Filipiny Po Zmroku


W dzisiejszym odcinku oddaje głos koledze który od lat mieszka w Manili – stolicy Filipin. Poniższy tekst ukazał się na forum Azja Po Zmroku i jest przeniesiony na „główną” za zgodą autora.

Filipiny Manila Azja Po Zmorku

FILIPINY

Ponieważ parę osób pytało mnie jak wygląda sytuacja we wiadomym temacie na Filipinach, poniżej małe podsumowanie regionu stołecznego. Ceny dot.Manili są orientacyjne, ale prawdziwe (5k php ~ $100), osobiście nigdy w Manili za te usługi nie płaciłem, jest tutaj tyle chętnych dup za free, że byłoby to głupotą, zwłaszcza, że podobnie jak wszystko w Manili i ten sektor jest zdecydowanie przewartościowany.

W dużych miastach (Manila, Cebu) jest w zasadzie podobnie jak w Bangkoku czy Phnom Penh – dla amatorów płacenia za takie usługi, łatwe do znalezienia są rewiry w których spotkać można pracujące dziewczyny, etc.

W Manili jednym z popularniejszych wśród turystów/ekspatów miejsc jest P.Burgos Steer. w Makati, z kilkunastoma typowymi barami (z tak kultowym jak tandetny Ringside na czele, w którym karzełki-„bokserzy” staczają pojedynki) gdzie po zapłaceniu barfine, laskę bierze się na chatę w celu sfinalizowania transakcji.
Można trafić tam niezłe okazy ale mimo wszystko słabo i drogo w porównaniu do BKK czy Pattayi. Stawki w porównaniu z innymi miejscami wprost horrendalne, bf + zwykle osobna opłata dla dupy wahać się może w granicach 5-10k php za najlepsze sztuki, ceny drinków/piwa w tych barach równie mało zachęcające, a ceny ladydrinków już zupełnie z kosmosu.
Generalnie miejsce dla niezorientowanych/naiwnych turystów lub osób zbyt leniwych na jakąkolwiek aktywność.

Na tej samej P.Burgos Steer. oczywiście spotkać można ‚masażystki’ i typowe freelancerki (których wszędzie jest cała masa), kasa jest kwestią jakości, umiejętności negocjacyjnych i własnego wieku/wyglądu, przeciętnie za 2-3k php spokojnie można dupę już wyjąć. Nie brakuje też rzecz jasna koni ale ryzyka jak w Tajlandii praktycznie nie ma – nie wyobrażam sobie jak najebanym trzeba być żeby nie rozpoznać lokalnego ladyboya.

Kolejnym popularnym miejscem jest Cafe Havana w Glorietta3 w Makati. Bardzo popularny salsa bar – wieczorami wypełniony dziwkami i ekspatami poszukującymi swoich zdobyczy.
Innym popularnym rejonem jest Malate, miejscówka zdecydowanie dla amatorów starych, grubych i brzydkich panien. Nie żeby nie zdarzały się jakieś bardziej atrakcyjne ale generalnie szkoda marnować tam czasu. Miejsce wciąż pełne ekspatów, głównie starszych Australijczyków i Amerykanów.

Drugim biegunem jest Fort Bonifaccio/Global City w Taguig.
Kilka najpopularniejszych (i najdroższych) w Manili klubów gdzie spotkać można prawdziwe torpedy, jeśli ktoś jest amatorem takowych. Cen tutaj nie podam, bardzo indywidualna kwestia.
Jak wspomniałem wcześniej nie interesuje mnie płacenie za te sprawy do tego takie typowe kurwiszony absolutnie nie są w moim typie więc bywam tam bardzo sporadycznie.
W okolicach High Street w Global City usytuowanych jest wiele pubów, etc., gdzie można spokojnie łowić normalne laski, jednym z moich ulubionych jest TipsyPig (choć i tu można spotkać freelancerki) oraz kompleks Fort Strip.

Generalnie High Street w Global City jest wg mnie miejscem z największym stężeniem najładniejszych dup w Metro Manila. Dobrze pokręcić się tam w porze lunchu lub lepiej po południu gdy kończą pracę, jest na co popatrzeć 😉

Bez kłopotu pracującą dziewczynę można znaleźć też korzystając z Badoo, Tindera, Weechat bądź craigslist.manila.

Zdecydowanie ekonomiczniejszym rozwiązaniem dla amatorów płatnych uciech jest wizyta w Angeles City.
Miasto 90km na północ od Manili (taxi 2,5-3kphp, bus~150php) ma status filipińskiej Pattayi.
Stara amerykańska baza wojskowa (zamknięta bodajże w 1991r) pozostawiła po sobie bagaż w postaci dzielnicy ukierunkowanej na zaspokajanie wiadomych potrzeb.
Porównanie do Pattayi jest mocno na wyrost, ale z pewnością jest to centrum tej formy rozrywki na Filipinach.

Lokalna Walking Street / Fields Avenue zamykana jest dla ruchu samochodowego bodajże ok 18 i wtedy zaczyna się całonocna balanga.
Na samej WS oraz będących jej przedłużeniem Perimeter Rd i Don Juico Ave usytuowanych jest co najmniej kilkadziesiąt barów (pewnie dobrze ponad 100). Nie ma tu miejsc jakoś wyjątkowo ekskluzywnych za to podłych nor w ilości wystarczającej.
O ile WS jako tako trzyma poziom, to im dalej od niej tym ciężej znaleźć coś ciekawego.
Oczywiście razem z jakością spadają też ceny, o ile na WS barfine wynosi przeciętnie 2,5-3,5k php (w tą cenę wliczona jest kompletna usługa – bierzesz pannę na tak długo jak chcesz, byle nie spóźniła się następnego dnia do pracy (choć i to można ogarnąć) to w tych dalej położonych barach opłata może wynieść zaledwie 1-1,5k php, ale trzeba mieć szczęście (i być tuż po otwarciu) żeby wyjąć coś ciekawego 😉

Na Don Juico Ave (w bezpośredniej bliskości tzw. Korean town) jest kilkanaście barów czynnych od 10-11 rano do max północy – coś dla amatorów świeżego mięska na śniadanie – tam znaleźć można bardzo fajne towary.

