Mindanao – wyspa dziewic i terrorystów (Filipiny część 3)


Koła samolotu mocno uderzyły o płytę lotniska i oto znalazłem się w Davao, największym mieście wyspy Mindanao. Tuż po wyjściu z lotniska przywitała mnie cała lista mord poszukiwanych terrorystów. Typowe dla muzułmanów brody i obowiązkowo zakryte włosy kobiet, jak nakazał imam, nie pozostawiają wątpliwości jaką religię wyznają lokalni terroryści. Jak powszechnie wiadomo, islam to religia pokoju.

Mindanao, Filipiny

Mindanao, Filipiny

Wiele osób przestrzega przed zapuszczaniem się na Mindanao. Jest to bowiem jedno z miejsc, w których islam szaleje w pełni tego słowa znaczeniu, czyli porywają, obcinają głowy, zakopują żywcem ziemi. Pamiętacie jeszcze Marawi, miasto na Filipinach które zostało przejęte przez islamskich fanatyków i ogłoszone miastem ISIS? Tak jest, Marawi znajduje się właśnie na Mindanao. Oczywiście nie jest tak, że wszędzie jest super niebezpiecznie, są rejony do których lepiej się nie zbliżać i takie, w których raczej nic złego nie powinno się przydarzyć. Davao jest rzekomo jednym z tych miejsc, w których jest raczej bezpiecznie. Tymczasem szybki google search zdradza, że Davao we wszystkich statystkach jest 4 najgorszym miastem na Filipinach jeśli chodzi o indeks przestępczości, zaraz po Quezon, Manili i Cebu. Tereny na które lepiej się nie zapuszczać, to Cotabato (które sąsiaduje z Davao), Marawi, Zababonga i wyspy Sulu. Sulu jest szczególnie niebezpieczne, to właśnie tutaj urzęduje bowiem Abu Sayyaf – grupa islamskich terrorystów z długa historią paskudnych przestępstw.

Taxówką dojechałem do hotelu polecanego przez mojego przyjaciela z Belgii, który mieszka w Bangkoku od 15 lat, a jego żona pochodzi właśnie z Mindanao. Jak twierdził, na Mindanao jest tak tanio, że za 500 peso można spać w hotelu z airconem. Jakież było moje rozczarowanie, gdy po wejściu do tego wspaniałego hotelu, odkryłem, że – znowu – na kiblu nie ma deski, wodę spuszcza się wiaderkiem w którym komary składają jaja, a z prysznica leci wyłączanie zimna woda. Niegdyś białe prześcieradła mają obecnie nieco bardziej żółtawą odcień, a rozmiar pokoju taki bardziej dla hobbita, a nie faceta mojego pokroju, który mierzy sobie ponad 6 stóp wzrostu. Ale nie kłamał – klimatyzacja faktycznie jest.

Było już godzina 10 w nocy. Wszystkie dziewczyny z którymi miałem się spotkać, twierdzą, że to absolutnie za późno na wyjście z domu. Tego własnie nie cierpię na prowincji. Davao niby ma 2 miliony mieszkańców, ale ewidentnie ludzie mają jakąś mentalność mało miasteczkową, żeby nie powiedzieć wiejską. Może 5 lat w Londynie i 7 lat w Bangkoku sprawiły, że nie potrafię się już odnaleźć w mniejszych miastach, natomiast naprawdę mocno mi przeszkadza takie nastawienie ludzi. Wszystko jest za daleko, choć de facto, takie 2 milionowe miasteczko to na upartego da się przejść na nogach. Noc jest od spania, wschód słońca od wstawania. Rozumiem, na wsi trzeba wyprowadzić bawoła w pole i wydoić krowę, ale dlaczego w takim mieście jak Davao ludzie dalej chodzą spać, jakby mieszkali na farmie?

Wychodzę więc na miasto bez konkretnego planu. Tuż przy hotelu zaczepia mnie kulawa dziwka w ciąży, wiek na oko 50 lat. Do you want service? Z ciekawości pytam ile taka usługa od starej baby w ciąży. 1500 peso. Odchodzę i od razu zrobiło się 1000. Dalej dziękuje i idę dalej. Szukam miejsca gdzie można się napić Red Horsa. Ciężko z tym. Same bary karaoke, gdzie filipińce drą ryja do jakiś szarpidrutów. W końcu znajduje ‚Hot legs’, jak się okazuje taki lokalny odpowiednik barów go go. Trochę obawiając się, czy mnie nie opierdolą z kasy, oszukają, zgwałcą lub zabiją, wchodzę do środka. Nie mogę tego przegapić, bo niby jak inaczej opiszę życie nocne w Davao.

