Yangon – raport z największego miasta Birmy


Dzisiaj nietypowy artykuł, albowiem Birma jest bardzo nietypowym miejscem w SEA. W skrócie – nie ma tam kurwa nic. Kiedyś już pisałem raport z Birmy na tej stronie, byłem w Mandalay, Bagan, Inle oraz jedną noc w Yangon. Wtedy też obiecałem sobie, że do Yangon kiedyś powrócę na trochę dłużej, ponieważ było to jedyne miejsce godne uwagi. Podczas poprzedniego wyjazdu, większość kontaktów z dziewczynami ograniczała się do dostawania numerów telefonów na ich stare nokie przypominające cegłówki, po czym nie dało się do nich w ogóle dodzwonić – zwyczajnie nie odbierały telefonu. A jak było tym razem? O tym dowiesz się z poniższego artykułu.

Birma, Yangon

Birma, Yangon

Jak się dostać do Birmy? Większość lotów jest oczywiście na trasie Bangkok – Yangon, ceny są bardzo przystępne, za około 100$ można lecieć tam i z powrotem. Z wjeżdżaniem do Birmy lądem jeszcze do nie dawna były duże problemu, jak jest teraz, nie jestem pewien, ale znając ich stan dróg, jechanie tam lądem jest raczej słabym pomysłem, zwłaszcza, że bilety na samolot są bardzo atrakcyjne.

Wiza. Wjeżdżając do Birmy należy mieć wcześniej wizę, którą zdobywa się na dwa sposoby – albo w ambasadzie Birmy, albo prościej – przez internet za 50 USD. Wiza przychodzi do 3 dni roboczych.

Zakwaterowanie – infrastruktura w Birmie jest marna, hoteli nie jest dużo i są przenocowane o słabej jakości.  Jak zawsze polecam Airbnb, czyli stronę w której wynajmuje się mieszkania od prywatnych osób. Tak też zrobiłem tym razem i miałem całym 1 bedroom apartment dla siebie za 25 USD, przy People’s Park. Powodem dla którego zdecydowałem się na cały apartament, był motywowany głównie brakiem recepcji. Podczas ostatniej wizyty w Yangon, „miła” recepcjonistka nie chciała wpuścić mojej laski, ponieważ nie miała ona przy sobie żadnego ID i zamiast spać w fajnym hotelu zapłaconym przez firmę, musiałem biegać i szukać jakiejś taniej speluny gdzie łaskawie wpuszczą moją birmańską landrynę. Tutaj dodam jeszcze, że Airbnb oraz jakikolwiek wynajem mieszkań tudzież pokoi od osób prywatnych jest w Bimie nielegalny.

Transport – taxówki w Yangon, choć jeżdżą bez licznika i trzeba się targować, są śmiesznie tanie. Za dojazd z lotniska do apartamentu zapłaciłem 5 USD. Większość kursów w mieście można zrobić za 2, 3 USD. Oczywiście trzeba się chwilę potargować, ale trwa to dużo krócej niż w sąsiedniej Tajlandii.

Jedzenie – street food wygląda trochę podle, smakuje dobrze, ale ma inny problem – jego wartości odżywcze są bardzo marne. Znikome ilości białka oraz błonnika, czyli dwóch najbardziej wartościowych składników. Zwykły street food kosztuje jakieś 0.75 USD, ale żeby zjeść jak człowiek, czyli mieć np. jakieś mięso w ryżu zamiast jednego jajka, trzeba zapłacić 3 USD.

22154225_10213423535078693_425547476583212800_n

Birma, Yangon

Alkohol – ceny alkoholu są takie jak w Tajlandii, czyli drożej niż w Polsce, ale zdecydowanie taniej niż w krajach muzułmańskich. Duże piwo w sklepie to niecałe 2 USD, w klubach zasadniczo nie dużo drożej, przy czym prawie każdy klub życzy sobie 10 USD za wejście. Lane piwo w barze również wychodzi tanio.

Co zwiedzać w dzień – to jest strona o życiu nocnym, więc nie będę się rozpisywał, ale powiem jednym zdaniem, że w ogóle nie ma czego zwiedzać. 5 milionów ludzi w mieście i najciekawsze miejsce to park w którym młodzież chodzi się ruchać w krzakach zakryci  parasolką lub dwiema (nie żartuję). Są oczywiście jakieś kamienie na kamieniach, świątynie i inny kicz typu Szwedagon pagoda, czy Sule. Nie warte nawet minuty uwagi. To oczywiście moja subiektywna ocena, jak ktoś się nie zgadza, to niech sobie przekreśli to zdanie markerem na monitorze i dopisze co uważa za bardziej stosowne.

Kluby – liczba klubów wygląda całkiem imponująco, ale niestety jak się zacznie po nich chodzić, to się okazuje, że jest trochę tragedia. Najbardziej polecanym jest klub / bar o nazwie Emperor, który jest zwykłym burdelem. I najgorsze, że ten burdel, był najciekawszym miejscem w całym Yangon :/ Miejsce było nietypowe (wjazd – 8 USD), bo zaraz na wejściu dosłownie atakuje cię 10 lasek i prawie cię rozrywają na strzępy, żebyś tylko którąś zabrał na dupcing do hotelu. Do tego co minutę podchodzą nowe dupeczki i próbują się lepiej zareklamować niż te które już na tobie wiszą. Nie sępią na żadne drinki, przynajmniej mnie żadna nie pytała, chociaż jak zobaczyłem jakie tam tanie piwo (2 USD), to kupowałem im z własnej woli, ale to dopiero po 15 minutach jak obczaiłem o co w ogóle chodzi w tym miejscu. Na środku jest tak zwany fashion show, czyli niby lepsze dupy prezentują wdzięki i kupuje im się kwiatki w ramach adoracji, podobnie jak w innych krajach lady-drinki. Te dziewczynki z fashion show też atakują klientów, tylko zamiast pytania o 70 USD, starują z 100 USD za noc. Ceny są na pewno do negocjowania. Laski z fashion show pracują dla klubu, reszta to freelancerki.

Klub Vibe – sausage festival, czyli 80% faceci i 20% lasek, z których większość przyszła już z jakimiś kolesiami. Spośród tych kilku które były same, prawie żadna nawet na mnie nie spojrzała. Zagadałem do jednej, jej kompletny brak angielskiego uciął rozmowę na starcie.

Harry Bar – znajduje się w Myanmar Plaza, wygląda na całkiem fajne miejsce, masa ludzi, dużo międzynarodowego towarzystwa. Prawie bym polecał, gdyby nie to, że po zamówieniu paru piwek i kilku przekąsek, przyszedł rachunek na 100$. Zaraz jakieś Janusze którzy kładą kafelki Niemcom będą krzyczeć, że przecież 100$ to jest nic, oni jak są na wakacjach w Azji 2 tygodnie w roku, to się muszą poczuć jak królewicze, więc celowo przepłacają za wszystko 6 razy. Natomiast 100$ to jest miesięczna pensja Birmańczyka, więc z tego względu nie polecam.

The Penthouse – fajna miejscówka ze spoko widokiem, coś prawie jak Sky bar, byłem tu na randce z filipinką (więcej o tym później). Niestety, wbrew temu co powiedziała mi filipinka, czyli że jakoby jest to „meat market”, gdzie przychodzi dużo  zajebistych dupeczek szukających białej kiełbasy, poza nami było tam faktycznie kilka rzeczywiście fajnych sztuk, ale wszystkie przyszły z jakimiś starymi Japończykami. Podsumowując – dobre miejsce na przyprowadzenie dziewczyny, ale absolutnie nie to poznawania.

The Muse – totalna porażka. Oczywiście płatne wejście, żeby klienci nie uciekli od razu. W środku może 6 osób, o dziwo były jakieś wolne dziewczyny, to się trochę pomizialiśmy, aczkolwiek ich jakość była słabiutka. Jedyną fajna kumpel od razu dorwał, dla mnie już nic nie zostało ciekawego. Dodam, że było to w sobotę około 12 w nocy. Omijać.

Pioneer – jeden z najbardziej polecanych klubów. Byłem tam o 22, kiedy w środku były same dziewczyny i zapowiadało się bardzo dobrze, chociaż po sposobie ubierania się, widać było, że to 90% dziwki. W pewnym momencie przyszedł nawet do mnie ochroniarz i powiedział, że laski zapraszają mnie do stolika, ale ich pierwsze pytanie to „what hotel you staying at” (czyli – szybko sprawdźmy czy śpi w drogim hotelu i jest warto marnować na niego czas). Jak powiedziałem, że mam apartament, to chyba nawet nie zrozumiały o co mi chodzi. Anyway, uciekłem szybko bo to były jakieś sztywne dziwki ewidentnie. Koło godziny 11:30 klub zrobił się pełny. Fajnie, nie? Wcale nie! Znowu 90% facetów i 10% lasek. Tragedia. Kumpel pytał się jakiś dziwek po ile chodzą, zaczynały od 100$.

Umawianie się przez internet

DateInAsia – na Birme jest całe 4 profile 😀 Oczywiście napisałem do wszystkich i dwie nawet odpisały, ale żadnej nie było w Yangon. Mam na FB kilka Birmanek, to samo – żadnej nie ma w Yangon.