Dużym plusem Angeles w porównaniu do Manili są ceny, zarówno dup jak i alkoholu. Podczas Happy Hours, butelka SanMiga kosztuje na WS zwykle ok.50-60php w zależności od baru. Standardowo piwo kosztuje 80 do 120php w najdroższych barach na WS – w niektórych barach w Manili może to być nawet 3-4x drożej.

Fields Avenue od wczesnego wieczora wypełnione jest freelancerkami. Konfiguracje dowolne – trój- czy czworokąty – żadnego problemu, dupa w zaawansowej ciąży – również nie ma kłopotu. Ceny przeróżne – te przeciętne pójdą nawet za 500php, lepsze będą chciały 1000php.
Dla amatorów filipińskich koni – ich stanowiska usytuowane są tuż przy Phillies Sports Grill and Bar, tuż za Walking Street.
Niedaleko koni można znaleźć masażystki i te mogę polecić – mnóstwo naprawę bardzo ładnych dziewczyn. Z reguły kwestia dotyczy wyłącznie masażu (bynajmniej nie happy), no ale zawsze można umówić się na następny dzień.

Nie ma problemu z zabajerowaniem laski z baru i bzyknięciem jej za free, minus taki, że trzeba czekać aż skończy pracę co w przypadku WS może oznaczać czasem do 3-4 rano więc lepiej takich sztuczek próbować poza WS. Mam tam parę znajomych dup z którymi czasem ustawiam się na bzykanie gdy mają dni wolne, ale coraz rzadziej chce mi się tam jeździć, tyle tego towaru do przerobienia w Manili. 😉

Byłem kiedyś z kumplem dla śmiechu w naprawdę podłej dziurze tuż przy WS, chyba najmniejszy bar świata jaki widziałem, którego połowę zajmowała kanapa ze śpiącą na niej i potwornie chrapiącą mama-san. W menu były 2 bardzo przeciętne i 1 brzydka dupa (ale wszystkie młode). Weszliśmy tam tylko na piwo, ale że było śmiesznie i dziewczyny sympatyczne to wypiliśmy po 2 czy 3, wychodząc laski wiedziały już oczywiście, że nie spędzą z nami nocy, ale na odchodnym wszystkie 3 dupy zaoferowały mi pójście ze mną (na całą noc) za 750php.

Jedną z najlepszych opcji jeśli nie chcesz płacić bf jest klub High Society usytuowany ok 100m od wejścia na WS od strony McArthur Highway. Nie sposób tam nie trafić – każdy wskaże drogę. Biba zaczyna się tam co dzień od ok 23 (w weekendy wstęp płatny 200php), kończą tam wszystkie freelancerki i dupy które nie znalazły szczęścia w swoich barach. Wyrwanie dupy za kasę zajmuje tam 5 minut (przeciętnie 1k php) , za darmochę trochę trzeba się postarać, ale też nie ma problemu. Ceny akceptowalne (piwo 100php) więc można wszystko bardzo budżetowo ogarnąć.

Cała WS pełna jest gości sprzedających wszelakie specyfiki – viagra, kamagra, cialis – wszystko to można kupić w cenie killkudziesięciokrotnie tańszej niż w Manili.
Gdy kiedykolwiek coś tam kupuję, zawsze mam stałą taktykę która działa w 100% – ile by gościu nie krzyknął na start – śmieję mu się w twarz i mówię że ostatnim razem płaciłem 100php i nie mam zamiaru płacić więcej niż 120php – poużala się trochę, czasem nawet zrezygnuje ale następny już idzie na taki układ i tym sposobem viagra czy cialis (oczywiście w ilości 4szt) kosztują max 120php.
Startowe ceny na P.Burgos jakie parę tygodni temu słyszałem to było co najmniej 5k php (za 4 szt viagry) i ludzie kupowali….

Wszystkie dupy pracujące w barach mają obowiązek comiesięcznych badań lekarskich, i zawsze obwieszone są identyfikatorami potwierdzającymi ich wykonanie etc. Co dupa robi od dnia po wykonaniu badania aż do następnego to zupełnie inna para kaloszy więc lepiej dobrze zastanowić się zanim pójdzie się na całość tym bardziej, że Filipinki uwielbiają bzykać się bez gumy, generalnie zupełnie nie uznają tej formy zabezpieczenia.

Umawianie się z normalnymi dziewczynami to równie banalna sprawa, z mojego doświadczenia najlepsze jest filipinocupid (płatna), pinalove (identyczne jak thaifriendly), dateinasia oraz klasycznie Badoo, Tinder (tylko trzeba odfiltrować te pracujące).
W Manili skuteczność w zasadzie 100% – każde spotkanie kończy się we wiadomy sposób.
Jeśli dupa jest młodsza albo z prowincji to rzadko zdecyduje się spotkać sama – zwykle dla bezpieczeństwa z koleżanką albo kolegą gejem.

Generalnie jeśli prezentujesz typ za którym Filipinki szaleją – wysoki, jasne włosy, niebieskie oczy, „długi” nos – nie sposób opędzić się od lokalnych towarów.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Moja koleżanka – dziwka


Dzisiaj będzie o  Tajskiej dziwce, ale nie byle jakiej, bo takiej dla Tajów, która  gołego faranga to widziała co najwyżej na plakacie w magazynie Elle, podczas rutynowego przeglądania horoskopu. No, prawie, w chwili kiedy już to piszę, na koncie ma ona już pierwszego białasa.  Na początku słowem wyjaśnienia. Skąd ja w ogóle znam takie patologie. Ano przyjaźnię się z pewnym Hiszpanem który generalnie preferuje płacić za tego typu rozrywki. Twierdzi, że interesuje go tylko  seks, a chodzenie na randki, a nawet spędzanie czasu z dziewczynami (poza główną aktywnością), po prostu go męczy (co w sumie jest zrozumiałe do pewnego stopnia). Do tego mieszka z dziewczyną, więc też nie bardzo ma jak to rozegrać logistycznie… Swoją drogą śmieszny związek, bo tak jego dziewczyna wie o wszystkich które wali na boku, ale dalej z nim siedzi. TIT (This Is Thailand).

