Azja, związki

Podcast o życiu w Azji – czy język jest przeszkodą w związkach?


W dzisiejszym poście przedstawiam wam transkrypt z wywiadu który jest dostępy w wersji oryginalnej, po angielsku, na moim kanale YouYube. Wideo ma polskie napisy, natomiast tutaj umieszczam cały transkrypt dla wygody. Tekst pisany może wyglądać trochę dziwnie, nie tylko dlatego, że jest tłumaczeniem z angielskiego, ale przede wszystkim z tego powodu, że rozmowa potoczna zazwyczaj charakteryzuje raczej słabą składnią i miejscami gramatyka dosłownie kuleje. Mimo wszystko, treść jest zrozumiała.

Michal Forsaken: Ok, ten odcinek będzie w języku angielskim, ponieważ jestem z moim przyjacielem, który nie zna języka polskiego i oczywiście umieszczę tu napisy z tłumaczeniem, itd.  Powód dla którego przeprowadzam ten wywiad jest taki, że pewnego razu, zobaczyłem konwersacje na Facebookowym forum i było to coś w rodzaju faceta, który próbuje – nie chcę powiedzieć, importować – ale zaprosić swoją filipińską dziewczynę do Polski, gdzie mięli razem zamieszkać. Pytał on o drogę prawną, a może opinię, i oczywiście nikt nie przejmowałby się tym tematem. Sęk w tym, że mieli oni mały problem, a mianowicie, ów Polak nie mówi po angielsku. Oczywiście większość Filipińczyków zna angielski. Czasami mówią nie za dobrze, niektórzy z nich bardzo dobrze, a inni lepiej ode mnie, ale tak naprawdę nie ma to znaczenia. Rzecz w tym, że ​nasza para ​nie zna wspólnego języka, a większość komentarzy pod tym wątkiem to komentarze hejterskie, ponieważ wiesz, kiedy nie mówisz wspólnym językiem, jakiego rodzaju związku można oczekiwać? I to nas tutaj sprowadza. Zdecydowałem się przeprowadzić wywiad z moim przyjacielem, ponieważ ma on do opowiedzenia interesującą historię i jest to trochę związane z tematem, więc może zaczniemy od tego, że się przedstawisz. Czy możesz powiedzieć coś o sobie?

Hiszpan: Pochodzę z Hiszpanii. Przyszedłem tu (do Azji) sześć lat temu i przez ten czas
spotkałem wiele dziewczyn, ale ostatecznie skończyłem z dziewczyną z Laosu. Nie mówię po laotańsku. Mówię trochę po tajsku, ale nie mówię po laotańsku w ogóle, a moja dziewczyna nie mówi ani słowa po angielsku.

MF: Na chwilę ci przerwę, bo teraz faktycznie porozumiewasz już się w języku tajskim całkiem nieźle, ale na początku, kiedy poznałeś swoją dziewczynę, twój tajski był po prostu niemalże nieistniejący, zgadza się?

H: Właściwie to zerowy. Mój plan był taki, że stworzę związek z dziewczyną która nie potrafi mówić po angielsku, dzięki czemu będę mógł nauczyć się tajskiego. Coś w tym stylu.

MF: Kilka rzeczy do wyjaśnienia tutaj: dlaczego mój przyjaciel chciałby nauczyć się tajskiego od Laotanki? Laos nie jest Tajlandią, ale faktem jest, że większość  Laotańczyków mówi w języku tajskim całkiem dobrze, wiele z nich mówi płynnie po tajsku, co jest zabawne, zważając na to, że co najmniej 30% Tajów mówi w dialekcie zwanym Issan, który zasadniczo jest językiem Laotańskim, więc to jest rodzaj dziwnej wymiany kulturalnej, w której ludzie z Laosu mówią po tajsku i Tajowie mówią po laotańsku. Ale najważniejsze jest to, że kiedy spotykasz ludzi z Laosu w Tajlandii, zazwyczaj mówią oni płynnie po tajsku. Czy chcesz coś dodać?

H: Cóż, nie jest tak w tym przypadku, ponieważ zmagamy się czasami z językiem, np. gdy ja się zacinam próbując znaleźć jakieś słowo po tajsku i mówię jej, aby mi pomogła i powiedziała jak to słowo brzmi, ona często mówi „nie wiem, nie wiem”, lub już po kilku chwilach nudzi się tłumaczeniem. Ale myślę, że to dlatego, że ona nie jest bardzo zaradną dziewczyną. Nie powiedziałbym, że moja dziewczyna mówi 100% płynnie po tajsku, ale na pewno mówi wystarczająco dobrze. Ona pracuje z Tajami, jest otoczona Tajami. Ale nie mówi na tyle dobrze, aby być nauczycielem.

MF: W porządku. Wiesz lepiej ode mnie. Miałem wrażenie, że ludzie z Laosu mówią absolutnie płynnie, perfekcyjnie po tajsku. Ale całkowicie ci wierzę, jeśli mówisz, że tak nie jest, a może nie w przypadku twojej dziewczyny.

H: Chodzi o pisanie (po tajsku)

MF: Ah pisanie, tak, w Laosie mają inny alfabet, jednak oba alfabety pochodzą z sanskrytu, który jest starożytnym językiem indyjskim, tak jak łacina w Europie, więc są one bardzo podobne do siebie.

H: Laotański jest uproszczoną formą tajlandzkiego, więc nie mają niektórych samogłosek i spółgłosek które istnieją w tajskim. Tak więc, Laotańczykom zajmuje nieco więcej czasu, aby przystosować się do tajskiego, podczas gdy Tajowie potrafią szybciej załapać laotański.

MF: Tak, tajski jest trochę zwariowany jeśli chodzi o ilość znaków w alfabecie. Ile ich jest?!

H: Czterdzieści cztery spółgłoski, dwadzieścia osiem samogłosek plus kilka symboli dla tonów.

MF: Tak jak w języku polskim mamy „u” i „ó” które są tym samym dźwiękiem, w tajskim podobnie jest 5 różnych „K”, 5 „T”, itd, a tak naprawdę nie ma tam różnicy w wymowie, jest to po prostu ortografia, co przekłada się na to, że są ludzie w Tajlandii którzy nie są w stanie pisać poprawnie. Natomiast ludzie w Laosie zrobili coś mądrego, a mianowicie  usunęli wszystkie podwójne i potrójne litery z alfabetu.

W każdym razie, rzeczą o którą chciałem cię zapytać, jest to, gdzie właściwie poznałeś swoją dziewczynę? Czy możesz przybliżyć okoliczności takie jak, gdzie spotkaliście się po raz pierwszy i co się stało? Wiesz, po prostu opowiedz nam tą historię.

H: Cóż, to bardzo krótka historia. Poznaliśmy się na jednej aplikacji randkowych. Nie pamiętam która z nich, może Skout, prawdopodobnie Skout. A potem zaprosiłem ją na kolację, na co powiedziała „nie, jestem na diecie”. Zapytałem więc czy może w takim razie wyjdzie na piwo, na co stwierdziła, że „nie, nie piję”. Mówię więc, w porządku, co w takim razie robimy, a ona zwyczajnie powiedziała mi, żebym zabrał ją do siebie. To był początek historii, która nie zakończyła się do dziś.

MF: Czy mogę zapytać, w jakim języku rozmawialiście? Ponieważ wiem, że niektórzy Azjaci potrafią pisać po angielsku całkiem nieźle, potrafią czytać po angielsku, natomiast z mówieniem bywa naprawdę źle. Czy używaliście angielskiego, czy tajskiego? A może wygadało to jeszcze inaczej?

H: Nie mówiłem wtedy po tajsku, może tylko podstawowe zwroty takie jak Sawadee krub i inne bzdury które zna każdy turysta. Myślę, że używaliśmy angielskiego, być może za pomocą google translator lub coś w tym stylu.

MF: Właściwie to mam pytanie na ten temat, ponieważ ostatnio jeden z czytelników mojej strony powiedział, że tłumacz Google działa bardzo źle z angielskiego na laotański.

H: Tak, bardzo źle, na tajski również źle. Ale z podstawami daje jakoś radę, wiesz, rzeczy typu „ruchnijmy się”, „klękaj”. Wiesz, tego typu zwroty. Podstawowe sprawy.

MF: Haha, czy to są zwroty  których używasz ze swoją dziewczyną?

H: Każdego dnia.

MF: Ale tak na prawdę moje pytanie brzmi: jeśli musisz porozmawiać z osobą z Laosu za pomocą translatora, to czy lepiej tłumaczyć z angielskiego na tajski – który zazwyczaj i tak znają – czy z angielskiego na laotański?

H: Wydaje mi się, że z angielskiego na tajski, ponieważ tajski jest dużo bardziej popularny. Ile ludzi mieszka w Laosie?

MF: Zdaje się, że cztery lub pięć milionów, to bardzo mały kraj, jak Norwegia.

H: Porównujesz Laos do Norwegi? Laos to jeden z tych zapomnianych krajów nad brzegiem Mekongu.

MF: Tak, jeśli ktoś chce przeżyć zupełnie unikatową przygodę, Laos to jedno z tych miejsc, gdzie można się udać i zobaczysz dżunglę, góry, itd.

H: Jeśli szukasz spokoju i ciszy, na pewno.

MF: To jeden z rozwijających się krajów, zapomnij o restauracjach, barach, imprezach, internecie. To znaczy, wiem, że w Vientiane jest internet, ale nigdy nie zagłębiłem się w prowincję Laosu. A więc nie wdawajmy się w ten temat, ponieważ nie jesteśmy pewni. Byłem w Laosie 3 razy, zawsze zatrzymywałem się w stolicy, która jest jak najgorsza możliwa wiocha.

H: W Vientiane można złapać internet z Tajlandii, która znajduje się po drugiej stronie rzeki.

MF: Tak zgadza się, Vientiane jest tak blisko Tajlandii, że podchodząc blisko do brzegu Mekongu, można złapać tajską sieć.

A może powiesz nam coś więcej o swojej dziewczynie? Czy możesz ją opisać?

H: Cóż, wybrałem moją dziewczynę na Skoucie z oczywistych powodów. Poznaliśmy się i od razu poczułem, że pociąga mnie. Pociągało mnie jej ciało. Tak było na początku, a później, ponieważ w tym okresie pracowałem przez internet na nocną zmianę, pewnego dnia powiedziałem: „tutaj masz klucze, ponieważ śpię w trakcie dnia, ale potrzebuje towarzystwa w nocy, więc jeśli chcesz przyjść, to oto klucze do mojego mieszkania. To był początek historii, która nie zakończyła się do dziś.

MF: Okej, w porządku. Następne pytanie, czy możesz powiedzieć nam ogólnie, jak to jest żyć razem z kimś, kiedy, wiem, że teraz już potrafisz komunikować się po tajsku, ale na początku twój tajski był bardzo podstawowy. I tak w ogóle, zauważyłem. że przez lata twój tajski bardzo się polepszył. A więc jak to było w początkowym etapie, gdy, nie wiem jak to ująć, mówiłeś po tajsku jak przedszkolak. Jak wyglądało wasze wspólne życie?

H: Cóż, to może zabrzmieć trochę jak sprzed dwóch wieków, ale tak właśnie to wyglądało. Ona czekała na mnie w domu, kiedy wracałem z pracy, przygotowywała dla mnie posiłek, a mieszkanie było posprzątane i wszystko wyglądało doskonale, tak jak wyglądało to 200 lat temu w Europie. Wiesz jak jest w Europie, wszystkie koszty dzieli się pół na pół. Potem przyjeżdżasz do Tajlandii i nagle jesteś odpowiedzialny za dziewczynę (finansowo), ale oczywiście Azjatka daje ci coś, czego europejska dziewczyna nie da ci nigdy.

MF: To ciekawe, że wspominasz o płaceniu za wszystko pół na pół, ponieważ wyjechałem z mojego kraju, gdy miałem 18 lat, czyli 13 lat temu, także może nie jestem do końca na bieżąco, ale z tego co mówią mi ludzie, w Polsce nie jest tak do końca. Podobno trzeba wydać trochę kasy na dziewczyny, lub nie są zainteresowane. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia o Polsce, powtarzam tylko to co mówią mi ludzie. Muszę się jednak zgodzić, że kiedy mieszkałem w Anglii i miałem moją francuską dziewczynę przez cztery lata, wszystko było 50/50. Ona dosłownie obraziłaby się, gdybyśmy nie podzielili rachunku pół na pół.

H: Tu nie jest tak. Tutaj nie wpada się na pomysł podzielenia rachunku pół na pół. Jako facet masz zapłacić za rachunek, ale kiedy myślisz o wszystkich korzyściach, które masz w zamian za pokrycie tego typu kosztów, ostatecznie dostajesz więcej.

MF: Zgadzam się. To normalne w Azji. Feminizm nigdy nie dotarł do Azji, tutaj dalej mężczyzna jest mężczyzną, a kobieta jest kobietą i naprawdę preferuję gdy wygląda to w ten sposób. Nie mam nic przeciwko płaceniu za czynsz. Nie mam nic przeciwko płaceniu za restaurację, itp. Podoba mi się fakt, że ona wyczyści moje ubrania, zrobi pranie, ugotuje mi coś. Naprawdę to lubię i nigdy nie zamieniłbym się. Nigdy nie będę na to narzekać i jeśli w zamian muszę zapłacić za kolację, niech tak będzie.

H: To jest ogromna poprawa w porównaniu z Europą, gdzie wszystko jest dzielone pół na pół więc jest taniej, ale jaka jest ostateczna cena którą płacisz?

MF: To przypomina mi to pewną historię, gdy moja francuska dziewczyna, z którą przez cztery lata wspólnie mieszkałem w Londynie, mówi: „nigdy nic nie gotujesz dla mnie, nigdy nie sprzątasz w domu i to i tamto”. Ona była naprawdę okropna! I mam nadzieję, że teraz tego słucha, haha. Gdy pierwszy raz ugotowałam dla niej, narzekała, że jedzenie nie było tak dobre, jak oczekiwała. Muszę przyznać, że nie wkładałem zbyt wiele wysiłku w ten posiłek, ale tak naprawdę, kiedy gotujesz dla swojej dziewczyny, a jej komentarz brzmi: „spodziewałem się czegoś lepszego niż to”, to wtedy myślisz sobie „co do cholery”.

H: Teraz, kiedy o tym mówisz, pamiętam, że miałem dziewczynę z północno europejskiego kraju. Byliśmy razem przez 14 lat. Zgodziliśmy się na harmonogram; w tym tygodniu ty zmywasz naczynia, a w następnym tygodniu robisz coś innego i zamieniamy się. Chodzi o to, że wiesz, nikt nie lubi myć talerzy, nikt nie lubi myć brudów innych, także każdego tygodnia mieliśmy kłótnie o to i o to kto jest brudniejszy. Na serio to było jak piekło. A Azjatki? One sprzątają, gotują, robią wszystko, a ty po prostu musisz być facetem.

MF: Haha, nie będę tego edytował. Niech wszystkie dziewczyny słuchają! I tak, pewnie będą cię nienawidzić, ale nieważne. Jeśli jakaś dziewczyna chce nienawidzić mojego znajomego z Hiszpanii, nienawidź go, haha.

Inna rzecz o którą chciałem zapytać to wasz typowy dzień razem. Jeśli mógłbyś opisać swój dzień od rana do nocy, ponieważ mieszkasz wspólnie ze swoją dziewczyną. Pry okazji, otwórz piwa, bo nie będziemy tak na sucho siedzieć. Zasadniczo, nie musisz wchodzić w szczegóły o której się budzisz, chyba że chcesz, ale mógłbyś po prostu powiedzieć nam swój typowy dzień, co robisz, jak często się z nią widzisz. Po prostu opowiedz nam o swoim przeciętnym dniu.

H: Naprawdę nie mam określonego czasu kiedy się budzę ponieważ pracuję online dla chińskich firm, a mój dzień pracy zaczyna się około 4 po południu. To zależy od dnia kiedy się budzę. Czasami budzę się o 6, dzisiaj o 4, inne dni o 9, 8. Moja dziewczyna kończy pracę o północy, czasami o 1.

MF: Możemy się dowiedzieć co ona robi?

H: Ah, ona… Może nie.

MF: Ale to nic wspólnego z życiem nocnym, etc? (<<<imigranci z Laosu w Tajlandii zazwyczaj wykonują proste prace typu praca na budowie lub sprzątanie za kwoty typu 5000 batów miesięcznie>>>)

H: Nie, nie, nic takiego. W każdym razie, kiedy ona wraca do domu, zazwyczaj ja już śpię. Budzimy się rano, ona otwiera oczy około 10 rano, a potem zaczyna oglądać filmy na Facebooku po tajsku, a potem wiesz, idę robić trochę rzeczy na komputerze i około południa ona pyta „hew leaw mai? (czy jesteś już głodny) mówię, że tak i wtedy ona dla mnie gotuje, ale sama nie je, mówi, że jest najedzona. Tak to wygląda. Budzi się, robi śniadanie. Wcześniej to ja robiłem sok z owoców, którym się z nią dzieliłem, a potem ona znów zasypia, budzi się około południa i ogląda filmy.  I tak to już jest. Potem znowu pyta: czy jesteś głodny? Tak, jestem głodny, dobra, zróbmy obiad. Co robi po obiedzie? Wraca do łóżka. Pyta czy chcesz ze mną dzielić łóżko? Tak, chcę. Wtedy często mamy „pinga pinga” (seks), ona idzie do pracy około 3.  Godzinę później ja zaczynam mój dzień pracy  i tak to jest. Mogę powiedzieć, że naprawdę nie mamy szansy znudzić się sobą nawzajem, co mogłoby być bardzo łatwe z taką osobą, z którą nie dzieli się zbyt wielu punktów kulturowych, nie znasz wspólnego języka i tak naprawdę nie mamy nic wspólnego ze sobą. Aczkolwiek ten związek jest wygodny dla nas obojga.

MF: Okej, w porządku, to interesujące. Chociaż mówiąc szczerze, robię się trochę pijany i zapominam o czym mówiłeś, haha. Anyway, wierzę, że planowaliśmy 10 minutowe video, a chyba mamy już nagrane z pół godziny, ale tak zawsze się dzieje. Dlatego lepiej tworzyć filmy razem.

Inna rzecz którą chciałem z tobą przedyskutować to różnice kulturowe. Czy miałeś kiedyś sytuację w której twoja europejska kultura była tak odmienna od twojej laotańskiej dziewczyny, że było to czymś w rodzaju plaskacza w twarz, hehe?

H: Jest wiele takich rzeczy, ale najbardziej zauważalne jest dla mnie, nie wiem, czy jest na to jakieś słowo, ale ogólnie, my, Europejczycy, myślę, że mamy poczucie potrzeby poprawy siebie samych.

MF: Całkowicie się z tobą zgadzam. Ty ukończyłeś już studia magisterskie i chcesz je dalej kontynuować naukę. Nie wiem czy już o tym wspominałem, ale poznaliśmy się właśnie na uniwersytecie gdzie studiowaliśmy razem. Osobiście uważam, że życie jest ciągłym procesem uczenia się i w chwili, gdy stajesz się leniwy, przestajesz uczyć się nowych  rzeczy, zasadniczo wypadasz poza wyścig szczurów.

H: Mogę powiedzieć, że Laotańczycy, Tajowie i ludzie w tych regionach, są konformistami. Coś w stylu, jeśli mam pieniądze aby zjeść jutro, po co martwić się o przyszły tydzień? I to coś, co nie chce mówić wkurza mnie, ale jest bardzo krótkowzroczne. To dobrze gdy możesz sobie zapewnić byt na jutro, ale powinno się myśleć na lata do przodu, 5 lat, i nie tylko, wyobraź sobie, że masz rodzinę, chociaż ja jej nie posiadam, i musisz zagwarantować im byt, do czego naprawdę potrzebny jest plan. Trzeba myśleć o przyszłości. Natomiast Tajowie, Laotańczycy, Birmańczycy, etc, naprawdę nie patrzą w przyszłość dalej niż na tydzień do przodu.

MF: Muszę się z tym zgodzić. Często powtarzam, że Tajowie, jeśli potrzebują 200 batów aby przeżyć dzień, najlepszą opcją jest dla nich pracować tak długo aż zarobią te 200 batów, po czym wywalić się na hamak na resztę dnia. Oczywiście to duże uogólnienie, są ciężko pracujący ludzie, którzy mają swoje biznesy i pracują 12 godzin dziennie, ale to takie ogólne postrzeganie Tajów które mam. Nie chcę mówić wprost, że są leniwy, bo będą mnie za to nienawidzić, ale z naszej europejskiej perspektywy, gdzie zapieprzamy w pracy, tak właśnie to wygląda.

H: To jest moja własna teoria, ale myślę, że klimat ma tu znaczenie i stąd wynika ich myślenie. Tajlandia i Azja południowo-wschodnia jest miejscem gdzie zima nigdy nadchodzi. Oni nie muszą gromadzić zapasów na zimę. A więc tak długo jak mogą jeść następnego dnia, kto się przejmuje zimą, która nigdy nienastanie. Jak mawiamy w Hiszpanii, „głodne krowy nigdy się tu nie pojawią”. To jest kraj szczęściarzy.

MF: Tak, muszę się z tobą zgodzić. Miałem takie same wrażenie. Fakt tego, że niezależnie co robisz w życiu, jutro zawsze w rzece będą ryby, na drzewach owoce, a słońce będzie świecić…

H: I to jest tym co kształtuje Tajów. Jeśli chcemy ich zrozumieć z naszego europejskiego punktu widzenia, oczywiście wyglądają na bardzo leniwych. Natomiast jeśli zadasz sobie trud aby zrozumieć Tajów z tajskiego punktu widzenia, może tak właśnie ma być. To nie nasz styl, bo my jesteśmy uwarunkowani Europą, w zupełnie inny sposób.

MF: Ok, video robi się naprawdę długie. Z 10 minut zrobiła się chyba godzina? Ostatnie pytanie które mam, załóżmy, że nie masz dziewczyny i w przyszłości będziesz jej szukać, to jest oczywiście pytanie retoryczne, ale zapytam i tak. Gdybyś mógł wybrać pomiędzy Europejką lub Azjatką, która byłaby twoim wyborem i dlaczego?

H: Cóż, zawsze wybiorę Azjatkę. Nie chcę być niegrzeczny, ale tu nie chodzi tylko o względy fizyczne. Oczywiście, Azjatki są mniejsze pod każdym względem, nie chcę zgłębiać się w detale, niech twoja wyobraźnia dokończy, co z perspektywy faceta jest fantastyczne, przynajmniej dla mnie. Azjatki są jak takie małe laleczki nawet w wieku 40 lat, nawet wtedy wyglądają dobrze.

MF: One zawsze wyglądają młodo aż do menopauzy.

H: Tak, po menopauzie nagle jest boom, robią się grube, brzydkie i nawet wyglądają na starsze niż europejki.

MF: Tak, wtedy w jednym momencie zmieniają się w babcie. Natomiast przez większość życia, cholera, są niesamowite. Ale oczywiście chodzi o więcej niż wygląd. Mógłbym mówić o tym długo, ale teraz robię wywiad z tobą. Ty o tym powiedz.

H: Moja opinia jest taka, że nigdy w europie nie znajdę nikogo kto miałby mnie w myślach 24/7. Czy jesteś głodny? Czy wygodnie ci? Czy twoje ubrania są wyprane? Cy wszystko w porządku? Tego już się nie da znaleźć w europie. Anyway, ktoś kto mógłby mnie mieć w centrum swojego wszechświata, to się nigdy nie wydarzy z europejką, chyba że… w sumie to nigdy nie wiadomo.  Ale na pewno jest to mało prawdopodobne, podczas gdy tutaj, jest to standard. Musisz po prostu grać swoją rolę i pozwolić kobiecie być sobą. I wiesz, proste życie.

MF: Co ja mogę dodać od siebie, moja aktualna dziewczyna, w przeciwieństwie do mojej francuskiej dziewczyny która krzyczała na mnie, gdy jedzenie nie było wystarczająco dobre dla jej standardów, haha. I co jest śmieszne, gdy byliśmy razem, wydawało im się, że mieć dziewczynę z Francji jest takie cool, można powiedzieć, że byłem z tego dumny, a teraz myślę, że nigdy prze nigdy nie chciałbym mieć dziewczyny z Francji, lub z innego kraju Europy zachodniej. Podziękuje za to. Nawet dziewczyny w Polsce są dużo lepsze niż dziewczyny z krajów europy zachodniej, jest różnica. Anyway, aby dać ci porównanie, moja dziewczyna, pomimo tego, że nie jest nadto zainteresowana niegrzecznymi rzeczami, każdego dnia pyta mnie, czy ją chce. Ona pracuje na nocną zmianę dla jednego z największych biur podróży i przed pracą zawsze mnie pyta czy ją chce. I wydaje mi się, że jest to naprawdę urocze, bo wiem, że nie chodzi o to, że ona tego chce, tylko dba o mnie tak bardzo, że chce się upewnić, czy ja tego chcę. I to jest jedna z tych rzeczy.

Inna sprawa, ja lubię zdrowe jedzenie, itd, nudy, i ona robi dla mnie shejki warzywne każdego dnia. Wiesz, myje warzywa proszkiem do pieczenia aby wyczyścić je jak należy, miesza to z jabłkami, pomarańczami, burakami i każdego dnia robi to dla mnie, co jest dla mnie naprawdę urocze, bo ona wie, że lubię zdrową dietę i każdego dnia robi dla mnie szejk warzywny. I oczywiście ja muszę płacić za nasz czynsz i kiedy wychodzimy gdzieś, ja zawsze pokrywam rachunek, ale kompletnie mam to gdzieś.

H: Tak samo jest z moją dziewczyną. Kiedy powiedziałem jej, że ryż jest zły i sprawia, że jest się grubym, wiesz chleb, węglowodany, cukry i inne dziadostwa które je się w Tajlandii na co dzień. Bo wiesz, mamy tą koncepcje, że Tajowie są chudzi i zdrowi, ale to się zmieniło. Stają się coraz bardziej amerykańscy. I kiedy wyjaśniłem mojej dziewczynie wszystkie złe rzeczy o węglowodanach, zaczęła gotować tak jak twoja. Nie używa ryżu, węglowodanów, nauczyła się robić to porządnie i zdrowo. I kiedy wreszcie to pojęło, ja nie muszę mówić jej nic ponad to, ona już wszystko wie i robi.

MF: Mówiąc o związkach międzynarodowych, i ma na myśli związki między kulturowe, czy często się kłócicie?

H: Nie. Zważając na to, że nie mówimy we wspólnym języku, raczej to się nie zdarza.

MF: Ok, myślę, że to by było na tyle. Oryginalnie mieliśmy rozmawiać 10 minut, wyszło chyba trochę dłużej. Tak więc, dziękuje za wywiad.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na zamkniętym forum Forum Azja Po Zmroku,tylko dla facetów! Mamy już prawie 5000 użytkowników i można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy o Azji.

Nie zapomnij też subskrybować kanał YouTube. Na razie nie wrzucam filmów regularnie, co jednak planuje zmienić w najbliższej przyszłości.

Siem Reap – raport z Kambodży


Pomimo tego, iż Siem Reap nie należy do moich ulubionych zakamarków Azji, co jakiś czas bywam tu służbo, jest to bowiem jedno z głównych miast na szlaku turystycznym Azji, które co roku przyciąga ponad milion turystów. Główną atrakcją są oczywiście ruiny starożytnego Imperium Khmerskiego, a najsłynniejsza świątynia – Angkor Wat – jest największym obiektem kultu religijnego na świecie. Więcej o tym co robić w Siem Reap w trakcie dnia możesz przeczytać tutaj. A co dzieje się w Siem Reap po zmroku?

Klub Temple, Kambodża, Siem Reap

Klub Temple, Kambodża, Siem Reap

Siem Reap nie jest idealnym miejscem do życia nocnego. Imprezy owszem są, piwo i whiskey leje się litrami za śmieszne pieniądze, bo podatek na alkohol wynosi zaledwie 20%, w efekcie czego, nawet w dużych klubach nocnych piwo kosztuje niecałego dolara. Poznanie normalnej dziewczyny (nie za kasę), porównując do krajów sąsiednich, czyli Wietnamu i Tajlandii, jest generalnie trudniejsze. Zaznaczam, że nie jest niemożliwe i poniżej opisze jak mi się udało, natomiast tradycyjnie w kulturze khmerskiej normalne dziewczyny nie piją alkoholu i nie szwendają się w nocy po klubach nocnych.

A jak jest z dziewczynami za kasę? Tych wprawdzie nie brakuje, jak wszędzie w Azji, za to tłumy obcokrajowców sprawiły, że ceny są najwyższe w całej Kambodży. Czasy tzw. chicken farms, czyli kurników, gdzie za 3 dolary brało się laskę w jakiejś lepiance przy odgłosach piejącego koguta i chrumkającej świnki już dawno się skończyły. Nowa cena to 40 USD, którą można stargować o 10 USD. Generalnie dziewczyny nie wstydzą się i strzelają cenami typu 60 USD za godzinkę lub 80 USD za noc, co jak na kraj 3 świata jest dość abstrakcyjne. Dużo lepiej sytuacja cenowa prezentuje się w innych miastach Kambodży – Phnom Penh i Sihanoukville. W stolicy również dużo łatwiej umówić się z normalną laską, na zwykłą randkę.

Sama Kambodża jest generalnie z 40 lat za Tajlandią. Widać to po wszystkim, od samochodów, hoteli, restauracji, generalnie słabo rozwiniętej infrastruktury, do nawet kultury jazdy. Ciężko sobie wyobrazić niebezpieczniejsze drogi niż w Tajlandii, a jednak – Kambodża ma zdecydowanie najgorszych kierowców.

W powietrzu wszędzie unosi się pomarańczowy pył, do dziś nie udało mi się ustalić skąd – stawiam na masowo wycięte drzewa. Z tego też powodu Kambodżanki chodzą z zakurzonymi nogami. Tanie klapki przykryte pomarańczową warstwą pyłu, przed którym nie da się uchronić.

W Kambodży bieda jest widoczna na każdym kroku, po samym Siem Reap aż tak bardzo tego nie widać, co jest zasługą tysięcy turystów na ulicach przepłacających za co tylko się da, natomiast do dzisiaj wielu lokalsów zarabia 100 USD za cały miesiąc pracy, co jest  generalnie niewystarczające aby przeżyć. W Kambodży nie płaci się ubezpieczenia i nie ma opieki socjalnej – brak darmowej pomocy medycznej, zasiłków, emerytur, etc. Nie każde dziecko ma okazję ukończyć szkołę, co zresztą widać po ilości pracujących dzieci na ulicach. Szacuje się, że między 10 a 20% Khmerów nie potrafi czytać i pisać. Ale cóż się dziwić, skoro jeszcze nie tak dawno temu, w latach 70tych, każda osoba z wyższym wykształceniem została zamordowana przez Czerwonych Khmerów.

Pomimo tego, że Kambodża ma najgorszy ranking HIV w całej Azji, nie jest tak źle jak powszechnie się uważa. Słyszy się liczby typu 20%, a nawet 50% całej populacji, tymczasem research internetowy w różnych źródłach podaje wyniki pomiędzy 50,000  do 150,000 osób w całym kraju który liczy sobie aktualnie 15 milionów ludzi.

Życie nocne i dziewczyny w Siem Reap

Najbardziej oczywisty miejscem w centrum miasta jest oczywiście Pub Street, ulica w której aż roi się od turystów. Najlepszy klub na Pub Street to według mnie Temple, 3 piętra, sporo ludzi, przy czym zdaje się nie każda dziewczyna ma tam 18 lat, więc trzeba uważać. Cały Pub Street jest generalnie zrobiony pod turystów. Aby dotrzeć do bardziej lokalnych miejscówek, trzeba zabrać Tuk Tuka i odjechać od centrum.

W Siem Reap nie ma barów które znamy z Phnom Phen, czy Tajlandii, gdzie po porostu zamawia się piwo, a przyjazne barówki same zagadują i pytają o lady drinka. Scena jest dużo bardziej lokalna, czyli w stylu KTV / Karaoke, lub salonów masażów. Dla niewtajemniczonych, KTV to miejsce gdzie wynajmuje się sale i wybiera się hostessy, które wspólnie z nami śpiewają piosenki. Jest to koncept co najmniej dziwaczny dla białego człowieka, ale Azjaci w taki właśnie sposób spędzają czas z dziewczynami. Nie kupuje im się żadnych lady drinków, a po prostu płaci za ich towarzystwo przy stoliku, od 3 do 10 USD, w zależności od miejsca. Dziewczyny piją te same drinki które zamówiliśmy i mają taką samą cenę. Za odpowiednią opłatą z taką hostessę można „wsiąść na wynos”.

Lokalne salony masażu w Siem Reap wyglądają trochę jak garaż z przepalającą się żarówką w którym ktoś postawił stare łóżko z brudną pościelą, a panie ubrane trochę jakby dalej żyły w latach 90tych mają na twarzy kilogram białego pudru, przez co wyglądają jak duchy.  Generalnie całe pomieszczenie wygląda jakby można się zarazić HIVem od samego przebywania w nim. Cena za usługę – 30 USD. Pytaliśmy w 10 różnych garażach i cena zawsze taka sama. Oczywiście pytaliśmy za pośrednictwem tłumacza, bo inaczej się nie da z nimi dogadać. Na pewno są też masaże lepszej jakości, o odpowiednio większej cenie, ale nie wystarczyło mi czasu aby zrobić pełen research.

Najbardziej polecany lokal to X-bar, otwarty do rana, zawsze z dużą ilością niegrzecznych Kambodżanek, które generalnie NIE pracują dla baru, w związku z czym nie kupuje im się lady drinków, ani nie płaci bar finów za zabranie z samego lokalu. Są to oczywiście freelancerki które będą chciały 20 – 40 USD za szybką przysługę. Sam bar jest sympatyczny – tani alkohol, muzyka na żywo, darmowy bilard, piłkarzyki i ładny widok na okolicę, bo jest to rooftop bar. Z podobnych klimatów jest jeszcze Mickey’s Night bar, do którego nie zdążyłem zajrzeć, a także Beer battle, Triangle i Siem Reap party house.

Każdy Tuk Tuk oferuje zabranie w dwa te same miejsca, Pattaya bar i inny lokal którego nazwę zapomniałem. To oczywiście nie jest przypadek, dostają tam prowizję, przez co jest jeszcze drożej niż w innych miejscach. Sam Pattaya bar – nic specjalnego, ot kolejny kurwidołek z chętnymi dziewczynkami – uciekliśmy po jednym piwie.

Trzy największe kluby nocne w Siem Reap to Temple ClubHip Hop Club i Hub Club.

Scena nocna w Siem Reap nie jest tak oczywista i rzucająca się w oczy, ale wystarczy umiejętnie zagadać i można wynegocjować odpowiednie dodatki do masażu, lub wrócić z napotkaną na ulicy dziewczyną. Dla amatorów hardcorowych wrażeń, są też konie, czyli faceci w długich włosach z sylikonowymi cyckami. W sumie sam nie nie jestem pewien czy to skarpetki w staniku, czy sylikony.

A na koniec, historia gdzie udało mi się wyhaczyć moją Kambodżankę bez płacenia. Robiąc inspekcje po wszystkich najgorszych burdelowniach w celu napisania tego artykułu, trafiliśmy do restauracji z hostessami. Jest to unikatowa kambodżańska forma jedzenia kolacji; na wejściu wybiera się hostessę i ona siada z nami wspólnie wdupiać ryż. Kosztuje to 3 USD plus wszystko co taka koleżanka zje. Wzięliśmy więc 3 kambodżańskie nimfy do naszego stolika i okazało się, że jedna coś tam kumała po tajsku, a inna nawet pare słów po angielsku, więc jako tako dało się dogadać prostym językiem, przez co między mną i moją hostessą zaiskrzyło. Po zjedzeniu smażonych żab, embrionów kaczek i 2 wieżach piwa, restauracja została zamknięta. Zapytałem się lasek, czy nie chcą z nami pojechać do klubu Temple i od razu się zgodziły.

Kilka piwek później w Temple club, moja laska trochę się spiła i dosłownie zsuwała z lady, więc uznałem, że to już czas domknąć deal. Jej koleżanka długo nie chciała nam dać wyjść razem, ale walczyłem jak lew i ostatecznie się udało. W samych hotelu generalnie pasmo rozczarowań, zapalone światło – nie, ściągnąć koszulkę – nie, za głęboko – nie, bo boli, no i oczywiście tradycyjny azjatycki busz w którym mógłby spokojnie mieszkać nietoperz. No ale ważne, że flaga Siem Reap zdobyta.

Przy okazji, wynająłem na tą nockę osobny pokój, z dwóch powodów. Abstrahując od tego, że spałem z 40 klientami w tym samym hotelu i nie wszystkim mógłby się spodobać widok pijanego Forsakena z półprzytomną Kambodżańską dziewczynką zsuwającą się z ramienia o podejrzanie młodym wyglądzie, to już kiedyś zrobiłem ten sam błąd w Kambodży – a mianowicie przyprowadziłem laskę do 5* hotelu i tam jej się załączyła faza, że skoro jestem taki bogaty i śpię w takich pałacach, to mógłbym pomóc wyzdrowieć jej bawołowi, kupić mleko dla dziecka siostry i pomóc skończyć szkołę siostrzeńcowi. Za nic nie dała sobie wytłumaczyć, że to są zawsze pokoje służbowe za które ja w ogóle nie płace. Jej się wtedy zaświeciły dolary w oczach i nie było już innego tematu.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na zamkniętym forum Forum Azja Po Zmroku,tylko dla facetów! Mamy już prawie 5000 użytkowników i można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy o Azji.

Nie zapomnij też subskrybować kanał YouTube. Na razie nie wrzucam filmów regularnie, co jednak planuje zmienić w najbliższej przyszłości.

Raport z Indonezji – część 3 (Bandung)


O Bandung słyszałem wiele skrajnych opinii, od bardzo pozytywnych, wychwalających lokalne niewiasty jako najpiękniejsze w całej Indonezji, aż po totalnie negatywne, opisujące miasto jako zakorkowane, nieciekawe i pełne gold diggerów.

Bandung, Indonezja

Bandung, Indonezja

Tuż po przybyciu na miejsce, pierwsze na co zwróciłem uwagę to odczuwalnie niższa temperatura. Bandung jest położone 2000 metrów nad poziomem morza, co znacząco zmienia klimat. Nie jest tak duszno, lepko i wilgotno. Dodatkowo, byłem w wielkim błędzie wierząc, iż jest to małe górskie miasteczko. Jak się bowiem okazało Bandung ma 2,5 miliona mieszkańców, co czyni go de facto większym niż Warszawa. Mimo wszystko nie ma tutaj klimatu metropolii, budynki mają raczej niską zabudowę, nie ma metra, a płynąca przez miasto rzeka wygląda na czystą.

Po przybyciu do hotelu przedstawiam recepcjoniście voucher za zapłacony przez booking hotel. Gostek, a właściwie to młoda chłopaczyna z dziewiczym wąsikiem, wyglądał jakby zobaczył ducha i miał się zesrać ze strachu. Ewidentnie potencjalna rozmowa po angielsku była dla niego najgorszym koszmarem. Zacisnął wargi, tak aby czasami jakiś dźwięk przypadkowo się nie wydobył i milcząc machał rękami i głową sygnalizując, że nie chce mieć ze mną nic do czynienia, po czym obrócił się do mnie plecami udając, że coś tam grzebie w jakiś dokumentach i ciężko pracuje.

Wkurwiony szarpię go za ramię i mówię, że nie obchodzi mnie czy zna angielski, ale pokój mam zapłacony, więc jak mi nie da klucza to zaraz mu zrobię krzywdę. Chłopaczyna nic nie kumając, wyciąga telefonie i na translatorze pisze do mnie „no English”. Odpisuje, że chce rozmawiać z właścicielem lub menadżerem. Po chwili przychodzi następny nastolatek który również nie mówi nic po angielsku. Wspólnymi siłami odszyfrowali mój voucher i sprawdzili w komputerze, oznajmiając, że nie ma takiej rezerwacji. Generalnie byłem bliski zrobienia tam rozpierdolu, bo nie pomagało nic, ani wzywanie menadżera, ani prośba, żeby skontaktowali się z bookingiem. Sfrustrowany usiadłem na tapczanie i odpaliłem telefon, żeby zacząć po nich jechać w internetach i wystawić wszędzie najgorsze możliwe opinie. Nastąpił jednak cud – email z moją rezerwacją niespodziewanie przyszedł do skrzynki utalentowanego recepcjonisty.

Nie tracąc czasu odpaliłem wszystkie appki datingowe i zacząłem szukać koleżanki do spędzenia wspólnego wieczoru. Jedna chciała się spotkać za parę dni, druga przyjechałaby, ale rozchorował jej się kot, trzecia jest chętna, ale muszę obiecać, że wezmę z nią ślub. Super, same dobre opcje. Poszedłem się napić i zwiedzać.

Przemierzając miasto szybko odkryłem, że jestem tu jedynym obcokrajowcem i niemałą atrakcją. Nieustannie czułem na sobie wzrok i widziałem jak ukradkiem ludzie wytykają mnie palcem. Coś na zasadzie „patrz jaki białas idzie”. Popularną reakcją jest też rechotanie w takim, hmm, w sumie to debilnym stylu. Nie wiem do czego to porównać. Może wyobraźmy sobie, że jakieś 2 Janusze piją wino pod żabką w Kozach Dolnych. Nagle, nieoczekiwanie przechodzi murzyn, którego wcześniej Janusze widziały wyłącznie na produkcjach z Hollywood. Wtedy jeden z nich otwiera jamę ustną z brakującą jedynką i krzyczy „O kurła Stachu, pacz! Murzyn idzie! Hahaha < DEBILNY RECHOT>”.

Nie żebym nie był do tego przyzwyczajony, tak je w całej Azji gdy tylko zboczy się ze szlaku turystycznego. Właściwie to można powiedzieć, że w Indonezji jest to nawet mniej uciążliwe, bo nie ma tu pijanych żuli. Nie ma nic bardziej wkurzającego niż naprany azjatycki dziadek który za wszelką cenę chcę zostać twoim kolegą. Tuli cię, podaje rękę sześć razy na minutę i pluje w twarz podczas bełkotania w języku którego i tak się nie rozumie. Takie klimaty.

W przeciwieństwie do Dżakarty gdzie alkohol jest ciężko dostępny (ah te islamskie kraje), w Bandung jest on dość powszechny. Poza kilkoma dużymi klubami nocnymi jest tu dość duża alejka z barami. Znajduje się na niej z 15 miejsc w których można się napić, co jak na Indonezję jest dosyć pokaźne. Są tu kluby, bary, karaoke, miejsca z bilardem, etc. Wszystkie miejsca mają relatywnie sporo klientów, czyli mieszkańcy Bandung są zdecydowanie bardziej rozrywkowi. O dziwo, znalazłem nawet bar dla expatów i było ich tam w  środku około tuzina.

Po wlaniu w siebie 10 piw, znalazłem się w klubie Amnesia. W środku pozytywne zaskoczenie – jako jedyny biały w całej imprezowni miałem na sobie wzrok chyba każdej osoby (obu płci) i co jakiś czas ktoś podchodził zapytać skąd jestem i co tutaj robię. Tak jak pisałem powyżej, że nienawidzę napranych dziadków którzy chcą być moimi kolegami, tak przeciwnie proporcjonalnie uwielbiam podpite laski w klubach nocnych, które zapraszają mnie do swoich stolików, lub przychodzą zapytać jak ma na imię.

Z pierwszą z dziewczynek z którą rozmawiałem, cały proces szedł tak szybko, gładko i płynnie, że aż zacząłem się zastanawiać, czy to jakoby nie jest jakaś pułapka typu dziwka, albo jeszcze gorzej, laska która chce mnie okraść (w Tajlandii jest jeszcze trzecia opcja gdy coś za łatwo idzie  – dziewczyna z niespodzianką w majtkach). W każdym razie po 5 minutach rozmowy zapytałem, czy chce ze mną wrócić do hotelu i bez wahania zgodziła się. Gdy poszła do kibla poprawiać make up, ja szybko zmieniłem zdanie – jednak nie chcę z nią wracać, coś mi się to zbyt podejrzane wydawało. W między czasie najlepszej lasce w całym klubie ewidentnie właśnie wskoczyła faza po tabletce ecstasy, bo zaczęła tańczyć tak żywiołowo, że nie tylko wszystkie pary oczu zeszły ze mnie na nią, ale i w pewnym momencie wyglądała jakby chciała zgwałcić głośnik z muzyką. Wypinała zgrabne dupsko tak, że jej spódniczka wszystkiego nie przykrywała w stroną głośnika i waliła w niego pośladkami wywołując niemałą sensację w klubie. Ewidentnie dobrze zrobiona na pigułach.

Nie zastanawiając się podbijam jak najbliżej i mówię „hey, you seem to be the fun girl here”. Laska położyła dłonie na mojej klatce i wali tekstem „bule, bule, I love blow job bule”, czyli tłumacząc na normalny język było to coś w stylu „białas, białas! Uwielbiam obciągać białym”. Musiałem aż przetrzeć oczy z niedowierzania co właśnie usłyszałem i pytam czy może powtórzyć. Jej następne zdanie brzmiało mniej więcej tak: „I love bule, I love big dick”. Tutaj uświadomiłem sobie, że muszą przez nie przemawiać tabletki ecstasy, bo nie ma innego wytłumaczenia na taką bezpośredniość. Normalne zachowanie każdej dziewczyny to udawanie, że niby są trudne, trzeba je zdobywać i inne ściemy, a tu wprost przeciwnie, laska chyba bardziej chce mnie przelecieć niż ja ją. Btw, od tego momentu pokochałem Indonezję!

Ściągam ją do stolika obok, kupuje nam po piwie i rozmawiamy sobie. W trakcie konwersacji wyszło, że mieszkam w Tajlandii. Pada pytanie czy zaproszę ją do Tajlandii. Mówię, że oczywiście, w sumie prawie zgodnie z prawdą bo super laseczka, nie miałbym nic przeciwko, żeby mnie kiedyś odwiedziła. Wtedy znowu przemówiły przez nią piguły, zaczęła skakać i krzyczeć z radości głośniej niż grali muzykę. „Yay, yay, yay, yaaaaaay!!!” Tutaj nie chciałem już tracić więcej czasu, bo laska jak na widelcu czeka aby ją zaorać, więc biorę ją za rękę i pewnym głosem mówię „come”.

W hotelu, grzecznie przy zgaszonym świetle (Allah nie widzi w ciemności), gościówa mnie rzuciła na łóżko i prawie rozszarpała na kawałki. Nigdy nie spotkałem bardziej napalonej dziewczyny, na co mógł mieć wpływ jej stan trzeźwości, czyli faza narkotykowa. Nigdy nie pytałem co brała, ale wyglądało na ecstasy lub MDMA.

Kilka godzin później z samego rana, moja dziewczynka ubrała się i oświadczyła, że wychodzi do pracy w centrum handlowym, gdzie sprzedaje telefony komórkowe. Na pożegnanie zadała 2 pytania. Czy widzimy się wieczorem i czy jest moją dziewczyną. Pytam, czy zdaje sobie sprawę z dystansu jaki nas dzieli i że ciężko byłoby utrzymać taki związek. Przytakuje, że nie ma problemu, więc odpowiadam, ok, możesz być moim girlfriendem. Sam pomysł idiotyczny, ale nie była to moja inicjatywa. Jeśli chce żyć w jakieś dziwnej fantazji, to proszę bardzo.

Tego dnia wynająłem motor i pojechałem na pobliski krater wulkanu o nazwie „Kawah Putih”. Co do samej jazdy motorem w Indonezji to wcale nie jest tak źle jak podają w internecie. Powiedziałbym, że typowy azjatycki chaos, według mnie trasy między miastowe w Kambodży są 10 razy bardziej niebezpieczne niż drogi w Indonezji. Just go with the flow!

Wrażenia z tego tripa możecie pooglądać w filmie na moim kanale YouTube, który znajduje się tutaj:

Samo jezioro było niesamowite. Tego może nie widać na samym filmie, ale robiło to naprawdę wrażenie, trochę odczucie jakby znajdywało się na innej planecie. W między czasie poznałem dwie filipinki które możecie zobaczyć na video. Zaczęło się od tego, czy mogą sobie ze mną zrobić zdjęcie. I tak od poznania do przelizania się minęło może 5 minut. I za to kocham filipinki 🙂 Tego dnia nie zdążyłem jej zrobić ponieważ wyjeżdżały już do Dżakarty skąd miały już samolot powrotny na Filipiny. Za to miesiąc później ta sama filipinka przyjechała do Bangkoku i po krótkiej kolacji udało się dopiąć sytuację do końca w jednym z „fantasy rooms”, czyli pokojach stylizowanych na różne themy, np. pod wodą, w jaskini, w starożytnym Egipcie, etc. Polecam.

Kiedy dojechałem z powrotem, zalogowałem się do droższego hotelu, w którym obsługa znała angielski i wszystko działało jak należy. W tej okolicy, pare kilometrów od centrum, jeszcze bardziej przyciągałem uwagę ludzi na ulicy. Podczas picia kawy na krawężniku, w ciągu 10 minut podchodziły do mnie 3 grupy. Dwie z nich to szkolne dzieci które ćwiczyły angielski czytając pytania z kartki, trzecia to jakaś babeczka koło 35, 40 lat z pytaniem, czy możemy sobie razem zrobić zdjęcie. Ogólnie mega mili ludzie, pozytywni, przyjaźni i zero naciągania na kasę jak na tej syfiastej wyspie Bali. Po jakimś czasie staje się to wręcz męczące bo ile razy dziennie można pozować do zdjęć i odpowiadać na te same pytanie. Zacząłem ściemniać, że się śpieszę.

Tego wieczora miałem wielki zgryz, bo z jednej strony chciałem spotkać się z tą laską z Amnesia, która była mega fajną i napaloną dziewczynką, a z drugiej chciałem dalej biegać po klubach jako samotny wilk na łowach. Ostatecznie wybrałem opcję numer dwa, ponieważ mając zaledwie kilka nocy w Bandung chciałem lepiej poznać tutejsze życie nocne.

Nowy klub który odkryłem był jakimś dziwactwem dla nastolatków, aczkolwiek ponieważ zapłaciłem za wejście, to i nie uciekałem od razu. Było tam dość dużo ludzi, co ciekawe wszyscy palili papierosy i nikt nic nie pił. Średnia wieku na oko 16 lat. Stawiam, że w takim wieku nie ma się pieniędzy na stosunkowo drogie życie nocne w Indonezji. Podbijam do laski przy barze i próbuję zagadać. Ona od razu się zapeszyła i zrobiła dwa kroki w tył. Po kilku minutach sama do mnie podchodzi i pokazuje na drinki z domysłem, że mam jej kupić. Ogólnie to nie mam obiekcji kupować lasce drinki i całą noc, ale jak rozmowa się zaczyna od „ja chce…” albo „kup mi”, to ewidentnie naciągara. Powiedziałem jej, żeby spadała, dopiłem piwo i wyszedłem. W środku było ciężko oddychać, zadymiona ponad moje możliwości.

W kolejnym klubie było bardzo drogie wejście. Powiedziałem im wprost, że nie zapłacę tyle za klub w którym nigdy nie byłem i chyba zadziała magia białej skóry, bo wpuścili mnie za darmo. W środku było stosunkowo mało ludzi, więc wróciłem do klubu Amnesia z pierwszej nocy.

To chyba jedno z moich ulubionych miejsc w Indonezji. 10 minut po wejściu podbija do mnie laska i pyta czy chce się do nich przyłączyć. Przy stoliku było też sporo kolesi, nie widziałem która jest z którym, więc nie atakowałem żadnej. Za to one do mnie non stop podbijały z coraz nowymi pytaniami, standardowy pakiet, skąd jesteś, co tutaj robisz, czy masz dziewczynę, etc. Grupa chciała mnie częstować swoją flaszką, ale dla bezpieczeństwa wole sam sobie kupować, żeby się np. nie okazało, że jak już dopijemy, to oczekują, że kupię następną, A przypominam, że w Indonezji alkohol jest raczej drogi.

Po jakimś czasie olałem ten stolik i poszedłem na parkiet, gdzie dość szybko udało się nawiązać kontakt z nową gwiazdką. Nie była tak super jak ta z poprzedniego dnia, za to sama przyleciała z drugiego końca parkietu, żeby tańczyć koło mnie. Było to, że się tak wyrażę, zajebiście oczywiste, ewidentnie chciała abym do niej podszedł, więc spełniając jej życzenia zapytałem o jakąś głupotę. 30 minut później byliśmy już w drodze do mojego hotelu. Tutaj mały zonk, chyba za dużo wypiłem bo zasnąłem podczas gdy ona brała prysznic, oops. Rano gdy tylko się obudziłem, rzuciłem się na nią jak pies na mięso. Nie może być tak, że śpi ze mną dziewczyna i nic!

Tego dnia musiałem już wracać do Dżakarty gdyż pobyt dobiegał końca. 14 dni bardzo szybko minęło i trzeba było powoli wracać, zwłaszcza, że w Dżakarcie wciąż miałem do zaliczenia jedzenie kobry z grilla i ustawione dwie randki. Motorkiem za jakieś mega drobne (cena autobusu w Tajlandii) podjechałem pod dworzec kolejowy, gdzie czekał już pociąg…

Ogólna ocena Bandung: 8/10. Pod wieloma względami lepiej niż w Dżakarcie, pod każdym względem lepiej niż na Bali (no może trochę plaży brakuje). Raczej nie spotkałem się z naciąganiem na kasę, dwa razy pytano mnie o kupienie drinka i to by było na tyle. Laseczki z którymi spędziłem noc nie pytały nawet o siano na taxi, więc bardzo pozytywnie. W klubie Amnesia chyba jest trochę dziwek bo tak im kurwikami z oczu patrzy. Ponad to widziałem, że stoją przy jakiejś ulicy oferując dupki na sprzedać. Ogólnie większość w w klubach normalne dziewczyny które przyszły na imprezę, a przynajmniej takie mam wrażenie po 2 nocach w mieście. Zdecydowanie nie jest to raj dla dziwkarzy, za to całkiem niezłe miejsce na podryw.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na zamkniętym forum Forum Azja Po Zmroku,tylko dla facetów! Mamy już ponad 4000 użytkowników i można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy o Azji.

Nie zapomnij też subskrybować kanał YouTube. Na razie nie wrzucam filmów regularnie, co jednak planuje zmienić w najbliższej przyszłości.

 

Raport z Indonezji – część 2 (Bali)


Bali

Nie mogę powiedzieć zbyt wiele pozytywnych rzeczy o Bali – jest to według mnie typowy kicz dla turyściaków, coś na zasadzie plaży Patong na Phuket, w Tajlandii. Tak, doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że po 4 dniach spędzonych na wyspie w ogóle nie powinienem się wypowiadać. Znane mi są również opowieści znajomych którym nie tylko się podobało, ale mieli dużo sukcesów z lokalnymi dziewczynami. Mnie natomiast nie chce się już wyspy poznawać bardziej lub dawać jej drugiej szansy, są to kompletnie nie moje klimaty.

Bali, Indonezja

Bali, Indonezja

Szczytem kiczu jest oczywiście Kuta, miejsce w którym wybrałem nocleg ze względu na bycie centrum rozrywki i życia nocnego. W praktyce wspominam Kutę tak – nieskończone ilości dziwek (co dla niektórych może być i plusem), handlarzy narkotyków i upierdliwych taksówkarzy. Tak średnio raz na minutę słyszy się coś w stylu „you wan lady boob boom? massage? weed? cocaine? taxi? where are you going?”.

Znalezienie dobrego lokalnego jedzenia graniczy z cudem, wszędzie knajpy zrobione pod turystów z pizzą i pseudo lokalnym korytem. Prawdziwe żarcie i klimatowy market pokazał mi dopiero w ostatni dzień znajomy, który siedzi już drugi rok na Bali, gdyż zaciążył lokalną niewiastę (pozdro K.!). Ogólne wrażenie – słabiutko.

Tinder, Badoo, Indonesian Cupid – 99% dziwki. Szukanie dziewczyny na randkę przez internet w Kucie przypomina bicie głową o ścianę. Swoja drogą, szukanie seksu za kasę przez internet też jest głupim pomysłem, abstrahując od tego, że nigdy nie wiadomo jak ona naprawdę wygląda, czy nie ma 15 kg więcej, zdjęć sprzed 10 lat, lub 15 filtrów zakrywających jej pryszcze, pieprzyki lub zmutowaną twarz (to wszystko się zdarza), to negocjowanie cen z kimś z kim nie ma się kontaktu wzrokowego jest zajebiście nieowocne – zawsze strzelają cenę z kosmosu licząc na znalezienie frajera. A jak już trafi się ta jedna na 100 która nie jest dziwką, to albo jest zwyczajnie brzydka, albo mieszka 10km dalej i nie może przyjechać bo z rana idzie do pracy.

Życie nocne – Są kluby, bary, sklepy z alkoholem. Ceny całkiem ok (nie mylić z tanimi), tylko znowu ta sama sytuacja na scenie randkowej. Albo widać po ubraniach, że hardcorowy lachon za kasę, albo wychodzi w rozmowie. Dziewczyny bardzo przyjazne, często zerkają i dają do zrozumienia, że można podchodzić. W pierwszą noc podbiłem do najfajniejszej dziewczyny w klubie, jak się okazało przyjezdnej 19stki. Liczyłem na to, że skoro jest na wakacjach, to może nie dziwka. Spędziliśmy razem super wieczór, a potem noc. Rano niespodzianka… „Czy dasz mi jakieś pieniądze?”. W Tajlandii w takiej sytuacji bym nie dał, bo co to za cwaniactwo, żeby dopiero rano się odkrywać z byciem dziwką. Tutaj, nowy kraj, nie wiem jak wszystko działa, więc dałem jej 500,000 IDR (34 USD). Pocałowała w policzek, podziękowała i poszła.

Druga noc. Tym razem byłem bardziej uważny i z góry mówiłem dziewczynom, że nie szukam przygody za kasę. W efekcie większość od razu się wykruszała. Aż do czasu, gdy jedna dosłownie się na mnie uparła, to znaczy ile razy odmawiałem jej oferty, tym bardziej ona obniżała. Ze 100 USD po 20 minutach odmawiania zrobiło się 200,000 IDR (13 USD) „na taxi”. Tutaj się złamałem, bo nie spodziewałem się, że znajdę coś lepszego. W łóżku była super, taka gwiazdka filmów dla dorosłych. Chciała oglądać jak to robimy w lustrze, ściągnęła z siebie wszystko poza butami, etc. Ale uciekła od razu po bzykaniu i czułem taki trochę niesmak, że jednak było to za kasę, nawet pomimo tego, że na randkę zazwyczaj wydaje się więcej niż te 13 USD.

Po 2 pierwszych nocach, moja ogólna ocena Bali: 3/10. Fajne miejsce dla ruchaczy dziwek ale mnie to średnio bawi.

Następnego dnia popytałem koleżanek z Dżakarty, normalnych dziewczyn, nie dorabiających dupą, gdzie zatrzymują się jadąc na Bali i gdzie chodzą na imprezy. Dowiedziałem się, że północna Kuta i Samur nie są tak dziwkarskie, więc i właśnie te miejsca byłyby ich wyborem. Zatrzymałem się więc w północnej Kucie. W między czasie na Indonesian Cupid wyhaczyłem laskę która pracuje na recepcji w hotelu w mieście Ubud, oddalonego o 35 km. Wynająłem motor i ruszyłem na północ.

Ubud

Ubud – ja pierdylam co za gówno. Na jednego Azjatę przypada ze 3 białych. Nie po to mieszkam w Azji, żeby otaczać się samymi białasami, to się przecież w ogóle mija z celem. Ubud to taka mieszanka backpackersów z dreadami, bez pieniędzy, śpiących w 10 osobowych pokojach hostelowych i digital nomadów, których marzenia o egzotycznych podróżach mocno ukracają nisko płatne prace.

Podjeżdżam pod hotel mojej nimfy z Indonesian Cupid, na zdjęciach dobrze prezentującej się, a wychodzi takie coś, hmm, powiedzmy zbyt długo przebywające na diecie hamburgerowej aby wzbudzić moje zainteresowanie. Twarz to ona i miała i ładną, owszem, ale reszta schowana pod niewielkimi, ale jednak fałdami tłuszczu, co nie prezentowało się dobrze. Przeszło mi przez myśl, aby brutalnie podziękować za randkę, ale z jakiegoś powodu nie potrafię być tak niemiły. Zupełnie zresztą nie wiem dlaczego, bo dziewczyny mają zero wyrzutów sumienia, żeby olać faceta, czasami nawet rzucając do tego jakieś sympatyczne odzywki typu „spierdalaj” na odchodne. Jesteśmy wychowani w kulturze która uczy nas bycia miłym dla płci przeciwnej – coś czego wiem, że muszę się pozbyć, a jednak w tym przypadku nie mogłem się przełamać. Zabrałem ją na obiecaną randkę, choć od początku wiedziałem, że nic z tego nie będzie.

Pojeździliśmy trochę na skuterze po okolicach Ubud. Przyroda na Bali potrafi być piękna, ale jak nie da się zrobić zdjęcia, żeby do kadru nie wpierdzielali się biali, albo inne chińczyki, to nie jest to mój typ podróży. Tarasy ryżowe były przepiękne. Gdyby jednak przegonić tak z 95% turystów, to prezentowałyby się o niebo lepiej. Udało nam się też wypić kawę z gówna Luwaka. Dobrze przeczytaliście – kawa z nasion przetrawianych i fermentowanych w jelitach zwierzęcia o nazwie Łaskun Palmowy. Takie skrzyżowanie małpy z psem. Jest to, uwaga, najdroższa kawa na świecie.  Koszt filiżanki na miejscu to 7 USD. Koszt 50 gramów tej samej kawy w innym miejscu – 50 USD. Przy okazji poczęstowali mnie różnymi herbatami. 3 razy powtórzyłem, że absolutnie nie jem żadnego cukru i nawet 1 gram wyczuje w herbacie. Pokiwali głową, przyjęli do wiadomości i… przyszło 20 słodkich filiżanek herbaty. Czyli jednak są niekumaci jak Azjaci w innych krajach.

Na koniec pojechaliśmy do lasu małp. Tutaj moja randka chyba wyczuła, że między nami nie iskrzy i postanowiła wrócić. Mapy jak małpy, kiedyś bardzo lubiłem, bo w końcu są takie cute i w ogóle, natomiast charakter małp jest mega wredny. To nie są sympatyczne zwierzątka które chcą się z nami przytulać. Małpy mają wielkie zęby których nie omieszkają użyć jeśli tylko się je dotyka. Ona natomiast, wielkie pany, dotykać nas mogą, głównie po to, żeby coś ukraść, pogryźć i wyrzucić. W ten sposób ludzie tracą nie tylko okulary, ale i np. telefony które potem spadają z wysokiego drzewa. A próbowaliście kiedyś nakarmić małpkę z siatką bananów? Słodki małpiszon podchodzi niby po banana którego im się daje, po czym wyszarpuje całą siatkę, spierdala z dużym łupem i ma w dupie tego jednego banana który oferowaliśmy mu drugą ręką.

Północna Kuta i Seminyak

Północna Kuta faktycznie prezentowała się o niebo lepiej. Nasilenie kurestwa, żebraków, cwaniaków i nachalnych taksówkarzy zmniejszyło się o 70%. Plaża dalej bez szału, wiadomo, 3 razy lepsza niż jakakolwiek europejska, ale mimo to absolutnie nic porównywalnego do np. plaży na filipińskim Boracay. Znajdujący się tu klub – La Favela, okazał się absolutnie najlepszy na Bali. Mimo to, częstotliwość białasów wynosiła około 50%. Było tutaj też zdecydowanie mniej dziwkarstwa (nie mylić z brakiem – były, oj były i to do wyboru do koloru, głuche i kulawe też). Tej nocy byłem jednak zmęczony i po tych wszystkich przygodach nieszczególnie zmotywowany do dalszego działania. Wróciłem do hotelu wcześnie – sam.

Sanur

Sanur, czyli polecane miejsce do obadania, nieszczególnie zdążyłem zwiedzić. W tym momencie w głowie miałem już jak najszybszą ewakuację z Bali. Przyjechałem na spotkanie z Damianem z Ucieczka Do Raju, cyknąłem sweet selfika na plaży i po kilku piwach wskoczyłem z powrotem na motor. Po drodze widziałem jak jakiś sympatyczny Indonezyjczyk wyrwał telefon białej dziewczynie i odjechał motorem. Swoją drogą, ponieważ wypiłem kilka browaków, sprawdziłem w necie jakie są kary za jazdę po alko i okazało się, że Indonezja jest jednym z nielicznych krajów na świecie, gdzie prowadzenie po alkoholu nie jest zakazane. Nie trzymajcie mnie za słowo – ale tak jest napisane w internecie.

Surfing na Bali

Najbardziej z całego pobytu na Bali żałuje, że odkryłem surfing dopiero w ostatni dzień. Instruktor i sprzęt na 2 godziny kosztował jakieś 50zł, a zabawa okazała się naprawdę przednia. Na Bali fale przypominają takie małe tsunami, a że w dzieciństwie dużo jeździłem na snowboardzie, to w miarę szybko ogarnąłem jak unosić się na falach. Nawet nie wiem, czy nie zostałbym dłużej tylko po to aby właśnie poserfować, ale w tym momencie miałem już bilet do Bandung, miasta na Jawie które jest moim kolejnym celem. Swoją drogą na plaży w Kucie ewidentnie jest jakaś polska firma, bo na wielu deskach jest polski orzeł.

Lotnisko w Indonezji

Organizacja na lotniskach w Indonezji jest chyba najgorsza na świecie (na pewno najgorsza z dotychczasowych jakie miałem okazję poznać). Oczywiście samoloty spóźniają się wszędzie, ale tylko w Indonezji informacja o opóźnieniach, ich długości, etc, nie jest NIGDZIE wyświetlana. Na tablicach lot ma godzinę o jakiej miał wystartować, a spanikowani pasażerowie muszą pytać co 5 minut obsługę, czy już wiadomo o której lecimy. Na Bali doszło nawet do sytuacji, gdzie zmienili nam gate z którego mamy wylot. Znowu nikt nie pofatygował się udzielić takiej informacji na monitorze! Być może ktoś podał informację przez głośniki, co jednak przegapiliśmy.

Podobną sytuację miałem 2 razy na lotnisku w Dżakarcie. Tragedia z organizacją, prawie uciekł mi lot ze względu na brak informacji.

Podsumowanie

Moja osobista ocena Bali, jednym słowem – kicz i dziadostwo. Ocena 3/10. Dobre miejsce dla dziwkarzy – wiele, wiele opcji. Zła wiadomość dla zarywaczy, bardzo ciężko coś znaleźć. Wiem, że innym się udawało, ja poległem co rzadko mi się zdarza, nawet w mega kurwidołkach jak Pattaya często wyciągam bez płacenia – na Bali poległem, nie wyrwałem nawet jednej laski. Świetne miejsce na surfing, tragiczne miejsce dla chcących poznać prawdziwą Azję. Wszystko wygląda na robione pod turystów. Taki Ubud to prawdziwa kolonia białasów w Azji. Jestem zdania, że nie należy sugerować się zdaniem innych, więc nie chciałbym aby moja opinia zniechęciła kogoś do wyjazdu na Bali, ale dla mnie miejscówka odpada i nie sądzę aby dostała ode mnie drugą szanse. Tak czy inaczej, Bali jest jednym z miejsc które po prostu trzeba chociaż raz odwiedzić, a zatem veni, vidi, vici…

Trzecia część już wkrótce!

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na zamkniętym forum Forum Azja Po Zmroku,tylko dla facetów! Mamy już ponad 4000 użytkowników i można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy o Azji.

Raport z Indonezji – część 1 (Dżakarta)


Wstęp

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że w żaden sposób nie uważam się za eksperta w temacie Indonezji, a poniższe informacje są moimi osobistymi obserwacjami opartymi na 14 dniowym pobycie w kraju. Pomimo tego, iż nie jest to mój pierwszy raz w Indonezji, dalej nie czuje abym znał ten kraj i jest on na swój sposób tajemniczy i intrygujący. Mogę nawet powiedzieć, że wciąż nie mam wyrobionej opinii, ponieważ nie spędziłem w tym muzułmańskim kraju wystarczającej ilości czasu. Z jednej strony już teraz mogę powiedzieć, że Indonezja to trzeci najlepszy kraj w Azji (po Tajlandii i Filipinach), a z drugiej, słynne Bali okazało się największym rozczarowaniem podczas wyjazdu.

Dżakarta, Indonezja. Życie nocne

Dżakarta, Indonezja. Życie nocne

Ciężko też sugerować się opiniami innych, wszak są one skrajnie różne. I tak np, mój przyjaciel z Belgii, który spędził w Indonezji 2 lata, twierdzi, że jest to kraj bardzo wyuzdanych kobiet, gotowych zrzucić majtki po pierwszej godzinie randki, tak moja znajoma Indonezyjka, która notabene również mieszka w Bangkoku, twierdzi, że jest to zaściankowy kraj, w którym islamskie wartości znacząco wpływają na konserwatywny tryb życia.

Jednego w życiu jednak już się nauczyłem. A mianowicie – nigdy nie warto sugerować się opiniami innych. Przykładowo, dosłownie każdy ostrzegał mnie, że Manila to syf, ubóstwo i totalna masakra, a trzymaczem Manila jest moim zdaniem najlepszym miejscem na Filipinach. Zbieżność opinii wynika z oczekiwań, jedni chcą zwiedzać zabytki, inni leżeć plackiem na plaży i hodować raka, a tym czasem moje kryterium to życie nocne i możliwość umawiania się z dziewczynami, nawet jeśli oznacza to spędzenie wyjazdu w zanieczyszczeniach i epickich korkach takich miast jak Bangkok, Manila, czy Dżakarta.

Jak okazało się podczas poprzedniego wyjazdu, Indonezja to kraj sprzeczności. Z jednej strony, konserwatywne i grzeczne dziewczynki zakrywające włosy jak przykazał imam, z drugiej kluby go go z roznegliżowanymi niewiastami, lub DJka grająca muzykę bez bluzki, eksponując przy tym wielkie sylikonowe cycki. Tuż obok modlących się w meczetach, z łatwością można znaleźć wielkie kluby nocne, w których każdy uczestnik jest na ecstasy, kokainie, albo obu ma raz. Jak wszędzie w Azji, bardzo popularne jest też szeroko pojęte kurestwo, od freelancerek w klubach nocnych i ulicznych dupodajek, po masaże, bary karaoke i burdele.

O tym, że w islamskich kraju ceny za alkohol są abstrakcyjne, chyba wspominać nie muszę. W większości miast w Indonezji, w ogóle nie można kupić alkoholu w sklepie – dostępny jest on wyłącznie w klubach lub barach.  Ceny w są różne, od tanich barów z piwem za 3 USD, po kluby z wejściówkami nawet za 25 USD.

Wiedząc że wielu z moich czytelników interesują ceny za płatny seks, zrobiłem research który wygląda następująco (o umawianiu się z normalnymi dziewczynami będzie za chwile):

Ceny oscylują od około miliona rupii (80 USD), co może być ceną za krótki strzał lub nawet całą noc, do nawet trzech milionów. Ceny można zbijać nawet do niskich, np 500,000 tysięcy (34 USD) za całą noc, lub 200,000 za jeden shot (14 USD). Jak zawsze, zależeć to będzie od tego czy jesteś ponury i nieciekawy, czy raczej typem z którym spotkanie jest ekscytujące, ale również i od twojego wieku, wyglądu, wielkości brzucha, etc.

Swoja drogą, przypomniałem sobie historie – off topic – jak pewien Australijczyk twierdził, że w Tajlandii dobrze jest być grubym, oznacza to bowiem, że masz pieniądze na dużo jedzenia. LOL. Abstrahując od tego, że nie znam żadnego kraju w którym brzuch jest uważany za atrakcyjny, to przeciętny taj na minimalnej krajowej jest w stanie żreć ile chce – jedzenie jest tutaj bardzo tanie i nawet bezdomnych z brzuchami da się znaleźć.

A teraz normalne laski. W Dżakarcie świetnie działa internet, appki typu Tinder czy Indonesian Cupid sprawią, że dostaniesz więcej wiadomości niż jesteś w stanie odpisać. Ustawienie sobie randki jest bardzo szybkie i proste. Przyjeżdżając do Dżakarty miałem już ustawionych 15 spotkań i 5 w Bandung (mieście 3 godziny od Dżakarty). Oczywiście nie miałem czasu spotkać się ze wszystkimi dziewczynami, aczkolwiek zawsze lepiej jest mieć za dużo, niż za mało i w ten sposób udało mi się zrobić dwie w jeden dzień.

Dżakarta

Pierwsza niewiasta nie była najpiękniejszą spośród możliwych, była za to gotowa na wszystko, czyli już w wiadomościach byliśmy ustawieni na seks. Jest to niewątpliwa zaleta lasek w wieku 30+. Stawiam, że dziewczyny które stają się już raczej kobietami, koło 30stki zauważają znaczny spadek zainteresowania ze strony facetów i dużo  mniej kręcą nosem. Nie ma już udawania księżniczki, tysiąca lików na Istagramie i kolejki adoratorów, licytujących się który ją zabierze w lepsze miejsce, który ma bardziej napompowanego bicka lub szybszą motorynkę.

W tym konkretnym przypadku, dodatkowym atutem był fakt, że posiada ona samochód oraz swoje mieszkanie, odpadał wiec problem logistyczny – pamiętać należy bowiem, iż w Azji często jest łatwiej zaciągnąć laskę do mieszkania, czy na hotel, niż ją potem z niego wyrzuć – stąd jeśli tylko możliwe iść do jej apartamentu, lub hotelu tymczasowego, opcja taka jest logistycznie lepsza (o świetnych hotelach tymczasowych w Bangkoku i jak namówić dziewczynę aby z nami do takiego poszła napiszę wkrótce post, a jeśli zapomnę – przypomnijcie się).

Jeśli czytałeś mój poprzedni raport z Dżakarty (kliknij tutaj aby go przeczytać), to wiesz, że miałem problem z laską która ulokowała się w hotelu i za nic nie chciała wyjść. Tego typu sytuacje zdarzają się stosunkowo często. Znane mi są osoby które po prostu bezpośrednio wypraszają dziewczyny – mnie na to moje czarne serce nie pozwala. Jeśli już rozłożyła nogi to nie potrafię być niemiły.

Długo zastanawiałem się z którą umówioną dziewczyną najpierw się spotkać – z tą którą najfajniej mi się gadało, z najładniejszą, czy z tą która od razu zgodziła się zrobić loda. Zgadnijcie którą wybrałem.

Na spotkanie wybrałem Starbucks. Miejsce strategiczne, bo po pierwsze nie jest drogie, a po drugie można łatwo z niego uciec, gdyby np. okazało się, że nimfa która przyszła na randkę na zdjęciach miała 40 kg mniej, lub jej januszowy wąs był ukryty 4 filtrami.

W tym przypadku okazało się jednak, że spełnia normy i już po kawie byliśmy w jej samochodzie. Był to piątek wieczór i na własnej skórze przekonałem się co oznaczają korki w Dżakarcie. Spędziliśmy w samochodzie prawie 3 godziny – już po pierwszej rozważałem, aby uciec, ale tyle czasu już zainwestowane, nie mogłem teraz się wycofać z mojej wyczekiwanej nagrody.

W  końcu po dotarciu do jej apartamentu zrobiliśmy po piwku na 40 piętrze ze spektakularnym widokiem na miasto, po czym udaliśmy się skonsumować znajomość.

Dziewica

Około 9 wieczorem daję jej wymówkę, że jestem umówiony „with a friend” i wsiadam na moto taxi. Swoją drogą te taksówki na motorach kosztują tyle co autobus w Tajlandii, praktycznie za darmo się jeździ (aby zamówić, potrzebna jest aplikacja Grab lub GoJek). Spotkanie „with a friend” nawet nie było ściemą, bo byłem umówiony z kolejną laską z Indonesian Cupid. Tym razem wybrałem tą z którą najfajniej mi się rozmawiało, bo spotkanie bez ciśnienia.

Jedyny bar który znam to Memories Cafe na Jalan Jacksa – dzielnicy o której wszyscy mają złą opinię, jak się okazało, podobno chodzą tam tylko ludzie bez pieniędzy i w ogóle niskich lotów. Natomiast jak się jest osobą pijącą, to naprawdę trudno znaleźć inne miejsce gdzie można usiąść z piwem, poza ekstremalnie drogimi klubami nocnymi. Jestem zdania, że jeśli tylko dziewczyna jest pijąca, to należy jej na randce kupić ile tylko drinków jest w stanie wypić – im szybciej się upije, tym szybciej będzie nawiązywać kontakt fizyczny i finalnie – prześpi się z tobą.

Drugie spotkanie poszło bardzo dobrze, jak wspominałem wcześniej, już przez internet coś między nami kliknęło, nigdy nie kończyły się tematy i po prostu fajnie się rozmawiało. Tym razem młodziutka laseczka, na pierwszym roku uniwerku. Po może godzinie pobytu w barze kupiliśmy piwa na wynos i udaliśmy się do mojego hotelu.

W środku dowiedziałem się, że jest dziewicą i mam być delikatny. Taki był plan, ale… nie działało. Próbowaliśmy z 10 razy i nic z tego, nie wychodziło. Nie dość, że Big Willy jest za duży, to jeszcze ona kwiczy z bólu. Ostatecznie prawie się poddałem, gdy moja koleżanka zaproponowała by „może po prostu wsadź w drugą dziurę”. Przyznam, że słyszałem pogłoski o islamskich dziewczynach które wolą w tyłek, aby jak najdłużej zachować dziewictwo, ale zawsze myślałem, że to jakiś ubran legend. Tym czasem jej druga dziura EWIDENTNIE nie była dziewicą, pomimo tego, iż upierała się, że jest. Czyżby jednak nie urban legend?

Następnego dnia obudziłem się, popatrzyłem na moją koleżankę i myślę „nie no kurwa, nie może tak być, że spała ze mną laska całą noc i wyjdzie stąd dziewicą – ja mam reputacje do podtrzymania”. Także obracam ją na plecy i próbuje znowu. Ponownie ciężka sprawa, nie chce iść, próbuje pod każdym kontem, mocniej, delikatniej – dalej nic. W końcu po długich próbach przełom i coś weszło do środka. Myślę sobie super, wreszcie się udało… dopiero po jakiejś minucie, gdy przyjrzałem się dokładniej gdzie wkładam, odkryłem, że… jakoś się samo ześlizgnęło i znowu jest w złej dziurze!!! Ostatecznie dziewica pozostała dziewicą – nie udało się. No cóż, życie składa się również z porażek.

Część druga już wkrótce!

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

 

Owłosiona jak Azjatka


Cały poniższy post dałoby się streścić w jednym zdaniu – Azjatki są owłosione i, według zachodnich standardów, bardzo niezadbane, poczynając od nieogarniętego buszu między nogami, wąsikiem pod nosem, aż do, mnie lub bardziej, włochatych nóg. Wiem, wiem, już teraz chcesz napisać komentarz, że jeszcze takiej nie spotkałeś. Otóż istnieją tylko dwa wyjątki z gatunku nieowłosionych Azjatek.

Owłosiona Azjatka

Owłosiona Azjatka

Gatunek #1

Filipinki. Z tajemniczych powodów, problem ten nie dotyczy filipinek. Szanse na spotkanie owłosionej filipinki są odwrotnie proporcjonalne do spotkania nieowłosionej Azjatki z gatunku lądowego. To znaczy, może się zdarzyć, natomiast jest to ekstremalnie mało prawdopodobne, coś na miarę znalezienia na ulicy banknotu o wysokim nominale.

Gatunek #2

Azjatki które miały już białego faceta. Działa to na prostej zasadzie. Po zobaczeniu owłosionych gir swojej ukochanej, biały facet kupuje jej w prezencie zestaw Gilette. Zakochana Azjatka, sięga po ostrze i usuwa z siebie kołtuny włosów. Do tego szybko uczy się, że to nie tylko jej ukochany preferuje kobiety zadbane, nieowłosione i nie przypominające małpoluda. Od tej pory, pod prysznicem skrupulatnie usuwa włosy z waginy, nóg, i jeśli trzeba, brzucha. Nawyk zostaje i voilà – oto mamy wytrenowaną Azjatkę, która z własnej inicjatywy nie jest już owłosiona i kwalifikuje się na international dating scene.

Dlaczego więc nie spotkałeś jeszcze zarośniętej? Ano z prostej przyczyny – spotykałeś Azjatki z gatunku 1 tudzież 2. Gwarantuje za to, że jeśli masz do czynienia z niewiastą, która nigdy nie posmakowała białej kiełbasy, jej poziom owłosienia będzie raczej ekstremalny. Od tego również są wyjątki, nie można każdego wrzucać do tego samego worka, natomiast mówimy tutaj o statystyce 99 na 100. Dla eksperymentu, wystarczy pooglądać 100 japońskich ponoli i sprawdzić na ilu z nich, gwiazdy dbają o stan swojego krocza. Podobna statystyka będzie we wszystkich znanych mi krajach Azji południowio wschodniej.

Z czego to wynika? Azjaci mają inne preferencje. To co dla nas jest atrakcyjne, dla nich może być kompletnie bezpłciowe. Przykładowo, podstawowe wytyczne piękności dla Azjatów to kolor skóry i kształt nosa – dwie rzeczy, które dla europejczyka kompletnie nie mają znaczenia. Kambodżanka z którą się umawiałem, wspominała nawet, że faceci w jej kraju nie zaakceptowaliby braku gąszczu włosów skrywających jej klejnot kobiecości.

True story

Taka sytuacja. Ekspedientka z 7/11, 19 lat. Zabrałem ją motorem na plażę w prowincji Rayong, następnie do hotelu celem skonsumowania znajomości. Gdy ją rozebrałem, z majtek prawie wyleciały nietoperze, taki busz. Nogi owłosione, brwi niewydepilowane, dziewiczy wąsik pod nosem. Mówię jej, że idę po golarkę do Family Marta za rogiem i ogolę ją od głowy do stóp. Ona protestuje, argumentując, że odrosną jeszcze gęściej. Czyli woli przypominać orangutana.

Inna sytuacja. Do pociągu BTS wsiada studentka, w seksownym uniformie z uniwersytetu, białej koszuli ciasno zapiętej na jej, zapewne sylikonowym biuście, i czarnej spódniczce w stylu mini. Spoglądam na jej twarz, azjatyckie oczy, z delikatnym make upem. Długimi czarnymi włosami i nieśmiałym spojrzeniem. Anioł – myślę sobie w głowie. Oczami mierze ją w dół, ponownie podziwiając rozmiar jej płuc. Potem niżej, idealne wcięcie w talii i jeszcze niżej, rozkoszując się kształtem jej pupy. Następnie spoglądam na jej długie nogi i w tym momencie dostrzegam, jebane kurwa włosy, nieogolone, chamsko zarośnięte nogi niemalże jak u chłopa. Pierwsza myśl, że to może być dobrze zakamuflowany ladyboy, ale NIE, ladyboy akurat zadbałby o oto, aby nie mieć zarośniętych nóg. To nasze śliczne Azjatki mają z tym problem.

I tak to już jest w naszej kochanej Azji. Jeśli umawiasz się ze ścieżynką, która nigdy nie miała faceta z zachodu, możesz spodziewać się, iż przypinać będzie mniej, lub bardziej zwierza. Nie zniechęcaj się jednak. Wszak nasze ukochane Azjatki, w przeciwieństwie do feministek z europy, bez marudzenia ogolą się dla ciebie na zero, jeśli tylko sobie tego zażyczysz.

Ps artykuł napisany na podstawie moich subiektywnych doświadczeń, 8 lat mieszkania w Azji a trybie full time (damn, uwierzycie, że nie byłem w Europie już 8 lat :O) . Byłem w 9 z 11 krajów należących do South East Asia (nie odwiedziłem jeszcze tylko Timur Wschodniego i Brunei) i spałem z przedstawicielką z każdego z tych krajów poza Singapurem (w którym przesiedziałem 4 miesiące, ale byłem odrobinę pochłonięty czasowo). Jak ktoś się nie zgadza z treścią, to niech sobie przekreśli markerem i napisze coś swojego 🙂

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Kamagra, Tajlandia

Tajemnicze pigułki


Wraz z poznanym niedawno, przyjmijmy umownie, iż zwać on będzie się „Pablo”, biegaliśmy po Bangkockich dzielnicach imprezowych w poszukiwaniu niewiast które idealnie pasowałyby do kategorii „jedno nocnej przygody”. Pomimo tego, iż ostatnimi czasy zajmuje mi to w takich imprezowniach więcej czasu, za co winię starość i nieubłaganie postępujące zakola, a co w rzeczywistości chyba jednak ma źródło w braku motywacji rozmowy z kolejnymi, często nie tylko szarymi i totalnie bez wyrazu, ale i wręcz irytującymi laskami, w końcu udało nam się upolować dwa idealne nadające się okazy.

Coraz częściej kwestionuję siebie, czy aby na pewno warto jest męczyć się towarzystwem tych istot, tylko po to, aby dorwać się do tego, co skrywają pod majtkami. Powiem nawet, że chyba wreszcie zaczynam rozumiem facetów, którzy płacą za dziwki. Uzależnienie i potrzeby trzeba jakoś zaspokajać, ale cały ten proces męczenia się kilku godzinną randką, tylko po to, żeby zakończyła się ona 20 minutami przyjemności, czasami pozostawia wręcz wątpliwości, czy jakoby cały ten proces w ogóle ma sens.

Po krótkiej rozmowie zaprosiliśmy nasze dwie sarenki do mojego apartamentu, gdzie dokupiliśmy dużo whiskey, chipsów, coli, drinków z kilogramem cukru i innych śmieci którymi dziewczyny lubią się tuczyć i truć (a potem narzekać, że są grube). Nimfy były typowymi farang hunerkami, czyli dziewczynkami, które wyszły na imprezę z zamiarem upolowania białej kiełbasy. Oczywiście żadna farang hunterka nie przyzna się wprost, że taki był ich pierwotny plan nocy. Cechą charakterystyczną dla każdej przedstawicielki płci żeńskiej jest brak logiki w kontaktach z płcią brzydką i zwyczaje kłamanie, lub oszukiwanie, przede wszystkim samych siebie. Ile razy słyszeliście od laski, że pójdzie z tobą spać, jeśli obiecasz, że nie będzie seksu, a potem wiadomo jak było? Ja już wręcz prewencyjnie, wyprzedzam je i sam obiecuję, że seksu nie będzie, zanim one zaczną temat. Natomiast tutaj w Azji, do braku logiki dochodzi jeszcze generalnie totalne nieogarnianie, co często daje ciężki do zniesienia mix.

Ah, i aby nie było, że uwziąłem się na Tajki. Generalnie brak rozgarnięcia to cecha wszystkich płci i to nie tylko w Tajlandii, ale i, generalizując, całym regionie Azji południowo- wschodniej. Jadąc np. do Kambodży, czy na Filipiny jest tak samo źle z ogarnianiem rzeczywistości i trybieniem. Przykładowo, taki typowy, w Polsce powiedzielibyśmy Janusz, a w Tajlandii Somchai, jest w stanie zgubić się w swoim mieście, w którym spędził większość życia, nie odnaleźć adresu jakiegoś urzędu, etc. Rekordzistka którą znam, nie jeździ nawet metrem, bo nie wie jak się kupuje bilet i zamiast się nauczyć tej jakże skomplikowanej czynności, woli płacić za taksówki które nie tylko zajmują więcej czasu, ale i są 10 razy droższe. Anyway, to jest off topic o którym ostatnio mówiłem na YouTube tutaj.  Tyrada zakończona. Rant over,

Powracając do historii. Nie jest to kolejna opowieść o tym jak ściągnąłem z jakieś laski majtki. Generalnie każdy przeciętny facet jest w stanie to zrobić bez większego wysiłku. Tak, nawet tajski facet nie ma z tym problemu, bo chyba nie wierzycie w te historie „thai men no good„, które na okrągło powtarzają Tajki? Kłamanie to cecha narodowa Tajlandii, w Malezji i Singapurze jest nawet takie slangowe określanie „don’t thai to me„, które znaczy nic innego jak „przestań tajować / kłamać / oszukiwać”. Gwarantuje, że 90% lasek które chrzanią takie teksty, albo mają faceta, kochanka, albo będą miały, jeśli nie teraz, to za rok, dwa, pięć. I to właśnie lokalnego, lub innego Azjatę. Inną ciekawą kwestią jest, że gdy zrobisz statystykę i zapytasz 100 Tajek, czy mają chłopaka, 90% powie, że nie. Tym czasem statystyka jest odwrotna, 90% ma albo kochanka, albo faceta. Tylko po prostu odruchowo mówią, że nie. Skąd to się bierze, tego nie wiem… Stawiam, że zawsze szukają lepszej opcji.

W mieszkaniu, celem upewnienia się, że noc będzie upojna, Pablo zapytał czy zarzucamy po kamagrze. To jest czynność którą większość facetów robi dyskretnie, tak aby potencjalna partnerka nie zauważyła. My natomiast, mając generalnie w dupie co sobie pomyślą sarenki, zapodaliśmy po pół pigule na ich oczach, co wzbudziło wielką konsternację, co to za tajemnicza tabletka (może matrix). Nie żeby była to tajemnica natomiast w celu podrażnienia się z laskami, nie chcieliśmy im powiedzieć, co jeszcze bardziej rozbudziło ich ciekawość. Postanowiły nawet, że również chcą z nami zjeść po viagrze. Pomimo prób wybicia im tego pomysłu z głowy, dupeczki się uparły. Muszą wrzucić po zielone tabletce i koniec dyskusji. Cóż mieliśmy zrobić. Daliśmy im zieloną pigułkę, którą podzieliły na pół i łakomie połknęły, myśląc chyba, że to może jakieś narkotyki? Pigułka gwałtu? Sam nie wiem. Kto normalny łykałby tabsy niewiadomego pochodzenia o niewiadomym efekcie, pochodzące od osoby którą poznało się dwie godziny wcześniej? My takie znaleźliśmy.

A co było potem? Chyba nie muszę tłumaczyć. Nic ciekawego i zarazem upojna noc. Czyli standardowo, jak w Azji praktycznie każdego weekendu.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

 

 

 

Manila czy Bangkok?


Gdzie jest Forsaken? Co robi i dlaczego milczy? Otóż powód jest dość prozaiczny. albowiem życie w egzotycznym kraju przez wiele lat staje się na tyle normalnym, rutynowym i wręcz nieciekawym, że opisywanie tego co dzieje się wokół mnie wydaje mi się po prostu niewarte uwagi. To oczywiście subiektywna uczucie nie mające odzwierciedlenia w rzeczywistości, widzę bowiem, że YouTubowe vlogi typu „co jem na śniadanie w Azji” potrafią mieć setki tysięcy subskrybentów.

Bangkok, Tajlandia

Filipiny?

W pierwsze kilka dni pobytu w Manili wysłałem CV w parę miejsc. Zrobiłem to bardziej z ciekawości niż faktycznej chęci pracy, tym razem przywiozłem ze sobą wystarczającą ilość środków, aby nie pracować miesiącami, natomiast bardzo chciałem wiedzieć, czy są na Filipinach firmy które byłyby mną zainteresowane i ile są w stanie zapłacić. W pierwszy tydzień odezwała się do mnie agencja która przeprowadziła telefoniczny interview. Potem długo milczeli, wyszukując stanowiska które odpowiadają moim kwalifikacji (odezwali się z ofertą dopiero po wielu tygodniach)

Po miesiącu podróżowania po Filipinach, gdy ponownie byłem w Manili, odezwała się druga firma i przeszedłem przez szereg rozmów kwalifikacyjnych, co mnie strasznie irytowało. Bo aby się dowiedzieć ile są w stanie zapłacić, musiałem odpowiadać na niezliczoną ilość pytań i rozwiązywać masę testów. Najpierw HR manager przez telefon, potem właściciel firmy w Kanadzie przez Skype, następnie zostałem wezwany na testy w Manili, które przyznam, że były trudne. Tuż przed testami zapytali mnie jakiego wynagrodzenia oczekuje. Totalnie strzelając, powiedziałem 60,000 – 70,000 PHP, na co od razu się zgodzili bez negocjacji, więc domyślam się, że powiedziałem za mało.

Test z angielskiego polegał na zapisywaniu tego, co przez słuchawki mówi nagrana osoba i przyznam, że nawet jako osoba która kończyła studia po angielsku i mieszkała 5 lat w Londynie, miałem problem z zapisaniem niektórych słów i zdań. Convalesce, liaison, handkerchief, itd. Test sprawdzał raczej zaawansowaną znajomość języka. Następnie test z prędkości pisania na klawiaturze. Ten chyba akurat zdałem bez problemu. Kolejny z testów sprawdzał reakcje na zachowanie klientów, co uświadomiło mnie, że to chyba nie jest praca dla mnie. Klienci drący ryja przez telefon, a ja miałem pozostać dla nich miły i pomagać. Przyznam, że w tym miejscu miałem już kompletnie dość testów i tej pracy, w Bangkoku intrview do prac za takie pieniądze trwają 5 – 10 minut, a tu mnie męczą i męczą. To oczywiście nie koniec testów, w sumie trwały one 4 godziny. Następnie był tak zwany „mock call”, czyli udawany klient dzwonił i miałem go obsłużyć. Wypadłem chyba tragicznie, ponieważ ów klient zadawał mi techniczne pytania o software używany na kasie, o czym oczywiście nie miałem pojęcia. Did you try restarting your device? What error message do you see? Próbowałem swoich sił. Na koniec, ostatni test z informatyki, bo pozycja była z tym związana. Tu myślałem, że wreszcie odetchnę, ale pytania typu „jakiego formatowania używają pliki w Windowsie 7 A) Fat 32 B) Fat 37 C) exFat D) NTFS ” trochę mnie rozwaliły. Cały proces interview trwał 4 godziny co jak wspominałem, bardzo mnie irytowało. Byłem przekonany, że nie zdałem testów i wstydziłem się zwłaszcza testu z angielskiego. Jakże wielkim zaskoczeniem był więc telefon z firmy z pytaniem kiedy mogę rozpocząć trening, ponieważ pozytywnie przeszedłem fazę testów…

Tutaj doszedłem do punktu w którym musiałem szybko zadecydować o przyszłości. Przyznam, że była to ciężka decyzja, na podjęcie której miałem kilka dni, ponieważ moja wiza dobiegała końca, a firma naciskała, aby zaczynać trening jak najszybciej. Filipiny, Tajlandia, Chiny, a może Indonezja do której mam już bilet (zostałem zmuszony do kupienia na lotnisku w Bangkoku, bo według prawa filipińskiego, trzeba mieć bilet wyjazdowy).

Chiny wiem, Chińczycy są obleśni, cały kraj przypomina trochę bardziej zoo z dzikimi małpkami, niż cywilizację. Natomiast fakt, że płacą dobrze, a dodatkowo moja Tajka jedzie tam na studia magisterskie i nie byłbym sam, dobrze rokował. Moja Tajka kończyła już tam licencjat i mówi po chińsku, więc miałbym dużo łatwiej na starcie.

Indonezją jestem zafascynowany dlatego, że każdy kojarzy ich z islamem i nigdy tam nie pojedzie z tego właśnie powodu. Tymczasem islam nie islam, Indonezyjki się prują bardziej niż np. w Wietnamie, czy  Kambodży, a kluby w Dżakarcie są dużo lepsze niż w Bangkoku (chociaż i 4 razy droższe).

Filipiny? Opcja bardzo kusząca. Mega super dziewczyny, gdyby mieć czas, to można by mieć co noc inną. Randki są krótkie i szybko można przechodzić do rzeczy. Dodatkowo tani alkohol. Jedzenie tak bardzo mnie nie odstrasza, bo i tak jem głównie surowe warzywa, owoce, nasiona i orzechy. Możliwość weekendowych wypadów na rajskie plaże, czy w góry również jest całkiem ekscytujący. W między czasie poznałem tu Filipinkę, z którą dość dobrze się zgraliśmy. Nie tylko nigdy nie mówiła „nie” na nowe pomysły w łóżku, ale i sama inicjowała sytuacje których nie powstydziłby się filmy dla dorosłych z kategorii „hardcore”. Ale… sytuacja z mieszkaniami w Manili jest, jednym słowem, tragiczna. Mieszkanie które aktualnie wynajmowałem kosztowało 300 USD miesięcznie (wysoka cena ponieważ wynajem bez kontraktu i dodatkowo na dniówki, co sumowało się do 300 USD), a jakość była porównywalna do czegoś co w Tajlandii można by dostać za 80 USD. Zimna woda, materac zamiast łóżka, mega mały pokój, brak deski na kiblu i waliłem głową w sufit, który był przewidziany na wzrost Azjaty. Szukając czegoś lepszego, szybko przekonałem się, że jeśli nie chce mieszkać w totalnym syfie, z wypłaty którą mi zaoferowali nie zostanie mi zbyt wiele. I to było powodem który sprawił, że kupiłem kolejny bilet na samolot…

Dlaczego ponownie Bangkok? Przyznam, że jestem znużony Tajlandią. Mieszkając tu, wszystko wydaje mi się normalne, zwyczajne i nieekscytujące. Ponad 7 lat w tym miejscu z którymi przerwami na Wietnam i Filipiny. Dodatkowo, wraz z epoką aplikacji randkowych, już nie jest aż tak łatwo wyrywać Tajki. Powiedziałbym, że widzę różnicę między teraz, a 7 lat temu. Oczywiście na standardy europejskie dalej jest mega prosto. Ale wracając z Filipin trudno nie zauważyć różnicy. Dalej istnieje wiele Tajek które się grzmocą na pierwszej randce i polują co tydzień na nowego faceta, ale różnica jest taka, że czekają na najlepszą opcję która im się trafi. 7 lat temu, znalezienie i wyciągnięcie Tajki z imprezy w weekend zajmowało dosłownie kilka godzin. Dzisiaj czasami łapię się na tym, że jest 2 w nocy, a ja dalej bez towarzystwa chętnego na wspólny powrót. A może to ja się po prostu starzeje? Na szczęście dalej mam parę asów w rękawie, typu możliwość porozumiewania się po tajsku, lub znajomość realiów, lokalnej kultury, etc.

Dlaczego więc Bangkok? Po pierwsze jakość życia. Te 300 USD w Manili za gówniane mieszkanie? W Bangkoku za tą samą kwotę można mieszkać w apartamencie z basenem i siłownią. Po drugie mam tu znajomości. Wiem nie tylko jak utrzymać się na dobrym poziomie sam, jako freelancer, ale i wiem jak dostać prace które płacą dobrze nawet na warunki białego. Przykładowo, znam ludzi którzy dostają mniejsze wypłaty w Anglii, niż oferty które dostaje w Bangkoku. I ostatecznie na jedną z takich ofert się zdecydowałem. I tak oto powróciłem do Bangkoku, trochę tracąc nadzieję, że kiedykolwiek stąd wyjadę. Życie tutaj jest po prostu zbyt proste. Wiza pracownicza, work permit, ubezpieczenie. Stosunek niskich cen do możliwości zarobków jest chyba najlepszy na świecie. Jeśli się mylę, to proszę mnie poprawić – zawsze szukam lepszego miejsca na ziemi, ale do dzisiaj nie znalazłem. Tajlandia, a dokładniej mówiąc Bangkok, jest najwygodniejszy, najbardziej komfortowy, z dostępem do tanich luksusów, dobrego jedzenia, miłych ludzi którzy nie kradną i generalnie nie oszukują, do tego z bardzo rozrywkowymi dziewczynami (nie wiem czy wiecie, że Tajlandia widzie od dawna światowy prym w zdradzaniu partnerów) i masie miejsc do których można wyjść wieczorem, w nocy lub w weekend. A, nie zapominajmy o szybkim, sprawnym i tanim internecie. Sytuacja w ostatnich latach diametralnie się poprawiła i np. sieć AIS ma nieograniczony internet 6 mb upload / download za jedyne 550 batów miesięcznie, co otwiera możliwość prac zdalnych w wielu sektorach. I najlepsze jest to, że nie trzeba podpisywać żadnych kontraktów. Ładujesz kredyty na telefon i boom, internet działa na okres pakietu który wybraliśmy!

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

Mindanao – wyspa dziewic i terrorystów (Filipiny część 3)


Koła samolotu mocno uderzyły o płytę lotniska i oto znalazłem się w Davao, największym mieście wyspy Mindanao. Tuż po wyjściu z lotniska przywitała mnie cała lista mord poszukiwanych terrorystów. Typowe dla muzułmanów brody i obowiązkowo zakryte włosy kobiet, jak nakazał imam, nie pozostawiają wątpliwości jaką religię wyznają lokalni terroryści. Jak powszechnie wiadomo, islam to religia pokoju.

Mindanao, Filipiny

Mindanao, Filipiny

Wiele osób przestrzega przed zapuszczaniem się na Mindanao. Jest to bowiem jedno z miejsc, w których islam szaleje w pełni tego słowa znaczeniu, czyli porywają, obcinają głowy, zakopują żywcem ziemi. Pamiętacie jeszcze Marawi, miasto na Filipinach które zostało przejęte przez islamskich fanatyków i ogłoszone miastem ISIS? Tak jest, Marawi znajduje się właśnie na Mindanao. Oczywiście nie jest tak, że wszędzie jest super niebezpiecznie, są rejony do których lepiej się nie zbliżać i takie, w których raczej nic złego nie powinno się przydarzyć. Davao jest rzekomo jednym z tych miejsc, w których jest raczej bezpiecznie. Tymczasem szybki google search zdradza, że Davao we wszystkich statystkach jest 4 najgorszym miastem na Filipinach jeśli chodzi o indeks przestępczości, zaraz po Quezon, Manili i Cebu. Tereny na które lepiej się nie zapuszczać, to Cotabato (które sąsiaduje z Davao), Marawi, Zababonga i wyspy Sulu. Sulu jest szczególnie niebezpieczne, to właśnie tutaj urzęduje bowiem Abu Sayyaf – grupa islamskich terrorystów z długa historią paskudnych przestępstw.

Taxówką dojechałem do hotelu polecanego przez mojego przyjaciela z Belgii, który mieszka w Bangkoku od 15 lat, a jego żona pochodzi właśnie z Mindanao. Jak twierdził, na Mindanao jest tak tanio, że za 500 peso można spać w hotelu z airconem. Jakież było moje rozczarowanie, gdy po wejściu do tego wspaniałego hotelu, odkryłem, że – znowu – na kiblu nie ma deski, wodę spuszcza się wiaderkiem w którym komary składają jaja, a z prysznica leci wyłączanie zimna woda. Niegdyś białe prześcieradła mają obecnie nieco bardziej żółtawą odcień, a rozmiar pokoju taki bardziej dla hobbita, a nie faceta mojego pokroju, który mierzy sobie ponad 6 stóp wzrostu. Ale nie kłamał – klimatyzacja faktycznie jest.

Było już godzina 10 w nocy. Wszystkie dziewczyny z którymi miałem się spotkać, twierdzą, że to absolutnie za późno na wyjście z domu. Tego własnie nie cierpię na prowincji. Davao niby ma 2 miliony mieszkańców, ale ewidentnie ludzie mają jakąś mentalność mało miasteczkową, żeby nie powiedzieć wiejską. Może 5 lat w Londynie i 7 lat w Bangkoku sprawiły, że nie potrafię się już odnaleźć w mniejszych miastach, natomiast naprawdę mocno mi przeszkadza takie nastawienie ludzi. Wszystko jest za daleko, choć de facto, takie 2 milionowe miasteczko to na upartego da się przejść na nogach. Noc jest od spania, wschód słońca od wstawania. Rozumiem, na wsi trzeba wyprowadzić bawoła w pole i wydoić krowę, ale dlaczego w takim mieście jak Davao ludzie dalej chodzą spać, jakby mieszkali na farmie?

Wychodzę więc na miasto bez konkretnego planu. Tuż przy hotelu zaczepia mnie kulawa dziwka w ciąży, wiek na oko 50 lat. Do you want service? Z ciekawości pytam ile taka usługa od starej baby w ciąży. 1500 peso. Odchodzę i od razu zrobiło się 1000. Dalej dziękuje i idę dalej. Szukam miejsca gdzie można się napić Red Horsa. Ciężko z tym. Same bary karaoke, gdzie filipińce drą ryja do jakiś szarpidrutów. W końcu znajduje ‚Hot legs’, jak się okazuje taki lokalny odpowiednik barów go go. Trochę obawiając się, czy mnie nie opierdolą z kasy, oszukają, zgwałcą lub zabiją, wchodzę do środka. Nie mogę tego przegapić, bo niby jak inaczej opiszę życie nocne w Davao.

Do Hot Legs jest płatne wejście, 50 peso, czyli jakieś 3zł. W sali siedzą młodzi i starzy filipińce, palą papierosy i piją piwo, na scenie zaś „tańczy” z 10 średnio urodziwych pań o średniej wieku 30+. Generalnie to mi się nie podobało, aż do momentu w którym zaczęły ściągać majtki. Ciekawa obserwacja, wcześniej bowiem nie podobała mi się żadna z pań, kiedy zaś zaprezentowały się bez ubrań, szybko zmieniłem zdanie, brałbym do pokoju połowę. Nie były takie złe, większość miała wygolone paski. W ogóle ciekawe, że są na Filipinach miejsca w którym dziewczyny się rozbierają, bo np. w Manili i Angeles i Cebu, zawsze są w bikini i nigdy im żadna garderoba nie spada.  Dziewczyny rzuciły się na mnie jak muchy na gówno – w końcu widok białego (i to jeszcze poniżej 60 lat), to w Davao rzadkość. Lady drinki kosztują coś koło 300 peso, istnieje też możliwość wynajęcia prywatnego pokoju i zabrania tam dziewczynek. Od razu też dodały, że w takim pokoju mogą zrobić dobrze ustami za 1000 peso napiwku. Po piwie wyszedłem. wszystko było ok, nikt mnie nie oszukał, nie zgwałcił, etc. Czy więc można bezstresowo chodzić do Hot Legsów w Davao?

Innego dnia byłem w Hot Legs ze znajomym z Polski i wszystko nie było już takie piękne. Laski może i mieli lepsze, choć nie ściągały majtek, ani nawet nie można było radować oka widokiem cycka, to były całkiem przyjemne z aparycji, nawet pomimo tego, że zdawały się być mocno nadszarpnięte dziećmi. W tym drugim Hot Legsie, już na wstępie lecieli w chuja. Po pierwsze, przyszedłem tam z dziewczyną i na rachunki skasowali ją 100 peso, zamiast 50 za wejście. Po drugie, dostałem na maksa wygazowane piwo, które musiało stać otwarte co najmniej 5 godzin, bo nie miało ani jednego bumbelka. Kelner mnie totalnie zignorował i uciekł kiedy zgłosiłem swój przeciw. Czyżby robili zlewki? Jak ktoś nie dopija, to zlewają do butelki i podają jako nowe piwo? Tego już się nie dowiem. Na szczęście moja laska poszła zrobić awanturę i piwo wymienili. Natomiast jeszcze gorzej było, kiedy mój kumpel zamówił lady drinka dla jednej z hostess (hostessa, ale ładne określenie na dziwkę 🙂 ). Dziewczynka kolegi zamówiła sobie piwo, a na rachunku 600 peso zamiast 300. Wzywamy obsługę która nam wkręca, że to podwójny drink, stąd 600. Ale piwo jest jedno, to jak ma być podwójne? Do tego sama laska powiedziała 3 razy, że koszt jej drinka to 300 i tak samo jest napisane na drzwiach, więc skąd się wzięło 600? No cóż… Gdyby była to Tajlandia, to zrobiłbym mega scenę i cena wróciłaby do normalnej, ale że jesteśmy na Filipinach w których nie wiemy jak i co działa, to kumpel postanowił zapłacić te 600. Natomiast po tym doświadczeniu nie wróciliśmy już więcej do Hot Legsów. Skoro oszukują w tak bezczelny sposób, to niech szukają klientów gdzie indziej.

Wracając do dnia pierwszego. Po wyjściu z Hot Legsów, okazało się, że w Davao jest godzina policyjna od 12stej w nocy i jest wielka czarna dupa, bo nie ma nic. Po pierwszej nocy byłem wielce rozczarowany tym miastem. Uciekłem nawet z samego rana do miasta Digos, aby spotkać się z Belgiem i jego żoną o których wspominałem. Digos… co za pomyłka. Nie dość, że żadna laska z netu nie chciała wyjść, bo za późno, bo nie weekend, bo nie wie co mamie powiedzieć, to w jedynej imprezowni w mieście, laski mnie zlewały jak nigdzie indziej na Filipinach. Było tak źle, że kiedy zapytałem się jakiś panienek, czy mogę z nimi usiąść, usłyszałem NIE. Tragedia. Ale przynajmniej w hotelu była deska na kiblu. Szkoda tylko, że brakowało okna. Z tymi deskami na kiblach, nie wiem o co chodzi. Co drugi hotel nie ma i to nawet te 3*. To jest jakiś żart filipiński, jak można coś takiego oferować ludziom.

Następnego dnia powrót do Davao, gdzie byłem umówiony z bardzo sympatyczną dziewczynką w parku. Rozmawialiśmy godzinami, dokuczaliśmy sobie, wymyśliliśmy głupie ksywki. Potem poszliśmy na imprezę do czegoś w rodzaju roof topu, grała tam muzyka na żywo. Alkohol tak tani, że w Bangkoku chyba woda droższa w knajpach niż tam piwo. O 12 wszystko zaczęło się zamykać (godzina policyjna), więc zabrałem ją do swojego mieszkania które wynająłem przez Air Bnb (hoteli już miałem dość). Oczywiście przed pójściem do mnie musiałem złożyć przysięgę na Chrystusa Zbawiciela, że nie będę próbował jej wyruchać. Po wejściu do domu ściągałem z niej majtki chyba w pierwszych 5 minutach. Nie chciała za to ściągnąć butów, więc tylko zsunąłem z niej dolne części ubrania, podniosłem nogi i zrobiliśmy to w takiej dziwnej pozycji. Przynajmniej coś nowego. Po samym akcie, ona musiała wracać do domu, bo inaczej współlokatorka wiedziałaby, że spędziła ze mną noc, aka ruchała się. A pozory trzeba trzymać.

W sumie dobrze się złożyło, że poszła, bo odprowadzając ją na taxi, odkryłem nowe miejsce do picia alkoholu po godzinie policyjnej. Otóż moje mieszkanie było w slumsach Davao, zaraz przy Oceanie Spokojnym. Wszędzie znaki w którą stronę uciekać w przypadku tajfunu, tsunami, lub trzęsienia ziemi. Dziwna akcja, ale to właśnie slumsy są najbardziej narażone na klęski żywiołowe (swoją drogą na Filipinach ginie w klęskach żywiołowych najwięcej ludzi na świecie, tajfuny potrafią zdmuchnąć całe wioski z powierzchni ziemi). Wracając już sam do domu zauważyłem, że jakieś dziewczyny piją alkohol na ulicy, a była już co najmniej 3 rano. Zapytałem czy mogę się przysiąść, postawiłem litrowego Red Horsa i było super. Od tej pory codziennie po godzinie policyjnej szlajałem się po slumsach i piłem z losowymi ludźmi. Mega przyjazne towarzystwo, przykładowo te pierwsze laski tłumaczyły mi, że głupio im nawet przyjąć ode mnie piwo, bo nie chcą, żebym myślał, że Filipinki to gold diggery, lub naciągaczki na kasę. Innym razem postawiłem typkowi piwo i zdradziłem, że bardzo lubię dziewczyny. Poleciał gdzieś i przyprowadził jakąś 18stkę. Wsadził mi ją na kolana i powiedział „enjoy”. Nie pukałem jej, już nawet nie pamiętam dlaczego, ale sam gest bardzo mi się podobał. Najlepsi ludzie w Davao są na slumsach! A co do jedzenia, sprzedają tam masę warzyw i owoców za jakieś tak śmieszne ceny, że ciężko w to uwierzyć. Np. mały zestaw warzyw w torebce kosztował 5 peso, czyli 30 groszy. A były tam i pomidory, i ogórek, jakaś cebula i parę innych rzeczy. Szczerze to nigdy nie byłem w miejscu o niższych cenach niż Mindanao. Wyjątkiem są tu jednak hotele, które są beznadziejne i drogie.

A teraz przejdźmy do dziewic, których na Mindanao nie brakuje. Powiedziałbym nawet, że jest to raj dla facetów o takim fetyszu, bo sporo lasek nawet po 21 lat, nigdy nie miało w sobie prącia. Do tego wszystkie się zakochują po pierwszym spotkaniu, tak samo zresztą jak ta moja dziewczynka co butów do seksu nie lubi ściągać. Do dzisiaj do mnie codziennie piszą, a minął już ponad miesiąc. Jakbym kiedykolwiek szukał żony, to na pewno byłoby to właśnie na Mindanao i polecam każdemu kawalerowi, który się nie boi islamskich terrorystów, maczet odcinających głowę i porwań dla okupu – ja jeżdżę na motorze w Tajlandii gdzie dziennie ginie na drogach 60 ludzi, więc się nie boję.

Dziewica #1

Poznaliśmy się na Facebooku. Po krótkiej rozmowie, rutynowo zapytałem czy ma dzieci. To jest ważne pytanie, bo Azjatki po dzieciach są mega sflaczałe, z potarganym brzuchem, dupskiem, cyckami które zmieniają się w worki tłuszczu i mocno obniżonym libido. Za dziecko jest z automatu -3 punkty w rankingu zajebistości Forsakena. Tymczasem ta laska śmieje się, że jak może mieć dziecko będąc dziewicą. Od razu zaznaczam, że dziewice to nie jest żaden mój fetysz, powiedziałbym nawet, że chociaż nie jest to minus, to na pewno i nie plus, bo dla nich pójście z facetem do łóżka to mega wydarzenie życia i potem są telenowele, dramaty, etc, a ja po prostu chce się przespać z fajną laską, tak jak każdej innej nocy. Z dziewicą #1 spotkałem się natomiast dlatego, że ma wielkie cycki. Po 7 latach w Tajlandii, która ma pierwsze miejsce na świecie jeśli chodzi o najmniejsze cycki, wyrobiłem sobie taki własnie fetysz – lubię duże. To znaczy nie jest to mus, bo gdyby był to w ogóle nie mieszkałbym w Azji, ale duże cycki to +3 w rankingu zajebistości Forsakena.

Zaprosiłem ją więc na wspólną podróż na wyspę Samal. Samal to wyspa na której jeszcze 2 lata temu (w 2015) Abu Sayyaf porwali 3 białych turystów i jedną Filipinkę, która była dziewczyną jednego z porwanych. Nie chce mi się szukać co się z nimi stało, albo ich wypuścili, albo im obcięli głowy. Nigdy nie wiadomo co strzeli do głowy jebniętym muzułmanom… Tak więc, jako że moja dziewica była tam miejscową, oddałem się w jej ręce, czyli dałem zaplanować jak pojedziemy. Jak potem popatrzyłem na mapę, to załamałem ręce, bo port jest tuż przy slumsach, a ona zabrała nas na jakiś prom przy lotnisku, przez co jechaliśmy 45 minut w jeepney’u (lokalnym autobusie), z którego tak kopciło, że już po 10 minutach chciało mi się rzygać. Sama wyspa, no cóż, może nie powinienem oceniać książki po okładce, ale raczej tragedia. Pierwsza plaża na którą pojechaliśmy zażyczyła sobie 250 peso od osoby za wejście. Co to ma w ogóle być, żeby brać opłaty za wejście na plażę?! Podobno super mają facilities i dlatego taka droga. Proszę więc o próbkę i jakiś cieć bierze nas to pojazdu na prąd, żeby nas podwieźć. Nie działa. Wsiadamy do drugiego, przejeżdżamy 30 metrów i drugi pojazd też nie działa. Idziemy na nogach, a tam plaża taka se, nic ciekawego. Fajny basen, ale iść na plażę, żeby potem siedzieć w basenie, to trochę jak iść do kina i oglądać film z Youtuba na komórce. Pojechaliśmy więc na inną plażę, dla biednych, bo wejście było tylko 40 peso. Plaża powiedziałbym adekwatna do ceny, czyli generalnie chujówka. Za to mieli piwo i udało mi się upić dziewicę, a to już plus, wiadomo, dziewczyny po alkoholu są dużo śmielsze w ważnych sprawach.

Po powrocie do Davao, znalazłem nowy hotel, w którym była deska na kiblu, czysta pościel i w ogóle wow, prawie jak normalny hotel. Prawie robi jednak różnicę, bo wymiary były może 2,5 metra na 2 metry. Jak się kładłem, to nogi i głowa dotykała ścian. Ale przynajmniej nie widać żadnych insektów, bo w hotelu z poprzedniej w nocy obudziły mnie karaluchy które spacerowały po moim ciele. A teraz wracamy do dziewicy i rozdziewiczania. Niby mówiła, że nie, ale jej mowa ciała była na tak, więc nie przejmowałem się zbytnio jej sprzeciwami i ją zrobiłem. Ahhh, te wielkie cycki, nigdy tego nie zaponę. Z miśki poleciało tylko kilka kropelek krwi, ale plamy na pościeli nie pozostawiły wątpliwości – dziewica. Miała za to super nastawienie, bo chociaż trzęsły jej się nogi jak chyba każdej dziewicy, to przy drugiej rundzie już chciała próbować wszystkiego. Od tyłu, na górze, do góry nogami. A kiedy skończyłem z bananem w jej buzi, z zaskoczeniem zapytała „dlaczego to smakuje jak ciepła woda z solą”. Jak słodko 🙂 Następnego dnia czas już był ruszać dalej w podróż, a przyznam, że bardzo żałuje, że nie zostałem z nią dłużej. Mega fajna i pozytywna laska, może nawet materiał na coś dłuższego?

Następnego dnia byłem w autobusie do Bislig. 6 godzinna podróż z filipińcami w jednym autobusie była przeżyciem z gatunku horrorów. Filipińce do autobusu na 40 osób potrafią wsadzić 60. I tak np. masz obcą babe na kolanach, koguty pieją niezadowolone z bycia zamkniętymi w jakiś ciasnych kartonach, które co chwile spadają z siedzeń, po podłodze walają się jakieś marchewki, ogórki i chuj wie co oni tam jeszcze przewozili. Do tego był karzeł i pan bez zębów który puszczał melodyjki z 15 letniej Nokii. Autobus bez klimatyzacji, a jakże, więc zapachy też były mocno swojskie.

W końcu dojechałem do Bislig, aczkolwiek akurat Belg i jego żona przenieśli się 30 km dalej do Hinatuan, więc zapłaciłem jakiemuś typkowi 300 peso, żeby mnie podwiózł na motorze. Po drodze złapał nas tropikalny deszcz, a ja w plecaku komputer i wszystkie dokumenty z uniwersytetu. Trochę się zestresowałem, ale udało się, komputer działa, a na dyplomie moje imię też się nie rozmazało.

Hinatuan

Zalogowałem się do jakiegoś hotelu, w którym tradycyjnie nie było deski na kiblu. Było już późno więc od razu śmigałem na spotkanie z Belgiem i jego żoną. Był z nimi jeszcze jeden filipińczyk, taki maksymalny gej, który miał nam pokazać fajne miejsca następnego dnia. Wszystko spoko, tylko po tym jak wypiliśmy 30, czy 40 Red Horsów (co kosztowało nas jakieś śmiesznie małe pieniądze, chyba nawet nie 100 zł), wszyscy mega narąbani śpiewali karaoke. W pewnym momencie do lokalu wbija ekipa, pare dziewczyn i kilku kolesi. Kupili więcej piw i wyszli. Po sekundzie jedna z lasek z tej grupy wraca i pyta się mnie czy nie chciałbym z nimi pójść na imprezę domową. Ja mówię, że jasne, a na to nasz gej, że to super niebezpieczne iść z obcymi. Wyśmiałem go i powiedziałem, żeby w takim razie tu został, bo ja z nimi idę. Gej niechętnie, ale polazł za mną.

Domówka była całkiem spoko, chociaż nic specjalnego się nie działo. Co prawda każda laska niby coś tam flirtowała ze mną, ale Hinatuan to jest jakaś pierdolona wioska i ludzie mają tu wioskową mentalność. Jak tylko robiłem jakiś kontakt dotykowy z dziewczynami, one wycofywały się. Stąd też, ostatecznie olałem imprezę i poszliśmy szukać mojego hotelu. Gej się na mnie coraz bardziej wieszał, aż w pewnym momencie złapał mnie za rękę. Nie chce być niemiły, bo wiem jak to jest usłyszeć od jakiejś polskiej Joasi „spierdalaj” podczas zalotów, ale musiałem mu dosadnie przypomnieć, że lubię cycki i jak jeszcze raz mnie złapie za rękę, to wrzucę jego 40 kilogramowe ciało za żywopłot posesji obok. Zadziałało. W końcu dotarliśmy do mojego hotelu w którym brama była zamknięta. Po 10 minutach darcia ryja, żeby ktoś otworzył, postanowiłem przeskoczyć przez bramę z kolcami. Niby nic trudnego, tylko widziałem już nie różne zdjęcia jak ludzie się na to nabijają dupami, nogami, fiutami, a nawet twarzą, a ja byłem tak po 10 piwach. Gej krzyczy, że chyba zwariowałem, ale nie będę przecież spał na ulicy jak za pokój zapłaciłem. Przeskoczyłem.

Następnego dnia zwiedzaliśmy prowincję Bislig. Musze przyznać, że pare miejscówek robi wrażenie. Enchanted River, to chyba najbardziej niebieska laguna jaką widziałem w życiu. Z tego też miejsca wzięliśmy prywatną łódź i popływaliśmy po okolicy. Nie będę się rozpisywał o pierdołach, to nie jest blog podróżniczy, a Azja Po Zmroku. Z ciekawych jednak rzeczy, zatrzymaliśmy się w restauracji na morzu gdzie trzeba dopłynąć łodzią, a rybę jesz tylko taka którą złowią na twoich oczach. Nie chciałem nawet myśleć o warunkach higienicznych w tym miejscu. Woda może i niebieska, ale w kiblu nie było światła, jak się szczało, to właściwie nie było się w stanie nawet stwierdzić, czy trafia się do kibla czy nie. Mój kumpel Belg odlał się nawet pod prysznic, w złym pomieszczeniu i nie chciał mi uwierzyć, że to nie jest kibel, tylko właśnie miejsce do kąpania się. Oczywiście wody się nie da spuścić, a na kiblach tradycyjny brak desek (w sumie to zgaduje, bo i tak nie było światła). Mięli za to kilka fajnych kelnerek 17 letnich. Żona Belga, wracając z kibla (pewnie też lała pod prysznicem), powiedziała mi, że kelnerki mnie wołają gdzieś tam na zaplecze. Cóż miałem zrobić, ja jestem jak Rasputin, kobietom i wina nie odmawiam. Coś tam sobie niewinnie poflirtowaliśmy, na ile pozwalał ich łamany angielski, gdy nagle wpadł zazdrosny właściciel i zrobił taką awanturę, że nie wiedziałem, czy lepiej skakać za burtę, czy co robić. Założę się, że ten grubas rucha te kelnerki i dlatego mu się tak nie podobała moja obecność. Again, wioskowa mentalność ludzi.

Tej nocy spałem w lepszym hotelu, który miał recepcję czynną całą noc i nie trzeba było skakać przez druty kolczaste. Pokój był czysty bez robaków, nie śmierdział. Aaa, i na kiblu była deska. Prawie idealnie, czyż nie? No, nie do końca. Po pierwszym numerze 2, kibel się zatkał i znowu gówna prawie wypływały na podłogę. Próbowałem wszystkich znanych metod na odblokowanie, ale nic nie działało. Od tej pory miałem non stop paranoje, że zatkam kibel. Tak szacuje, że za każdym razem jak srasz na Filipinach, ryzyko zatkania kanalizacji wynosi jakieś 20%. I zaznaczam, ja nie używam papieru toaletowego (który uważam za mega obrzydliwy). Kible na filipinach zatykają się czystym klocem, bez dodatków w postaci chusteczek, czy innego badziewia. Ogólnie hardcore, na co dzień człowiek nie zdaje sobie sprawy z tego, jaki to luksus, że żyjemy w krajach gdzie jedno spuszczenie wody rozwiązuje problem. Na Filipinach możesz nakurwiać spłuczką 3 i 4 razy, a gówno dalej dryfuje gdzieś na powierzchni, a jak już się łaskawie spuści, to trzeba trzymać kciuku, żeby nie zapchało rur i nie wróciło na podłogę łazienki z kolegami. Ehhhh!

Dziewica #2

Jakaś randomowa laska która którą jak się okazało miałem na Facbooku, wysyła mi wiadomość, czy naprawdę jestem w Bislig. Okazało się, że mieszka 2 godziny jazdy autobusem stąd i jest chętna przyjechać. Co prawda nie ma żadnych pieniędzy i pożyczy 500 peso na autobus, za który z góry zobowiązałem się zwrócić pieniądze, ale i tak była chętna na przyjazd. Swoją drogą odważnie, jakby wszystkie moje pieniądze ograniczały się do 500 pożyczonych peso, to na pewno nie zapierdalałbym 100 km od domu na spotkanie z nieznajomym, który może się okazać jakimś zboczeńcem. Na szczęście dla niej, żaden ze mnie zboczeniec. No, może trochę. No może więcej niż trochę, ale za to jaki sympatyczny.

Po przyjeździe, zwiedzaliśmy jakieś wodospady i punkty widokowe w Bislig. W między czasie, w rozmowie zapytałem czy czasami nie jest dziewicą, na co usłyszałem, że miała już chłopaka, więc nie. Wieczorem wracamy do hotelu, jakieś przytulanie, etc, aż przechodzę do ataku. Znowu czuje dziwnie znajome trzęsące się nogi jak u dziewicy z przed kilku dni. Laska spięta na maksa, jakby jej mieli wyrwać zęba. Pytam się, czy możemy to odłożyć na później, kładę jej palec na usta i mówię ćśśśśś, zakładam gumkę i próbują w nią wchodzić, a tu… nic. Nie da się wsadzić. Wtedy pytam, „ejjj, ty na pewno miałaś już chłopaka wcześniej?”, na co słyszę, że nigdy tego jeszcze nie robiła, a skłamała, ponieważ mając 21 lat bycie dziewicą wydaje jej się już nie na miejscu i się zwyczajnie wstydziła. Nawet wspomniała, że kiedyś próbowała użyć dildo, żeby przerwać błonę dziewiczą, co też jej też średnio szło. A więc druga pod rząd dziewica zrobiona w przeciągu tygodnia. Swoją drogą, po finale też piękny komentarz zrobiła „o fuj, to wcale nie smakuje dobrze, dlaczego dziewczyny na pornosach lubią to jeść, to nie jest nawet słodkie”. Hehe.

Następnego dnia znowu spotkałem się z Belgiem i jego żoną. Wraz z nimi i moją dziewicą poszliśmy do karaoke w Bislig, gdzie poszło trochę Red Horsów. Mój błąd, że dałem niepijącej dziewicy alkohol, bo zmieniła się w nieporęczne dziecko pod wpływem procentów. Najpierw zaczęła płakać, że świat jest zły, ona ma dobre serce, a wszyscy ją robią w chuja na kasę. Pewna koleżanka dziewicy wymyśliła, żeby razem kupić bitcoiny. Dziewica więc, zamiast założyć swój własny portfel na zakup, oddała całe oszczędności koleżance, która zniknęła wraz z pieniędzmi. Za drugim razem została oszukana na 40,000 peso które jej rodzina musiała gdzieś pożyczyć, bo jakiś typ w Manili miał jej załatwić pracę na statku za tą kwotę. A że ona skończyła studia oficerskie, ma Bachelors of Science in sea transportation, to była to jej wymarzona praca. Oczywiście rodzina zamiast ją ostrzec, że pieniądze za prace, to jakiś oczywisty przekręt, sama się zapożyczyła i wysyłała córeczkę do stolicy.

Po dwóch godzinach płaczu, byliśmy już w domu i dodatkowo do łez, zaczęło się też rzyganie. Najpierw zrzygała się do umywalki, potem obok kibla. Nie była w stanie sprzątać, więc ten przyjemny obowiązek spadł na mnie. Następnie rzygała w łóżku. W ostatnim momencie ją wypchałem i bełty poleciały na podłogę, zamiast na poduszkę. Oczywiści w tym momencie zarzygała sobie już całe włosy. Płacz na przemian z rzygami i wyznaniami miłości do Jezusa. W pewnym momencie zaczęła mnie nieco irytować. Rzygi jeszcze zaakceptuje, ale patologicznego pierdolenia religijnego już nie bardzo. „Jesus I love you, I know you love me too, waaaah, why my life is so bad, Jesus love meeee” . Zostawiłem ją w łazience, gdzie zasnęła w pozycji kucającej, wyglądając trochę jak śpiąca kura. Zrobiłem nawet zdjęcie, ale chyba nie na miejscu byłoby wrzucanie tutaj. Z doświadczenia wiem, że dzięki życzliwości czytelników, co któraś laska o której tu pisze, czyta te teksty, więc nie będę się narażał 🙂 Z samego rana, obudziłem się z bananem w jej ustach, to miały być przeprosiny za jej zachowanie. Taki treatment od rana, jak jej nie wybaczyć.

Laska w sumie była całkiem sympatyczna, więc zabrałem ją ze sobą w dalszą drogę do Surigao, na samej północy Mindanao, skąd odpływa prom do Cebu. Spędziliśmy ze sobą kilka dni i generalnie dziewczynka chyba się we mnie zakochała na maksa, powiedziała już nawet rodzicom, że przeprowadza się do Tajlandii, bo poznała faceta który mieszka w Bangkoku. Codziennie do mnie pisze i snuje historie nawet o dzieciach, o tym kto z nas jaką będzie robił pracę, wysyła mi promocje biletów w Cebu Pacific na trasie Manila – Bangkok z sugestią, żebym może kupił.  W sumie to tyle naobiecywała jaką będzie idealną dziewczyną, że rozważam faktycznie ją tu ściągnąć na jakiś czas…

W drodze do Surigao dałem jej jakieś 100 peso w drobnych, bo już mnie wkurwiało, że za każdym razem jak chce kupić wodę, czy coś, to ona na mnie patrzy i czeka aż zapłacę. Dałem jej więc te drobne i myślę, spoko, już za kibel sobie może sama zapłacić. Tymczasem kupując orzeszki, mówi, żebym jej dał 15 peso. Pytam się gdzie jest stówa którą jej dałem, „oddałam ślepemu żebrakowi w autobusie”. Ja pierdole, laska nie ma żadnych pieniędzy, to jeszcze odda ostatnie drobne ślepemu… masakra.

Po 2 dniach w Surigao miałem już bilet na prom do Cebu. Rozłąka z dziewicom to był niezły dramat, płakała strasznie i prosiła, żebym ją zabrał ze sobą. Ale dla mnie ona była takim trochę strupem. Fajnie, że obrabiała pałę każdego poranka, ale jak ona nic nie robi całymi dniami tyko patrzy na mnie jak w obraz i chodzi za mną jak piesek, to zaczęło mnie to trochę męczyć. Może inaczej byłoby, gdybym ją miał w mieszkaniu w Bangkoku, ale aktualnie jestem w podróży i taki układ mi nie do końca odpowiadał. Trochę czułem się jakbym miał córkę którą trzeba się opiekować.

Z Surigao do jej miasta jest co najmniej 8 godzin autobusem. Daje jej więc 1000 peso, żeby miała na autobus i jakieś jedzenie, plus może taxówkę jeśli będzie taka potrzeba. Ona na to, że zwariowałem, ludzie pomyślą, że jest dziwką jak jej będę dawał pieniądze. Ale dać jej muszę, bo inaczej nie ma za co wrócić do domu. Więc mega gimnastyka, szukamy ustronnego miejsca z dala od wzroku obcych ludzi, abym mógł przekazać jej sekretnie pieniądze… Godzinę później byłem już na promie do Cebu i na tym zakończyła się 10 dniowa przygoda na Mindanao.

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku

 

Raport z Filipin 2018 (część 2)


Na Filipach jestem już niespełna miesiąc. Dużo się działo, oj dużo. Nie jestem już nawet w stanie odtworzyć wszystkich wydarzeń, stąd też napiszę kilka części podsumowujących. Nie każdego dnia udało mi się coś upolować, choć poświęcałem na to dużo czasu, monotonnie wręcz atakując portale randkowe, imprezy oraz centra handlowe . Początkowa z determinacją biegałem za filipinkami nawet do 5 rano, aż do skutku, jednak z biegiem czasu coraz mniej mi się chciało. Poniżej prezentuje raport z ciekawych sytuacji, o leniwych dniach przy książce, bez alkoholu, dziewczyn i orgii, nie będę wspominał.

Plaża w Manili

Plaża w Manili

Manila

Rano upragniona ewakuacja z hotelu. Buzi buzi z moją narzeczoną (pseudonim Ryba) i czas ruszać w drogę, tym razem padło na dzielnicę Malate. Wyszukuje last minute hotel deals i znalazłem jakiś tani pokój za niecałe 1000 peso. Na zdjęciu wyglądał ok. Tym czasem rzeczywistość można określić jednym słowem: tragedia. Cena absolutnie nie idzie za jakością. Pokój taki mały, że ledwo łózko się mieści i dzielona łazienka z koreańskimi back packersami. Jeszcze aby było zabawniej na recepcji wisi kartka, że nie wolno przyprowadzać gości. To sorry, ale gdzie ja mam to robić, jak nie w pokoju?! Dodatkowo brak sejfu, co jest trochę problemem bo mam przy sobie sporo cashu w gotówce i dwie karty z których jest co kraść. Wsadzam więc dolary pod materac i to się okazało bardzo złym pomysłem, bo natężanego dnia jechałem już w taxi to Makati, gdy przypomniałem sobie, że zapomniałem 1000 USD i paszport pod materacem w jakiś tanim guest housie, w którym jak miałem okazję zaobserwować, sprzątaczki podnoszą materac przy zmienianiu pościeli. I teraz pytanie, czy kiedy taka sprzątaczka widzi swoją prawie roczną wypłatę w pliku banknotów, to się skusi, czy raczej grzecznie odda na recepcji? Na szczęście, zdążyłem odzyskać, acz nie odbyło się to bez stresu. Dodatkowym problemem okazał się internet, który działał wyłącznie w restauracji na górze. Przed wyjazdem nabrałem sobie trochę studentów i uczę ludzi angielskiego i tajskiego przez internet. Tym czasem na Filipinach internet na którym można spokojnie porozmawiać na Skype okazuje się być sporym wyzwaniem.

Tego dnia cały proces latania za laskami był nieco utrudniony, gdyż nie wiedziałem czy moja potencjalna partnerka w ogóle zostanie wpuszczona do środka. Pokój zawsze zamawiam na dwie osoby, więc może by się udało, a może i nie, tego nie wie nikt. Na jednym z portali randkowych na Facebooku umówiłem się z jakąś średniawą laską na Santa Ana. Dlaczego nie czekałem na jakąś lepszą? Bo było wcześnie, a ta zgodziła się od razu na czynności które tygryski lubią najbardziej. To są plusy lasek o mniej reprezentatywnej aparycji. Dużo, dużo prościej dojść z nimi do spraw łóżkowych. Wynająłem pokój w drugim hotelu, ściągałem portki i oddałem się w jej ręce i usta. Po wszystkich ładnie dałem 100 peso na taxówkę i myślałem, że na tym temat się skończy. Tym czasem ona już z domu wysyła mi wiadomość, że chciałaby abym dał jej jakieś „pieniądze na mleko dla dziecka”. Ha, wspominam o tym, ponieważ ten tekst okazał się być odpowiednikiem chorego bawoła w Tajlandii. Tutaj dziewczyny masowo potrzebują mleka dla dziecka. Niby ma sens, wszak Filipiny nie na damo nazywane są fabryką dzieci. Jeszcze w 1970 na Filipinach było 30 milionów ludzi. W 2018 jest to 105 milionów. Czujecie blusa? Od dzisiaj powinniśmy zmienić przysłowie z ruchania się jak króliki, na ruchanie się jak filipińce. To jest jakiś przyrost naturalny z kosmosu. Ale tak to jest jak się daje kościołowi wprowadzić szariat chrześcjański i kondomy są haram.

W dzień wybrałem się jeszcze do dzielnicy Tondo, „na plażę”. Tondo to największe slumsy w Manili, jest to teren o najgęstszym zaludnieniu ludzkim na świecie, mieszka tu bowiem 69,000 ludzi na kilometr kwadratowy. Zbite blachy i kawałki jakiś płyt tworzą żałosną imitację mieszkań, w której mieszkają całe rodziny. Oczywiście wzbudzałem tu niemałą sensację, z prozaicznego powodu, jest tu po prostu niebezpiecznie i normalny biały omija Tondo szerokim łukiem. Nawet taksówarz zdradził, że nie bardzo chce się zapuszczać a te rejony. A ja właśnie dlatego chciałem to zobaczyć. Z radością dawałem się zapraszać na piwo przez rodziny mieszkające na wysypisku śmieci, u których cała  rodzina łącznie ma mniej zębów niż ja, a ich angielski ograniczał się do kilku słów. Oczywiście co druga dupa w ciąży, nie ważne, czy 14 lat, czy 45, na Filipinach wszyscy się rozmnażają jak jebnięci. W takim katolandzie obowiązuje całkowity zakaz aborcji. Ostatecznie okazało się, że nikt mnie nie zabił, nie zgwałcił, nie pobił, ani nawet nie zabrał kamery którą kręciłem filmy. Wręcz przeciwnie, wszyscy byli bardzo mili i obowiązkowe sesje zdjęciowe z wysokim białasem były nie do odmówienia. Raz tylko jakiś typ koniecznie chciał się ze mną napić, a kiedy odmówiłem powiedział „I will shoot you if you don’t drink with me„. Zaśmiałem się, ale jego mina była poważna. Szczerze to do dzisiaj się zastanawiam, czy to był żart, czy faktycznie chciał do mnie strzelać. Udało mi się też dojść do plaży w Manili, którą możecie zobaczyć na zdjęciu powyżej. Smutna prawda o Filipinach – tak wygląda niestety wiele miejsc.

Tej samej nocy zostałem zaproszony przez pewną modelkę którą puknąłem podczas poprzedniego wyjazdu do Manili, aby dołączyć do niej i jej znajomych na imprezę do klubu Time. Jest to dziwna laska, która jest dominą SM i lubi spuszczać facetom wpierdol. Siada im na twarzy, bije ich pejczem i wyzywa od głupich kutasów. Twierdzi, że taki fetysz powstał na wskutek gwałtu, którego była ofiarą. Początkowo nienawidziła wszystkich samców, teraz chce ich po prostu lać i poniżać podczas seksu. Natomiast prezentuje się bardzo dobrze. No, z jednym wyjątkiem – na zdjęciach ma ogromne cycki, są tak duże, że jeszcze kiedy jej nie znałem, zaoferowałem jej kupno biletu do Tajlandii, aby mnie odwiedziła w Bangkoku. Tym czasem w rzeczywistości są takie, zwyczajne normalne, nic specjalnego. Ewidentne oszustwo Photoshopa lub jakieś wypychane nie wiadomo co, a ja o mało jej nie kupiłem biletu za 300 USD. To mnie generalnie wkurwia. Dlaczego dziewczynom wolno oszukiwać z cyckami, a przykładowo facet wkładający sobie, powiedzmy, skarpetkę w majtki, że niby ma takiego afrykańskiego pytona, jest już śmieszny i żałosny. Takie to trochę wieśniackie, zupełnie jakbym robił sobie zdjęcie w Ferrari z sugestią, że to moje, tym czasem do pracy popierdalał tramwajem. Nie wspominam już nawet o makijażu. Wole już, żeby mi laska przyszła w ogóle nie wymalowana, niż jak ma się zmienić w Shreka po tym jak wejdzie pod prysznic.

Wracając do klubu Time, jest to impreza typu after party, czyli ludzie schodzą się dopiero około 4, 5 rano. Tani jak na Filipiny też nie jest, bo wjazd 600 peso z jednym drinkiem w cenie. Ogólnie jednak godny polecenia. W środku moja domina siedziała z Anglikiem, 3 koleżankami i jednym ladyboyem. Za całą imprezę płacił anglik (how typical), a wszystkie koleżanki mojej dominy były równie atrakcyjne jak i ona sama. Jedną z nich znam już z poprzedniego przyjazdu do Manili, wtedy też wspominała o swoim Angliku który jest jakimś bankowcem w UK. Tej nocy nie zabierałem dominy do siebie bo autentycznie wstyd mi było brać ją do tego gównianego hotelu. To jest lasa z klasą, nie chciałem nawet, żeby zobaczyła tą norę, ale i nie miałem takiego ciśnienia, ponieważ koleżanka od mleka dla dziecka obrobiła mi już wcześniej pałę. Dlaczego więc o tym wspominam? Aaaa, bo następnego dnia było tak….

Miałem już kurewsko dość tanich hoteli więc wynająłem cały apartament przez Air bnb. W pewnym momencie dostaje wiadomość od dominy o treści „czy lubisz trójkąty, bo chciałabym zabrać koleżankę i do ciebie pojechać”. Po przeczytaniu pała stoi jak maszt na fregacie Kolumba, bo wszystkie jej koleżanki były naprawdę ładne i chętnie bym je robił dzień i noc. Podałem więc dominie adres i czekam. W pewnym jednak momencie przeszła mi niepokojąca myśl przez głowę. Bo przecież na imprezie był jakiż tranzystor-ladyboy… Wysyłam wiadomość, aby się upewnić: „hej, ale twoja koleżanka to nie jest ten ladyboy?”. Odpowiedź na którą NIE czekałem nadeszła, złamała mi serce, skurczyła ptaka, a z oczu popłynęły mi łzy. „Właśnie się dowiedziałem, ona jest pedałem” jak to śpiewali kiedyś w Polsce. Z wielkim bólem serca anuluje więc naszego trójkąta. Domina mówi, że on/ona może oglądać jak my się ruchamy, ale ja dziękuje za to. Nie chcę żadnych ladyboyów w mieszkaniu. Abstrahując od tego, że wstydziłbym się przed ochroniarzem wchodzić z nim/nią do mieszkania, to są to po prostu nieobliczane stworzenia które mają na maksa zryty beret hormonami. Wiecie jak to się mówi, że faceci na sterydach są psychiczni? Na tej samej zasadzie, transwestytom odpierdala w czapę od faszerowania się hardcorowymi ilościami estrogenu. I tak powiesz jedno złe słowo i dostajesz butelką w ryj od ladyboya. Takie z nich kobiety, że są gotowe jebnąć cię nożem za to, że odrzuciłeś ich zaloty. I butelka i nóż widziałem na własne oczy w Bangkoku. Butelką dostałem ja, nożem jakiś gościu na ulicy, nie wiem o co poszło. Moja rada – unikać ladyboyów jak ognia. Już nie mówiąc o tym, że jak już  ktoś ma coś ukraść, to prawie zawsze jest to ladyboy. A ja mam przy sobie trochę wartościowych rzeczy bo to dopiero początek wyjazdu. I tym oto sposobem trójkąta nie było…

Tego samego dnia, po tym jak okazało się, że internet i tak nie działa i znowu nie mogę pracować, udałem się do klubu Royal. Była tam taka laseczka w czerwonej sukience która strasznie się na mnie wieszała. Początkowo jej nie chciałem, ale widziałem, że jest strasznie chętna na dupakę, więc w końcu dałem się przekonać i ją zabrałem. W drodze do domu, laska non stop mówi taxówkarzowi, że zrobię jej białe dziecko, będzie miało blond włosy i niebieskie oczy. Eee, no fajnie. Wchodzimy do mieszkanie i po prysznicu do wyra. Cały czas ona mówi, żebym ściągał kondoma i walił strzała w jej miśkę, bo ona chce mieć białe dziecko. Mówię, że ja nie chce, nie będę się zajmował żadnym gówniarzem, a tym bardziej na niego płacił. Jak myślę o dzieciach, blah, gdyby była możliwość, aby nie widzieć żadnego gówniarza poniżej 16 lat do końca życia, to brałbym taką opcję bez namysłu. A najgorsze, że nie można się z takimi poglądami afiszować przed laskami, bo przecież w ich podświadomości ruchanie jest po to, aby zaciążyć i to do tego z facetem, który przy niej będzie i będzie się opiekował nią i gówniarzem. Tak czy inaczej, cała ta sytuacja mnie podjarała i tuż przed tym jak miałem skończyć, ściągnąłem gumkę i oddałem strzał…

Wiecie jak to jest, gdy ludzie pytają „czy na pewno wiesz, że nie masz dziecka?”. Ja już nigdy nie będę pewny. Oczywiście nie wymieniałem się z nią żadnymi numerami, Facbookami, etc. Sama powiedziała, że chce się opiekować gówniarkiem, najważniejsze, żeby miało jasne włoski i niebieskie oczka. A że z kasą może być różnie, to już chyba na Filipinach nie interesuje nikogo, bo robią sobie po 10 dzieci w rodzinie.

To be continued…

Chcesz wiedzieć o nowościach na Azja Po Zmroku? Polub stronę na Facebooku.

Zapraszam również do dołączenia do dyskusji na Forum Azja Po Zmroku