Zajebiste historie czytelników


Coraz więcej dostaje od was emaili. Oprócz pytań, zdarzają się również ciekawe historie, które przytrafiły się wam w Azji. Pomyślałem więc, że nie byłoby głupim pomysłem zrobić z tego cały dział na stronie. Masz ciekawą historię z pobytu w Azji, którą chciałbyś się podzielić? Wyślij wiadomość. Oczywiście gwarantuje anonimowość. A teraz enjoy 🙂
______________________________________________________

Z tej strony K. Aktualnie nadaje do was z Bangkoku. Chciałbym opowiedzieć wam o moim roku w Azji. Nie mam zamiaru tutaj ściemniać, ani nie robię tego dla żadnego fejmu czy poklasku. Myślę że warto to napisać gdyż nie znam nikogo z tak pokręconym życiem w Azji jak ja. Czasami myślę że to wszystko jest dla mnie tak trudne bo jakieś prawo karmiczne we mnie uderza. Popełniłem w życiu wiele błędów. Czasami byłem zbyt nerwowy. Czasami chciałem być niczym maszyna. Zacząłem się zmieniać po tym jak poznałem dziewczynę którą pokochałem gdy miałem 20 lat. Czasu jednak nie mogę cofnąć by naprawić niektóre błędy które popełniłem. Mimo że byłem wielokrotnie zły, byłem leniwy, byłem nieodpowiedzialny i wielokrotnie zbłądziłem to zdaję sobie z tego sprawę i nie jestem zaskoczony tym gdy napotykam się na rożne przeszkody. Często brakowało mi pokory, wdzięczności i akceptacji dla pewnych zdarzeń. Dokonało się we mnie wiele przemian, a także doświadczyłem tutaj bardzo wiele. Nie jestem żadnym pismakiem więc  nie mam zamiaru trzymać się planu ramowego czy dbać o to by nie popełnić błędów. Nie mam na to czasu. Muszę go poświecić na inne sprawy. A więc co było przed Azją? Kibol jeżdżący na wyjazdy bez zgody mamy nie mając 18 lat, Black metalowiec mizantrop nie rozmawiający z ludźmi gardzący życiem swoim i innych ,skinhead wybijający dwa przednie zęby kopiąc aktywistę lewackiego po głowie, a na koniec poważny chłopak w garniturze organizujący w urzędzie manifestacje przeciwko muzułmanom (których religii nigdy nie zaakceptuję) i przemawiający tym samym do setek osób. Poza tym lojalny chłopak swojej dziewczyny. Miałem w Polsce tylko jedną i chciałem tak na zawsze. Poza tym alergik z całorocznym katarem, nawracającym zapaleniem zatok i metalową płytką wokół klatki piersiowej. Mamą z pensją minimalną i ojcem alkoholikiem który strzelił sobie w głowę kilka miesięcy temu, ale przestał nim być dla mnie gdy się rozwiódł z moją mamą jak miałem 7 lat i nie raczył nawet płacić alimentów gdyż jego miłością była butelka wódki. Z tych i wielu innych powodów jestem gdzie jestem. Bilet do Phuket kupiłem w lutym 2016 roku. Miały być to wczasy gdyż zaczęło mi się powodzić i po wzięciu pieniędzy z banku zacząłem je mnożyć, ale ostatecznie straciłem je 10 dni przed przylotem. Studiowałem filologie angielska, ale musiałem te studia przerwać bo chciałem mieszkać samemu. Chciałem na nie wrócić nie musząc pracować więc podjąłem ryzyko. Nie mogłem już mieszkać z moim wrogiem, facetem mamy która już z nim dłużej nie jest, a ja miałem z nim wojny od dziecka, a pózniej dokonałem aktu zemsty gdy chciał się ze mną bić, niehonorowo przecinając mu jelita szybkim ruchem bagnetem bo prostu chciałem zabić w samoobronie za te wszystkie lata męczenia mnie psychicznie. Uszło mi to płazem… Wiem że zrobiłem źle, ale jak ktoś Cię męczy od dziecka to czasami psychika każe to skończyć. Poza tym wcześniej wygrażał się mojej mamie w kuchni że jebnie mnie młotkiem i zabije. Miałem powód… Spędził dwa miesiące w szpitalu i nie wiedział co się tak naprawdę stało. Jak to mawiają w Krakowie „Każdy walczy jak może my walczymy na noże.” – świruje, stało się, ale cóż. Ludzie się zmieniają i błądzą. Byłem świrem, ale krzywdy kobiecie ani dziecku nigdy nie zrobiłem i bym nie zrobił. Gdy uczę angielskiego to czuje się jak aktor na przedstawieniu i czuje się swietnie jak małe ryżowce z przedszkola biegną do mnie by mnie uściskać bo ich ulubiony nauczyciel znowu przyszedł się z nimi powygłupiać tym samym ich ucząc. Pracowałem jako listonosz, chciałem poświecić więcej czasu dla dziewczyny wiec porzuciłem tą robotę by zaryzykować i nie wyszło. Zdecydowałem że jak już mam bilet to zostanę w Azji. Nie chciałem krzywdzić dziewczyny którą kochałem nie mając czasu dla niej. Zwycięstwo lub smierć. Vae Victis! Takie miałem nastawienie. 2 marca doleciałem do Phuket mając tylko 134 dolary. Opcje 2: Znalezienie pracy w Azji, druga śmierć. M. Autor bloga pisał lepiej nie przylatuj. Nie posłuchałem. Czy zrobiłem słusznie? Nie wiem. Często żałuje. Oceńcie sami co na ten temat myślicie. Pracy zacząłem szukać już tydzień przed wylotem. Trzy dni się ogarniałem i rozważałem samobója po stracie dużej ilości pieniędzy. Nie mogłem nic zjeść. Po wyjściu z lotniska poczułem żar i coś nowego. Poszedłem od razu na plaże na której spędziłem cały dzień. Plaże przy lotnisku. Dla mnie coś niebywałego. Poszedłem inną drogą by ominąć płacenie za bilet do parku narodowego wiec szedłem przez jakieś krzaki i natknąłem się na stado dziwnych agresywnych psów od których się trzymałem z dala. Na plaży już mnie zabajerowała jakaś Tajka czy mam dziewczynę, odpowiedziałem że tak. Wieczorem zdecydowałem się pojechać do Bangkoku. Chciałem autostopa ale nigdy wcześniej tego nie robiłem.

