Dżakarta – raport z Indonezji


W dzisiejszym wpisie będzie o Indonezji, a dokładniej o jej stolicy – Dżakarcie. W kraju byłem zaledwie dwa i pół dnia, więc ani nie jestem ekspertem, ani nawet nie wiem co o nim myśleć Głównym powodem dla którego się tam udałem była rekomendacja znajomego Belga, który pracował w Dżakarcie przez 2 lata. Jak twierdził – spodoba ci się na pewno, imprezy lepsze niż w Bangkoku, dziewczyn  nie brakuje, są chętne do poznawania obcokrajowców jak Filipinki, konkurencji prawie brak, a ich muzułmańska dusza nie przeszkadza im w braniu drugów, czy waleniu się w dupę z nowo poznanym facetem. Innymi słowy, namówił mnie i niniejszym zdaje mój bardzo subiektywny raport.

Indonezja, Dżakarta

Indonezja, Dżakarta

Na lotnisku w Dżakarcie wylądowałem o godzinie 11 w nocy, po niespełna 4 godzinnym locie z Tajlandii. Na lotniku kupiłem kartę sim za z pakietem na internet (około 15$) i wskoczyłem w Blue Bird taxi. Taxówki w Dżakarcie bez problemu jeżdżą z licznikiem i są minimalnie droższe niż w Tajlandii – czyli dalej ekstremalnie tanie. Dżakarta podobno ma najgorsze korki na świecie, porównywalne do Manili – pewnie przez godzinę, ale na nasze trasie było zero ruchu na bardzo szerokich, wielopasmowych ulicach. Wyobrażałem sobie Dżakartę jako jakąś straszną dziurę, tymczasem miasto, podobnie do innych Azjatyckich stolic, ma masę naprawdę wysokich wieżowców i robi duże wrażenie. Do tego wcale nie było brudno, a liczba ludzi ubranych jak na porządnych muzułmanów przystało sięgała może 30%.

Akurat mój znajomy Belg również był w Dżakarcie wraz ze swoją Filipińską dziewczyną, więc chciałem spać w tym samym hotelu. Ponieważ Belg zarabia dużo pieniędzy, byłem przygotowany wykosztować się trochę na hotel, tymczasem New Memories cafe okazało się jakąś masakryczną ruderą za 10$, do której wstyd przyprowadzić dziewczynę. Faktycznie na dole była bardzo klimatowa knajpa z najtańszym piwem w mieście (3,50$) i miksem lokalnych z obcokrajowcami. Knajpa znajdowała się na Jalan Jaksa, czyli lokalnym odpowiedniku Bangkockiego „Khao San”, chociaż chyba ze 100 razy mniejsze. Właściwie porównywanie tego do Khao San jest śmieszne, bo na całej ulicy są może 4 bary i pare tanich hoteli.

Szybki browarek, check in, i czas ruszać w drogę. Jest już 1 w nocy. Obiecuję sobie, że jutro znajdę coś lepszego do spania, bo mi uciekną laski jak je przyprowadzę do tego pokoju. Pierwszy cel, oczywiście polecony przez Belga – klub Bats w piwnicy hotelu Shangri-la. Wejście do klubu 10,5 USD z jednym drinkiem w cenie (w środku małe piwo 7,5 USD). Już przy kupowaniu biletów jakaś dupeczka zawiesiła na mnie oko, ale chce szybko zobaczyć co się dzieje w środku, bo noc się zaraz skończy. Przy zejściu po schodach ta sama laska udwala, że nie może zejść po schodach w szpilkach i czy może mnie złapać za rękę. Wchodzimy do środka i ona daje mi swój voucher na drinka, żebym jej przyniósł jakieś martni. Patrzę ile dupeczek w środku, masakra, i wyglądają na takie które lubią „ten sport”, to znaczy wieszając się na kolesiach i nie wyglądają na wstydliwe. Miałem zgryza czy szukać lepszej, czy zostawać z tą która się do mnie przykleiła (dałbym jej 7 / 10, ale było trochę lepszych sztuk w środku). W końcu stwierdziłem, że zostaje z tą samą. Ona się non stop po mnie wieszała. Kupiłem po jeszcze jednym drinku dla nas i obserwuje co się dzieje. Przechodząca laska dała mi klapsa w dupe, inne się na mnie patrzą. Myślę sobie, o qrwa nowy raj na ziemi znalazłem. Dobra, nie ma co wydawać kasy na driny, pytam mojej czy idzie ze mną dalej do baru gdzie miałem spotkać się z Belgiem, na co ona bardzo niespodziewanie „ok, we can go, but… i want money”. Haha, kubeł zimnej wody na głowię, czyżbym był w klubie z dziwkami i stąd ich mega zainteresowanie???