Do Hot Legs jest płatne wejście, 50 peso, czyli jakieś 3zł. W sali siedzą młodzi i starzy filipińce, palą papierosy i piją piwo, na scenie zaś „tańczy” z 10 średnio urodziwych pań o średniej wieku 30+. Generalnie to mi się nie podobało, aż do momentu w którym zaczęły ściągać majtki. Ciekawa obserwacja, wcześniej bowiem nie podobała mi się żadna z pań, kiedy zaś zaprezentowały się bez ubrań, szybko zmieniłem zdanie, brałbym do pokoju połowę. Nie były takie złe, większość miała wygolone paski. W ogóle ciekawe, że są na Filipinach miejsca w którym dziewczyny się rozbierają, bo np. w Manili i Angeles i Cebu, zawsze są w bikini i nigdy im żadna garderoba nie spada.  Dziewczyny rzuciły się na mnie jak muchy na gówno – w końcu widok białego (i to jeszcze poniżej 60 lat), to w Davao rzadkość. Lady drinki kosztują coś koło 300 peso, istnieje też możliwość wynajęcia prywatnego pokoju i zabrania tam dziewczynek. Od razu też dodały, że w takim pokoju mogą zrobić dobrze ustami za 1000 peso napiwku. Po piwie wyszedłem. wszystko było ok, nikt mnie nie oszukał, nie zgwałcił, etc. Czy więc można bezstresowo chodzić do Hot Legsów w Davao?

Innego dnia byłem w Hot Legs ze znajomym z Polski i wszystko nie było już takie piękne. Laski może i mieli lepsze, choć nie ściągały majtek, ani nawet nie można było radować oka widokiem cycka, to były całkiem przyjemne z aparycji, nawet pomimo tego, że zdawały się być mocno nadszarpnięte dziećmi. W tym drugim Hot Legsie, już na wstępie lecieli w chuja. Po pierwsze, przyszedłem tam z dziewczyną i na rachunki skasowali ją 100 peso, zamiast 50 za wejście. Po drugie, dostałem na maksa wygazowane piwo, które musiało stać otwarte co najmniej 5 godzin, bo nie miało ani jednego bumbelka. Kelner mnie totalnie zignorował i uciekł kiedy zgłosiłem swój przeciw. Czyżby robili zlewki? Jak ktoś nie dopija, to zlewają do butelki i podają jako nowe piwo? Tego już się nie dowiem. Na szczęście moja laska poszła zrobić awanturę i piwo wymienili. Natomiast jeszcze gorzej było, kiedy mój kumpel zamówił lady drinka dla jednej z hostess (hostessa, ale ładne określenie na dziwkę 🙂 ). Dziewczynka kolegi zamówiła sobie piwo, a na rachunku 600 peso zamiast 300. Wzywamy obsługę która nam wkręca, że to podwójny drink, stąd 600. Ale piwo jest jedno, to jak ma być podwójne? Do tego sama laska powiedziała 3 razy, że koszt jej drinka to 300 i tak samo jest napisane na drzwiach, więc skąd się wzięło 600? No cóż… Gdyby była to Tajlandia, to zrobiłbym mega scenę i cena wróciłaby do normalnej, ale że jesteśmy na Filipinach w których nie wiemy jak i co działa, to kumpel postanowił zapłacić te 600. Natomiast po tym doświadczeniu nie wróciliśmy już więcej do Hot Legsów. Skoro oszukują w tak bezczelny sposób, to niech szukają klientów gdzie indziej.

Wracając do dnia pierwszego. Po wyjściu z Hot Legsów, okazało się, że w Davao jest godzina policyjna od 12stej w nocy i jest wielka czarna dupa, bo nie ma nic. Po pierwszej nocy byłem wielce rozczarowany tym miastem. Uciekłem nawet z samego rana do miasta Digos, aby spotkać się z Belgiem i jego żoną o których wspominałem. Digos… co za pomyłka. Nie dość, że żadna laska z netu nie chciała wyjść, bo za późno, bo nie weekend, bo nie wie co mamie powiedzieć, to w jedynej imprezowni w mieście, laski mnie zlewały jak nigdzie indziej na Filipinach. Było tak źle, że kiedy zapytałem się jakiś panienek, czy mogę z nimi usiąść, usłyszałem NIE. Tragedia. Ale przynajmniej w hotelu była deska na kiblu. Szkoda tylko, że brakowało okna. Z tymi deskami na kiblach, nie wiem o co chodzi. Co drugi hotel nie ma i to nawet te 3*. To jest jakiś żart filipiński, jak można coś takiego oferować ludziom.

Następnego dnia powrót do Davao, gdzie byłem umówiony z bardzo sympatyczną dziewczynką w parku. Rozmawialiśmy godzinami, dokuczaliśmy sobie, wymyśliliśmy głupie ksywki. Potem poszliśmy na imprezę do czegoś w rodzaju roof topu, grała tam muzyka na żywo. Alkohol tak tani, że w Bangkoku chyba woda droższa w knajpach niż tam piwo. O 12 wszystko zaczęło się zamykać (godzina policyjna), więc zabrałem ją do swojego mieszkania które wynająłem przez Air Bnb (hoteli już miałem dość). Oczywiście przed pójściem do mnie musiałem złożyć przysięgę na Chrystusa Zbawiciela, że nie będę próbował jej wyruchać. Po wejściu do domu ściągałem z niej majtki chyba w pierwszych 5 minutach. Nie chciała za to ściągnąć butów, więc tylko zsunąłem z niej dolne części ubrania, podniosłem nogi i zrobiliśmy to w takiej dziwnej pozycji. Przynajmniej coś nowego. Po samym akcie, ona musiała wracać do domu, bo inaczej współlokatorka wiedziałaby, że spędziła ze mną noc, aka ruchała się. A pozory trzeba trzymać.

W sumie dobrze się złożyło, że poszła, bo odprowadzając ją na taxi, odkryłem nowe miejsce do picia alkoholu po godzinie policyjnej. Otóż moje mieszkanie było w slumsach Davao, zaraz przy Oceanie Spokojnym. Wszędzie znaki w którą stronę uciekać w przypadku tajfunu, tsunami, lub trzęsienia ziemi. Dziwna akcja, ale to właśnie slumsy są najbardziej narażone na klęski żywiołowe (swoją drogą na Filipinach ginie w klęskach żywiołowych najwięcej ludzi na świecie, tajfuny potrafią zdmuchnąć całe wioski z powierzchni ziemi). Wracając już sam do domu zauważyłem, że jakieś dziewczyny piją alkohol na ulicy, a była już co najmniej 3 rano. Zapytałem czy mogę się przysiąść, postawiłem litrowego Red Horsa i było super. Od tej pory codziennie po godzinie policyjnej szlajałem się po slumsach i piłem z losowymi ludźmi. Mega przyjazne towarzystwo, przykładowo te pierwsze laski tłumaczyły mi, że głupio im nawet przyjąć ode mnie piwo, bo nie chcą, żebym myślał, że Filipinki to gold diggery, lub naciągaczki na kasę. Innym razem postawiłem typkowi piwo i zdradziłem, że bardzo lubię dziewczyny. Poleciał gdzieś i przyprowadził jakąś 18stkę. Wsadził mi ją na kolana i powiedział „enjoy”. Nie pukałem jej, już nawet nie pamiętam dlaczego, ale sam gest bardzo mi się podobał. Najlepsi ludzie w Davao są na slumsach! A co do jedzenia, sprzedają tam masę warzyw i owoców za jakieś tak śmieszne ceny, że ciężko w to uwierzyć. Np. mały zestaw warzyw w torebce kosztował 5 peso, czyli 30 groszy. A były tam i pomidory, i ogórek, jakaś cebula i parę innych rzeczy. Szczerze to nigdy nie byłem w miejscu o niższych cenach niż Mindanao. Wyjątkiem są tu jednak hotele, które są beznadziejne i drogie.

A teraz przejdźmy do dziewic, których na Mindanao nie brakuje. Powiedziałbym nawet, że jest to raj dla facetów o takim fetyszu, bo sporo lasek nawet po 21 lat, nigdy nie miało w sobie prącia. Do tego wszystkie się zakochują po pierwszym spotkaniu, tak samo zresztą jak ta moja dziewczynka co butów do seksu nie lubi ściągać. Do dzisiaj do mnie codziennie piszą, a minął już ponad miesiąc. Jakbym kiedykolwiek szukał żony, to na pewno byłoby to właśnie na Mindanao i polecam każdemu kawalerowi, który się nie boi islamskich terrorystów, maczet odcinających głowę i porwań dla okupu – ja jeżdżę na motorze w Tajlandii gdzie dziennie ginie na drogach 60 ludzi, więc się nie boję.

Dziewica #1

Poznaliśmy się na Facebooku. Po krótkiej rozmowie, rutynowo zapytałem czy ma dzieci. To jest ważne pytanie, bo Azjatki po dzieciach są mega sflaczałe, z potarganym brzuchem, dupskiem, cyckami które zmieniają się w worki tłuszczu i mocno obniżonym libido. Za dziecko jest z automatu -3 punkty w rankingu zajebistości Forsakena. Tymczasem ta laska śmieje się, że jak może mieć dziecko będąc dziewicą. Od razu zaznaczam, że dziewice to nie jest żaden mój fetysz, powiedziałbym nawet, że chociaż nie jest to minus, to na pewno i nie plus, bo dla nich pójście z facetem do łóżka to mega wydarzenie życia i potem są telenowele, dramaty, etc, a ja po prostu chce się przespać z fajną laską, tak jak każdej innej nocy. Z dziewicą #1 spotkałem się natomiast dlatego, że ma wielkie cycki. Po 7 latach w Tajlandii, która ma pierwsze miejsce na świecie jeśli chodzi o najmniejsze cycki, wyrobiłem sobie taki własnie fetysz – lubię duże. To znaczy nie jest to mus, bo gdyby był to w ogóle nie mieszkałbym w Azji, ale duże cycki to +3 w rankingu zajebistości Forsakena.

Zaprosiłem ją więc na wspólną podróż na wyspę Samal. Samal to wyspa na której jeszcze 2 lata temu (w 2015) Abu Sayyaf porwali 3 białych turystów i jedną Filipinkę, która była dziewczyną jednego z porwanych. Nie chce mi się szukać co się z nimi stało, albo ich wypuścili, albo im obcięli głowy. Nigdy nie wiadomo co strzeli do głowy jebniętym muzułmanom… Tak więc, jako że moja dziewica była tam miejscową, oddałem się w jej ręce, czyli dałem zaplanować jak pojedziemy. Jak potem popatrzyłem na mapę, to załamałem ręce, bo port jest tuż przy slumsach, a ona zabrała nas na jakiś prom przy lotnisku, przez co jechaliśmy 45 minut w jeepney’u (lokalnym autobusie), z którego tak kopciło, że już po 10 minutach chciało mi się rzygać. Sama wyspa, no cóż, może nie powinienem oceniać książki po okładce, ale raczej tragedia. Pierwsza plaża na którą pojechaliśmy zażyczyła sobie 250 peso od osoby za wejście. Co to ma w ogóle być, żeby brać opłaty za wejście na plażę?! Podobno super mają facilities i dlatego taka droga. Proszę więc o próbkę i jakiś cieć bierze nas to pojazdu na prąd, żeby nas podwieźć. Nie działa. Wsiadamy do drugiego, przejeżdżamy 30 metrów i drugi pojazd też nie działa. Idziemy na nogach, a tam plaża taka se, nic ciekawego. Fajny basen, ale iść na plażę, żeby potem siedzieć w basenie, to trochę jak iść do kina i oglądać film z Youtuba na komórce. Pojechaliśmy więc na inną plażę, dla biednych, bo wejście było tylko 40 peso. Plaża powiedziałbym adekwatna do ceny, czyli generalnie chujówka. Za to mieli piwo i udało mi się upić dziewicę, a to już plus, wiadomo, dziewczyny po alkoholu są dużo śmielsze w ważnych sprawach.

Po powrocie do Davao, znalazłem nowy hotel, w którym była deska na kiblu, czysta pościel i w ogóle wow, prawie jak normalny hotel. Prawie robi jednak różnicę, bo wymiary były może 2,5 metra na 2 metry. Jak się kładłem, to nogi i głowa dotykała ścian. Ale przynajmniej nie widać żadnych insektów, bo w hotelu z poprzedniej w nocy obudziły mnie karaluchy które spacerowały po moim ciele. A teraz wracamy do dziewicy i rozdziewiczania. Niby mówiła, że nie, ale jej mowa ciała była na tak, więc nie przejmowałem się zbytnio jej sprzeciwami i ją zrobiłem. Ahhh, te wielkie cycki, nigdy tego nie zaponę. Z miśki poleciało tylko kilka kropelek krwi, ale plamy na pościeli nie pozostawiły wątpliwości – dziewica. Miała za to super nastawienie, bo chociaż trzęsły jej się nogi jak chyba każdej dziewicy, to przy drugiej rundzie już chciała próbować wszystkiego. Od tyłu, na górze, do góry nogami. A kiedy skończyłem z bananem w jej buzi, z zaskoczeniem zapytała „dlaczego to smakuje jak ciepła woda z solą”. Jak słodko 🙂 Następnego dnia czas już był ruszać dalej w podróż, a przyznam, że bardzo żałuje, że nie zostałem z nią dłużej. Mega fajna i pozytywna laska, może nawet materiał na coś dłuższego?

Następnego dnia byłem w autobusie do Bislig. 6 godzinna podróż z filipińcami w jednym autobusie była przeżyciem z gatunku horrorów. Filipińce do autobusu na 40 osób potrafią wsadzić 60. I tak np. masz obcą babe na kolanach, koguty pieją niezadowolone z bycia zamkniętymi w jakiś ciasnych kartonach, które co chwile spadają z siedzeń, po podłodze walają się jakieś marchewki, ogórki i chuj wie co oni tam jeszcze przewozili. Do tego był karzeł i pan bez zębów który puszczał melodyjki z 15 letniej Nokii. Autobus bez klimatyzacji, a jakże, więc zapachy też były mocno swojskie.

W końcu dojechałem do Bislig, aczkolwiek akurat Belg i jego żona przenieśli się 30 km dalej do Hinatuan, więc zapłaciłem jakiemuś typkowi 300 peso, żeby mnie podwiózł na motorze. Po drodze złapał nas tropikalny deszcz, a ja w plecaku komputer i wszystkie dokumenty z uniwersytetu. Trochę się zestresowałem, ale udało się, komputer działa, a na dyplomie moje imię też się nie rozmazało.

Hinatuan

Zalogowałem się do jakiegoś hotelu, w którym tradycyjnie nie było deski na kiblu. Było już późno więc od razu śmigałem na spotkanie z Belgiem i jego żoną. Był z nimi jeszcze jeden filipińczyk, taki maksymalny gej, który miał nam pokazać fajne miejsca następnego dnia. Wszystko spoko, tylko po tym jak wypiliśmy 30, czy 40 Red Horsów (co kosztowało nas jakieś śmiesznie małe pieniądze, chyba nawet nie 100 zł), wszyscy mega narąbani śpiewali karaoke. W pewnym momencie do lokalu wbija ekipa, pare dziewczyn i kilku kolesi. Kupili więcej piw i wyszli. Po sekundzie jedna z lasek z tej grupy wraca i pyta się mnie czy nie chciałbym z nimi pójść na imprezę domową. Ja mówię, że jasne, a na to nasz gej, że to super niebezpieczne iść z obcymi. Wyśmiałem go i powiedziałem, żeby w takim razie tu został, bo ja z nimi idę. Gej niechętnie, ale polazł za mną.

Domówka była całkiem spoko, chociaż nic specjalnego się nie działo. Co prawda każda laska niby coś tam flirtowała ze mną, ale Hinatuan to jest jakaś pierdolona wioska i ludzie mają tu wioskową mentalność. Jak tylko robiłem jakiś kontakt dotykowy z dziewczynami, one wycofywały się. Stąd też, ostatecznie olałem imprezę i poszliśmy szukać mojego hotelu. Gej się na mnie coraz bardziej wieszał, aż w pewnym momencie złapał mnie za rękę. Nie chce być niemiły, bo wiem jak to jest usłyszeć od jakiejś polskiej Joasi „spierdalaj” podczas zalotów, ale musiałem mu dosadnie przypomnieć, że lubię cycki i jak jeszcze raz mnie złapie za rękę, to wrzucę jego 40 kilogramowe ciało za żywopłot posesji obok. Zadziałało. W końcu dotarliśmy do mojego hotelu w którym brama była zamknięta. Po 10 minutach darcia ryja, żeby ktoś otworzył, postanowiłem przeskoczyć przez bramę z kolcami. Niby nic trudnego, tylko widziałem już nie różne zdjęcia jak ludzie się na to nabijają dupami, nogami, fiutami, a nawet twarzą, a ja byłem tak po 10 piwach. Gej krzyczy, że chyba zwariowałem, ale nie będę przecież spał na ulicy jak za pokój zapłaciłem. Przeskoczyłem.

Następnego dnia zwiedzaliśmy prowincję Bislig. Musze przyznać, że pare miejscówek robi wrażenie. Enchanted River, to chyba najbardziej niebieska laguna jaką widziałem w życiu. Z tego też miejsca wzięliśmy prywatną łódź i popływaliśmy po okolicy. Nie będę się rozpisywał o pierdołach, to nie jest blog podróżniczy, a Azja Po Zmroku. Z ciekawych jednak rzeczy, zatrzymaliśmy się w restauracji na morzu gdzie trzeba dopłynąć łodzią, a rybę jesz tylko taka którą złowią na twoich oczach. Nie chciałem nawet myśleć o warunkach higienicznych w tym miejscu. Woda może i niebieska, ale w kiblu nie było światła, jak się szczało, to właściwie nie było się w stanie nawet stwierdzić, czy trafia się do kibla czy nie. Mój kumpel Belg odlał się nawet pod prysznic, w złym pomieszczeniu i nie chciał mi uwierzyć, że to nie jest kibel, tylko właśnie miejsce do kąpania się. Oczywiście wody się nie da spuścić, a na kiblach tradycyjny brak desek (w sumie to zgaduje, bo i tak nie było światła). Mięli za to kilka fajnych kelnerek 17 letnich. Żona Belga, wracając z kibla (pewnie też lała pod prysznicem), powiedziała mi, że kelnerki mnie wołają gdzieś tam na zaplecze. Cóż miałem zrobić, ja jestem jak Rasputin, kobietom i wina nie odmawiam. Coś tam sobie niewinnie poflirtowaliśmy, na ile pozwalał ich łamany angielski, gdy nagle wpadł zazdrosny właściciel i zrobił taką awanturę, że nie wiedziałem, czy lepiej skakać za burtę, czy co robić. Założę się, że ten grubas rucha te kelnerki i dlatego mu się tak nie podobała moja obecność. Again, wioskowa mentalność ludzi.

Tej nocy spałem w lepszym hotelu, który miał recepcję czynną całą noc i nie trzeba było skakać przez druty kolczaste. Pokój był czysty bez robaków, nie śmierdział. Aaa, i na kiblu była deska. Prawie idealnie, czyż nie? No, nie do końca. Po pierwszym numerze 2, kibel się zatkał i znowu gówna prawie wypływały na podłogę. Próbowałem wszystkich znanych metod na odblokowanie, ale nic nie działało. Od tej pory miałem non stop paranoje, że zatkam kibel. Tak szacuje, że za każdym razem jak srasz na Filipinach, ryzyko zatkania kanalizacji wynosi jakieś 20%. I zaznaczam, ja nie używam papieru toaletowego (który uważam za mega obrzydliwy). Kible na filipinach zatykają się czystym klocem, bez dodatków w postaci chusteczek, czy innego badziewia. Ogólnie hardcore, na co dzień człowiek nie zdaje sobie sprawy z tego, jaki to luksus, że żyjemy w krajach gdzie jedno spuszczenie wody rozwiązuje problem. Na Filipinach możesz nakurwiać spłuczką 3 i 4 razy, a gówno dalej dryfuje gdzieś na powierzchni, a jak już się łaskawie spuści, to trzeba trzymać kciuku, żeby nie zapchało rur i nie wróciło na podłogę łazienki z kolegami. Ehhhh!

Dziewica #2

Jakaś randomowa laska która którą jak się okazało miałem na Facbooku, wysyła mi wiadomość, czy naprawdę jestem w Bislig. Okazało się, że mieszka 2 godziny jazdy autobusem stąd i jest chętna przyjechać. Co prawda nie ma żadnych pieniędzy i pożyczy 500 peso na autobus, za który z góry zobowiązałem się zwrócić pieniądze, ale i tak była chętna na przyjazd. Swoją drogą odważnie, jakby wszystkie moje pieniądze ograniczały się do 500 pożyczonych peso, to na pewno nie zapierdalałbym 100 km od domu na spotkanie z nieznajomym, który może się okazać jakimś zboczeńcem. Na szczęście dla niej, żaden ze mnie zboczeniec. No, może trochę. No może więcej niż trochę, ale za to jaki sympatyczny.

Po przyjeździe, zwiedzaliśmy jakieś wodospady i punkty widokowe w Bislig. W między czasie, w rozmowie zapytałem czy czasami nie jest dziewicą, na co usłyszałem, że miała już chłopaka, więc nie. Wieczorem wracamy do hotelu, jakieś przytulanie, etc, aż przechodzę do ataku. Znowu czuje dziwnie znajome trzęsące się nogi jak u dziewicy z przed kilku dni. Laska spięta na maksa, jakby jej mieli wyrwać zęba. Pytam się, czy możemy to odłożyć na później, kładę jej palec na usta i mówię ćśśśśś, zakładam gumkę i próbują w nią wchodzić, a tu… nic. Nie da się wsadzić. Wtedy pytam, „ejjj, ty na pewno miałaś już chłopaka wcześniej?”, na co słyszę, że nigdy tego jeszcze nie robiła, a skłamała, ponieważ mając 21 lat bycie dziewicą wydaje jej się już nie na miejscu i się zwyczajnie wstydziła. Nawet wspomniała, że kiedyś próbowała użyć dildo, żeby przerwać błonę dziewiczą, co też jej też średnio szło. A więc druga pod rząd dziewica zrobiona w przeciągu tygodnia. Swoją drogą, po finale też piękny komentarz zrobiła „o fuj, to wcale nie smakuje dobrze, dlaczego dziewczyny na pornosach lubią to jeść, to nie jest nawet słodkie”. Hehe.

Następnego dnia znowu spotkałem się z Belgiem i jego żoną. Wraz z nimi i moją dziewicą poszliśmy do karaoke w Bislig, gdzie poszło trochę Red Horsów. Mój błąd, że dałem niepijącej dziewicy alkohol, bo zmieniła się w nieporęczne dziecko pod wpływem procentów. Najpierw zaczęła płakać, że świat jest zły, ona ma dobre serce, a wszyscy ją robią w chuja na kasę. Pewna koleżanka dziewicy wymyśliła, żeby razem kupić bitcoiny. Dziewica więc, zamiast założyć swój własny portfel na zakup, oddała całe oszczędności koleżance, która zniknęła wraz z pieniędzmi. Za drugim razem została oszukana na 40,000 peso które jej rodzina musiała gdzieś pożyczyć, bo jakiś typ w Manili miał jej załatwić pracę na statku za tą kwotę. A że ona skończyła studia oficerskie, ma Bachelors of Science in sea transportation, to była to jej wymarzona praca. Oczywiście rodzina zamiast ją ostrzec, że pieniądze za prace, to jakiś oczywisty przekręt, sama się zapożyczyła i wysyłała córeczkę do stolicy.

Po dwóch godzinach płaczu, byliśmy już w domu i dodatkowo do łez, zaczęło się też rzyganie. Najpierw zrzygała się do umywalki, potem obok kibla. Nie była w stanie sprzątać, więc ten przyjemny obowiązek spadł na mnie. Następnie rzygała w łóżku. W ostatnim momencie ją wypchałem i bełty poleciały na podłogę, zamiast na poduszkę. Oczywiści w tym momencie zarzygała sobie już całe włosy. Płacz na przemian z rzygami i wyznaniami miłości do Jezusa. W pewnym momencie zaczęła mnie nieco irytować. Rzygi jeszcze zaakceptuje, ale patologicznego pierdolenia religijnego już nie bardzo. „Jesus I love you, I know you love me too, waaaah, why my life is so bad, Jesus love meeee” . Zostawiłem ją w łazience, gdzie zasnęła w pozycji kucającej, wyglądając trochę jak śpiąca kura. Zrobiłem nawet zdjęcie, ale chyba nie na miejscu byłoby wrzucanie tutaj. Z doświadczenia wiem, że dzięki życzliwości czytelników, co któraś laska o której tu pisze, czyta te teksty, więc nie będę się narażał 🙂 Z samego rana, obudziłem się z bananem w jej ustach, to miały być przeprosiny za jej zachowanie. Taki treatment od rana, jak jej nie wybaczyć.

Laska w sumie była całkiem sympatyczna, więc zabrałem ją ze sobą w dalszą drogę do Surigao, na samej północy Mindanao, skąd odpływa prom do Cebu. Spędziliśmy ze sobą kilka dni i generalnie dziewczynka chyba się we mnie zakochała na maksa, powiedziała już nawet rodzicom, że przeprowadza się do Tajlandii, bo poznała faceta który mieszka w Bangkoku. Codziennie do mnie pisze i snuje historie nawet o dzieciach, o tym kto z nas jaką będzie robił pracę, wysyła mi promocje biletów w Cebu Pacific na trasie Manila – Bangkok z sugestią, żebym może kupił.  W sumie to tyle naobiecywała jaką będzie idealną dziewczyną, że rozważam faktycznie ją tu ściągnąć na jakiś czas…

W drodze do Surigao dałem jej jakieś 100 peso w drobnych, bo już mnie wkurwiało, że za każdym razem jak chce kupić wodę, czy coś, to ona na mnie patrzy i czeka aż zapłacę. Dałem jej więc te drobne i myślę, spoko, już za kibel sobie może sama zapłacić. Tymczasem kupując orzeszki, mówi, żebym jej dał 15 peso. Pytam się gdzie jest stówa którą jej dałem, „oddałam ślepemu żebrakowi w autobusie”. Ja pierdole, laska nie ma żadnych pieniędzy, to jeszcze odda ostatnie drobne ślepemu… masakra.

Po 2 dniach w Surigao miałem już bilet na prom do Cebu. Rozłąka z dziewicom to był niezły dramat, płakała strasznie i prosiła, żebym ją zabrał ze sobą. Ale dla mnie ona była takim trochę strupem. Fajnie, że obrabiała pałę każdego poranka, ale jak ona nic nie robi całymi dniami tyko patrzy na mnie jak w obraz i chodzi za mną jak piesek, to zaczęło mnie to trochę męczyć. Może inaczej byłoby, gdybym ją miał w mieszkaniu w Bangkoku, ale aktualnie jestem w podróży i taki układ mi nie do końca odpowiadał. Trochę czułem się jakbym miał córkę którą trzeba się opiekować.

Z Surigao do jej miasta jest co najmniej 8 godzin autobusem. Daje jej więc 1000 peso, żeby miała na autobus i jakieś jedzenie, plus może taxówkę jeśli będzie taka potrzeba. Ona na to, że zwariowałem, ludzie pomyślą, że jest dziwką jak jej będę dawał pieniądze. Ale dać jej muszę, bo inaczej nie ma za co wrócić do domu. Więc mega gimnastyka, szukamy ustronnego miejsca z dala od wzroku obcych ludzi, abym mógł przekazać jej sekretnie pieniądze… Godzinę później byłem już na promie do Cebu i na tym zakończyła się 10 dniowa przygoda na Mindanao.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

 

Reklamy

15 uwag do wpisu “Mindanao – wyspa dziewic i terrorystów (Filipiny część 3)

  1. To już wiem dlaczego turyści tak unikają tej wyspy. Terroryści, morderstwa, godzina policyjna i mentalność wioskowa nawet w mieście, masakra.

    Polubienie

  2. Taksiarze naciągają jak w innych miastach stawkami wyższymi dla turystów?
    Te dziewice gotowały coś? sprzątały? podawały picie i jedzenie? czy nygusy tylko do dy*ania?

    Polubienie

  3. Wioskowa mentalność u kobiet może być plusem jeżeli ktoś szuka takiej do związku. Taki sponsor musi się liczyć z tym że będzie utrzymywał nie tylko fifkę ale też jej rodzinę (rodziców, rodzeństwo, ciotki i wujków).

    Polubienie

  4. Filipiny to niestety nadal 3 świat, z infrastrukturą hotelową która w większości miast tylko z zewnątrz wygląda że jest inaczej i nie dotarła tam prawdziwa cywilizacja.

    Polubienie

    • nie do konca, on mieszka i wybiera szalasy, w kazdej miejscowsce na filipinach sa zarabiste hotele ale one kosztuja normalne ceny… za 600-1000peso to se namiot co najwyzej mozesz wynajac a nie hotel z dobrym pokojem, chcesz miec jakosc to plac, za 150-200pln doba masz bdb hotele wystarczy tylko zrobic research na booking/agoda/airbnb

      Polubienie

  5. W Tajlandii też nie jest bezpiecznie, zwłaszcza na drogach. Jednak Mindanao to inny świat, islam rządzi w wielu rejonach i nawet ich twardy, bezwzględny prezydent Duterte tego nie ogrania.

    Polubienie

    • od jakiegos czasu jest juz w wiekszosci miejsc spokojnie, chodzilem narabany i po slumsach w Manili i w Cebu ktore sa 10x gorsze, nic mi sie nie stalo, nikt nawet krzywo nie popatrzyl, co najwyzej zaproszenia na pifko, albo zaproszenia do wyruchania siostry za hajs (nie korzystalem), co prawda nie chodzilem odstawiony jak choinka, ale slumsy oceniam na bezpieczne obecnie, sporo zlych ludzi zostalo odstrzelonych na Filipinach, duzo przestepstw wynikalo z uzywania drugow, gdzie obecnie od 2 lat masz naloty policji dzien w dzien wszedzie i czystki, obecnie w porownaniu do tego co bylo jeszcze kilka lat ziemi to prawie normalny/spokojny kraj

      Polubienie

      • To miałeś szczęście, bo liczba morderstw i kradzieży nie jest niższa niż w polskich miastach na 1000 mieszkańców.

        Polubienie

  6. W Twoim opisie zabrakło nazw tych hoteli. Jeżeli jakiś ryzykant zapuści się na Mindanao będzie wiedział, których miejsc unikać.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s