dziwka-tajlandia-prostytutka-azja-po-zmroku-bangkok

Anyway, przyszedł taki dzień gdy ów przyjaciel poprosił abym poszedł z nim na uliczne dziwki w formie tłumacza. On mieszka już w Tajlandii 4 lata i jako tako się dogaduje, ale mimo wszystko mój tajski wszedł na taki poziom, że rzadko kiedy czegoś nie jestem w stanie zrozumieć. Te dziwki na które on się wybiera, nie mówią nawet 3 zdań po angielsku. Poszliśmy więc razem do tego slumsu i chodziliśmy wokoło 30 minut szukając nadającej się dziwki dla kolegi. Przyznam, że większość z nich to takie straszne kaszaloty (znajdzie się też pare koni), że nawet kijem nie można dotykać. Nie dość że stare, grube, to jeszcze patrzy im HIVem z oczu. To jest teren w którym laski puszczają się za 500 batów, to jest qrwa 13 euro,  chyba najtańsze miejsce w całym Bangkoku, ale i za ceną generalnie idzie konsekwentnie jakość. W pewnym momencie BOOM, niczym grom z jasnego niema, przed nami oto młoda fajna Tajka, z dużymi cyckami, co jest w Tajlandii prawdziwym rarytasem. Pamiętamy wszak, że Tajki wygrały światowy ranking na najmniejsze cycki. Są nawet takie elementy które praktycznie mają same wydłużone sutki i kompletny brak piersi, do tego stopnia, że przeciętnie spaśony facet, nawet nie jakiś straszny grubas, i tak ma więcej tanki tłuszczowej na klacie niż te nasze tajskie landryny. W ogóle nie wiadomo skąd ona się tam wzięła, pomimo tego, że nie jest absolutnie 10/10, na tym kontraście pośród tych wszystkich smoków, wyglądała jak aniołek rodem z okładki Playboya. Oczywiście kolega momentalnie przystąpił do negocjacji cenowych.

Tak jak się jednak spodziewaliśmy, nie mogli się oni dogadać, więc tutaj potrzebny byłem ja.  W roli tłumacza. Mówię więc i tłumaczę, że to i tamto, kolega chce to, w takiej pozycji, na taki okres czasu. Reakcja laski? Momentalne zakochanie się. Ale nie w koledze który chce jej dać kasę, a we mnie. Tak to już bywa. Niektóre Tajki, które nie mówią nic po angielsku i w życiu nie rozmawiały z białasem, poznając takiego który zna ich język, po prostu wariują. Jest to dosyć częsty przypadek, więc nawet mnie to nie zaskoczyło. To jest ich jedyna okazja, żeby zamienić pare słów z takim kosmitą, który – o fuck – nie ma czarnych oczu i włosów, jak dosłownie KAŻDY facet w tej części świata, a jego zarost na twarzy to więcej niż pare wydłużonych obleśnie sterczących włochalów. Skończyło się na tym, że ona nie chce iść z kolegą, a za to zaprosiła mnie na kolacje 😀 Wiecie, ja jestem jak Rasputin. Kobietom i alkoholu nie odmawiam.. Zostawiłem Hiszpana w samotności, aby dalej polował niczym samotny wilk w pełnie księżyca podczas zimowej nocy, a ja sam wskoczyłem na motor z dziwką, która mocno się wtuliła w moje silne plecy.

Pojechaliśmy nigdzie indziej, a na kuchnię Issańską. Abstrahując od tego, że to moje ulubione potrawy, to są relatywnie zdrowe (jak na tajskie warunki), a dodatkowo – zajebiście tanie. Zazwyczaj cena to 60 batów za potrawę, a przy okazji większość lasek się napala, że farang lubi jeść północno-wschodnie potrawy, które w przypadku dziwek, zazwyczaj są ich regionalnymi daniami (90% dziwek pochodzi z Issanu – najbiedniejszego regionu Tajlandii). Tak więc po tym jak  dziwka już zjadła surowe mięso krowie z polewką z nieugotowanej krwi (kuchnia Isańska :), zapytała czy mam w domu Air Con bo jest jej gorąco. Czyli innymi słowy, sama się pcha na pałę. To są te dziwne absurdy Tajlandii, np dziwka która się napali i sama ciebie i wyrucha, za darmo. I oczywiście tak się to skończyło. Po skończonym pukaniu oznajmiła, że byłem jej pierwszym białasem. Zaciekawiony tematem, postanowiłem ją trochę wypytać o jej życiu i…. z tego będzie wywiad w kolejny, odcinku. Stay TUNED ! i jak zwykle, jeśli chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku to przypierdol like’a na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku (sorry Joasie, forum tylko dla facetów, ale możecie wysłać mi maila, jak nie są na maxa głupie pytania to zawsze odpowiadam 🙂

Tajska randka z dreszczykiem


Tego poranka obudziłem się podekscytowany w jednym z guest house’ów dla turystów w Bangkoku. Było to ponad 5 lat temu, chociaż mieszkałem już wtedy w Tajlandii, to moim miejscem tymczasowej rezydencji była prowincja Trang, na dalekim południu. Dlaczego podekscytowany? Ano miałem spotkać się z fajną Tajką poznaną przez internet, która wydawała się wyuzdaną suką, czyli innymi słowy – miało być fajnie.

tajlandia, bangkok, azja po zmroku

Ponieważ byłem wtedy totalnym nowicjuszem w Azji z niespełna rokiem doświadczenia na dzikim wschodzie, jej zachowanie nie wzbudziło we mnie żadnych wątpliwości. Po prostu myślałem, że jest trochę zboczona i stąd jej requesty, żeby pokazywać jej przez kamerkę pewne charakterystyczne dla mężczyzn części ciała, a także inne bujne fantazje łóżkowe. Po kilku rozmowach z ów Tajką, w końcu mieliśmy się okazuję spotkać – byłem w stolicy Tajlandii.