Wsiadam w taryfę i jadę do Belga. On oczywiście przyznał, że Bats to taki odpowiednik Climax w Bangkoku, czyli klub z dziwkami. Bardzo mi się podobało tam w środku, ale trochę go zjebałem, bo jestem tylko jeden weekend w Dżakarcie i jak chce jakąś Indonezyjkę upolować to nie mam czasu bawić się z dziwkami. Polecił mi kilka innych klubów, ale tej nocy była już 4am, więc odpadłem. W pokoju okazało się, że nie ma wody w łazience, więc nie mogłem zmyć smrodu papierosów, których nienawidzę. Poszedłem spać brudny i śmierdzący, wstałem o 12 i…. dalej nie ma wody. Od razu ewakuacja do hotelu obok. Cena 20$ za hmm…. W innych krajach Azji za 20$ już można w miarę ok spać, tymczasem ten hotel nie był wart tych pieniędzy. Za to działa woda, klimatyzacja i nie było brudno. Nie chcąc tracić czasu na szukanie, zostaje w tym prze-cenowanym hotelu i idę szukać śniadania.

W Indonezji (przynajmniej w Dżakarcie) nie ma taniego żarcia jak w innych krajach Azji. To znaczy street food jest, ale kosztuje około 3$, za co w Tajlandii można już w tańszych restauracjach zjeść.

Tego dnia nie chciałem tracić czasu więc uderzam w internet. Miałem już ustawione z 5 randek z Date in Asia i z Tindera, ale ostatecznie skusiłem się na inną ustawioną randkę, której geneza była takowa: mam w Bangkoku znajomą z Dżakarty, jest bardzo fajna, szydzi z ludzi religijnych, lubi imprezować i uwielbia się ruchać. Jej problem jest natomiast, że jest zwyczajnie brzydka, więc ja jej nigdy nie dotykałem. Za to bez problemu mogłem jej się zapytać, czy ma w Indonezji więcej koleżanek które podobnie jak ona uwielbiają skakać na białym pytonie. Od razu dała mi kontakt do koleżanki i śmiejąc się, że ” sprzedała koleżankę jak  alfons”, mówi, że z tą na pewno będzie fajnie. Pisze do koleżanki z tekstem, „so, Misha says you are cool”. Po kilku minutach konwersacji mówię, że potrzebuje lokalnego przewodnika z którym można się czasem poprzytulać, na co ona od razu odpisuje: „you mean, you want to fuck me? you can be honest with me, I’m open minded”. Nie chciałem jej spłoszyć, więc mówię że zabiorę ją na drinki i zobaczymy jak się potoczy noc. Wyglądało na to, że mogłem od razu zaprosić do pokoju, ale wolałem nie ryzykować, bo pierwszej nocy był fail i wróciłem do hotelu sam.

Wieczorem wpada owa koleżanka o imieniu L. Idziemy na piwo i po może 2 butelkach ona kompletnie odpada i dosłownie zjeżdża z krzesła. Z rogu spogląda na nas dziwka która poprzedniej nocy próbowała mnie namówić przez 2 godziny na swoje usługi i miała takie ewidentne wkurwienie w oczach, że jej nie chciałem, a teraz w to samo miejsce z inną przyszedłem. Hehe. Anyhow, wykorzystuje sytuacje i zabieram ją do hotelu.

W środku już bez żadnych oporów od razu dupcing. Spodziewałem się, że będzie miała umiejętności gwiazdy filmów xxx, tym czasem ona nawet nie umiała porządnie rozłożyć nóg. Do tego dławiła się i krztusiła tak jakby nie lubiła smaku parówki, więc nawet nie skończyłem. Mówię jej, żeby sobie poszła spać, a ja dalej na miasto. Ogólnie słabe doświadczenie, to była moja pierwsza Indonezyjka!

Zaraz po wyjściu poznałem przystojnego Szwajcara z blond włosami i stwierdziłem, że będzie niezłym wingmenem, wygląda na takiego, który bez problemu będzie wyrywał laski, więc proponuję, żebyśmy pojeździli po mieście i zobaczyli co da się wyhaczyć. Miałem jeszcze tylko tą noc i następną, więc nie chciałem tracić czasu. Po drodze poznaliśmy jakąś lokalną laskę i Włocha który mieszka w Indonezji 10 lat. Ja i Szwajcar chcieliśmy jechać do jakiegoś porządnego klubu bez dziwek, Włoch na odwrót – w końcu ustaliliśmy, że wejdziemy na dzbanek piwa tam gdzie chce Włoch, a potem pojedziemy tam gdzie my. Wsiadamy w taxi i jedziemy do Blok M, jest to jedna z dzielnic czerwonych latarni w Dżakarcie, ale nic tam nie widzieliśmy oprócz tego jednego klubu, w którym chociaż nie było wejścia płatnego, to drinki kosztowało około 8$. Nazwy niestety nie pamiętam, ale zapewne nie ma w Blok M dużych klubów nocnych, poza tym jednym. W środku typowa dziwkarnia, laski się kleją i szukają klientów. Dużo bardziej ordynarnie niż w tym wczorajszym Bats w którym byłem. Oczywiście tak jak stawiałem, Szwajcar ma duże powodzenie, nie tylko u dziwek, ale i u naszej landrynki która się do nas przykleiła już na Jalan Jaksa i jeździ z nami wszędzie.

Wyskakujemy z Blok M i jedziemy do X2 club, który ma być klubem na poziomie. Włoch odpada bo nie chciał płacić wejściówki koło 15$. Jesteśmy w 3, ja, Szwajcar i ta Indonezyjka która szuka białego bolca na noc. Ja wyskakuje z kasy, Szwajcar rzuca drugie 15$, a laska nic i mówi, żeby za nią zapłacić. Oj, nie, nie, ja nie z takich 🙂 Mówię do niej „jak zrobisz loda Szwajcarowi, to na pewno ci kupi bilet”, ona mówi od razu „ok”, zadowolona, on też zadowolony. Każdy szczęśliwy, qrwa jak ja łatwo problemy rozwiązuje. W środku dobra impreza, widać, że zupełnie inny sort ludzi. Było parę klejących się lasek, ale ZDECYDOWANIE mniej, tańczyłem może z 4, z jedną się przylizałem i to by było na tyle przygód. Zamknęli nam klub, więc trzeba było wracać. Dużej straty nie było dla mnie, bo a) tego dnia już bzykałem, b) miałem zajęty pokój, w którym dalej śpi moja księżniczka która się za bardzo nie umie ruchać.

Rano postanowiłem pozwiedzać miasto i wykorzystać przewodnika którego miałem w pokoju. Byliśmy w meczecie, w parku, w starym porcie i jakieś centra handlowe, markety, etc. Nie ma co się rozpisywać, to nie jest blog podróżniczy. Ja jeżdżę po świecie i robię inspekcje lokalnych dziewczyn, zabytki są mało ważne 🙂

Wieczorem chciałem się już pozbyć L., bo jako że była to moja ostatnia noc, to fajnie byłoby jeszcze dupnąć coś nowego przed powrotem. Pytam się więc, czy mogę ją już zostawić, bo umówiłem się ze Szwajcarem, na co ona, że „naprawdę już się rozstajemy?” – trochę rozczarowana – „a mogłabym wsiąść u ciebie prysznic jeszcze?”. Mysię sobie trochę dziwne – prysznica nie ma w domu, czy jak? Ale jako że mam dobre serduszko, to jej pozwoliłem.

W hotelu widzę, że ona się nie śpieszy pod ten prysznic. W końcu prawie na siłę ja wywaliłem pod shower i nie miała już wymówek, żeby zostać, więc… zaczęła mi walić gałę jak rozmawiałem o biznesach przez telefon. W przeciwieństwie do wczorajszego dymanka, tutaj się postarała i odwaliła zajebistą 20-minutową robotę. Na koniec zażyczyła sobie, abym odwdzięczył się tym samym, ale że mi się czas kroczył, to mówię, żebyśmy się zbierali. Widzę, że ona nie bierze swoich rzeczy, eeeee. Nie wracasz do domu? – pytam. Nie, idę z tobą na imprezę.