Tinder – ostatnia nadzieja. Na Tinderze przejechałem przez wszystkie profile. 95% to obcokrajowcy. Rozmawiałem z Tajką, Wietnamką, Singapurką i Filipinkami. Miałem match z jedną Birmanką, ale miała tylko jedno zdjęcia które było niewyraźne, więc chatowałem z innymi laskami. To już był 3 dzień bez żadnego walenia, więc robiłem się trochę zdesperowany, nie jestem przyzwyczajony do takich długich przerw. Najbardziej podobała mi się Wietnamka, ale pracowała wieczorem. Singapurka też była spoko, ale bałem się, że nie pójdzie się ruchać na pierwszej rance, a ja już miałem ostatnią noc. Padło więc na Filipinkę.

Innych aplikacji / stronek nie próbowałem btw.

Randka z Filipinką – niemiła niespodzianka, Filipinka się prezentuje… grubo ;( to znaczy nie należy do najchudszych, co na zdjęciach sprytnie ukryła. Pierwsza myśl to uciekać, ale Filipinka mieszka w Yangon 11 lat, jej dziadek jest jednym z generałów armii rządzącej Birmą i twierdziła, że zna najlepsze miejsca w Yangon, w co jej wierzyłem, ponieważ mówiła w lokalnym języku. Tak więc postanowiłem się z nią trochę pobujać. Faktycznie zabrała mnie w pare miejsc które prezentowały się relatywnie lepiej, ale nie ma nawet czego porównywać z Tajlandią. Filipinka cały czas płaciła za taksówki i połowę rachunków, twierdząc, że rzekomo zarabia 2,800$ miesięcznie. Cały czas mówiła jakie ma zajebiste życie z powodu pieniędzy i jak jej się dobrze żyje. To się jednak zmieniło wraz z ilością piw które wypiliśmy i – najebana – zaczęła prawie płakać, że nic w życiu nie robi, tylko pracuje, ostatni raz ktoś ją wyruchał 3 lata temu i musi codziennie bawić się cipką do filmów z redtube. Potem nastąpiło chyba z 10 sugestii, że moglibyśmy razem udać się do domu, ale jej atrybuty fizyczne mnie nie przekonały i zrezygnowałem.

W drodze do domu, taxówkarz uparł się, żeby wciskać mi jakieś dziwki. Akurat chciałem zobaczyć co mają „na ofercie” i za ile, więc się zgodziłem. Jeździliśmy więc po jakiś podejrzanych miejscach i do taxi wsiadały po 2 sztuki dziewcząt, które jak towar na półce miałem oglądać w pół mroku. Oczywiście zero angielskiego każda po kolei. Pierwsze dwie sztuki miały miny jakby ktoś je zmuszał. Powiedziałem taxówkarzowi, że ich nie chce właśnie z powodu tych min. Zrobił telefon i następne dwie wsiadają z ewidentnie sztucznym uśmiechem. Haha. Cena startowa 80$ za noc, łatwo dało się zbić do 50$. Kierowca chciał, żebym dał alfonsowi kasę. Nie trzeba być geniuszem, żeby przewidzieć, że jeśli ktoś chce kasę za ruchanie z góry, to znaczy, że serwis będzie tragiczny. Wykorzystałem to jako wymówkę, aby wysłać je na drzewo i spędziłem 4 noc sam.

Bilans 4 dni w Yangon – zero seksu, kompletnie nic. Mogłem oczywiście zrobić pulpeta, ale co to za przyjemność. Scena randkowa w Birmie jest bardzo uboga, praktycznie jedyna opcja do obcokrajowcy, których na szczęście trochę jest. Dziwkarstwo istnieje, ale i słabo cenowo i wszystkie jakoś mechanicznie, bez życia. Nawet mi przeszło do głowy, że te co wsiadały do taxi mogłby być do tego zmuszane (aczkolwiek nie wiem jak jest naprawdę.)

Mój rating Birmy 2/10. Tajlandia i Filipiny 10/10, tak dla porównania 🙂

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

 

 

 

Reklamy

11 uwag do wpisu “Yangon – raport z największego miasta Birmy

  1. zernalem tam kilka przez betalk’a co prawda to prawda wyjątkowo trzeba bylo sie nagadac az nawet chcialem odpuscic bo ile mozna przez translator gadac, ale w koncu dopialem swego, na betalku znacznie mniej scierwa niz na tinderze wechacie czy zalo itp itd

    Polubienie

  2. Problem polega na tym, że te wszystkie azjatki są powiedzmy sobie szczerze brzydkie ( tajski najbardziej ) wystarczy wejść na np. thaicupid.com by to bez problemu stwierdzić. Na kilka tyś profili tak bez kitu znalzkem z 5 fajnych w tyn 3 z dzieckiem ( przynajmniej te 3 się przyznały ) Bez kitu! Wejdźcie i zobaczcie profile np. „Najpopularniejsze profile” – wersja dla leniwych. Nic dziwnego, że tam tyle facetów za dziewczynki robi 🙂

    Polubienie

  3. Anonim ma racje trzeba było robić kaszalota…

    Mariusz – ocenianie Azjatek tylko przez pryzmat wyglądu to marnotrastwo potencjału.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s