Zawiła historia o B. – najbardziej seksowna i jebnięta Tajka z jaką się spotykałem (część 1)


Intro

Dzisiaj opowiem wam o najbardziej groteskowej Tajce jaką miałem okazję poznać. Nie wiem jak określić nasze relacje, albowiem w języku polskim brak odpowiedniego słowa. Po tajsku można po prostu powiedzieć กิ๊ก i wszystko jest jasne. Innymi słowy, chociaż ruchaliśmy się prawie przez 8 miesięcy spędzając ze sobą kilka dni w tygodniu, nigdy nie uważaliśmy się za coś więcej niż znajomych. I jeszcze słowem wyjaśnienia – dlaczego umawiam się z tak tępą laską i torturowałem się jej debilnym zachowaniem, bezmyślnymi decyzjami i kapryśnym humorem. Ano odpowiedź jest bardzo prozaiczna: cycki wielkie jak melony, brzuch płaski jak arabski dywan, proporcje pupy do reszty ciała również idealne jakby zrobione z przyłożeniem linijki. Ona była po prostu niesamowicie seksowną 19stolatką i tak strasznie mnie kręciła, że jest to nieporównywalne z innymi laskami.

B., Tajka, Tajlandia, Bangkok dziewczyny

B. we własnej osobie

Genesis

Sporo randomowych osób dodaje mnie na Facebooku. Nie jestem jakiś bardzo wybredny jeśli chodzi o to kogo przyjmuję. Nie potwierdzam osób z jawnie fake’owym kontem, zdjęciem profilowym na którym znajduje jakiś kurwa kot, albo samochód, małą ilością znajomych, etc. Za to w przypadku Azjatek,  patrzę na ich atrybuty zewnętrzne oraz lokalizację. I tak np, jeśli wybieram się do Indonezji, a dodaje mnie w miarę fajna laska z Jakarty, to przyjmuję ją bez wahania. I w ten właśnie sposób dodała mnie B.

Pierwsza randka

B. mieszkała na wsi w sercu Issanu, w prowincji której nazwy nie będę podawał. Po około roku przeprowadziła się do Bangkoku. Sam fakt jej nagłego pojawienia się w stolicy nie byłby wystarczającym powodem ażeby skłonić mnie do wysłania jej wiadomości, za to zbieg okoliczności sprowadził nas na wspólną drogę. Ano siłownia do której byłem zapisany, akurat miała promocję i mogłem przyprowadzić jedną osobę na trening Muay Thai za darmo. Z kole na FB B. widniał taki oto wpis: „gdzie w Bangkoku mogę zapisać się na Muay Thai, kto chce ze mną iść?”. Kilka dni później byliśmy razem kopać i boksować i od tego się zaczęło. B. była ubrana niby na sportowo, ale naprawę każdemu na siłowni było ciężko skoncentrować się, żeby non stop nie gapić się jej na wszystkie części ciała. To nie, że po prostu fajne cycki w obcisły, ubraniu, ona na serio ma idealnie proporcje wszystkiego. Do dzisiaj pamiętam prąd napływający do ptaka na sam jej widok… Zbiegiem okoliczności okazało się, że B. jest również moją sąsiadką, mieszka dosłownie 2 uliczki w dół, czyli 5 minut jazdy motorem. Po treningu spędziliśmy wspólnie noc. Nie chodzi tu o jej umiejętności w łóżku, bo w tej sferze była akurat raczej egoistyczna i nic specjalnego sobą nie prezentuje. Za to było to prawdopodobnie najlepsze nagie ciało w jakie miałem przyjemność wchodzić w całym moim życiu.

Trzecia randka

Od zawsze wiedziałem, że B. jest, hmm, jebnięta, to chyba najlepsze słowo. Za długo mieszkam w Tajlandii, aby mieć dobrą opinię o Tajce która tak się ubiera i zachowuje, za dobrze znam ten typ. Lubi się rżnąć na lewo i prawo i nie mnie to oceniać, ja również jestem męską dziwką. Już na trzeciej randce pokazując mi jakieś zdjęcia w Iphonie, „przypadkowo” wyskoczyło zdjęcie z basenu z jakimś kolesiem. Po kolejności fotek wiedziałem, że jest zrobione po naszej randce Muay Thai. Ale czym się przejmować, niespodzianki tutaj akurat nie było. Są za to wielkie cycki i mega radość z seksu. I tak btw, chociaż wyglądało to jakoby ona specjalnie pokazała mi zdjęcie z innym kolesiem, to był to przypadek. Tak, ona naprawdę była tak głupia, że przypadkowo pokazała mi za dużo. Udałem, że nic nie widzę.

Tydzień później

Fajnie mnie sprzedał ochroniarz. B. zapytała się go, czy rucham inne laski, na co on, chociaż nie powiedział, że tak, to zaczął się śmiać jak debil i nawet pomimo tego, że B. była wyjątkowo nierozgarnięta, to ta reakcja była tak oczywista, że B. zaczęła robić sceny zazdrości. Pewnie się zastanawiacie dlaczego, skoro sama ruchała się z innymi. To jest typowo tajskie podejście. One mogą robić wszystko, ale od faceta wymagają, że będzie się zachowywał jak należy. Jakie sobie do tego dorabiają wymówki, to już różnie bywa… W mieszkaniu B. oznajmia, że mam jej natychmiast dać telefon i pokazać rozmowy na FB i Line. Mówię, żeby się jebała, na co ona blokuje mnie na wszystkich aplikacjach. Myślę sobie, no ok, czas zakończyć tą komedię i ją wyjebać. Mówię jej więc, że ma wypierdalać i niech nigdy nie wraca. Ona myślała, że ją odwiozę do domu jak dżentelmen, bo ciemno, późno w nocy, etc. Ale się przeliczyła, wyrzucam ją za to, że się zachowują jak małpa i jeszcze ją mam zawieźć do domu…? Ehh, nie sądzę.

2 tygodnie później

Po tygodniu milczenia B. jak gdyby nigdy nic dzwoni i pyta czy pójdę z nią coś zjeść. Idziemy na zupę noodlową, po czym znowu lądujemy u mnie w mieszkaniu. Przyznam, że mam kurwa do niej słabość i tęskniłem za tym ciałem, choć przybywanie z nią jest po protu męczące. Ściągam z niej majtki, a tu nagle… „a kupisz mi buty za 1500 batów?”. Mówię jej, że jak jest dziwką, to niech spierdala na Sukumvith szukać klienta, ale do mnie bez takich tekstów. Obracam się wkurwiony na drugi bok, na co B. zaczyna się do mnie dobierać i twierdzi, że przecież „żartowałam”. Taaa, na pewno.

3 tygodnie później

B. zaczyna rozmawiać z jakimś kolesiem przez telefon, teksty typu „I miss you”, etc.. Hmmm. Mogę tolerować, że rucha się z innymi, z tym nie mam problemu, bo sam nie zmierzam ograniczać się tylko do niej, ale rozmawianie przy mnie z jakimś kolesiem, to brak szacunku którego nie mogę zaakceptować. Mówię, że ma się wynosić, ona nie słucha, dochodzi do szarpaniny. Wyrzucam ją na siłę, ponownie myślę, że to już koniec naszej znajomości.

Miesiąc później

B. oświadcza, że mnie kocha i płacze przez telefon, że jej życie jest do dupy i musi mnie zobaczyć. Nie wiem na czym ta miłość ma polegać, ale trochę wymusiła na mnie, żebym jej powiedział to samo. Dzień później przychodzi i wyciąga z torebki tabletkę „24 po”. Pewnie normalna osoba by się nawet nie kapnęła co to jest, ale że kupowałem już w Tajlandii kilka razy, to rozpoznaje po samym opakowaniu. Pytam się grzecznie, czy ją pierdoliło, żeby pokazywać tak dosadnie, że jakiś facet się w nią spuścił, na co ona „nienawidzę go, co za chuj, jak on się mógł we mnie spuścić” i pokazuje mi zdjęcie jakiegoś kolesia z idealnym 6packiem i prężnymi bickami, krzycząc, ze to „ten chuj mi to zrobił”.

2 miesiące później

Pewnie się zastanawiacie dlaczego dalej się z nią spotykałem? Ano była ona dla mnie czymś w rodzaju dmuchanej lalki do ruchania, w ciele prawdziwego człowieka. I po pewnym czasie zacząłem ją tak traktować. Kiedy ją chciałem, po prostu mocno ciągnąłem ją za włosy, zrywałem z niej majtki i brałem ją na siłę. A im bardziej ją szarpałem i traktowałem jak szmatę, tym bardziej ją to kręciło. Kiedyś sama nawet powiedziała, że specjalnie będzie stawiać jak największy opór, bo niesamowicie ją podnieca kiedy ją biorę brutalnie i na siłę. W efekcie na cyckach i dupie miała siniaki, w talii odciski moich palców, a ja non stop odczuwałem ból w stawach w łokci – efekt długiego siłowania się z B., bez uprzedniej rozgrzewki.

3 miesiące później

B. oznajmia, że jej marzeniem jest trójkąt z jeszcze jednym facetem. Warunek, musi mieć 6pack i duże mięśnie. Jakoś nieszczególnie mi odpowiadał ten pomysł, więc się z niego wykręcałem… Efekt? Po kilku dniach B. ze szczerością do bólu oznajmiła, ze spoko, już miała trójkąt beze mnie, więc nie muszę szukać kolegi. Aha, fajnie. Na pytanie w jakim celu zdradza mi szczegóły swojego życia seksualnego, odpowiedziała, że przecież jesteśmy przyjaciółmi, a przyjaciele mówią sobie wszystko. Hehe, no ok,

Nasz wspaniały układ, chociaż z dwu miesięczną przerwą ciągnął się jeszcze przez następne pół roku, ale o tym następnym razem. Gwoli ścisłości, tak jak ona pruła się na lewo i prawo, ja robiłem to samo i dobrze mi z tym było. Wszyscy znajomi, którzy gdzieś tam widywali mnie z B., zawsze gratulowali mi takiej „zdobyczy”, ale gdyby wiedzieli chociaż w połowie, jak straszna i ciężka do zniesienia jest to osoba, to wątpię, ażeby ciągnęli ten układ tak długo jak ja. Mimo wszystko jest ona dla mnie pozytywnym wspomnieniem. Dlaczego przestaliśmy się spotykać wyjaśnię następnym razem, ale dzisiaj podpowiem, że chodziło o mega drobnostkę. Chociaż obydwoje akceptowaliśmy, że ruchamy się z innymi, nie mogliśmy dojść do porozumienia w kwestii palenia papierosów – nie pozwalałem jej przy mnie palić i o taką głupotę przestaliśmy się spotykać. W każdej chwili mógłbym do niej zadzwonić i się umówić na kolejne spotkanie, ale… dale pali papierosy, a ja już nie mam tyle cierpliwości 🙂

To be continued / dalsza część wkrótce ,,,

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

 

 

Raport z Filipin, dzień 9 – 21, Cebu, Boracay, Mindoro, Manila


Minął już prawie miesiąc odkąd zakończyłem 3 tygodniowy pobyt na Filipinach, a tym czasem relacja nieskończona, a ja mam już nawet bilety do Manili na następny Filipiński wojaż (tutaj big shoutout dla czytelnika A., który zasponsorował bilet abyśmy wspólnie mogli zabalować na wyspie Luzon).

No cóż, wiele się na Filipinach działo. Chciałbym jednak zakończyć opisywanie pierwszego wyjazdu jak najszybciej, abym „na świeżo” opisać mógł kolejny (czyli pierwszy weekend czerwca 2017).  Skupię się zatem na najważniejszych wydarzeniach, z trochę mniejsza ilością detali.

Filipiny, plaża, dupeczki, Boracay

Filipiny, plaża, dupeczki, wyspa Boracay

Dzień 9 (Cebu). Tego dnia byliśmy już naprawdę na granicy wytrzymałości. Razem z imprezami w Bangkoku, to już 10 dzień z rzędu ciężkich libacji. Na moim ciele i twarzy zaczęły wyskakiwać dziwne pryszcze, całe ciało ogarnęło dziwne przemęczanie, wtroba ewidentnie nie wyrabiała. Do tego nici z naszych planów „codziennego biegania i siłowni”, w praktyce po prostu pijemy, ruchamy i śpimy, a jak już się obudzimy następnego dnia o 16, to okazuje się, że znowu jest za późno na cośkolwiek innego niż imprezowanie. Dlatego też, tego dnia postanowiłem umówić się z jakąś Filipinką w hotelu i zwyczajnie się zchillować, bezalkoholowo. Moja Filipinka z dnia poprzedniego cały czas pisała abyśmy się spotkali… w klubie nocnym, z czego zrezygnowałem z powodu opisanego powyżej. W zamian zalogowałem się na portal randkowy i próbowałem ustawić spotkanie prosto w hotelu.

Wynająłem nawet osobny hotel, ponieważ dnia poprzedniego, w naszym mieszkaniu z Airbnb, laski nie za bardzo chciały się ruchać na jednym łóżku. Poklikałem z 30 minut i miałem już ustawioną filipinkę na „oglądanie filmu w hotelu”.  Zażyczyła sobie jednak aby ją odebrać z Ayala Center, czyli shopping mallu. Pojechaliśmy tam wraz z Marcinem i ona w taxi z powrotem wymyśliła abyśmy napili się drnika na Mango Square. Za bardzo nam to nie pasowało (chcieliśmy dzień przerwy od alkoholu), ale że Marcin nie miał jeszcze żadnej laski, to pojechaliśmy pooglądać, co tam się kręci.

Siadamy przy stoliku, na zewnątrz jakiegoś klubu, zamówiliśmy piwka, a tu taka sytuacja. „Moja” Filipinka wyskoczyła z krzesła ni z dupy, ni z pietruchy i bez słowa uciekła. Zaczęliśmy się strasznie śmiać, bo jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło, żeby laska mnie tak arogancko olała, ale przynajmniej było śmiesznie. Marcin się ze mnie szydził strasznie, aż moja agentka przysłała mi maila z wyjaśnieniem dlaczego się tak zachowała.

Z pierwszej wiadomości, która miała 10 linijek, bez żadnej interpunkcji (nawet jednej kropki, o przecinku nie wspominając), napisanej w chujowym angielskim (tak, sporo filipińczyków mówi źle, niegramatycznym, bardzo uproszczonym angielskim) nie wynikało kompletnie nic. Chciałem zrobić print screen i tutaj wkleić, ale niestety pośród setek wiadomości którymi bombardowały mnie fifki, gdzieś ta rozmowa umknęła. Odpisałem jej coś w stylu „przestań bełkotać i skleć poprawie chociaż 2 zdania, bo nic nie rozumiem”. W drugiej wiadomości chyba się bardziej postarała, bo można było już odczytać, że to wszystko wina Marcina. Jak zawinił? Mordą! 😀 Właśnie tak, dokładnie ten Marcin który zawsze przyciąga wszystkie Azjatki wyglądem, tutaj podobno miał minę, jakoby był torturowany w obecności moje filipinki i tak jej to przeszkadzało, że uciekła bez słowa. Haha. I wszystko jasne!

Napisałem jej, żeby w takim razie wpadła bezpośrednio na hotel, w którym Marcina nie ma. Zgodziła się pod warunkiem, że zapłacę za taxi. Jakoś przyjmę na klatę ten wydatek 100 peso, czyli 8 zł 😀 Po godzinie zjawiła się w hotelu. Po drodze kupiłem jej jakieś chipsy i colę z 7/11. Po wejściu do hotelu, jej pierwsze reakcja to skwaszona mina i „ja pierdole, gdzie ty masz telewizor i co to za hotel”. Hotel był faktyczne chujowy bo i tak mieliśmy już wynajęte mieszkanie, więc brałem najtańszy jaki był, w którym jest łóżko do ruchania. A telewizor? Nawet nie wiem jak to pudło się załącza, nie używam, a nawet uważam, że ten wynalazek ogłupia. Okazało się jednak, że zaprosiłem ja „na film”, a nie ma na czym oglądać (laptopa zostawiłem w mieszkaniu). Próbuje się do niej dobierać, ale stawia spory opór, jest wkurzona, że ją „okłamałem”, bo miał być film. Mówię, że wcale nie kłamałem, wyciągam Iphona i wpisałem w YouTube „full movie”. Załączając pierwszą pozycję. Filmu nie oglądaliśmy ani minuty, bo jak już coś leciało to się bez problemu dała wyruchać (bez filmu stawiała za to opór, w piewszej minucie filmu bez problemu, lol).

W łóżku ją trochę „zniszczyłem”. Bo widzicie, ja lubię laski brać na ostro, czyli za włosy, cycka ścisnąć tak mocno, że zostają ślady, ugryźć w szyje, jebnąć mocnego plaska w dupę i generalnie robić z nimi wszystko co mi się podoba. Jak się skończyliśmy grzmocić, to ona do mnie: „ej, mam takie pytanie… ale trochę się wstydzę… ty… ty tak z każdą dziewczyną, czy tylko ze mną„. Ale o co chodzi :D, „no, jeszcze nigdy nikt tak ze mną tego nie robił„. A co, za ostro? To sorry, czasami się może za bardzo zapędzam. „Nie, nie nie, przeciwnie, było tak fajnie, że doszłam :D”.

Dzień 10 (Boracay). Tego dnia mieliśmy jechać na wyspę Bohol, a potem dalej na Siquijor do Damiana z Ucieczka Do Raju. Jak się jednak okazało, na Boholu jest aktualnie konkretna jadka, po tym jak islamscy terroryści zapuścili się na wyspę, prezydent Duterte, który znany jest z tego, że nic się nie pierdoli tylko robi porządek nawet jeśli oznacza to uliczne egzekucje strzałem w głowę, wysłał wojsko na wyspę, aby wystrzelać muzułmańską szarańcze. Szybkie zweryfikowanie w internecie potwierdziło zasłyszane informacje o Boholu, stąd nagła zmiana planu w ostatniej minucie – lecimy na Boracay.

Po krótkim locie jesteśmy na miejscu. Nie będę się tu rozpisywał o pięknach wyspy. Powiem tylko, że bardziej zajebistej plaży w życiu nie widziałem, a tak niebieskiej i przejrzystej wody nie ma nigdzie w Tajlandii. Sam Boracay to taka turystyczna sieczka jak np. Phuket, czy Bali. Zdecydowanie trudniej było znaleźć tu jakieś normalne laski (nie dziwki) z powodu zwiększonej „konkurencji”. Nie zrozumcie źle – dalej było łatwo, tylko porównując do reszty Filipin, była zdecydowana różnica. Np w Cebu wystarczyło się przejść po shopping mallu i laski dawały sygnały, że można do nich zagadać (do Marcina czasami pierwsze zagadywały – ah, mieć taką niebiańską mordę ). Na Boracay sam fakt bycia białym nie miał już tak dużego efektu, bo jest tam od chuja innych białych. Ale jak już wspominałem, przeciętny John z USA, lub Okar ze Szwecji na wakacjach, to nie jest konkurencja.

Druga obserwacja – ceny na Boracay zdecydowanie wyższe, zwłaszcza hotele, praktycznie nie ma nic taniego, same opcje z tych droższych. Na Airbnb też początkowo nic nie znaleźliśmy.

Tej nocy Marcin szalał na imprezie, a ja dalej czułem się źle po tylu dniach melanżowania. Zostawiłem go w klubie Epic (najlepszy klub jaki tam znaleźliśmy) i po drodze do domu, jakoś z dupy zagadałem do pijanej laski. W pierwszej minucie pytam, czy chce iść ze mą do hotelu i ona się zgadza. Tutaj przypomnę – każda laska która zgadza się iść do hotelu z facetem którego poznała minute temu jest albo złodziejem, albo dziwką. Ale że jestem znany z robienia głupich rzeczy, a ona miała fajne cycki, to postanowiłem najpierw poruchać, potem się zastanawiać co będzie 😀

W pokoju ją grzmociłem najpierw pod prysznicem, potem na łóżku. Jak skończyliśmy, powiedziała, że idzie z powrotem na plaże dalej imprezować. Aha, czyli albo już coś zajebała, albo będzie „daj mi kasę”. Okazało się, że wyszło na to drugie. Zazwyczaj w takiej sytuacji dosyć mocno się wkurwiam, nie lubię krypto dziwek które przyznają się po fakcie, ale tutaj akurat podejrzewałem od początku, więc nie było zaskoczenia. Zawsze w takiej sytuacji mówię: „ale co, to ty jesteś PROSTYTUTKĄ?!” i laskom się robi głupio i coś ściemniają, że nieee, nie, nieeee, ale daj kase bo coś tam. Ta moja powiedziała „nieee, nie, nie, ja to nie dziwka, ale tu drogie pokoje, pomóż mi zapłacić, taka byłam miła, dałam się wyruchać”. Pytam się po ile jej pokój. 1500 peso. W ile osób tam śpicie? 3. Aha, czyli 1500 na 3 osoby to 500 i na taxi 100. Ok. Daje jej 600 peso i jej to odpowiada. Sobie obiecuje jak zwykle, że nigdy nie będę zabierał ze sobą lasek które są gotowe na ruchanie po chwilce znajomości, bo to się zawsze źle kończy.  Anyway, nasz pobyt miał 21 dni, w sumie grzmotnąłem około 10 Filipinek i to była jedyna która zapytała się o pieniądze, więc nie jest źle.

Jak tylko moja Filipinka wyszła, wrócił Marcin z jakąś poznaną z klubu i… spali całą noc i się NIE ruchali. Pytam rano dlaczego, a on na to, że nie chciała. Facepalm. Wiadomo, że laski muszą poudawać trudne, nie można się tak poddawać za pierwszym razem, bo pewnie nawet ona się zdziwiła, że po jednym NIE, on to olał i poszedł spać, haha.

Następne dni robiliśmy chillout na plaży, jakieś nurkowanie, rejs po okolicznych wysepkach, etc. Minęło kilka dni przez które odpoczywałem, bo naprawdę mi się nie chciało wychodzić już na imprezy.

Filipiny, Boracay

Filipiny, Boracay

Po 3, lub 4 dniu na Boracay wróciłem do klubu Epic i tam taka śmieszna sytuacja. Kupiłem sobie piwerko i tak się kręcę po klubie sam. Podchodzi do mnie jakiś łysy sterydowiec z Dani i mówi „mam dla ciebie radę, musisz przestać wyglądać jakbyś polował, bo żadnej laski nie znajdziesz tak”. Patrzę na niego i myślę, ja pierdole co za idiota, nie ma to jak jakiś turysta który mnie będzie uczył podrywu w Azji. Mówię mu „dzięki za radę” i się obracam, żeby mi nie pierdolił jakiś smutów, bo to pewnie jeden z tych typów, co myśli, że trzeba płacić za seks, albo obsypywać laski prezentami, a ten dalej coś próbuje do mnie gadać. Odchodzę metr od niego, a tu taka sytuacja – on był z kilkoma filipinkami (założę się że go doiły na kasę), jedna z nich myślała, że jestem jego kolegą, bo w końcu razem gadamy i stuka się ze mną szklanką. Od razu zagaduje – pytam jak się nazywa, etc. Duńczyk na maxa wkurwiony i mówi do mnie „ej odpierdol się od mojej dziewczyny, czy ty jesteś taki zdesperowany, żeby się do mojej dziewczyny dopierdalać?”. Pytam się tej filipinki czy to jej chłopak, ona mówi, że nie. Więc biorę ją za rękę i idziemy tańce (godowe :P) . Duńczyk ją łapie za drugą rękę i krzyczy, że ona ma mnie zostawić. Powiedziałem jej, że nie musi słuchać tego gościa i możemy razem potańczyć po drugiej stronie klubu. Odsunęliśmy się tak jak planowałem i ona mnie przeprasza, bo to jakiś nadopiekuńczy kolega który przyjeżdża na Filipiny co 6 miesięcy i dzisiaj z ich stolika już niejednego faceta przegonił jak zagadywali do jego stada łani. Przez następną godzinę kilkakrotnie próbował nas rozdzielać, co za debil. Dopiero jak zobaczył, że już się z nią przylizałem to się poddał. Oczywiście na koniec jej powiedział, że nie chce jej znać i ma się do niego nie odzywać. Cała sytuacja komiczna, bo zraz po tym jak twierdził, że „żadnej laski nie uda mi się poderwać”, jego koleżanka sama do mnie zagadała i jeszcze go olała, żeby ze mną zostać.

O 6 rano zaczęło wschodzić słońce. Pomyślałem, że większa szansa na ruchnięcie, jeśli wyjdziemy z klubu na plaże i zrobimy akcje romantic fantastic – wchód słońca na tropikalnej plaży, drinki, biały piasek, niebieska przejrzysta woda i przytulanie. Oczywiście warunki sprzyjały i po plaży jedziemy na hotel.

Ah, zapomniałem dodać, że tej nocy ktoś mi podpierdolił Iphonea z kieszeni. Niby tylko telefon, ale miałem tam nagrane z 40 minut filmów które miały iść na YouTube z miejsc które są drogie do powtórzenia (rejs yachtem, kolacja w Sky Barze, etc), więc trochę się wkurwiłem. Na szczęście Samsungi na Boracay są tanie, więc kupiłem jakiś starszy model następnego dnia.

Z plaży pojechałem z tą Filipinką na hotel i pod prysznicem się do niej dobieram, na co ona, że NIE, bo za krótko się znamy (dokładnie to samo co tamta Marcinowa powiedziała – i też pod prysznicem, haha). Ja mojej powiedziałem, OK, NO PROBLEMO, wziąłem ją na łóżku w rękach i ruchnąłem ją jak Marcin był w pokoju, na łóżku obok. Aha, czyli taka cnotka, znamy się za krótko, ale jednak nie wstydzi się walić koło obcego faceta z którym nie zamieniła nawet słowa. To jest właśnie to o czym mówiłem – laski udają trudne, ale to nie znaczy, że nie chcą się ruchać. To jest tylko gra cierpliwości – albo ona będzie udawała trudną tak długo, aż ci się odechce, albo ty będziesz próbował tak długo aż ona się złamie i poczuje, że już wystarczająco długo udawała. Przecież jak laska idzie z facetem do hotelu, to na pewno wie, że tam nie będzie samego przytulania, nawet jeśli tak się umawia z facetem (well, ja im zawsze tak obiecuje :D).

Na Boracay spotykałem się głównie z tą laskę. Powód? Ona miała prace, czyli nie mogła codziennie imprezować, a mnie się już po prostu nie chciało pić i tańcować. W sumie chyba z 5 razy się z nią spotkałem. W między czasie zmieniliśmy hotel na mieszkanie z Airbnb na samej plaży u było zajebiście 🙂

Na Boracay puknąłem jeszcze jedną laskę z Tindera, której zdjęciem się nie będę chwalił. Powiem tylko tak – nie przyprowadziłbym jej na mieszkanie, bo nie była najpiękniejsza, ale niestety bycie samcem wiąże się z nieustanną produkcją płynów które trzeba na bieżąco spuszczać, bo inaczej się wariuje 😀 Spoko koni i dziwek na Tinderze, niezbyt wygodnie się łowiło.

Któregoś dnia, na Boracay przyjechała ta pierwsza laska z Cebu którą puknąłem (opisana w poprzedniej części). Dzwoni do mnie i pyta się kiedy się z nią spotkam. Mówię, że spoko, możemy iść, akurat miała hotel pare kilometrów od nas. Spotkaliśmy się przy plaży i ona twierdzi, że ma pokój z „my friend from Sweden, but I want you to come anyway”. Nie wiem o co jej chodziło, myślała chyba, że niby głupio mi będzie ją ruchać przy jakimś Szweckim wikingu? No to się pomyliła, to by wcale nie była dla mnie przeszkoda 🙂 Po wejściu do jej hotelu okazało się, że jest tam z jakąś koleżanką i to wcale nie szwedzką, a lokalną. Koleżanka sama wyszła, nie wiem czy sama z siebie, żeby dać nam się poruchać, czy tamta ją prosiła. Próbuje więc od razu z mojej ściągać bikini, ale nie „bo zaraz koleżanka wróci”. Siedzimy więc na łóżku i się przytulamy przy jakimś programie w TV dla debili. W końcu wraca koleżanka po 10 minutach. Na to moja dupeczka ją wyrzuciła i mówi „my friend wants to come back already, let’s fuck quickly”. No i namówiła 🙂 Po skończonej robocie, zaczęła mi robić jakieś sceny zazdrości bo widziała, że na FB jakaś Tajka do mnie napisała. Pyta się czy ją rucham, mówię, że tak, bo po co mam kłamać jakiejś przypadkowej dupeczce, która prawdopodobnie jest zresztą dziwką (tak twierdziła jej koleżanka w Cebu). W pokoju wieli dramat, że jestem złym facetem, mam inne, etc. Bez słowa wyszedłem z jej hotelu, bo po co mi ten dramat. Najważniejsze, że dała się wyruchać. Ona jest jedną z tych które zajebiście wyglądają, ale są tak wkurwiające, że nie da się z nimi wysiedzieć dłużej niż godzinę.

Dzień 17 – zdupiamy powoli z powrotem do Manili, bo mamy samolot powrotny do Tajlandii 5 dni później. Nie chcieliśmy lecieć samolotem do Manili, żeby zobaczyć jakąś mniej komercyjną wyspę. Padło na Mindoro. Po długim promie, długiej jeździe busem i potem 50 km taxówką dojechaliśmy do polecanej nam miejscowości która okazała się jakimś centrum nurkowo – dziwkowym. Masakra, przez całą noc nie znaleźliśmy żadnych normalnych lasek, same dziwki. Mieliśmy tu zostać pare dni, ale stwierdziliśmy, że lepiej będzie jechać prosto do Manili, bo tam w stolicy zapowiadało się naprawdę dobrze z laseczkami.

Dzień 19 – 21, Manila. Wiecie jak każdy napierdala, że Manila to syf, zanieczyszczenia i w ogóle nic ciekawego? Z całego wyjazdu najbardziej nam się podobało właśnie w Manili. Zajebiste imprezy (no z cenami europejskim czasami przesadzali, np 1000 peso/ 80zl wjazd do klubu). Lasek na aplikacjach tysiące, na imprezach w Makati dużo białych, ale też masa lasek, nawet Marcin wyrwał bardzo fajną dupeczkę (albo raczej ona jego, bo do niego non stop same Filipinki podchodziły). Pierwszą noc imprezowaliśmy w Valkyrie (1000 peso za wejście), a drugą w Royal (500 peso za wjazd). Same drinki w środku już były cenowo ok, chociaż najdrożej na Filipinach. Traffic w Manili jest najgorszy jaki widziałem w całym życiu, w godzinach szczytu pojazdy poruszają się 6km na godzinę.

W Manili miałem ustawioną masę randek z Date In Asia, ale olałem je wszystkie na rzecz Filipinki o której już pisałem na samym początku, w pierwszej relacji. Ta która przyjechała aż z Manili do Angeles, żeby się ze mną spotkać. Ja generalnie odczuwam pociąg do dziewczyn ze względu na cechy ich wyglądu. To dlatego, że głównie mnie interesuje seks i przygody, a nie związki, czy rozmowy o dupie marynie. Natomiast z tą Filipinką jest zupełnie inaczej. Autentycznie nigdy nie spotkałem tak otwartej osoby, przed którą można bez tajemnic i zażenowania o wszystkim pogadać, którą można zabrać na męskie spotkanie i ona będzie uczestniczyć w konwersacji o innych dupach, a nawet pomoże przyciągnąć więcej laseczek, żeby inni z towarzystwa też mieli. Do tego jest wielbicielką filmów porno i uwielbia ruchać się na wzór pań z filmów dla dorosłych – absolutna mistrzyni. Jest tak zajebista, że mógłbym jej dać adres tej strony  i pewnie dalej by mnie lubiła po przeczytaniu wszystkiego co to nabazgrałem.

Jednej z ostatnich nocy, kiedy Marcin ruchał filipinkę poznaną w Royalu, moja zapytała się czy też chciałbym puknąć tą Marcinową. Jak powiedziałem, że tak, to stwierdziła, że nie ma problemu, rozumie, że facet nie jest stworzony do tego, żeby cały czas jedną pipkę walić i mogę sobie ją ruchnąć, albo w ogóle wszyscy razem możemy się poruchać w 4. Tutaj po długich negocjacjach z dziewczyną Marcina, która najpierw zgodziła się na wspólne ruchanie w 4, a potem zmieniła zdanie jak już była goła i świeciła cipką, cała orgia zakończyła się fiaskiem. Za to, ponieważ mieliśmy jeden pokój z Marcinem, to non stop grzmociliśmy te nasze laski (aczkolwiek bez zmieniania się) i one kompletnie bez wstydu nie tylko dawały się ruchać, ale latały gołe lub pół rozebrane, nawet kiedy do naszego pokoju wchodziła reszta ekipy (byliśmy jeszcze z 3 kumplami z PL).

Dodatkowo, co jeszcze w niej uwielbiam, to jej opiekuńczość. Kiedy się budzę to czeka na mnie kawa, sama oferuje jakieś masaże, zawsze doleje drinka jak mi się kończy w szklance i pyta czy czasami nie zgłodniałem. Jak mi spłuwa pot po czole, to zaraz z chusteczką wyciera mi gębę. Do tego jest tak mega łatwa do zadowolenia, że to dramat. Na imprezie wypije jednego, dwa drinki i więcej nie chce, bo już zbyt pijana 🙂 Jak się pytam, czy jest głodna to mówi, że „nie, rano jadłam banana, a poza tym to i tak się odchudzam”. Jest po prostu mega zajebista i…

…ściągam ją do Tajlandii. W ostatni dzień chciałem jej dać 2000 peso, żeby wyrobiła sobie paszport i za miesiąc, kiedy dostanie, będę ją ściągał do Bangkoku. Wyciągam kasę, a ona, odmawia. Aww, znowu mega pozytywne zaskoczenie. Powiedziała, żebym ja jej zapłacił za bilet na samolot, ale za paszport zapłaci sobie sama. Mega pozytywna dziewczynka, nie ukrywam, że może się do skończyć związkiem. Nie będę zdradzał jej imienia, ani zamieszczał zdjęcia, bo nie chce, aby nękali ją hejterzy.

Następny wyjazd na Filipiny (już 1 czerwca) może nie być zbyt spicy, właśnie dlatego, że moja Filipinka będzie czekała na lotnisku i nie wypuszczam jej aż do momentu kiedy będę leciał z powrotem. Nie ma takiej opcji, żebym znalazł gdzieś lepszą dziewczynę niż ona i, o dziwo, nie mam tu na myśli jej wyglądu, a całokształt zajebistości. Kurwa kończę bo gadam jak zakochany 😀 Do następnego!

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Raport z Filipin, dzień 8 – Cebu


Samolot wylądował na wyspie Cebu. Ceny na lotnisku trochę z kosmosu, za to taxówki zaskakująco rozsądne. Przejazd Uberem 10 km kosztował nas 200 peso. I oto nowe miasto przed nami, miasto co do którego mieliśmy wielkie oczekiwania. Dlaczego? Ano każdy kto tu był, potwierdzał, że jest to idealne miejsce do umawiania się z Filipinkami – jest ich masa, są przyjazne i otwarte, a „konkurencji” w postaci innych białasów praktycznie nie ma. Napisałem w cudzysłowu, bo przeciętny facet nie jest żadną konkurencją (przykładowo do Marcina dziewczyny same podchodzą bo jest zajebiście przystojny, ale potem to i tak ja je grzmocę :D)

Filipinka i ja, spanie w szpilkach w Cebu :)

Filipinka i ja, wspólne spanie w szpilkach w Cebu 🙂

Zalogowaliśy się do mieszkania z Airbnb, bardzo dobry deal za ok. 30 euro. Wynajmującego nam mieszkanie Turka, podejrzewaliśmy, że jest homusiem bo był coś za miły i za bardzo się starał (nawet nam kupił jakieś magnesy na lodówkę), ale potem w nocy widzieliśmy go jak coś negocjował z dziwkami na ulicy, więc chyba jednak woli muszelki od parówek.

Naszła mnie taka uwaga odnośnie bezpieczeństwa – wszędzie ochrona z shot gunami, dużymi karabinami maszynowymi, etc. Przed każdym shopping mallem, hotelem, a nawet w restauracjach. Zwykłe ciecie które pilnują parkingu, zazwyczaj mają pistolet za pasem. Na pytanie czy to naprawdę niezbędne, wszyscy zgodnie twierdzili, że tak. Oprócz uzbrojonych rabunków i porwań dla okupu, na Cebu działają muzułmańskie szajki takie jak Abu Sayaf. Czy więc czuliśmy się niebezpiecznie? 100% przeciwnie – ja się już bardziej obawiałem osiedla Ruczaj w Krakowie gdzie mamy mieszkanie, niż czegokolwiek na Filipinach. Nie wiem skąd ta panika. Nigdy nie czułem nawet najmniejszego zagrożenia na Filipinach.

Druga uwaga to znajomość angielskiego. Każdy powie, że Filipińczycy mówią świetnie po angielsku. Ja to jednak widzę inaczej. Po pierwsze mówią bardzo źle gramatycznie, po drugie mają ubogie słownictwo, jeśli powiesz jakieś skomplikowane słowo typu elaborate zamiast explain, to oni się zwyczajnie gubią. Niektórzy taxówkarze nie potrafili zrozumieć prostych zdań dotyczących tego gdzie jedziemy. Natomiast trzeba przyznać, że mają najlepszą znajomość angielskiego w całej Azji, porównywalnie do poziomu Singapuru (w którym angielski też pozostawia do życzenia).

Samo Cebu okazało się rozczarowujące. Przyznaje, że chuja widzieliśmy. To znaczy wstawaliśmy o 16 i imprezowaliśmy do 7 rano. Ale poza tym, że super do poznania Filipinki, to raczej słabo się to wszystko prezentowało.

Pierwszego dnia udaliśmy się na clubbing Mango Square. Większość klubów pustawa, widać, że kręci się sporo dziwek. Podeszła nawet do nas burdel mama zapytać, czy nie chcemy czegoś z „jej sklepu”, który był na squerze, nawet nie w budynku. Oczywiście po okolicy kręcą się konie, czyli dziewczyny z kiełbasą niespodzianką. Niektórzy lubią.

Ostatecznie lądujemy w klubie dla Koreańczyków. Na cały klub dosłownie dwie fajne laski (za to takie całkiem, całkiem fajne). Nie tracę czasu i atakuje. Marcin udaje trudnego jak zwykle, chociaż laski się na nim wieszają, kręcą dupą po jego portkach, etc. w końcu po długich namowach, moich oraz dziewczyn, Marcin przyłącza do naszego stolika. Bawimy się dobrze, ale ja naciskam abyśmy udali się do apartamentu, bo już mam dość imprez po 10 dniach picia whiskey dzień w dzień. Moja chce, nie chce, chce nie chce, w końcu się wkurzam i wychodzę z klubu. Pierdole takie przedszkole.

Odchodzę 200 metrów od klubu a tu ktoś za mną krzyczy „waaaait”. Biegnie za mną moja laska w tych zajebiście wysokich szpilkach. Jak mnie tylko dorwała, to powiedziała prosto z mostu, że jak z nią jeszcze potańczę i napije się pare drinków, to będzie się ze mną ruchać (jej słowa). No i namówiła 🙂 koło 6, 7 rano, wbijamy wszyscy w 4 do naszego apartamentu. Tutaj jeden zonk – mamy tylko jedno podwójne łóżko. Dla mojej to nie problem, za to Marcinowa robi dramat, że jak to tak grupowo można się walić. Biorę więc moją pod prysznic i ją zapinam od tyłu. Nie trwało to jednak długo, ponieważ nasza druga parka zaczęła robić sobie żarty z naszego zachowania, co speszyło moją i nie chciała kontynuować. Wracam wkurwiony na łóżko i idę obrażony spać. Moja wpierdoliła się w szpilkach (nie wiem po co znowu ubierała – zdjęcie u góry, szpiki do spania, zajebisty pomysł), wtuliła się do mnie i w sen. Marcinowa powiedziała mu, że jest za dużym romantykiem, zamiast ją ruchać to się cały czas przytula i gada o dupie marynie, haha. True story!

 

Jak się obudziliśmy, Marcin poszedł na długie śniadanie, żebyśmy mogli się spokojnie poruchać z moją. Było zajebiście, bardzo fajna dziewczyna (jak chodzi o wygląd, bo nic poza tym sobą nie reprezentowała, ale jak głosi stare ruskie przysłowie – mózg jest ważny tylko kiedy ruchasz mózg. Po powrocie Marcin pyta mojej o numer do tamtej koleżanki która uciekła. Moja na to „zabroniła mi dawać, powiedziała, że nie lubi takich romantyków jak ty”, haha!

Rano wsadzam moją do taxi i dałem jej 100 peso na taryfę (8zł) Pocałowała w policzek i pyta czy dzisiaj znowu idziemy na imprezę. Ja niezbyt chętny na dalszy alkohol, ale mówię, że chętnie się z nią spotkam jeszcze raz wieczorem.

Dołączam do Marcina który wpierdolił całego kurczaka z rożna (trzeba białko do mięśni pompować :D). Marcin pyta czy moja chciała jakąś kasę rano. Okazało się, że tamta druga mu na ucho powiedziała: „czy wiesz, że my jesteśmy pracujące”, czyli że ruchają się za kasę, mówiąc ludzkim językiem. Mówię że nic, jeszcze mnie pocałowała w policzek za to, że jej dałem na taxi i próbuje ustawić kolejną randkę na wieczór.

I to jest właśnie śmieszny proceder który zaobserwowałem w całej Azji. Jeśli traktujesz laskę jak dziewczynę – flirtujesz, rozśmieszasz, droczysz się i zaczepiasz „na przedszkolaka” (wszystko co robiłeś z kolegami/żankami w przedszkolu działa), wtedy nawet dziwki dostrzegają w tobie faceta zamiast klienta. Każda dziewczyna chciałaby mieć bojfrenda, nawet jeśli dorabia dawaniem dupy. Tylko ważne jest aby NIE pytać, czy chce pieniądze, bo wtedy na pewno powie, że tak. Anyway, w Tajlandii dochodzi nawet do paranoi, gdzie laski biorą pieniądze od jednego sponsora, a wydają na swojego gik’a (kochanka). To są przypadki które są powszechne – nie mówią tylko na własnym doświadczenia. Znam wielu kolesi, w moim mieście, Bangkoku, gdzie taki proceder istnieje. W skrajnych przypadkach, poznałem nawet Hiszpana, który mieszkał u dziwki na jej koszt, ruchał ją codziennie, i oby dwoje wydawali pieniądze którzy wysyłali jej jacyś kolesie z zagranicy.

Kolejny dzień (noc) z Cebu już wkrótce!

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Raport z Filipin, dzień 3-7 – Olangapo, Angeles


Tego dnia dotarliśmy autobusem z Angeles do Olangapo. Miasto położone 80 km dalej nad morzem, które zostało nam polecone, w praktyce jednak okazało się być rozczarowujące. Moja filipinka poznana w Angeles jest właśnie z tego miasta i poleciła nam udać się do klubu Nocturnal. Nie za bardzo wiedzieliśmy jak wysiąść, a lokalni pokierowali nas na plaże jako rzekomo najciekawsze miejsce „z wieloma dziewczynami”. Brzydka plaża, z drogimi pokojami i jedyne dziewczyny wyglądały na dziwki, więc od razu uciekliśmy z powrotem do miasta, tak jak miało być oryginalnie – koło klubu Nocturnal.

plaża, Filipiny, Filipinka

W centrum miasta zaczepiało nas dużo dziewczyn, ale zdecydowanie mniej śmiało niż koleżanki w Angeles. Na ulicy w centrum stało sporo dziewczyn które właściwie nie wiadomo co tam robiły. Jak zapytałem wprost czy są dziwkami, to bardzo wymijająco powiedziały, że za 500 peso mogą być (35 zł, lol). Sam klub Nocturnal również okazał się rozczarowaniem. Pusto, jedyne fajne laski to kelnerki więc je zaatakowaliśmy. Przytulanie, drinki, buzi, buzi. Umówiliśmy się, że jak skończy prace o 4 w nocy, przyjedzie do mojego hotelu. O 4 napisała wiadomość, że jest bardzo zmęczona i nie przyjdzie. Poległem. Pierwszy dzień na Filipinach bez seksu. To znaczy rano ruchałem wczorajszą, ale tego dnia żadnej nowej, psuje mi się statystyka, no nic, będę musiał dwie w inny dzień zrobić 😉

Następnego dnia musieliśmy się gdzieś spotkać ze znajomymi, którzy właśnie dolecieli do Manili. Wspólnie ustaliliśmy, że Angeles będzie najlepszym punktem – blisko, dobra impreza, laski się ruchają bez marudzenia i jest lotnisko, żeby lecieć dalej. Manila to straszne korki.

Pierwsza noc z powrotem w Angeles i od razu dziko. W jednym z klubów „go go” (ciężko to nazwać „go go’em”, wszystkie dziewczyny ubrane jak na plaży) siadam z laseczką która tam pracuje i się przytulamy. Po 5 minutach ona się pyta, czy jej kupię drinka. 300 peso, cena nieco z kosmosu, więc przedstawiam alternatywny plan – wydam na nią te 300, ale w klubie obok, jak skończy prace, bo to trochę przesadyzm z drinami dla dziewczyn w tym go go. Umawiamy się o 3 w nocy w High Society club. Punktualnie o czasie laska się pojawia. Kupiłem jej pare piwerek, trochę potańczyliśmy i na hotel. W pokoju już nic ciekawego, ze 3 rundy zrobiliśmy. Co jest za to ciekawe w tej historii, to że w Angeles można puknąć bez płacenia nawet laski z go go’ów. Dla porównania, przez 6 lat w Tajlandii udało mi się to może ze 4 razy, w Angeles jakoś dużo łatwiej poszło.

Następnego dnia byłem umówiony z laską, która na spotkanie ze mną jechała aż z Manili (80 km). Na spotkanie przyszła z koleżanką, która od razu zakochała się w Marcinie, więc mieliśmy fajne 2 parki rozrywkowe. Trochę potańczyliśmy w High Society, upiliśmy laski tequilą i ściągnęliśmy je na hotel. Wydarzenia w hotelu były mega śmieszne, ponieważ jedna z nich chciała się ruchać w 4, a druga się wstydziła. Doszło do tego, że laski z siebie zszarpywały ubrania, kłóciły się która lepiej robi loda, etc. My nie mogliśmy przestać z tego się śmiać. A teraz najlepsze – nagraliśmy to na video 🙂 Oczywiście całego video wam nie mogę pokazać, dam wam pare minut i to też nieco ocenzurowane, ale całe video trwa około 15 minut i od śmiechów przeszło do czynów, a nasze dziewczyny w ogóle nie wstydziły się kamery.

Kolejnego dnia miałem wielką rozkminkę. To już nasz ostatni dzień w Angeles i nie wiedziałem, czy bardziej chce spędzić kolejną noc z ta panienką z Manili, czy przekonać się czy dotychczas miałem szczęście w wyłapywnaiu fajnych dupeczek, czy jest to tak proste, że codziennie można nową dorwać. Wybrałem opcje 2 – polowanie na nową, czego w sumie żałuje do dzisiaj, bo tamta z Manili jest naprawdę fajna i teraz ciężko będzie się nam ponownie zobaczyć. Tym razem zalogowałem się na Date in Asia i umawiałem randki prosto w hotelu. Po 2 godzinach bez żadnego problemu zjawiła się Filipinka z netu i po może 10 minutach już się dała zrobić. Ogólnie ciężko mi pomyśleć o miejscu gdzie łatwiej zaciągnąć do łóżka laskę, nawet w Tajlandii nie idzie to tak szybko. Na 7 dni, tylko jeden dzień minął bez seksu, więc wyjazd jest super.

Następnego dnia mieliśmy już bilety na Cebu, wyspę na południu Filipin. Nasi znajomi muszą jednak zostać w Angeles, bo jeden z nich trafił do szpitala i czeka na operacje. Więc ponownie pozostał duet Marcin i ja. O tym co się działo w Cebu dowiedzie się w następnym odcinku.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Raport z Filipin – dzień 1, 2 (Manila / Angeles)


I oto jestem. Mega niewyspany, na maksa zaruchany, ledwo stojący na nogach, acz szczęśliwy. Na Filipinach jestem z Marcinem, którego oprowadzam po nowym kraju. To znaczy sam siebie też oprowadzam, bo to mój pierwszy raz, ale generalnie ogarniam hotele, transporty, komunikacje i dziewczyny. Czyli ciężkie życie Forsakena, znowu się bujam po tropikach.

Filipinka, dziewczyny, Filipiny

Pierwsze wrażenia z Filipin – jest moc. Nie spodziewałem się, że jest jakiś kraj w Azji który może konkurować zajebistością z Tajlandią, ale jak widać człowiek uczy się całe życie. Filipiny są naprawdę fajną alternatywą dla Tajlandii.

We wtorek wylądowaliśmy w Manili i od razu w drogę dalej. Zwiedzanie stolicy zostawimy na ostatnie kilka dni. Zrobiliśmy jednak spory spacer po dzielnicy Pasay i skosztowaliśmy lokalnego jedzenia, które wbrew temu co wszyscy mówią, było całkiem niezłe w smaku i mniej więcej w tej samej cenie co w Tajlandii, czyli super. Manila jest podobno droga, czego jednak nie zaobserwowaliśmy, wręcz przeciwnie, ceny mniej więcej te same co w Bangkoku. Pewne produkty są droższe, inne tańsze, wychodzi na jedno. Alkohol jest minimum 30% tańszy, a w klubach nawet 50% / 60%.

W Manili zalogowałem się na portal randkowy i dostałem ze 30 wiadomości w przeciągu godziny. Telefon wibrował jak pojebany od notyfikacji. Na ulicy dziewczyny pożerały nas wzrokiem, co któraś nieśmiało zagadywała z jakimś „hello”. My jednak chcieliśmy jak najszybciej wyjechać z Manili, więc nie drążyliśmy tematu.

Internet – tragedia. Działa, nie działa. Kupiliśmy kartę sim i pakiet na miesiąc za 1000 peso. Czasami jest, czasami nie ma. Raczej nie ma. Dużo gorszy niż w Tajlandii.

Korki. Na początku nie wyglądało to tak źle, ale jechaliśmy 80km do Angeles 4 godziny więc było pod tym względem kurwa tragicznie.

Po dotarciu do Angeles dorwaliśmy mieszkanie 2 pokojowe, bardzo ładne, nowoczesne, z dużym living roomem za 32 euro, czyli bardzo dobra cena za taki standard.

W Angeles prosto do klubu High So na Walking street, bo było już późno. W środku wrażenie, że możesz mieć każdą laskę, ale jak wiemy to jest to Filipińska Pattaya, więc raczej byliśmy uważni, aby nie nadziać się na zakamuflowane dziwki. Jak chodziłem sam – czuje wszystkie oczy na sobie, bo średnia wieku u facetów to tam z 50 lat. Mieliśmy wrażenie, że jesteśmy jedynymi młodymi kolesiami w całym mieście. Anyway, jak chodziłem z Marcinem który ma blond włosy i duże mięśnie, to byłem prawie niewidzialny, co jest trochę irytujące. Dochodziło nawet do sytuacji gdy zagaduje laski, a one mi mówią „but I like your friend”.

Koło 4, 5 rano wyciągnęliśmy dwie Filipinki z pretekstem kontynuowania imprezy u nas na apartamencie. Na wejściu dziewczyna Marcina od razu ściągnęła sukienkę i biegała z cyckami na wierzchu. Powiedziałem mojej, że u nas się chodzi właśnie tak jak tamta, czyli nago i wszyscy się rozebraliśmy. Wyciągnąłem Jacka Danielsa i zapowiadała się konkretna orgia.

Orgii jednak nie było, ponieważ Marcin stwierdził, że idzie spać, bez ruchania, bo ma jet lag po samolocie z Europy. Jego laska próbuje wszystkich sił – wypina się, prowokuje śpi z otwartymi nogami, ale nic jej to nie dało, Marcin jej nie wyruchał (wiem, dziwny typ, haha). Ja moją zrobiłem pierwszy raz o 6 rano, potem o 10, potem o 15. Generalnie non stop się pukaliśmy i to z jej inicjatywny. Miała niezłe ciśnienie i w przeciwieństwie do Tajek była bardzo aktywna.  Rano (o 17) poszliśmy wszyscy razem na „śniadanie”. Wtedy po ubraniach obstawialiśmy, że ta moja z totalnie normalnym ubraniem (nieseksownym) i starym telefonem na którym nawet nie działa internet – nie jest dziwką, za to ta Marcina, wyzywająco ubrana i bardzo prowokująca – na pewno dziwka. Po obiadku nasze dziewczynki wsiadły w ten filipiński autobus (jeepney) i odjechały. Ale że jesteśmy dżentelmenami, to kupiliśmy im te bilety po 50 groszy, lol. Moja do mnie teraz wysyła smsy non stop kiedy się spotkamy, co jest dla mnie śmieszne, bo nawet w Tajlandii każdy używa aplikacji do porozumiewania się, a ta moja na jakiejś prahistorycznej Nokii smski pisze. Anyway, mega pozytywna dziewczynka, jeśli będę w Angeles na pewno się z nią jeszcze spotkam.

Druga noc znowu grubo. Wracamy do High So i sraaaa, party. Tym razem, aby się nie stresować czy to dziwki, czy też „normalne” lasencje, pierwsza laska do której podszedłem, po prostu zapytałem prosto z mostu czy tu pracuje, czy  przyszła się pobawić na imprezę. Powiedziała, że pracuje jako jakiś sales manager, więc, żeby było jasne, powtórzyłem pytanie: „czyli nie jesteś dziwką?” i zaczęła się śmiać, mówi że nie. Bawimy się więc z Filipinkami, do Marcina non stop podchodzą jakieś laski, ale on udaje trudnego, mówi, że chyba dalej mu się nie chce ruchać (dziwny typ, wiem :D). Koleżanka mojej próbowała Marcina zdobyć chyba z 15 razy, mnie pytała ze 3 razy co zrobić, aby go mieć i prosiła, abym go namówił. W końcu ta sama laska pyta, czy się zaopiekuje jej koleżanką (tą moją), bo ona chce ze mną dzisiaj spać. Z takim info od razu ją zabrałem do domu i sruuu, znowu to samo, zaraz przy wejściu ściągamy ubranka i w sumie były 3 rundy przez noc.

Ponownie szok – żadna Tajka się nie stara tak zadowolić faceta jak te Filipinki. Ona robiła dla mnie wszystko, nawet mówiła, że jest moim niewolnikiem i mam z nią robić co chce. Zakochałem się we wszystkich Filipinkach po tych 2 pierwszych. I jeszcze na koniec mi kurwa podziękowała i walnęła tekstem, że „nie mogę uwierzyć, że spędziłam noc z takim facetem jak ja”. Normalnie kosmos!

Następnego dnia musieliśmy zrobić check out o 11 rano, więc wstajemy po kilku godzinach snu. Pytam mojej ile potrzebuje na taxi, a one kategorycznie odmawia. Zdziwiłem się bo Angeles to największa dziwkarnia na Filipinach. W takim tajskim Pattaya naprawdę ciężko wyciągnąć jakąś normalną laskę, która nie jest dziwką (aczkolwiek jest to do zrobienia), za to w Angeles zero problemu. Oczywiście jesteśmy tu dopiero 2 dni, więc być może nie mówię obiektywnie, ale takie jest nasze pierwsze wrażenie. Można wręcz rzec, że tym dziewczynom bardziej zależy, żeby się z nami bujać, niż w drugą stronę. Raj na ziemi 🙂

Tego dnia zmierzamy do miasta o nazwie Olongapo.

Część 2 wkrótce!

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

 

Tajski nowy rok – dużo alkoholu, jeszcze więcej wody i seks!


Sabaidee pee mai, czyli szczęśliwego nowego roku! Tajlandia w spektakularnym szale wodnym celebruje przez 3 dni nadejście nowego roku.  Aktualnie na liczniku w Tajlandii wybiło już 2560 lat, liczone od dnia oświecenia Buddy, i choć świętowany jest dopiero teraz, to jednak w kalendarzu rok zmienia się już 1 stycznia, aby nie mieszać z resztą świata… Festiwal, będący największą bitwą wodną na świecie (lany poniedziałek do setnej potęgi), oficjalnie trwa 3 dni, w praktyce nawet 5, w zależności od regionu. Im bardziej na północ, tym bardziej dziko. Song Kran, bo tak nazywa się po tajsku festiwal, jest jedną z największych imprez na świecie.

Song kran, Tajski nowy rok

Song Kran jest znany również z tego, że na drogach ginie średnio 450 ludzi każdego roku oraz… że laski kurwią się na potęgę. To znaczy nie zrozumcie mnie źle – słowo „kurwią” ma jakiś negatywny wydźwięk. Ja tam się osobiście kurwie cały rok i nie uważam, że w korzystaniu z uciech życia jest coś złego, za to użyłem słowa „kurwić”, aby oddać skalę zjawiska. Bo czy w innych okresach roku zdarza się, aby dziewczyny pokazywały cycki na ulicy? W tym roku podobno groził za to nawet mandat w wysokości 5000 batów (z powodu żałoby narodowej po królu). I jak myślicie było? Wczoraj podeszła do mnie pijana Tajka, wyciągnęła cycki i mówi… liż kolego! Cóż miałem zrobić – ja jestem jak Rasputin, kobietom i alkoholu nie odmawiam. Pewnie część z was nawet w to nie uwierzy. Ale tak się właśnie tutaj dzieje w Tajski nowy rok. Z normalnych dziewczyn wychodzi demon dziwki, i nie mówią tutaj o tych zarabiających dupą koleżankach, a o normalnych, zwykłych dziewczynach którym whiskey uderza do głowy i bawią się grubo.

Tajki, Tajlandia, Nowy rok

Moim ulubionym miejscem do obchodzenia Song Kranu w Bangkoku jest Container Tawana w dzielnicy Bang Kapi, czyli 100% tajska impreza, gdzie jest się jedyną białą mordą pośród tysięcy ludzi. Ma to swoje plusy i minusy – z plusów, laski same podchodzą, żeby zrobić sobie wspólne zdjęcie, same zagadują, lub dają „zielone światło”. Z minusów, to jednak Tajowie płci męskiej robią się dosyć mocno zazdrośni i czasami trochę chamsko próbują wyeliminować konkurencję. Oczywiście bez żadnej agresji – Tajlandia to nie jest Polandia. Po imprezie w Container Tawana zawsze ma się kilka numerów, lub Line ID (taki lokalny Whats app), bo nawet jeśli sam nie wyciągasz, to Tajki pytają ciebie.  Ah, zapomniałem o najważniejszym minusie. Na całej imprezie po angielsku mówi może 1 na 100 osób, z całą resztą trzeba jechać po tajsku, ale dla chcącego wszystko jest możliwe.

Tajki Tajlandia, Nowy rok, Song kran

No i oczywiście nieśmiertelny Khao San – mordownia Bangkoku, nazywam to miejsce SAFARI, ponieważ Tajki wpadają tu polować na białasów. Jeśli nie umiesz znaleźć laski na noc na Khao Sanie w nowy rok, to chyba już nie ma dla ciebie nadziei  – to musi być najprostsze miejsce na ziemi, żeby poznać chętną dziewczynę.

Po Container Tawana pojechałem zajrzeć właśnie na Khao San i od przybytku człowiek robi się wybredny – wybiła 5 rano, a ja dalej bez laski. To znaczy, po drodze przylizałem się już chyba z pięcioma, cycków w ręce miałem jeszcze więcej, ale cały czas liczyłem, że może wpadnie coś jeszcze lepszego, aż minęła mi tak cała noc, hehe. Poznałem też kilka naprawdę epicko ładnych dziewcząt, których koleżanki zrobiły mi „cock block” (albo raczej „pussy block”), czyli nie pozwoliły im iść ze mną. Ale co się odwlecze, to nie uciecze, bo kontakty wziąłem.

tajka, nowy rok, song kran, sexy

Czy więc wróciłem sam do domu? Oczywiście, że nie. Na Khao Sanie nawet o 5 rano kręci się dużo dupeczek, więc ściągnąłem pierwszą lepiej prezentującą się Tajkę do siebie na chatę pod pretekstem wypicia więcej whiskey. Oczywiście ona mi non stop, że nigdy z nikim się nie rucha tak na jedną noc i mam obiecać, że nic nie będę próbował… LOL, słyszę ten tekst ze 2, 3 razy w tygodniu 😀

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

10 przykazań tajskich barówek – sekrety seksturystyki


Poniższy tekst jest tłumaczeniem z języka tajskiego. O tym na ile jest napisany jako żart, a na ile poważnie, zadecydujcie już sami. Suchy chodzą, że takie oto ulotki-instrukcje są dostępne dla każdej początkującej barówy, otrzymują je natychmiast po przybyciu do Pattaya, Bangkoku, lub Phuket.

Barówy, Pataya, Tajlandia, bar girls, Azja po zmroku

Tak Tajskie barówy widzą obcokrajowców. 

  1. Natychmiast ustal, czy bufallo (nazywanie kogoś buffalo w tajskim jest najgorszą obelgą – Michal F.) mieszka lub pracuje w Tajlandii. Jeśli tak jest, domknij tranzakcie jak tylko szybko się da. Istnieje bardzo mała szansa, że będziemy miały okazję położyć ręce na jego portfelu, poza tą jedną transakcją.  Farangi mieszkający w Tajlandii za dużo wiedzą i są ciężkim targetem. Mogą mieć nawet dobre koneksje i jeśli go zwodzisz lub oszukasz, będzie w stanie narobić kłopotów. Tak więc, o ile nie jest nadzwyczajnie przystojny, lub bogaty, spróbuj jak najszybciej wsiąść go na short time i wracaj do baru szukać turysty. Turyści są najbardziej profitowi ponieważ istnieje prawdopodobieństwo, że po powrocie do domu, dalej będzie wysyłał pieniądze. Jeśli klient ma na sobie tani krawat i niewypolerowane, tanie buty, białe skarpetki z biznesowymi spodniami, albo nie za bardzo chce kupić ci drinka, szybko zapytaj go czy jest nauczycielem angielskiego. Jeśli jest, zapomnij o okazywaniu mu szacunku jak w przypadku tajskich nauczycieli i szybo atakuj następnego klienta. Nauczyciele angielskiego zarabiają w miesiąc mniej niż my w tydzień, więc nie ma wyjątków.
  2. Zawsze dawaj klientom swój numer lub email (poza nauczycielami angielskiego – im nie dawaj, bo będą non stop pisać licząc na darmowe boom boom). Nawet jeśli buffalo śmierdzi, jest gruby, bardzo brzydki, lub ma włosy na plecach, a nawet jeśli odmawia wsiąść prysznic, daj mu kontakt do siebie. Zachęcaj go do odezwania się, gdy powróci do Tajlandii. Kiedy pojedzie, napisz mu dlaczego powinien wysłać ci pieniądze – chory buffalo, chorzy rodzice, bracia, tsunami, etc. Ah, i nie obawiaj się, że kłamanie to zła karma. Takie rzeczy i tak się będą dziać, jeśli jest Khun Jai Dee (osoba z dobrym sercem – Michal F.), to wyśle 20,000, a może więcej. Jeśli jest Khun Kee noew („skąpiec” po tajsku – Michal F.), wyśle mniej ściemniając, że funt lub dolar ma mniejszą wartość. To nie jest prawda. Banknoty dalej mają taki sam kolor. Kłamcy. Nigdy się nie poddawaj, proś o kasę każdego miesiąca. Jeśli po 6 miesiącach nic nie dostaniesz, powiedz mu, że masz urodziny za kilka dni. To zazwyczaj działa, ale nie licz na więcej niż marne 5,000. Tanie dranie.
  3. Zawsze mów buffalo, że „thai men no good”. Powinnaś to powtarzać każdemu klientowi. Jeśli usłyszą to wystarczającą ilość razy, uwierzą w to. Jeśli buffalo kiedykolwiek zobaczy cię z twoim pua (po tajsku „mąż” – Michal F.), powiedz mu, że to twój brat.
  4. Jeśli masz mniej niż 25 lat, zrób sobie włosy na blond, pomarańczowy albo jakiś inny jasny kolor i złóż aplikację w Baccara na Soi Cowboy, lub Ranbow 2 w Nana Plaza. Jasny kolor włosów jest bardzo popularny wśród Japończyków i Koreańczyków. Japońscy klienci są najlepsi z powodu zasady 4 (4 cale, 4 minuty, 4000 batów). Pamiętaj, że musisz wydusić z nich ile kasy się da w ten jeden raz, ponieważ oni są inni niż buffalo farangi, i prawie nigdy nie wysyłają kasy z domu. Anyway, ich angielski jest beznadziejny, nawet gorszy niż nasz, więc nie masz nawet co zostawiać kontaktu do siebie.
  5. Istnieje wielu złych ludzi którzy próbują powstrzymać nas przed zarabianiem pieniędzy od buffalo. Strzeż się ludzi którzy zadają zbyt wiele pytań, lub kupują dużo lady drinków, ale nie płacą bar fineu. To może być diabeł. Również, nie dawaj im robić sobie zdjęcia. Oni to wrzucą do internetu i każdy będzie cię widział. Jeśli buffalo który wysyła ci pieniądze zobaczy to zdjęcie, możliwe że przestanie wysyłać.
  6. Buffalo roo mak (wiedzą za dużo – Michal F.) w dzisiejszych czasach. Szkoły języka tajskiego stają się tak popularne jak sklepu 7/11 i nawet przyjeżdżający na wakacje mówią czasami dobrze po tajsku. To są diabły, zagraniczne buffalo, które często udają, że nic nie rozumieją, ale szpiegują o czy rozmawiamy. Jak śmią?! Kiedy rozmawiasz z koleżankami, lepiej używaj Laotańskiego lub Khmerskiego (1/3 wszystkich Tajów zna język laotański, który jest uważany za dialekt tajskiego – Michal F.). Używanie Laotańskiego jest bezpieczniejsze, ponieważ buffalo zawsze szukają jak nas zrobić w bambuko. Strzeż się, niektórzy z nich są nawet w stanie rozumieć tajskie dialekty.
  7. Jeśli spotykasz bogatego, hojnego buffalo, zaproś go do swojej wioski. Upewnij się, że cała wioska powita go huczną kolacją. On zapłaci. Upewnij się, żeby wynegocjować 10% prowizji od restauracji. Nie pozwól mu spać w hotelu, zabierz go do domu rodzinnego. Pozwól mu zobaczyć i poczuć prawdziwy tajski dom. Zrobi mu się żal i jeśli zagrasz to dobrze, zaoferuje, że zbuduje ci lepszy dom. Wyślij swojego tajskiego chłopaka do domu sąsiada na pare dni, a jeśli nie da się, przedstaw go jako brata. Jeśli masz już  jeden dom zbudowany przez innego buffalo, idź do domu wujka lub ciotki i przedstaw ich jako swoją rodzinę. Te same zasady obowiązują. Jeśli będziesz dobra, być może dostaniesz drugi dom.
  8. Zlokalizuj wszystkie Western Union i Moneygram w okolicy. Zabierz ulotki i dawaj buffalo, żeby wiedzieli jak wysyłać pieniądze. Otwórz różne konta bankowe i zawsze miej jedno konto na którym jest tylko 1000 batów. Ukrywaj swoje oszczędności na innym koncie. Buffalo są głupi, więc się nie połapią.
  9. Przyłącz się do „3 am club”. Tam zawsze późno w nocy są jakieś dziewczyny. Zaprzyjaźnij się z nimi i wymień numerami telefonu. Kiedy idziesz z Buffalo, możesz powiedzieć koleżance, żeby zadzwoniła o 3 w nocy i będziesz w stanie wyjść od buffalo pod pretekstem “My friend lost key for loom.”, „mother came visit from province”, „baby sick and must go to ban nok to take care”, etc. Po tym możesz spokojnie iść do domu z zarobioną kasą, wydać na jakiegoś fajnego Taja z 6packiem, albo pójść do swojego chłopaka lub męża. Nie przejmuj się buffalo. Wszystko co wcześniej ustalaliście jest nieważne. Powiedz mu, że musisz iść i skasuj go za long time. Jeśli protestuje, zacznij krzyczeć i awanturować się. Zagróź, że rozwalisz mu laptopa lub aparat. Powiedz, że pójdziesz na policje. Jeśli jest balkon, powiedz, że wyskoczysz, żeby się zabić. Kilka minut awantury i zarobisz dodatkowe 1,500 do 3,000 batów.
  10. Miej 2 telefony. Upewnij się, że jeden z nich to starszy model. Pokazuj buffalo tylko ten starszy. W nocy daj mu najlepszy czas życia, rano druga runda. Potem zabierz go prosto do Tuk Com. Na śniadanie zamów ile się da, to czego nie zjesz, możesz zabrać do domu na później. Po jedzeniu pójdź na drugie pięto do stoisk z telefonami. Znajdź najdroższy i najnowszy telefon i zacznij się na niego gapić. Upewnij się, że on zobaczy łzy w twoich oczach nie odchodź dopóki nie kupi telefonu. Jeśli odmawia, zacznij płakać. Buffalo robią wszystko co chcesz jeśli zaczniesz płakać. Jeśli kupi ci telefon, zostań z nim pare dni i zabierz go to sklepu ze złotem. Powtórz wszystkie kroki aż kupi ci złoto. Jak tylko wyjedzie, możesz wymienić zdobycze na pieniądze w lombardzie.
Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku