Epidemia w Tajlandii

Utknąłem w Tajlandii

Godzina policyjna, puste półki z żywnością i obowiązkowe maseczki na twarz. Tego wszystkiego NIE MA w Tajlandii, w której utknąłem, podczas tak zwanej kwarantanny. Jak wygląda Tajlandia podczas epidemii? Skupię się na regionie, w którym aktualnie jestem, czyli Pattaya, ponieważ gubernatorzy w innych prowincjach Tajlandii cieszą się pewną swobodą w zarządzaniu, toteż mogą być pewne istotne różnice (np. na Phuket godzina policyjna została wprowadzona).

Należy też zwrócić uwagę na datę wpisu (czyli 28 marca), ponieważ wszystko zmienia się bardzo szybko i codziennie wprowadzane są nowe przepisy i obostrzenia.

Panic buying – nie ma pustych półek, wszystkie towary są dostępne. Przez 2 dni zabrakło jajek, ale zaraz po tym jak tajski rząd zabronił ich eksportu do innych krajów, jajka wróciły na półki sklepów. Papier toaletowy nie został wykupiony. Przy okazji, zaobserwować można przerzedzenie regałów z zupkami chińskimi, co pokazuje jak zdrowo odżywiają się Tajowie (jak wielokrotnie wspominałem, zdrowe jedzenie w Tajlandii to mit, podobny do tego, że Tajlandia to tani kraj). Ceny żywności w Tajlandii nie wzrosły, co można zaobserwować np. w sąsiedniej Kambodży (źródło informacji – mój znajomy, który mieszka w Phnom Penh).

Życie nocne – w dużym skrócie, można powiedzieć, że nie ma w ogóle. Pomimo tego, że część barów jest dalej otwarta udając restauracje, wszystkie kluby i imprezownie zostały zamknięte. Walking street jest puste i już część lokali zbankrutowało. Początkowo imprezowicze gromadzili się na plażach, popijając trunki z 7/11 na piasku przy odgłosach szumu morza, ale od jakiegoś czasu policja rozpędza takie towarzystwo.

Zakaz opuszczania domu – do dzisiaj nie ma takiego przepisu, chociaż rząd prosi, aby nie wychodzić bez konkretnego powodu. Pomiędzy prowincjami podobno są kontrole policji, które mają za zadanie pytać o cel przejazdu. Jeśli jedziemy np. na plażę, to zostaniem zawróceni, a przynajmniej tak donoszą tajskie media.

Rasizm i dyskryminacja białych – pomimo tego, że z sąsiednich krajów, takich jak Wietnam, czy Kambodża, dochodzą pogłoski jakoby bylibyśmy dyskryminowani, np. poprzez zakaz spania w hotelu, lub wejścia do restauracji, nie zanotowałem żadnych takich przypadków w Tajlandii. No, poza tajskim ministrem zdrowia, Anutinem Charnvirakulem, który na oficjalu mówi w mediach, że “brudni biali, którzy nie biorą prysznica i nie noszą masek, przyjeżdżają do tajskiej bezpiecznej przystani i są powodem zarazy”. Ten sam minister, niespełna miesiąc temu dodał, że “biali nienoszący masek, powinni zostać wyrzuceni z kraju”. Ironicznie, podczas wypowiedzi, swoją maskę miał na brodzie. O tym, że noszenie maski chroni przed wirusem w minimalnym stopniu, nawet nie ma co wspominać.

Generalne nastroje – jest spokojnie, bez paniki, nie ma policyjnych samochodów, z których przez głośniki mówi się, aby zostawać w domu. Na ulicach są ludzie, jeszcze kilka dni temu centra handlowe funkcjonowały normalnie. Porównując do innych krajów, jest bardzo dobra atmosfera. Przykładowo w takiej Manili, w której godzina policyjna funkcjonuje już od jakiegoś czasu, ludzie zostali poinformowani, aby zrobić zapasy żywności na 2 tygodnie, bo Manila ma zamknąć wszystko, łącznie ze sklepami z żywnością i każdy ma siedzieć na dupie, tak gdzie jest. Już dzisiaj, nie wolno mieć gości w domu i wychodzić w nocy, więc sytuacja drastycznie inna od Tajlandii.

Sytuacja ekonomiczna – turystyka w Tajlandii jest szacowana na 9 do 18% PKB kraju. Jeszcze przed epidemią, Tajlandia zmierzała w kierunku turystycznego kryzysu. Pomimo propagandowych artykułów TAT (Tourist authority of Thailand), które głoszą, że co roku do Tajlandii przyjeżdża rekordowa ilość turystów, każdy przeciętny Somczai (czyli tajski Jan Kowalski), mógł własnymi oczami zaobserwować, że turystyka dostaje MOCNO po dupie.

Powodów jest wiele, przede wszystkim galopujące ceny. Imprezy w Bangkoku zrobiły się tak drogie, jak w Londynie, czy Paryżu. Wejdziesz do kilku klubów, kupisz parę drinków, postawisz coś lasce – 100 euro pękło w kilka godzin. Do tego dochodzi rekordowo mocny kurs bata. Oczywiście, teraz, w czasie epidemii, wszystkie kursy zwariowały, ale jeszcze przed epidemią, kurs dolara wynosił 28 / 29 batów, co jest najgorszym przelicznikiem jaki kiedykolwiek widziałem. Podczas mojego pierwszego przyjazdu, za jednego brytyjskiego funta dostawałem ponad 50 batów.

Kolejnym powodem były bardzo nieprzyjazne przepisy i utrudnienia dla przybyszów. Tajlandia jest słynna w całym regionie jako najbardziej restrykcyjny kraj jeśli chodzi o wizy i potrafią się doczepić nawet do ludzi, którzy przylecieli business classą, podejrzewając ich o nielegalną pracę.

Ogólna postawa Tajlandii, to coś na zasadzie “odwiedzanie nas, to dla was wielki zaszczyt”, co można odczuć we wszystkich kontaktach z urzędem imigracyjnym. Innym genialnych pomysłem Tajlandii, było wprowadzenie TM28, czyli obowiązku meldunkowego, jeżeli nie jesteśmy w miejscu zamieszkania dłużej niż 24 godziny. Czyli np., jeśli śpimy u znajomego, mieliśmy o tym powiadomić urząd imigracyjny, używając niedziałającej aplikacji, lub personalną wizytą w urzędzie imigracyjnym. Jeśli zmienialiśmy adres codziennie, to codziennie mieliśmy o tym powiadomić immigration. I tak, wystawiali za to mandaty, chociaż przeciętny turysta o tym nie wie, bo hotele w których spali, wykonywały ten obowiązek w ich imieniu. Od kilu tygodni TM28 zostało bardzo złagodzone.

W Tajlandii nie wolni być digital nomadem. Pracujesz zdalnie bez work permitu? Grozi za to areszt, duża kara pieniężna i deportacja. Najazdy na tzw. co working space są w Tajlandii normalne.

Tego typu przepisów, którym sami strzelają sobie w stopę jest cała masa, ale dość już o tym. Przejdźmy do tego jak jest dzisiaj. A jest źle – miliony ludzi straciło pracę, zresztą ja również dostałem po dupie, bo znaczną część pieniędzy zarabiałem poprzez organizowanie wyjazdów do Azji. Dodajmy do tego, że Tajowie nie tylko nie mają w zwyczaju mieć ŻADNYCH oszczędności, ale są mega zadłużeni w bankach, bo każdy musi mieć nowego Iphona, lub nowy samochód, które oczywiście biorą na kredyt. Dzwoniło do mnie już kilka osób, czy mógłbym im pożyczyć pieniądze. Jest źle i Tajlandię czeka wielka recesja.

Życie w condominium – siłownia została zamknięta już dawno temu, od kilku dni zamknęli wszystkie baseny, oblepiając je biało-czerwoną taśmą. W windach są wykałaczki, służące do naciskania guzików, a na podłodze, naklejone stopy, które mają wskazywać w jakim kierunku należy stać – czyli plecami do siebie. Poza tym, wszystko funkcjonuje normalne i mam to szczęście, że w mieszkaniu internet o prędkości 400mb, co daje trochę możliwości zarabiania.

A co ja o tym wszystkim myślę? Bardzo ciesze się, że utknąłem akurat w Pattaya, bo z tego co widzę i słyszę, to u nas żyje się najlepiej. Wirusa nie boję się w ogóle, nie używam maseczek i wykałaczek w windzie, codziennie biegam na plaży. Z głodu nie umieram, nauczyłem dziewczynę gotować kotlety. Coś tam zarabiam przez internet, coś tam dokładam z oszczędności, a jest słodka wymówka do większego niż zazwyczaj lenistwa.

Szkoda mi tylko ludzi, którzy przez zaistniała sytuację nie mają za co jeść i nie zdziwię się, jeśli z tego powodu niedługo straci życie więcej niż przez epidemie. Popatrzcie co się dzieje w Indiach, a także zastanawiam się za co zrobią zapasy jedzenia na 2 tygodnie, te 3 miliony bezdomnych w Manili.

Najbardziej boje się nadchodzącego kryzysu ekonomicznego, bo dziwki na Tinderze zaczynają negocjację od 1000 batów, a to prawdziwa oznaka apokalipsy ekonomicznej 😀

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na zamkniętym forum Forum Azja Po Zmroku, tylko dla facetów! Mamy już ponad 8000 użytkowników i można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy o Azji.

Pamiętaj też aby subskrybować kanał YouTube na którym raz na ruski rok coś dodaje.

Jeśli podoba Ci się projekt AzjaPoZmroku i chcesz go wesprzeć, co oczywiście skutkować będzie większą ilością treści, możesz to zrobić poprzez:

PayPal: azjapozmroku@gmail.com

Jeśli zarezerwujesz hotel używając tego linka, aktywnie wspierasz APZ – https://www.booking.com/index.html?aid=1752805

Nie masz konta na Airbnb? Zarejestruj się używając tego linka, a dostaniesz 115 PLN zniżki – https://www.airbnb.com/c/michalf4003?currency=THB

Revolut, najlepsza karta dla podróżników – https://revolut.ngih.net/5ddZn

Ubezpieczenie którego używam – https://safetywing.com/a/24742427

15 thoughts on “Utknąłem w Tajlandii

  1. Hotele, gastronomie dzialaja? Tu w uk zaczynaja wyplacac zasilek za strate dochodow i gdyby tak przyszlo do glowy komus (kto nie boi sie virusa) zawinac sie z uk razem z zasilkiem i pojechac na Tajlandzka “plaze” sie wyizolowac, to czy dalo by sie tam jakos w miare normalnie funkcjonowac, przemieszczac?

    1. Jak sie spojrzy np w skyscaner, spokojnie za 350£ bilecik sie dostanie, a powrotny tez. Tu w UK sie mowi ze 2- 6 miesiecy lock down moze trwac, zapewne beda bulic caly ten czas, wiec po co tu siedziec w pokoiku. Tylko co sie tam u was w Azji teraz dzieje, czy taxe, busa zlapie i czy hostel mnie przyjmie. Miesiac temu wrocilem z Wietnamu i byl spokoj, wszystko dzialalo. Zapewne przed samym wyjazdem , dla jasnosci zrobilbym corona test, oczywiscie jak bym dal rade.

      1. Na ten moment, hotele funkcjonują normalnie, taksówki również, ale są pewne utrudnienia w przejazdach pomiędzy prowincjami. Dodatkowo, codziennie wprowadzane są zmiany, za którymi ciężko nadążyć.

      2. W obecnej sytuacji musisz mieć zaświadczenie o wykonanym teście na COVID w ciagu ostanich 72h. Inaczej nie przejdziesz imigration na lotnisku.

