bardzo fajna, szydzi z ludzi religijnych, lubi imprezować i uwielbia się ruchać. Jej problem jest natomiast, że jest zwyczajnie brzydka, więc ja jej nigdy nie dotykałem. Za to bez problemu mogłem jej się zapytać, czy ma w Indonezji więcej koleżanek które podobnie jak ona uwielbiają skakać na białym pytonie. Od razu dała mi kontakt do koleżanki i śmiejąc się, że ” sprzedała koleżankę jak  alfons”, mówi, że z tą na pewno będzie fajnie. Pisze do koleżanki z tekstem, „so, Misha says you are cool”. Po kilku minutach konwersacji mówię, że potrzebuje lokalnego przewodnika z którym można się czasem poprzytulać, na co ona od razu odpisuje: „you mean, you want to fuck me? you can be honest with me, I’m open minded”. Nie chciałem jej spłoszyć, więc mówię że zabiorę ją na drinki i zobaczymy jak się potoczy noc. Wyglądało na to, że mogłem od razu zaprosić do pokoju, ale wolałem nie ryzykować, bo pierwszej nocy był fail i wróciłem do hotelu sam.

Wieczorem wpada owa koleżanka o imieniu L. Idziemy na piwo i po może 2 butelkach ona kompletnie odpada i dosłownie zjeżdża z krzesła. Z rogu spogląda na nas dziwka która poprzedniej nocy próbowała mnie namówić przez 2 godziny na swoje usługi i miała takie ewidentne wkurwienie w oczach, że jej nie chciałem, a teraz w to samo miejsce z inną przyszedłem. Hehe. Anyhow, wykorzystuje sytuacje i zabieram ją do hotelu.

W środku już bez żadnych oporów od razu dupcing. Spodziewałem się, że będzie miała umiejętności gwiazdy filmów xxx, tym czasem ona nawet nie umiała porządnie rozłożyć nóg. Do tego dławiła się i krztusiła tak jakby nie lubiła smaku parówki, więc nawet nie skończyłem. Mówię jej, żeby sobie poszła spać, a ja dalej na miasto. Ogólnie słabe doświadczenie, to była moja pierwsza Indonezyjka!

Zaraz po wyjściu poznałem przystojnego Szwajcara z blond włosami i stwierdziłem, że będzie niezłym wingmenem, wygląda na takiego, który bez problemu będzie wyrywał laski, więc proponuję, żebyśmy pojeździli po mieście i zobaczyli co da się wyhaczyć. Miałem jeszcze tylko tą noc i następną, więc nie chciałem tracić czasu. Po drodze poznaliśmy jakąś lokalną laskę i Włocha który mieszka w Indonezji 10 lat. Ja i Szwajcar chcieliśmy jechać do jakiegoś porządnego klubu bez dziwek, Włoch na odwrót – w końcu ustaliliśmy, że wejdziemy na dzbanek piwa tam gdzie chce Włoch, a potem pojedziemy tam gdzie my. Wsiadamy w taxi i jedziemy do Blok M, jest to jedna z dzielnic czerwonych latarni w Dżakarcie, ale nic tam nie widzieliśmy oprócz tego jednego klubu, w którym chociaż nie było wejścia płatnego, to drinki kosztowało około 8$. Nazwy niestety nie pamiętam, ale zapewne nie ma w Blok M dużych klubów nocnych, poza tym jednym. W środku typowa dziwkarnia, laski się kleją i szukają klientów. Dużo bardziej ordynarnie niż w tym wczorajszym Bats w którym byłem. Oczywiście tak jak stawiałem, Szwajcar ma duże powodzenie, nie tylko u dziwek, ale i u naszej landrynki która się do nas przykleiła już na Jalan Jaksa i jeździ z nami wszędzie.

Wyskakujemy z Blok M i jedziemy do X2 club, który ma być klubem na poziomie. Włoch odpada bo nie chciał płacić wejściówki koło 15$. Jesteśmy w 3, ja, Szwajcar i ta Indonezyjka która szuka białego bolca na noc. Ja wyskakuje z kasy, Szwajcar rzuca drugie 15$, a laska nic i mówi, żeby za nią zapłacić. Oj, nie, nie, ja nie z takich 🙂 Mówię do niej „jak zrobisz loda Szwajcarowi, to na pewno ci kupi bilet”, ona mówi od razu „ok”, zadowolona, on też zadowolony. Każdy szczęśliwy, qrwa jak ja łatwo problemy rozwiązuje. W środku dobra impreza, widać, że zupełnie inny sort ludzi. Było parę klejących się lasek, ale ZDECYDOWANIE mniej, tańczyłem może z 4, z jedną się przylizałem i to by było na tyle przygód. Zamknęli nam klub, więc trzeba było wracać. Dużej straty nie było dla mnie, bo a) tego dnia już bzykałem, b) miałem zajęty pokój, w którym dalej śpi moja księżniczka która się za bardzo nie umie ruchać.

Rano postanowiłem pozwiedzać miasto i wykorzystać przewodnika którego miałem w pokoju. Byliśmy w meczecie, w parku, w starym porcie i jakieś centra handlowe, markety, etc. Nie ma co się rozpisywać, to nie jest blog podróżniczy. Ja jeżdżę po świecie i robię inspekcje lokalnych dziewczyn, zabytki są mało ważne 🙂

Wieczorem chciałem się już pozbyć L., bo jako że była to moja ostatnia noc, to fajnie byłoby jeszcze dupnąć coś nowego przed powrotem. Pytam się więc, czy mogę ją już zostawić, bo umówiłem się ze Szwajcarem, na co ona, że „naprawdę już się rozstajemy?” – trochę rozczarowana – „a mogłabym wsiąść u ciebie prysznic jeszcze?”. Mysię sobie trochę dziwne – prysznica nie ma w domu, czy jak? Ale jako że mam dobre serduszko, to jej pozwoliłem.

W hotelu widzę, że ona się nie śpieszy pod ten prysznic. W końcu prawie na siłę ja wywaliłem pod shower i nie miała już wymówek, żeby zostać, więc… zaczęła mi walić gałę jak rozmawiałem o biznesach przez telefon. W przeciwieństwie do wczorajszego dymanka, tutaj się postarała i odwaliła zajebistą 20-minutową robotę. Na koniec zażyczyła sobie, abym odwdzięczył się tym samym, ale że mi się czas kroczył, to mówię, żebyśmy się zbierali. Widzę, że ona nie bierze swoich rzeczy, eeeee. Nie wracasz do domu? – pytam. Nie, idę z tobą na imprezę.

No chyba nie bardzo 🙂 Mówię jej, że idę ze Szwajcarem na „guy’s night out”, i dziewczyny  w naszej ekipie to tak nie za bardzo. Na co ona mówi, OK, to ja tu poczekam na ciebie w hotelu.

Tu już mnie naprawdę brał wkurw bo ile razy można sugerować, żeby sobie już poszła. Powiedziałem jej wprost, że wolałbym aby już wróciła do domu. Jestem wdzięczny za ruchanie i pokazanie mi miasta, ale nie chciałem mieć dziewczyny z którą teraz mieszkam. Laska w końcu zczaiła o co chodzi i wsadziłem ją w taxi. Jeszcze nie pojechała 5 minut, a już pisze, że zapomniała klapki w moim pokoju. Taaa, jasne, napisałem, że klapki będą czekać w recepcji, bo przykleiła się jak na super glue i nie dało się jej wysłać z porotem.

Szwajcar gdzieś przepadł, to znaczy ruchał jakąś laskę i nie wychodził do późna, a że akurat był w Dżakarcie jeden z członków forum Azja Po Zmroku, to spotkaliśmy się na piwo. Członek nie byle jaki. bo ten który twierdził, że na Khao San, ciężko wyrwać laskę 🙂 Trochę zrobiliśmy piwerek na Jalan Jaksa i się poznało nowe dziewczyny. Jedna się trochę na mnie wkręciła i mówi, że chce iść ze mną do klubu. Tak dla jaj chciałem zobaczyć, czy można ją od razu ściągać na hotel, więc się pytam, czy nie woli do mnie do pokoju. Ona mówi, że tak. Potwierdzam, że nie szukam seksu za kasę i laska mówi, że rozumie, nie jest dziwką, tylko chce ze mną spędzić czas. Wszystko na oczach kolegi  który jeszcze kilka tygodni temu pisał na forum, że Azjatki się nie ruchają na lewo i prawo 😉 Gościówa nie była taka zła, chociaż trochę stara jak na mój gust (stawiam na 33 – 35), ale ostatecznie wybieram wyjście do klubu, bo przed chwilą i tak mi zrobiła pałę poprzednia koleżanka, a to moja ostatnia noc i chciałbym zobaczyć co się dzieje w mieście.

