Raport z Filipin #2018 – część 1


Manila. Jakże cudownie być z powrotem! Specyficzny smród stolicy penetrujący nos od momentu wyjściu z samolotu, urokliwy syf, sterty śmieci walające się pod nogami, szałasy Tondo, rozpadające się przy pierwszym lepszym tajfunie, do tego fajne laski i jeszcze lepsze piwo – San Miguel light. El Hombre dorado!

Na pierwszą noc po przybyciu wynająłem iście zajebisty hotel Red Doorz (słowo zajebisty jest tu sarkazmem level 100, ale o tym za chwilę) w dzielnicy Cubao / Quezon. Quezon jest największym dystryktem 13 milionowej Manili i ma też największy wskaźnik przestępstw w całym kraju, dokonuje się tu statystycznie trzy zabójstwa dziennie. Dlaczego więc wybrałem właśnie Cubao? No chyba mnie znacie. Na randkę przyjechałem, a jakżeby inaczej. A właściwie to na dwie, albowiem przewidziałem, iż jedna z syrenek może okazać się tak zwanym flakiem i się nie pojawić, toteż przygotowałem drugą – zapasową. Fortunnie, żyjemy w dziejach powszechnego dostępu do internetu i takich spotkań można sobie ustawić nawet 5 dziennie, a w takim wielkim mieście jak Manila, materiały na potencjalną przyszłą Mrs Forsaken nie kończą się nigdy.

Filipinka z Quezon

Filipinka z Quezon

Do dzielnicy Cubao udałem się moto – taxi, używając aplikacji Angkas. Taki system jest jedynym sensownym, ponieważ Manila słynie z epickich korków i jest tu chyba jeszcze gorzej niż w Bangkoku. Przypomina mi się taka anegdotka, gdy kiedyś braliśmy autobus na trasie Manila – Angeles i tuż po starcie udaliśmy się spać. Po godzinie myśleliśmy, że może już czas wstawać, bo zaraz będziemy wysiadać, tym czasem według nawigacji google maps zrobiliśmy aż 6 kilometrów.

Hotel Red Doors. Na wstępnie dowiedziałem się, że nikt nie jest w stanie potwierdzić mojej rezerwacji, ponieważ ich system nie działa. A że zapłaciłem za pokój z góry kartą, zmuszony byłem czekać, aż system wróci do życia. Po 20 minutowym check in’ie byłem już w pokoju, w którym jak się okazało nie ma deski klozetowej, woda się zasadniczo w ogóle nie spuszcza, zaś hasło do internetu które dostałem nie działa. Biegnę więc do recepcji po poprawne hasło, gdyż komputer jest mi niezbędny do pracy. Nowe hasło również nie działa, ale żeby nie było tak fajnie, że od razu sprawdziłem, kolejną niespodzianką okazało się to, że karta-klucz nie otwiera mojego pokoju. Tak więc znowu wycieczka na recepcję, żądam naprawy klucza lub zmiany pokoju, ale dowiaduje się łamanym angielskim, że karta nie działa w żadnym pokoju, nie tylko moim, stąd za każdym razem musi biegać cieć z recepcji, aby otworzyć mi drzwi swoim master-key. Pytam po raz trzeci o poprawne hasło do internetu, co wywołało konsternację na ich twarzach, zwołali cały staff, aż w końcu okazało się, że nikt z nich nie zna hasła. Oficjalnie powiedziano mi, że internet aktualnie nie działa i nie będzie działał. Super hotel 3*.

W międzyczasie pierwsza nimfa z którą byłem umówiony stwierdziła, że na pewno miałem przyjechać innego dnia i dzisiaj nie może wyjść. Bardzo ciekawe, bo jeszcze poprzedniego dnia pytała się, czy wyjść po mnie na lotnisko, a dzisiaj już twierdzi, że w ogóle nie miała pojęcia o dacie mojego przyjazdu, choć umawialiśmy się nie tylko na konkretny dzień, ale nawet i godzinę. Próbowała mi nawet robić screen shoty naszej rozmowy, aby udowodnić, że jest niewinna niczemu, na których jednak wyraźnie było napisane kiedy przyjeżdżam. Tutaj chyba winą jest ich generalnie słaby angielki. Powszechnie panuje opinia, że wszyscy Filipińczycy mówią świetnie po angielsku. Dobrze mówią chyba na tle Tajów, albo chińczyków którzy języków obcych nie znają wcale, przy czym wielokrotnie zauważyłem, że używanie bardziej wyszukanego słownictwa sprawia, że nikt nie rozumie co się do nich mówi. Aaaa, I ten ich angielski jest 100% amerykański, jeśli np. powiesz „indicator” zamiast „blinker”, to nikt się nie domyśli co miałeś na myśli.

Fortunnie całą sytuację przewidziałem i randka numer 2 była ustawiona jeszcze przed moim przyjazdem. Sam przebieg jest linearny i można by wręcz rzec nudny – umawiamy się pod moim hotelem, bo przecież nie znam okolicy i nie wiem gdzie iść można, a nawet nie szczególnie wiem jak się poruszać po okolicy. Następnie dochodzi do spotkania i standardowi filipinka nie wie gdzie można wyjść w jej okolicy. Proponuje więc abyśmy kupili San Miguele z 7/11 i zastanowili się co można robić w moim pokoju.

Około dwie godziny później ściągnąłem z niej majtki, a w powietrzu uniósł się zapach zgniłej ryby. Nie żeby mnie to jakoś specjalnie powstrzymywało, to się akurat zdarza często. Laską czasami walą cipki, tak już jest i koniec. Czasami przypomina to bardziej zapach kalmara, innym razem tradycyjny karp. Ciekawi mnie tylko, czy one tego nie czują? Bo mnie osobiście byłoby trochę głupio, gdyby po wyciągnięciu Pytona z portek w powietrzu uniósł się np. zapach zgniłych jajek albo jamy ustnej o poranku. Anyway, sama laska bardzo ładna i bardzo fajna, do tego pracuje w firmie ojca, więc sama sobie zapłaciła za taxówki. Nie żeby to była jakaś oszczędność dla mnie, ale tutaj na Filipinach zarobki są tragiczne, więc wiele lasek oczekuje wsparcia finansowego ze strony faceta. Taka z pracą i swoimi pieniędzy ma więc plus 1 w skali zajebistości. I tak nasza dziewczynka była 8/10, ale za zajebistość ma + 1 i staje się dziewiątką w skali zajebistości Forsakena. Tak btw za zapach ryby nie ma punktów ujemnych w moim rankingu.

A teraz powracamy do przygód ze wspaniały, hotelem Red Doors Cubao. Po pierwszym  waleniu zachciało mi się numer 2, więc siadam na kiblu bez deski, odwalam robotę, a tu kloc się nie tylko nie spuszcza, ale woda zaczyna się wylewać na podłogę i kawałki gówna rozpływają się w każdym kierunku. Alleluja, tego jeszcze tylko brakowało. Mówię więc mojej nimfie, że ubikacja jest nietegos, nie korzystamy. Oczywiście szybko zapomniała, a przecież ostrzegałem i jak poszła pudrować buźkę, czy tam psikać się jakimiś śmierdzącymi perfumami, to nadziała się na niespodziankę I zrobiła takie “eww”. Ale dalej mnie kocha I chce się spotykać 🙂

Tej nocy odwiedziliśmy jeszcze bary w Quezon, podobno miało się tam coś dziać, ale generalnie była trochę tragedia jak chodzi o życie nocne. O dziwo, w jednym z roof topów siedziały ze 3 białe laski. Co one tutaj robią?! Byłem przekonany, że jestem tutaj jedyną białą mordą w całej dzielnicy. Swoją drogą ceny alkoholu są absolutnie epickie na Filipinach. Za dwa San Migusie w roof top barze zapłaciliśmy 100 peso, czyli jakieś niecałe 7 zł. Piwo w takim samym miejscy w Bangkoku kosztowałoby 2 razy więcej.

Po powrocie do hotelu udaliśmy się spać. A przynajmniej próbowaliśmy spać, bo nienawidzę spać z klimatyzacją, jest mi nie tylko za zimno, ale i budzę się chory. Albo ucho boli, albo nos zatkany, albo pała nie staje…. nie no, z tym ostatnim to wiadomo, nie jest tak źle, bo dużo ćwiczeń 🙂 Tyle tylko, że jest kwiecień – najgorętszy miesiąc w tej części Azji, więc spanie bez klimy powoduje zalanie się rzeką potu.

To be continued

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Reklamy

23 uwagi do wpisu “Raport z Filipin #2018 – część 1

  1. Takie raporty są tym co najbardziej lubię na tym blogu. Zderzenie z filipińską rzeczywistością nieźle może wiele osób zaskoczyć, również negatywnie hehe.

    Polubienie

  2. ciałko ekstra. nie wiem jak cycki ale pewnie i tak lepiej niż u tajki (mowa o tych naturalnych ) O dziwo jakaś wysoka się wydaje jak na filipinki 🙂

    Polubienie

  3. roor top w bkk a rooftop w manila to inna liga, jeden w Bonifacio district daje rade, reszta to padaka, no ale przynajmniej z cenami nie szaleja jak w bkk, 40pln min w bkk to jednak przegiecie

    Polubienie

  4. Wszedłem tu przez przypadek i zaczęłem czytać z nudów I muszę powiedzieć że się nieźle ubawiłem. Twój styl pisania jest zajebisty xD

    Polubienie

  5. Generalnie dziewczyny z prowincji są zazwyczaj bardziej pracowite, chętniej gotują, sprzątają, zajmują się domem i mężczyzną itd. Czy na Filipinach to też się sprawdza? Mam na myśli te spokojnie nie imprezowiczki 😉

    Polubienie

  6. Zastanawia mnie co one robią w wolnym czasie, skoro twierdzą że nie znają własnej okolicy? To brak orientacji czy rzadko wychodzą poza randkami?

    Polubienie

  7. Ta z fotki albo ma taką figurę albo jest wysoka jak na fifki. Ile może mieć wzrostu?
    Życzę owocnych kolejnych dni 😉

    Polubienie

  8. Są jakieś lokalizacje na Filipinach gdzie byłeś i internet śmiga na tyle aby dało się popracować zdalnie przez jakiś czas? To znaczy powyżej kilku – kilkunastu Mb/s?

    Polubienie

    • No właśnie jest z tym nieco problem. W Manili jest najlepiej, miałem jedno mieszkanie z Airbnb gdzie było łącze 50mb. Teraz mam inne mieszkanie jest 3mb download, więc ok, ale upload 0,70, nie wiem czy na takim się uda popracować…

      Polubienie

      • W Davao spałem w 3 hotelach i 1 mieszkaniu. W hotelach nawet Youtube nie dało się odpalić, w mieszkaniu z prywatnym routerem było ok. W Cebu byłem w jednym hotelu i był średni (dało się oglądać YT, ale bez szału).

        Polubienie

      • Zawsze jest BGAN (włącznie z miejscami oficjalnie bez netu – satelity pokryją wszystko 🙂 który na prawie całym globie zapewnia z 1 Mbps w obie strony, ping ~800 ms, ale widzę że aż tak źle tam nie jest żeby BGAN był lepszy 🙂 A jak z zasięgiem komórkowym i cenami internetu 2G/3G?

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s