Umówiliśmy się nigdzie indziej, a w jej apartamencie, wszak nie owijając w bawełnę, byliśmy ustawieni na ruchanie. W dzisiejszych czasach od razu wzbudziłoby to moje podejrzenia, ale wtedy nie byłem jeszcze tak obcykany w tutejszych realiach. Udałem się pod wskazany adres w dzielnicy Ari, pukam do drzwi i oto odchylają się przede mną wrota do…

…do niczego. A nawet gorzej, bo pomimo tego, że na pierwszy rzut oka wyglądała na fajną laskę – z dużym cyckiem, wklęsłą talią i płaskim brzuchem – to jak tylko się odezwała zajebiście męskim głosem, to przez moje ciało przeszedł dreszcz przerażenia. Z własnej inicjatywy poszedłem odwiedzić ladyboya! I byłem umówiony na seks z nim 😦

Nie wiedząc czemu nie uciekłem od razu, wszedłem niepewnie i z przerażeniem do środka. Na półce widniał obrazek z jakimś grubym zboczonym  Niemcem, który zapewne jest mężczyzną tego ladyboyca. Pierwszy co przyszło mi do głowy – ciekawe czy to on wali ladyboya, czy ladyboy jego. A może się zmieniają? Bo mam takiego kolegę z Anglii który mówi, że czasami się z nimi zamienia 😮

Anyway, pokazuje stopą na ten obrazek i mówię „who’s that?”. Dopiero chwilę później przypomniałem sobie, że pokazywanie na kogokolwiek stopą jest zajebiście obraźliwe, a ja własnie zrobiłem to w kierunku jej/jego „męża”

Ladyboy zignorował moje pytanie i patrząc na moje przyrodzenie, oblizując przy tym jednocześnie wargi powiedział „sooo, what are we gonna do?”. Tego już nie wytrzymałem. Poczułem, że jestem bowiem bardzo blisko bycia zgwałconym przez faceta w spódnicy.

„Musze się napić wody, idę do sklepu” – mówię – „ale ja mam wodę, naleje ci – odpiera ladyboy. Nie wiedziałem co wymyślić, więc użyłem wymówki, że „ale ja jestem FARANG, ja muszę pić specjalną wodę z 7/11, inna mi szkodzi” 😀 Jak tylko wyszedłem za drzwi, to biegłem takim galopem ile sił w nogach, jak najdalej od tego miejsca…

Wniosek jest taki – jeśli laska coś zbyt otwarcie oferuję seks nowo poznanemu facetowi, to jest to jedna z trzech możliwości – chce cię okraść, jest dziwką, albo w ogóle nie jest kobietą. W tym przypadku była to opcja numer 3, ale przez opcję 1 oraz 2 również przechodziłem !

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Birma – dziki zachód wchodu


W dzisiejszym odcinku będzie o zachodnim sąsiedzie Tajlandii – Birmie. Sama nazwa Birma de facto nie jest już używana, po angielsku kraj nazywa się Myanmar od 1989 roku, kiedy rządząca krajem junta wojskowa ustaliła nową nazwę. W Birmie byłem wyłącznie raz i to zaledwie 10 dni. Dodatkowo, byłem tam w pracy – jako pilot wycieczki 40 osobowej grupy, co niestety nie dało mi zbyt wiele czasu na samotne odkrywanie. Jako opiekun tak licznej grupy byłem zawalony pracą od rana do zmroku – za każdym razem gdy ktoś zatkał sracz, to choćby była 10 wieczorem, musiałem lecieć do recepcji i wzywać ciecia, żeby przetkał. Ale czemu ja o tym – ano chciałem tylko powiedzieć, że absolutnie nie jestem ekspertem od Birmy, opiszę tu tylko moje ekstremalnie subiektywne i powierzchowne doświadczenie z 2014 roku.

birma

Wizy mieliśmy wyrobić przez internet, tak zalecił nasz partner w Birmie. Akurat lądowaliśmy w Mandalay, na północy kraju. Podczas wyrabiania wiz przez internet, po złożeniu 7 aplikacji, ze strony zniknęła opcja robienia wizy on arrival do Mandalay.2 wizy wróciły na email – 5 nie.  Zamiast więc latać po Bangkoku, musieliśmy spędzić połowę dnia w obrzydliwej ambasadzie, z bardzo niemiłą obsługą, która sprawiała wrażenie jakby wszyscy nas nienawidzili. Mój wniosek został odrzucony bo „jest niechlujnie napisany”. Kilka innych aplikacji odrzucone, ponieważ nie wypisaliśmy adresu pracy. W końcu po całym dniu udało się…  Na lotnisku jeszcze lepsza niespodzianka – Air Asia uznała, że nasze 2 wizy wyrobione przez internet są sfałszowane. Jako dowód pokazali nam stronę w internecie na której opcja wyrabiania wizy do Mandalay zniknęła. Dopiero po licznych telefonach do Birmy i interwencji Air Asia w Mandalay, cudem w ostatniej minucie zdążyliśmy na samolot.

Lotnisko w Mandalay. Pierwsze co rzuca się w oczy, to że każdy facet i kobieta chodzi w longyi , lokalnej spódnicy, która zdaje się być najpopularniejszym ubiorem niezależnie od płci. Nie tracąc czasu, od razu uderzyłem do centrum miasta. Mandalay ma milion ludzi i jest chyba najgorszym zadupiem w całej Azji. Znalezienia sklepu z piwem, albo restauracji z jedzeniem graniczy z cudem. Po przejściu kilku kilometrów znalazłem jeden sklep z alkoholem. Nasz lokalny przewodnik twierdzi, że w Mandalay nie ma czegoś takiego jak bar lub klub, więc poszedłem szukać lasek na lokalny market. Podchodzę do kilku fajnych dupencji i normalnie SZOK w ich oczach. Miałem wrażenie, że nikt nigdy nie podszedł do nich na ulicy wcześniej. Kompletne fiasko, nie wyciągnąłem nawet jednego numeru telefonu… Zbliżał się zmrok – trzeba wracać do hotelu. Dlaczego? Ponieważ w całym mieście nie ma latarni i jest ciemno jak w dupie. Można spokojnie wpaść w jakąś dziurę lub nadepnąć na głowę węża nie zdając sobie nawet z tego sprawy. O lokalnych psach nie wspominając.