No chyba nie bardzo 🙂 Mówię jej, że idę ze Szwajcarem na „guy’s night out”, i dziewczyny  w naszej ekipie to tak nie za bardzo. Na co ona mówi, OK, to ja tu poczekam na ciebie w hotelu.

Tu już mnie naprawdę brał wkurw bo ile razy można sugerować, żeby sobie już poszła. Powiedziałem jej wprost, że wolałbym aby już wróciła do domu. Jestem wdzięczny za ruchanie i pokazanie mi miasta, ale nie chciałem mieć dziewczyny z którą teraz mieszkam. Laska w końcu zczaiła o co chodzi i wsadziłem ją w taxi. Jeszcze nie pojechała 5 minut, a już pisze, że zapomniała klapki w moim pokoju. Taaa, jasne, napisałem, że klapki będą czekać w recepcji, bo przykleiła się jak na super glue i nie dało się jej wysłać z porotem.

Szwajcar gdzieś przepadł, to znaczy ruchał jakąś laskę i nie wychodził do późna, a że akurat był w Dżakarcie jeden z członków forum Azja Po Zmroku, to spotkaliśmy się na piwo. Członek nie byle jaki. bo ten który twierdził, że na Khao San, ciężko wyrwać laskę 🙂 Trochę zrobiliśmy piwerek na Jalan Jaksa i się poznało nowe dziewczyny. Jedna się trochę na mnie wkręciła i mówi, że chce iść ze mną do klubu. Tak dla jaj chciałem zobaczyć, czy można ją od razu ściągać na hotel, więc się pytam, czy nie woli do mnie do pokoju. Ona mówi, że tak. Potwierdzam, że nie szukam seksu za kasę i laska mówi, że rozumie, nie jest dziwką, tylko chce ze mną spędzić czas. Wszystko na oczach kolegi  który jeszcze kilka tygodni temu pisał na forum, że Azjatki się nie ruchają na lewo i prawo 😉 Gościówa nie była taka zła, chociaż trochę stara jak na mój gust (stawiam na 33 – 35), ale ostatecznie wybieram wyjście do klubu, bo przed chwilą i tak mi zrobiła pałę poprzednia koleżanka, a to moja ostatnia noc i chciałbym zobaczyć co się dzieje w mieście.

W końcu dochodzi do nas Szwajcar i ruszamy do klubu Illigals. Znowu ponad 10$ za wejście. Ogólnie nie spodobało mi się tutaj. Sami faceci, śmierdziało testosteronem :/ A dlaczego sami faceci? Bo DJka ma na oko 21 lat i WIELKIE sylikonowe cycki na którym nie ma ani koszulki, ani stanika. Tak, tak, nie żartuje. Takich numerów nie ma nawet w Tajlandii, żeby mega zajebista DJka, 10 / 10,  grała muzykę z cycami na wierzchu. Fajny muzułmański kraj, lol. Próbowałem zrobić kilka fotek, ale ochrona mnie szybko spacyfikowała. Zrobiłem kilka podejść do lasek w klubie, ale rozmowy zazwyczaj schodziły na temat „czy masz jakieś narkotyki”, lol. Jak tylko słyszę takie teksty to uciekam, bo raz już byłem w więzieniu w Singapurze i nie planuje powtarzać. Tej nocy nie wyrwałem nic nowego i wróciłem do hotel. Następnego dnia o 1pm miałem już lot do Bangkoku…

Czy podobało mi się w Indonezji? Bardzo! Co myślę o Dżakarcie? Nie wiem. Nie wiem nawet czy łatwo wyrwać laskę, bo zdążyłem zrobić tylko jedną. Wiem natomiast, że na pewno trzeba wrócić!

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Reklamy

5 uwag do wpisu “Dżakarta – raport z Indonezji

  1. chwila czegoś nie kumam albo nie doczytałem- gdzie zgubiłeś tą laskę 33-35l ???
    A tak po za tym to zajebista relacja. Ciekawe czy ktoś wyrwał DJkę?
    Pozdrawiam i może do zobaczenia w Taj. w pażdzierniku?

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s