Bandung, Indonezja

Raport z Indonezji – część 3 (Bandung)

O Bandung słyszałem wiele skrajnych opinii, od bardzo pozytywnych, wychwalających lokalne niewiasty jako najpiękniejsze w całej Indonezji, aż po totalnie negatywne, opisujące miasto jako zakorkowane, nieciekawe i pełne gold diggerów.

Bandung, Indonezja
Bandung, Indonezja

Tuż po przybyciu na miejsce, pierwsze na co zwróciłem uwagę to odczuwalnie niższa temperatura. Bandung jest położone 2000 metrów nad poziomem morza, co znacząco zmienia klimat. Nie jest tak duszno, lepko i wilgotno. Dodatkowo, byłem w wielkim błędzie wierząc, iż jest to małe górskie miasteczko. Jak się bowiem okazało Bandung ma 2,5 miliona mieszkańców, co czyni go de facto większym niż Warszawa. Mimo wszystko nie ma tutaj klimatu metropolii, budynki mają raczej niską zabudowę, nie ma metra, a płynąca przez miasto rzeka wygląda na czystą.

Po przybyciu do hotelu przedstawiam recepcjoniście voucher za zapłacony przez booking hotel. Gostek, a właściwie to młoda chłopaczyna z dziewiczym wąsikiem, wyglądał jakby zobaczył ducha i miał się zesrać ze strachu. Ewidentnie potencjalna rozmowa po angielsku była dla niego najgorszym koszmarem. Zacisnął wargi, tak aby czasami jakiś dźwięk przypadkowo się nie wydobył i milcząc machał rękami i głową sygnalizując, że nie chce mieć ze mną nic do czynienia, po czym obrócił się do mnie plecami udając, że coś tam grzebie w jakiś dokumentach i ciężko pracuje.

Wkurwiony szarpię go za ramię i mówię, że nie obchodzi mnie czy zna angielski, ale pokój mam zapłacony, więc jak mi nie da klucza to zaraz mu zrobię krzywdę. Chłopaczyna nic nie kumając, wyciąga telefonie i na translatorze pisze do mnie “no English”. Odpisuje, że chce rozmawiać z właścicielem lub menadżerem. Po chwili przychodzi następny nastolatek który również nie mówi nic po angielsku. Wspólnymi siłami odszyfrowali mój voucher i sprawdzili w komputerze, oznajmiając, że nie ma takiej rezerwacji. Generalnie byłem bliski zrobienia tam rozpierdolu, bo nie pomagało nic, ani wzywanie menadżera, ani prośba, żeby skontaktowali się z bookingiem. Sfrustrowany usiadłem na tapczanie i odpaliłem telefon, żeby zacząć po nich jechać w internetach i wystawić wszędzie najgorsze możliwe opinie. Nastąpił jednak cud – email z moją rezerwacją niespodziewanie przyszedł do skrzynki utalentowanego recepcjonisty.

Nie tracąc czasu odpaliłem wszystkie appki datingowe i zacząłem szukać koleżanki do spędzenia wspólnego wieczoru. Jedna chciała się spotkać za parę dni, druga przyjechałaby, ale rozchorował jej się kot, trzecia jest chętna, ale muszę obiecać, że wezmę z nią ślub. Super, same dobre opcje. Poszedłem się napić i zwiedzać.

Przemierzając miasto szybko odkryłem, że jestem tu jedynym obcokrajowcem i niemałą atrakcją. Nieustannie czułem na sobie wzrok i widziałem jak ukradkiem ludzie wytykają mnie palcem. Coś na zasadzie “patrz jaki białas idzie”. Popularną reakcją jest też rechotanie w takim, hmm, w sumie to debilnym stylu. Nie wiem do czego to porównać. Może wyobraźmy sobie, że jakieś 2 Janusze piją wino pod żabką w Kozach Dolnych. Nagle, nieoczekiwanie przechodzi murzyn, którego wcześniej Janusze widziały wyłącznie na produkcjach z Hollywood. Wtedy jeden z nich otwiera jamę ustną z brakującą jedynką i krzyczy “O kurła Stachu, pacz! Murzyn idzie! Hahaha < DEBILNY RECHOT>”.

Nie żebym nie był do tego przyzwyczajony, tak je w całej Azji gdy tylko zboczy się ze szlaku turystycznego. Właściwie to można powiedzieć, że w Indonezji jest to nawet mniej uciążliwe, bo nie ma tu pijanych żuli. Nie ma nic bardziej wkurzającego niż naprany azjatycki dziadek który za wszelką cenę chcę zostać twoim kolegą. Tuli cię, podaje rękę sześć razy na minutę i pluje w twarz podczas bełkotania w języku którego i tak się nie rozumie. Takie klimaty.

W przeciwieństwie do Dżakarty gdzie alkohol jest ciężko dostępny (ah te islamskie kraje), w Bandung jest on dość powszechny. Poza kilkoma dużymi klubami nocnymi jest tu dość duża alejka z barami. Znajduje się na niej z 15 miejsc w których można się napić, co jak na Indonezję jest dosyć pokaźne. Są tu kluby, bary, karaoke, miejsca z bilardem, etc. Wszystkie miejsca mają relatywnie sporo klientów, czyli mieszkańcy Bandung są zdecydowanie bardziej rozrywkowi. O dziwo, znalazłem nawet bar dla expatów i było ich tam w  środku około tuzina.

Po wlaniu w siebie 10 piw, znalazłem się w klubie Amnesia. W środku pozytywne zaskoczenie – jako jedyny biały w całej imprezowni miałem na sobie wzrok chyba każdej osoby (obu płci) i co jakiś czas ktoś podchodził zapytać skąd jestem i co tutaj robię. Tak jak pisałem powyżej, że nienawidzę napranych dziadków którzy chcą być moimi kolegami, tak przeciwnie proporcjonalnie uwielbiam podpite laski w klubach nocnych, które zapraszają mnie do swoich stolików, lub przychodzą zapytać jak ma na imię.

Z pierwszą z dziewczynek z którą rozmawiałem, cały proces szedł tak szybko, gładko i płynnie, że aż zacząłem się zastanawiać, czy to jakoby nie jest jakaś pułapka typu dziwka, albo jeszcze gorzej, laska która chce mnie okraść (w Tajlandii jest jeszcze trzecia opcja gdy coś za łatwo idzie  – dziewczyna z niespodzianką w majtkach). W każdym razie po 5 minutach rozmowy zapytałem, czy chce ze mną wrócić do hotelu i bez wahania zgodziła się. Gdy poszła do kibla poprawiać make up, ja szybko zmieniłem zdanie – jednak nie chcę z nią wracać, coś mi się to zbyt podejrzane wydawało. W między czasie najlepszej lasce w całym klubie ewidentnie właśnie wskoczyła faza po tabletce ecstasy, bo zaczęła tańczyć tak żywiołowo, że nie tylko wszystkie pary oczu zeszły ze mnie na nią, ale i w pewnym momencie wyglądała jakby chciała zgwałcić głośnik z muzyką. Wypinała zgrabne dupsko tak, że jej spódniczka wszystkiego nie przykrywała w stroną głośnika i waliła w niego pośladkami wywołując niemałą sensację w klubie. Ewidentnie dobrze zrobiona na pigułach.

Nie zastanawiając się podbijam jak najbliżej i mówię “hey, you seem to be the fun girl here”. Laska położyła dłonie na mojej klatce i wali tekstem “bule, bule, I love blow job bule”, czyli tłumacząc na normalny język było to coś w stylu “białas, białas! Uwielbiam obciągać białym”. Musiałem aż przetrzeć oczy z niedowierzania co właśnie usłyszałem i pytam czy może powtórzyć. Jej następne zdanie brzmiało mniej więcej tak: “I love bule, I love big dick”. Tutaj uświadomiłem sobie, że muszą przez nie przemawiać tabletki ecstasy, bo nie ma innego wytłumaczenia na taką bezpośredniość. Normalne zachowanie każdej dziewczyny to udawanie, że niby są trudne, trzeba je zdobywać i inne ściemy, a tu wprost przeciwnie, laska chyba bardziej chce mnie przelecieć niż ja ją. Btw, od tego momentu pokochałem Indonezję!

Ściągam ją do stolika obok, kupuje nam po piwie i rozmawiamy sobie. W trakcie konwersacji wyszło, że mieszkam w Tajlandii. Pada pytanie czy zaproszę ją do Tajlandii. Mówię, że oczywiście, w sumie prawie zgodnie z prawdą bo super laseczka, nie miałbym nic przeciwko, żeby mnie kiedyś odwiedziła. Wtedy znowu przemówiły przez nią piguły, zaczęła skakać i krzyczeć z radości głośniej niż grali muzykę. “Yay, yay, yay, yaaaaaay!!!” Tutaj nie chciałem już tracić więcej czasu, bo laska jak na widelcu czeka aby ją zaorać, więc biorę ją za rękę i pewnym głosem mówię “come”.