Cały następny dzień jeździliśmy po świątyniach od rana do wieczora. Kurwa, ile można tych świątyń oglądać. Przecież to jest zwykła kupa kamieni na kamieniach, wybudowanych przez chciwców którzy golą kasę z naiwnych prostych ludzi, sprzedając im mrzonki o życiu po śmierci.

Następnego dnia mieliśmy płynąć 8 godzin rzeką do Bagan. Po drodze w rzece pływam trup człowieka, ale jakoś na nikim nie robiło to wrażenia. Moi turyści opalali się całą drogę, a ja jak prawdziwy Azjata, chowałem się przed słońcem na ile to możliwe.

W końcu przybyliśmy. Bagan, kurwa co za zadupie. Podobnie jak w Mandalay, nie ma tu absolutnie nic, włączając w to oświetlenie po zmroku, czyli po godzinie 18. Cały dzień biegaliśmy po tych wszystkich kupach kamieni w okolicy – masakra, nudy jakich mało, a tyle tego jest w Bagan, że można po świątyniach całe 10 dni biegać. W tym miejscu nachodziło nas dużo ludzi sprzedających kicz dla turystów, włączając w to kilka fajnych laseczek. Korzystając z okazji, że coś dukały po angielsku, wyciągałem od nich numery telefonu (internet w Birmie praktycznie nie istnieje – to znaczy routery są, ale prędkość nie pozwala na otworzenie np. Facebooka). Wieczorem dzwonie do 3 lasek z którymi niby byłem umówiony – jedna nie odbierała w ogóle, z drugą się nie dogadałem po angielsku, trzecia stwierdziła, że nie ma motoru, żeby przyjechać w okolice mojego hotelu.  Akurat do Bagan przyjechał mój kumpel z Tajlandii, Trevor, więc próbowaliśmy imprezować w Bagan na ile się dało. Oczywiście żadnego baru tutaj nie ma – piliśmy whiskey na ulicy z jakimiś włochami i lokalnymi Birmańczykami. Nudny na maksa.

birma dzieci

Następnego dnia lecieliśmy samolotem do Inle Lake. Najfajniejsza atrakcja to chyba ten samolot malutki, bo samo Inle lake to jest następy kicz dla turystów. Niby fajnie, że lokalni rybacy łowią tu ryby za pomocą nóg, ale hmm, co mnie kurwa ryby obchodzą. Inle lake znajduje się w prowincji Shan, która słynie z kilku rzeczy – przede wszystkim są jednym z największych producentów opium na świecie, które przemycają przez graniczący Złoty Trójkąt, czyli skrzyżowanie Birmy, Tajlandii i Laosu, do sąsiednich krajów. Ponad to, Sham state nie uważa się za część Birmy i mają nawet swoją własną armie. Początkowo walczyli o suwerenność stanu Shan, a potem sponsorowani przez CIA, przeciwko birmańskim komunistą. Nie wiem jak w dzisiejszych czasach, ale jeszcze nie dawno było to niebezpieczne miejsce.

Birma jest jedynym krajem na świecie w którym muzułmanie są prześladowani. Zazwyczaj jest na odwrót – to muslimy tępią wszystko i wszystkich, od innych religii, przez homusiów aż do kobiet i walentynek. Za to w Birmie oryginalna odmiana, to lokalni Buddyści prześladują islamistów. Na pytanie skąd zaistniała takowa sytuacja, nasz lokalny przewodnik powiedział tak: „we hate them because they don’t want to work, make a lot of babies and demand free shit”. Bardzo mnie to zaciekawiło, gdyż w Europie ludzie nienawidzą ich z dokładnie tego samego powodu.

Po kolejnym locie w malutkim samolocie wylądowaliśmy w Yangoon, byłej stolicy i największym mieście kraju. No, wreszcie jakaś cywilizacja! Po odpierdoleniu Shewedagon Pagoda – najsłynniejszego zabytku w kraju, który oczywiście również okazał się kiczowatą pułapką dla turystów, wreszcie znalazłem się w okolicy która mi się podobała. Do tej pory miałem bardzo negatywne uczucia jeśli chodzi o Birmę, ale Yangoon zrobił na mnie wrażenie. Niestety miałem tu dosłownie jedną noc przed powrotem do Bangkoku, to był już nasz ostatni dzień.

W nocy lecę do klubu nocnego, którego nazwy niestety nie pamiętam. Jechało się windą na górę. Już przy wejściu, zgarnęło mnie kilku zajebistych lokalnych typków, po ubraniach od razu widać, że jakieś high so klimaty, zaprosili mnie, żebym z nimi posiedział i nie dali mi nic zapłacić, twierdząc, że jestem ich gościem. Cool. Tutaj dziewczyny były dużo bardziej kontaktowe – to znaczy kilka od razu uciekło jak zagadałem, ale po paru próbach miałem przy stoliku jakąś lokalną landrynę. Oczywiście nie mówiła nic po angielsku, więc cała rozmowa szła przez tych kolesi z którymi siedziałem. W końcu nie wiem czyj to był pomysł, ale dowiedziałem się, że jak „dam jej 10$ na taxówkę, to pójdzie ze mną spać do hotelu”. To był mój ostatni dzień w Birmie, dalej nie zdobyłem birmańskiej flagi, więc zgodziłem się na tą dziwną ofertę.

W hotelu oczywiście dramat na recepcji – nie może wejść do środka… Excellent. Zabrałem ją więc w taxi do innego hotelu, który wyglądał jak jakiś short time room gdzie przyprowadza się dziwki. Nie o takie doświadczenie mi chodziło, no ale cóż, trzeba było się poświęcić. Flaga birmańska zdobyta. Jako że miałem dobry hotel zapłacony przez firmę, nie chciałem spać w tej burdelowni, dałem tej lasce 10$ na taxi tak jak się umawialiśmy. W ogóle to nie zamieniliśmy ze sobą żadnego słowa po wyjściu z klubu, bo ona nie znała angielskiego 😀 Ale co tam, fajnie było, nie rozmowa jest najważniejsza.

Następnego dnia nastał czas aby wrócić do Tajlandii i na tym się zakończyła birmańska przygoda. Czy polecałbym Birmę? Szczerze to chuja widziałem przez te 10 dni, same kicze dla turystów, więc nie jestem w stanie stwierdzić jednoznacznie. Poza Yangoonem który był fajny, to cała Birma zrobiła na mnie negatywne wrażenie.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Uwodzenie w Tajlandii – 10 uwag


Niedawno na forum Azji Po Zmroku pojawił się taki oto wątek:

Jakie wskazówki moglibyście dać komuś, kto nie ma doświadczenia z Azjatkami, ino z białymi, a chce uprawiać tutaj seks, często i gęsto? Jakie są główne różnice kulturowe, na co uważać, jakie są główne grzechy nieporuchalne i zaniedbania niejebliwe w Tajlandii (trzeba wyganiać duchy z prezerwatywy przed seksem, albo przeprosić łózko za to, że będziemy się zaraz na nim grzmocić?), główne różnice w spotykaniu się z Tajkami a polskimi księżniczkami Joasiami

tajka-dziewczyna-azja-po-zmroku

Ponieważ odpowiedź jest nieco bardziej złożona niżeli kilku zdaniowa odpowiedź, postanowiłem skręcić z tego artykuł. A zatem do rzeczy:

  1. Najważniejsze to KEEP IT SIMPLE, bo się zwyczajnie nie dogadacie. Np. zagadując laskę w shopping mallu, twoim openerem powinno być „jak masz na imię”, bo jak walniesz czymś w stylu „chciałbym poznać twoja opinię na x”, to laska w ogóle nie zrozumie. Pytanie „gdzie idziesz?” jest innym świetnym openerem w Tajlandii – po tajsku fraza tłumaczona na „pai nai?” ma podobną funkcję jak „how it’s going” w angielskim i  nie jest uważana za niegrzeczne pytanie – wręcz przeciwnie. Generalna zasada – im prościej, tym lepiej. Żadna Tajka nie powie ci „spiedalaj”, w najgorszym wypadku zawstydzi się i ucieknie, więc możesz śmiało podbijać na ulicy, w centrach handlowych, czy na uniwersytecie.
  2. Pamiętaj, że laski nie myślą logicznie (wszystkie, nie tylko Azjatki). Graj na ich emocjach, nie próbuj nigdy nic tłumaczyć na logicznym poziomie, to nic nie daje. Sprawiaj, że czują się komfortowo. Nigdy nie wierz w to co mówią. One muszą udawać trudne, tak je zaprogramowało społeczeństwo. Abstrahując od tego, że same nie wiedzą czego chcą. Jeśli przykładowo laska ma w opisie na portalu randkowych, że „szukam tylko przyjaciół”, to nie znaczy, że nie będziesz jej walił na pierwszym spotkaniu. Jej się może naprawdę wydawać, że szuka tylko przyjaciół, ale pod wpływem emocji zrobi wszystko. Twoim zadaniem jest wywołanie tych emocji. Najłatwiej do tego dojść poprzez rozśmieszanie i droczenie się. Pamiętasz wszystkie idiotyczne gry z przedszkola? Jakieś zabawy związane z malowaniem długopisem po ręce, walczenie na kciuki, a nawet koci, koci łapki? To są wszystko idealne techniki uwodzenia.
  3. Nigdy nie pytaj czy ma chłopaka. Strzelasz sobie w nogę. Co prawda 99 na 100 Tajek i tak powie, że są single, nawet jeśli mają męża, ale w innych krajach (np Wietnam), wchodzisz tym pytanie w ślepy zaułek. Nawet jeśli ma chłopaka to nie znaczy, że a) nie szuka lepszego, b) nie jest otwarta na przygody na boku. Ja pytam ich czy mają chłopaka kiedy widzę, że są mną zainteresowane, ale mówię to w tonie „heeeej, podobasz mi się mała”).
  4.  Bądź szefem. Azjatki są uległe i przyzwyczajone, że facet o wszystkim decyduje. Nie pytaj gdzie ma ochotę pójść, tylko mów „idziemy do x”. Nie pytaj jaką pozycja w ruchaniu lubi, tylko ją obracaj w taką jak ci się podoba. Rób co chcesz, decyduj za was obojga, ona podąży. Pamiętaj że one nie są dobre w myśleniu – szukają kogoś kto im pomoże w decyzjach. Musisz być kreatywny i zdecydowany.
  5. Logistyka. Dobre miejsca na randkę – kawiarnia, lub park w pobliżu twojego hotelu lub apartamentu, tak aby łatwo było przenieść spotkanie w bardziej intymne miejsce. Kawiarnia jest świetna bo cała randka mieści się w 100 batach, park jest nie tylko darmowy, ale i daję łatwą wymówkę, że „jest gorąco, przenieśmy się do mojego mieszkania w pobliżu, bo bez air cona już nie wytrzymam”.  Najgorsze miejsce na randkę – restauracja. Kelner najprawdopodobniej posadzi was na przeciwko i nie będziesz mógł jej dotykać. Bez dotykania to możesz zostać co najwyżej jej kolegą. MUSISZ powoli eskalować kontakt dotykowy od samego początku. Inne beznadziejne miejsce na randkę – impreza. W klubie i tak poznasz wiele dziewczyn, więc po co brać ze sobą? Dodatkowo będzie cię to kosztować – w całej Azji jest przyjęte, że facet płaci za dziewczynę, jeśli zapraszasz gdzieś laskę, to w większości wypadków ona oczekuje, że pokrywasz wszystkie związane z tym wyjściem koszty.
  6. Kontakt dotykowy. Ale nie jak jakaś cipka, że niby przez przypadek. Tak jak wspominałem na górze – świetne są wszystkie gry z przedszkola. Dodatkowo każde pierdoły typu wróżenie z ręki (nawet jeśli oboje się z tego śmiejecie), czy „pokarz mi rękę… wow ale masz małą dłoń”. To co mówisz na logicznym poziomie nie ma znaczenia, każda wymówka, aby nawiązać kontakt dotykowy prowadzi was do łóżka. Kiedy przechodzicie przez ulicę – złap ją za rękę. Kiedy rozmawiacie, możesz ją dotknąć za ramię, lub włosy, ale badaj tylko grunt i wycofuj się. Dobrą techniką jest „2 kroki do przodu, jeden w tył”. Jak się trochę między wami rozwinie, to powąchaj jej szyję i powiedz coś głupiego/śmiesznego, np że pachnie jak truskawka. Akurat „strawberry” ma podwójne znaczenie, bo po tajsku jedno ze słów określające kłamcę, to właśnie „strawberry”, więc jeśli użyjesz tego tekstu, to de facto mówisz jej, że pachnie jak kłamczucha – czyli się droczysz się i zmierzasz do celu. Twoim zadaniem jest rozśmieszanie jej i nawiązywanie coraz bardziej śmiałego kontaktu dotykowego.
  7. Nie afiszuj się „zdobyczami”. W Europie zdjęcia z fajnymi laskami na Facebooku może dodadzą ci prestiżu, w Tajlandii na odwrót – zostaniesz sklasyfikowany jako playboy i nienadający się na potencjalny związek. Tutaj każdy może mieć dużo lasek jeśli chce, więc nie robi to na nikim wrażenia, a wręcz przeciwnie. Nawet jeśli walniesz zdjęcie z podpisem „koleżanka z pracy”, to  większość Tajów uzna, że na pewno ją ruchasz. Wrzucaj zdjęcia które pokazują, że masz ekscytujące życia – skok na spadochronie, nurkowanie, pilotowanie samolotem, egzotyczne podróże. Nie wrzucaj zdjęć z imprez lub z innymi laskami. Na pytanie czy masz dziewczynę, nie odpowiadaj, że NIE, bo nikt nie uwierzy. Zostaniesz uznany za kłamce. Powiedz coś w stylu „właśnie zerwaliśmy”, lub „czekam na porządną dziewczynę, dotychczas spotykam same które chyba chcą się wyłącznie bawić”
  8. Nie bądź skąpcem. Ona potrzebuje kogoś kto jest w stanie zadbać o nią i jej potencjalne dzieci. Azjaci się niesamowicie materialistyczni. Jeśli karzesz lasce zapłacić połowę rachunku, to prawdopodobnie będzie wasza ostatnia randka. Musisz jednak znaleźć balans – dużo Tajek próbuje ciągnąć na kasę ile się da, nie bój się odmawiać jeśli ona chce, żebyś coś jej kupił (np. laska w klubie która chce drinka). Nie dawaj się wykorzystywać.Nigdy nie dawaj pieniędzy do ręki, bo staniesz się sponsorem. Natomiast jeśli to ty gdzieś zapraszasz, to ty płacisz za to spotkanie. Po spędzonej nocy razem zapytaj czy chce 100 batów na taxówkę (jeśli chcesz ją jeszcze raz spotkać). Jeśli mieszkacie razem, to ty płacisz czynsz i rachunki, etc.
  9. Mowa ciała. Tutaj wszystko sprowadza się do jednego elementu – pomyśl, że ktoś patrzy na ciebie i na nią z boku. Jak to wygląda? Czy ty się do niej przymilasz i próbujesz ją wyrwać? Źle! Popraw to. Przypomnij sobie jak James Bond rozmawia z kobietami. Tam jest zachowany balans. On się do niech nie pochyla. Jeśli ona odchodzi, to on za nią nie goni jak frajer. Za to jeśli jest na odwrót – ona się pochyla w kierunku ciebie, a ty stoisz wyprostowany – idziesz w dobrym kierunku. Co wygląda lepiej, jeśli ona stoi plecami do baru, a ty do niej zagadujesz, czy jeśli ty stoisz plecami do baru a ona zagaduje do ciebie? Pamiętaj, że one lubią jak się nimi dyryguje. Weź jej rękę, niech zrobi piruet i wymień się miejscami. Fizycznie postaw ją tam gdzie chcesz. Zabierz jej rękę i połóż na swojej nodze. Cały czas pamiętaj jak to wygląda z boku. Musi być balans w mowie ciała. Kobieta może wyglądać na uległą, to jest ok. Za to facet który się klei do laski wygląda na desperata i kasuje się nie tylko w jej oczach, ale i wszystkich innych które to obserwują.
  10. Bądź nieprzewidywany. Zamotaj ją. Mów i rób sprzeczne rzeczy. Np. twierdź, że chcesz być jej najlepszym przyjacielem, a dotykaj ją w seksualny sposób. Mów, że będziecie razem robić zamki z piasku, wspinać się po drzewach i biegać za słoniami. Zapraszając do domu, obiecaj, że nie będziesz próbował jej wyruchać – chcesz się tylko przytulać, a tutaj nie wypada w miejscu publicznym. Popatrz jej romantycznie w oczy i powiedz „nienawidzę cię” (z uśmiechem na twarzy). Grunt, aby nie bądź nudnym.