W końcu dochodzi do nas Szwajcar i ruszamy do klubu Illigals. Znowu ponad 10$ za wejście. Ogólnie nie spodobało mi się tutaj. Sami faceci, śmierdziało testosteronem :/ A dlaczego sami faceci? Bo DJka ma na oko 21 lat i WIELKIE sylikonowe cycki na którym nie ma ani koszulki, ani stanika. Tak, tak, nie żartuje. Takich numerów nie ma nawet w Tajlandii, żeby mega zajebista DJka, 10 / 10,  grała muzykę z cycami na wierzchu. Fajny muzułmański kraj, lol. Próbowałem zrobić kilka fotek, ale ochrona mnie szybko spacyfikowała. Zrobiłem kilka podejść do lasek w klubie, ale rozmowy zazwyczaj schodziły na temat „czy masz jakieś narkotyki”, lol. Jak tylko słyszę takie teksty to uciekam, bo raz już byłem w więzieniu w Singapurze i nie planuje powtarzać. Tej nocy nie wyrwałem nic nowego i wróciłem do hotel. Następnego dnia o 1pm miałem już lot do Bangkoku…

Czy podobało mi się w Indonezji? Bardzo! Co myślę o Dżakarcie? Nie wiem. Nie wiem nawet czy łatwo wyrwać laskę, bo zdążyłem zrobić tylko jedną. Wiem natomiast, że na pewno trzeba wrócić!

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Zawiła historia o B. – najbardziej seksowna i jebnięta Tajka z jaką się spotykałem (część 1)


Intro

Dzisiaj opowiem wam o najbardziej groteskowej Tajce jaką miałem okazję poznać. Nie wiem jak określić nasze relacje, albowiem w języku polskim brak odpowiedniego słowa. Po tajsku można po prostu powiedzieć กิ๊ก i wszystko jest jasne. Innymi słowy, chociaż ruchaliśmy się prawie przez 8 miesięcy spędzając ze sobą kilka dni w tygodniu, nigdy nie uważaliśmy się za coś więcej niż znajomych. I jeszcze słowem wyjaśnienia – dlaczego umawiam się z tak tępą laską i torturowałem się jej debilnym zachowaniem, bezmyślnymi decyzjami i kapryśnym humorem. Ano odpowiedź jest bardzo prozaiczna: cycki wielkie jak melony, brzuch płaski jak arabski dywan, proporcje pupy do reszty ciała również idealne jakby zrobione z przyłożeniem linijki. Ona była po prostu niesamowicie seksowną 19stolatką i tak strasznie mnie kręciła, że jest to nieporównywalne z innymi laskami.

B., Tajka, Tajlandia, Bangkok dziewczyny

B. we własnej osobie

Genesis

Sporo randomowych osób dodaje mnie na Facebooku. Nie jestem jakiś bardzo wybredny jeśli chodzi o to kogo przyjmuję. Nie potwierdzam osób z jawnie fake’owym kontem, zdjęciem profilowym na którym znajduje jakiś kurwa kot, albo samochód, małą ilością znajomych, etc. Za to w przypadku Azjatek,  patrzę na ich atrybuty zewnętrzne oraz lokalizację. I tak np, jeśli wybieram się do Indonezji, a dodaje mnie w miarę fajna laska z Jakarty, to przyjmuję ją bez wahania. I w ten właśnie sposób dodała mnie B.

Pierwsza randka

B. mieszkała na wsi w sercu Issanu, w prowincji której nazwy nie będę podawał. Po około roku przeprowadziła się do Bangkoku. Sam fakt jej nagłego pojawienia się w stolicy nie byłby wystarczającym powodem ażeby skłonić mnie do wysłania jej wiadomości, za to zbieg okoliczności sprowadził nas na wspólną drogę. Ano siłownia do której byłem zapisany, akurat miała promocję i mogłem przyprowadzić jedną osobę na trening Muay Thai za darmo. Z kole na FB B. widniał taki oto wpis: „gdzie w Bangkoku mogę zapisać się na Muay Thai, kto chce ze mną iść?”. Kilka dni później byliśmy razem kopać i boksować i od tego się zaczęło. B. była ubrana niby na sportowo, ale naprawę każdemu na siłowni było ciężko skoncentrować się, żeby non stop nie gapić się jej na wszystkie części ciała. To nie, że po prostu fajne cycki w obcisły, ubraniu, ona na serio ma idealnie proporcje wszystkiego. Do dzisiaj pamiętam prąd napływający do ptaka na sam jej widok… Zbiegiem okoliczności okazało się, że B. jest również moją sąsiadką, mieszka dosłownie 2 uliczki w dół, czyli 5 minut jazdy motorem. Po treningu spędziliśmy wspólnie noc. Nie chodzi tu o jej umiejętności w łóżku, bo w tej sferze była akurat raczej egoistyczna i nic specjalnego sobą nie prezentuje. Za to było to prawdopodobnie najlepsze nagie ciało w jakie miałem przyjemność wchodzić w całym moim życiu.

Trzecia randka

Od zawsze wiedziałem, że B. jest, hmm, jebnięta, to chyba najlepsze słowo. Za długo mieszkam w Tajlandii, aby mieć dobrą opinię o Tajce która tak się ubiera i zachowuje, za dobrze znam ten typ. Lubi się rżnąć na lewo i prawo i nie mnie to oceniać, ja również jestem męską dziwką. Już na trzeciej randce pokazując mi jakieś zdjęcia w Iphonie, „przypadkowo” wyskoczyło zdjęcie z basenu z jakimś kolesiem. Po kolejności fotek wiedziałem, że jest zrobione po naszej randce Muay Thai. Ale czym się przejmować, niespodzianki tutaj akurat nie było. Są za to wielkie cycki i mega radość z seksu. I tak btw, chociaż wyglądało to jakoby ona specjalnie pokazała mi zdjęcie z innym kolesiem, to był to przypadek. Tak, ona naprawdę była tak głupia, że przypadkowo pokazała mi za dużo. Udałem, że nic nie widzę.

Tydzień później

Fajnie mnie sprzedał ochroniarz. B. zapytała się go, czy rucham inne laski, na co on, chociaż nie powiedział, że tak, to zaczął się śmiać jak debil i nawet pomimo tego, że B. była wyjątkowo nierozgarnięta, to ta reakcja była tak oczywista, że B. zaczęła robić sceny zazdrości. Pewnie się zastanawiacie dlaczego, skoro sama ruchała się z innymi. To jest typowo tajskie podejście. One mogą robić wszystko, ale od faceta wymagają, że będzie się zachowywał jak należy. Jakie sobie do tego dorabiają wymówki, to już różnie bywa… W mieszkaniu B. oznajmia, że mam jej natychmiast dać telefon i pokazać rozmowy na FB i Line. Mówię, żeby się jebała, na co ona blokuje mnie na wszystkich aplikacjach. Myślę sobie, no ok, czas zakończyć tą komedię i ją wyjebać. Mówię jej więc, że ma wypierdalać i niech nigdy nie wraca. Ona myślała, że ją odwiozę do domu jak dżentelmen, bo ciemno, późno w nocy, etc. Ale się przeliczyła, wyrzucam ją za to, że się zachowują jak małpa i jeszcze ją mam zawieźć do domu…? Ehh, nie sądzę.

2 tygodnie później

Po tygodniu milczenia B. jak gdyby nigdy nic dzwoni i pyta czy pójdę z nią coś zjeść. Idziemy na zupę noodlową, po czym znowu lądujemy u mnie w mieszkaniu. Przyznam, że mam kurwa do niej słabość i tęskniłem za tym ciałem, choć przybywanie z nią jest po protu męczące. Ściągam z niej majtki, a tu nagle… „a kupisz mi buty za 1500 batów?”. Mówię jej, że jak jest dziwką, to niech spierdala na Sukumvith szukać klienta, ale do mnie bez takich tekstów. Obracam się wkurwiony na drugi bok, na co B. zaczyna się do mnie dobierać i twierdzi, że przecież „żartowałam”. Taaa, na pewno.

3 tygodnie później

B. zaczyna rozmawiać z jakimś kolesiem przez telefon, teksty typu „I miss you”, etc.. Hmmm. Mogę tolerować, że rucha się z innymi, z tym nie mam problemu, bo sam nie zmierzam ograniczać się tylko do niej, ale rozmawianie przy mnie z jakimś kolesiem, to brak szacunku którego nie mogę zaakceptować. Mówię, że ma się wynosić, ona nie słucha, dochodzi do szarpaniny. Wyrzucam ją na siłę, ponownie myślę, że to już koniec naszej znajomości.

Miesiąc później

B. oświadcza, że mnie kocha i płacze przez telefon, że jej życie jest do dupy i musi mnie zobaczyć. Nie wiem na czym ta miłość ma polegać, ale trochę wymusiła na mnie, żebym jej powiedział to samo. Dzień później przychodzi i wyciąga z torebki tabletkę „24 po”. Pewnie normalna osoba by się nawet nie kapnęła co to jest, ale że kupowałem już w Tajlandii kilka razy, to rozpoznaje po samym opakowaniu. Pytam się grzecznie, czy ją pierdoliło, żeby pokazywać tak dosadnie, że jakiś facet się w nią spuścił, na co ona „nienawidzę go, co za chuj, jak on się mógł we mnie spuścić” i pokazuje mi zdjęcie jakiegoś kolesia z idealnym 6packiem i prężnymi bickami, krzycząc, ze to „ten chuj mi to zrobił”.

2 miesiące później

Pewnie się zastanawiacie dlaczego dalej się z nią spotykałem? Ano była ona dla mnie czymś w rodzaju dmuchanej lalki do ruchania, w ciele prawdziwego człowieka. I po pewnym czasie zacząłem ją tak traktować. Kiedy ją chciałem, po prostu mocno ciągnąłem ją za włosy, zrywałem z niej majtki i brałem ją na siłę. A im bardziej ją szarpałem i traktowałem jak szmatę, tym bardziej ją to kręciło. Kiedyś sama nawet powiedziała, że specjalnie będzie stawiać jak największy opór, bo niesamowicie ją podnieca kiedy ją biorę brutalnie i na siłę. W efekcie na cyckach i dupie miała siniaki, w talii odciski moich palców, a ja non stop odczuwałem ból w stawach w łokci – efekt długiego siłowania się z B., bez uprzedniej rozgrzewki.

3 miesiące później

B. oznajmia, że jej marzeniem jest trójkąt z jeszcze jednym facetem. Warunek, musi mieć 6pack i duże mięśnie. Jakoś nieszczególnie mi odpowiadał ten pomysł, więc się z niego wykręcałem… Efekt? Po kilku dniach B. ze szczerością do bólu oznajmiła, ze spoko, już miała trójkąt beze mnie, więc nie muszę szukać kolegi. Aha, fajnie. Na pytanie w jakim celu zdradza mi szczegóły swojego życia seksualnego, odpowiedziała, że przecież jesteśmy przyjaciółmi, a przyjaciele mówią sobie wszystko. Hehe, no ok,

Nasz wspaniały układ, chociaż z dwu miesięczną przerwą ciągnął się jeszcze przez następne pół roku, ale o tym następnym razem. Gwoli ścisłości, tak jak ona pruła się na lewo i prawo, ja robiłem to samo i dobrze mi z tym było. Wszyscy znajomi, którzy gdzieś tam widywali mnie z B., zawsze gratulowali mi takiej „zdobyczy”, ale gdyby wiedzieli chociaż w połowie, jak straszna i ciężka do zniesienia jest to osoba, to wątpię, ażeby ciągnęli ten układ tak długo jak ja. Mimo wszystko jest ona dla mnie pozytywnym wspomnieniem. Dlaczego przestaliśmy się spotykać wyjaśnię następnym razem, ale dzisiaj podpowiem, że chodziło o mega drobnostkę. Chociaż obydwoje akceptowaliśmy, że ruchamy się z innymi, nie mogliśmy dojść do porozumienia w kwestii palenia papierosów – nie pozwalałem jej przy mnie palić i o taką głupotę przestaliśmy się spotykać. W każdej chwili mógłbym do niej zadzwonić i się umówić na kolejne spotkanie, ale… dale pali papierosy, a ja już nie mam tyle cierpliwości 🙂

To be continued / dalsza część wkrótce ,,,

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

 

 

Raport z Filipin, dzień 9 – 21, Cebu, Boracay, Mindoro, Manila


Minął już prawie miesiąc odkąd zakończyłem 3 tygodniowy pobyt na Filipinach, a tym czasem relacja nieskończona, a ja mam już nawet bilety do Manili na następny Filipiński wojaż (tutaj big shoutout dla czytelnika A., który zasponsorował bilet abyśmy wspólnie mogli zabalować na wyspie Luzon).

No cóż, wiele się na Filipinach działo. Chciałbym jednak zakończyć opisywanie pierwszego wyjazdu jak najszybciej, abym „na świeżo” opisać mógł kolejny (czyli pierwszy weekend czerwca 2017).  Skupię się zatem na najważniejszych wydarzeniach, z trochę mniejsza ilością detali.

Filipiny, plaża, dupeczki, Boracay

Filipiny, plaża, dupeczki, wyspa Boracay

Dzień 9 (Cebu). Tego dnia byliśmy już naprawdę na granicy wytrzymałości. Razem z imprezami w Bangkoku, to już 10 dzień z rzędu ciężkich libacji. Na moim ciele i twarzy zaczęły wyskakiwać dziwne pryszcze, całe ciało ogarnęło dziwne przemęczanie, wtroba ewidentnie nie wyrabiała. Do tego nici z naszych planów „codziennego biegania i siłowni”, w praktyce po prostu pijemy, ruchamy i śpimy, a jak już się obudzimy następnego dnia o 16, to okazuje się, że znowu jest za późno na cośkolwiek innego niż imprezowanie. Dlatego też, tego dnia postanowiłem umówić się z jakąś Filipinką w hotelu i zwyczajnie się zchillować, bezalkoholowo. Moja Filipinka z dnia poprzedniego cały czas pisała abyśmy się spotkali… w klubie nocnym, z czego zrezygnowałem z powodu opisanego powyżej. W zamian zalogowałem się na portal randkowy i próbowałem ustawić spotkanie prosto w hotelu.

Wynająłem nawet osobny hotel, ponieważ dnia poprzedniego, w naszym mieszkaniu z Airbnb, laski nie za bardzo chciały się ruchać na jednym łóżku. Poklikałem z 30 minut i miałem już ustawioną filipinkę na „oglądanie filmu w hotelu”.  Zażyczyła sobie jednak aby ją odebrać z Ayala Center, czyli shopping mallu. Pojechaliśmy tam wraz z Marcinem i ona w taxi z powrotem wymyśliła abyśmy napili się drnika na Mango Square. Za bardzo nam to nie pasowało (chcieliśmy dzień przerwy od alkoholu), ale że Marcin nie miał jeszcze żadnej laski, to pojechaliśmy pooglądać, co tam się kręci.

Siadamy przy stoliku, na zewnątrz jakiegoś klubu, zamówiliśmy piwka, a tu taka sytuacja. „Moja” Filipinka wyskoczyła z krzesła ni z dupy, ni z pietruchy i bez słowa uciekła. Zaczęliśmy się strasznie śmiać, bo jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło, żeby laska mnie tak arogancko olała, ale przynajmniej było śmiesznie. Marcin się ze mnie szydził strasznie, aż moja agentka przysłała mi maila z wyjaśnieniem dlaczego się tak zachowała.

Z pierwszej wiadomości, która miała 10 linijek, bez żadnej interpunkcji (nawet jednej kropki, o przecinku nie wspominając), napisanej w chujowym angielskim (tak, sporo filipińczyków mówi źle, niegramatycznym, bardzo uproszczonym angielskim) nie wynikało kompletnie nic. Chciałem zrobić print screen i tutaj wkleić, ale niestety pośród setek wiadomości którymi bombardowały mnie fifki, gdzieś ta rozmowa umknęła. Odpisałem jej coś w stylu „przestań bełkotać i skleć poprawie chociaż 2 zdania, bo nic nie rozumiem”. W drugiej wiadomości chyba się bardziej postarała, bo można było już odczytać, że to wszystko wina Marcina. Jak zawinił? Mordą! 😀 Właśnie tak, dokładnie ten Marcin który zawsze przyciąga wszystkie Azjatki wyglądem, tutaj podobno miał minę, jakoby był torturowany w obecności moje filipinki i tak jej to przeszkadzało, że uciekła bez słowa. Haha. I wszystko jasne!

Napisałem jej, żeby w takim razie wpadła bezpośrednio na hotel, w którym Marcina nie ma. Zgodziła się pod warunkiem, że zapłacę za taxi. Jakoś przyjmę na klatę ten wydatek 100 peso, czyli 8 zł 😀 Po godzinie zjawiła się w hotelu. Po drodze kupiłem jej jakieś chipsy i colę z 7/11. Po wejściu do hotelu, jej pierwsze reakcja to skwaszona mina i „ja pierdole, gdzie ty masz telewizor i co to za hotel”. Hotel był faktyczne chujowy bo i tak mieliśmy już wynajęte mieszkanie, więc brałem najtańszy jaki był, w którym jest łóżko do ruchania. A telewizor? Nawet nie wiem jak to pudło się załącza, nie używam, a nawet uważam, że ten wynalazek ogłupia. Okazało się jednak, że zaprosiłem ja „na film”, a nie ma na czym oglądać (laptopa zostawiłem w mieszkaniu). Próbuje się do niej dobierać, ale stawia spory opór, jest wkurzona, że ją „okłamałem”, bo miał być film. Mówię, że wcale nie kłamałem, wyciągam Iphona i wpisałem w YouTube „full movie”. Załączając pierwszą pozycję. Filmu nie oglądaliśmy ani minuty, bo jak już coś leciało to się bez problemu dała wyruchać (bez filmu stawiała za to opór, w piewszej minucie filmu bez problemu, lol).

W łóżku ją trochę „zniszczyłem”. Bo widzicie, ja lubię laski brać na ostro, czyli za włosy, cycka ścisnąć tak mocno, że zostają ślady, ugryźć w szyje, jebnąć mocnego plaska w dupę i generalnie robić z nimi wszystko co mi się podoba. Jak się skończyliśmy grzmocić, to ona do mnie: „ej, mam takie pytanie… ale trochę się wstydzę… ty… ty tak z każdą dziewczyną, czy tylko ze mną„. Ale o co chodzi :D, „no, jeszcze nigdy nikt tak ze mną tego nie robił„. A co, za ostro? To sorry, czasami się może za bardzo zapędzam. „Nie, nie nie, przeciwnie, było tak fajnie, że doszłam :D”.

Dzień 10 (Boracay). Tego dnia mieliśmy jechać na wyspę Bohol, a potem dalej na Siquijor do Damiana z Ucieczka Do Raju. Jak się jednak okazało, na Boholu jest aktualnie konkretna jadka, po tym jak islamscy terroryści zapuścili się na wyspę, prezydent Duterte, który znany jest z tego, że nic się nie pierdoli tylko robi porządek nawet jeśli oznacza to uliczne egzekucje strzałem w głowę, wysłał wojsko na wyspę, aby wystrzelać muzułmańską szarańcze. Szybkie zweryfikowanie w internecie potwierdziło zasłyszane informacje o Boholu, stąd nagła zmiana planu w ostatniej minucie – lecimy na Boracay.

Po krótkim locie jesteśmy na miejscu. Nie będę się tu rozpisywał o pięknach wyspy. Powiem tylko, że bardziej zajebistej plaży w życiu nie widziałem, a tak niebieskiej i przejrzystej wody nie ma nigdzie w Tajlandii. Sam Boracay to taka turystyczna sieczka jak np. Phuket, czy Bali. Zdecydowanie trudniej było znaleźć tu jakieś normalne laski (nie dziwki) z powodu zwiększonej „konkurencji”. Nie zrozumcie źle – dalej było łatwo, tylko porównując do reszty Filipin, była zdecydowana różnica. Np w Cebu wystarczyło się przejść po shopping mallu i laski dawały sygnały, że można do nich zagadać (do Marcina czasami pierwsze zagadywały – ah, mieć taką niebiańską mordę ). Na Boracay sam fakt bycia białym nie miał już tak dużego efektu, bo jest tam od chuja innych białych. Ale jak już wspominałem, przeciętny John z USA, lub Okar ze Szwecji na wakacjach, to nie jest konkurencja.

Druga obserwacja – ceny na Boracay zdecydowanie wyższe, zwłaszcza hotele, praktycznie nie ma nic taniego, same opcje z tych droższych. Na Airbnb też początkowo nic nie znaleźliśmy.

Tej nocy Marcin szalał na imprezie, a ja dalej czułem się źle po tylu dniach melanżowania. Zostawiłem go w klubie Epic (najlepszy klub jaki tam znaleźliśmy) i po drodze do domu, jakoś z dupy zagadałem do pijanej laski. W pierwszej minucie pytam, czy chce iść ze mą do hotelu i ona się zgadza. Tutaj przypomnę – każda laska która zgadza się iść do hotelu z facetem którego poznała minute temu jest albo złodziejem, albo dziwką. Ale że jestem znany z robienia głupich rzeczy, a ona miała fajne cycki, to postanowiłem najpierw poruchać, potem się zastanawiać co będzie 😀

W pokoju ją grzmociłem najpierw pod prysznicem, potem na łóżku. Jak skończyliśmy, powiedziała, że idzie z powrotem na plaże dalej imprezować. Aha, czyli albo już coś zajebała, albo będzie „daj mi kasę”. Okazało się, że wyszło na to drugie. Zazwyczaj w takiej sytuacji dosyć mocno się wkurwiam, nie lubię krypto dziwek które przyznają się po fakcie, ale tutaj akurat podejrzewałem od początku, więc nie było zaskoczenia. Zawsze w takiej sytuacji mówię: „ale co, to ty jesteś PROSTYTUTKĄ?!” i laskom się robi głupio i coś ściemniają, że nieee, nie, nieeee, ale daj kase bo coś tam. Ta moja powiedziała „nieee, nie, nie, ja to nie dziwka, ale tu drogie pokoje, pomóż mi zapłacić, taka byłam miła, dałam się wyruchać”. Pytam się po ile jej pokój. 1500 peso. W ile osób tam śpicie? 3. Aha, czyli 1500 na 3 osoby to 500 i na taxi 100. Ok. Daje jej 600 peso i jej to odpowiada. Sobie obiecuje jak zwykle, że nigdy nie będę zabierał ze sobą lasek które są gotowe na ruchanie po chwilce znajomości, bo to się zawsze źle kończy.  Anyway, nasz pobyt miał 21 dni, w sumie grzmotnąłem około 10 Filipinek i to była jedyna która zapytała się o pieniądze, więc nie jest źle.

Jak tylko moja Filipinka wyszła, wrócił Marcin z jakąś poznaną z klubu i… spali całą noc i się NIE ruchali. Pytam rano dlaczego, a on na to, że nie chciała. Facepalm. Wiadomo, że laski muszą poudawać trudne, nie można się tak poddawać za pierwszym razem, bo pewnie nawet ona się zdziwiła, że po jednym NIE, on to olał i poszedł spać, haha.

Następne dni robiliśmy chillout na plaży, jakieś nurkowanie, rejs po okolicznych wysepkach, etc. Minęło kilka dni przez które odpoczywałem, bo naprawdę mi się nie chciało wychodzić już na imprezy.

Filipiny, Boracay

Filipiny, Boracay

Po 3, lub 4 dniu na Boracay wróciłem do klubu Epic i tam taka śmieszna sytuacja. Kupiłem sobie piwerko i tak się kręcę po klubie sam. Podchodzi do mnie jakiś łysy sterydowiec z Dani i mówi „mam dla ciebie radę, musisz przestać wyglądać jakbyś polował, bo żadnej laski nie znajdziesz tak”. Patrzę na niego i myślę, ja pierdole co za idiota, nie ma to jak jakiś turysta który mnie będzie uczył podrywu w Azji. Mówię mu „dzięki za radę” i się obracam, żeby mi nie pierdolił jakiś smutów, bo to pewnie jeden z tych typów, co myśli, że trzeba płacić za seks, albo obsypywać laski prezentami, a ten dalej coś próbuje do mnie gadać. Odchodzę metr od niego, a tu taka sytuacja – on był z kilkoma filipinkami (założę się że go doiły na kasę), jedna z nich myślała, że jestem jego kolegą, bo w końcu razem gadamy i stuka się ze mną szklanką. Od razu zagaduje – pytam jak się nazywa, etc. Duńczyk na maxa wkurwiony i mówi do mnie „ej odpierdol się od mojej dziewczyny, czy ty jesteś taki zdesperowany, żeby się do mojej dziewczyny dopierdalać?”. Pytam się tej filipinki czy to jej chłopak, ona mówi, że nie. Więc biorę ją za rękę i idziemy tańce (godowe :P) . Duńczyk ją łapie za drugą rękę i krzyczy, że ona ma mnie zostawić. Powiedziałem jej, że nie musi słuchać tego gościa i możemy razem potańczyć po drugiej stronie klubu. Odsunęliśmy się tak jak planowałem i ona mnie przeprasza, bo to jakiś nadopiekuńczy kolega który przyjeżdża na Filipiny co 6 miesięcy i dzisiaj z ich stolika już niejednego faceta przegonił jak zagadywali do jego stada łani. Przez następną godzinę kilkakrotnie próbował nas rozdzielać, co za debil. Dopiero jak zobaczył, że już się z nią przylizałem to się poddał. Oczywiście na koniec jej powiedział, że nie chce jej znać i ma się do niego nie odzywać. Cała sytuacja komiczna, bo zraz po tym jak twierdził, że „żadnej laski nie uda mi się poderwać”, jego koleżanka sama do mnie zagadała i jeszcze go olała, żeby ze mną zostać.

O 6 rano zaczęło wschodzić słońce. Pomyślałem, że większa szansa na ruchnięcie, jeśli wyjdziemy z klubu na plaże i zrobimy akcje romantic fantastic – wchód słońca na tropikalnej plaży, drinki, biały piasek, niebieska przejrzysta woda i przytulanie. Oczywiście warunki sprzyjały i po plaży jedziemy na hotel.

Ah, zapomniałem dodać, że tej nocy ktoś mi podpierdolił Iphonea z kieszeni. Niby tylko telefon, ale miałem tam nagrane z 40 minut filmów które miały iść na YouTube z miejsc które są drogie do powtórzenia (rejs yachtem, kolacja w Sky Barze, etc), więc trochę się wkurwiłem. Na szczęście Samsungi na Boracay są tanie, więc kupiłem jakiś starszy model następnego dnia.

Z plaży pojechałem z tą Filipinką na hotel i pod prysznicem się do niej dobieram, na co ona, że NIE, bo za krótko się znamy (dokładnie to samo co tamta Marcinowa powiedziała – i też pod prysznicem, haha). Ja mojej powiedziałem, OK, NO PROBLEMO, wziąłem ją na łóżku w rękach i ruchnąłem ją jak Marcin był w pokoju, na łóżku obok. Aha, czyli taka cnotka, znamy się za krótko, ale jednak nie wstydzi się walić koło obcego faceta z którym nie zamieniła nawet słowa. To jest właśnie to o czym mówiłem – laski udają trudne, ale to nie znaczy, że nie chcą się ruchać. To jest tylko gra cierpliwości – albo ona będzie udawała trudną tak długo, aż ci się odechce, albo ty będziesz próbował tak długo aż ona się złamie i poczuje, że już wystarczająco długo udawała. Przecież jak laska idzie z facetem do hotelu, to na pewno wie, że tam nie będzie samego przytulania, nawet jeśli tak się umawia z facetem (well, ja im zawsze tak obiecuje :D).

Na Boracay spotykałem się głównie z tą laskę. Powód? Ona miała prace, czyli nie mogła codziennie imprezować, a mnie się już po prostu nie chciało pić i tańcować. W sumie chyba z 5 razy się z nią spotkałem. W między czasie zmieniliśmy hotel na mieszkanie z Airbnb na samej plaży u było zajebiście 🙂

Na Boracay puknąłem jeszcze jedną laskę z Tindera, której zdjęciem się nie będę chwalił. Powiem tylko tak – nie przyprowadziłbym jej na mieszkanie, bo nie była najpiękniejsza, ale niestety bycie samcem wiąże się z nieustanną produkcją płynów które trzeba na bieżąco spuszczać, bo inaczej się wariuje 😀 Spoko koni i dziwek na Tinderze, niezbyt wygodnie się łowiło.

Któregoś dnia, na Boracay przyjechała ta pierwsza laska z Cebu którą puknąłem (opisana w poprzedniej części). Dzwoni do mnie i pyta się kiedy się z nią spotkam. Mówię, że spoko, możemy iść, akurat miała hotel pare kilometrów od nas. Spotkaliśmy się przy plaży i ona twierdzi, że ma pokój z „my friend from Sweden, but I want you to come anyway”. Nie wiem o co jej chodziło, myślała chyba, że niby głupio mi będzie ją ruchać przy jakimś Szweckim wikingu? No to się pomyliła, to by wcale nie była dla mnie przeszkoda 🙂 Po wejściu do jej hotelu okazało się, że jest tam z jakąś koleżanką i to wcale nie szwedzką, a lokalną. Koleżanka sama wyszła, nie wiem czy sama z siebie, żeby dać nam się poruchać, czy tamta ją prosiła. Próbuje więc od razu z mojej ściągać bikini, ale nie „bo zaraz koleżanka wróci”. Siedzimy więc na łóżku i się przytulamy przy jakimś programie w TV dla debili. W końcu wraca koleżanka po 10 minutach. Na to moja dupeczka ją wyrzuciła i mówi „my friend wants to come back already, let’s fuck quickly”. No i namówiła 🙂 Po skończonej robocie, zaczęła mi robić jakieś sceny zazdrości bo widziała, że na FB jakaś Tajka do mnie napisała. Pyta się czy ją rucham, mówię, że tak, bo po co mam kłamać jakiejś przypadkowej dupeczce, która prawdopodobnie jest zresztą dziwką (tak twierdziła jej koleżanka w Cebu). W pokoju wieli dramat, że jestem złym facetem, mam inne, etc. Bez słowa wyszedłem z jej hotelu, bo po co mi ten dramat. Najważniejsze, że dała się wyruchać. Ona jest jedną z tych które zajebiście wyglądają, ale są tak wkurwiające, że nie da się z nimi wysiedzieć dłużej niż godzinę.

Dzień 17 – zdupiamy powoli z powrotem do Manili, bo mamy samolot powrotny do Tajlandii 5 dni później. Nie chcieliśmy lecieć samolotem do Manili, żeby zobaczyć jakąś mniej komercyjną wyspę. Padło na Mindoro. Po długim promie, długiej jeździe busem i potem 50 km taxówką dojechaliśmy do polecanej nam miejscowości która okazała się jakimś centrum nurkowo – dziwkowym. Masakra, przez całą noc nie znaleźliśmy żadnych normalnych lasek, same dziwki. Mieliśmy tu zostać pare dni, ale stwierdziliśmy, że lepiej będzie jechać prosto do Manili, bo tam w stolicy zapowiadało się naprawdę dobrze z laseczkami.

Dzień 19 – 21, Manila. Wiecie jak każdy napierdala, że Manila to syf, zanieczyszczenia i w ogóle nic ciekawego? Z całego wyjazdu najbardziej nam się podobało właśnie w Manili. Zajebiste imprezy (no z cenami europejskim czasami przesadzali, np 1000 peso/ 80zl wjazd do klubu). Lasek na aplikacjach tysiące, na imprezach w Makati dużo białych, ale też masa lasek, nawet Marcin wyrwał bardzo fajną dupeczkę (albo raczej ona jego, bo do niego non stop same Filipinki podchodziły). Pierwszą noc imprezowaliśmy w Valkyrie (1000 peso za wejście), a drugą w Royal (500 peso za wjazd). Same drinki w środku już były cenowo ok, chociaż najdrożej na Filipinach. Traffic w Manili jest najgorszy jaki widziałem w całym życiu, w godzinach szczytu pojazdy poruszają się 6km na godzinę.

W Manili miałem ustawioną masę randek z Date In Asia, ale olałem je wszystkie na rzecz Filipinki o której już pisałem na samym początku, w pierwszej relacji. Ta która przyjechała aż z Manili do Angeles, żeby się ze mną spotkać. Ja generalnie odczuwam pociąg do dziewczyn ze względu na cechy ich wyglądu. To dlatego, że głównie mnie interesuje seks i przygody, a nie związki, czy rozmowy o dupie marynie. Natomiast z tą Filipinką jest zupełnie inaczej. Autentycznie nigdy nie spotkałem tak otwartej osoby, przed którą można bez tajemnic i zażenowania o wszystkim pogadać, którą można zabrać na męskie spotkanie i ona będzie uczestniczyć w konwersacji o innych dupach, a nawet pomoże przyciągnąć więcej laseczek, żeby inni z towarzystwa też mieli. Do tego jest wielbicielką filmów porno i uwielbia ruchać się na wzór pań z filmów dla dorosłych – absolutna mistrzyni. Jest tak zajebista, że mógłbym jej dać adres tej strony  i pewnie dalej by mnie lubiła po przeczytaniu wszystkiego co to nabazgrałem.