Szedłem drogą po zmroku odganiając się od moskitów. Nagle trafiła się jakaś grupa osób na jakimś przystanku i mowię im że chce do Bangkoku. Zabrali mnie do pojazdu na który czekali i wysadzili przy dworcu autobusowym. Przesiedziałem tam do rana. Jakiś dziwny typek do mnie podbił tutejszy i zaczął udawać mojego kolege, zignorowałem go, pózniej nawet z jakaś laską w muzułmańskich szmatach przyszedł i się pyta czy ją chce. Ja na niego kurwa patrzę „czy cie gościu pojebało?” Nie miałem zamiaru uprawiać seksu z żadną inną dziewczyną. Kochałem swoją w Polsce i miałem nadzieje że jeszcze będziemy razem i wrócę do Polski po pół roku lub po roku mając zaoszczędzone pieniądze. Poza tym przynieśli mi jakąś reklamówkę z żarciem i napojami, zauważyli że mam tylko

zielone banany, ale nie wiedziałem czy chcą za to hajs czy co więc nie ruszyłem. Na dworcu napiłem się piwa z Niemcem który mi je dał i jechałem w autokarze z parą z Białorusi.

Dojechałem do Bangkoku i nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Wyszedłem z tego dworca autobusowego Mo Chit i idę przed siebie. Wbiłem do parku i tam spędzałem swoje dnie. Spałem na dworcu. Stamtąd udałem się na poszukiwania kafejki internetowej. Niefortunnie przed wylotem smartphone spadł mi na glebę i szybka się poszła jebać Lumia 530. Koleś mnie poratował innym telefonem z symbianem z którym męczyłem się dwa miesiące. W ogóle do kafejki gdzie trafiłem to nie mam do tej pory pojęcia.

Jakieś slumsy w Bangkoku. Znam już Bangkok ale na taką miejscówkę to ja po raz kolejny nie wiem jak trafić. Motorbike taxi mnie tam zabrała. Kolejnej nocy na dworcu ochrona się przyjebała. Głupa paliłem że muszę zadzwonić do kolegi i nie wiem jak. Pomogli mi kupić karte no i dzwonimy do M.

Bawiącego się na Khao San. Dogadał się tam z nimi po tajsku no i laska z dworca mnie zabrała by go spotkać. Dojechałem tam i o kurwa. Co tu się odpierdala? Gdzie ja kurwa jestem? Czemu ta laska mnie prowadzi za rękę? Ale dlaczego laski się tak na mnie gapią? Ja nie chce żadnego seksu! No i spotkałem M. Który pomógł mi znaleźć tani nocleg. Spędziłem tam jakiś tydzień wyliczając dzienny budżet na 150 THB. Znalazłem prace w Wietnamie. Przez agencje, za pierwszy miesiąc wzięli 400 USD za kolejny 100 USD. Zabierając to z wynagrodzenia 1200 USD. Zakwaterowanie załatwione i nawet zaliczkę mi dali. Doleciałem do Wietnamu jedynie z hajsem na wize. Bilet i promesę kupiła mi mama. W Wietnamie szok większy niż w Tajlandii. Wpakowali mnie na noc do hotelu w Hanoi. Rano zabrała mnie kobieta na przystanek autobusowy skuterem. Nie dość że skuter obok skutera to ona jeszcze przez telefon rozmawiała. Byłem zszokowany. Dojechałem do Thanh Hoa City. Odebrała mnie jedna z nauczycielek i wsadziła do hotelu. Tylko nie wiem kurwa po chuj wsadziła mnie na kilka godzin do zajebistego hotelu w który nie mogłem uwierzyć by pózniej wjebać mnie do takiego słabego, ale chuj w to. Wbijam do szkoły, wszystko cacy, no i zaczynam uczyć. Ale jak ja kurwa mam uczyć hah? Chodziłem do klasy i w sumie ja byłem asystentem wietnamskich nauczycielek albo kimś kto po prostu odrobi swoje i nara. Nie miałem pewności siebie. Nie wiedziałem co mi wolno z uczniami.

Nie miałem także humoru bo mi w chuj smutno i nudno było. Tęskniłem za dziewczyną która mnie ostatecznie olała. W tym momencie myślę że postąpiła słusznie. Cieżko mi było coś robić na starszym telefonie. Miałem

Przygodę z jedna dziewczyna. Była bardzo ładna. Szedłem przed ten sam skwer codziennie i słyszę jakieś hello. Wiec zagadałem o numer telefonu. Popisaliśmy pózniej na fejsie (tłumacz Google) i napisała mi coś ze szuka prawdziwej miłości bla bla. Mi

to pasowało. Na następny dzien pierwsze spotkanie, na drugi przyjechała do hotelu. Położyła się obok i zaczęła spać. Stwierdziłem że sprawdzę czy chce się ruchać i tak o to miałem pierwszą Azjatkę. Była całkiem fajna, ale więcej już jej nie zobaczyłem. Nie wiem czemu, może kogoś miała? Byłem tym strasznie zawiedziony i było mi przykro że znowu będę samemu. W szkole też widzieli że jest ze mną źle. Nie zaaklimatyzowałem się tam w ciągu tych dwóch miesięcy. Czas spędzałem głównie w hotelu. Nie chciałem skutera. Na tydzień przed wyjazdem poznałem trochę ludzi no ale za późno. iphone też kupiłem za późno by się nie nudzić. Jest maj, straciłem robotę więc przyszła pora na Tajlandię. Swoją drogą spytałem co jest nie tak w moim nauczaniu i powiedzieli mi że w jednej klasie było okej. W której? W tej w której myślałem że przesadzam bo nie powinienem się bawić z uczniami… Kurwa, czyli o to chodzi w tym nauczaniu. Prace dostałem od znajomej M. Która ma agencje. Spytała czy mogę zamieszkać z innym nauczycielem. Pytam skąd? Gambia. Hmmm… Trzeba zweryfikować poglądy na temat czarnych, a zarazem muzułmanów. Byłem głupi i myślałem że wyjdzie taniej wiec przejechałem autokarem przez Laos. Najpierw 8 godzin do Xam Neua, pózniej 24 godziny tortur do Wientian. Stamtąd do Udon Thani. Byłem szczęśliwy. Czułem się po dwóch miesiącach w Wietnamie jak w domu. Poszedłem do kfc i miałem łzy w oczach że jestem w cywilizacji. Jestem w galerii handlowej. Masakra. W hotelu zainstalowałem tindera i po godzinie miałem laske która mnie odebrała z hotelu. Brzydka, ale po dwóch miesiącach w Wietnamie wszystko było dla mnie piękne. No więc pozabierała mnie do kilku miejsc i było fajnie. Zgodziła się przenocować u mnie w hotelu bo mówiłem że seksu nie będzie i słowa dotrzymałem. Pózniej spotkałem się z nią jeszcze kilka razy. Byliśmy tak jakby w związku dopóki nie stwierdziłem że jestem głupi. Ani razu z nią nie uprawiałem seksu. Wsadziła mnie do autobusu na moją wioskę i próbowałem zlokalizować szkole. Wbijam w coś co wyglada jak chuj wie co, myślałem że to nie jest szkoła a to jednak była szkoła. Ostatecznie ktos mnie znalazł na skuterze

i tam zawiózł. Powitał mnie wysoki wychudzony murzyn i poszliśmy do domu. Nawet się zaprzyjaźniliśmy w pewnym stopniu. W Wietnamie zjebałem że nie wiedziałem jak uczyć, w Tajlandii się nauczyłem uczyć będąc sam na sam z 40 nastolatkami i przygotowując wszystko sam. Co odjebałem ucząc w Tajlandii? Nie kryłem się z dziewczynami i wjebałem się w pewne kłopoty. Head of English studies wiedziała o dziewczynie z Udon Thani, w końcu kazałem jej do niej przedzwonić jak mam tam dojechać, a pózniej pojawiła się inna dziewczyna. Piosenkarka i tancerka z klubu. Wciąż byłem zdesperowany w kwestii lasek więc podobałem się jej to zignorowałem miejsce jej pracy. Było to jednak 20 km ode mnie a ja wciąż nie miałem skutera. Dogadaliśmy się z Murzynem że wynajmiemy wspólnie, a ostatecznie dałem hajs, a nie dostałem kluczyka. Na jego paszport wynajęty wiec gowno mogłem zrobić. Poszedłem do restauracji w której jem codziennie i się pytam czy pomogą. Pomogli. Wzięli dla mnie skuter na raty. Miałem płacić 3000 THB miesięcznie. Okej… Co zrobiłem pierwszej nocy? „Moja dziewczyna” chciała się spotkać po pracy i jechać do hotelu. Okej… Wychodzę i nagle tak zaczęło padać że czułem się jakby na mnie pinezki spadały. Wyjebane miałem i mimo że ulewa była potężna to pojechałem. Po wyjściu z klubu nadal padało więc zastanawialiśmy się co robić. Ostatecznie wsiadła na skuter i zaczęła prowadzić. Kasku nie miała, a mojego nie chciała. Jedną ręką prowadziła drugą zakrywała oczy. Na ulicy przed nami ciemno, nagle pisk i bum. Jebła typa. Ja wstałem po dwóch sekundach i chciałem spierdalać, ona po chwili też się podniosła, popatrzyła w lusterko i pisk. Poturbowana bo kasku nie miała. Gościu leży na ziemi. Szedł po linii oddzielającej drogę dla skuterów, a samochodów po ciemku. Ja stałem pół godziny zszokowany bez znajomosci tajskiego prawa, pracując bez pozwolenia o prace na wizie turystycznej. Ostatecznie karetka ich zabrała i kazali mi jechać. Nie było mundurowych. Przez całą noc nie spałem, nie wiedziałem co robić. Pojechałem rano do restauracji i mówię że wypadek był. Uspokoili mnie. Sabai sabai… Nie miałem kłopotów bo nie ja prowadziłem. Dziewczyna i gościu bez ubezpieczenia. Chciałem pomóc, robiłem co się dało, ale nic zrobić nie mogłem. Pierwszy gruby przypał zaliczony. W restauracji zrobili jakiś przegląd dziewczyny i mówili bym ją rzucił bo kto to widział żeby nauczyciel był z laską która tańczy w klubie i śpiewa? Dodali także że pytali o nią i niby jakiegoś Taja ma. Pojebało mnie. Głupi byłem totalnie, chciałem pomóc, miałem wyrzuty sumienia, ale nic nie byłem w stanie wskórać. Znajomego policjanta sąsiada nawet spytałem o pomoc to niby coś tam wskórał. Odwiedziłem ją w szpitalu z rodziną policjanta, wtedy widziałem ją ostatni raz bo nie było już jak się spotkać. Swoją drogą czuje się jak nieśmiertelny bo raz wpadło mi coś do głowy żeby wyskoczyć z tego pojazdu który przewozi uczniów do szkoły i na wioski z powrotem. Wyskoczyłem z niego jak szybko jechał. Myślałem że spadnę na nogi i będzie okej. Poleciałem od razu do przodu, zrobiłem fikołka i byłem z powrotem na nogach. Zasadniczo gdyby nie mój refleks i to że bawiłem się w tego parkoura gdy byłem młodszy to pewnie jebnąłbym twarzą o beton i trafił do szpitala. Murzyn jak zobaczył co ja zrobiłem to nie dowierzał że ja to przeżyłem. Po tygodniu dostałem skuter z naprawy z zakazem wyjeżdżania poza wioskę.

Chujowo, ale okej. Miałem szybką przygodę z jedną dziewczyną w międzyczasie. Chciałem zweryfikować to co M. Pisze na stronie i faktycznie było łatwo się z nią przespać. Na następny dzień nie chciałem, ale ta przyszła sobie, pościeliła łóżko i zaczęła spać. Nawet murzyn był zszokowany tym co się odjebało. Jeszcze bardziej tym że lejdiboja przyprowadziła ze

sobą na godzinę. Wpadliśmy na pomysł z czarnym by molestować lejdiboja by sprawdzić co ma w gaciach. Zabawa była przednia, zjebałem bo nie udało mi się całkiem sciągnąć portków szybkim pociągnięciem od tyłu, wkurzył się i wyszedł. Na mnie się obraził ale nie na murzyna i miałem bekę przednia widząc jak muzułmanin trzyma lejdiboja za rękę. Ten sam muzułmanin który wcześniej gadał że by im łby poucinał. W ogóle opisze mojego tymczasowego towarzysza. Nazywa się Sheikh Sowe wiec każe się nazywać SS. Teacher SS. To nie do końca przypadkowe bo SS nienawidził żydów, ale także nazywał się przeciwnikiem ISIS, w końcu Ci dziwnym trafem nigdy nie zaatakowali w Izraelu. Przypadek? 39 lat. Śmieszny afrykański akcent. Wyglądał młodziej. W Afryce ma żonę i dzieci. Każdej tajce wciskał że jest singlem, a w szkole co innego by nie mieć przypału. Dobrze się ukrywał. Ja wiedziałem co on ma naprawdę w głowie i słuchałem jak notorycznie oszukuje Tajów na swój temat. Codziennie narzekał na buddyzm, lejdibojów,

Tajów. Obrażał ich w sumie codziennie rozmawiając ze mną. Twierdził że w Tajlandii jest tak gorąco bo Tajowie wyrzekli się Boga i to za karę. Heh. Poza tym SS był sympatykiem Adolfa Hitlera. Dosłownie go wielbił. Nie dziwi mnie to bo dzięki drugiej wojnie światowej upadł kolonializm. Mam przednią radochę gdy przeciwnicy islamu za wzór wybierają sobie Adolfa. W Wehrmachcie były nawet muzułmańskie dywizje, Adolf nigdy nie krytykował islamu. Ogólnie SS został raz solidnie skarcony za zdradzanie żony. Po seksie z jedną bolało go mocno przy oddawaniu moczu. Poszedł do szpitala, wykryli jakieś STD i dali mu leki. Poszedł do szpitala na naszej wiosce i wieść się rozeszła hahah. W moim przypadku solidny przypał pojawił się po tygodniu od kiedy miałem skuter. Mianowicie ktoś go w nocy podpierdolił. I co teraz? Na dodatek miałem nową dziewczynę. W moim życiu miałem dwie dziewczyny które kochałem i z którymi chciałem być naprawdę. Jedna w Polsce druga właśnie Tajka. Co było w niej specjalnego? Widziała mnie na długo przed wszystkim co mnie spotkało. Szkoda że nie zagadała do mnie bo ja jej nie zauważyłem. Nie zauważyłem że robi mi zdjęcie jak szedłem przy ulicy.

Podbiła do mnie na fb jak już miałem tarapaty po wypadku.

Musiałem z nią pisać aż tydzień by się ze mną spotkała. Po tygodniu zgodziła się i spotkaliśmy się w kawiarni do której wzięła także siostrę i kuzynkę by czuć się pewniej. Pół tygodnia spędza w mieście Sakon Nakon, a pół na zadupiu. Taka fajna się wydawała że kupiłem jej nawet róże. Na koniec nie pozwoliła mi zapłacić rachunku. Studiuje angielski. Spotykaliśmy się regularnie, byliśmy ze sobą miesiąc w Tajlandii i jeszcze dwa miesiące jak byłem w Wietnamie utrzymywaliśmy się jako związek. Była dla mnie wyjątkowa. Po którymś ze spotkań zaczęliśmy uprawiać seks, ale ja ją chciałem na tyle że mogłem czekać. Dowiedziałem się że jej starzy są dziani i w przyszłości wyślą ją na studia do Stanów. Nie wierzyłem że to przetrwa więc podjęliśmy decyzje o rozstaniu. Czy ją kochałem? Tak. Jest drugą dziewczyną którą naprawdę kochałem. Raz byłem w Sakon i super laska mnie zawołała i mówi że mnie chce (pewne że nie koń, gorący milf). Odmówiłem bo miałem dziewczynę. Nie mogłem jej zdradzić. No i wracając do problemów to właśnie w nocy po spotkaniu z nią zajebali skuter.

Head of English studies po tym jak usłyszała że mam nową dziewczynę i zapierdoleniu skutera chciała mnie zmienić. Po wstawieniu się przez innych nauczycieli zmieniła zdanie i zostałem. Śmiesznie bo M. Akurat pracował dla agencji, heh. Jednak tylko na miesiąc zostałem. Chciałem chodzić na siłownie, ale traciłem czas na chodzenie 2 km do szkoły i nie miałem jak jeździć na siłownie. Płytkę metalowa mam po to żeby mi wyregulować klatkę piersiowa i mostek który powoduje że mam lekko lejkowatą klatkę piersiowa. By to zrobić powinienem chodzić na siłownie. Mam też wystające żebra co źle wygląda.

Modelem nie zostanę. No wiec co zrobiłem? Załamany byłem tym że straciłem skuter i byłem dręczony w szkole przez kobietę która chciała decydować o moim życiu prywatnym (tak to jest jak nie wiesz jak się zachowywać na tajskiej wiosce) więc zdecydowałem się na powrót do Wietnamu. Czułem się oszukany gdyż jedna Tajka która ma podobne domki powiedziała mi że zgodnie z prawem landlord powinien zapłacić 50% straty. Zgodził się zapłacić tylko jakąś 1/4. Tak więc nie zapłaciłem mu za wynajem i zniknąłem do Wietnamu informując o tym tylko moją dziewczynę. Oczywiście Landlord to był bogaty pijak więc z powodu antypatii do jego osoby trzymałem się wersji że zapłaciłem gdy był pijany więc dał te pieniądze za skuter. Zachowałem się chujowo i czasami żałuje tej decyzji, ale czułem się po prostu oszukany bo jestem obcokrajowcem. Nawet o dziwo head of English studies stwierdziła że to nie moja wina. Ludzie z restauracji którzy mi wcześniej pomogli ze skuterem w ogóle nie byli zainteresowani wyciągnięciem hajsu od landlorda. Według mnie powinni, stąd nie mogłem zaakceptować faktu że nie będę

mógł sobie pozwolić przez rok na kolejny skuter. Muszę jeszcze wspomnieć o zachowaniu mojej Tajki. Bym został chciała mi nawet pomóc spłacać skuter. Naprawdę mnie kochała, a ja ją. Nie zgadzam się z tezą że nie można mieć dobrego związku z Tajką, bo nie każda jest taka sama. Są naprawdę świetne Tajki którym można zaufać.    Ciężko taką znaleźć, ale… Ja nie mam pieniędzy więc Tajki które się ze mną teraz umawiają być może mogą być tymi dobrymi. Chciałem sobie też załatwić wize studencka na treningi Muay Thai w mieście Sakon 40 km ode mnie, ale kradzież skutera całkowicie mi to uniemożliwiła. Wróciłem więc do Wietnamu z nadzieją na to że trafie do szkoły jak za pierwszym razem i tym razem spisze się dobrze. Poleciałem pierw do Hanoi na jedna rozmowę (nie lubimy twojego głosu) pózniej do Sajgonu i to samo. Tak wiec ostatecznie trafiłem do Haiphong gdzie brali każdego. Vi – headhunter napisała mi że dostanę 1200 USD za 80-100 godzin w miesiącu. Ja głupi nie pomyślałem o tym że będzie to 12 USD za godzinę – podstawa to 15. Jeszcze chcieli to upierdolic z podatkiem by było 9.6. Miało być mieszkanie zagwarantowane. Wsadzili mnie na dzien do nory bez łóżka z grzybem na ścianach. Nie zgodziłem się wiec wsadzili mnie do hotelu. Tam też poznałem Sylwestra z Włoch i szukali dla nas mieszkania. W końcu poznaliśmy Filipa z Kanady któremu do reki płacili 18 USD. Powiedział że pomoże nam znaleźć lepszą robotę wiec w sumie 10 dni tam przepracowałem i zamieszkałem z nim i jego wietnamska rodzina. Ożenił się z Wietnamką dla hajsu. Równowartość 100 tysięcy złotych dostał. Pózniej jednak się w sobie zakochali więc otworzył dla niej w Kanadzie salon do ozdabiania paznokci. Ładnie mnie ugościł. Chyba codziennie paliliśmy zielone. Gościu ogólnie nie potrzebował żadnych pieniędzy ani pracy gdyż pieniądze miał z biznesu w Kanadzie. Uczył dla sławy. Pracował w bardzo wielu szkołach by kazać im spierdalać, nawet na uniwersytecie i zrobił to samo. Wszędzie kasa do ręki. W jednej szkole zacząłem pracować tymczasowo. Zawiózł mnie tam ale nie zgodził się pracować bo uparł się na 18 USD a oni każdemu płacą 15. Mógłbym tam dostać pełną pozycje 15 USD za godzinę ale nie mogłem. Miałem dług wobec Filipa, poczuł się nie uszanowany przez nich bo nie chcieli mu zapłacić 18 wiec nie mogłem tam pracować. Spodobała mu się jedna z Wietnamek więc umówił się z nią, ale ta miała chłopaka Filipińczyka co i tak olał bo ten nie jest atrakcyjny to myślał że ją odbije. Filipińczyk powiedział że zna kogoś kto szuka nauczyciela. I tak poznałem swojego niedoszłego szefa. Pojechałem do szkoły na zadupiu. Tam przyjechał i on.

Nawet zobaczyłem jakiś papier 60

godzin 15 USD za godzinę. Zabrał mnie do swojego drugiego domu, patrzę… Jest chujowo ale stabilnie. Zamieszkałem tam. Co tydzień zapewniał mnie że szkoła będzie otwarta. Żeby mieć hajs na żarcie pracowałem tymczasowo dla szkoły jego znajomej u której go poznałem i trochę dla innych szkół, ale… Filip mówił nie akceptuj mniej niż 18 bo cie nie beda szanować a szef mówił żebym nie szukał innej roboty że szkoła zaraz bedzie otwarta i będę zajęty. Cóż… Posłuchałem się. Minęły dwa miesiące i szkoła wciąż nie była otwarta. Szef wydawał się bardzo spoko. Obiecywał dużo pieniędzy, pełne wsparcie, nawet że opłaci mi studia… Także że jak poślubię siostrzenice jego żony to kupi nam dom. Zacząłem czuć że ni chuja, zgrywa się no ale cóż. Stwierdziłem że czasami warto dać szanse ludziom. Zaufać i nie kombinować zbytnio. Nie komplikować sobie życia. Nadszedł w końcu dzień że wiza się kończyła. Widział że ma naiwniaka to dał mi 250 USD żebym ogarnął nową lecąc do Bangkoku. Tak też zrobiłem trzy miesiące temu. Wróciłem i szkoła wciąż była zamknięta a ja zarabiałem hajsy pracując tymczasowo dla innych szkół. Co do jego obietnic to słyszałem jeszcze pozwolenie o prace bez wymaganych dokumentów bo on pracuję dla rządu więc może. Z mojego szefa był także straszny pyszałek. Powiedział mi że zna rząd, zna policję, zna gangsterów i jest ogólnie VIP. I jakby chciał to by mógł nawet komuś zlecić morderstwo na mnie… Akurat jeśli chciał mnie postraszyć morderstwem to źle trafił bo bardziej od śmierci boje się życia. Wiem że to brednie, ale przestałem już go lubić. Szkoła w końcu została otwarta 15 godzin tygodniowo? 4.5 pracowałem za darmo bo wcześniej mnie wsparł. Powiedział że nie chce bym pracował dla innych szkół. Ilu uczniów było? 12,

Każdy za darmo bo to początek. Ilu uczniów mają inne? 200. Nawet w półtora miesiąca są w stanie ogarnąć tylu uczniów. Zacząłem się poważnie zastanawiać nad tym co robić. Zostać? Kanada? UK? Chiny? Inne miasto Wietnamu? Czy może posiedzieć aż znajdę bogatą dziewczynę/żonę albo laskę z hajsem na swingowany ślub? Poczekałem bo i tak hajsu nie miałem na zmianę. Chciałem tam pracować, zarobić i wtedy coś zmienić. Aczkolwiek… Sprawdziłem rynek pracy waląc posta z fejk konta na Vietnamese teaching jobs. Kto się odezwał? Kobieta która chciała zatrudnić Morgana. Kim jest Morgan? Już opowiadam. Jest to Anglik. 37 letnia pierdoła. Uczył na tej samej wiosce co ja. Ja byłem zagubiony, ale on to tragedia. Ja się ostatecznie w Haiphong ogarnąłem i nic tam nie odjebałem. Większość obcokrajowców rozbija się na skuterze, ja opanowałem poruszanie się po wietnamskiej zatłoczonej niebezpiecznej drodze. Morgan chciał zmienić otoczenie jak jeszcze byłem w TH. Powiedziałem mu o swoich doświadczeniach z Wietnamem i wydawało mu się to dobre. Jak już wróciłem do Wietnamu to podbił do mnie. Dałem mu adresy stron internetowych, dodałem do grup na fb. Raz przyjechał do mojego miasta by mieć rozmowę

Kwalifikacyjna. Przyjechał gościu z Halong no i tak trochę się dogadali. Ostatecznie zrezygnował po kilku dniach i pojechał do Phan Rang. Świetne miasto, mówiłem mu by został. Stwierdził że nie, że kobieta jest dziwna itp. Podbiła do mnie ta sama kobieta, dogadaliśmy się. Po kilku dniach była cicho. Pisałem Morganowi że on nie chce to ja tam pojadę uczyć i kobieta wydaje mi się spoko. Odpisał że gdzieś tam jedzie i nie warto bym z nią współpracował. Po kilku dniach napisałem że kobieta nie odpisuje. Ten mi wysłał maila że to strata czasu i powinien spróbować Chin i dał jakiś kontakt. W końcu napisałem do kobiety bo się zdenerwowałem i napisałem jej to co Morgan mi napisał na jej temat i przyznałem mu rację. Co się stało? Odpisała że Morgan wraca. Zablokowałem jej fb. Morgan napisał do mnie maila z pretensjami. Pocisnąłem mu tak że nie odpowiedział. Ja się szykowałem do wyjazdu tam, a Morgan nie napisał mi że planuje tam wrócić. Że zmienił zdanie. Cóż… Shit happens. Zdecydowałem się kontynuować pracę w tym samym miejscu. Powiedziałem szefowi że wiza mi się kończy po wakacjach (chinski nowy rok) ten chciał żebym został.

Przed wakacjami miałem jeszcze wystarczajaco kasy na „wiza ran” , chciał żebym został i mówił że ogarnie wizę po. Przypominałem mu i mówił że się załatwi.

Jak? Nie dowiedziałem się. Przecież „wiza ran” do Kambodży i Laosu się zupełnie nie opłaca bo trzeba zapłacić za wizę tam więc kupiłem sam bilet do Bangkoku. Na dzień przed końcem wizy jeszcze nie miałem konkretów więc poleciałem załamany do Bangkoku. Załamany bo nikt nie zaoferował pomocy. Wystarczyło pożyczyć 100 dolarów bym wrócił. Jedna kobieta rozważała ślub ze mną, a też nie była zainteresowana pomocą. Zacząłem się totalnie obwiniać za wszystkie błędy które popełniłem w przeszłości. Wielokrotnie zachowałem się jak szczeniak, wielokrotnie zachowałem się nieodpowiedzialnie. W Haiphong ostatecznie nic nie odjebałem, ale nie zabezpieczyłem się na wypadek oszustwa tylko zaufałem Wietnamczykowi. Zacząłem się obwiniać za wszelkie błędy z przeszłości. Czułem że straciłem pół roku. W wolnym czasie w sumie ulepszałem swój angielski na rożne sposoby by być lepszym nauczycielem, no ale co z tego? Wrócę do temu Wietnamek bo nie opisałem. W Hanoi normalnie funkcjonuje tinder więc raz pojechałem z jedną się tam spotkać w wiadomym celu. W Haiphong seksiłem tylko jedną. Asystentkę z mojej ulubionej szkoły. W tym roku kończy studiować angielski. Dwa razy się udało pózniej odmówiła, a ja nawet zgodziłem się spotkać jej rodzine na wiosce. Nie byłem zdesperowany na tyle by się bawić z laską z fochami. Pózniej poznałem kilka innych. U znajomej tą bogatą co szukała męża. Na tinderze Wietnamkę mieszkającą w Hanoi, z zawodu pielęgniarkę, pracującą jako nauczycielka japońskiego. Wygląda egzotycznie bo jak Japonka. Spotkałem się z nią w Hai Duong i nawet odwiedziłem jej rodzine. Nie chciałem jej po prostu wyruchać. Pózniej umawiałem się z 30 łatką robiącą co paznokcie i dorabiającą w BigC. Bardziej niedostępnej laski nie spotykałem, ale zastosowałem rady z bloga i wszystko się sprawdziło. Nie wyruchałem jej gdyż nie taki był cel, ale w razie powrotu będę miał gdzie spać, udało mi się zdobyć jej sympatie. Poza tym pojawił się temat z laską robiącą tatuaże ale ja już szykowałem się do wylotu. Dlaczego przyleciałem do Bangkoku? Tylko tutaj nie trzeba płacić za wizę i bilet jest tani z Wietnamu. W jakim pierwotnie celu tu przyleciałem? Śmierci w dżungli. Czasem w życiu po prostu się odechciewa ze względu na błędy popełnione w przeszłości. No więc udałem się do Rangsit i chciałem dojechać do dżungli oddalonej 100 km na północny wschód od Bangkoku. Byłem też zły na swój stan zdrowia. Ponowna infekcja. Przez to że mam alergie na roztocza co powoduje katar cały rok. Nie chcę być słaby i chory. Brać antybiotyku co miesiąc. Powinienem zrobić immunoterapię,

ale nie zrobiłem tego odczulania w Polsce (mama mówiła że nie ma czasu by ze mną jeździć, a samemu nie można), a tutaj nie mam kasy żeby to zrobić. Mam problem z akceptacją własnej osoby i porażek więc czasami się czułem że to najlepsze wyjście. Chciałem złapać stopa, ale

ostatecznie jakaś kobieta z daleka mnie zauważyła i chciała pomóc. Zaoferowała podwózkę autem. Opowiedziała przy okazji swoją historie ma 40 lat i 72 faceta w USA który 7 lat wcześniej zmienił jej życie. Opłacił edukacje itp. Zabrała mnie do jakiegoś parku narodowego z wodospadem, ale tam nie można chodzić gdzie się chcę więc zawiozła mnie w inne miejsce. Prawie się udało dotrzeć gdzie chciałem. Wdrapałem się na wzgórze. Jakieś duże czerwone mrówki mnie upierdalały w brzuch. Wbiłem na wzgórze i co? A tam ścieżka, droga i punkt widokowy… Szkurwa. Spotkałem jakichś ludzi uprawiających down hill. Zagadali do mnie. Zaoferowali wodę i napoje. Przyjąłem. Zaoferowali nocleg. Odmówiłem. Chciałem połknąć wszystkie tabletki, zasnąć i się nie obudzić, pospałem, ale się kurwa obudziłem i rano żygałem. Dosłownie płukanie żołądka bo żygałem jakieś 6 godzin i w tym czasie kilka litrów wypiłem. W pizdu… Poszedłem w zle miejsce bo z dżungli ze zwierzętami jak tygrysy bym pewnie nie wyszedł a

stamtąd Ci uprawiający down hill mnie wyprowadzili. Mieli akurat jakieś zawody. Chcieli mnie zabrać do lekarza bo żygałem ciągle ale mowię im że za dużo tabletek połknąłem i muszę wyżygać i przejdzie. Jeden gościu mnie zabrał do siebie na noc, a tam mundur na drzwiach wisi. Pytam się go kim jest. Żołnierz. Po kilku godzinach przyjechało wielu innych gości którzy też się okazali żołnierzami. Pytają się mnie ile mam pieniędzy. Odpowiadam, oferują 1000 THB. Odmówiłem „nie, nie, kolega mi wyślę za kilka dni.” Chujowo bym się czuł przyjmując pieniądze od kogoś dla kogo nic bym nie mógł zrobić. Spytałem się ich czy nie mają jakiejś pracy w armii dla białego szpiega, by wysyłali mnie na południe na przeszpiegi do muzułmanów po nauce tajskiego, no ale nie mają kontaktów z górą, heh. Stwierdziłem że zbyt cieżko jest się zajebać i dam się życiu toczyć dalej. Może coś pozytywnego mnie spotka skoro nawet żołnierze chcieli mi pomóc? Wróciłem na lotnisko, czyli miejsce z wifi i użyłem couch surfing. Jedna Tajka szybko odpowiedziała. Umówiliśmy się pod west gate plaza i zabrała mnie do siebie. Spędziłem tam jedną noc i chciała mi pomóc. Odmówiłem wzięcia pieniędzy, ale wziąłem klucz do mieszkania które opuściła i opłaciła na miesiąc. Po dotarciu tam zacząłem używać aplikacji randkowych i… Odzyskałem motywacje do życia i jakąś tam nadzieję. Tajka z CS mi to poleciła żebym sobie poszukał jakiejś kobiety z pieniędzmi szukającej faranga. Nie popełniajcie tych błędów co ja. Zaakceptujecie siebie i swoje porażki. Nie przyjeżdżajcie też uczyć angielskiego w Azji bo z roku na rok będzie coraz więcej pracy native speakers only. Studiowałem angielski, przerwałem z powodów osobistych i żałuje. Nie przylatujcie do pracy w Azji bez kwalifikacji bo możecie wtedy pożałować tego jak ja i doświadczyć wielu złych rzeczy. Ja strasznie żałuje że znalazłem się w Azji wcześniej niż powinienem. Po tym co mnie spotkało w Bangkoku i jak wiele dobrych kobiet tutaj poznałem, chce mi się tu zostać na dłużej, ale nie mam pojęcia czy to będzie możliwe. Naprawdę polubiłem ten kraj po tym czego doświadczyłem w tym miesiącu, ale nie mam pojęcia czy będzie tu dla mnie praca, więc prawdopodobnie w połowie marca wrócę do Wietnamu gdzie kolega opuści swoją szkołę by zająć jego pozycję. Jednak jestem gotów by pozostać tutaj robiąc cokolwiek. Aczkolwiek czasami po prostu myślę że nie zasłużyłem w swoim życiu na to by robić co chcę i żyć jak chce bo za mało się starałem i popełniłem zbyt wiele błędów. Szkoła dla której uczyłem tymczasowo cały czas pyta kiedy wrócę i na mnie czeka. Uczniowie jak i nauczyciele lubią ze mną pracować. Tyle czasu co spędziłem na nauczaniu zupełnie wystarczyło bym się w tym poczuł pewnie i robił to tak by zainteresować uczniów. Nawet mam swój własny program którym mógłbym uczyć. Aczkolwiek na tą chwilę jestem gotowy by podjąć jakąkolwiek pracę. Żałuje wielu rzeczy z przeszłości. Powinienem być inny, lepszy. Na forum napisałem o tym jak zostałem „utrzymankiem” Tajek. Dla niektórych jest to fajne, niektórzy mnie atakują, ale niepotrzebnie gdyż czuje się z tym źle że kobiety mi pomagają. Nie pytam ich o pomoc gdyż nie potrafię. Same mi ją oferują, a ja się po prostu staram zadowolić je w zamian jak tylko potrafię. Jednej nawet nie rucham, bo nie chce, spędzam z nią czas gdyż nie ma nikogo. Jest totalnie nieatrakcyjna na zewnątrz ale w środku ma dobre serce. Myślę że nie tylko prawdziwych przyjaciół, ale też i prawdziwą miłość poznaje się w biedzie. Jedną dziewczynę naprawdę polubiłem w takim stopniu że chciałbym z nią być. Niestety materialnie nie mam jej nic do zaoferowania. Aczkolwiek poznałem dziewczynę jakiej chciałem przed laty. Chcecie artykuł na temat moich perypetii w Bangkoku?

______________________________________________________
Siemano! Jestem drugi raz w Bangkoku. Myślę, że będziesz zainteresowany popierdolony sytuacja która mi się wczoraj przytrafiła.
Poznałem w niedziele laskę na DiA . Od tamtego czasu się z nią regularnie spotykałem. Ona po mnie przyjeżdżała. Spędzałem z nią intensywnie czas w jej domu do czasu aż wczoraj o drugiej w nocy niespodziewanie do je mieszkania wbił jej „były” chłopak. Gość mi groził nożem i gonił po mieszkaniu tulipanem z kufla.
Efekt był taki ze w momencie jak ja napierdalał po pysku ja byłem zmuszony się ewakuować przez okno z 1 piętra. Bez butów tj. amortyzacji.

13819740_1404521236229734_1898354740_n

13819329_1404521242896400_21383909_n

Efekt jest taki. Człowieku, mega się jaram Twoimi blogami ale chyba trzeba czasami trochę uważać. To może nie pouczanie, ale lekka przestroga. Pozdrawiam gracza!

_________________________________________________

Cześć. Ja pierdole, poznałem zajebistą Tajkę na Khao sanie. Piliśmy razem do rana, lizaliśmy się na ulicy. W końcu poszliśmy do mojego guest housu. W nocy nie chciała się dać, ale rano w końcu ją wyruchałem. Jej cipka była jakaś strasznie sucha, ale nic. Dopiero zacząłem coś podejrzewać, jak zapytałem dlaczego ma silikonowe cycki i powiedział, że są prawdziwe. Wtedy już byłem prawie pewien, że to ladyboy. Rano jak wychodziliśmy do widziała nas recepcjonistka. Później mi powiedziała „czy wesz, że to był ladyboy?”. Ja pierdole, wyruchałem faceta, nieeeeeeeeeee!!!

___________________________________________________

unnamed.jpg

 

„Gandzia w Tajlandii? A jednak!”

Zainspirowany opowieściami Autora AzjiPoZmroku poleciałem z dziewczyną na 3 tygodnie zwiedzić „Rajlandię”. Wszystkim wiadomo (i przed tym przestrzegał nas Michał Forsaken), że w Tajlandii za narkotyki idzie się do więzienia. Ktoś kto spędził miesiące w singapurskim łagrze chyba wie co mówi. Sądziłem więc, że oprócz alkoholu żadne inne formy wejścia na „salony umysłowe” nie będą nam dostępne. Okazało się jednak, że…

Na niektórych wyspach są specjalne knajpy, w których można niemalże „legalnie” kupić u barmana trawkę w postaci jointa za 200 bahtów (zioło mają mocne) i koktajl grzybowy za 500 bahtów (flow jak po tabletce ekstazy, miło ale liczyłem na fazę bardziej halucynogenną jak to zwykle po grzybach… Widocznie jednak farangom przeznaczono lżejsze grzybki żeby nie robili boruty na bani). Bo te używki są dla ludzi dorosłych, którzy umieją w tym „pływać” i szukają w tym jakiejś głębi, a nie dla dzieciaków chcących się prostacko naćpać. 

Wygląda to tak, że siedzą sobie w knajpie same białasy, pełna kulturka, piją piwko i palą joye. Zero agresji („lepiej żebyś pił, niż palił – twierdzi społeczeństwo… z tym że ziele to spokój – alkohol to szaleństwo”). Niezdrowo podniecony pytam barmana, że jak to, wtf, że przecież w Tajlandii więzienie za trawkę itd. Barman na to, że można palić, ale tylko u nich w knajpie i tylko zioło u nich kupione… a jak wyniosę poza knajpę to na własne ryzyko. Wszystko stało się jasne kiedy pojąłem, że na tak małych wyspach jak Koh Tao mieszka tylko kilku policjantów, i jak na polskiej wsi – wszyscy się znają… Nagle okazało się, że barman który sprzedaje mi jointa, jest bratankiem lokalnego komendanta policji… 

I taka scenka: siedzę z dziewczyną i kilkoma Europejczykami w knajpie o wymownej nazwie „High Bar”, palimy skręta i oglądamy cudowny zachód słońca. High Bar jest rzeczywiście „high” na górce – gdyby sprzedawali mocniejsze koktajle grzybowe to by się nafukane farangi z tej górki staczały jak kulki śniegu. Brawo Tajowie za racjonalne podejście biznesowe! Przynajmniej nie ma takich scen jakie widziałem w Amsterdamie – ludzie czołgający się po chodnikach bo zbyt mocnego grzyba zakupili w pobliskim coffee shopie). Wracając do High Baru: w głowie boski chillout że sobie bez spinki palimy w knajpie, a tu nagle do baru wchodzi policjant i zaczyna nas obczajać… łazi nerwowo po knajpie, zagląda do wc… W tym momencie pełna konsterna, serce mi zaczyna łomotać (nie od wciągniętego przed chwilą bucha, lecz od widoku funkcjonariusza), czuć zielsko na kilometr, jointy leżą na stolikach, zaczynam myśleć że może ci barmani to tak na lewo sprzedają i kurwa zaraz będę płacił 20.000 bahtów łapówki za uniknięcie aresztu. Na szczęście policjant po krótkiej obczajce zagaduje do barmana i wchodzi z nim na zaplecze (!), po czym uśmiechnięty wychodzi z knajpy, i luz… uff. Chyba przyszedł po prowizję z dzisiejszego utargu. 

Nie wiem czy na lądzie takie rzeczy przechodzą, ale na wyspach w hermetycznych społecznościach widocznie tak. Poczuli łatwą kasę do zarobienia na turystach (byłem w kilku takich barach i siedzą w nich tylko biali, tak jakby Tajowie się w ogóle nie żulili…). Dla mnie bomba. 20 zł za dobrego jointa z pięknym widokiem w cenie, to przyzwoita stawka (choć pewnie Tajowie parskają śmiechem że płacimy takie krocie za odrobinę majeranku). Natomiast koktajl grzybowy trochę za drogi – wypiłem kilka w różnych knajpach, ale nie wydałbym kolejnych 50 zł za taką fazę (dla mnie za słaba, choć moja dziewczyna z racji braku tego typu doświadczeń była grubo porobiona). Trzeba by skoczyć do pobliskiej Kambodży na pizzę z grzybami ponoć mocne (na pewno sprawdzę).

Mało tego – w High Barze przysiada się do nas młoda Niemka i wyciąga z torebki wór baki, kładzie go na stoliku jak gdyby nigdy nic. Pytam ją czy się nie boi nosić tego „poza barem”, a laska zero stresu. Ciekawo jakby ją złapali na mieście z worem trawska, to by pewnie słono musiała zapłacić albo gorzej (bo kupiła to poza barem, a więc nie zarobili ci co mieli zarobić). Widocznie w Tajlandii, jeśli idzie o ryzyko związane z posiadaniem małych ilości używek dla własnego użytku, wszystko zależy gdzie i na kogo się trafi, gdzie u i kogo się kupi. Wygląda na to, że są miejsca gdzie obowiązuje niepisana umowa między localsami, że na farangach można zarabiać w ten sposób. Skoro w tym klimacie konopie ładnie rosną, to czemu ich nie opychać degeneratom z zachodu, po cichu na zasadzie rynku kontrolowanego. Podoba mi się taki system – mam co chcę bez stresu i bez afiszowania się. 

Gdyby ktoś z Was szukał boskiego chilloutu bez odpowiedzialności prawnokarnej, sugeruję wybrać się właśnie do tych miejsc: na Koh Tao „High Bar”, na Koh Phangan „Reggae Bar”, „Amsterdam Bar”, i „Eden Garden” (zajebisty widoczek, na plażę gdzie jest Eden Garden można dostać się tylko łódką). Nie polecam jazdy na skuterze na bani – ja tam dawałem radę, ale wspomniana Niemka z High Baru miała rękę w temblaku po wypadku, bo jeździła sfazowana.

Summa summarum, w Rajlandii można bezstresowo zapalić stuff w „wyznaczonym” do tego miejscu. Czego nie można powiedzieć o Polsce, gdzie wciąż jest karalne i masa ludzi czai się z paleniem w domach, gdyż nie mamy takich barów. Także wybieram Rajlandię.

P.S. Proszę powyższą opowiastkę potraktować jako zmyśloną – oficjalnie nie ma takich barów, a ja nic nie paliłem. Posiadanie nawet małych ilości środków odurzających może spotkać się z surową reakcją tajskich służb.

____________________________________

Wysyłajcie więcej historii, bo dobrze się czyta 🙂 Będę je tutaj dodawał.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s