Locked up abroad (część 3) – czyli jak trafiłem do więzienia w Singapurze


3 tydzień w więzieniu. Kolejny poniedziałek, to trzecia już rozprawa sądowa. Standardowo, zakuwają nas w kajdany, nogi, ręce. Brakowało tylko kuli u nogi. Śmieszne zwyczaje w tym Singapurze. Więźniarką bez okien, po raz kolejny przemieszczaliśmy się do sądu. Ręce miałem skute z tyłu – niebyt wygodnie. Udało mi się jakoś tak powyginać, że przerzuciłem ręce pod nogami do przodu. Dużo wygodniej. Ale tu mały zonk – w drugą stronę, już nie potrafię i oto stałem się jedynym więźniem, który ma kajdanki z przodu zamiast tyłu. Jak na to zareagują strażnicy?

download

Singapurskie więzienie jest zajebiście zdyscyplinowane. Na samym początku, dostaliśmy tyle zasad co robić, czego nie robić, jak się i kiedy zachowywać, że absolutnie nie sposób tego zapamiętać. Tym czasem niestosowani się do zasad, przynosiło kary dyscyplinarne, np. izolatkę na tydzień, czyli miejsce bez wiatraka (w bywa tam gorąco), wydłużenie wyroku, a nawet 3, albo 6 batów w dupę. Zasad było chyba ze 100. Niektóre absurdalne i bez sensu. Np., wolno nam było czytać tylko jedną książkę na 5 dni. Potem przez 2 dni nie ma czytania bo chuj. Po prostu nie ma. Nie ważne też, czy książka miała 40 stron, czy była gruba jak bibla (którą też całą w więzieniu przeczytałem w całości). Jedna książka i wsio. Czytasz  więcej? Możesz za to trafić do izolatki. Oczywiście nie mając nic lepszego do robienia, używałem numery więźniów „kolegów”, którzy byli tak tępi, że czytać w ogóle się nie nauczyli i wchłaniałem co najmniej 3 książki tygodniowo. Raz zostałem na tym strasznym wykroczeniu złapany. Pierwsze ostrzeżenie. Musiałem oddać odcisk kciuka, jako podpis, że jeszcze jeden raz taka straszna zbrodnia i dostaje tydzień w izolatce. Nie przestraszyło mnie to jednak. Wszak czytanie książek stało się moją pasją i potrafiłem to robić po 8 godzin dziennie. Ciekawe, że jak tylko wróciłem z Singapuru do Tajlandii i dorwałem laptopa z internetem, książki przestałem czytać prawie całkowicie, hehe.

Inne ciekawe zasady. Ćwiczyć można wyłącznie, kiedy wypuszczają nas z celi, raz dziennie, poniedziałek do piątek, po 1 godzinę. Za ćwiczenia w celi groziła kara. Mało tego, dostaliśmy listę dozwolonych ćwiczeń. Np, normalne pompki są ok. Ale pompki z szeroko rozstawionymi rękami, albo na odwrót, z dłońmi bardzo wąsko są be – można za to trafić do izolatki.

Lista idiotycznych reguł była długa. Wstajemy codziennie o 7 rano. Śpimy codziennie o 9 wieczorem. Po 9 nie wolno rozmawiać. Z nikim! Koszula zawsze musiała być w spodenkach. Chodząc, zawsze należy trzymać ręce z tyłu. Siadać należy wyłącznie po turecku. Kiedy przechodzi oficer, należy go przywitać stojąc na baczność „good morning sir!”. Każda sala miała jednego więźnia, który miał koordynować takie przywitanie. Dowódca celi krzyczał „ROOM!’ i wtedy cała reszta sali jak w przedszkolu, krzyczy „GOOD AFTERNOON SIR! THANK YOU SIR!” Ponad to, każdego dnia, 5, albo 6 razy wybijał alarm i strażnicy przychodzili nas liczyć. Siedząc po turecku z rękami tyłu czekaliśmy na oficera i dowódca celi musiał koordynować nasze teksty wypowiadane jak w przedszkolu. ROOM! GOOD MORNING SIR! MASTER 10 SIR! ROOM! THANK YOU SIR!

Inne z zajebistych zasad więzienia, to np. że każde lekarstwo ma tylko tydzień ważności. Ja zapierdalałem do „baby”, czyli lekarza (nie wiem z jakiego języka jest „baba”, albo malezyjski, albo chiński) i brałem duże ilości kremu – z jakiegoś powodu tak mnie wszystko swędziało, że drapałem się do krwi i nawet jaja mnie tak swędziały, bałem się, że wydrapie kulki na zewnątrz. Całe wory w strupach 😦 Tak więc „baba” dał mi jakiś kremik, który miał chyba działać jak placebo, ale lepiej to niż nic. Problem w tym, że nie chciało mi się chodzić do baby co tydzień więc ukrywałem kremik dłużej. I też zostałem pewnego dnia na tym przyłapany. To już było moje drugie wykroczenie, jeszcze jedno i dostałbym co najmniej tydzień więcej wyroku, plus punish cell.

Tak więc jak widzicie, było dosyć restrykcyjnie. Wracając do sądu w którym jestem – moje kajdanki są po złej stronie i naprawdę bałem się jak mnie za to ukrają. Oczywiście nie obyło się bez konkretnego opierdolu ze strony oficerów, ale żadnych poważniejszych konsekwencji nie było. Ufff….

Rozmowa z adwokatem – przyznaj się, że podrobiłeś paszport – doradza. Ale ja kurwa nie podrabiałem żadnego paszportu. Tak wiem, że tego nie zrobiłeś. Ale nie ma takiego przepisu dokładnie na to co ty zrobiłeś, a oni chcą cię ukarać. Moja rada – przyznaj się do winy, razem zaapelujemy do sędziego, że dobry z ciebie chłopak, nigdy nie karany, zwykła ofiara mafii ze Srilanki, to oni cię wykorzystali. To oni są ci źli, a ty byłeś tylko w złym miejscu o złym czasie.  Dostaniesz 3 to 12 miesięcy i wkrótce wrócisz do Bangkoku ruchać Tajki.

Well, ok… Słuchając się adwokata, postanowiłem przyznać się do czegoś, czego wcale nie zrobiłem – podrobienia paszportu. Oficjalna kara do 10 lat więzienia… Trochę srałem w gacie. Adwokat apeluje – wysoki sądzie, niekarany ani w Polsce, ani w Tajlandii, ani w Singapurze, bardzo żałuje tego co zrobił, jak wszyscy wiemy został wykorzystany przez syndicate ze Srilanki, nie ma sensu marnować publicznych pieniędzy na trzymanie go w więzieniu. Apeluje o najniższy wymiar kary do Michała. A, i on jeszcze chce coś dodać…

Wysoki sadzie – mówię starając się dobierać jak najbardziej elokwentne słowa po angielsku –  pomimo tego, że mój adwokat przeprosił już w moim imieniu, pragnę osobiście wyrazić skruchę. Tak, zasługuję na to, aby zostać ukarany. I wiem, że każdy na moim miejscu mówi podobne rzeczy. Ale ja naprawdę żałuję tego co zrobiłem, to było absolutnie lekkomyślne i trudno mi zrozumieć jakie okoliczności sprawiły, że znajduję się tu, gdzie teraz jestem. Nie proszę o niski wymiar kary. Proszę tylko o przyjęcie moich przeprosin. Jest mi wstyd…

I  w ten oto sposób rozprawa dobiegła końca. Adwokat wręcza mi list – masz, to od twojej dziewczyny – fajnie. Misa dale o mnie pamięta. Czytam list, a w nim: „Michał, nie ważne ile będziesz w więzieniu, ja na ciebie czekam.” Wtedy w to uwierzyłem. Teraz, biorąc pod uwagę, że jest to laska którą poznałem na portalu randkowym, gdzie dostaje 300 wiadomości dziennie, moja reakcja na ten list byłaby taka: hahahahahahahhahahahahhahahahhahahahhahahahaha. Nie ma takiej opcji, żeby Tajka która buja się z obcokrajowcami, ma konta na jakiś portalach randkowych, czekała miesiące na faceta. I nie ma się co dziwić – też bym nie czekał. Za błędy trzeba płacić.

Po przerwie nastąpiło ogłoszenie wyroku – Zważając na to, że Mr Michal Forsaken nigdy nie był karany i żałuje tego co zrobił, skazuję go na 6 miesięcy w więzieniu. – Uffff, nie tak źle. Bo mogło być to 10 lat. Od razy podbija adwokat i mówi „do zobaczenia za 4 miesiące. Ukroją ci 2 miesiące za dobre sprawowanie. No, chyba, że będziesz się wdawał w bójki, albo zrobisz coś głupiego. 4 Miesiące, not so bad. Zwłaszcza, że 3 tygodnie mam już odbębnione.

Wracamy do aresztu w basement’cie sądu. Siedzę i rozmawiam z nieletnimi nożownikami z chińskiego gangu. To kogo pociąłeś? – Pytam – A nikt ważny, taki chuj z konkurencyjnego gangu.

Przy wejściu stoi napakowany, łysy typek wyglądający na hindusa. Ma na imię Jason i okazuje się tamilem urodzonym w Singapurze. Od razu widać, że jest psychopatą. Staram się trzymać od niego z daleko. Jason bardzo szybko zaczyna kłócić się ze strażnikiem – co kurwa, chcesz się bić? zaraz ci wyjebie – Jason ściąga koszulkę i rzuca nią o podłogę – wow, myślę, ten to ma nasrane w głowie. Dostanie 6 batów za grożenie oficerowi + ekstra wyrok na starcie. Żeby mnie tylko nie wsadzili z takim debilem do celi!

Wracamy do więzienia Changi. Wiedziałem, że zostanę przetransportowany do więzienia dla ludzi z drobnymi wyrokami – Changi to max. security prison. Jak narazię muszę jednak czekać na transport do drugiego więzienia i – o kurwa – wsadzili mnie do małej celi z Jasonem, tym pojebem z sądu. Zajeeeeebiście!!!

Ciąg dalszy w części 4.

 

 

Reklamy

6 uwag do wpisu “Locked up abroad (część 3) – czyli jak trafiłem do więzienia w Singapurze

  1. Pingback: Locked up abroad cz. 4 – czyli jak trafiłem do więzienia w Singapurze | Azja Po Zmroku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s