Vientiane – raport ze stolicy Laosu


Po raz ostatni w Laosie byłem 5 lat temu. Obiecałem sobie wtedy, że nigdy nie powrócę. Syfiate jedzenie, przecenione taksówki, imprezy zamykane o 12 w nocy i wstydliwe Laotanki. Vientiane, stolica Laosu, to taka duża wieś. Wikipedia podaje, że w miasto liczy 800,000 mieszkańców, natomiast atmosfera jest raczej bardziej prowincjonalna. Suma summarum, nie jest to miejsce w którym się odnajduje.

laos-vientiane-a

 

Raul, jeden z moich najlepszych kumpli w Bangkoku, co 3 miesiące jeździ do Laosu po nową wizę. I przekonuje, że Laos bardzo się zmienił przez te 5 lat. Teraz jest fajnie. Są aplikacje do umawiania się z laskami, a hotele, pomimo tego, że kontakty pomiędzy obcokrajowcami, a Laotankami są prawnie zakazane, przymykają oko kiedy przyprowadza się na noc dziewczynę. No i jest piwo Lao – najlepszy browar ze wszystkich krajów ASEAN! Postanowiłem dać Laosowi drugą szansę.

Jest wiele sposobów na dostanie się do Vientiane z Bangkoku. Jedyny bezpośredni lot to Airasia, można też dojechać pod samą granicę pociągiem lub autobusem, co zajmie około 10 godzin. Ja wybrałem lot do Udon Thani linią Lion Air za 900 thb + minivan z lotniska na granicę za kolejne 200. Tutaj popełniłem pierwszy błąd. Wiza do Laosu kosztuje 30$ i wydawało mi się, że na lotnisku w Udon Thani będzie lepszy kurs niż w Bangkoku. Okazało się jednak, że wszystkie kantory, i na lotnisku, i na granicy były zamknięte i zmuszony zostałem zapłacić batami, po fatalnym kursie. Zamiast 30$ policzyli mnie 1300 batów. Mało tego, jakoś pomyliłem daty i okazało się, że moja tajska wiza skończyła się 2 dni temu, więc po tajskiej stronie dostałem jeszcze mandat na 1000 batów za overstay. Słaby początek imprezy.

Po przekroczeniu granicy i przebiciu się przez wszystkich „życzliwych” taxówkarzy, udało mi się znaleźć przystanek autobusowy. Niestety ostatni autobus odjechał. Oczywiście nie wierzę im na słowo, ale zapytałem po tajsku babci ze sklepu obok, która nie ma interesu, żeby ściemniać i potwierdziła, że dupa a nie autobus o tej porze. Poznałem anglika i hiszpankę, razem wzięliśmy taryfę za 300 thb.

Po dojechaniu na wieś o nazwie Vientiane, chodziłem szukać jakiegoś pokoju. Tutaj pozytywne zaskoczenie, jest bardzo dużo super tanich opcji. Śpię w hotelu Dhaka za 40,000 kipów, czyli jakieś niecałe 200 batów. Łazienka dzielona i pokój super mały, ale prawie za darmo. Wieczorem od razu uderzam na imprezę do Salmo Pub. Tanie piwo Lao i jest nawet trochę lasek. Od razu widać po mordach, że co niektóre dorabiają obrabiając białe pyty. Wszyscy w Vientianie bez problemu rozumieją tajski, więc nie mam problemu z porozumiewaniem się. Gorzej z rozumieniem ich, bo non stop wrzucają laotańskie słowa i tak np. „farang” to „baksida”, „aroy” to „seb”, „maiii” to „bo”, etc. Generalnie język dokładnie ten sam co w Issanie, więc jakoś daje radę, bo w końcu Issan to moje ulubione miejsce w Tajlandii.

Impreza zamyka się o 12. Flirtowałem przez godzinę z kelnerką i byłem przekonany, że da się ruchnąc tej samej nocy, ale dupa, zapytałem czy gdzieś razem pójdziemy, na co odparła, że wszystko jest zamknięte wcześnie, bo Obama jest w Laosie i ona idzie spać. Pomyślałem, że w takim razie chociaż coś wpierdolę przed snem, okazało się jednak, że na wsi po godzinie 12 nie da się nawet kupić jedzenia. Nie ma jednego sklepu otwartego! Całe szczęście, że przywiozłem puszki z tuńczykiem z tajskiego Tesco Lotus.

Inne miejsca w Vientiane gdzie można zaimprezować i poznać jakąś laskę to:

  1. Kop Chai Deu restauracja/bar
  2. Marina night club
  3. Samlo Pub
  4. Wind West
  5. Blue Star

W drodze do hotelu poznałem jakąś starszą dupkę, która jest sprzątaczką w guest housie. Twierdziła że ma 35 lat, ale wyglądała na 40, czyli pewnie miała 45. Anyway, miała piwo, więc pomogłem jej dokończyć. Po piwie zaczęła robić aluzję, że lubi młodszych chłopców (zwracała się do mnie „boy”) i sugerowała, żebyśmy poszli do mnie do pokoju. Przez chwilę rozważałem tą opcję, ale jak ją złapałem za udo i odkryłem, że było takie flakowate jak u babci, to od razu mi się odechciało. Jednak wole młode laski lol. Zaczęło jebać strasznie deszczem i nic już nie było otwarte, więc poszedłem spać.

Rano o 7 dalej strasznie padało, ale musiałem iść do ambasady tajskiej po nową wizę. Wszyscy taxówkarze (których trudno było znaleźć), krzyczeli 50,000 kipów, jakaś pojebana suma, nie ma takiej opcji, żebym zapłacił tyle. Zdecydowałem się więc wypożyczyć pedalski rower za 10,000 kupów i pojechałem do ambasady w tropikalnym deszczy. Trochę krążyłem, bo nie mogłem znaleźć, całe szczęście, że wszyscy w Vientiane rozumieją tajski i mnie pokierowali. W ambasadzie prawie nikogo nie było ze względu na deszcz i wszystko załatwiłem w przeciągu 10 minut. Jakiś debil na zewnątrz mówi, że wypełni mi formularz wizowy z jedyne 100 batów. 100 batów! Czy ich totalnie pojebało z cenami w tym Laosie? Przecież wypisanie tego formularza zajmują może 2 minuty. Czy 2 minuty pracy, którą nawet dziecko może wykonać jest warte 100 batów?

Po ambasadzie udałem się na siłownię. Udało mi się znaleźć miejsce za 10,000 kipów, dobra cena. Pomiędzy setami szukałem lasek na Blendr app. Tak co 5 laska odpowiada. Umówiłem się z dwoma na wieczór (jedna zapasowa jakby któraś z nich anulowała).

Powrót do hotelu i szukanie jedzenia. Ja pierdole, jedzeie w Laosie jest 2, 3 razy droższe niż w Tajlandii. Nie dziwie się, że oni wszyscy tacy chudzi. Do tego to ich jedzenie jest gówniane. Zwykły uliczny gra paw gai w Tajlandii smakuje jak najlepsza restauracja w Laosie. I od tego kosztuje 1/3 ceny.

Miałem ustawione dwie randki. Jedna laska chciała się spotkać daleko od centrum, więc ją olałem, druga przyjechała na motorku mnie odebrać. Szlajamy się trochę po mieście, niestety ona jest jakaś powolna, wstydzi się wszystkiego, więc szanse na zaciągnięcie jej do hotelu tego samego dnia są marne. A ja mam tylko jedną noc do dyspozycji. Potrzebuje jakąś laskę która bez oporów pójdzie się ruchać. Olałem ją I postanowiłem szukać szczęścia na imprezach.

Wieczorem kolejna runda po barach. No, brzmi jakby było ich tam kilka, tym czasem większość z tych “kilku” to coś w rodzaju restauracji / baru. Jest też nocny klub, ale nie chce mi się iść tak daleko na nogach. Udaje się więc do tego samego baru co wczoraj. Flirtuje ze wszystkim barmankami, kelnerkami i klientkami. Wszyscy rozumieją tu tajski, więc idzie gładko. Po lewej siedzi zajebista laska, ale wygląda mi na dziwkę, więc początkowo ją zlewam. Do tego gra w jakieś pokemony na telefonie, więc pierwsza myśl – jakiś retard (retard po tajsku to panyaon, moje ulubione słowo). Kelnerka zdradziła, że już 3 laski jej mówiły, że jestem zajebiście przystojny (kurwa jakimś modelem chyba powinienem zostać). Pytam które i barmanka pokazuje palcem na jedną kelnerkę która nie chciała ze mną iść wczoraj (czyli odpada), jedną ewidentną dziwkę, do tego podstarzałą i tą zajebistą od pokemonów. Od razu więc atakuje pokemoniare.

Rozmowa idzie gładko. Trochę się droczymy I jest kontakt dotykowy. Jest kelnerką we francuskiej restauracji. Kupiłem jej piwo Lao z 14,000 kipów, czyli jakieś 60 batów. Kurwa duże piwo w barze 60 batów, zajebiste ceny za alkohol w tym Laosie! I to nie byle jakie piwo. Laska jakoś się strasznie otworzyła po tym jak jej kupiłem tego drinka, zaczęła mnie dotykać, więc już prawie pewne ruchanie.

Imprezy niestety zamykają się w Laosie o 12. Tuż przed północą Bee (tak miała na imię) mówi, że jak chce jakąś inną laskę, to żebym łapał, bo ona ze mną nie pójdzie do hotelu. Jedno czego się nauczyłem w życiu, że to co laski mówią różne rzeczy, że zrobią lub nie zrobią czegoś, a potem to co robią, kompletnie nie ma powiązania z tym co wcześniej twierdziły, więc nie słucham i atakuje dalej. Akurat o 12 waliło deszczem niesamowicie, więc mówię Bee, żeby poczekała na poprawę pogody w moim hotelu. Zawsze trzeba dawać laską jakąś wymówkę dlaczego idziemy do pokoju. Wymówka może być najbardziej absurdalna na świecie, np. “pokarzę ci mojego kota”. Ważne, żeby miały możliwość wmówienia sobie, że wcale nie idziemy się ruchać, tylko mamy jakiś inny powód. Opornie, ale w końcu dała się namówić. Wsiadamy na jej motor i w hardcorowym tropikalnym deszczu jedziemy dwie ulice dalej do mojego hotelu.

Na recepcji oczywiście od razu się dojebali, bo w Laosie obcokrajowcom nie wolno uprawiać seksu, ani nawet przyprowadzać Laotanek do pokoju. W razie zostania złapanym grozi kara finansowa, areszt i deportowanie. Ale wiadomo, że mnie to nie powstrzyma. Bee ma tak zajebiste ciało, warto zaryzykować. Negocjuje z recepcjonistą ile będzie mnie kosztowało wprowadzenie jej na górę. Zgodzili się na 30,000 kipów I mogliśmy iść dalej. Całe szczęście, że jebało deszczem, bo większość lasek wypłoszyłoby się tą sytuacją i uciekło. Jebany recepcjonista chciał mi zrobić ładny cock block. Anyway. Bee dalej twierdzi, że jak tylko przestanie padać, to jedzie do domu. Jutro na rano musi być w restauracji.

Jak tylko weszliśmy do pokoju, deszcz przestał padać. Bee chce się zbierać, musiałem użyć wrodzonego uroku osobistego, żeby została “na trochę dłużej”. Zaczynamy się całować na łóżku. Bee od razu twierdzi, że nic więcej nie będzie, bo ma okres. Dlatego też mówiła, żebym znalazł inną laskę. Mnie natomiast okres nie przeszkadza. Efekt? Hardcorowo zabrudziliśmy całe łóżko. Pokój wyglądał jakby ktoś w nim został zarżnięty.

Rano druga runda. Ale tu niespodzianka. Bee nie chce widzieć więcej krwi, więc proponuje, żebyśmy użyli drugą dziurę… Zaczyna mi się podobać w tym Laosie… Po skończonej robocie dopadł mnie straszny kac. Potrzebowałem piwa i to w ekspresowym tempie. Bee akurat i tak musiała iść po podpaski, więc poszła do sklepu I przyniosła mi śniadanie + piwo. Pytam się ile mam jej dać kasy, ale kategorycznie odmawia. Piwo jak lekarstwo, od razu kac przeszedł.

O 12 check out z hotelu. Namówiłem Bee, żeby olała prace i się ze mną pobujała. Zzybko odjeżdżamy na motorze, bo baliśmy się, że jak zobaczą tą krew na pościeli, łóżku, ścianach i podłodze, to mnie skasują za to wszystko. Bee podwiozła mnie do ambasady. Odebrałem nową tajską wizę i sru na terminal autobusowy. Bee zaczęła robić dramaty, żebym został chociaż jedną noc dłużej. Przyznam, że bardzo chętnie bym z nią został, niestety na mnie czeka praca w Bangkoku. Ponad to, jedzenie w Laosie kosztuje około 100 batów za posiłek, a ja jem 5 razy dziennie, więc na samo jedzenie schodzi mi sporo kasy w tym Vientiane.

Wsiadam w autobus za 60 batów do granicy. Granice przechodzę na nogach i łapię minivan do Udon Thani za 50 batów. Z Udon Thani będę leciał z powrotem do Bangkoku, ale najpierw impreza w jednym z moich ulubionych miast. Następny raport na AzjaPoZmroku będzie właśnie z Udon!

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

19 comments

  1. Kris · Wrzesień 7

    To juz mozna przedluzac po raz kolejny wizy co 3 miesiace ?

    Lubię

    • Michal Forsaken · Wrzesień 8

      Yo. Ze 3 razy nie ma problemu, potem jest ryzko, że a) ambadada jebmnie czerwoną pieczatke „temu pany już wiz nie dajemy”, b) że na granicy celnikowi się nie spodoba podejrzana frekwencja wjazdów i wyjazdów, aka, ktoś tu chyba nielegalnie pracuje, lepiej go nie wpuszcamy. Nie polecam nikomu na turystycznych wizach siedzieć w Tajlandii. W zeszłym tygodniu nie wpuścili jednego znajomego, a miał wize z ambasady we Francji.

      Lubię

  2. Kris · Wrzesień 8

    Tak tez podejzewalem dlatego dziwie sie, ze ty i twoj znajomy to robicie

    Lubię

    • Michal Forsaken · Wrzesień 8

      Ja musiałem zrobić visa run, bo aby dostać wizę roczną w Bangkoku trzeba się zgłosić do urzędu imigracyjnego na 15 dni przed upływem ważności poprzedniej wizy, czego nie mogłem zrobić ponieważ cały miesiąc pracowałem poza stolicą. Anyway, mam w paszporcie tylko jedną wizę turystyczną którą wyrobiłem teraz, więc w moim przypadku nie ma żadnego ryzyka.

      Lubię

  3. Kris · Wrzesień 8

    Zapisales sie na nowe studia ?

    Lubię

  4. Tom · Wrzesień 8

    Ta kris studiuje ruchanie w dupe, moze jeszcze sie zalapiesz na ten semestr, ja tez chce, ja tez 😀 to ogolnie laos chujnia..? a mialem sie wybrac .. Zeby nie ta rodzyneczka to nie bylo by nawet co zrelacjonowac? 😉

    Lubię

    • Kris · Wrzesień 10

      Tom a ty ciagle o tym ruchaniu w dupe. Masz jakoms analna fiksacje. Nie mozez spelnic swoich gejowskich fantazji ?

      Lubię

      • Tom · Wrzesień 11

        ”jakoms” ? 😀 spelnie jak wpierdole ci chuja w pysk po same kule..

        Lubię

      • Kris · Wrzesień 11

        Poziom gimnazialisty i to takiego srednio bystrego. Wspolczuje. Dobrze ze masz swoje (pozwol ze cie zacytuje) „Panie prostytutki”, ktore cie czasem przytula i pociesza.

        Lubię

    • Tom · Wrzesień 11

      o masz kris jak sie rozczuliles tylko sie nie rozplacz 😀 panie prostytutki ja pocieszam i przytulam schodza do mnie za free, jak chca prawdziwego sexu, a nie pedalskiego klepania pedofilu

      Lubię

      • Kris · Wrzesień 11

        Kolejny raz piszesz o tylku potwierdzajac moja teze . Dotatkowo caly czas piszesz o pedofili. Kolejne nie spelnione mazenie ? Zaden facet ktory ma powodzenie u kobiet nie dotknol by prostytutki nawet za free. Wspolczuje

        Lubię

      • Tom · Wrzesień 11

        ty masz powodzenie u kobiet? Widze ze pracujesz nad pisownia 😀

        Lubię

      • Kris · Wrzesień 12

        Tom, dalsza dyskusja z toba nie ma sensu. Nie umiesz czytac ze zrozumienuem, brak ci merytorycznych argumentow i musisz co chwile uzywac wulgaryzmow na poziomie jakiegos prymitywa z polskiego blokowiska lub zakompleksionego gimazjalisty. Po co ta werbalna agresja , nie wyszlo w zyciu ? I musisz sie wyladowac na kims komu wychodzi? . Nie zdrowo jest sie tak zacietrzewiac. Zejc do baru napij sie piwka a pozniej wroc do pokoju i pokaz Pani prostytuce co to prawdziwy seks. Pozdrawiam i zycze powodzenia.

        Lubię

      • Tom · Wrzesień 13

        haaaahahahaaaa nie wyszlo w zyciu..?! ile zarabiasz krysie? 😀 ile ty masz lat synku?? Twoje wady pisowni to nalecialosci z regionu w ktorym sie tak mowi i pisze…lub tylko w twojej rodzinie Popatrz teraz jak sie przypilnowales to piszesz jak czlowiek da sie?- da sie! 😀 podobno handlujesz poluskimi towarami wiec musisz poluskim sie posluzyc to urzywaj twojego rodzimego jezyka jak nalezy jak pieprzysz ze juz ci nie bedzie potrzebny to na chuj tu jeczysz?

        Lubię

  5. rex · Wrzesień 9

    Witam.

    Czy taka forma wizy byłaby dostępna w BKK ???

    https://chiangmaibuddy.com/1-year-ed-visa/

    Pzdr.

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s