Da Nang, Wietnam

Da Nang – raport z Wietnamu

Wietnam to miejsce dziwne, albowiem byłem tam już 5 razy i… dalej nie mam wyrobionej opinii. Ostatnią podróż odbyłem w marcu 2020, tuż przed zamknięciem granic. Da Nang to małe miasto, przynajmniej jak na Azjatyckie warunki, z nieco ponad milionową populacją. Wzdłuż miasta ciągnie się bardzo zacna plaża, a panujący chłodny klimat, jest miłą odmianą od typowych dla Azji upałów. Oto moje subiektywne odczucia.

Ceny – to chyba największa atut Da Nang, który jest jednym z najtańszych miejsc w Azji. Możemy się o tym przekonać już przy bookowaniu zakwaterowania. Hotele 4* zaczynają się od 20 USD, a dobre jedzenie na nocnym markecie można kupić nawet za 20,000 dongów (0,8 USD). Alkohol, a w szczególności piwo, jest bardzo tani.

Jedzenie – jednym słowem jest epickie. Zaryzykuje nawet stwierdzeniem, że może być… lepsze niż tajskie. Praktycznie wszystko co jedliśmy, nawet jeśli była to zupa Pho, kupiona na ulicy, było bardzo dobre. Tutaj powinienem też wspomnieć, że Wietnam jest jednym z krajów, w którym wpierniczanie psów jest relatywnie popularne i można się nadziać na widok wiszących na haku zwłok tego zwierzęcia.

Ponad to, Wietnam ma według mnie najsmaczniejszy ryż na świecie, zapewne nie jest przypadkiem, że to właśnie Wietnam jest największym eksporter ryżu na świecie. Na uznanie zasługuje też lokalna kawa, która smakuje naprawdę dobrze. Za to najtańsze Wietnamskie piwo, jest nieco ohydne (acz tanie!).

Ruch na drogach – trudno uwierzyć, że to nie Wietnam jest światowym liderem w śmiertelności na drogach. Powodem jest chyba to, że każda większa prędkość to prawie gwarantowany wypadek, więc ludzie jeżdżą bardzo wolno. Jedyną zasadą w prowadzeniu zdaje się być: “jeśli trąbie jak pojebany, to znaczy, że właśnie będę łamał wszystkie zasady ruchu drogowego i wolno mi, bo trąbie bez powodu”. Ogólnie na drogach jest tragedia i nigdy nie wiadomo kto z której strony wyjedzie. Ciężko też wywnioskować dlaczego ktoś w danym momencie trąbi, bo trąbi każdy, z każdej strony, więc przestaje się na to zwracać uwagę. Praktyka całkowicie bezsensowna.

Dziewczyny – jak na Azjatki, zdają się być bardzo mało zainteresowane białymi. Bardzo mało spojrzeń i uśmiechów na ulicy. Ja osobiście nie mam cierpliwości, żeby rozmawiać z losowymi laskami na randkowych aplikacjach, ale moja dziewczyna w każdym nowym miejscu robi zwiad na Tindrze, używając mojego profilu, w celu znalezienia chętnej na trójkąta. Efekt? Jedyne matche okazywały się z jakimiś podejrzanymi typiarami, które zapraszają do swojego lokalu na wspólne picie, lub śpiewanie karaoke (czyli naciągany na drinki).

Tutaj pada teoria, że laski w biednych krajach lecą na obcokrajowców, tylko dlatego, że są biedne. Do dzisiaj nie rozkminiłem wszystkich czynników, ale w takiej Tajlandii, która jest jednym z najbogatszych krajów w całym regionie, poznanie dziewczyny jest 5x prostsze niż w Wietnamie, który jest na szarym końcu, jeśli chodzi o przychód na osobę. Nawet Filipiny mają większy PKB. W muzułmańskiej Indonezji, wyrwanie laski w chustce na głowie i seks na pierwszej randce zdaje się być dużo bardziej prawdopodobny niż w Wietnamie.

Po 10 latach w Azji, dalej nie potrafię zrozumieć dlaczego w pewnych krajach jest łatwo o kontakty z dziewczynami, a w innych nie. To musi być związane z kulturą danego kraju, bo nie ma zależności w postaci zamożności danego kraju i łatwości w nawiązywaniu kontaktów. To znaczy, na pewno jest to jeden z czynników, ale nie najważniejszy, bo w przeciwnym razie w Kambodży i Wietnamie powinno być najłatwiej zapoznać dziewczynę, a wcale tak nie jest. Jeśli macie swoją teorię na ten temat, to zachęcam do zostawienia komentarza.

Ludzie – pod pewnymi względami mam do Wietnamczyków duży respekt. Chyba jako jedyni w całym regionie są w stanie znaleźć się na mapie. Za sam ten fakt, uważam ich za jeden z najmądrzejszych narodów w Azji południowo-wschodniej.

Kiedyś dane mi było uczyć angielskiego w Wietnamie i zauważyłem dużą różnice w postawie studentów – oni chcą się uczyć, co też jest ewenementem na skalę Azjatycką, albowiem w większości krajów w regionie, ludzie są tak leniwi, że przejście 200 metrów na nogach, to dla nich wielkie wyzwanie. A nauka? Nauka w Azji, gdzie większość edukacji jest prywatna, to jedna wielka ściema, w której uczeń płaci, czyli jest klientem i oczekuje, że wiedza, co najwyżej sama wpadnie do głowy. W efekcie duża część Azjatów nie zna absolutnych podstaw matematyki, geografii, czy historii, do tego stopnia, że przeciętne dziecko w szkole podstawowej w europie ma wiedzę z tych zakresów na podobnym poziomie. Oczywiście dostają przy tym same świetne oceny, bo przecież szkoła nie pozbędzie się płacącego klienta.

Niestety Wietnamczycy mają też tendencje do oszukiwania i bezczelnej kradzieży, w postaci wyrywania cennych przedmiotów z ręki. Również podczas tego wyjazdu, mojej dziewczynie ktoś próbował wyrwać telefon z ręki (aczkolwiek nie było to w Da Nang).

Da Nang – samo miasto Da Nang ma bardzo pozytywny vibe, brak korków super plaża, w pobliżu miejscowość Hoi An, którą wszyscy się zachwycają (nas jednak Hoi An rozczarowało – taka turystyczna papka dla masowych turystów). Świetne miejsce do pojeżdżenia skuterem po okolicy – są tu nie tyko wybrzeża, ale i spore góry i pola ryżowe. Przyjemna jest też promenada nad rzeką. W samym mieście jest masa knajpek z przystępnymi cenami i na serio świetnym jedzeniem. Warto też wspomnieć o piwiarni 7 bridges brewing – w której serwują piwka pierwszej klasy i gdzie… wykryto słynnego wirusa parę dni po naszej wizycie.

Życie nocne – nightlife w Da Nang prawie nie istnieje, co czyni go bardzo słabym miejscem jako destynacja Azji po zmroku. Jest tam oczywiście kilka barów / pubów, jeden wydaje się nawet ok, ale na pewno nie warto jechać do Da Nang w celach nocnych rozrywek. Przy okazji, przejeżdżaliśmy koło jednego ze słynnych Hot Toc, czyli “fryzjerek”, u których zamiast obcinania włosów dostaje się loda w zamian za 250,000 dongów (11 USD).

Podsumowując – miasto bardzo ciekawe i dobre do życia… dla emerytów. Dla imprezowiczów i poszukiwaczy przygód, raczej kiepskie miejsce, ale na pewno warte odwiedzenia.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na zamkniętym forum Forum Azja Po Zmroku, tylko dla facetów! Mamy już ponad 8000 użytkowników i można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy o Azji.

Pamiętaj też aby subskrybować kanał YouTube na którym raz na ruski rok coś dodaje.

Jeśli podoba Ci się projekt AzjaPoZmroku i chcesz go wesprzeć, co oczywiście skutkować będzie większą ilością treści, możesz to zrobić dowolną kwot poprzez PayPal: azjapozmroku@gmail.com

Jeśli zarezerwujesz hotel używając tego linka, aktywnie wspierasz APZ – https://www.booking.com/index.html?aid=1752805

Nie masz konta na Airbnb? Zarejestruj się używając tego linka, a dostaniesz 115 PLN zniżki – https://www.airbnb.com/c/michalf4003?currency=THB

Revolut, najlepsza karta dla podróżników – https://revolut.ngih.net/5ddZn

Ubezpieczenie którego używam – https://safetywing.com/a/24742427

12 thoughts on “Da Nang – raport z Wietnamu

  1. Moim zdaniem Wietnam w niedługim czasie ekonomicznie będzie nr.1 w Azji Płd-Wschodniej(nie liczę Singapuru). Pracują ciężko, zaczynali z naprawdę niskiego pułapu po wojnie w Wietnamie. W wielu przypadkach są to ludzie skromni, pracowici, nie do końca przeżarci konsumpcją (jak np. w sporym stopniu Tajlandia), ale też są ciekawi świata. W Wietnamie można znaleźć wielu ludzi, z którymi można porozmawiać na poziomie, i tam ludzie nie mają przeświadczenia, że wiedzą wszystko najlepiej, tylko potrafią czerpać z zachodu, co jest dobre.

    Jeśli chodzi o dziewczyny to faktycznie jest inaczej niż w Tajlandii, i dla ludzi, którzy szukają przygód nie jest to miejsce idealne, natomiast, jeśli ktoś szuka czegoś poważniejszego, to już bardziej. Sporo ludzi przenosi się z Tajlandii do Wietnamu, co jest zupełnie naturalne i zrozumiałe. Ponadto lubią tam polaków, gdyż podczas wojny w Wietnamie przyjęliśmy sporą ilość Wietnamczyków, a ponadto wiadomo, że łączyły nas relacje związane z komunizmem.

    Jedynym minusem dla mnie jest to, że w miastach Hanoi i Sajgon nie ma dobrego systemu komunikacji miejskiej. Oczywiście to się zmieni, ale jeszcze chwilę musimy na to poczekać.

    Podsumowując w perspektywie 5-10 lat Wietnam stanie się numerem 1 w regionie, gdyż ma największy potencjał rozwojowy.

  2. Co do Wietnamek to wg mnie ich niechęć jest spowodowana uwarunkowaniami historycznymi, a konkretnie wojną wietnamską. Obwiniają o nią USA, czyli szeroko pojęty zachód i stąd pochodzi ich niechęć do białych, szczególnie porównując z Tajlaandią.

  3. Mieszkam w Hanoi już w sumie prawie pół roku i co do kobiet zgadzam się z Mikiem. Wietnamki są dobre na żony, do chwilowej zabawy nie polecam. I nieprawda, że mają uraz do białych. Wiele by chciało, tylko raz, że bariera językowa, dwa, bardzo konserwatywne obyczaje. Bardzie je odstręcza opinia wietnamskich facetów, którzy ze zrozumiałych względów woleliby się nie dzielić kobietami. Ale generalnie, jak w reszcie Azji, biała skóra to standard piękna.
    W kwestii żarcia totalnie się nie zgadzam. W porównaniu do tajskiego, to jest jakieś nieporozumienie. Paskudne kurwa. Nawet pho już mi się przejadło. Jedyne, co jeszcze zdzierżę, to bun cha, ale i to bez ekscytacji. Oni w ogóle jedzą nieostro. Wiem, bo mam doświadczenie i z homestayu i z domu mojej narzeczonej.
    Piwo w Bia Hoi owszem tanie, ale rozwodnione i w małych szklankach, więc wcale nie aż tak tanie. Jedna rzecz, która jest tu naprawdę śmiesznie tania, to fajki. Przez to zacząłem po 7 latach znowu palić, kurwa mać…
    Nie zauważylem, żeby ktokolwiek mnie jakoś szczególnie poważał dlatego, że jestem z Polski. Zdarzyło mi się za to odbyć dłuższą konwersację po rusku z jednym dziadkiem. Tyle.
    To prawda, że są ogarnięci w miarę, ale też przez to częściej chytrzy. Pracując jako nauczyciel trzeba uważać, bo wiele agentur tnie na wszystkim, co się da.
    Miasta są raczej brzydkie, klimat wilgotniejszy i chłodniejszy niż w Taj.
    Na drodze nikt nie zapierdala i to dobrze, bo by się powyzabijali. Mnie uczyła tam jeździć moja Wietnamką, i z tego, co zrozumiałem, klaksonu używa się przede wszyskim po to, żeby oznajmnić swoją obecność, bo nie każdy na przykład patrzy w lusterka 🙂 Osobnym tematem są klaksony ciężarówek i autobusów, które brzmią, jak posłańcy piekieł….

    1. znasz może jakiś aktualny i w miarę często aktualizowany blog o Wietnamie? albo kanał na YT? najlepiej po polsku, nie ze względu na język, ale na “polskie” spojrzenie.

Leave a Reply