  2. Ale z tymi maseczkami to napisałeś nieprawdę, albo powielasz jakiegoś fake newsa. Przecież właśnie dzięki dyscyplinie i noszeniu maseczek taki np Tajwan ma tak mało zachorowań, bo tam nosi maseczke 9/10 osób – akurat mieszkałem tam miesiąc na przełomie stycznia/lutego to widziałem to na własne oczy – bardzo często tylko ja nie miałem maseczki w tłumie. Jak to działa? Rozmawiają 2 osoby, każda ma maseczkę więc żeby wirus się przedostał musi przejść 2 warstwy, bo plujesz na swoją maseczkę najpierw, zmniejsza to znacznie możliwość zakażenia, bo to nie jest tak, że wystarczy chuchnąć i masz wirusa. W Europie natomiast nikt nie nosi maseczek, bo “brzydko się w niej wygląda” i “to nie działa, a po co mi to” itd, no więc trup ściele się gęsto bo plują na siebie. Trzeba brać przykład z krajów, które sobie poradziły w o wiele skuteczniejszy sposób.

    1. Maseczki działają, ale tylko wtedy kiedy są użytkowane we właściwy sposób. Tajwańczycy najwidoczniej byli tego świadomi. Jestem w Pattaya i tu również 9/10 osob nosi maseczki, ale co z tego jak co 5 min je ściągaja, bądź dotykają łapami. Cały ten syf zebrany przez maseczkę mają potem na dłoniach, którymi dotykają innych przedmiotów czy ludzi. Jak ktoś mi tu sugeruje założyć maskę to mam mu ochotę przyjebać za to że jest debilem.

  3. Media strasznie wszystkich nakrecily strachem przeciwko COVID19. Codziennie tylko kolejne liczby, niczym wieczor wyborczy albo losowanie totolotka. Wszyscy slepo robia lockdowny, bez planu co dalej.
    Utrzymanie niskiego poziomu zachorowan po lockdowanie bedzie wymagalo scislej kontroli na granicach, gospodarka swiatowa bedzie w krzysie na lata. Bogaci beda mogli za bezcen wykupic wiele dobrze dzialajacych przed epidemia biznesow. Kiedy przyjdzie otrzezwienie bedzie juz za pozno.
    Tak bez lockdownow zginelo by wielu osob, to tragedia dla rodzin. Ale przez kryzys gospodarczy tragedia dotknie duzo wiecej osob. Strzelam 30-50% ludzi w krajach rozwinietych.
    Nie stac nas na lockdown swiata.

  4. Dokładnie, na lockdown trwający dłużej niż parę tygodni nie stać żadnego kraju. Trzeba by dać ludziom kasę (tym wszystkim, którzy nie mają ciepłej posadki i nie mogą się bawić w home office nie stresując się o pensję), a i tak nie uchroniłoby to ich przed stratami na zdrowiu psychicznym. Taki znerwicowany pracownik w depresji będzie raczej mało wydajny = kolejne koszty. W niektórych europejskich krajach już pojawia się agresja na linii obywatele-policja i gdyby sytuacja się przeciągała, może dojść do regularnych zamieszek. Tak więc najpóźniej od maja wszystko powinno wrócić do względnej normy, jeśli nie wcześniej. A Tajlandia prędzej czy później zrozumie, że warto być przyjaznym dla ekspatów, chociaż by po to, żeby więcej ich płaciło w Tajlandii podatki.

  5. Zgadzam sie z Michalem, mieszkam w Pattaya od 1.5 roku I obserwujac swiatowa sytuacje mam szczescie ze “utknalem” wlasnie tu w trakcie wirusa – a nie na przyklad w Polsce . Michal polecam plaze Baan Am Phur – w tych rejonach gdzie zreszta mieszkam wszystko wyglada jeszcze w miare normalnie, gorzej w central . Nie ukrywam ze Pattaya wieczorem w wydaniu “ ghost town” to smutny widok, ale chociaz bar girls dostaly takze slynny “ zasilek 5000 thb” 😉

  6. Fajna plaża, prawie zero turystow, przyzwoite jedzenie, chociaz jesli chodzi o tajskie bardziej plaże bang saray, restauracja “Ai talay “- niestety powyzsze chwilowo nieaktualne – bylem dzisiaj , obie plaze odgrodzone tasma , zakaz wstepu. Dziala nadal kilka “ tajnych “ knajp I barow w centrum I na sattahip ale wchodzisz na wlasnie ryzyko;)

Leave a Reply