W hotelu, grzecznie przy zgaszonym świetle (Allah nie widzi w ciemności), gościówa mnie rzuciła na łóżko i prawie rozszarpała na kawałki. Nigdy nie spotkałem bardziej napalonej dziewczyny, na co mógł mieć wpływ jej stan trzeźwości, czyli faza narkotykowa. Nigdy nie pytałem co brała, ale wyglądało na ecstasy lub MDMA.

Kilka godzin później z samego rana, moja dziewczynka ubrała się i oświadczyła, że wychodzi do pracy w centrum handlowym, gdzie sprzedaje telefony komórkowe. Na pożegnanie zadała 2 pytania. Czy widzimy się wieczorem i czy jest moją dziewczyną. Pytam, czy zdaje sobie sprawę z dystansu jaki nas dzieli i że ciężko byłoby utrzymać taki związek. Przytakuje, że nie ma problemu, więc odpowiadam, ok, możesz być moim girlfriendem. Sam pomysł idiotyczny, ale nie była to moja inicjatywa. Jeśli chce żyć w jakieś dziwnej fantazji, to proszę bardzo.

Tego dnia wynająłem motor i pojechałem na pobliski krater wulkanu o nazwie “Kawah Putih”. Co do samej jazdy motorem w Indonezji to wcale nie jest tak źle jak podają w internecie. Powiedziałbym, że typowy azjatycki chaos, według mnie trasy między miastowe w Kambodży są 10 razy bardziej niebezpieczne niż drogi w Indonezji. Just go with the flow!

Wrażenia z tego tripa możecie pooglądać w filmie na moim kanale YouTube, który znajduje się tutaj:

Samo jezioro było niesamowite. Tego może nie widać na samym filmie, ale robiło to naprawdę wrażenie, trochę odczucie jakby znajdywało się na innej planecie. W między czasie poznałem dwie filipinki które możecie zobaczyć na video. Zaczęło się od tego, czy mogą sobie ze mną zrobić zdjęcie. I tak od poznania do przelizania się minęło może 5 minut. I za to kocham filipinki 🙂 Tego dnia nie zdążyłem jej zrobić ponieważ wyjeżdżały już do Dżakarty skąd miały już samolot powrotny na Filipiny. Za to miesiąc później ta sama filipinka przyjechała do Bangkoku i po krótkiej kolacji udało się dopiąć sytuację do końca w jednym z “fantasy rooms”, czyli pokojach stylizowanych na różne themy, np. pod wodą, w jaskini, w starożytnym Egipcie, etc. Polecam.

Kiedy dojechałem z powrotem, zalogowałem się do droższego hotelu, w którym obsługa znała angielski i wszystko działało jak należy. W tej okolicy, pare kilometrów od centrum, jeszcze bardziej przyciągałem uwagę ludzi na ulicy. Podczas picia kawy na krawężniku, w ciągu 10 minut podchodziły do mnie 3 grupy. Dwie z nich to szkolne dzieci które ćwiczyły angielski czytając pytania z kartki, trzecia to jakaś babeczka koło 35, 40 lat z pytaniem, czy możemy sobie razem zrobić zdjęcie. Ogólnie mega mili ludzie, pozytywni, przyjaźni i zero naciągania na kasę jak na tej syfiastej wyspie Bali. Po jakimś czasie staje się to wręcz męczące bo ile razy dziennie można pozować do zdjęć i odpowiadać na te same pytanie. Zacząłem ściemniać, że się śpieszę.

Tego wieczora miałem wielki zgryz, bo z jednej strony chciałem spotkać się z tą laską z Amnesia, która była mega fajną i napaloną dziewczynką, a z drugiej chciałem dalej biegać po klubach jako samotny wilk na łowach. Ostatecznie wybrałem opcję numer dwa, ponieważ mając zaledwie kilka nocy w Bandung chciałem lepiej poznać tutejsze życie nocne.

Nowy klub który odkryłem był jakimś dziwactwem dla nastolatków, aczkolwiek ponieważ zapłaciłem za wejście, to i nie uciekałem od razu. Było tam dość dużo ludzi, co ciekawe wszyscy palili papierosy i nikt nic nie pił. Średnia wieku na oko 16 lat. Stawiam, że w takim wieku nie ma się pieniędzy na stosunkowo drogie życie nocne w Indonezji. Podbijam do laski przy barze i próbuję zagadać. Ona od razu się zapeszyła i zrobiła dwa kroki w tył. Po kilku minutach sama do mnie podchodzi i pokazuje na drinki z domysłem, że mam jej kupić. Ogólnie to nie mam obiekcji kupować lasce drinki i całą noc, ale jak rozmowa się zaczyna od “ja chce…” albo “kup mi”, to ewidentnie naciągara. Powiedziałem jej, żeby spadała, dopiłem piwo i wyszedłem. W środku było ciężko oddychać, zadymiona ponad moje możliwości.

W kolejnym klubie było bardzo drogie wejście. Powiedziałem im wprost, że nie zapłacę tyle za klub w którym nigdy nie byłem i chyba zadziała magia białej skóry, bo wpuścili mnie za darmo. W środku było stosunkowo mało ludzi, więc wróciłem do klubu Amnesia z pierwszej nocy.

To chyba jedno z moich ulubionych miejsc w Indonezji. 10 minut po wejściu podbija do mnie laska i pyta czy chce się do nich przyłączyć. Przy stoliku było też sporo kolesi, nie widziałem która jest z którym, więc nie atakowałem żadnej. Za to one do mnie non stop podbijały z coraz nowymi pytaniami, standardowy pakiet, skąd jesteś, co tutaj robisz, czy masz dziewczynę, etc. Grupa chciała mnie częstować swoją flaszką, ale dla bezpieczeństwa wole sam sobie kupować, żeby się np. nie okazało, że jak już dopijemy, to oczekują, że kupię następną, A przypominam, że w Indonezji alkohol jest raczej drogi.

Po jakimś czasie olałem ten stolik i poszedłem na parkiet, gdzie dość szybko udało się nawiązać kontakt z nową gwiazdką. Nie była tak super jak ta z poprzedniego dnia, za to sama przyleciała z drugiego końca parkietu, żeby tańczyć koło mnie. Było to, że się tak wyrażę, zajebiście oczywiste, ewidentnie chciała abym do niej podszedł, więc spełniając jej życzenia zapytałem o jakąś głupotę. 30 minut później byliśmy już w drodze do mojego hotelu. Tutaj mały zonk, chyba za dużo wypiłem bo zasnąłem podczas gdy ona brała prysznic, oops. Rano gdy tylko się obudziłem, rzuciłem się na nią jak pies na mięso. Nie może być tak, że śpi ze mną dziewczyna i nic!

Tego dnia musiałem już wracać do Dżakarty gdyż pobyt dobiegał końca. 14 dni bardzo szybko minęło i trzeba było powoli wracać, zwłaszcza, że w Dżakarcie wciąż miałem do zaliczenia jedzenie kobry z grilla i ustawione dwie randki. Motorkiem za jakieś mega drobne (cena autobusu w Tajlandii) podjechałem pod dworzec kolejowy, gdzie czekał już pociąg…

Ogólna ocena Bandung: 8/10. Pod wieloma względami lepiej niż w Dżakarcie, pod każdym względem lepiej niż na Bali (no może trochę plaży brakuje). Raczej nie spotkałem się z naciąganiem na kasę, dwa razy pytano mnie o kupienie drinka i to by było na tyle. Laseczki z którymi spędziłem noc nie pytały nawet o siano na taxi, więc bardzo pozytywnie. W klubie Amnesia chyba jest trochę dziwek bo tak im kurwikami z oczu patrzy. Ponad to widziałem, że stoją przy jakiejś ulicy oferując dupki na sprzedać. Ogólnie większość w w klubach normalne dziewczyny które przyszły na imprezę, a przynajmniej takie mam wrażenie po 2 nocach w mieście. Zdecydowanie nie jest to raj dla dziwkarzy, za to całkiem niezłe miejsce na podryw.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na zamkniętym forum Forum Azja Po Zmroku,tylko dla facetów! Mamy już ponad 4000 użytkowników i można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy o Azji.

Nie zapomnij też subskrybować kanał YouTube. Na razie nie wrzucam filmów regularnie, co jednak planuje zmienić w najbliższej przyszłości.

 

18 thoughts on “Raport z Indonezji – część 3 (Bandung)

  1. Dzięki za opis..będę musiał sprawdzić Bandung, znam tylko Jakarte i to z przed wielu lat, pewnie wiele się nie zmieniło ..co do Jakarty, to zgadza się: alko drogi, w klubach większość miejscowych, sporo dziwek (rowniez naganiaczy) ale można i poznać normalne dziewczyny, które przyszły się zabawić..pzdr, i czekam na dalsze relacje 🙂

  2. nie kumam jakichkolwiek problemow jezykowych w Azji w 2018 tfu 19 roku, wyciagasz google translator i jedziesz, czy to tekstowo czy glosowo, no moze Lao tlumaczy z dupy ale wiekszosc Lao gada plus minus po tajsku wiec to nie problem, mam przegadane dziesiatki godzin czy to w realu czy na chatach w ten sposob, wystarczy uzywac simplified english i na kazdy temat da sie pogadac w ten sposob

Leave a Reply