Jednej z ostatnich nocy, kiedy Marcin ruchał filipinkę poznaną w Royalu, moja zapytała się czy też chciałbym puknąć tą Marcinową. Jak powiedziałem, że tak, to stwierdziła, że nie ma problemu, rozumie, że facet nie jest stworzony do tego, żeby cały czas jedną pipkę walić i mogę sobie ją ruchnąć, albo w ogóle wszyscy razem możemy się poruchać w 4. Tutaj po długich negocjacjach z dziewczyną Marcina, która najpierw zgodziła się na wspólne ruchanie w 4, a potem zmieniła zdanie jak już była goła i świeciła cipką, cała orgia zakończyła się fiaskiem. Za to, ponieważ mieliśmy jeden pokój z Marcinem, to non stop grzmociliśmy te nasze laski (aczkolwiek bez zmieniania się) i one kompletnie bez wstydu nie tylko dawały się ruchać, ale latały gołe lub pół rozebrane, nawet kiedy do naszego pokoju wchodziła reszta ekipy (byliśmy jeszcze z 3 kumplami z PL).

Dodatkowo, co jeszcze w niej uwielbiam, to jej opiekuńczość. Kiedy się budzę to czeka na mnie kawa, sama oferuje jakieś masaże, zawsze doleje drinka jak mi się kończy w szklance i pyta czy czasami nie zgłodniałem. Jak mi spłuwa pot po czole, to zaraz z chusteczką wyciera mi gębę. Do tego jest tak mega łatwa do zadowolenia, że to dramat. Na imprezie wypije jednego, dwa drinki i więcej nie chce, bo już zbyt pijana 🙂 Jak się pytam, czy jest głodna to mówi, że „nie, rano jadłam banana, a poza tym to i tak się odchudzam”. Jest po prostu mega zajebista i…

…ściągam ją do Tajlandii. W ostatni dzień chciałem jej dać 2000 peso, żeby wyrobiła sobie paszport i za miesiąc, kiedy dostanie, będę ją ściągał do Bangkoku. Wyciągam kasę, a ona, odmawia. Aww, znowu mega pozytywne zaskoczenie. Powiedziała, żebym ja jej zapłacił za bilet na samolot, ale za paszport zapłaci sobie sama. Mega pozytywna dziewczynka, nie ukrywam, że może się do skończyć związkiem. Nie będę zdradzał jej imienia, ani zamieszczał zdjęcia, bo nie chce, aby nękali ją hejterzy.

Następny wyjazd na Filipiny (już 1 czerwca) może nie być zbyt spicy, właśnie dlatego, że moja Filipinka będzie czekała na lotnisku i nie wypuszczam jej aż do momentu kiedy będę leciał z powrotem. Nie ma takiej opcji, żebym znalazł gdzieś lepszą dziewczynę niż ona i, o dziwo, nie mam tu na myśli jej wyglądu, a całokształt zajebistości. Kurwa kończę bo gadam jak zakochany 😀 Do następnego!

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Raport z Filipin, dzień 8 – Cebu


Samolot wylądował na wyspie Cebu. Ceny na lotnisku trochę z kosmosu, za to taxówki zaskakująco rozsądne. Przejazd Uberem 10 km kosztował nas 200 peso. I oto nowe miasto przed nami, miasto co do którego mieliśmy wielkie oczekiwania. Dlaczego? Ano każdy kto tu był, potwierdzał, że jest to idealne miejsce do umawiania się z Filipinkami – jest ich masa, są przyjazne i otwarte, a „konkurencji” w postaci innych białasów praktycznie nie ma. Napisałem w cudzysłowu, bo przeciętny facet nie jest żadną konkurencją (przykładowo do Marcina dziewczyny same podchodzą bo jest zajebiście przystojny, ale potem to i tak ja je grzmocę :D)

Filipinka i ja, spanie w szpilkach w Cebu :)

Filipinka i ja, wspólne spanie w szpilkach w Cebu 🙂

Zalogowaliśy się do mieszkania z Airbnb, bardzo dobry deal za ok. 30 euro. Wynajmującego nam mieszkanie Turka, podejrzewaliśmy, że jest homusiem bo był coś za miły i za bardzo się starał (nawet nam kupił jakieś magnesy na lodówkę), ale potem w nocy widzieliśmy go jak coś negocjował z dziwkami na ulicy, więc chyba jednak woli muszelki od parówek.

Naszła mnie taka uwaga odnośnie bezpieczeństwa – wszędzie ochrona z shot gunami, dużymi karabinami maszynowymi, etc. Przed każdym shopping mallem, hotelem, a nawet w restauracjach. Zwykłe ciecie które pilnują parkingu, zazwyczaj mają pistolet za pasem. Na pytanie czy to naprawdę niezbędne, wszyscy zgodnie twierdzili, że tak. Oprócz uzbrojonych rabunków i porwań dla okupu, na Cebu działają muzułmańskie szajki takie jak Abu Sayaf. Czy więc czuliśmy się niebezpiecznie? 100% przeciwnie – ja się już bardziej obawiałem osiedla Ruczaj w Krakowie gdzie mamy mieszkanie, niż czegokolwiek na Filipinach. Nie wiem skąd ta panika. Nigdy nie czułem nawet najmniejszego zagrożenia na Filipinach.

Druga uwaga to znajomość angielskiego. Każdy powie, że Filipińczycy mówią świetnie po angielsku. Ja to jednak widzę inaczej. Po pierwsze mówią bardzo źle gramatycznie, po drugie mają ubogie słownictwo, jeśli powiesz jakieś skomplikowane słowo typu elaborate zamiast explain, to oni się zwyczajnie gubią. Niektórzy taxówkarze nie potrafili zrozumieć prostych zdań dotyczących tego gdzie jedziemy. Natomiast trzeba przyznać, że mają najlepszą znajomość angielskiego w całej Azji, porównywalnie do poziomu Singapuru (w którym angielski też pozostawia do życzenia).

Samo Cebu okazało się rozczarowujące. Przyznaje, że chuja widzieliśmy. To znaczy wstawaliśmy o 16 i imprezowaliśmy do 7 rano. Ale poza tym, że super do poznania Filipinki, to raczej słabo się to wszystko prezentowało.

Pierwszego dnia udaliśmy się na clubbing Mango Square. Większość klubów pustawa, widać, że kręci się sporo dziwek. Podeszła nawet do nas burdel mama zapytać, czy nie chcemy czegoś z „jej sklepu”, który był na squerze, nawet nie w budynku. Oczywiście po okolicy kręcą się konie, czyli dziewczyny z kiełbasą niespodzianką. Niektórzy lubią.

Ostatecznie lądujemy w klubie dla Koreańczyków. Na cały klub dosłownie dwie fajne laski (za to takie całkiem, całkiem fajne). Nie tracę czasu i atakuje. Marcin udaje trudnego jak zwykle, chociaż laski się na nim wieszają, kręcą dupą po jego portkach, etc. w końcu po długich namowach, moich oraz dziewczyn, Marcin przyłącza do naszego stolika. Bawimy się dobrze, ale ja naciskam abyśmy udali się do apartamentu, bo już mam dość imprez po 10 dniach picia whiskey dzień w dzień. Moja chce, nie chce, chce nie chce, w końcu się wkurzam i wychodzę z klubu. Pierdole takie przedszkole.

Odchodzę 200 metrów od klubu a tu ktoś za mną krzyczy „waaaait”. Biegnie za mną moja laska w tych zajebiście wysokich szpilkach. Jak mnie tylko dorwała, to powiedziała prosto z mostu, że jak z nią jeszcze potańczę i napije się pare drinków, to będzie się ze mną ruchać (jej słowa). No i namówiła 🙂 koło 6, 7 rano, wbijamy wszyscy w 4 do naszego apartamentu. Tutaj jeden zonk – mamy tylko jedno podwójne łóżko. Dla mojej to nie problem, za to Marcinowa robi dramat, że jak to tak grupowo można się walić. Biorę więc moją pod prysznic i ją zapinam od tyłu. Nie trwało to jednak długo, ponieważ nasza druga parka zaczęła robić sobie żarty z naszego zachowania, co speszyło moją i nie chciała kontynuować. Wracam wkurwiony na łóżko i idę obrażony spać. Moja wpierdoliła się w szpilkach (nie wiem po co znowu ubierała – zdjęcie u góry, szpiki do spania, zajebisty pomysł), wtuliła się do mnie i w sen. Marcinowa powiedziała mu, że jest za dużym romantykiem, zamiast ją ruchać to się cały czas przytula i gada o dupie marynie, haha. True story!

 

Jak się obudziliśmy, Marcin poszedł na długie śniadanie, żebyśmy mogli się spokojnie poruchać z moją. Było zajebiście, bardzo fajna dziewczyna (jak chodzi o wygląd, bo nic poza tym sobą nie reprezentowała, ale jak głosi stare ruskie przysłowie – mózg jest ważny tylko kiedy ruchasz mózg. Po powrocie Marcin pyta mojej o numer do tamtej koleżanki która uciekła. Moja na to „zabroniła mi dawać, powiedziała, że nie lubi takich romantyków jak ty”, haha!

Rano wsadzam moją do taxi i dałem jej 100 peso na taryfę (8zł) Pocałowała w policzek i pyta czy dzisiaj znowu idziemy na imprezę. Ja niezbyt chętny na dalszy alkohol, ale mówię, że chętnie się z nią spotkam jeszcze raz wieczorem.

Dołączam do Marcina który wpierdolił całego kurczaka z rożna (trzeba białko do mięśni pompować :D). Marcin pyta czy moja chciała jakąś kasę rano. Okazało się, że tamta druga mu na ucho powiedziała: „czy wiesz, że my jesteśmy pracujące”, czyli że ruchają się za kasę, mówiąc ludzkim językiem. Mówię że nic, jeszcze mnie pocałowała w policzek za to, że jej dałem na taxi i próbuje ustawić kolejną randkę na wieczór.

I to jest właśnie śmieszny proceder który zaobserwowałem w całej Azji. Jeśli traktujesz laskę jak dziewczynę – flirtujesz, rozśmieszasz, droczysz się i zaczepiasz „na przedszkolaka” (wszystko co robiłeś z kolegami/żankami w przedszkolu działa), wtedy nawet dziwki dostrzegają w tobie faceta zamiast klienta. Każda dziewczyna chciałaby mieć bojfrenda, nawet jeśli dorabia dawaniem dupy. Tylko ważne jest aby NIE pytać, czy chce pieniądze, bo wtedy na pewno powie, że tak. Anyway, w Tajlandii dochodzi nawet do paranoi, gdzie laski biorą pieniądze od jednego sponsora, a wydają na swojego gik’a (kochanka). To są przypadki które są powszechne – nie mówią tylko na własnym doświadczenia. Znam wielu kolesi, w moim mieście, Bangkoku, gdzie taki proceder istnieje. W skrajnych przypadkach, poznałem nawet Hiszpana, który mieszkał u dziwki na jej koszt, ruchał ją codziennie, i oby dwoje wydawali pieniądze którzy wysyłali jej jacyś kolesie z zagranicy.

Kolejny dzień (noc) z Cebu już wkrótce!

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Raport z Filipin, dzień 3-7 – Olangapo, Angeles


Tego dnia dotarliśmy autobusem z Angeles do Olangapo. Miasto położone 80 km dalej nad morzem, które zostało nam polecone, w praktyce jednak okazało się być rozczarowujące. Moja filipinka poznana w Angeles jest właśnie z tego miasta i poleciła nam udać się do klubu Nocturnal. Nie za bardzo wiedzieliśmy jak wysiąść, a lokalni pokierowali nas na plaże jako rzekomo najciekawsze miejsce „z wieloma dziewczynami”. Brzydka plaża, z drogimi pokojami i jedyne dziewczyny wyglądały na dziwki, więc od razu uciekliśmy z powrotem do miasta, tak jak miało być oryginalnie – koło klubu Nocturnal.

plaża, Filipiny, Filipinka

W centrum miasta zaczepiało nas dużo dziewczyn, ale zdecydowanie mniej śmiało niż koleżanki w Angeles. Na ulicy w centrum stało sporo dziewczyn które właściwie nie wiadomo co tam robiły. Jak zapytałem wprost czy są dziwkami, to bardzo wymijająco powiedziały, że za 500 peso mogą być (35 zł, lol). Sam klub Nocturnal również okazał się rozczarowaniem. Pusto, jedyne fajne laski to kelnerki więc je zaatakowaliśmy. Przytulanie, drinki, buzi, buzi. Umówiliśmy się, że jak skończy prace o 4 w nocy, przyjedzie do mojego hotelu. O 4 napisała wiadomość, że jest bardzo zmęczona i nie przyjdzie. Poległem. Pierwszy dzień na Filipinach bez seksu. To znaczy rano ruchałem wczorajszą, ale tego dnia żadnej nowej, psuje mi się statystyka, no nic, będę musiał dwie w inny dzień zrobić 😉

Następnego dnia musieliśmy się gdzieś spotkać ze znajomymi, którzy właśnie dolecieli do Manili. Wspólnie ustaliliśmy, że Angeles będzie najlepszym punktem – blisko, dobra impreza, laski się ruchają bez marudzenia i jest lotnisko, żeby lecieć dalej. Manila to straszne korki.

Pierwsza noc z powrotem w Angeles i od razu dziko. W jednym z klubów „go go” (ciężko to nazwać „go go’em”, wszystkie dziewczyny ubrane jak na plaży) siadam z laseczką która tam pracuje i się przytulamy. Po 5 minutach ona się pyta, czy jej kupię drinka. 300 peso, cena nieco z kosmosu, więc przedstawiam alternatywny plan – wydam na nią te 300, ale w klubie obok, jak skończy prace, bo to trochę przesadyzm z drinami dla dziewczyn w tym go go. Umawiamy się o 3 w nocy w High Society club. Punktualnie o czasie laska się pojawia. Kupiłem jej pare piwerek, trochę potańczyliśmy i na hotel. W pokoju już nic ciekawego, ze 3 rundy zrobiliśmy. Co jest za to ciekawe w tej historii, to że w Angeles można puknąć bez płacenia nawet laski z go go’ów. Dla porównania, przez 6 lat w Tajlandii udało mi się to może ze 4 razy, w Angeles jakoś dużo łatwiej poszło.

Następnego dnia byłem umówiony z laską, która na spotkanie ze mną jechała aż z Manili (80 km). Na spotkanie przyszła z koleżanką, która od razu zakochała się w Marcinie, więc mieliśmy fajne 2 parki rozrywkowe. Trochę potańczyliśmy w High Society, upiliśmy laski tequilą i ściągnęliśmy je na hotel. Wydarzenia w hotelu były mega śmieszne, ponieważ jedna z nich chciała się ruchać w 4, a druga się wstydziła. Doszło do tego, że laski z siebie zszarpywały ubrania, kłóciły się która lepiej robi loda, etc. My nie mogliśmy przestać z tego się śmiać. A teraz najlepsze – nagraliśmy to na video 🙂 Oczywiście całego video wam nie mogę pokazać, dam wam pare minut i to też nieco ocenzurowane, ale całe video trwa około 15 minut i od śmiechów przeszło do czynów, a nasze dziewczyny w ogóle nie wstydziły się kamery.

Kolejnego dnia miałem wielką rozkminkę. To już nasz ostatni dzień w Angeles i nie wiedziałem, czy bardziej chce spędzić kolejną noc z ta panienką z Manili, czy przekonać się czy dotychczas miałem szczęście w wyłapywnaiu fajnych dupeczek, czy jest to tak proste, że codziennie można nową dorwać. Wybrałem opcje 2 – polowanie na nową, czego w sumie żałuje do dzisiaj, bo tamta z Manili jest naprawdę fajna i teraz ciężko będzie się nam ponownie zobaczyć. Tym razem zalogowałem się na Date in Asia i umawiałem randki prosto w hotelu. Po 2 godzinach bez żadnego problemu zjawiła się Filipinka z netu i po może 10 minutach już się dała zrobić. Ogólnie ciężko mi pomyśleć o miejscu gdzie łatwiej zaciągnąć do łóżka laskę, nawet w Tajlandii nie idzie to tak szybko. Na 7 dni, tylko jeden dzień minął bez seksu, więc wyjazd jest super.

Następnego dnia mieliśmy już bilety na Cebu, wyspę na południu Filipin. Nasi znajomi muszą jednak zostać w Angeles, bo jeden z nich trafił do szpitala i czeka na operacje. Więc ponownie pozostał duet Marcin i ja. O tym co się działo w Cebu dowiedzie się w następnym odcinku.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Raport z Filipin – dzień 1, 2 (Manila / Angeles)


I oto jestem. Mega niewyspany, na maksa zaruchany, ledwo stojący na nogach, acz szczęśliwy. Na Filipinach jestem z Marcinem, którego oprowadzam po nowym kraju. To znaczy sam siebie też oprowadzam, bo to mój pierwszy raz, ale generalnie ogarniam hotele, transporty, komunikacje i dziewczyny. Czyli ciężkie życie Forsakena, znowu się bujam po tropikach.

Filipinka, dziewczyny, Filipiny

Pierwsze wrażenia z Filipin – jest moc. Nie spodziewałem się, że jest jakiś kraj w Azji który może konkurować zajebistością z Tajlandią, ale jak widać człowiek uczy się całe życie. Filipiny są naprawdę fajną alternatywą dla Tajlandii.

We wtorek wylądowaliśmy w Manili i od razu w drogę dalej. Zwiedzanie stolicy zostawimy na ostatnie kilka dni. Zrobiliśmy jednak spory spacer po dzielnicy Pasay i skosztowaliśmy lokalnego jedzenia, które wbrew temu co wszyscy mówią, było całkiem niezłe w smaku i mniej więcej w tej samej cenie co w Tajlandii, czyli super. Manila jest podobno droga, czego jednak nie zaobserwowaliśmy, wręcz przeciwnie, ceny mniej więcej te same co w Bangkoku. Pewne produkty są droższe, inne tańsze, wychodzi na jedno. Alkohol jest minimum 30% tańszy, a w klubach nawet 50% / 60%.

W Manili zalogowałem się na portal randkowy i dostałem ze 30 wiadomości w przeciągu godziny. Telefon wibrował jak pojebany od notyfikacji. Na ulicy dziewczyny pożerały nas wzrokiem, co któraś nieśmiało zagadywała z jakimś „hello”. My jednak chcieliśmy jak najszybciej wyjechać z Manili, więc nie drążyliśmy tematu.

Internet – tragedia. Działa, nie działa. Kupiliśmy kartę sim i pakiet na miesiąc za 1000 peso. Czasami jest, czasami nie ma. Raczej nie ma. Dużo gorszy niż w Tajlandii.

Korki. Na początku nie wyglądało to tak źle, ale jechaliśmy 80km do Angeles 4 godziny więc było pod tym względem kurwa tragicznie.

Po dotarciu do Angeles dorwaliśmy mieszkanie 2 pokojowe, bardzo ładne, nowoczesne, z dużym living roomem za 32 euro, czyli bardzo dobra cena za taki standard.

W Angeles prosto do klubu High So na Walking street, bo było już późno. W środku wrażenie, że możesz mieć każdą laskę, ale jak wiemy to jest to Filipińska Pattaya, więc raczej byliśmy uważni, aby nie nadziać się na zakamuflowane dziwki. Jak chodziłem sam – czuje wszystkie oczy na sobie, bo średnia wieku u facetów to tam z 50 lat. Mieliśmy wrażenie, że jesteśmy jedynymi młodymi kolesiami w całym mieście. Anyway, jak chodziłem z Marcinem który ma blond włosy i duże mięśnie, to byłem prawie niewidzialny, co jest trochę irytujące. Dochodziło nawet do sytuacji gdy zagaduje laski, a one mi mówią „but I like your friend”.

Koło 4, 5 rano wyciągnęliśmy dwie Filipinki z pretekstem kontynuowania imprezy u nas na apartamencie. Na wejściu dziewczyna Marcina od razu ściągnęła sukienkę i biegała z cyckami na wierzchu. Powiedziałem mojej, że u nas się chodzi właśnie tak jak tamta, czyli nago i wszyscy się rozebraliśmy. Wyciągnąłem Jacka Danielsa i zapowiadała się konkretna orgia.

Orgii jednak nie było, ponieważ Marcin stwierdził, że idzie spać, bez ruchania, bo ma jet lag po samolocie z Europy. Jego laska próbuje wszystkich sił – wypina się, prowokuje śpi z otwartymi nogami, ale nic jej to nie dało, Marcin jej nie wyruchał (wiem, dziwny typ, haha). Ja moją zrobiłem pierwszy raz o 6 rano, potem o 10, potem o 15. Generalnie non stop się pukaliśmy i to z jej inicjatywny. Miała niezłe ciśnienie i w przeciwieństwie do Tajek była bardzo aktywna.  Rano (o 17) poszliśmy wszyscy razem na „śniadanie”. Wtedy po ubraniach obstawialiśmy, że ta moja z totalnie normalnym ubraniem (nieseksownym) i starym telefonem na którym nawet nie działa internet – nie jest dziwką, za to ta Marcina, wyzywająco ubrana i bardzo prowokująca – na pewno dziwka. Po obiadku nasze dziewczynki wsiadły w ten filipiński autobus (jeepney) i odjechały. Ale że jesteśmy dżentelmenami, to kupiliśmy im te bilety po 50 groszy, lol. Moja do mnie teraz wysyła smsy non stop kiedy się spotkamy, co jest dla mnie śmieszne, bo nawet w Tajlandii każdy używa aplikacji do porozumiewania się, a ta moja na jakiejś prahistorycznej Nokii smski pisze. Anyway, mega pozytywna dziewczynka, jeśli będę w Angeles na pewno się z nią jeszcze spotkam.

Druga noc znowu grubo. Wracamy do High So i sraaaa, party. Tym razem, aby się nie stresować czy to dziwki, czy też „normalne” lasencje, pierwsza laska do której podszedłem, po prostu zapytałem prosto z mostu czy tu pracuje, czy  przyszła się pobawić na imprezę. Powiedziała, że pracuje jako jakiś sales manager, więc, żeby było jasne, powtórzyłem pytanie: „czyli nie jesteś dziwką?” i zaczęła się śmiać, mówi że nie. Bawimy się więc z Filipinkami, do Marcina non stop podchodzą jakieś laski, ale on udaje trudnego, mówi, że chyba dalej mu się nie chce ruchać (dziwny typ, wiem :D). Koleżanka mojej próbowała Marcina zdobyć chyba z 15 razy, mnie pytała ze 3 razy co zrobić, aby go mieć i prosiła, abym go namówił. W końcu ta sama laska pyta, czy się zaopiekuje jej koleżanką (tą moją), bo ona chce ze mną dzisiaj spać. Z takim info od razu ją zabrałem do domu i sruuu, znowu to samo, zaraz przy wejściu ściągamy ubranka i w sumie były 3 rundy przez noc.

Ponownie szok – żadna Tajka się nie stara tak zadowolić faceta jak te Filipinki. Ona robiła dla mnie wszystko, nawet mówiła, że jest moim niewolnikiem i mam z nią robić co chce. Zakochałem się we wszystkich Filipinkach po tych 2 pierwszych. I jeszcze na koniec mi kurwa podziękowała i walnęła tekstem, że „nie mogę uwierzyć, że spędziłam noc z takim facetem jak ja”. Normalnie kosmos!

Następnego dnia musieliśmy zrobić check out o 11 rano, więc wstajemy po kilku godzinach snu. Pytam mojej ile potrzebuje na taxi, a one kategorycznie odmawia. Zdziwiłem się bo Angeles to największa dziwkarnia na Filipinach. W takim tajskim Pattaya naprawdę ciężko wyciągnąć jakąś normalną laskę, która nie jest dziwką (aczkolwiek jest to do zrobienia), za to w Angeles zero problemu. Oczywiście jesteśmy tu dopiero 2 dni, więc być może nie mówię obiektywnie, ale takie jest nasze pierwsze wrażenie. Można wręcz rzec, że tym dziewczynom bardziej zależy, żeby się z nami bujać, niż w drugą stronę. Raj na ziemi 🙂

Tego dnia zmierzamy do miasta o nazwie Olongapo.

Część 2 wkrótce!

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku