O nie, znowu poniedziałek – raport ze stolicy Tajlandii


O nie, znowu poniedziałek. Poniedziałek w Bangkoku nie jest jednak taki straszny, wszak miasto duże, nigdy nie śpi i coś się zawsze dzieje. Zwłaszcza, że ja pracuje 6 godzin tygodniowo (no, plus parę godzin na tłumaczenia online), więc i czasu sporo na uciechy. Rutyna dnia – budzę się około 11, wpierdalam owsiankę  z wodą, idę na siłownie, zakupy w Tesco: ryż, 600 gramów kurczaka i warzywa. Jedzenie na cały dzień kosztuje mnie 100 batów, ah, ah, kocham tajskie ceny. Gotuje na resztę dnia i jestem gotowy o 14, żeby zacząć jakieś polowanie.

khao-san-tajlandia-bangkok

W poniedziałek poszło szybciutko. W trakcie gotowanie umówiłem się z dwoma laskami z Badoo. Tajka z Udon Thani i chińska turystka. Ale po kolei. Tajka przyjeżdża z koleżanką. Bardzo popularne w Tajlandii. Czasami zdarza się, że na randkę przychodzą z kimś… W takiej sytuacji sporo farnagów się wycofuje, ja natomiast wykorzystuje to do swojej korzyści. Pojedyncza Tajka najprawdopodobniej będzie miała obiekcję, żeby iść od razu do mieszkania (są wyjątki, nawet sporo), za to jeśli jest z koleżanką to bez problemu zgadza się od strzału. Idziemy więc po piwo do sklepu i wpadamy do mnie na chatę.

Jedna rzecz o której trzeba pamiętać w takiej konfiguracji – należy zaprzyjaźnić się z tą koleżanką. Powiedzieć jej, że ma ładne buty, zapytać skąd jest i jaką ma pracę. Pochwalić jej angielski, etc. To jest ważne ze strategicznego punktu widzenia, wszak koleżanka ma power, żeby zrobić cock block (w tym przypadku byłby to raczej pussy block) i powiedzieć „idziemy”. Wtedy cała randka idzie się jebać…

No więc jesteśmy w domu pijemy piwo i z jednej strony zaprzyjaźniam się z koleżanką, a z drugiej atakuje mój target tak jakby koleżanka nie istniała. Oczywiście szybko jej się zrobiło głupio widząc nas na łóżku obściskujących się, więc sama wyszła z inicjatywą, że pójdzie zjeść obiad. Szybka akcja, od razu boom boom i laska mówi, że musi już iść bo koleżanka na nią czeka. No, to mi się podoba. Pierwsza laska zrobiona o 15 w południe.

Dobija 18 godzina, idę do Chinki. Bardzo lubię chińskie turystki. One generalnie lubią białasów, a że są z dala od domu, nikt nie widzi nikt nie słyszy, to się po prostu rypią o razu. Każdą chińską turystkę którą spotkałem obracałem w przeciągu pierwszych kilku godzin od poznania. Chinka śpi na Khao San i jak twierdzi „nic chce wyjść nigdzie sama, bo boi się, że ktoś pomyśli, że jest dziwką’. Ok, to ja przyjdę do ciebie – mówię. Po drodze kupuje 2 piwa Leo i wpadam na hotel. Trochę się plątałem, bo nie wiedziałem gdzie jest winda. Na recepcji pytają się gdzie mam pokój. Podaje numer, na co oni stwierdzają,  że to jakaś pomyłka, bo tam Chinka mieszka. Mówię, że właśnie do Chinki idę, co im się wydaje podejrzane. Zaczynają dyskutować po tajsku. „Mogę go wpuścić? Myślisz, że on zna tą Chinkę? Powinnam wsiąść od niego paszport?”. Powiedziałem im po tajsku, że mogą mnie wpuścić, tak, znam Chinkę i nie muszę zostawiać paszportu. Zrobiło im się głupio i pokazali, żebym szedł dalej.

W pokoju u Chinki pijemy piwo i rozmawiamy o jej podróżach po Tajlandii. Ona uczy mnie kantońskiego, a ja uczę ją głupią piosenkę po tajsku. Piosenki są zajebiste jeśli maja jakieś ruchy typu „clap hands” bo od razu jest nawiązywany kontakt dotykowy. Trochę się śmiejmy, mówię jej co umiem powiedzieć po chińsku (byłem w Singapurze 4 miesiące, to coś podłapałem) . W końcu Chinka idzie do się odlać. Co ciekawe zamiast ściany w łazience jest szyba i wszystko widać. Chinka trochę się stresuje, po czy ściąga majtki i sika przy mnie. Uznałem to za znak. Jak tylko wyszła z łazienki rzuciłem ją na łóżko bez słowa i bez problemu od razu dała się ruchnąć.

Akurat byłem strasznie zmęczony po ostatniej nocy (impreza), więc zgodnie z prawdą stwierdziłem, że idę spać. Po drodze strasznie mi się zachciało szczać, więc zrobiłem to na mur, jak się okazało świątyni. Panowie policjanci nie byli zachwyceni. Krzyczą 2000 batów za znieważanie obiektu religijnego. Oczywiście nie chcę tyle zapłacić (standardowy mandat w Tajlandii to 400 thb, lub 100, 200 łapówki). Kłócę się z nimi, że nie zapłacę i chuj, a w ogóle to jestem biednym studentem i mam przy sobie tylko 400. Skończyło się na tym, że w kajdankach odwieźli mnie na komisariat. Tutaj trochę panika, bo na komisariacie już łapówka nie przejdzie, więc ostatnia deska ratunku, próbuje się zaprzyjaźnić z jak największą ilością policjantów, żeby się za mną wstawili. Mówię do nich po tajsku wszystko co zawsze śmieszy Tajów. Że jestem „sot sanit” (forever single),  że znam tajski tak jak dzieci w przedszkolu i recytuje „ngu, ngu, pla, pla”, imitując małe dzieci. Mówię im, że bardzo lubię czytać książkę Mani Mana – jest to książka z której całe ich pokolenie uczyło się w czytać w przedszkolu. Wszyscy się śmieją, jest wesoło, ale dalej chcą 2000. W końcu pokazałem im legitymacje z tajskiego uniwersytetu i zgodzili się na 1000. Ufff, nie sikam więcej na żadne świątynie!

Po drodze musiałem się napić więcej, więc z komisariatu który jest na Khao San, od razu do baru. Pije piwo i boom, spotkałem Ploy, laskę którą kiedyś pukałem. Pytam od razu czy chce iść do mnie spać i wracamy razem.

Bilans poniedziałku – 3 laski w przeciągu 12 godzin. Hyhy, jak ja lubię w Tajlandii mieszkać.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

 

Reklamy

2 uwagi do wpisu “O nie, znowu poniedziałek – raport ze stolicy Tajlandii

  1. Ploy to ta twoja pierwsza milosc w thai? Bilans bardzo ladny, rozumiem ze zostajesz na dluzej w BKK bo ja bede gdzies.. za 5 tygodni w pattaya wiec moze odwiedze cie w Bkk i tym razem jebniemy cos na 2 pyty 😀

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s