Jeśli zastosujesz powyższe wskazówki, to możesz mieć w Tajlandii co noc nową dziewczynę. Nie jest to nic trudnego. Należy jednak pamiętać, że uwodzenie przypomina rzucanie piłką do kosza. Im więcej praktykujesz, tym łatwiej piłka wpada do celu. Czasami jednak mija ona cel – i to jest normalne. Na świecie jest wiele dziewczyn. Nigdy nie koncentruj się na jednej, bądź gotowy odejść. Miej opcje. Dużo łatwiej jest poznać nową dziewczynę, niż naprawiać zepsute kontakty. I najważniejsze – MUSISZ do nich podchodzić. Kobiety nie robią pierwszego kroku. Jeśli ty go nie zrobisz, to nic z tego nie będzie.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Oops, wprowadziła się


Każdy kto miał Tajską dziewczynę chyba wie o co chodzi. Zaczyna się od szczoteczki do zębów. Potem pojawia się sukienka i stanik. Aż  końcu, zanim się zorientujesz, spośród 6 par butów w mieszkaniu, pięć należy do niej, a jedna do ciebie (tak, mam jedną parę butów – jestem minimalistą). Stało się. Wprowadziła się. Bez wcześniejszego ustalenia…

bangkok-tajlandia-azja-po-zmroku

I właśnie przechodzę przez fazę „wprowadziła się do mnie”. Zaczęło się od mojej podróży do Maha Sarakham którą opisałem TUTAJ. Jakiś czas później, trochę zatęskniłem za poznaną tam niewiastą i naszła mnie ochota, aby znowu pojechać ją odwiedzić. Pomimo tego, że pracuje głównie przez internet, aktualnie jest sezon turystyczny i mam tyle pracy jako przewodnik, że nie za bardzo mam kiedy wyrwać się z Bangkoku. Napisałem więc do poznanej tam dziewczyny, żeby wpadła odwiedzić na weekend. Zaproponowałem nawet, że zapłacę za bilet. Laska się ucieszyła. Przyjadę w piątek i w niedziele w nocy pojadę z powrotem… 

Właśnie minęło 20 dni odkąd przyjechała. I trochę zaczynam zgrzytać zębami. To znaczy nie zrozumcie źle, ona jest fajną dziewczyną i bardzo ją lubię, ale ja po prostu nie jestem stworzony do życia w związku. Mam wybór jeśli chodzi o dziewczyny i lubię poznawać nowe. Tak samo jak ładne dziewczyny mają wybór poznać nadzianego faceta z kasą i prawie zawsze takiego wybierają 😀 A więc od 20 dni pykam tą samą laskę i powiem, że cierpię. Jak wy ludzie w związkach to wytrzymujecie? Tą monotonię, to samo ciało, te same ruchy, ten sam głos. No i jest coś jeszcze – jeden z głównych powodów dla którego uważam, że Tajki się nie nadają na związek.

Znowu nie chce mówić na nią źle, lubię ją, etc. Ale to jest typowa Tajka która nie ma żadnych zainteresowań w życiu. Śpi po 14 godzin dziennie, je Som Tam, bawi się telefonem, znowu śpi, znowu je, znowu bawi się telefonem. Facebook i selfy w nieskończoność. I uwierzcie, że większość Tajek jest właśnie taka. Jak ona np. mówi, że idzie ze mną na siłownie, to wcale nie żeby ćwiczyć, tylko siedzieć na ławce i bawić się telefonem. Ale zawsze posiedzenie na ławce na siłowni i bawienie się telefonem to jakieś przełamanie rutyny od leżenia w łóżku i bawienia się telefonem : )

A teraz dlaczego jeszcze jej nie wyrzuciłem? Ha, śmieszne, ale jest taka technika w uwodzeniu – kiedy podchodzisz do laski, najlepiej powiedz jej „sorry, muszę szybko wracać do znajomych, ale…. bla bla”. Czemu służy ten tekst? Ano laski często z automatu mówią, żeby facet od nich spierdalał, bo co 5 minut podbija jakiś napaleniec. Jak to się ma do uwodzenia? Jeśli walniesz takim tekstem, to ona cię już nie może spuścić z brzytwy, bo sam się zadeklarowałeś, że znikniesz za momencik. A jak to się odnosi do mojej dupencji? Ano codziennie używa tej samej techniki i mówi – jutro już na pewno muszę wracać do siebie, odwieziesz mnie na stację autobusową? No i jak ja ją mam wyrzucić, jak sama się deklaruje, że już tuż tuż wraca. I nawet podaje argumenty, że musi na egzamin na uniwersytecie, że mama jej już każe wracać, etc. Hah!

20 dni… ciekawe ile jeszcze będzie się to ciągnąć 😀

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

 

Skutery do wynajęcia w Bangkoku u Forsakena


Stolica Tajlandii słynie z epickich korków. Metro oraz pociąg nadziemny BTS pokrywa zaledwie małą część miasta, pozostawiając większość obszarów zwyczajnie niedostępnych. Jedynym sposobem aby nie utkwić w korkach jest poruszanie się na skuterze. Skuter jest mały i mieści się pomiędzy samochodami, jest lekki i ze sporym przyśpieszeniem. Innymi słowy, idealne rozwiązanie na miasto takie jak Bangkok. Dodatkowo, pełny bak paliwa powinien kosztuje 75 batów i powinien spokojnie wystarczyć na przejechanie 100 kilometrów, dzięki czemu jest to również najekonomiczniejsza opcją.

bckg-4

 

Prawo jazdy teoretycznie trzeba mieć, w pełni wystarcza polskie na samochody, a w praktyce można jeździć na dowód osobisty i nie ma problemu. Oficjalny mandat za brak prawa jazdy to 400 batów, natomiast większość tajskich policjantów zadowoli się stówą lub dwoma bez wypisywania.

Posiadam małe stado skuterów które wynajmuje. Skutery 125cc i 110cc.

Miesiąc – 3,000 thb

Tydzień – 1,000 thb

Dzień – 250 thb

15841742_10210791351675753_1446874686_n.jpg

 

Skutery 110cc (Honda Click, Fino, etc) mogę trochę spuścić z ceny, np 2,500 za miesiąc.

Dodatkowo będę potrzebował zrobić zdjęcie paszportu i 1,000 thb depozytu. Depozyt nie oddaje jeśli np. zostanie zgubione ubezpieczenie, rejestracja, lub motor zostanie uszkodzony.

Co do napraw – tajscy mechanicy są bardzo tani, większość napraw oscyluje w granicach 100, 200 batów, więc w razie potrzeby można samemu śmiało śmigać do mechanika. W razie poważniejszej awarii (nie z winy użytkownika), koszt naprawy biorę na siebie.

Chcesz wynająć motor w Bangkoku? Napisz mi wiadomość KONTAKT

 

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku